Dodaj do ulubionych

okropni sąsiedzi

20.10.03, 18:13
Mieszkam w dużym mieście w bloku, mam córeczkę ma 2 lata i dwa miesiące waży
12 kg. Mam sąsiadów na dole którym przeszkadza kiedy moja mała biega po
domu. Mała biega głównie boso bo tak woli i już po chwili sąsiedzi (ludzie
młodzi przed trzydziestką) walą w sufit bo jest za głośno. Początkowo kiedy
do nas przychodzili ze skargami przepraszaliśmy ich i staraliśmy się chodzić
cicho ale dziecka nie uwiążę do stołu bo za głośno chodzi. Przestaliśmy
przepraszać i powiedzieliśmy dość, wtedy zaczęli puszczać muzykę tak głośno
że u nas podłoga drżała po kilka godzin. Przestali pewnie ktoś im zwrócił
uwagę z innych sąsiadów. Teraz ciągle walą w sufit. Nie wiem czy mam
strofować dziecko żęby nie biegało albo żeby ostrożniej chodziło czy wdać
się w tę wojnę i wyjąć piłki kauczukowe.
Obserwuj wątek
    • 73nikusia Re: okropni sąsiedzi 20.10.03, 18:29
      Czesc ...
      Nie przejmuj sie sasiadami. Dopoki wszystko miesci sie w granicach zdrowego
      rozsadku, tzn mam na mysli ich reakcje, nie reaguj... moze im w koncu przejdzie.
      Wiesz kiedys - zanim wyszlam za maz i przeprowadzilam sie na swoje - mieszkalam
      z rodzicami w naszym domku a przez sciane (to jest dom blizniak) mieszka moj
      brat. On ma trojke slodkich dzieci. Slodkich ale kazde z nich mialo kiedys 2
      3 ... 5 lat. Rano wstawalo, biegalo po domu, spiewalo, tupalo. Troszke to
      przeszkadzalo ... wyobraz sobie jak co rano budzi Cie przez sciane
      piosenka ... "jak to milo pscolka byc" ... (ta pscolka to mniej wiecej tak
      brzmiala) ... oj wtedy budzilam sie i czasem bylam wsciekla. Ale teraz
      (dzieciaki sa juz duze, najmlodszy jest w III klasie podstawowki, tesknie za
      tym. Kiedy jade do mamy i oni juz tak przez ta sciane nie rozrabiaja ... troche
      smutno ze dzieci tak szybko dorastaja.

      Jak jeszcze raz Ci zwroca uwage, powiedz im ze niestety Wasze dziecko jest
      teraz na etapie chodzenia i nie mozesz go uwiazac ... przypomnij ze i oni
      kiedys komus przeszkadzali. Zyja w spolecznosci, musza ja zaakceptowac,
      przeciez nikt im nie robi na zlosc, szczegolnie malutkie dziecko.
      A jezeli i to nie pomoze to zaproponuj aby wyprowadzili sie w spokojna
      glusze ... Bory Tucholskie polecam smile

      Pozdrowienia trzymam kciuki Nika
    • kasia_mm Re: okropni sąsiedzi 20.10.03, 18:33
      hmmm jak znam życie nie masz dywanów ani wykładzin tylko klepkę albo panele...
      dlatego tak słychać tupanie...
      rozumiem ciebie - dziecka nie uwiążesz ale i rozumiem ich - ja mam nad sobą
      kochaną sąsiadkę która wyłożyła całe mieszkanie panelami i nawet jak chodzi
      boso to słychać każdy krok... ja mam z kolei 2 miesięczne i 5 letnie dziecko i
      uwierz trudno czasem nie wkurzyć się jak po godzinie usypiania małe się
      rozedrze bo sąsiadka zasuwa w kapciach albo starsze się budzi i pyta co tak
      stuka...
      pogadaj z sąsiadami - przecież jeśli mają koło 30 pracują i wieczorami kiedy są
      w domu tupanie dziecka nie może im tak przeszkadzać jakby słuchali tego cały
      dzień; poza tym sami mogą mieć dzieci i przeszadzać ludziom pod sobą...
      a sama spróbuj kupić chociażby najtańsze śmieszne chodniczki i położyć w
      miejscach gdzie mała tupta - na pewno wyciszą!!

      pozdrawiam
      • marina2 Re: okropni sąsiedzi 20.10.03, 18:53
        No , ale to Twoje dziecię nie tupie po 22?To chyba koniec tematu.M
    • agacz2905 Re: okropni sąsiedzi 20.10.03, 20:36
      Może spróbuj przeczekać, znudzi im się?? Miałam dokładnie t ę samą sytuację w
      zimie. Mój dwulatek poruszał się własnym tempem po mieszkaniu. Mam panele, ale
      w obu pokojach sa na całej powierzchni przykryte grubą wykładziną na filcu.
      Sąsiadce z parteru przeszkadzało jednak mimo to tuptanie Szymka przez
      przedpokój, gdzie na panelach był jedynie gumowany chodniczek. Waliła mi w rury
      c.o. bez przerwy, byłam bliska wariacji, w dodatku byłam wtedy w ciąży. Bardzo
      to przeżywałam, mąż chodził tam na rozmowy itp. Może mieszkasz tak jak ja w
      ogólnie akustycznym budynku i wśród nieciekawych sąsiadów?? Mi baba z dołu
      mówiła, że jak nie potrafię zrobić, żeby dziecko grzecznie siedziało i bawiło
      się klockami(a nie biegało) to powinnam się wyprowadzić. Co niniejszym
      skwapliwie uczynimy z powodu ogólnie panującej ciasnoty za około
      miesiąc...jedynym minusem sytuacji jest stres i wzięty na większe mieszkanie
      kredytwink)
    • sarusia1 Re: okropni sąsiedzi 20.10.03, 22:50
      proponuje metodę "wolność Tomku w swoim domku!"Grzecznie powiedz,że przykro Ci
      że im przeszkadza twoje dziecko,ale nóżek mu nie połamiesz, ani nie zabronisz
      chodzenia(bo jak wytłumaczyć dzieku by ciszej chodziło!?)I poprostu zacznij
      ignorować ich reakcje, przecież nikt nie ma prawa Ci mówic co i jak masz robić
      w swoim mieszkaniu(no chyba że jest grubo po 22-giej, a dzieco biega po domu w
      drewniakach(to takie buty z drewnianą podeszwą, te to by dopiero było słychaćsmile)
      Ja również miałm problemy z sąsiadami,gdy wprowadziliśmy się do naszego
      wyczekanego mieszkanka,sąsiedzi nie byli zadowoleni i koniecznie próbowali
      uprzykszyć nam życie(mieszkamy w domku trzypiętrowym) mianowicie sąsiadom
      którzy mieszkają na parterze przeszkadzło że zostawiam na klatce wózek!Mieszkam
      na 3 piętrze,gdzie ja będę po spacerze wózek brała pod pachę i zapinała po
      schodach, jeszcze w dodatku z dzieckiem pod drugą ręką!Dodam że mieszkanie jest
      nasze,własnościowe,więc chyba mam prawo zostawiać wózek.Zaczęło się od...że oni
      sobie nie życzą bym zostawiała wózek itp...Następnie gdy zostawiałm wózek na
      dole zostawał on przynoszony nam pod same drzwismileAle przecholowali gdy rano
      schodze na dół z przygotowaną na spacerek dzidzią, a wózka nie ma!:0 Popłakałm
      się, myślałam, że ktoś ukradł wózek(a najtańszy nie był-Inglesina).Gdy tu nagle
      wieczorem wózek się odnalazł, mąż poszedł do piwnicy po coś i okazało się że
      zabawni sąsiedzi postawili nasz wózek pod nasza piwnicą!Ale nie ustąpiliśmy
      nadal zostawialiśmy wózek na klatce,chociaż staraliśmy się go czasami zabierać
      do domu, ale gdy sama wracałam z spacerku to zostawiałm wózek.sąsiadom
      grzecznie powiedziałam,że jeśli jeszcze raz zginie wózek to wzywam policję i że
      wózek będzie tam stał, bo to tak samo moja klatka jak i ich!Jeszcze przez jakiś
      czas zwracali mi uwagę i darowali sobie!A za to po jakimś czasie wracam ze
      spacerku, chcę postawić wózek, a tam stoi stara szafa, która zajmuje pół
      korytarzasmile)
      Sąsiedzi potrafią być naprawdę żałośni.
      pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości
      • edytek1 Re: okropni sąsiedzi 20.10.03, 23:48
        Ja mieszkam w nowym bloku. Nade mną Wojtek samotny facet pracownik
        Castoramy ...Buduje remontuje, naprawia już 3 lata i końca nie widać. Ostatnio
