Dodaj do ulubionych

Chyba mam problem:(

19.09.08, 21:14
Witajcie! Ponieważ sprawa jest poważna, PISZĘ POD SWOIM NICKIEMsmile)
Bardzo rzadko tu pisuję, ponieważ tak jakoś uważam, że "wyrosłam" z
tego forum (cóż, zawsze cechowała mnie pycha) - i nie chodzi tu o
moje gabaryty, choć pośrednio o nich jest ten wątek. Cóż, od dawien
dawna delikatnie mówiąc do najszczuplejszych nie należę. W styczniu
tego roku przeszłam dość powazną operację całkowitej wymiany stawu
biodrowego lewego z przeszczepem autogennym panewki. Parę miesięcy
po operacji było super - tj. rehabilitacja w domu, dalsze powolne,
ale chudnięcie (do operacji schudłam, choć nadal ważyłam tak z 20 kg
za dużo... cóż, osoby ze sztucznym biodrem powinny być po prosu
SZCZUPŁE). No i przyszło lato, upały - sama nie wiem jak, dlaczego -
zaczęłam znów pić PIWO, od którego błyskawicznie wręcz tyję. Nie
muszę pisać, że schudniecie przed operacją wiązało się z całkowitą
rezygnacją z alkoholu. Od 2 lat jestem w trakcie psychoterapii i mam
od jakiegoś czasu wrażenie, że jestem w połowie drogi - tj. wiem co
i jak jest złe i chore, ale jestem dość mocno osadzona w
zachowaniach, schematach (nie tylko myślowych), które uskuteczniałam
przez całe zycie... Kurcze, jak to jest, że wciaz widzę szklankę do
połowy pustą, a nie pełną? Tj. zamiast się cieszyć, że mam
wyjebiaszczą protezę biodra, która wyzwoliła mnie z wieloletniego
fizycznego cierpienia i poprawiła moją sprawność fizyczną - ja tyję
na własne życzenie, zamiast dązyć do czegoś wręcz przeciwnego?
Natchnał mnie nieco sąsiedni watek o otyłym mężu - ja też takowego
posiadam - oczywiście wolę wypominać jemu, że nie chudnie, niż zająć
się sobą... siedzę w domu, mam przyznane prawo do świadczenia
rehabilitacyjnego. Zajmuję się wszystkim - głównie zamartwianiem się
synem, który powtarza "zerówkę" z powodu zaburzeń emocjonalnych -
zamiast do jasnej cholery zająć się sobą, a potem chociażby znaleźć
sobie kochanka. Niestety dotarło do mnie, że jestem odpowiedzialna
za siebie i dzieci - nie za męża... Mam porządnego doła, mimo leków
antydepresyjnych... Co dalej? Jeśli nie schudnę - kwestią czasu jest
rychłe obluzowanie się endoprotezy biodra. Ktoś był/jest w takiej
sytuacji? Ktoś zrozumie albo da kopa na rozpęd??
Agnieszka
Obserwuj wątek
    • mearulezz Re: Chyba mam problem:( 19.09.08, 21:40
      przestan chlac browary tylko wez syna i idzcie na dluuugi spacer.
      ty schudniesz, synowi tez sie przyda dluga pogawedka z mama.
      teraz juz skasowali ogrodki piwne wiec mozecie isc do parkusmile
      • beniusia79 Renie "chyba" tylko na pewno... 19.09.08, 22:06
        podpisuje sie pod kolezanka.... a mozesz cwiczyc? moze tak
        wybralabys sie na fitness lub basen?
    • jaagna Re: Chyba mam problem:( 19.09.08, 22:14
      Witaj imienniczko! smile
      Czekam na wymianę obu bioder (z panewką włącznie) i w tej intencji zrzucam kilogramy wink
      Pomaga mi w tym dietetyczka. Poszukaj takiej osoby w swoim mieście (albo przez internet, też można, płacisz wtedy przelewem) i stosuj się do zalecań. Na razie udało mi się schudnąć dzięki diecie 10 kg (w sumie to ok. 18 kg - część samodzielnie). W tej chwili moja waga stoi, bo brakuje mi ruchu - sama rozumiesz, ze z dwoma bolącymi biodrami nie jest łatwo spalać kalorie w ruchu. Ale moja koleżanka (trochę bardziej ruchliwa, choć bez przesady) zrzuciła u tejże dietetyczki ponad 20 kg w ciągu ok. 10 miesiecy!!! I jest szcęśliwa, bo nie chodzi głodna (ja też jem i czuję sytość) - a kilogramy jej lecą! smile
      Jak chcesz innych informacji - pisz na priva lub w tym wątku.
    • sir.vimes daję kopa 19.09.08, 22:52
      wylej piwowink , jak nie możesz żyć bez relaksujących napojów to przestaw się na
      wino lub kawę zbożową.

      znajdź przystojnego rehabilitanta - i sama zobaczysz, że będzie ci wstyd nie
      ćwiczyć i nie mieć postępówwink

      Może możesz liczyć na skierowanie do jakiegoś sanatorium - będziesz mieć dwa w
      jednym, odchudzanie i wypoczynek od rodzinnych stresów.
    • agacz2905 Re: Chyba mam problem:( 20.09.08, 11:36
      Dzięki dziewczyny. Uściślę, że piwo już od 1,5 roku mi nie smakuje i
      mam do siebie nieliche pretensje, że w ogóle czasem kupuję i piję.
      Rzeczywiście przerzuciłam się na czerwone wino, które pite w dawkach
      kardiologicznych jest o.k. - tylko jeszcze należy "zejść" do owych
      dawek, przynajmniej w moim przypadku. Poprzednio schudłam -
      zastępując nawyk wieczornego internetowania przy piwku - prawie
      codziennymi ćwiczeniami na rowerku stacjonarnym. A teraz marazm,
      apatia i ogólny tumiwisizm powodują, że nie umiem się sama
      upilnować. Jeszcze w lipcu jeździłam do szpitala na rehabilitację,
      ćwiczenia, zabiegi.... było o.k., mimo utycia kilka kg w stosunku do
      czasu operacji. A przystojny rehabilitant to mi się przyda, ale jak
      schudnę - mam podobny problem jak autorka watku "rozstanie przez
      otyłość". Dawniej sadziłam, że jak ja schudnę, to mąż również -
      jednak to tak nie działa, niestety. O ile ja balansuję na granicy
      nadwagi i otyłości, to maż cierpi na otyłość całą gębą, ze się tak
      wyrażę. O ile ja jestem w stanie zrezygnować z kompulsywnego picia
      piwa i jedzenia moich ulubionych drazy chińskich (wiem, bo już tego
      dokonałam) - o tyle mąż nawet nie próbował zrezygnować z
      kompulsywnego obzerania sięsad(. Aż dziwne, że to ja mam cukrzycę
      (typu II, nabytą, bez obciażeń genetycznych), a on - obciążony
      genetycznie cukrzyca z kazdej strony dosłownie - jest zdrowy.
      Nienawidzę otyłości, tego nadmiaru tłuszczu - u siebie, u męża...
      Marną "pociechą" jest dla mnie to, że nielubiani przez nas: brat
      męża i bratowa sa dosłownie monstrualnie otyli, każde z nich na
      pewno waży 150-160kg (mąż 118). Ale przeciez każdy jest
      odpowiedzialny za siebie, prawda? Proszę, dziewczyny, trzymajcie
      kciuki czy co tam chcecie, żebym wzmocniła mięśnie, schudła (bo
      przecież za rok-dwa wymiana drugiego biodra) i przezwycieżyła obecny
      marazm. Dobra, kończę już ten koncert pobożnych, choć całkiem
      realnych życzeńsmile A.
      • wieczna-gosia Re: Chyba mam problem:( 20.09.08, 11:42
        agacz- przede wszystkim bardzo milo cie widziec. Moze codzienny rowerek
        stacjonarny a po godzinie przerwa i internet z uzupelniaczen elektrolitow
        (muszynianka?) tez bedzie dobrym pomyslem? Pozdrawiam serdecznie smile
    • spacey1 Re: Chyba mam problem:( 20.09.08, 12:27
      cześć Agnieszka, nie wiem czy mnie pamiętasz. Jestem Agata, mama Szymka i
      Jagódki. Nasze dzieci są w podobnym wieku (Szymek ma 8,5 a Jagoda 6,5).
      Nie dam Ci żadnej dobrej rady, bo chyba wszystko już wiesz, jesteś świadoma, co
      należy robić, tylko jest kwestia samozaparcia i dyscypliny. Powiem tylko, że
      mocno będę trzymać kciuki za Ciebie, warto walczyć, dla siebie i dzieci.
      Pozdrawiam
      agata
    • siasiuszek Re: Chyba mam problem:( 20.09.08, 12:56
      Jest jedyny sprawdzony sposób na to żeby schudnąć - mniej żreć
      • spacey1 Re: Chyba mam problem:( 20.09.08, 13:00
        Troszkę się nie zgodzę jako weteranka odchudzania. Jestem po opieką dietetyczki
        od 5 miesięcy. W pierwszym miesiącu, kiedy przestrzegałam wszystkich wskazówek,
        schudłam 3,5 kg. W drugim, kiedy przestałam jadać 5 razy dziennie, opuszczając
        zwykle 2 śniadanie i podwieczorek, przestałam chudnąć.
        Przemiana materii wzrasta, kiedy się je mniej, ale częściej. Nie wystarczy więc
        " żreć mniej", bo można sobie spowolnić tak przemianę, że będzie problem, będzie
        się tyć od samego patrzenia na jedzenie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka