Dodaj do ulubionych

jak to jest być tą drugą żoną?

01.10.08, 15:10
Kocham kogoś kto się rozwodzi ,ja sam to robie również.Jestesmy razem od kilku
lat.Chcemy się pobrać,jednakze teraz gdy rozmawiam z Nim to rodzą się rózne
wątpliwości jak ja sobie poradzę z jego ex....Dzieci nie ruszam,są pełnoletnie
,dorosłe chłopaki.
Jego jeszcze zona raz nie chce mu dac w spokoju odejsc,poniza się ,odstawia
cyrki i histerie.Nie wiem co jej do głowy przyjdzie .To taka kobieta bluszcz.
Natomiast On wydaje mi się ze ma jakies poczucie winy wobec rodziny,przebąkuje
,ze preciez on na początku będzie musiał jej pomóc w niektóych sprawach np.z
domem ,prądem -takim "męskimi "sprawami.

Szlag mnie trafia ....ona ma istniec w naszym życiu...przeciez ona jest
dorosłą,sama sobie da radę!

Moze się mylę ale czy ta pomoc nie zaszkodzi naszemu związkowi.

Czy któras z Was jest tą drugą żoną i jak sobie radzicie.
Obserwuj wątek
    • luxure Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:12
      Moment...Ty jesteś druga w kolejce do tego Pana, niestety. Tamta
      Pani była pierwsza. Tego nie zmienisz...Trzeba było o tym pomyśleć
      zanim komuś rozbiłaś rodzinę!
      • gabrysia5 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:17
        luxure napisała:
        Moment...Ty jesteś druga w kolejce do tego Pana, niestety. Tamta
        > Pani była pierwsza. Tego nie zmienisz...Trzeba było o tym pomyśleć
        > zanim komuś rozbiłaś rodzinę!

        Chwileczkę.Nie wiesz czy autorka rozbiła rodzine,a jesli nawet to
        nie sama.Był jeszcze mężczyzna, który ma wolną wolę i zdolność
        podejmowania decyzji.
      • lucerka Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 19:07
        > Moment...Ty jesteś druga w kolejce do tego Pana, niestety. Tamta
        > Pani była pierwsza. Tego nie zmienisz...Trzeba było o tym pomyśleć
        > zanim komuś rozbiłaś rodzinę!

        A skad wiesz, ze to ona mu rodzine rozbila a nie on jej? Matko, te
        teksty o rozbijaniu rodziny rozwalaja mnie po prostu. Do tanga
        trzeba dwojga.
    • mamaisi Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:15
      Ja na szczęście jestem pierwszą żoną.
      Ale jeśli facet się rozwodzi i ma ku temu powody, to zupełnie nie
      rozumiem dlaczego miałby nadal się tak bardzo poświęcać dla kobiety,
      od której odchodzi. Jeśli zdrowa jest i dorosła to przecież powinna
      poradzić sobie z własnym życiem.
      Szczerze mówiąc, gdybym była w takiej sytuacji, jak autorka wątku,
      to mocno zastanawiałabym się nad wiązaniem (czyt. ślubem) z owym
      mężczyzną. Chyba musiałabym trochę poobserwować, czy przypadkiem
      ten "bluszcz" nie przesadzi się do mojej doniczki...
      • gabrysia5 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:17
        mamaisi napisała:
        ... Szczerze mówiąc, gdybym była w takiej sytuacji, jak autorka
        wątku, > to mocno zastanawiałabym się nad wiązaniem (czyt. ślubem) z
        owym > mężczyzną. Chyba musiałabym trochę poobserwować, czy
        przypadkiem > ten "bluszcz" nie przesadzi się do mojej doniczki..."