        sobie akwarium w ścianie montował. Czasem mnie to drażni. Piłowanie o 21,
        wiercenie o 7 rano, ale co mu powiem, zeby przestał? Jego moja mała nie wkurza
        a jak go wkurza to nic nie mówi... Czasem się go pytam czy słyszy jak placze
        mówi, ze słyszy, ale każde dziecko placze wieć nie a sprawy... mamy też
        wózkownię i każdy w niej trzyma co chce jest wielka a wozkow zaparkowanych na
        stałe jest tam niewiele ( mamy windę). Któregoś razy pani administatorka
        zrobiła porządki wystawiła wszystko to co wózkiem nie było. ( Kosiarkę kilka
        drabin, farby, stół i inne rzeczy ) skończyło się siąsiedzką kłótnią, bo
        podobno sprzątanie odbyło się na polecenie lokatora któóry nie miał gdzie
        roweru wstawić ( a miejsca bylo full i jakby chciał to by wstawił). Mamy też
        garaż i każdy ma swoje miejsce parkingowe. Nasz śąsiad parkuje tuż przy lini
        tak, zę nie mozemy wejść do auta. A nasze prożby olewa. Mąż zostawił mu kartke
        za wycieraczką, że następnym razem do pyknie drzwiami, ale nic si nie
        poprawio. MAż ma dobre serce, bo ja bym go pyknęła. Osobny rozddizal to nasi
        śasiedzi z naprzeciwka i ich śmiecie wystawiane pod drzwi i stojące nawet
        tydzień!!!!!!!!!!Nic do nich nie trafia. Na moje szczęście nie mają
        pieluch, bo nie mają dziecka, ale w kwietniu się zmieni... Wspólczujcie mi....
        Podobno każdy ma takich sąsaiadów na jakich zasłużył.
        • ewail Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 08:57
          Ja właśnie mam wymarzone, duże mieszkanie do którego przeprowadzam się za kilka
          dni (częśc rzeczy już tam jest, ale śpimy jeszcze na starym) i zmora dla mnie
          są P S Y . Nie chcę nikogo obrażać - bo między Wami mamami mogą pojawić się
          również właścicielki czworonogów - ale kto przy zdrowych zmysłach trzyma w
          bloku - duże, groźne psy. Rozumiem gdyby to były małe, sympatyczne pieski, ale
          to są duże puszczane bez smyczy na klatke : wilczur, wyżeł i mieszaniec (o
          małych nie wspominam). Panicznie boję się psów i moja córka 5-letnia też. Chyba
          nie będziemy wychodzić z domu!!!
        • e.beata Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 11:09
          Współczuje ci edytek bo ja też w wieżowcu.
          Ciągły przeciągły remont a beton niesie....
          W naszej spółdzielni jest lepiej bo cisza o 22 ale wiertarki itp. tylko do 19.00
          Co prawda często ktoś o tym "nie wie" /szczególnie nowi a rotacja ostatnio
          jest, oj jest/ ale daje się żyć, rozumiem, jak tylko będę mogła też chętnie
          remont zacznę wink, ale mam świadomosć że taki przepis jest i jak ktoś daje
          naprawdę porządnego czadu to zwracam uwagę. Wtedy starają się głośniejsze
          rzeczy robić wcześniej.
      • e.beata Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 11:03
        Wiesz to zależy jak duża jest klatka schodowa.
        Ja też nie byłabym zadowolona gdyby ktoś mi klatkę schodową zastawiał i
        uniemożliwiał normalne poruszanie. Wózek jednak trochę miejsca zajmuje.
        A gdyby ta szafa stała tam wcześniej, to co byś z wózkiem robiła?
        Posądzasz sąsiadów o złośliwość, bo na swoim piętrze swoją szafę postawili wink,
        tak samo oni Ciebie o złośliwość mogli posądzać gdy im wózek zostawiałaś wink.
        No... tak... z jednej strony tylko szafa z drugiej dziecko, wózek czyli coś
        ważniejszego. Twoje dziecko dla nich wcale nie musi być ważniejsze dla nich niż
        szafa.
        Może na samym początku trzeba było zapukać do sąsiadów, przedstawić sytuację i
        POPROSIĆ o możliwość pozostawiania wózka.

