kasandra51 Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:40 Byłam bardzo bita ,z byle powodu i obrzucana różnymi wyzwiskami .Moja psychika bardzo na tym ucierpiała ,nie mam poczucia wartości i pewności siebie.Mam ogromny żal do ojca za to co mi zrobił nie zaprosiłam go na swój ślub nie poznał swojego wnuczka,i nie poszłam na jego pogrzeb.I nie umiem wybaczyć,a jestem bardzo wrażliwa na czyjąś krzywde !!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
skaflok Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:43 kiedys juz pisalem ta historie. u mnie na dzielni byla rodzina. matka, ktora byla kregoslupem i osoba trzymajaca wszystko w kupie, ojciec pijaczek i dwoch braci. wiadomo bylo, ze ojciec ich i matke co raz leje. jak chlopaki podrosli, cos kolo 15-17 lat to pewnego pieknego dnia przy probie ataku ojciec dostal w twarz zelazkiem a do tego, bo zbutowali. od tamtego czasu przestal pic i zaczal chodzic do kosciola. umarl pare lat temu, ale pamietam, ze po tym incydencie byli zgodna i kochajaca sie rodzina i co za psycholog podwazy taki zyciowy przypadek ? ze niby przemoc nie ma dzialania terapeutycznego ? Odpowiedz Link Zgłoś
uhu_an Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:47 Co nie znaczy, ze bicie wobec przemocy psychicznej jest fair, a moze lepsze- bo tak mozna wywnioskowac z twojego postu. czesto jedno i drugie idzie w parze, bo vczesto rpzemoc psychiczna jest zakamuflowana, ze nawet tego sie 'niezauwazy". Odpowiedz Link Zgłoś
ofiara_przemian Przemoc psychiczna jest gorsza od razów fizycznych 02.03.09, 15:50 Mam 33 lata (wiek chrystusowy, hehehe)i ze zdziwieniem patrzę, jak bardzo zmienił się mój ojciec, który ma tyle zrozumienia i tolerancji wobec mojego 17-letniego brata. Gó...arz jest bezczelny, imprezuje, prowadza się z panienką kilka lat starszą od siebie, nie chce się uczyć (ma 6 "luf" na semestr), wraca nad ranem, kłamie, eksperymentuje z prochami... Ja i moja siostra miałyśmy mniej szczęścia. Ja, jako najstarsza, i niechciana (potwierdzone w szczerej rozmowie przez ojca - "zmarnowałaś mi młode lata, nie mogłem studiować, kochałem inną kobietę, a twoja matka złapała mnie na ciążę" etc.) byłam poddawana najostrzejszej krytyce. Objawiało się to w przemocy psychicznej, od kiedy pamiętam. W podstawówce niszczył moje zeszyty (bo niestarannie pisałam), wyzywał mnie od małoletnich dziwek (jak tylko zobaczył, że rozmawiam z jakimś kolegą na podwórku), robił karczemne awantury za czwórki (bo w podstawówce powinnam mieć tylko piątki), za trójkę zwyzywał mnie od imbecyli i świńskich pomiotów przy mojej wówczas 6-letniej siostrze mówiąc do niej, żeby nie brała ze mnie przykładu, bo skończę na ulicy. Rodzice są rozwiedzeni, siostra i brat to przyrodnie rodzeństwo. Ja tatę tylko odwiedzałam na święta i parę dni w wakacje. Kiedyś odmówił zabrania mnie na piknik, bo byłam jego zdaniem tandetnie ubrana i się mnie wstydził. Dziś od czasu do czas w złości potrafi powiedzieć, że jestem zerem, że się mnie wstydzi, że do niczego w życiu nie doszłam itd. Moją siostrę lubił kontrolować - czyłał jej korespondencję mailową, straszył złymi facetami, którzy "myślą tylko o jednym", uczył nienawiści do ludzi gorzej wykształconych i niepełnosprawnych. Siostra potrafi śmiać się z kalek określając jedną ze swoich koleżanek mianem tej "co ma jedną nóżkę bardziej" itp. Ja bywałam wyśmiewana przez ojca przy ludziach za swój wygląd, brak gustu, krzywy zgryz i Bóg jeden wie, co jeszcze, albo krytykował mnie przy obcych, nazywając po prostu idiotką. Jedynie brat czuje się jak pączek w maśle, bo jest facetem i ukochanym synkiem. Szczerze mówiąc, wolałabym dostać lanie, niż być opluwana takim jadem nienawiści. Od dziecka z siostrą starałyśmy się zadowolić tatusia, ale efekty bywały mierne. On chyba nawet był zazdrosny o to, jak już go czymś pozytywnym zaskoczyłyśmy. Potrafił cały nasz trud i wysiłek obrócić w złośliwy żart, drwinę, albo umniejszał nasze zasługi twierdząc na przykład, że to już pewnie szczyt naszych możliwości i więcej z nas się nie da wykrzesać. Kiedy jako trzydziestolatka uczyniłam go dziadkiem, obraził się i do tej pory traktuje wnuczkę jak zwierzątko, któremu można rzucić cukierka i to wystarczy. To bardzo przykre, ale ten człowiek próbuje rekompensować sobie swoje nieudane życie z moją