zapędziłam się myślami w nie te rejony... I teraz zaczynam rozważania na ww. temat., a nie powinnam, bo to do niczego dobrego, niestety, nie prowadzi

Mieszkamy za granicą. ja teraz przyjechałam po dziecko do Polski, które było na wakacjach u dziadków. przy okazji zrobiłam sobie badania i okazało się, że coś tam nie jest w porządku i muszę teraz poczekać na wyniki i pochodzić na konsultacje. W naszym mieszkaniu (w Polsce)uczy się (i mieszka)siostra męża, która zaraz ma ważny egzamin. I z tego powodu właśnie mąż stwierdził, że nie powinnam jej przeszkadzać, czyli nie bywać tam, bo może to ją rozproszyć i nie zda.
Trochę racji ma, nie przeczę (choć, broń Boże nie mam tendencji do życia nocnego, raczej. Ale czy ja to pies? Abstrachując, że jest to jedyna dla mnie sytuacja, ten czas, kiedy mam odrobinę swobody i moment na pozałatwianie swoich spraw, choćby ww. lekarza. Wrócę do codzienności i bye-bye moje sprawy. Uważacie, że to samolubstwo z mojej strony, nie siedzieć u rodziców w innym mieście, tylko przyjechać do własnego przecież mieszkania (3 pokoje!), spotkać się z dawno niewidzianymi osobami i starać się nie przeszkadzać dziewczynie, tzn.