        Może załatw to teraz z humorem. Poproś o zamianę. Niech oni szafę na wasze
        piętro a wy wózek zostawiacie na dole wink)

        No chyba że klatka schodowa jest duża i wózek nikomu nie przeszkadza. Ale skoro
        szafa już postawienie wózka uniemożliwiła to chyba jednak tak nie jest.

        • odalie do eBeaty (i do wszystkich) 21.10.03, 12:13
          Hej!

          Tak naprawdę to żadnej klatki schodowej niczym nie wolno zastawiać - to musi
          być drożny szlak ewakuacyjny na przykład na wypadek pożaru. (Chodzi o ewakuację
          mieszkańców ale także o dojście dla służ ratowniczych!)

          Mało kto o tym myśli, ludziska blokują przejścia stosami gratów, zakładają
          kraty, a potem dochodzi do tragedii. A ja jestem taka mądra smile))) po prostu
          dlatego, że mam w bliskiej rodzinie pożarnika i kilka tragicznych, zżycia
          wziętych historii, mocno mnie uczuliło na kwestie bezpieczeństwa.

          Ja ja to widzę - klatka schodowa jest wspólna, nie ma czegoś takiego jak "ich
          piętro", "moje piętro" (chyba, że w umowie jest inaczej?). Nie powinno się jej
          niczym zastawiać, ale jednak - wózek jest lżejszy, mobilniejszy od szafy.
          • e.beata wspólna... 21.10.03, 14:58
            ... może i prawnie wspólna.
            Tak jak miejsca parkingowe pod oknem.
            A sąsiad jak grzebie w samochodzie robi to pod oknem sąsiadów, bo jego żonę
            spaliny denerwują wink.

            • odalie Re: wspólna... 21.10.03, 19:13
              Oj, wiem, wiem sad

              Ja to w ogóle mieszkam w lokalu "służbowym", gdzie są wspólne kuchnie i
              pralnie, tak, tak... i suszarnie, i rowerownia, i wózkownia... To dopiero jest
              okazja do nieziemskich doznań ze strony sąsiadów, oj bym się rozpisała, ale aż
              chyba szkoda wysiłku na opisywanie chamstwa, wredoty i złośliwości, i to ludzi,
              którzy z definicji (budynek uczelni) powinni stać na jakimś poziomie i coś,
              poza chamstwem, wredotą i złośliwością sobą reprezentować.
    • odalie Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 09:18
      Hej!

      Wbrew pozorom m o ż n a uczyć dziecko, aby w m i e s z k a n i u nie
      tupało, nie skakało, nie rzucało zabawkami o podłogę.

      Ja tak robiłam, zwracałam uwagę na zasadzie: "skaczemy na podwórku!" i pomogło,
      moja córka wie, że co innego dozwolone jest na placu zabaw, a co innego w
      mieszkaniu (na piętrze, pod nami ktoś tam sobie mieszka). Wymagało to z mojej
      strony cierpliwości, uwagi poświęcanej małej (aby ją zająć czymś innym niż
      hałaśliwa zabawa) oraz czasu i wysiłku, poświęconego na wyczerpujące spcery i
      zabawy na dworze.