        Doskonała odpowiedź!!Brawo.
      • cora73 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 16:27
        "dlaczego mialby sie nadal poswiecac dla kobiety od ktorej
        odchodzi"........Dlatego ze: pana meczy poczucie winy? pan jest
        czlowiekiem ktory tak naprawde nie wie czego chce? Jezeli autorka
        watku byla powodem rozwodu, to niech wezmie jedna mozliwa opcje pod
        uwage: ze moze zostac 2, ale wcale nie ostatnia zona panasmile
    • ik_ecc Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:21
      Ja nie jestem, ale moja przyjaciolka jest. Z pierwsza zona utrzymuja
      kontakty (tam jest dziecko, chociaz teraz to juz dorosly chlopak,
      ale na poczatku mial 8 lat) bardzo poprawne. Chwilami nawet
      towarzyskie (wiem ze na swieta sie widuja razem wszyscy) i jakostam
      pomocne. Moja przyjaciolka twierdzi ze nigdy nie byla zazdrosna, ale
      jej maz ze swoja pierwsza rozstali sie duzo wczesniej i bardzo
      neutralnie.

      W takie cos co Ty opisujesz to rzeczywiscie bym sie nie pakowala, bo
      tam jeszcze za duzo emocji jest.
    • gacusia1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:24
      Ja jestem ex-zona i nigdy nie prosilam mojego exa o pomoc. Wolalam
      go nie ogladac i radzic sobie sama.
      A z takimi,co "zarowke pomagaja przykrecac" ex-zonie to trzeba
      krotko.
      Jesli dzis masz watpliwosci...to pomysl co bedzie za 5 lat. .-)
      • new5 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:33
        Tak emocje tam jeszcze są.....ja zaczełąm się pierwsza rozwodzic rok temu i Wiem
        ze mną tez targały emocje,no ale pomagac exowi....nie wpadłam na taki pomysł.

        Puki co kazałam przemysleć to co powiedział i zastanowic się jak to moze wpłynąć
        na nasz związek.
    • e_r_i_n Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:31
      Jak jest być drugą żoną - normalnie. Pod warunkiem, że mąż umie
      oddzielić te 'części' życia od siebie. Rozwod oznacza, ze byly maz
      ma obowiazki wobec dziecka. Byla zona musi radzic sobie sama.
      • nangaparbat3 nic nie musi 01.10.08, 19:01
        e_r_i_n napisała:

        > Jak jest być drugą żoną - normalnie. Pod warunkiem, że mąż umie
        > oddzielić te 'części' życia od siebie. Rozwod oznacza, ze byly maz
        > ma obowiazki wobec dziecka. Byla zona musi radzic sobie sama.
        Nie musi. Moj były maż pomaga czasem mnie, nie tylko w sprawach dziecka, ja
        jemu, czasem tez pomagam jego nowej zonie, bo ma dwoje maleńkich dzieci i czasem
        jest jej bardzo trudno. A poza tym zwyczajnie ja lubie (bylego też - i nic
        wiecej z tego nie wynika).
        • e_r_i_n Re: nic nie musi 01.10.08, 19:03
          Ok, korekta - musi, jeśli komukolwiek z układu przeszkadza inna sytuacja.
          • nangaparbat3 Re: nic nie musi 01.10.08, 19:05
            OK smile
    • annasi23 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 15:31
      A ja jestem córką pierwszej żony. I prawdę mówiąc nie zazdroszczę drugiej żonie
      mojego ojca, czyli swojej macosze. Chociaż ona i tak ma nieźle, bo ojciec jej
      się podporządkował i nie widuje się z nami (mną i moimi braćmi) prawie wcale.
      Mimo, że jesteśmy dorośli, to wciąż trudno nam to zaakceptować.
      A druga żona - no cóż, sama chciała. Nie zmieni tego, że jej mąż miał wcześniej
      żonę i dzieci. Widzę, że ona jest zazdrosna o nas i myślę, że często robi mu z
      tego powodu awantury.
      Ale sama sobie takie życie zaserwowała - rozbiła rodzinę, więc nie może
      oczekiwać serdecznych kontaktów. A trudno żyć ze świadomością, że jest się
      nielubianym. I że jest się tą drugą.
    • rita75 myślę , ze niepewnie- mozna byc nastepna puszczana 01.10.08, 16:20
      kantem
      • bsl Re: myślę , ze niepewnie- mozna byc nastepna pusz 01.10.08, 16:33
        jak sie jest drugą po pierwszej ( i nie jest sie przyczyną rozpadu
        związku ) to całkiem ok , natomiast jak sie jest druga przed trzecią
        to już mniej różowo smile
        • rita75 Re: myślę , ze niepewnie- mozna byc nastepna pusz 01.10.08, 17:07
          > jak sie jest drugą po pierwszej ( i nie jest sie przyczyną rozpadu
          > związku ) to całkiem ok

