Dodaj do ulubionych

O aborcji raz jeszcze...

26.03.09, 09:10
Nie chciałam zaśmiecać wątku protozoi, ale podzielę się z wami moją
historią, która była całkiem różna. Zaznaczam, że nie jestem
zwolenniczką aborcji, ale są pewne sytuacje, kiedy matka ma prawo
wyboru, absolutnie nie zaliczam tu takiej sytuacji , jaką opisała
protozoa, bo jej powody sprawiły, że moja opinia o tej pani
ugruntowała się. zaznaczam, że zbliżam się do 40 - tki, aborcji nie
dokonałam i nie dokonam, bo już więcej w ciążę zajść nie mogę.
A moja historia była taka : w pierwszej ciąży trafiłam w 5 -tym
tygodniu do szpitala z plamieniem. W 7 -mym oglądałam bijące serce
mojego dziecka, ciążę udało mi się donosić, zakończyła się ona cc z
uwagi na wielkość dziecka (ponad 5 kg), dziś to dziecko to fajna 15 -
latka. Gdy córka miała 5 miesięcy zdarzyła nam się wpadka, mimo
zabezpieczeń. Trochę ironia losu, bo nie stosując żadnych
zabezpieczeń czekałam na pierwszą ciążę prawie rok. A tu
niespodzianka. Ta druga ciąża zagrażała mojemu życiu, szwy na macicy
mogły się zdaniem lekarza rozejść w każdej chwili, było bardzo
prawdopodobne, że mogę tę ciążę stracić lub trzeba ją będzie
zakończyć wcześniej, bo w przeciwnym razie umrzemy i ja i dziecko.
Jeśli dziecko uda się uratować, to najprowdopodobniej będzie
wcześniakiem z poważnymi rokowaniami. Doszłam jednak do wniosku , że
spróbuję. Nie kierowały mną ani względy religijne, ani nawet
przekonanie o tym, że aborcja jest złem. Po prostu patrzyłam na
córeczkę i uświadomiłam sobie, że nie mam prawa odbierać życia temu
drugiemu dziecku tylko dlatego, że miało być tym kolejnym. Jakie
miałam prawo decydować o jego życiu lub śmierci? Los okazał się
łaskawy, donosiłam ciążę do 8-go miesiąca i na świat przyszedł
zdrowy syn. Nie mogę sobie wyobrazić, aby go nie było.
Mimo to rozumiem kobiety samotne, bez środków do życia, które
wybierają inne rozwiązanie. Natomiast nie rozumiem kogoś, kto
decyduje się na aborcję, bo do świetnego obrazka 2+2 +wyjazdy na
wczasy nie pasuje wizja kolejnego dziecka, którego serce już bije.
Nie jestem w stanie zrozumieć, że taką decyzję może podjąć lekarz,
tylko dla wygody życiowej. I jeszcze się tym chwali, bo kolejne
dziecko rozwaliłoby wypacykowany światek.
Jeszcze jedno. Bardzo proszę nie traktować mojego postu jako
wyznania matki - bohaterki. Bo nie uważam się za takąś. Zrobiłam to,
co uznałam za stosowne, bo po prostu inaczej czułabym się podle. To
drugie dziecko nie jest już zlepem komórek, jest bardzo fajnym 14-
latkiem. Postąpiłam jak postąpiłam dla siebie, bo po prostu czułam,
że trudno by mi się żyło po aborcji. Każdy z nas w życiu zrobi coś,
co próbuje racjonalizować . To jest normalne, to efekt wyparcia.
I jeszcze jedno. Nie interesuje mnie, co robią inne kobiety, to
sprawa ich sumienia. Ale wiertzcie mi, potrafię zrozumieć kobietę,
która boi się urodzić upośledzone dziecko, dziecko z gwałtu, jest
sama, wystraszona, nie wie, co robić. Bo to jest ludzkie. Natomiast
nie potrafię zrozumieć takich, które żyją na przyzwoitym poziomie i
z wygody nie chcą niczego zmieniać. Nawet nie pofatygowały się, aby
zrobić badania genetyczne. I wartościują życie. Życie pojawiające
się , gdy tego chcę, czyli ukochane bliźniaki są wspaniałe. Kolejne
życie ma tak niską wartość, że nie ma prawa rywalizować z
zagranicznym wyjazdem.
Odniosę się jeszcze do wątku Joasi, który sprowokował protozoę. Nikt
nie ma prawa wymagać od drugiej osoby, aby wspierała sprawę
niezgodną z jej przekonaniami . I tyle.
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:14
      Matko po co kolejny wątek.Ty nie dokonałabyś aborcji,inne to zrobią.Ty nie
      wyobrażasz sobie,inne wyobrażają.
    • 18_lipcowa1 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:16
      Natomiast
      > nie potrafię zrozumieć takich, które żyją na przyzwoitym poziomie
      i
      > z wygody nie chcą niczego zmieniać.

      No i na szczescie nie musisz rozumiec.
      • faustine Re: 18 lipcowa1 26.03.09, 19:05
        Ja rozumiem że musisz zabrac głos w niemal każdym wątku. Ale na Boga
        wysil się trochę, zmarszcz czoło i napisz cos sensownego , zwłaszcza
        jesli odpowiadasz na wątek mądrzejszych od Ciebie.
    • majmajka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:23
      Ja juz nie chce kolejnego watku z 47000000 postami...tongue_out.
    • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:23
      Wątek założyłam, bo w poprzednim zarzucano, że te obrończynie życia
      to młode dziewczyny, g...o wiedzą o życiu i jescze pewnie się
      wyskrobią, jak je potrzeba przypili.
      • gryzelda71 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:27
        azile.oli napisała:

        > Wątek założyłam, bo w poprzednim zarzucano, że te obrończynie życia
        > to młode dziewczyny, g...o wiedzą o życiu i jescze pewnie się
        > wyskrobią, jak je potrzeba przypili.

        I pewnie do niektórych bardzo ten opis pasuje.
    • mama-maxa Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:24
      jezzzzu
      Nie udzieliłam się w żadnym z wątków o aborcji, bo mam zdanie, że
      każda kobieta powinna mieć prawo sama zdecydować, czy chce urodzić
      dziecko czy też nie. POzostawiam to jej sumieniu i tyle, a reszcie
      społeczeństwa nic do tego.
      Ale nie rozumiem takie przyznawanie się, jak bardzo ciąża była
      zagrożeniem, a jednak urodziłam, albo odwrotnie... to mi zahacza
      albo o samochwalenie się, albo o uspokojenie swojego sumienia.
      Ciekawa jestem, ile jeszcze wątków na ten temat powstanie?
      • madameblanka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:40
        > Ale nie rozumiem takie przyznawanie się, jak bardzo ciąża była
        > zagrożeniem, a jednak urodziłam, albo odwrotnie... to mi zahacza
        > albo o samochwalenie się, albo o uspokojenie swojego sumienia.

        popieram. Odwagą jest podjąć słuszną decyzje w danej chwili. Szczerze mówiąc mam
        wrażenie że osoby które nie usunęły uważają że są /pod jakimś względem/ lepsze.
        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:44
          Nie uważam się za lepszą. Mam po prostu może spokojniejsze sumienie.
          Chociaż to kwestia względna.
          • irima2 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:54
            A ja uważam, że możesz się uważać za lepszą azile.oli. I przede
            wszystkim za prawdziwą matkę.
            Jestem przeciwniczką aborcji, ale jestem w stanie pogodzić się z
            tym, że ma to być wybór kobiety (a właściwie rodziców). Tylko nikt
            mnie nie zmusi, żebym to zrozumiała. A w szczególności nie m ogę
            pojąć, że na cos takiego mogą się zdecydować kobiety, które już mają
            dzieci i były w ciąży. Nie wierzę, że same wierza w ten "zlepek
            komórek".
          • lubie.garfielda Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:26
            a gdyby ci się nie udało?
            • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:44
              Zakładałam taką możliwość. Po prostu podjęłam ryzyko. Opłaciło mi
              się. Analizując za i przeciw doszłam do wniosku, że najwyżej mąż sam
              wychowa córeczkę, miałam pewność, że będzie potrafił. Istniała
              jednak opcja, że będzie nam dane razem wychowywać dwójkę dzieci. I
              tak się stało. Doszłam do wniosku, że życie to przecież ryzyko. To
              nie był łatwy wybór, ale dla mnie jedyny. Ale to dla mnie. Nie
              zamierzam być wzorem dla innych kobiet. Ryzyko było spore. Po prostu
              pomyślałam, że nie mogę postawić znaku równości między potencjalnym
              brakiem matki dla córki a skazaniem na śmierć drugiego dziecka. Nie
              było mi łatwo, ale tylko taka decyzja dawała mi spokój sumienia.
              Na szczęście się udało.
              • nangaparbat3 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 13:12
                Analizując za i przeciw doszłam do wniosku, że najwyżej mąż sam
                wychowa córeczkę, miałam pewność, że będzie potrafił. Istniała
                >>jednak opcja, że będzie nam dane razem wychowywać dwójkę dzieci. I
                >>tak się stało. Doszłam do wniosku, że życie to przecież ryzyko. To
                >>nie był łatwy wybór, ale dla mnie jedyny. Ale to dla mnie.

                Ryzykowałaś, że Twoja córeczka będzie sie wychowywać bez matki.
                Przyznam się, że tego ryzyka bym nie podjęła.
                Pamiętam, jak po urodzeniu dziecka, póki było małe, zaczęłam przechodzić przez
                jezdnię zupełnie inaczej niż przedtem, nieporównywalnie ostrożniej - miałam
                przekonanie (właściwie poza rozumem), że moje życie już nie tylko do mnie nalezy.
                • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 13:39
                  W chwili, gdy dowiedziałam się o drugiej ciąży moje życie przestało
                  należeć do mnie niejako podwójnie.
                  Ja doskonale rozumiem, że ktoś nie podjąłby takiego ryzyka. Ja też
                  się bałam. Ale w tym momencie byłam odpowiedzialna już za dwójkę
                  dzieci. Ja wiem, że może ktoś nie uważa tego dziecka w pierwszych
                  tygodniach ciąży za dziecko, ale dla mnie to był człowiek i tyle.
                  Po prostu nie potrafiłam wybrać inaczej. Doszłam do wniosku, że
                  aborcja jest nieodwracalna, natomiast nie mam pewności, czy spełni
                  się najgorszy scenariusz i ja przypłacę to życiem.
                  Aczkolwiek brałam to pod uwagę. Może było mi łatwiej, bo wiedziałam,
                  że naprawdę mogę polegać na mężu. Pewnie, że nikt nie zastąpi matki,
                  ale różnie bywa.
                  Męczennicą nie jestem, na wzór do naśladowania służyć nie pragnę.
                  Po prostu w momencie gdy ujrzałam bijace serce syna na usg nasunęła
                  mi się analogia z pierwszą ciążą, którą mogłam stracić, a w wyniku
                  której na świat przyszła fajna dziewuszka. Dlatego postanowiłam, że
                  to drugie dziecko dostanie taką samą szansę, jaką miało pierwsze.
                  To nie była dla mnie jakaś ''dzidzia w brzuszku'', ale realne
                  dziecko.
                  • kra123snal Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 13:49
                    No i tu masz sedno. Ty uważasz za dziecko a inne kobiety nie. Gdyby
                    Proto... uważała zarodek za dziecko, to pewnie by urodziła pomimo
                    strachu popsucia ustabilizowanego życia. Ty wolałaś zaryzykować
                    swoje życie i czujesz się bohaterką. Dla mnie to głupota, no ale dla
                    mnie dziecko jest ważniejsze od zarodka...
                    • nangaparbat3 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:58
                      Krasnal, daj spokój, to jest inna wrażliwosc, inne spojrzenie, ja ich nie
                      podzielam, ale nigdy nie nazwalabym ich "glupotą".
                      • kra123snal Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 20:34
                        Patrzę z perspektywy dziecka, które zrozumie, bądź nie, motywy
                        zmarłej matki. Dorastanie w bólu, ze nie była dość ważna. Brak
                        matki, to też brak wsparcia, idealizowanie potencjalnych kontaktów,
                        obwinianie się... Jakoś ja nie potrafię zarodka postawić ponad to
                        dziecko, które jest, ale cieszę się, że jednak wszystko dobrze się
                        skończyło.
                  • nangaparbat3 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:57
                    Azile,
                    ale przeciez kiedy zobaczylas serduszko, ciąża byla już dośc zaawansowana.
                    Decyzje musialas podjąc wcześniej.
                    Nie wiem, moze ja straszny prymityw jestem, ale sądzę, ze nie zaryzykowalabym
                    porzucenia (bo z punktu widzenia dziecka to jest porzucenie, tak bylo z Żydami
                    oddanymi podczas wojny jako male dzieci chrzescijanskim rodzinom - zyli, nawet
                    jako dorośli, w poczuciu PORZUCENIA, nieważne, ze to uratowalo im zycie)dziecka
                    które znam, widzę, dotykam, karmię, dla kogos, kogo moge sobie co najwyzej
                    wyobrazic.
                    • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 16:17
                      Widzisz, ja nie podejrzewałam na początku, że mogę być w ciąży.
                      Zabezpieczałam się, a w terminie planowanej miesiączki dostałam
                      kilkudniowego plamienia. Dopiero nagła zmiana samopoczucia wzbudziła
                      moje podejrzenia, zrobiłam test, wyszedł pozytywnie. Chyba
                      podświadomie wiedziałam, że tej ciąży nie usunę, później lekarz,
                      jego ostrzeżenia ( o których wiedziałam wcześniej, już po urodzeniu
                      córki przedstawił mi ewentualne zagrożenia), w końcu to usg i moja
                      decyzja, że ciążę utrzymam.)
                      Ja wiem, że moja postawa może się wydawać niezrozumiała. Ja wcale
                      nie byłam niepoprawną optymistką, gotową na porzucenie starszego
                      dziecka. Ale po prostu pamiętałam, jak walczyłam o życie córki, o
                      utrzymanie tej ciąży. Temu drugiemu dziecku chciałam ofiarować to
                      samo. Ja wiem, że to trudno zrozumieć, ale czułam, że postępuję
                      właściwie. Ale to jest moje osobiste odczucie i nikogo nie namawiam
                      do takich wyborów, ani nikomu konieczności takiego wyboru nie życzę.
                      • nangaparbat3 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 17:23
                        Moge Cie usciskac? Z całych sił.
                        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 17:27
                          Możesz. Jak najbardziej.
                          • nangaparbat3 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 17:43
                            Dziekuje Ci.
        • madeleine.b Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:50
          madameblanka napisała:

          Szczerze mówiąc ma
          > m
          > wrażenie że osoby które nie usunęły uważają że są /pod jakimś względem/ lepsze.
          >
          >

          Hmmm...może dlatego, że są?
          • madameblanka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:58
            co za brednie, sztuką jest przerwać coś i zacząć wszystko od nowa, a nie urodzić
            jak sie i tak już w tej ciązy było. Sztuką jest znosić potępienia cie za to co
            zrobiłaś. Sztuką jest powiedzieć NIE gdy wszyscy mówią TAK.
            • taleksander Re: madameblanka 26.03.09, 10:19
              madameblanka napisała:
              sztuką jest przerwać coś i zacząć wszystko od nowa, a nie urodzić
              >jak sie i tak już w tej ciązy było. Sztuką jest znosić potępienia cie za to co zrobiłaś. Sztuką jest powiedzieć NIE gdy wszyscy mówią TAK.

              Różne głupoty ludzie wypisują w związku z tym tematem, ale Ciebie to już chyba do reszty POPIER....ŁO !!!

          • echtom Hmmm... może mają podstawy, zważywszy 26.03.09, 10:13
            na włożony wysiłek:
            aborcja - kilka tysięcy zł + kilka godzin
            wychowanie dziecka - kilkaset tysięcy zł + 25 lat
          • id.kulka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:20
            madeleine.b napisała:

            > madameblanka napisała:
            >
            > Szczerze mówiąc ma
            > > m
            > > wrażenie że osoby które nie usunęły uważają że są /pod jakimś
            względem/ l
            > epsze.
            > >
            > >
            >
            > Hmmm...może dlatego, że są?

            Ale dlaczego? Takie postępowanie można oceniać na różne sposoby:
            można na przykład nie pochwalać ryzykowania własnego życia i
            zdrowia, gdy ma się małe dziecko - bo osierocić malucha to żadne
            bohaterstwo.
            Nie mówię, że ja tak oceniam. Ja w ogóle staram się nie oceniać.
            Chodzi mi tylko o to, że poczucie własnej lepszości nie jest tu w
            pełni uzasadnione, w moim odczuciu.
        • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:56
          "Szczerze mówiąc ma
          > m
          > wrażenie że osoby które nie usunęły uważają że są /pod jakimś
          względem/ lepsze.
          > "

          A ja uważam, że wcale tak nie wynika z tekstu autorki wątku.
          Napisała po prostu kobieta jak było w jej przypadku. Po to przecież
          jest to forum.

          "takie przyznawanie się, jak bardzo ciąża była
          > > zagrożeniem, a jednak urodziłam"

          Moim zdaniem ma prawo być dumna z siebie i cieszyć sie zdrowiem
          swoich oczekiwanych dzieci.
          To była jej decyzja z której jest zadowolona.

          Są kobiety które podjęły inną i tez mają prawo być z tego
          zadowolone...

          Tak sobie pomyślałam, że dobre warunki materialne to nie jest powód
          dla którego kobietę która poddała się aborcji potępiać. Tak samo jak
          złe nie są wskazaniem do tego zabiegu.
          Tak naprawdę trzeba byc w konkretnej sytuacji, żeby móc zrozumieć
          kobietę decydującą się na taki zabieg. To napewno nie jest łatwa
          decyzja dla nikogo.
          • madameblanka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:05
            > A ja uważam, że wcale tak nie wynika z tekstu autorki wątku.

            toteż wcale jej tego nie zarzuciłam,
            • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:12
              A to przepeaszam. Źle zrozumiałam smile .
            • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:13
              Przepraszam miało być.
    • sanciasancia Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:34
      Ja jestem zdania, że każda kobieta powinna mieć prawo wyboru, czy chce czy nie
      chce kontynouwać ciążę. Jej życie, jej decyzja. (I celowo piszę, że kobieta, bo
      jednak kobiety ponoszą większość kosztów dziecka, szczególnie w kraju alimenciarzy).
      • alesio23 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:37
        Dokładnie sancia kobieta powinna o tym decydować!
        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:47
          Pewnie, że powinna decydować. Ale przyznawanie się z dumą do
          aborcji, z powodu zwykłego wygodnictwa nie wywołuje u mnie uczucia
          podziwu.
          • mama-maxa Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 09:58
            ale tez nikt nie każe ci ją podziwiać. Zresztą przy podjęciu decyzji
            o aborcji czy tez o urodzeniu dziecka powstaje tyle aspektów, że to
            na pewno nie tylko o wygodnictwo chodzi, albo o bohaterstwo... Nikt
            Ci nie każe podziwiać, ale spróbuj choć trochę zrozumieć - nie
            musisz się z tym zgadzac, ale można wysłuchac prawda?
            Właśnie dlatego wątki na ten temat sa wg mnie bezsensowne, bo żadna
            ze stron nie da się przekonać, zresztą nie o to chodzi, bo to jest
            sprawa na tyle intymna, że uważam za głupotę, pytac się obcych
            ludzi, co sądzą na ten temat, czy mam usunąć czy tez nie.
            • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:11
              Wybacz, mamo-maxa. Oczywiście wysłuchać mogę, ale w tym przypadku
              podanym przez protozoę zrozumieć nie mogę. Po prostu inne priorytety
              życiowe i tyle. Mogę nie popierać aborcji, ale w pewnych wypadkach
              jestem w stanie zrozumieć kobietę, bo jesteśmy tylko ludźmi , a nie
              herosami. I wszystko zależy, jak się o fakcie dokonanej aborcji mówi
              (czy też pisze). Uderza mnie po prostu dziwny dysonans :idealny
              światek kontra dziecko - kłopot. To oczywiście nie moja sprawa, jak
              jej z tym dobrze, to trudno. ale dla mnie to takie jakieś
              odczłowieczone. Dwójka dzieci, dla których wszystko i kolejne, dla
              którego nic, nawet prawa do życia.
          • id.kulka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:57
            azile.oli napisała:

            > Pewnie, że powinna decydować. Ale przyznawanie się z dumą do
            > aborcji, z powodu zwykłego wygodnictwa nie wywołuje u mnie uczucia
            > podziwu.

            A aborcja z innych wskazań? Czy tu naprawdę chodzi o podziw?
            Czy o próbę zrozumienia?
            • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 11:15
              Aborcja z konkretnych wskazań jest czymś innym, niż przykład podany
              przez protozoę. Nie będę się tu kusiła o zrozumienie ( w sensie
              współodczuwającym). Natomiast czytając jej posty rozumiem, dlaczego
              to zrobiła. Bo ma po prostu swoisty pogląd na świat. I w jej
              poglądzoie na świat wyjątkowo mało zrozumienia.
              Co do aborcji ze wskazań , to jak najbardziej, jestem w stanie
              zrozumieć lub próbować zrozumieć (każdy przypadek jest inny). Nie
              znaczy, że poprę aborcję w danym przypadku, ale po prostu wczuję się
              w sytuację danej kobiety, dodam do tego jej prawo do chronienia
              własnego życia, traumę po gwałcie, osamotnienie itp i jak
              najbardziej będę starała się ją zrozumieć, a już w żadnym przypadku
              nie odważę się jej oceniać. Za aborcją kryje się czasem wielka
              tragedia, więc daleka jestem od osądzania. Ale jeśli ktoś się
              aborcją chwali i oznajmia, że to dla niego pryszcz to całkiem inna
              bajka.
              • lola211 Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 09:25
                Ale jeśli ktoś się
                > aborcją chwali i oznajmia, że to dla niego pryszcz to całkiem inna
                > bajka.

                Chwali?

                Protozoa w moim odczuciu po prostu chciala zaprezentowac inna niz
                oficjalna wersje zycia "po" i samego podejscia do aborcji.

                Bo wersja oficjalna jest taka, ze aborcji dokonuja kobiety w
                tragicznej sytuacji zyciowej, a potem koniecznie maja z tego powodu
                traume, depresje i chrzani im to zycie.
                A tu sie okazuje, ze niekoniecznie jest tak jak ogolowi sie wmawia.

                No i Protozoa oczywiscie została zjechana na forum, no bo jak to? Ma
                czelnosc pisac, ze nie ma wyrzutów sumienia, ze zyje normalnie i
                juz?
                Ematki z pewnoscia przyjelyby inna postawe, gdyby tu sie zalila,
                plakala i darla szaty.Skutek bylby ten sam- dziecko sie nie
                urodzilo.No ale przynajmniej spoleczenstwo byloby usatysfakcjonowane
                pokuta wyrodnej matki.
                A tu cholera, winna nie wykazuje skruchy, no.
    • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:02
      "Nawet nie pofatygowały się, aby
      > zrobić badania genetyczne. I wartościują życie. "

      Dla mnie własnie uzależnianie decyzji o usunięciu ciąży od wyników
      badań genetycznych jest wartościowaniem. Bo jeśli zdrowe, a kobieta
      usunie to ona zła, a jak chore to ma prawo, tak?
      Uważasz, że dzieci z wadami genetycznymi nie mają prawa do życia?
      Przypuszczam, że poniosły cię emocje sad .
      • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:21
        Nie, uważam , że każde dziecko ma prawo do życia, dlatego nie
        robiłam badań genetycznych i ryzykowałam z pełną świadomością
        urodzenie chorego dziecka. Chodziło mi raczej o to, że kobieta -
        lekarz mogłaby zrobić te badania, jeśli się tak boi zburzenia
        sielanki. Ale to nie chodziło o to, czy dziecko zdrowe, czy chore,
        ale , że wogóle niepotrzebne. O tych badaniach napisałam tylko
        dlatego, że protozoa w kilku innych wątkach podkreślała, że nie
        urodziłaby takiego dziecka. Dlatego w jej wypadku po złych wynikach
        genetycznych aborcja byłaby oczywista. Po prostu jestem w stanie
        przyjąć do wiadomości, że kogoś przerasta urodzenie chorego dziecka.
        Ale ja takiej postawy nie popieram. Aczkolwiek jest różnica między
        świadomością, że czyjaś psychika nie udźwignie wychowywania chorego
        dziecka, a przyjęciem postawy, że kolejne dziecko uszczupli czyjś
        portfel.
        • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:25
          No ogólnie to się zgadzam.
          Tylko skąd ten ktos wie, że nie da rady jak nawet nie spróbował?
          • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:28
            Wiesz, niektórzy zakładają, że ich życie ma być łatwe , proste i
            przyjemne. Nawet nie próbują zmierzyć się z losem. Po prostu nie
            chcą żadnych komplikacji, co nie znaczy, że ich unikną, bo życie
            lubi płatać figle.
            • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:49
              Właśnie smile .
            • malila Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 11:56
              azile.oli napisała:

              > Wiesz, niektórzy zakładają, że ich życie ma być łatwe , proste i
              > przyjemne. Nawet nie próbują zmierzyć się z losem. Po prostu nie
              > chcą żadnych komplikacji, co nie znaczy, że ich unikną, bo życie
              > lubi płatać figle.

              No tak, bo życie to taki chochlik, który bawi się ludźmiwink
              Większość ludzi zakłada, że ich życie powinno być stosunkowo łatwe,
              proste i przyjemne. Większość próbuje uniknąć komplikacji, chyba że
              da sobie wmówić, że choroba to kara za grzechy, a jak coś idzie źle,
              to trzeba sie z tym pogodzić, bo takie jest przeznaczenie, wola
              Boża, czy co tam jeszcze. Tak jakby wiadomo było powszechnie, jaka
              jest ta wola Bożawink
              Każdy MUSI zmierzyć się ze swoim losem, bo los to jest to, co się
              człowiekowi przytrafia, a nie to, czego może uniknąć. Protozoa
              musiała sie zmierzyć z niechcianą ciążą - to zajście w ciążę było
              jej losem. A wybrać to sobie można sposób, w jaki się z tym losem
              człowiek zamierza zmierzyć. Czy będzie się z nim kopać, czy mu się
              podda, czy będzie negocjować jakiś kompromiswink
              I nie wiadomo, jakie poniesie konsekwencje swojego wyboru. Chociaż
              zapewne znajdzie się zawsze ktoś, kto z tym wyborem nie będzie mógł
              się pogodzić i kto nie będzie mógł się powstrzymać przed straszeniem
              zemstą losu, karą boską czy innym równie dokładnie określonym i
              zdefiniowanym zjawiskiemwink
              • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 12:14
                Ależ ja wcale nie uważam, że kobietę, która dokonała aborcji spotka
                kara od losu czy Boga. Tylko po prostu są w życiu sytuacje, gdy los
                stawia nas przed faktem dokonanym. I są rzeczy dużo bardziej
                komplikujące życie niż niespodziewana ciąża w ustabilizowanej
                sytuacji. Ciążę można usunąć, wolna wola istnieje. Nie wszystko
                jednak da się tak prosto usunąć z życia. Po prostu czasem przychodzi
                coś, co rozwala nasze życie, przestawia wszystko zupełnie. I nawet,
                gdy staramy się ten świat uporządkować, to nie da się obejść bez
                wyrzeczeń, poświęceń itp. No chyba, że ktoś jest tak wyzuty z
                człowieczeństwa, że nic go nie ruszy i zawsze będzie odbudowywał
                swój cudowny , mały światek.
                • malila Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 12:18
                  azile.oli napisała:
                  Nie wszystko
                  > jednak da się tak prosto usunąć z życia. Po prostu czasem
                  przychodzi
                  > coś, co rozwala nasze życie, przestawia wszystko zupełnie.

