Mlody obudzil mnie dzis skoro swit, chodzilam pol dnia zmeczona i
powloczylam nogami, az do momentu kiedy zadzwonil ojciec chrzesniaka
mojego meza. W pierwszym zdaniu juz zapytal czy mamy zamiar zrobic
malemu jakis prezent i jezeli tak to czy chcemy wiedziec czego
potrzebuje. Mieszkamy w innym miescie, zadko sie widujemy, wiec
aby "ulatwic" sprawe stwierdzil, ze mozemy przelac mu pieniadze na
konto, a on juz ten prezent kupi. Nie wiem, czy jestem staromodna,
nie ide z duchem czasu, ale ta propozycje mnie po prostu powalila.
Oczywiscie przelejemy potulnie te pieniadze, ale nasze stosunki na
pewno ulegna dalszemu ochlodzeniu. Nie palalam miloscia do tego
faceta (najlepszy /byly/ przyjaciel meza) i teraz przekonuje sie, ze
mialam racje. A moze tak sie juz przyjelo w szerokim swiecie???
Jedyny plus: ten telefon postawil mnie na nogi i pewnie zaraz
wybiore sie na dlugi spacer