          byc moze, ale tu raczej chodzi o przypadek, gdy lasia jest przyczyną
          • wieczna-gosia Re: myślę , ze niepewnie- mozna byc nastepna pusz 02.10.08, 13:14
            jesli maz puscil kantem zone z lasia to winny jest on. Jego jeszcze zona takze,
            bo nigdy nie ma tak ze tylko jedna strona jest winna- oczywiscie skala jest
            nieporownywalna, ale jednak. Lasia nie jest winna bo niby czemu ma byc winna? ze
            byla we wlasciwym miejscu i o wlasciwej porze? Ze maz sie zakochal zanim sie
            rozwiodl? Lasia jest co najwyzej winna rozpadu wlasnego malzenstwa.
            • rita75 Re: myślę , ze niepewnie- mozna byc nastepna pusz 03.10.08, 20:30
              jesli maz puscil kantem zone z lasia to winny jest on. Jego jeszcze
              zona takze,
              > bo nigdy nie ma tak ze tylko jedna strona jest winna- oczywiscie
              skala jest
              > nieporownywalna, ale jednak. Lasia nie jest winna bo niby czemu ma
              byc winna? z
              > e
              > byla we wlasciwym miejscu i o wlasciwej porze?

              To jest odpowiedz na moj post? Chyba nie...
              Tylko chcialam powiedziec, ze pan ma ku...ki charakter.
    • kawka74 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 16:33
      > Jego jeszcze zona raz nie chce mu dac w spokoju odejsc,poniza się ,odstawia
      > cyrki i histerie.Nie wiem co jej do głowy przyjdzie .To taka kobieta bluszcz.

      Chyba nie wymagasz od porzucanej kobiety, żeby grzecznie ustąpiła Ci miejsca? I,
      co by nie mówić, jej też nie jest łatwo. Śmiem nawet twierdzić, że trudniej, niż
      Tobie.

      > Natomiast On wydaje mi się ze ma jakies poczucie winy wobec rodziny,przebąkuje
      > ,ze preciez on na początku będzie musiał jej pomóc w niektóych sprawach np.z
      > domem ,prądem -takim "męskimi "sprawami.