matką poprzez dręczenie mnie, a drugie małżeństwo, zawarte bez miłości, poprzez pastwienie się nad młodszą córką i żoną. Przy tym bicie wydaje się być niczym, bo można takiego fizycznego oprawcę jakoś ukarać prawnie, a udowodnienie komuś, że ciężko ranił psychikę bliskich poprzez słowa, to już wyjątkowo ciężka batalia, a powodzenie wątpliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: Przemoc psychiczna jest gorsza od razów fizyc 02.03.09, 16:36 Bez urazy, ale twoj ojciec to jakis psychol. I co to za argument, ze kochal inna kobiete a ta zlapala go na ciaze? Jakby tak bardzo kochal jakas kobiete to by nie sypial z innymi Odpowiedz Link Zgłoś
loydrozrabiaka Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:54 Oczywiscie przypadki znecania sie na dzieckiem sa naganne. Tylko na Boga nie wrzucajmy klapsa do worka z biciem. Mnie rodzice tlumaczyli co nalezy robic, a co jest zle. Nigdy nie dostalem za darmo i szczerze powiedziawszy bardziej dreczyly mnie te dlugie rozmowy wyjasniajace niz sama kara - pare klapsow. Problemem sa jak dla mnie skrajnosci. Zbyt lagodne traktowanie dziecka lub nazywajac rzeczy po imieniu - znecanie. Jesli kogos rodzice tlukli namietnie za nic - to jest to bardzo naganne i niedopuszczalne. Problem w tym, ze do tego wrzuca sie rowniez sytuacje, kiedy dostawalo sie pare klapsow za ewidentne przewinienia, ktore w moim przypadku byly prosto okreslone. Tlumaczyc swoje porazki zyciowe tym, ze dostalo sie pare razy klapsa jest bardzo prosto, nikt przeciez z nas nie ma drugiej szansy i bezposredniego porownania co by bylo gdyby. Nie popadajmy w skrajnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:28 Wreszcie jakas rozsadna wypowiedz - brawo Odpowiedz Link Zgłoś
brodkins ...patrzeć jak zdrowo puchnie 02.03.09, 15:58 ja i moi dwaj bracia dostawaliśmy w skórę często, i trochę na wyrost. sporo pracowaliśmy z tatem (familijny zakład stolarski) wiec tata spalał trochę energii trzymając dyscyplinę pracy łoił nas aż huczało, czasem nawet matka nas nie obroniła( czasem nas broniła, kiedy ojciec przesadzał z wylewnością ). oczywiście łoił nas w wieku podwyższonego mniemania o sobie - 10-18. dziś mam do ojca prawie sentyment ze względu na te metody... po ostrym laniu kablem do krwi, pogoni ze sztachetą w ręku (ale mieliśmy ubaw z braćmi kiedy pierwszy raz mój starszy uciekł ojcu :_D ), ojciec wynagradzał nam trud pracy, no gołym okiem widać było że nas kochał. nawet czasem to mówił, po pijaku, ale nie szkodzi... nikt nikogo nie maltretował psychicznie, dom był pełen śmiechów i żartów... myślę że sedno takiego czy innego wychowania leży w tym by dziecko czuło ze jest kochane i potrzebne. nie musi cały czas być głaskane i obsługiwane - wręcz to szkodliwe - powinno się czasem zderzyć z oczekiwaniami i trudnościami , szybciej się nauczy że czasem trzeba sobie zapracować na coś - akceptację, uczucie, rzeczy materialne - a nie po prostu tego bezwarunkowo żądać - i mieć pretensje do świata że się samo żądanie nie spełnia... szacunek do ojca i matki jest dla nas czymś najoczywistszym w świecie... kiedy mój teść przyjechał do nas pierwszy raz był w totalnym szoku że chłopcy pomagają przy nakrywaniu do stołu i w ogóle nie pyskują do rodziców... sam ma problemy ze swoimi chłopakami... inna historia Odpowiedz Link Zgłoś
black_halo Re: ...patrzeć jak zdrowo puchnie 02.03.09, 17:35 heh, ja tez pomagam w nakrywaniu do stolu a nikt mnie nie bil jak ciebie. moich braci tez nie. ale rodzice byli konsekwentni. kiedy starszy brat dla "jaj" ukradl gazete ze sklepu rodzice mogli mu sprawic lanie. od czasu do czasu jako male dzieci dostawalismy klapsy, ja np. za wbiegniecie niemalze pod samochod na oczach matki, ktora jedno dziecko stracila juz. rozumiem ja. ale rodzice przemysleli kare. kazali bratu isc do sklepu, oddac gazete i przeprosic kasjerke. dodatkowo wymogli na kierowniku, ze brat bedzie przychodzil w weekendy i pomagal za friko. ciekawe co by zapamietal gdyby dostal lanie i zatrzymal gazete? o fakt, tylek pieklby go przez dwa dni gora i tyle. pomijam fakt, ze teraz lanie nie ma racji bytu. dla dziecka 10 pasow na goly tylek to nic bo i tak bedzie mialo swoj komputer, konsole, spotkania z przyjaciolmi. tak wlasnie powiedziala bratanica, kiedy brat powiedzial, ze z powodu zlych stop,ni ma zakaz korzystania z komputera i telewizora w ciagu ferii zimowych i ma ten czas poswiecic na nadrobienie materialu i przeczytanie lektur z czego zostanie przypana. a ona na to, ze woli lanie nawet codziennie. szok doslownie. brat moglby sie zgodzic bo przeciez danie paru klapsow to 5 minut a przepytanie z tego co sie nauczyla minimum godzina albo i wiecej ale byl nieugiety. po zastosowaniu tej kary i zastrzezeniu, ze jesli stopnie sie nie poprawia do wakacji to w wakacje bedzie to samo - na swiadectwie nie bylo nawet jednej trojki. Odpowiedz Link Zgłoś
