matysiaczek.0
09.03.09, 09:47
Piszę z prośbą o pomoc w zrozumieniu mamy, nie krytykuję jej zachowania.
Idę ze starszaczką do kościoła...raz, drugi...nagle mama moja zgłasza chęć towarzyszenia nam. Mi to nie halo, bo z córą prowadzimy po drodze w te i z powrotem fajne gadki. Więc proponuję, zeby sama z nią poszła którejś niedzieli jak już chce z nią iść...Mama prawie obraża się i nie chodzi wcale.
Wybieram się z obojgiem mojch dzieci w dłuższą podróż (2 godz autobusami) do siostry mojej mamy. Mama oczywiście chce jechać z nami. Tłumaczę, że nie bardzo mam ochotę z nią tam jechać, bo spokojnie z ciotką nie pogadam ani z siostrunią cioteczną. Proponuję, żeby wzięła starszaczkę i sobie pojechała beze mnie, mama odmawia, widzę, że nadąsała się.
Zaznaczam, że moje dzieci widuje codziennie, ma czas nimi nacieszyć sie, nie rozumiem, skąd u niej potrzeba jeżdżenia ze mną i z dziećmi, ale beze mnie to już nie chce. Dla mnie to nawet na rękę byłoby oddać choćby starszą na godzinkę, albo dłużej, bez wyrzytów sumienia nacieszyć się młodym. Albo ze starszą porysować, jak młody pójdzie z babcią do kościółka, nie będzie kredek z garści nam wyrywał. Ale ona z nimi sama nie bardzo ma ochotę pobywać, oczywiście jak trzeba (moje wyjście, albo wyjazd do urzędów) to bez problemów.
I chcę zrozumieć o co ona walczy ale nie potrafie. Za głupia jestem. Jakieś sugestie?