      Widać czuje się nie w porządku i będzie podcierał sobie sumienie reperując
      kontakty i zakładając uszczelki w kranach. Ex niechybnie to wykorzysta (trudno,
      żeby nie), a Ty będziesz siedziała jak Job na gnoju i czekała.
    • lawenda22 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:02
      new5 przemysl dobrze swoja sytuacje. Czy nie masz czasem na imie
      Marta.
      • new5 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:11
        a co Marta miała by z mną wspólnego?
    • be_em całkiem dobrze:) 01.10.08, 17:33
      na moje szczęście ta pierwsza kiepsko sie dogadywała i z mężem i z
      jego rodziną, więc miałam ułatwionesmile a tak serio: jestem drugą żoną
      dłużej, niż pierwsza pierwszą, im się nie udało, nam tak, oni się
      nie mogli dogadać, my jesteśmy przyjciółmi, a wszystko dlatego, że
      oboje jesteśmy po związkach, wyszliśmy z nich pokaleczeni i razem
      lizaliśmy rany. Nauczyliśmy sie szanować to co dla małżeństwa jest
      istotne. Banalne, ale trafiliśmy po prostu na siebie idealnie.
      Obydwoje też zakończyliśmy poprzednie związki dość stanowczo i
      bezpowrotnie. Ja zamknęłam 12 letni związek, ślubny 5 letnie
      małżeństwo. Ja bez dzieci, on z synem. Nigdy nie broniłam spotkań z
      dzieckiem, od początku młody bywał i bywa u nas regularnie. Teraz
      mamy też wspólne dzieci. Owszem na początku miałam podobne myśli, że
      może on zechce wrócić do ex dla dziecka lub bedzie mial wyrzuty
      sumienia. Ale szybko mi przeszło, bo jak napisała errin odciął się
      jednym ruchem od ex żony, ex życia. Wszystko związane z dzieckiem
      interesuje go jak najbardziej, pomaga, finansuje, dzwoni, gada na
      gg, przywozi, odwozi, itd. Ale sprawy ex małżonki w sensie zeputego
      kranu nie intersują go zupełnie, mimo, że na początku były próby
      spotkań na tzw. cieknący kransmile Powiem ci tylko tyle, że gdyby
      wówczas mój ślubny nie odciął się i jeździł te krany naprawiać - nie
      wyszłabym za niego.
    • spacey1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:39
      Ja nie jestem drugą żoną, więc się wypowiem czysto teoretycznie. Wiążąc sie z
      rozwiedzionym mężczyzną nigdy nie można być pewnym, dlaczego tamten związek nie
      przetrwał. I to niezależnie od tego, co ci mówi ukochana osoba (wina oczywiście
      po stronie byłej żony). Po drugie - nie sądzę, aby dało się tak całkowicie
      zerwać relacje, o ile rozwód nie nastąpił z towarzyszeniem awantur, rękoczynów
      itp (wtedy to jest nawet wskazane). Kiedy ludzie rozstają się w miarę
      kulturalnie, to, jak obserwuję wokół, kontakty są nadal podtrzymywane. Głównie
      ze względu na dzieci. I to niezależnie od tego, czy te dzieci są dorosłe, czy
      nie. jak sobie wyobrażasz np. urodziny syna czy córki albo ich ślub. Chyba nie
      będą wybierać między zaproszeniem ojca i matki.
      Zachowanie Twojego faceta świadczy o tym, że to on czuje sie winny rozpadowi
      związku. W sumie taka postawa całkiem dobrze o nim świadczy. A to, czy to
      wpłynie na wasz związek, to tylko i wyłącznie kwestia tego, czy
      a) - facetowi można zaufać
      b) - rzeczywiście tamto uczucie w nim wygasło.

      Jeśli na a i b nie możesz z czystym sumieniem odpowiedzieć "Tak", to zastanów
      się dobrze. Jeśli zaś odpowiesz "Tak", to zaakceptuj tę trudną sytuację.
      • dee.angel Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:42
        spacey1 napisała:

        > Ja nie jestem drugą żoną, więc się wypowiem czysto teoretycznie. Wiążąc sie z
        > rozwiedzionym mężczyzną nigdy nie można być pewnym, dlaczego tamten związek nie
        > przetrwał.
        Faktycznie teoretyzujesz. Sa wyjatki smile Mozna byc pewnym. I nie w kazdym
        malzenstwie sa dzieci.
        • spacey1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:45
          jasne, są sytuacje oczywiste (kryminalne na przykład). I jak nie ma dzieci to
          jest inaczej. Ale reszta moim zdaniem się kupy trzyma
          • dee.angel Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:51
            Niekoniecznie kryminalne smile Czasami faceci tez mowia prawde, no zdarza im sie
            popatrz wink
            • spacey1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:53
            • spacey1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 17:55
              Wiesz co, nie chce mi się domyślać, co masz na myśli. Zapewne to, że facet
              potrafi się przyznać, ze to była jego wina. Ale wtedy związek też jest ryzykiem.
              • dee.angel Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 21:43
                No tak, oczywiscie. Opcja, ze ludzie sie rozstaja, bo im nie po drodze razem nie
                wchodzi w rachube. Nie mowiac o tym, ze o rozwodzie z winy kobiety nikt nigdy na
                tym swiecie nie slyszal, no bo JAK BY TO BYLO MOZLIWE, nie? smile
                Smieszna jestes troche smile
                • spacey1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 02.10.08, 10:21
                  Wchodzi w rachubę jak najbardziej. Tylko skąd można wiedzieć, że napotykasz ten
                  właśnie przypadek? Ale ok, spotykając kawalerka/pannę też nigdy nie wiesz tak do
                  końca, na kogo trafiłeś/aś
            • kawka74 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 18:00
              Czasami faceci tez mowia prawde, no zdarza im sie
              > popatrz wink

