pola.cocci
07.11.08, 14:51
Tak z nudow chcialam sie wygadac. Sytuacja z moimi tesciami jest
coraz bardziej skomplikowana.
Moj M. pracuje z nimi od jakichs 7 lat, prowadzi z ojcem firme,
ktora on zalozyl X lat temu. Problem polega na tym, ze zupelnie nie
potrafi sie z ojcem dogadac w sprawach firmowych, tym bardziej, ze
firma ledwo przedzie, a moj tesc ma bbb. duze potrzeby finansowe.
Tak naprawde to obchodzi go tylko wlasna d...pa i jak najwiekszy
zysk, a moj M. stara sie myslec przyszlosciowo, troche oszczedzic,
innaczej zainwestowac pieniadze, itd. Od kiedy jestesmy malzenstwem
sprawa ma sie o tyle gorzej, ze moj M. tez zaczal miec wieksze
potrzeby, zwiazane z utrzymaniem rodziny - raczej normalne, ale
tescia boli jak cholera, ze musi sie dzielic.
Generalnie to jest czlowiek, ktoremu zalezy tylko na kasie, swojego
syna traktuje jak zwyklego pracownika, ostatnio powiedzial mu, ze te
7 lat pracy z nim to byl "koszmar". A ja uwazam, ze chlopak sie
stara robic tak zeby wszystkim bylo dobrze i w tej zakichanej firmie
tez zostal po to zeby pomoc rodzicom, bo starszy braciszek sie
wypial po jakims roku pracy z ojcem (moim zdaniem dobrze zrobil -
madrzej od mojego M.)
M. ciagle przezywa te sytuacje z ojcem, bo czesto sie kloca,
atmosfera w domu okropna, tym bardziej, ze od niedawna i cale
szczescie tylko przejsciowo mieszkamy u nich. Ojciec przy kazdej
okazji wypomina M. ze on mu wszystko "dal", ze to jego firma, ze
wszystko "dzieki niemu" - wcale nie docenia tych 7 lat pracy mojego
M.
No i tak generalnie z calej tej sytuacji wynika moja ogromna i
narastajaca niechec do tesciow (do obojga, bo tesciowa jest
calkowicie podporzadkowana mezowi, ubezwlasnowolniona i uzalezniona
i poza nim swiata nie widzi, nie mowiac juz ze moglaby miec swoje
wlasne zdanie). Ludzi takich jak moj tesc nie znosze serdecznie i
dodatkowo, mam mu za zle, ze moj M. jet przez niego nieszczesliwy i
jakos nie umiem byc dla niego mila, czasem nawet mysle, ze jestem
niemila, ale w kazdym razie unikam go jak moge, prawie z nim nie
rozmawiam, denerwuje mnie jak udaje (bo dla mnie tak wlasnie
jest) "dobrego dziadka" dla mojego synka i ogolnie wszystko mnie w
nim denerwuje.
Musze troche przystopowac z ta niechecia, bo to sie zle skonczy, a
on i tak na zawsze zostanie ojcem mojego M., ktorego on mimo
wszystko kocha. No to tak w skrocie moje obecne przemyslenia.