      Mam w domu wykładziny i gruby dywan, ale i tak uważam, że pewne zachowania są
      zastrzeżone dla placu zabaw, nie zgadzam się na hałaśliwe zabawy czy rozrywki
      typu skakanie z tapczanu na podłogę.

      Zanim mnie zlinczujecie smile)))) szybko spieszę uzupełnić:

      - sąsiadom nic nie powinno być do tego, że się w mieskzaniu ż y j e

      Nie powinno ich obchodzić zwyczajne chodzenie, sporadyczne trzaśnięcie zabawką
      o podłogę, umiarkowana muzyka czy śpiewy smile albo tłuczenie schabowych (nie
      praktykuję, ale znam ze słyszenia smile ) w dozwolonej porze.

      Sąsiadów bym wysłuchała, pokiwałabym głową, ach tak, rzeczywiście, rozumiem że
      to dla państwa problem, noo taaak... Oczywiście, postaramy się... i robiłabm
      swoje. Czyli - uczyć dziecko, że dom to nie plac zabaw - można a moim zdaniem
      nawet się powinno, ale bez przesady, nie robiłabym w domu zamieszania o
      zwyczajne bieganie, chodzenie, czy taniec w środku dnia.

      I na koniec opowiem historyjkę. Pewnej niedzieli moja córka, którą akurat
      odwiedzał wujek i która akurat dostała w prezencie konia na biegunach,
      podskoczyła sobie ze dwa, trzy razy. Była godzina 12-ta, samo południe. I co? I
      od razu walenie czymś (kijem od szczotki?) w sufit czyli naszą podłogę. Na
      pewno nieprzypadkowe, tylko służące za przestrogę. No, wiecie, zalała mnie
      krew smile))) Jak raz mam spokojne dziecko, pilnowałam bardzo starannie, żeby nie
      hałasowała, i naprawdę nie hałąsowała, a tu taki rodzynek...? Na szczęście
      obecnie mam innych sąsiadów, ci zanadto zapobiegliwi (czy może rozpuszczeni
      przez to moje pilnowanie córeczki) się wynieśli.
    • mamamikolaja Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 09:24
      Ja byłam kiedyś w sytuacji Twoich sąsiadów - moi zza ściany mieli dwuletnie
      dziecię, które od świtu jeździło na plastikowym samochodziku po panelach.
      Koszmar to był, ale nie waliłam w rury (uważam to za brak kultury). Kiedyś
      spotkaliśmy się w klatce, żartem rozmawialiśmy o hałasie. I sąsiedzi któregoś
      dnia zapukali do mnie, przynieśli butelkę wina i zaprosili na kawkę i ciacho w
      ramach przeprosin hurtowych za zakłócanie spokoju. Rozpłynęłam się zupełnie.
      Hałas nadal był, ale uwierz, że mniej przeszkadzał. Teraz w tym mieszkaniu
      przebywa kawaler z panną, a ja mam dwuletnie, żywiołowe dziecię (jakie to życie
      przewrotne...) Zastosowałam tę samą metodę. Chyba działa, bo się nie skarżą.
      Dzieci w klatce przybywa, wszystkie czasem hałasują, wrzeszczą na korytarzu,
      wyrzucają zabawki przez balkon, krzyczą po nocach - taka jest kolej rzeczy. Ja
      to rozumiem, inni chyba też, bo w miarę możliwości starają się powściągać
      temperamenty pociech. Życzę pogody ducha, wojna to najgorsze rozwiązanie, tak
      myślę...
      Jaga
      • e.beata Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 11:15
        Ja myślę że jż. dzieci faktycznie umiarkowanie hałasują to wystarczy sąsiadom
        nadmienić, iż modlić sie powinni o to abyśmy się nie wyprowadzali bo nie
        wiadomo kto po nas przyjdzie wink.
        A moze:
        1. Wielodzietna rodzina alkoholików.
        2. Narkomani
        3. Miłośnicy muzyki techno
        4. Chorzy na AIDS /tego stare babcie się bojąwink/
        5. Pan z 5 psami.
        6. Majsterkowicz.
        7. Murzyn
        8. Żyd
    • kari7 Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 14:42