              Mówią, czasem nawet całą prawdę :p
              Żaden przytomny facet nie przyzna się, że rozwód nastąpił z jego winy, chyba że
              winą jest szaleńcza miłość do nowej partnerki; wtedy przyznanie się jest nawet
              wskazane.
              • new5 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 18:07
                Tu w mojej sytuacji związek się rozpada bo trafilismy na siebie -kupe lat temu i
                juz rozstac się nie mozemy.Kochamy się i tyle.
                • spacey1 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 18:10
                  z jednej strony to piękne i można wam pozazdrościć, ale z drugiej ...
                  • new5 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 18:19
                    Zobaczymy jak to będzie w praniu,nie chcę awantur to juz miałam w swoim
                    małżenswie.StAram się rozmawiac ale wogóle to chyba jeszcze za
                    wczesnie....jeszcze nie mamy nic uregulowanego do konca.Zaskoczył mnie wczoraj
                    ta pomoca żonie....,obawa...dlatego napisałam .
                    On musi zrobić najpierw porządek ze swoimi emocjami i poczciem winy,potem mozemy
                    budowac nasze małżenstwo .Mna targały tez emocje ok 8 miesiecy od złożenia
                    pozwu.Teraz mam nareszcie spokój ale ja szukałam pomocy dla siebie u
                    psychologa.To nie sa łatwe sprawy.Za wczesnie weszlismy chyba na różne tematy...
      • e_r_i_n Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 18:10
        spacey1 napisała:

        > Wiążąc sie z rozwiedzionym mężczyzną nigdy nie można być pewnym,
        > dlaczego tamten związek nie przetrwał.

        Kurde, to jednak podwójnie przerąbane mają też samodzielne matki.
      • magiczna_marta Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 18:44
        > Wiążąc sie z
        > rozwiedzionym mężczyzną nigdy nie można być pewnym, dlaczego
        tamten związek nie
        > przetrwał.

        No tu wiadomo, Pan jeszcze nie rozwiedziony, a powodem rozpadu
        autorka tematu.
      • burza4 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 20:16
        spacey1 napisała:

        > Wiążąc sie z rozwiedzionym mężczyzną nigdy nie można być pewnym,
        dlaczego tamten związek nie przetrwał.

        a czy powód ma aż takie znaczenie, skoro najczęściej mowa o
        niezgodności charakterów? to, co jedna osoba postrzega jako wadę,
        dla innej będzie neutralne, albo wręcz będzie zaletą.


        Po drugie - nie sądzę, aby dało się tak całkowicie
        > zerwać relacje, o ile rozwód nie nastąpił z towarzyszeniem
        awantur, rękoczynów> itp (wtedy to jest nawet wskazane). Kiedy
        ludzie rozstają się w miarę> kulturalnie, to, jak obserwuję wokół,
        kontakty są nadal podtrzymywane.

        wiesz, to że czasem trzeba nie oznacza, że jest to pożądane
        rozwiązanie. Można rozwieść się bez awantur, a po prostu nie mieć
        żadnej potrzeby utrzymywania kontaktów poza niezbędnymi sytuacjami.
        Bo ludzie rozwodzą się po to, żeby NIE być ze sobą, bo się po prostu
        nie lubią.


        > W sumie taka postawa całkiem dobrze o nim świadczy. A to, czy to
        > wpłynie na wasz związek, to tylko i wyłącznie kwestia tego, czy
        > a) - facetowi można zaufać
        > b) - rzeczywiście tamto uczucie w nim wygasło.