c_lod u nas największą torturą jest zabranie iPhone'a 19.10.14, 08:41 działa pewnie lepiej niż bicie sokowirówką. bicie jest najgorszym złem. Odpowiedz Link Zgłoś
marcinxxx_3 Ja dostawalem klapsy i lanie... 02.03.09, 15:58 ... moj Boze coz za trauma! Do dzis nie moge utrzymac widelca bo chce komus wbic go w oko, a na drodze chce staranowac pojazd jadacy z naprzeciwka. Mam klopoty z nauka- 27 lat i nie skonczylem podstawowki, a na widok listonosza chowam sie pod stol! I tylko ta jedna mysl mi ratuje zycie, ze jest jeszcze Gazeta Wyborcza... Odpowiedz Link Zgłoś
misia553 Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 02.03.09, 16:17 Idiota.Sorry,nie odzywaj się jak nie znasz tematu.Najłatwiej się naśmiewać.Jakbyś w dzieciństwie dostał porządny łomot, to pamiętałbyś do dziś i chyba nie chciał rozmawiać na ten temat.Szanuj innych Odpowiedz Link Zgłoś
marcinxxx_3 Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 02.03.09, 16:27 W tekscie jest mowa o klapsach bo one tez maja byc zakazane. Czytaj ze zrozumieniem. Piszesz o szacunku do innych, a sama wyzywasz. Odpowiedz Link Zgłoś
rock73 Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 02.03.09, 23:51 To nie jest tylko dyskusja "o", tylko dyskusja "z": nie tylko "o tekście, o klapsach", ale też z ludźmi, prawdziwymi, żywymi, którzy mają cholerne kłopoty i nierzadko wymagają pomocy specjalisty. Lekarza po prostu. Nie dziw się, że puszczają nerwy, jak się z nich wyśmiewasz. To tak jakbyś kalece po wypadku powiedział "jasne, mnie też paluszek boli, bo się na rowerku przewróciłem". Powiedziałbyś tak? Prosto w twarz? A na forum internetowym? Odpowiedz Link Zgłoś
marcinxxx_3 Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 03.03.09, 00:23 rock73 napisał: > To nie jest tylko dyskusja "o", tylko dyskusja "z": nie tylko "o tekście, o kla > psach", > ale też z ludźmi, prawdziwymi, żywymi, którzy mają cholerne kłopoty i nierzadko > > wymagają pomocy specjalisty. Lekarza po prostu. Nie dziw się, że puszczają nerw > y, > jak się z nich wyśmiewasz. To tak jakbyś kalece po wypadku powiedział "jasne, m > nie > też paluszek boli, bo się na rowerku przewróciłem". Powiedziałbyś tak? Prosto w > > twarz? A na forum internetowym? Wzruszajace, a teraz posluchaj. Ja mam tate i mame, ktorych kocham nad zycie. I nie zgadzam sie, zeby ktos robil z nich sadystow bo mi dali klapsa (tylko jeszcze sobie nie zdaje z tego sprawy, ze sa zli...). Tez mam swoje uczucia i boli mnie, ze sa wrzucani do jednego kotla z ludzmi, ktorzy bija piesciami po glowie swoje dzieci. Wiec nie wyjezdzaj mi tu z takimi tekstami o tym jaki to nieczuly jestem. Odpowiedz Link Zgłoś
rock73 Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 03.03.09, 16:38 Nie o Tobie i nie o Twoich rodzicach jest tu mowa. Artykuł zaczyna się od zdania, że dorośli ludzie różnie reagują na bicie w dzieciństwie: jedni wspominają ze śmiechem, inni nie chcą o tym myśleć, inni uważają, że to było słuszne i są rodzicom wdzięczni, jeszcze inni wspominają to jako koszmar i nawet po latach nie chcą rodziców widzieć. Ty akurat wspominasz to z wdzięcznością - OK, fajnie, może masz szczęście, może jesteś silniejszy psychicznie, może rodzice dali Ci coś innego, przy czym bicie nie ma znaczenia. Ale poszło mi o coś innego: Twoją reakcją na ludzi, którzy mają problem ze swoimi rodzicami było wyśmiewanie ich. Nie wszyscy są skrzywdzeni, ale niektórzy są, weź to pod uwagę. Odpowiedz Link Zgłoś
fajny_franio Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 03.03.09, 18:50 Marcinxxx_3 jestem z tobą ! Artykuł dotyczy chyba wszystkich osób bitych w dzieciństwie a dla zachowania obiektywizmu należy chyba dopuścić na forum wspomnienia i opinie osób reprezentujących różne "opcje". To, że ktoś w dzieciństwie doznał krzywdy nie znaczy od razu, że teraz jest "świętą krową" i wszystko mu wolno. A ci "skrzywdzeni" nie mają za grosz szacunku dla moich i Marcina uczuć do rodziców. Usiłują wszystkim narzucić swój punkt widzenia i wmówić,że mają monopol na rację. My niby jesteśmy nieświadomi ogromu "krzywd" jakie wyrządzili nam nasi "sadystyczni" rodzice. To chyba oni są nieświadomi rozmiarów swojego zacietrzewienia. ŻĄDASZ KULTURY - ZACHOWAJ JĄ SAM ! (Niektóre PRL-owskie hasła wcale nie straciły na aktualności ) Odpowiedz Link Zgłoś
rock73 Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 03.03.09, 19:41 W takim razie cała ta dyskusja nie ma sensu, bo porozumienie jest niemożliwe. My Was nadal będziemy uważać za sadystycznych despotów, wg których dziecko jest podrzędne w stosunku do rodzica i za każdy przejaw niesubordynacji ma być surowo karane, tak, żeby żaden bunt, żaden własny pomysł nawet nie przychodził mu do głowy. Wy nas będziecie uważać za wyrośnięte zacietrzewione i rozwydrzone byłe bachory, które obwiniają wszystkich dookoła, a najbardziej rodziców, za zawinione przez siebie niepowodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
fajny_franio Re: Ja dostawalem klapsy i lanie... 03.03.09, 22:44 Do porozumienia potrzebna jest wola porozumienia a tej z Waszej strony brakuje. Po raz któryś tam z kolei napiszę, że rozumiem odczucia tych którzy byli faktycznie maltretowani i wcale nie twierdzę, że każde dziecko musi obowiazkowo kochać swoich rodziców. Ale Wy bądźcie łaskawi w końcu zauważyć, że nie wszyscy byli bici dlatego, że ich rodzice mieli kuku na muniu. Byli też tacy którzy dostawali zwyczajnie za karę i oni na ogół nie mają do rodziców wielkiego żalu a niektórzy nawet rodziców nadal kochają. Jeśli tylko zdobędziecie się na tę odrobinę ekstrawagancji to będziemy mieli porozumienie jak w Magdalence Odpowiedz Link Zgłoś
obywatelpiszczyk Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:59 dzieci generalnie nie "słuchają", lecz "naśladują" rodziców. Bijąc daje się przykład, że przemoc w stosunku mniejszych i słabszych jest OK. Bijąc dziecko bardzo trudno jest sprawić, aby ból klapsa kojarzył się z przewinieniem. Najczęściej ból kojarzy się z osobą rodzica, i daje efekty odwrotnie do zamierzonych (dziecko przestaje się słuchać). Ludzie są jedynym gatunkiem ssaków którego samice są agresywne w stosunku do własnego potomstwa. Innymi słowy, bijąc dzieci pokazujemy, że mamy równo nawalone pod sufitem - jako gatunek... Odpowiedz Link Zgłoś
misia553 Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:05 A pięćdziesięciolatkowie? Przeczytałam dawno temu Pręgi" i nawet mnie rozbawiły.Jestem z "dobrego domu",z laniem, a jakże, ale wtedy dziwiła mnie tylko JEDNA koleżanka. która nigdy nie dostała lania.A kabel boli bardziej niż pasek,chyba,ze sprzączka.Ci naprawdę bici w dzieciństwie nie mówią o tym, reszta dostawała czasem lanie.O tym się nie mówi, nie myśli.Trauma?Zycie dało gorsze doświadczenia.W każdym razie moje dziecko nie było bite.Klaps czasem tak, ale raczej klapsik. Odpowiedz Link Zgłoś
qubaturra Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:13 Jestem trzydziestolatkiem. W dzieciństwie byłem bity przez ojca, który zwykł to nawet celebrować, odstawiał zwego rodzaju spektakl. Do tego męczył mnie psychicznie. Rodzina tzw. normalna. W wieku licealnym odkryłem, że on wcale nie jest taki duży i silny, raczej mały, chudy i znerwicowany. I oddałem. Po kilku razach zrezygnował z bicia, bo odkrył, jak to boli. Dziś nasze stosunki są bardzo ograniczone, w zasadzie się nie kontaktujemy ze sobą. Mnie niczego nie brakuje z tego powodu. Ale fakt, nadpobudliwy jestem na maksa. To jest zatem przestroga dla bijących - pokazując brak szacunku biciem, pomyśl o sobie za kilkanaście lat, może wtedy też cię czekać lanie. Odpowiedz Link Zgłoś
wen_yinlu Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 19:53 Ciekawe, że często znęcanie kończy się gdy samemu się odda w taki czy inny sposób. Ze mną było podobnie - zimne, ironiczne, bezczelne uwagi prosto we wrażliwy punkt - i tak dzień po dniu skończyły się ataki. Co z tego, skoro do dziś z matką niewiele mnie łączy i w sumie mogłoby jej wcale nie być. Dopiero mając swoją rodzinę poczułam, że w ogóle rodzinę mam. Wcześniej były tylko uniki, nieobecność, bycie jak najdalej. Odpowiedz Link Zgłoś
jarivo Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:15 Mnie bił ojciec, a matka nie reagowała, choć bynajmniej nie była osobą która by się go bała. Do dziś im tego nie wybaczyłem i chyba nigdy nie wybaczę. Kiedy miałem jakieś 16 lat i ta przemoc się zakończyła, bo byłem już po prostu za "duży", to ja zacząłem robić im na złość, często wręcz perfidnie. Dobrze wam radzę, rodzice - nigdy nie bijcie swoich dzieci, bo możecie gorzko tego pożałować. Odpowiedz Link Zgłoś
sommerhaus Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:21 ja tez byłam bita w dzieciństwie. Mimo że nie jestem już dzieckiem do dzisiaj nie mogę się z tego otrząsnąć... Najgorsze w moim mniemaniu jest to że bił mnie ojciec.Po prostu nie mieści mi sie w głowie że dorosły, silny facet wyładowywał swoją agresję, frustracje i brak cierpliwości na małej rozgarniętej dziewczynce, potem dziewczynie... Nigdy nie zapomnę, jak mając może ze 3 lata, będąc z rodzicami na wczasach grymasiłam przy stole i jak mój ojciec stracił cierpliwość i "przyłożył mi w pysk" jak to miał w zwyczaju określać. Do teraz widzę to przerażenie w oczach personelu,ciszę na sali i czuje straszny wstyd i zażenowanie... Traktował mnie tak przez całe dzieciństwo i później, okraszając swe wybuchy złości niewybrednymi groźbami i komentarzami w moim kierunku, degradując moje poczucie wartości. Uważam że przestawił mi psychikę. Gdyby nie on, nie miałabym w sobie permanentnego poczucia strachu, ze w sytuacjach konfliktowych, ktoś wybuchnie szałem, wyśmieje mnie, da mi w twarz, potrząśnie mną, szturchnie, klepnie lekceważąco w głowę, poniży... Odpowiedz Link Zgłoś
zyta2003 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:06 Oczywiscie, ze nalezy wrzucac do jednego wora bicie i klapsy. Kiedy konczy sie klaps, a kiedy zaczyna bicie, kto to ma udowadniac? Czy nietylkalnosc cielesna doroslego, to cos innego niz dziecka? Nie kazdy jest taki jak tu sie deklaruje ( nie wierze), "ze czasami dam taki klapsik i po wszystkim - szybko, milo i bezpiecznie". A daje ktos klapsa, bo sie nie chce przeczekac zlosci dziecka, bo sie nie chce tlumaczyc - to najlepiej dac "klapsa". Mieszkam w kraju, gdzie oczywiscie nawet klapsy sa zabronione, pamietaja tu o tym Polki i nie robia scen na ulicy, bo mialyby klopoty - zreszta chyba sie juztego wstydza. Ale za to jak potrafia w zlosci drzec sie publicznie na dziecko, lub ciagnac go za reke. Ho, ho. Bicie omal zawsze polaczone jest ze znecaniem sie psychicznym, nawet ten oslawiony klaps. Bylam bardzo grzecznym dzieckiem, ojca malo co znalam do ktoregos roku zycia. Pierwszy raz dostalam, bo zbyt natarczywie informowalam, ze potrzebuje jakies papierki, czy swiecidelka do przedszkola, a rodzice mieli gosci i im przeszkadzalam. Potem np. dostalam ciezkie bicie, bo mama poinformowala ojca (bylam w pierwszej klasie), ze ja z kolei ja poinformowalam, ze zapomnialam sie nauczyc wierszyka do szkoly. Potem np. dostalam okropne bicie - ojciec tlukl mnie dalej kiedy lezalam pod sciana w przedpokoju pod wieszakami, bo dopiero po ilus tam minutach ( a moze kwadransach?) przerwalam zabawe i wrocilam z podworka, potem np. dostalam, kiedy wydawalo mi sie (nie wydawalo mi sie), ze ojciec zbyt kpi z moich kolezanek i zwrocilam mu uwage. A jakze, dostalam dopiero po ich wyjsciu i oczywiscie z ponizajacym wykladem, a mialam z 15 lat. Ostatni raz dostalam kilka uderzen w twarz nad jeziorem Kortowo w Olsztynie w wieku lat 19,5, kiedy upieralam sie, ze chce z kolezanka jechac na wakacje, a nie byc z nimi. Moj ojciec nie byl absolutnie sadysta, byl ogromnie lubiany, taki skromny, inteligentny, dowcipny czlowiek. Byl szalenie zdolny (znal wiele jezykow), skonczyl z najwyzszymi wyroznieniami studia techniczne, pracowal na bardzo wysokich stanowiskach, nie przywiazywal wagi do ubioru, jedzenie, rzeczy materialnych... A bil.... bo uwazal, ze tak jest normalnie. Jak wielu na forum i we wladzach politycznych. Co to mowia, ze innego wyjscia nie ma. Jesli inne metody nie pomoga, tym bardziej nie pomoze bicie. Czy odbilo sie bicie na mojej psychice, oczywiscie, na psychice mojego rodzenstwa tez. Jednak wbrew niektorym opiniom nie szukalismy partnera rownie okrutnego, czy dominujacego. Wrecz odwrotnie, mamy lagodnych, opiekunczych dla nas i dzieci wspolmalzonkow. Bicie to wyladowywanie wlasnych frustracji i poczucie wladzy. Po smierci ojca wystawilam jego zdjecie, a potem schowalam. Mial bardzo dobre zycie, dobra smierc w otoczeniu oddanej rodziny, wspanialy pogrzeb, cale zycie byl kompletnie obojetny religijnie - dostal ostatnie namaszczenie - to podobno i do nieba poszedl. Odpowiedz Link Zgłoś
jedyny-wonderpig Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 16:16 Mnie też bił ojciec w ramach ogólnie pojętej dyscypliny, paskiem, z liścia - też nie byliśmy tak zwaną rodziną z marginesu, ale zwykłą, katolicką prowincjonalną klasą średnią; kiedyś uderzył mnie w twarz, bo nie chciałam słuchać orędzia prymasa Glempa (hehe) w telewizji w Wielką Sobotę; miałam wtedy 17 lat i po raz pierwszy się nie popłakałam, tylko syknęłam z nienawiścią, żeby teraz uważał, bo w nocy poderżnę mu gardło. Trudne były te święta, bo swoją niesubordynacją o mało nie doprowadziłam ojca do zawału; matka płakała, że tato się przeze mnie powiesi i kto będzie nas wtedy utrzymywał, tato przez pół wieczora włóczył się po okolicy dla ukojenia nerwów, ale od tej pory miałam spokój, ojciec już nigdy nie podniósł na mnie ręki, choć nie powiem, żeby nasze stosunki były serdeczne Dla mnie wniosek był czytelny: sprawca rośnie w siłę, kiedy karmimy go swoją bezradnością, ostre stawianie granic przydaje się także w wychowywaniu dorosłych. Odpowiedz Link Zgłoś
jestembond Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:29 Nie chcę wchodzić w temat bicia, chciałbym jedynie zwrócić uwagę na coś innego. Piszący tutaj wspomniają że zostaje trauma, że dziecku pokazuje się że silniejszy może nam zrobić krzywdę, etc. Niestety, nie zapominajmy o tym że niestety ale taki jest świat. Wielokroć od nas silniejsze państwo może nam spuścić "klapsa" i my nic nie możemy zrobić... Przypominam sprawę warszawskiego informatyka, któremu oddział AT złamał kręgosłup, kiedy pomylili jego mieszkanie z miejscem ukrycia się przestępcy. Niestety, tak na świecie jest, że silniejszy wykorzystuje swoją pozycję... Odpowiedz Link Zgłoś
reklama-bolek5 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:53 Trzeba walczyć z tym. Zło rodzi zło! Odpowiedz Link Zgłoś
te_rence Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:35 kochajcie dzieci swoje - wy jesteście im ostoją kochajcie dzieci swoje - niech się was nie boją kochajcie dzieci swoje - bo nad nimi macie władzę kochajcie dzieci swoje - ja z sympatii radzę kochajcie dzieci swoje - jesteście dla nich wzorem kochajcie dzieci swoje - pierwszych marzeń autorem kochajcie dzieci swoje - bowiem miłości waszej nie jest w stanie zastąpić nawet najlepsza z maszyn Ojciec Stalina krótko go trzymał napie...ł bez końca, karma boląca Ojciec Stalina wykonał olbrzyma kata milionów, upiora domów kochajcie dzieci swoje - niechaj ufne żyją kochajcie dzieci swoje - bo wy także ich nadzieją kochajcie dzieci swoje - bo jesteście silniejsi kochajcie dzieci swoje - bo jesteście mądrzejsi kochajcie dzieci swoje - całym światem ich jesteście kochajcie dzieci swoje - na ramionach je nieście kochajcie dzieci swoje - bo mając miłość w domu nie pójdą jej szukać na ulice po kryjomu Ojciec Hitlera ciągle go napierdzielał pasem go ćwiczył, a mały razy liczył Ojciec Hitlera stworzył fuhrera co skończył na grobie idei chorej swojej każdy człowiek ma potrzebę kochania a dziecko człowiekiem po dwakroć! boleć potrafi grzech zaniechania to wszystko jest łatwo tak pojąć kochajcie dzieci swoje - to się potem opłaca kochajcie dzieci swoje - miłość pomnożona wraca kochajcie dzieci swoje - wy tworzycie im wspomnienia kochajcie dzieci swoje - uczuć wypełnienia kochajcie dzieci swoje - to odpowiedzialna praca kochajcie dzieci swoje - ale potem się opłaca kochajcie dzieci swoje - to nie jest wszystko jedno czy na wasz widok śmieją się czy bledną Tata i Mama do życia brama opoka pierwsza najważniejsza Tata i Mama do życia brama ... (Kazik S) Odpowiedz Link Zgłoś
rock73 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 23:57 Ładny tekst. Podobny: Niektórzy ludzie lubią bić i biją przy każdej okazji są też tacy co biją bo kumple patrzą i trzeba bić jeszcze inni biją bo tylko to potrafią robić są też tacy co biją gdyż zamiast mózgu mają mięśnie! Niektórzy ludzie biją dlatego że mają kompleksy a bicie dodaje im odwagi bicie daje im wiarę w siebie bijący lubią słabe ofiary lubią by bicie poszło sprawnie Jeszcze inni biją dlatego że są psychopatami! Niektórzy ludzie lubią bić aby rozładować swoją złość są też tacy co biją aby ich się bano jeszcze inni biją wtedy gdy są w pijackim amoku lecz są też tacy co muszą bić by bronić się przed biciem gdy nie da się uciekać www.wrzuta.pl/audio/9HHBd6yGYq/dezerter_-_bicie Odpowiedz Link Zgłoś
reklama-bolek5 Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:36 Klapsik, pociągnięcie za ucho, pacnięcie ścierką...pieszczochy, o czym wy piszecie? Bicie, to rżnięcie na goły tyłek pasem przez ukochaną mamusię, to dyscyplina,/ taki harcap z rzemykami / a i kijaszek niekiedy. Przeszedłem to w dzieciństwie. Ślady na psychice zostają na całe życie. W życiu nikogo nie bałem się tak jak "kochanej mamusi". W takim przypadku nie może być mowy o więzi rodzinnej, ludzi którzy twierdzą, że kochają swe matki, po prostu nie rozumiem. Oczywiście, gdy już była stara i chora, starałem się spełnić swoje obowiązki. /W końcu nie wywaliła mnie na śmietnik/. To, że swojego syna nie biłem po takim wychowaniu, on i ja zawdzięczamy przykładowi dawanemu przez zaprzyjaźnione, normalne rodziny. Ale, mimo dwukrotnych usiłowań, moje małżeństwa rozpadły się. Odpowiedz Link Zgłoś
dorotek_s Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:37 Nareszcie ktoś napisał coś o mnie... Dorosłej kobiecie, zabitej emocjonalnie w dzieciństwie... smutne to. Bardzo smutne... Odpowiedz Link Zgłoś
dorotek_s Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:40 Meli.. piszesz o klapsach.. mnie spotkało maltretowanie. Wierz mi ze wtedy marzyłam zeby dostac "tylko" klapsa... Odpowiedz Link Zgłoś
reklama-bolek5 Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:50 Okropne, że tylu ludzi było maltretowanych w dzieciństwie przez tych, od których mieli prawo spodziewać się obrony przed złem. Taki człowiek nigdy nikomu już naprawdę nie zaufa. Będzie może silny, twardy, ale w sercu będzie miał bryłkę lodu. I nierzadko będzie stosował metody, jakich go nauczono gdy był mały i bezbronny. Odpowiedz Link Zgłoś
dorotek_s Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:58 Osobiscie takich metod nie stosuje bo nie chce by moje dzieci czuły to co ja wtedy. Ale emocjonalnie jestem wrakiem. Nie potrafie sobie radzic w dorosłym zyciu Odpowiedz Link Zgłoś
reklama-bolek5 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 11:00 Rozumiem Cię doskonale. Tego co zostało wbite w psychikę w dzieciństwie nie wyrzuci żaden lekarz. Jedynym sposobem na przeżycie jest zdając sobie sprawę z przyczyn, pracować nad swoją osobowością, nie wchodzić w sytuacje, z którymi nasza psychika sobie nie poradzi. Jesteśmy okaleczeni, to prawda. Ale takie jest życie. Można urodzić się kaleką, lub jednym z umierających już w dzieciństwie dzieci z Somalii. Można mieć też mamusię psychopatkę, lub ojca potwora. Można też trafić w ręce zboczeńca, terrorysty, wybór jest ogromny. Nie miałaś szczęścia do rodziców, ale nikt Cię nie zgwałcił, nie postrzelił, nie potrącił samochodem. Ciesz się z tego co masz, bo życie nie jest po to by nas rozpieszczać. Odpowiedz Link Zgłoś
o90 dziecko przynoszace do domu niewypaly 02.03.09, 16:55 rozmowa nie skutkuje, wizyty policji rowniez, psycholog bezradny dajemy w dupsko pasem czy tez czekamy az nam dzidzius wysadzi siebie razem z blokiem ? Odpowiedz Link Zgłoś
reklama-bolek5 Re: dziecko przynoszace do domu niewypaly 02.03.09, 17:01 Znaczy, masz problemy z sobą. Tak jak miała moja matka. A moze nie chciałeś tego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
1492007gazeta Antyakcja BijmyDzieci.PL 02.03.09, 17:04 dopisz sie koniecznie: bijmydzieci.pl Odpowiedz Link Zgłoś
black_halo 50 lat pozniej jednak .. 02.03.09, 17:08 Przychodzi czas kiedy rodzice zechca opieki od dzieci. Sa trzy warianty - dzieci sie wypna a spoleczenstwo uzna je za niewychowane bahory, ktore rodzicow maja za nic. Dzieci wezma rodzicow do siebie ale same beda sie znecac na rodzicami (moj ulubiony wariant). Dzieci zaopiekuja sie rodzicami co uwazam za przejaw wielkiego milosierdzia, na ktore niektorzy nie zasluguja. Odpowiedz Link Zgłoś
patibam Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:19 Wiecie co...żeczywiście teraz, gdy mam 30 lat tak serio zaczełam rozmyślać o moim dzieciństwie i przeżywam je na nowo z powodu posiadania własnego dziecka, które własnie kończy 5tyg. Zrozumiałam, że mam ogromną szanse nie spieprzyć jej życia przez bicie i znęcanie się psychicznie. Ja to wszystko przezyłam i ponosze konsekwencje takiego wychowania. Często nie radzę sobie z emocjami, wydzieram się, zamykam się w sobie, miałam okres kiedy w ogóle nie zależało mi na akceptacji kogokolwiek (rola złego dziecka), często mnie ponosi, jestem agresywna itp...U mnie jeszcze było straszenie czarownicą, co spędzało mi sen z powiek...godzinami gapiłam się w okno czy nie nadleci na miotle straszna baba Jaga...Miałam takie lęki w dzieciństwie, że moczyłam się do 7 roku życia, obgryzałam paznokcie, wciąż płakałam. I wiecie co na to moja matka? Nic...zupełnie nic. Głupia ignorantka nie mająca pojęcia o tym, że wszystko ma wpływ na dziecko i je kształtuje-to teraz o niej myśle. Pamiętam jedno lanie. Kablem. Bardzo bolało...a ona biła i biła...Trzymała mnie za nogi żeby lepiej wlać mi na tyłek. Teraz wiem, że ukaranie mnie w ten sposób pozwoliło jej na wyładowanie własnych flustracji, z którymi nie mogła już dłużej żyć. Egoistka. Ona sobie ulżyła a ja jestem jaka jestem. Dziękuję "MAMO" Odpowiedz Link Zgłoś
mamma3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:35 Najgorsze jest że małe dzieci, które są bite zawsze uważają że na to zasużyły że to ich wina. P.S. Jeśli ktoś bije nastolatka za złe stopnie to raczej niech nie spodziewa się poprawy zachowania. U nastolatka bicie wzbudza tylko nienawiśc do rodzica Odpowiedz Link Zgłoś
jottsp jest bicie i bicie 02.03.09, 17:32 jest bicie i bicie - co innego dostac klapsa w tylek a co innego w pysk tak ze pod stol sie wpada , no i jeszcze jest roznica - czy za cos czy za darmo. Odpowiedz Link Zgłoś
ofiara_mody Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:42 Pamietam gruby skorzany pas, ktory moj ojciec wieszal na klamce u drzwi. To bylo ostrzezenie tuz przed wymierzeniem kary, ktore nastepowalo predzej czy pozniej. Razem z siostra bylysmy bite z roznych powodow, czasem zupelnie blahych. Nigdy nie zapomne jak wsciekla bylam na mojego ojca, kiedy dostalo mi sie za to, ze usiadlam na gumie do zucia, przez co zniszczyla sie moja spodniczka. Po raz pierwszy poruszylam ten temat z siostra wiele lat pozniej. Okazalo sie, ze obie dalej ciezko to wspominamy i czujemy ogromny zal do ojca, ktory umarl gdy bylysmy nastolatkami. Ciezko jest go kochac i tesknic ze nim i jednoczesnie tlumic w sobie nienawisc. Odpowiedz Link Zgłoś
enterol250 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:57 Moi rodzice sami pochodzą z rodzin przemocowych, formalnie "porządnych", realnie patologicznych. Matka biła mnie i brata czym popadnie, wyrywała włosy, darła się jak opętana o byle głupstwo, biła po twarzy. Ojciec kumulował w sobie agresję i lał raz na jakiś czas, ale za to konkretnie. Pamiętam jak kopał brata w przedpokoju, brat skulił się na kształt embrionu usiłując ochronić głowę. Dziś próbuję odnowić relacje z rodzicami, to ja wyciągnęłam do nich rękę. Brat od 10 lat jest narkomanem, niedawno skończył kolejny detoks, nie wiadomo jak to się skończy. Ja przez ostatnie 7 lat cierpiałam na dolegliwości psychosomatyczne, udało mi się je częściowo zaleczyć, ale nadal mam problem z nerwicą. Reasumując, negatywne emocje rodzą negatywne emocje, nie da się tego usprawiedliwić. Ale żeby zmienić trend społeczny dający przyzwolenie do bicia dzieci trzeba by zacząć od edukacji antyprzemocowej na poziomie przedszkola. Tak to widzę. Odpowiedz Link Zgłoś
patryk_r83 Podziękowanie 02.03.09, 17:44 Do tej pory, gdy słyszałem o debatach w stylu "zakazać bicia", zastanawiałem się, co za oszołomy lobbują za tym. Teraz nagle widzę, że przez "bicie" rozumiane jest tu lanie z niemalże sadystyczną przyjemnością od rodziców - nie taki jakiś tam klaps. Ja zdania co prawda nie zmienię, nadal będę uważał, że pojedynczy klaps nikomu krzywdy nie zrobi, ale teraz przynajmniej rozumiem "drugą stronę". W sumie mam nadzieję, że nigdy klapsa nie będę musiał dać - w końcu to to za przyjemność? Odpowiedz Link Zgłoś
rock73 Re: Podziękowanie 03.03.09, 00:00 Fajnie. Okazuje się, że z takiej paplaniny internetowej też może coś mądrego wyniknąć. Odpowiedz Link Zgłoś