      Nie przejmuj się- ja teżmam 3latka który w dzien nie nalezy do spokojnych,
      czasmi biega czy jezis amochodzikiem lub gra w piłkę - oczywiście wszystko
      rozsądnie.O 21 jest koniec wszelkich głośnych zabaw.Sąsiadka kiedyś w formie
      żartu ( i to nie ta po nami tylko jeszcze piętro nieżej), stwierdziła ze
      słychac małego jak pałcze czasmi w łazience ( no róznę ma humory przy kąieli i
      myciu głowy a jak wiadomo z łazienki ma podłsuch cały blok).Ale mam parkiet, na
      tym dywany, wszystko jest umirakowane - no przeciez dziecka nie przywiążę>i
      nawet nie mam zamiaru sie tym przejmować,Sąsiadka pod nami ma psa- bydlaka
      wielosci małego konia i jak szczeka to tak jakby u nas w mieszkaniu mieszkł
      wiec uważam ze jesteśmy kwita.A sasiadka z góry co tydzien o 7 rano tłucz
      ekotlety chyba dla pułku sądząc po czasie w jakim to robi i co - nic nie
      robię.Tka to jest w bloku niestety a jak komuś to nie odpwiada to niech kupi
      dom wtedy będzie miał spokój.Ale jak każdy w miare kuluralnie zyje to można
      wszystko znieść.Chcoiaż na znajmą były donosy do spółdzileni ponieważ za głośno
      uprawiała sex...No ale to było takie budownictwo ze jak człowiek płukał zeby po
      myciu to sąsiad słyszał....
    • sarusia1 Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 15:27
      Ja odnośnie tego wózkasmile
      Klataka schodowa nie jest mała ale nie jest również na tyle duża by zmieściła
      się szafa i wózeksmile.Wózkiem klatki nie zastawiałam,spokojnie mogłyby przejść
      obok niego dwie osoby pod ramię.Ciekawa jestem czy te mamy które uważają że nie
      powinno się zostawiać wózka na klatce(w domu mieszkalnym, nie bloku!)musiały
      codziennie wnosić wózek?nie chodzi mi to o samo wnoszenie,lecz o to że np. ja
      wracając zmęczona z spacerku(mieszkam na smym szczycie sporej góry i wracając
      do domu mam jakieś 35 min.pod duuużą górkę)Potem wnosiłam wózek z niemowlakiem
      po jakiś 20 schdach(bo wchodzi się do domu po schodach), gdy znalazłam się już
      na klatce, nie dałabym rady wnieść wózka razem z dzieckiem, więc brałam małą
      zanosiłam do góry,przeważnie przy przenoszeniu się budziła i płaczące dzieko
      zostawiałam w łóżeczku i biegłam na dół po wózek, by sąsiedzi byli zadowoleni.Z
      czasem poprostu nie chciało mi sie wracać po ten wózek,a przedewszystkim
      zostawiać dziecka samego,bo ktoś ma takie widzi misie!
      A ta nieszczęsna szafa nie została wystawiona na klatkę w celu dekoracyjnym
      (doszłam do takiego wniosku, ponieważ stoi"tyłem"-tzn przodem tam gdzie są
      półeczki do ściany)smile
      Tylko dziwi mnie jedno jak stał wózek to jakoś przeszkadał im bardzo,ale jak
      stoi szafa, która zajmuje więcej miejsca niż wózek, to nagle swobodnie mogą się
      poruszać!
      Ja nie jestem złośliwa, cała sytuacja mnie poprostu bawi,piszę to z uśmiechem
      na twarzy,tylko zastanawia mnie, po co to wszystko, po co? wprowadzilismy
      się ,pozytywnie nastawieni do ludzi, a oni mi zaczynają wózek "chować" po całym
      domu.
      A jeśli chodzi o wózek, to dziecko podrosło i zamienilismy na parasolkę.Łatwiej
      się mieści pod pachąsmile))
      • odalie Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 19:23
        > Ciekawa jestem czy te mamy które uważają że nie
        >
        > powinno się zostawiać wózka na klatce(w domu mieszkalnym, nie bloku!)musiały
        > codziennie wnosić wózek?