        Wg mnie to nie chodzi o kwestię zaufania, a o podatność na
        manipulacje, na granie na poczuciu winy. Wezwanie do byłej żony, bo
        trzeba jej naprawić kontakt będzie tak samo irytujące w przypadku
        100% pewnego faceta, który poza litością żadnych uczuć do byłej żony
        nie ma.
    • scarlett.o-hara Powiem tak... 01.10.08, 21:18
      Mój jeszcze wtedy nie-mąż jak się rozwodził, to też mówił, że jak jeszcze ex-żona go poprosi o jakieś prace męskie w domu typu naprawa kranu czy wbicie gwoździka, to on jej pomoże... Cóż, zaskoczenie, ale oki. I co się okazało w praktyce? Tak mu dała popalić przy podziale majątku (najlepiej, aby on wziął wszystkie kredyty, a ona same aktywa - podział był notarialnie, ale kłótnie duże wcześniej), potem odstawiała szopki w sądzie począwszy od tego, że mając nogę w gipsie nie zjawiła się na sprawę rozwodową, ale latać do kościoła i na uczelnię w weekendy to mogła i wiele innych spraw) to teksty typu, że nie-mąż wbije jej gwoździki ulotniły się z szybkością światła.
      A swoją drogą, to skoro on chce jej pomagać, to po co się rozwodzi. Ja to tez wtedy nie-mężowi powiedziałam, niech ona sobie wynajmie fachowca.
      Pozdrawiam.
    • drie Re: jak to jest być tą drugą żoną? 01.10.08, 22:00
      Powiem Ci nie z mojego, ale bliskiego doswiadczenia.

      Jedna para po prostu sie wypalila. I on bez problemow przychodzi
      wywalic ciezka szafe czy czasem ida na obiad dopiac sprawy wciaz
      ciagnace sie.

      Druga para, niestety z kobieta bluszczem. Bezdzietna. Tak dowalila
      chlopu, ze uciekl do samotnosci a nie innej. Teraz po pol roku
      poznal kogos. I kazda srubka, zarowka, uszczelka dokrcona przez
      niego jest przez interpretowana: on wciaz mnie kocha, przeciez nie
      przychodzilby tu marnujac wolny czas gdyby mnie nie kochal. I
      podjazdy czyni. Zal patrzec. Z boku stojac widze, ze dla niej samej
      byloby lepiej gdyby on tych srub nie dokrecal, bo ona moze juz te
      pol roku wczesniej zdalaby sobie sprawe, ze to koniec i zaczela to
      przegryzac. A tak stoi w miejscu ze zludzeniami i dopiero zacznie
      oczy otwierac.

      Mysle, New5, ze Twoj pan powinien to sobie tez uswiadomic, ze
      biegajac tam - daje jej nadzieje. A ona bedzie sie jej kurczowo
      trzymac do ostatniej sruby.
    • fajka7 Re: jak to jest być tą drugą żoną? 02.10.08, 01:13
      Nie jestem druga zona, ale mam swoje zdanie na temat relacji z
      ludzmi bluszczami, bo takie osoby spotyka się na codzien w każdych
      okolicznościach, nie musi to być eksmalzonek.
      Cenie sobie wlasna autonomie, a także autonomie mojego związku. Bez
      pewnej sporej dozy niezależności nie potrafie funkcjonowac, wiec nie
      akceptuje wokół siebie osob próbujących się na mnie uwiesic w
      jakiejkolwiek formie i mnie uzależniać.
      To samo dotyczy mojego małżeństwa – nie wchodzimy z mezem w układy,
      które naruszaja nasze osobiste granice, ingeruja w nasz związek. Nie
      umielibyśmy tak zyc.
      Zadaj wiec sobie pytanie jak Ty chcesz zyc i czego oczekujesz od
      tego związku, a nastepnie sprobuj ustalic czy to w ogole możliwe z
      tym facetem.
      Nie znając sytuacji nie ma co osadzac, ale mnie się w oczy rzucil
      fakt, ze facet ma dorosłe dzieci, co oznacza, ze jeśli jego zona
      jest rzeczywiscie bluszczem, on z nia spędził ze 20 lat i tkwil w
      chorym układzie. To jest bardzo wymowne. Dlaczego nie rozwiodl się
      wczesniej? Czy caly czas z nia mieszkal? Przez wiele lat Waszego
      związku? Skoro ona tak o niego walczy prawdopodobnie tak, bo gdyby
      mieszkal z Toba od lat, chyba by nie dostawala histerii na widok
      pozwu. Nie wiem tego, Ty wiesz.
      To by moglo znaczyc, ze facet jest po prostu od niej uzależniony,
      skoro potrzebowal tyle czasu, żeby spróbować odejść, jeszcze nie
      odszedł, a już zaznacza, ze nadal będzie uczestniczyl w jej zyciu.
      Jeśli on ma poczucie winy, to znaczy, ze odczuwa lęk przed zona,
      zreszta bez lęku nie byloby uzależnienia. Takie bledne kolo. I teraz
      pytanie czy facet tkwiący cale zycie w pozycji zaleznej w ogole
      potrafi inaczej zyc i zbudowac nowy zdrowy związek?
      Bo do tej pory był z Toba, ale w zupełnie innym układzie, a teraz
      szykuje się niezależność i tworzenie zupełnie nowej jakości. Może
      wiec warto jak ktos pisal najpierw sprawdzic jak to dziala, gdy
      rzeczywiście będziecie razem i zaczniecie działać wspolnie, żeby się
      przekonac czy jesteście zdolni to dźwignąć, a nie od razu leciec do
      urzedu, bo to można zrobic zawsze.
      A z jego eks on powinien sobie radzic, a nie Ty, tak na marginesie.
    • fioretti Re: jak to jest być tą drugą żoną? 02.10.08, 23:25
      Nie wiem jak to jest byc druga zona,ale wiem,ze nigdy nie chcialabym byc na
      takiej pozycji.Moze dlatego,ze po prostu w zyciu tez nie lubie byc druga,trzecia
      ani nastepna w kolejce.Z przykladow w rodzinie uwazam,ze drugie zony zazwyczaj
      psuja stosunki w rodzinie.Powoduja,ze facet odciana sie od
      dzieci,szwagrow,kuzynow.No ale ma te swoja druga polowke zone,bo nikt nie lubi
      byc sam,wiec sie bierze co sie nadarzy.Ale z wyzej wymienionych powodow i
      doswiadzczen uwazam,ze drugie zony sa taka druga kategoria pod kazdym wzgledem.
      • madziulec Re: jak to jest być tą drugą żoną? 03.10.08, 00:11
        Nie wiem dlaczego jakos jedne kobiety moga bez skrupulow sypiac z zonatymi,
        zwiazanymi facetami i wtedy sie mowi, ze to on jest winien, a inne nie pojda z
        nim do lozka, chocby on je na rekach nosil i blagal.

        I nie jest to kwestia zauroczenia, fascynacji czy diabli wiedza czego. Czasem
        jest to kwestia tego, ze niektore kobiety zaczynaja myslec nie tylko innymi
        czesciami ciala (co tak chetnie zarzucamy facetom), a myslimy mozgiem.
        I wtedy nie wmawiamy sobie jakichs milostek, myslimy o odpowiedzialnosci,
        konsekwencjach, prawdomownosci.

        Zaczynamy sie zastanawiac, czy same w podobnej sytuacji chcialybysmy byc
        postawione i jak bysmy sie poczuly.
        No wlasnie mile panie.
        Wszystko pieknie. Druga zona.. On niby winien. A trzecia zona?? Czwarta??? Jak
        wy sie wtedy poczujecie?? jak pietnaste kolo u wozu?
      • narsen Re: jak to jest być tą drugą żoną? 03.10.08, 20:48
        Jezu, ale pierdoły uncertain Naprawdę wszystkie Panie są tak na 100% pewnie siebie i męża? "Że on by nie potrafił", że "Ja nigdy..." Jak nic gratuluję dobrego samopoczucia. I naiwności.
        Pogadamy za kilka lat.
    • mateoeasy Re: jak to jest być tą drugą żoną? 03.10.08, 21:02
      przeczytalam te wszystkie posty i wniosek jest taki,ze bycie druga
      zona nie oznacza porazki,ale gdy sie nie rozbija malzenstwa swego
      przyszlego powiedzmy meza.wiesz ,bo z kobietami to tak jest,same
      niekiedy bywaja kochankami zonatych facetow,a potem ,gdy niestety
      same sa zdradzane,to zachowuja sie jak histeryczki.a twoj facet
      bedzie mial poczucie winy ,bo nie byl pewnie szczery ze swoja
      zona,no i zawsze sa to trudne decyzje.a tobie zycze ,zebys sama za
      pare lat nie stala sie taka kobieta bluszczem,co to bedzie chciala
      swoje odcierpiec..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka