azile.oli
26.03.09, 09:10
Nie chciałam zaśmiecać wątku protozoi, ale podzielę się z wami moją
historią, która była całkiem różna. Zaznaczam, że nie jestem
zwolenniczką aborcji, ale są pewne sytuacje, kiedy matka ma prawo
wyboru, absolutnie nie zaliczam tu takiej sytuacji , jaką opisała
protozoa, bo jej powody sprawiły, że moja opinia o tej pani
ugruntowała się. zaznaczam, że zbliżam się do 40 - tki, aborcji nie
dokonałam i nie dokonam, bo już więcej w ciążę zajść nie mogę.
A moja historia była taka : w pierwszej ciąży trafiłam w 5 -tym
tygodniu do szpitala z plamieniem. W 7 -mym oglądałam bijące serce
mojego dziecka, ciążę udało mi się donosić, zakończyła się ona cc z
uwagi na wielkość dziecka (ponad 5 kg), dziś to dziecko to fajna 15 -
latka. Gdy córka miała 5 miesięcy zdarzyła nam się wpadka, mimo
zabezpieczeń. Trochę ironia losu, bo nie stosując żadnych
zabezpieczeń czekałam na pierwszą ciążę prawie rok. A tu
niespodzianka. Ta druga ciąża zagrażała mojemu życiu, szwy na macicy
mogły się zdaniem lekarza rozejść w każdej chwili, było bardzo
prawdopodobne, że mogę tę ciążę stracić lub trzeba ją będzie
zakończyć wcześniej, bo w przeciwnym razie umrzemy i ja i dziecko.
Jeśli dziecko uda się uratować, to najprowdopodobniej będzie
wcześniakiem z poważnymi rokowaniami. Doszłam jednak do wniosku , że
spróbuję. Nie kierowały mną ani względy religijne, ani nawet
przekonanie o tym, że aborcja jest złem. Po prostu patrzyłam na
córeczkę i uświadomiłam sobie, że nie mam prawa odbierać życia temu
drugiemu dziecku tylko dlatego, że miało być tym kolejnym. Jakie
miałam prawo decydować o jego życiu lub śmierci? Los okazał się
łaskawy, donosiłam ciążę do 8-go miesiąca i na świat przyszedł
zdrowy syn. Nie mogę sobie wyobrazić, aby go nie było.
Mimo to rozumiem kobiety samotne, bez środków do życia, które
wybierają inne rozwiązanie. Natomiast nie rozumiem kogoś, kto
decyduje się na aborcję, bo do świetnego obrazka 2+2 +wyjazdy na
wczasy nie pasuje wizja kolejnego dziecka, którego serce już bije.
Nie jestem w stanie zrozumieć, że taką decyzję może podjąć lekarz,
tylko dla wygody życiowej. I jeszcze się tym chwali, bo kolejne
dziecko rozwaliłoby wypacykowany światek.
Jeszcze jedno. Bardzo proszę nie traktować mojego postu jako
wyznania matki - bohaterki. Bo nie uważam się za takąś. Zrobiłam to,
co uznałam za stosowne, bo po prostu inaczej czułabym się podle. To
drugie dziecko nie jest już zlepem komórek, jest bardzo fajnym 14-
latkiem. Postąpiłam jak postąpiłam dla siebie, bo po prostu czułam,
że trudno by mi się żyło po aborcji. Każdy z nas w życiu zrobi coś,
co próbuje racjonalizować . To jest normalne, to efekt wyparcia.
I jeszcze jedno. Nie interesuje mnie, co robią inne kobiety, to
sprawa ich sumienia. Ale wiertzcie mi, potrafię zrozumieć kobietę,
która boi się urodzić upośledzone dziecko, dziecko z gwałtu, jest
sama, wystraszona, nie wie, co robić. Bo to jest ludzkie. Natomiast
nie potrafię zrozumieć takich, które żyją na przyzwoitym poziomie i
z wygody nie chcą niczego zmieniać. Nawet nie pofatygowały się, aby
zrobić badania genetyczne. I wartościują życie. Życie pojawiające
się , gdy tego chcę, czyli ukochane bliźniaki są wspaniałe. Kolejne
życie ma tak niską wartość, że nie ma prawa rywalizować z
zagranicznym wyjazdem.
Odniosę się jeszcze do wątku Joasi, który sprowokował protozoę. Nikt
nie ma prawa wymagać od drugiej osoby, aby wspierała sprawę
niezgodną z jej przekonaniami . I tyle.