        Czy chodzi o mnie smile ??? (eee, chyba nie...)

        Ja jedynie zwracam uwagę, że przejść/klatek/korytarzy, także w małych domach,
        niczym się nie powinno zastawiać, a już z w ł a s z c z a szafami, że nie
        wypowiem się o zastawianiu szafą odwróconą frontem do ściany!

        Jeśli trzeba zostawić wózek to pół biedy, zło konieczne i żadna wyjątkowa
        tragedia, bo jak pisałam wózek łatwo przestawić, czy wręcz wyrzucić. Szafa
        natomiast (oj, w dodatku drewniana czy pilśniowa, więc łatwopalna) to już inna
        sprawa. Można zresztą zwrócić uwagę sąsiadom na tej właśnie zasadzie -
        bezpieczeństwa p.poż! Spróbuj, a może...

        Sama wnosiłam wózek (głęboki) przez pół roku od urodzenia córki, wliczając w to
        własnoręczne dźwiganie tydzień po porodzie i w kolejne dni (na drugie piętro).
        Potem rzeczywiście miałam dostęp do wózkowni na parterze.
    • rugatek Re: okropni sąsiedzi 21.10.03, 15:54
      No cóż posłuchajcie tego.
      Jakies 4 lata temu kupiliśmy mieszkanie. Blok jest dość specyficzny do
      miszkania wchodzi sie z galeryjki (taki długi balkon) w związku z tym okna
      jednego pokoju i kuchni są przy tym balkonie. Pomijają że każdy może zajrzęć to
      mój śąsiad regularnie przychodzi w nie walić. Oczywiście ma powody. Zaczeło sie
      od puszczania wody po 22. Tak się składa, że razem z mężem dorabialiśmy w
      czasie studiów w restauracji jako kelnerzy. No cóż po 10 godzinach biegania z
      tacką naprawde trzeba się wykąpać i to niezależnie od godziny. Nasz sąsiad nie
      potrafił tego zrozumieć. Nie dośc że walił w okna to jeszcze wrzeszczał, że
      pędzimy bimber. Doddatkowo w nocy walił metalową rurką w ścianę przeszkazają
      wszystkim. O bluzgach i przeklinaniu nie będę już pisać. Apogeum nastąpiło gdy
      wyrzucił nasze śmieci przez balkon. Wystawiliśmy je dosłownie na moment.
      Wyleciałam i zrobiłam mu awanturę. On wyciągnąl gaz łzawiący. Dostało się mnie
      i mężowi, który wyszedł w międzyczasie. Oczywiście wezwaliśmy policję,
      złożyliśmy zeznania. Facet dostał wezwanie na kolegium. Przeciwko zeznawaliśmy
      my i 3 innych sąsiadów, którym również umilał życie. Dostał 100 zł za
      zaśmiecanie miasta bo do reszty zarzutów się nie przyznał, a zeznania innych
      mieszkańców nie miały dla śądu znaczenia. No cóż dziadek dalej mieszka za
      ścianą (ma 76 lat) a ja czekam na klepsydrę. Wniosek jest taki popsikaj swojego
      sąsiada gazem bo i tak nie zostaniesz ukarana (oczywiście żartuję, ale ja
      wściekła jestem do tej pory). Teraz urodził nam sie synek. Ma 4 miesiące. Przez
      pierwsze trzy mial kolki, także dostało sie i sąsiadowi, chociaż wolałabym, by
      nie bylo to kosztem mojego dziecka.
      W każdym bądż razie pozdrawiam i życzę cierpliwośći
      A swoją drogą dziwię sie bo u nas to stary niedołężny facet, który kiedyś może
      potrzebowac pomocy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka