andaba
31.08.08, 17:16
Poczytałam sobie wątek o przeżywaniu z 5 tysięcy i brzuch mnie rozbolał. Ze śmiechu.
Ja rozumiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i jeden się cieszy, że ma aż 1000, a drugi płacze, że tylko 10000, ale powiedzcie o co chodzi z tym odmawianiem.
Jeżeli nie chodzę do kina, to sobie odmawiam, tak? A dlaczego? Szczerze mówiąc to nie widzę powodów, żeby akurat do kina chodzić. Jak dzieci idą z klasą, to im nie odmawiam. Czyli odpada.
Płyty. A po co mam kupować? W życiu żadnej płyty nie kupiłam, kilka kaset w liceum. Odmawiam sobie? Akurat. Nie widzę potrzeby.
Macie pomysły jeszcze czego sobie odmawiam?
A może są pewne rzeczy, które robić/kupować wypada i nie ma zmiłyj się?