                  Czasem przychodzi. Ale co z tego wynika? Że nie należy unikać
                  komplikacji? Nie należy unikać mniejszych komplikacji? Cy jeszcze
                  coś innego?
                  • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 12:25
                    Oczywiście, że należy unikać komplikacji, o ile to możliwe. Ale nie
                    za wszelką cenę. Życie samo w sobie jest skomplikowane. Czasem można
                    dokonać wyboru, a czasem na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Po prostu
                    i zwyczajnie.
              • echtom Ciągnąc wątek filozoficzny 26.03.09, 12:38
                > Każdy MUSI zmierzyć się ze swoim losem, bo los to jest to, co się
                > człowiekowi przytrafia, a nie to, czego może uniknąć. Protozoa
                > musiała sie zmierzyć z niechcianą ciążą - to zajście w ciążę było
                > jej losem. A wybrać to sobie można sposób, w jaki się z tym losem
                > człowiek zamierza zmierzyć. Czy będzie się z nim kopać, czy mu się
                > podda, czy będzie negocjować jakiś kompromiswink

                Wiesz, ja w ogóle żywię głębokie przekonanie, że pełna, świadoma
                akceptacja zdarzeń losowych jest podstawową definicją szczęścia. To
                tłumaczy, dlaczego tak mało jest ludzi naprawdę szczęśliwych wink
    • vibe-b Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:02
      niektore uzytkowniczki sa nudne jak flaki z olejem. Zglosilam watek
      do kasacji, bo ilez mozna patrzec na jedno i to samo haslo po raz
      55565745872543. "o aborcji raz jeszcze" hehe nie wiem czy ktos
      przeczytal twoj post na ktory poswiecilas pewnie z pol godziny, nie
      szkoda pradu?
      • echtom Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:14
        Zglosilam watek
        > do kasacji, bo ilez mozna patrzec na jedno i to samo haslo po raz
        > 55565745872543.

        To nie patrz.
      • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 10:23
        Wiesz co, masz rację. Powinnam zatytułować mój wątek : ''O prawie do
        życia'', albo coś w tym stylu. Nie chcesz, nie czytaj.
    • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 11:35
      jako nastolatka uważałam, ze ciąża w tym wieku to tragedia ale nie potrafiłam
      zrozumieć rozpaczy dwudziestoparoletnich czy trzydziestoletnich kobiet na wieść
      o dziecku i ich decyzji o aborcji. Teraz jestem trzydziestoletnią kobietą i
      wiem, że nieplanowana ciąża może budzić to samo przerażenie zarówno u nastolatki
      jak i dojrzałej kobiety, dziecko zawsze zmienia nasz świat niezależni od naszego
      wieku, zamożności, pozycji . Ze względu na odpowiedzialność jaką niesie ze sobą
      macierzyństwo, uważam że powinno być dokładnie przemyślane, dlatego uważam że
      każda kobieta niezależnie od wieku, zamożności czy pozycji społecznej powinna
      mieć prawo wyboru, powinna mieć prawo do aborcji.
    • kizdam47 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 11:39
      a mnie sie podoba to co piszesz Azilesmile
    • ally Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 12:10
      w ogóle mi nie imponuje twoja postawa. wg mnie była to nieodpowiedzialność wobec
      urodzonego już dziecka. ale oczywiście to twoja sprawa, miałaś prawo tak
      zdecydować.
      • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 12:19
        Moja postawa absolutnie nie ma nikomu imponować. To prawda, że
        ryzykowałam. Doszłam jednak do wniosku, że nie mogę stawiać znaku
        równości pomiędzy pozbawieniem starszego dziecka matki, a młodszego
        życia. I tyle.
        • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 13:48
          Czy miałaś kiedykolwiek możliwość obserwacji życia dziecka które w tak młodym
          wieku straciło jednego z rodziców, widziałaś oczy dziecka patrzącego na druga
          osobę w poszukiwaniu utraconego rodzica, widziałaś jego tęsknotę za tym czo tak
          szybko straciło. Wierz mi ten widok jest przejmujący i nigdy się go nie zapomni.
          Ty zaryzykowałaś ale wbrew temu co myślisz to nie jest ani imponujące, ani godne
          podziwu.
          • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:56
            Ja nie miałam zamiaru zaimponować. Chciałam tylko zasygnalizować, że
            życie tego zarodka stało się życiem konkretnego dziecka.
            Owszem, widziałam dzieci, które w młodym wieku straciły matkę. Moja
            córka ma dwie takie koleżanki. Nie ryzykowny powód był przyczyną ich
            śmierci, ale białaczka i rak narządów rodnych. Obie mają bardzo
            fajnych ojców, którzy z pewnością nie zastąpią jednak matki.
            Dziś podjęłabym jednak taką samą decyzję.
            • gabi683 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 16:37
              Ja mam troje z 4 jestem w dorodze nie zluje bo był to Moj i Mojego
              męza świadomy wybor.Ale nie wiadomo co Nas w zyciu czeka ,bo roznie
              bywa.
              Wiec po co te wywody ,Ja uwazm ze to był jej świadomy wybor i
              zrobiła tak a nie inaczej.Gadranie nad rozlanym mlekiem nic do tego
              nie wniesie i tak Ci co będa mili ochote wykonac zabieg to nikogo o
              zgode nie beda pytac.
              Proste i logiczne.
            • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 18:15
              Chciałam tylko zasygnalizować, że
              > życie tego zarodka stało się życiem konkretnego dziecka.

              Raczej, że zarodek stał sie dla ciebie ważniejszy aniżeli życie twojej córki.
              Jest bardzo duża szansa że gdyby nie udało ci sie przeżyć porodu twoja córka
              przez lata w ten sposób by oceniała twoje postępowanie, a kiedy dorosłaby do
              zrozumienia twojej postawy nienawiść do ciebie prawdopodobnie byłaby zbyt duża
              aby ci wybaczyć. A jak sądzisz jak twój maż i twoja córka odbierali by twojego
              syna gdybyś umarła w trakcie porodu. Ryzykowałaś osierocenie dzieci dla
              ideologi, podczas gdy śmierć w wyniku choroby nie jest od nas zależny, o tyle
              twoje zachowanie świadczy o nieodpowiedzialności.
              "Obie mają bardzo
              > fajnych ojców, którzy z pewnością nie zastąpią jednak matki.
              > Dziś podjęłabym jednak taką samą decyzję. "

              Rozumiem że te dziewczynki straciły matki w wieku roku lub kilku lat.
              • frisky2 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 18:39
                Raczej, że zarodek stał sie dla ciebie ważniejszy aniżeli życie twojej córki.
                > Jest bardzo duża szansa że gdyby nie udało ci sie przeżyć porodu twoja córka
                > przez lata w ten sposób by oceniała twoje postępowanie, a kiedy dorosłaby do
                > zrozumienia twojej postawy nienawiść do ciebie prawdopodobnie byłaby zbyt duża
                > aby ci wybaczyć.

                Co??? Mylisz calkowicie sytuację. To nie zarodek stal sie dla niej wazniejszy
                niz zycie corki, ale zycie jej syna stalo sie dla niej wazniejsze niz wlasne.
                I jaka nienawisc? Gdyby moja matka umarla przy porodzie, bo chciala urodzic mi
                brata, to uwazalbym ja za bohaterke, ze byla zdolna poswiecic swoje zycia dla
                kogos, a nie nienawidzil.
                • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:17
                  Gdyby moja matka umarla przy porodzie, bo chciala urodzic mi
                  > brata, to uwazalbym ja za bohaterke, ze byla zdolna poswiecic swoje zycia dla
                  > kogos, a nie nienawidzil.

                  Sytuację mozemy ocenić gdy sami się w niej znajdziemy. Mój ojciec popełnił
                  samobójstwo gdy miałam niecałe osiemnaście lat,pomimo że starałam sie go
                  zrozumieć, dużo czasu minęło nim zaakceptowałam sytuację. Mój młodszy brat miał
                  wtedy 6 lat, to o jego spojrzeniu pisałam, o jego poszukiwaniach ojca w każdym
                  chłopaku pojawiającym się w naszym domu. Ja byłam dorosła inaczej tą stratę
                  przeżywałam niż kilkuletnie dziecko, które potrzebowało ojca. Dla mnie to co
                  zrobiła przedmówczynie to granie swoim życiem i tak naprawdę niczym nie różni
                  sie od próby samobójczej.
                  Czy jezeli twój mąż zastawiłby wasz cały dobytek, życie swoje i waszego dziecka
                  w loterii w której główną wygraną było by podwojenie tego co masz uznałabyś go
                  za nieodpowiedzialnego głupca narażającego całą rodzinę , czy miłosiernego ojca
                  walczącego o polepszenie bytu.
                  • frisky2 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:22
                    Roznica jest taka, ze nie mowimy o rzeczach materialnych, tylko o zywych
                    ludziach. Ryzykoiwanie zycia dla pieniedzy to glupota, ale ryzykowanie zycia,
                    zeby ktos inny mogl zyc - to bohaterstwo.

                    I nie mozna porownywac samobojstwa do ryzykowania zycia po to, zeby dac zycie
                    swemu dziecku.
                    • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:28
                      Roznica jest taka, ze nie mowimy o rzeczach materialnych, tylko o zywych
                      > ludziach.

                      ależ ja nie mówiłam o rzeczach materialnych, powody samobójstwa mojego ojca
                      miały niewiele wspólnego z pieniędzmi. w sumie to co zrobił można określić jako
                      poświęceniem jego życia dla naszego życia.

                      "Ryzykoiwanie zycia dla pieniedzy to glupota, ale ryzykowanie zycia,
                      > zeby ktos inny mogl zyc - to bohaterstwo.
                      > "

                      Gdyby coś poszło nie tak nie przeżyłoby ani dziecko ani autorka postu. Dodatkowo
                      autorka ryzykowała również życie swojej córki, dla mnie to żadne bohaterstwo a
                      jedynie zaślepienie, głupota i nieodpowiedzialność.
                  • memphis90 Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 22:41
                    Wiesz, a ja znam historię kobiety (lekarki, nawiasem mówiąc), która własnym
                    ciałem zasłoniła dziecko koleżanki w wózku, kiedy wpadła na nie ciężarówka.
                    Kobieta zginęła, osierociła własne dzieci, ale ocaliła życie dziecka
                    przyjaciółki. Naprawdę sądzisz, że jej dzieci będą jej za to nienawidzieć?
                • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:23
                  Między miłością a nienawiścią istnieje bardzo cienka granica. Pobudki kierujące
                  autorką może zrozumieć dorosła osoba, małemu dziecku dla którego świat jest
                  prosty są one niezrozumiałe.
                  • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:48
                    Nie porównuj samobójstwa do ryzykowania życia , aby dać życie innej
                    osobie. Ja nie chciałam umrzeć, zakładałam tylko taką możliwość.
                    Nie wiem, czy moja córka by mnie znienawidziła. Trudno nienawidzić
                    osobę, której się nie pamięta. Myślę, że byłaby to tęsknota za
                    matką, a nie nienawiść, aczkolwiek nie mogę tego założyć na pewno.
                    Natomiast wiem, że czasem żyjące dziecko matki po aborcji zaczyna
                    się zastanawiać, czy ono nie mogło by być tym abortowanym.
                    Oczywiście zazwyczaj dziecka się nie informuje, że mamusia usunęła
                    kolejną ciążę, ale takie rzeczy czasami wychodzą przez przypadek.
                    I co wtedy?
                    Ja nie ryzykowałam życia starszego dziecka. Walczyłam, aby tę ciążę
                    utrzymać. Udało się. Ale cenię życie każdego swojego dziecka
                    jednakowo.
                    Nie wiem, jak oceniłaby mnie moja córka, gdybym umarła. Ale myślę,
                    że brakowało by jej matki niezależnie od przyczyny mojej śmierci.
                    Gdy druga ciąża stała się faktem, dla mnie wybór był oczywisty. O
                    egoizm można by mnie posądzić, gdybym świadomie i z premedytacją
                    zaszła w tę ciążę, lekceważąc niebezpieczeństwo.
                    • frisky2 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:54
                      Dokladnie
                    • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 20:12
                      Trudno nienawidzić
                      > osobę, której się nie pamięta. Myślę, że byłaby to tęsknota za
                      > matką, a nie nienawiść, aczkolwiek nie mogę tego założyć na pewno.

                      Owszem, można nienawidzić osobę której się nie pamięta, można jej nienawidzić
                      właśnie za to że jej sie nie pamięta , że dla niej byliśmy zbyt mało ważni by
                      była z nami.
                      Dziecko nie rozpatruje rożnych ideologii dla dziecka wiele sytuacji zamyka się w
                      o wiele prostszej sferze, w której wszystko jest czarne lub białe, odcieni
                      szarości uczy się później .
                      Ta sytuacja więc zamyka się dla niego w krótkim pytaniu dlaczego dla mamy
                      ważniejsze było dziecko które było w jej brzuchu, dlaczego wolała iść z nim do
                      nieba niż zostać ze mną. Skoro wybrała je to kochała go mocniej ode mnie.

                      "Nie porównuj samobójstwa do ryzykowania życia , aby dać życie innej
                      > osobie."

                      Jak również zabrać dość potężną częstą życia z drugiej osoby , czyli
                      osieroconego dziecka.
                      Często samobójstwo tez ma swój cel, ale zarówno samobójca jak i ty podjęliście
                      decyzję wpływającą na życie najbliższych, nie biorąc ich pod uwagę, bo nie
                      wmówisz mi że podejmując tą decyzję myślałaś o swojej kilkumiesięcznej córce.

                      " Ale cenię życie każdego swojego dziecka
                      > jednakowo. "

                      Nie byłabym taka pewna, twoja decyzja mogła skończyć sie osieroceniem córki, czy
                      tak naprawdę wtedy myślałaś o jej życiu. Podejrzewam że podjęłaś decyzję nie
                      myśląc o tym, że coś mogłoby pójść nie tak

                      "O
                      > egoizm można by mnie posądzić, gdybym świadomie i z premedytacją
                      > zaszła w tę ciążę, lekceważąc niebezpieczeństwo. "

                      Egoizmem było pominięcie przy podejmowaniu decyzji istnienia córki i
                      konsekwencji jakie na nią spadną. Nie sądzę aby jakakolwiek matka lekką ręką
                      podchodziła do ewentualnego osierocenia własnego dziecka, nie lękała sie o
                      bezpieczeństwo swojego dziecka
              • alexandra74 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 22:10
                Raczej, że zarodek stał sie dla ciebie ważniejszy aniżeli życie
                twojej córki.
                Jest bardzo duża szansa że gdyby nie udało ci sie przeżyć porodu
                twoja córka
                przez lata w ten sposób by oceniała twoje postępowanie, a kiedy
                dorosłaby do
                zrozumienia twojej postawy nienawiść do ciebie prawdopodobnie byłaby
                zbyt duża
                aby ci wybaczyć. A jak sądzisz jak twój maż i twoja córka odbierali
                by twojego
                syna gdybyś umarła w trakcie porodu. Ryzykowałaś osierocenie dzieci
                dla
                ideologi, podczas gdy śmierć w wyniku choroby nie jest od nas
                zależny, o tyle
                twoje zachowanie świadczy o nieodpowiedzialności.

                to jest subiektywne - delikatnie mówiąc - piep.rzenie.
                • echtom Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 22:21
                  > to jest subiektywne - delikatnie mówiąc - piep.rzenie.

                  Raczej pseudopsychologiczny wywód typowy dla stylu autorki wink
                  • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 22:41
                    raczej pokazanie, ze każdy kij ma dwa końce, a my oceniamy sytuacje przez swój
                    subiektywny pryzmat. Dla autorki kontrowersyjna jest postawa protazy dla innych
                    jej, a prawda jest taka że każdy podejmuje decyzję tak by było dobrze dla niego
        • ally Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 17:29
          nie chciałabym, by moi bliscy bardziej cenili życie parotygodniowego zarodka niż
          moje dobro.
          • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 17:53
            Wiesz co, jeśli chodzi o moich bliskich, to raczej namawiali mnie do
            usunięcia ciąży. Wyjątkiem był mąż, który nie namawiał mnie do tego,
            ale bardzo się bał i chyba wychodził z założenia, że postąpię tak,
            jak sama będę uważała.
            Jeśli natomiast chodzi o moją córkę , to w momencie dokonywania
            przeze mnie wyboru nie była ona tego świadoma. Gdybym umarła, to ona
            by mnie nie pamiętała, tęskniłaby zapewne, ale nie za mną, jako
            osobą. Natomiast znając jej obecne poglądy, a jest już dojrzałą
            dziewczyną, nie sądzę, aby potępiła mój wybór.
            • kra123snal Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 22:06
              > przeze mnie wyboru nie była ona tego świadoma. Gdybym umarła, to
              ona
              > by mnie nie pamiętała, tęskniłaby zapewne, ale nie za mną, jako
              > osobą. Natomiast znając jej obecne poglądy, a jest już dojrzałą
              > dziewczyną, nie sądzę, aby potępiła mój wybór.


              Twoja córka miała matkę. Twoja córka ma poglądy matki. Gdybyś nie
              przeżyła jej świat by wyglądał inaczej i nie wiadomo skąd czerpałaby
              wzorce.
    • protozoa Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 14:22
      W przeciwieństwie do części z Was uważam, ze jeśli wątek ma n wpisów to oznacza,
      że jest potrzebny i budzi emocje i te pozytywne i negatywne.
      Nie mam zamiaru oceniać autorki "konkurencyjnego" watku czy postapiła rozsądnie
      czy nie i z jakich pobudek. Postąpiła tak jak uznała za stosowne, choć z
      medycznego punktu widzenia nie do końca jest tak jak pisze, albo pomija coś
      istotnego, ale to na marginesie.
      Dla jednego bohaterstwem jest ryzykowanie własnego życia i uczynienie z dziecka
      potencjalnej sieroty, dla innego nie.
      I to mnie rózni od azile.oli
      • taleksander Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:33
        protozoa napisała:

        > Dla jednego bohaterstwem jest ryzykowanie własnego życia i uczynienie z dziecka
        > potencjalnej sieroty, dla innego nie.

        Idąc Twoim tokiem myślenia, powinno się zabić wszystkie osierocone dzieci. To będzie prawdziwe bohaterstwo.
        • protozoa Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:41
          Nadinterpretacja i do tego głupia.
          • taleksander Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:44
            głupia, bo i głupoty piszesz
            • wilma1970 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:57
              W Twoim poście, Azile, nie wyczytałam żadnego wywyższania się, dumy czy innych
              imputowanych Ci związanych z pychą odczuć.
              Niedawno sama dokonałabym podobnego wyboru, ale daleka jestem od NAMAWIANIA
              innych do tego.
              Wydaje mi się natomiast, że protozoa cierpi na częsty u chirurgów syndrom boga.
              Dla niej aborcja i utrzymanie ciąży nie są wyborami równoważnymi - pobrzmiewa
              wtedy w jej wypowiedziach ton wyższości i lekceważenia.
              • protozoa Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 16:03
                Syndrom Boga - powiadasz? Rzeczywiście kilkanaście lat temu już to słyszałam od
                mojego mistrza i pierwszego szefa. W odniesieniu do całego zespołu i nie było to
                pejoratywne, raczej uznaliśmy to za komplement.
              • memphis90 Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 22:45
                > Wydaje mi się natomiast, że protozoa cierpi na częsty u chirurgów syndrom boga.
                Oj, tak... Większość chirurgów w którymś momencie zyskuje takowy, niestetyuncertain
        • ankak0 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 15:48
          ??????
          • guderianka Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 19:49
            Chętni czytający i piszący są dowodem na to,że istnieje potrzeba
            dyskusji. Wątków może być pierdylion i jeden - jak się komus nie
            podoba-czytac i pisać nie musi.
            Uważam,że należy Ci się podziw, bo wybrałaś trudniejsze wyjście
            zamiast iść na skróty
            • toniesamowite Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 20:21
              azile..super samica,za wszelka cene starajaca sie przekazac dalej
              swoje geny.
              Tak bym podsumowala te wywody.
              • triss_merigold6 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 21:32
                Nie zaryzykowałabym zdrowiem i życiem w kolejnej ciązy mając już
                dziecko na świecie. Nie zaryzykowałabym również urodzenia dziecka z
                wadą genetyczną czy poważną rozwojową (nie chodzi o wadę serca czy
                inną nadającą się do korekty). Nie obciążyłabym świadomie starszego
                dziecka opieką nad np. niepełnosprawnym umysłowo rodzeństwem.
                • alexandra74 Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 22:13
                  i Twoje zdanie i wybór.

                  Reszta zamiast pogratulowac autorce, że jednak udało jej się urodzic
                  woli obrzucać ją błotem, że nieodpowiedzialna jest i głupia. Lekko
                  niestosowne.
                  • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 26.03.09, 22:37
                    Niestosowne to jest założenie autorki, że jest osobą kompetentną do oceniania
                    życia innych, decydowania o tym z czym powinny sobie poradzić, podczas gdy
                    podjęta przez nią decyzja jest jednak kontrowersyjna. Jak wcześniej pisałam do
                    macierzyństwa należy dorosnąć, ale to sie tyczy wszystkich decyzji w naszym
                    życiu i tylko my wiemy dlaczego podjęliśmy taką a nie inną decyzję.
                    Mój wywód miał pokazać tylko jedno, że nie ma sytuacji całkowicie klarownych tak
                    jak aborcja tak i decyzja o urodzeniu dziecka sa decyzjami trudnymi i wiążą się
                    z konkretnymi konsekwencjami. Ponieważ jesteśmy różni, to również inaczej
                    reagujemy na pojawiające sie problemy. Dla autorki postawa protozoa jest
                    karygodna, dla innych zaś karygodne może być twoja decyzja . Obydwie panie mają
                    swoje powody dla których podjęły decyzje dlatego ocenianie ich postaw jest chore.
                    Do autorki nie wiem co bym zrobiła w twojej sytuacji, ale wierz mi to co dla
                    ciebie było oczywiste twoje dziecko mogłoby odbierać tak samo jak ty odbierasz
                    decyzję protozoa, dlatego nie warto tak ostro krytykować i tak ostro stawiać
                    sprawę
                    • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 09:02
                      Nie jestem osobą, która zna jedyny słuszny wzorzec postępowania.
                      Ponieważ protozoa podała powód, dla którego ciążę usunęła, ja
                      podałam, dlaczego tego nie zrobiłam. Tylko dlatego opisałam fakt, że
                      moje życie było zagrożone, że jest to przesłanka do przerwania
                      ciąży. W przeciwnym razie nie byłoby wątku, bo po prostu nawet
                      aborcja nie przeszłaby mi przez myśl. Nie mogłam podać podobnych
                      powodów do protozoi, bo dla mnie nie jest to powód do aborcji, a po
                      wtóre kolejne dziecko w żaden sposób nie pokrzyżowałoby mi życiowych
                      planów, pomijająśc już fakt, że nie potrafię postawić znaku równości
                      między moimi planami, choćby najważniejszymi, a być albo nie być
                      mojego dziecka.
                      Owszem, części forumowiczek trudno było zrozumieć mój wybór, co jest
                      jak najbardziej naturalne, natomiast tylko Ty oceniasz tę decyzję
                      jako karygodną. (Pomijam pojedyncze i krótkie wpisy nieco obraźliwe,
                      ale nic nie wnoszące do dyskusji).
                      Natomiast w wątku protozoi jest znacznie więcej wpisów potępiających
                      i to jednoznacznie i bez zawoalowania.
                      • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 10:08
                        Widzisz moja mama była w takiej samej sytuacji co ty, podjęła taką samą decyzję
                        co ty tylko w przeciwieństwie do ciebie nie robi z siebie bohaterki ale otwarcie
                        przyznaje się do tego, że podejmując decyzję nie brała pod uwagę tego że coś
                        może pójść nie tak, ze starała się w ogóle o tym nie myśleć .
                        Takich przypadków jak twój czy mojej mamy jest tysiące,jednak nie wszystkie te
                        osoby uważają że mają kompetencje do krytykowania i pouczania innych.
                        Gdybyś nie przeżyła ciąży, osierociłabyś dziecko i to w tej całej sytuacji jest
                        kontrowersyjne.
                        Nie czytałam wątku protazy, uważam jednak że każdy ma prawo decydować o aborcji.
                        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 12:38
                          Ja nie uważam się za bohaterkę i nie zamierzam pouczać innych.
                          Chciałam tylko pokazać na przykładzie , że ten zarodek to konkretne
                          dziecko, mój syn. Napisałam też, że choć nie popieram aborcji jestem
                          w stanie zrozumieć niektóre kobiety, które jej dokonały. A już
                          zwłaszcza nie potępić. Szkoda, że nie czytałaś wątku protozoi, może
                          zrozumiałabyś, o co mi chodziło.
                          To, że Twoja mama wogóle nie brała pod uwagę, że może się coś stać,
                          wynika po prostu z tego, że każdy człowiek jest inny. Ja też miałam
                          nadzieję, że wszystko skończy się dobrze, gdybym była pewna
                          najgorszego scenariusza to oszalałabym. Masz rację, są tysiące, a
                          może nawet miliony kobiet, które postąpiły tak jak ja, czy Twoja
                          mama. Tylko widzisz, jeśli jest zagrożenie, to, niestety, odpędzanie
                          czarnych scenariuszy na niewiele się zda i finał może być różny.
                          Gdybym osierociła córkę chyba nie miałoby dla niej znaczenia, czy
                          byłam opytymistką, czy pesymistką. Zresztą ja nie byłam ani jedną,
                          ani drugą. Byłam po prostu realistką. Doskonale wiedziałam co i
                          dlaczego może się stać, zostałam o tym poinformowana bardzo
                          starannie przez lekarza.
                          • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:04
                            Gdybym osierociła córkę chyba nie miałoby dla niej znaczenia, czy
                            > byłam opytymistką, czy pesymistką.

                            I to jest zasadnicza różnica między nami. Ja uważam że matka ma bardzo duże
                            znaczenie dla dziecka, a jej śmierć matki jest dla dziecka, zwłaszcza małego,
                            ogromną stratą. To co napisałaś oznacza że nie istnieje żadna więź między matką
                            a dzieckiem
                            • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:20
                              Ależ istnieje. I to bardzo silna więź. Natomiast dziecko było w
                              takim wieku, że nie pamiętałoby, czy mama się zamartwiała, czy też
                              nie. Tragediąś byłoby, że nie mogła tej matki poznać. Zresztą, nie
                              prezentowałam na zewnątrz cierpiętniczej miny i zwyczajnie żyłam,
                              zajmowałam się córka itd. Matka ma ogromne znaczenie dla rozwoju
                              dziecka. Tylko ja czułam się już matką dwójki dzieci. Dokąd się
                              żyje, jest nadzieja. I tyle.
                              • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:56
                                To, że dziecko nie pamięta rodzica nie oznacza że ten rodzice jest dla niego
                                nieważny, czy że jego strata mniej boli.
                                Zarówno ty jak i protazy zagrałyście na życiu dziecka, ona je zabijając (
                                uwzględniając że płód jest dzieckiem), ty zabierając córce prawo do bycia z
                                matką, obydwie postąpiłyście egoistycznie tylko protazy potrafi się do tego
                                przyznać podczas gdy ty ubierasz to w górnolotną ideologię. Kazdy z nas
                                podejmuje decyzję ułatwiające mu życie, nie każdy potrafi sie do tego przyznać
                                • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 14:12
                                  Nie, nie odebrałam córce prawa bycia z matką. Istniała szansa, że
                                  nic mi się nie stanie. Usuwając ciążę podejmujemy decyzję
                                  jednoznaczną i nieodwracalną. Odbierając życie synowi też
                                  postąpiłabym egoistycznie. I to nie jest górnolotna ideologia tylko
                                  prawda. Może kiedyś był zlepkiem komórek, ale teraz jest konkretnym
                                  człowiekiem. Choć dla mnie zawsze był człowiekiem, ale obecnie nikt
                                  jego człowieczeństwu nie zaprzeczy. Ułatwiła mi życie decyzja, że
                                  mogę umrzeć w wieku 24 lat i nie zobaczyć, jak dorasta moja córeczka?
                                  Ta decyzja była po prostu dla mnie moralnie łatwiejsza do przyjęcia
                                  i tyle. Gdybym ciążę usunęła do końca życia musiałabym sobie
                                  racjonalizować, że przecież wcale nie musiał ulec realizacji
                                  najgorszy scenariusz. Mimo wszystko nie da się porównać możliwości
                                  osierocenia dziecka z zabiciem innego dziecka. Bo to pierwsze tylko
                                  mogło się stać, to drugie zaś stać by się musiało.
                                  • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 19:30
                                    > Nie, nie odebrałam córce prawa bycia z matką. Istniała szansa, że
                                    > nic mi się nie stanie.

                                    Ale istniała szansa, że tej ciąży nie przeżyjesz, gdyby tak się stało twoja
                                    córka z twoją pełną aprobatą została by półsierotą.

                                    Usuwając ciążę podejmujemy decyzję
                                    > jednoznaczną i nieodwracalną.

                                    osierocenie dziecka też jest decyzja nieodwracalna, no chyba że liczysz na to że
                                    tatuś szybko znalazłby nową mamusie dla córki. Tylko cóż nie wszystkie macochy
                                    potrafią dać cudzemu dziecku miłość i ciepło.

                                    "Ułatwiła mi życie decyzja, że
                                    > mogę umrzeć w wieku 24 lat i nie zobaczyć, jak dorasta moja córeczka?
                                    > Ta decyzja była po prostu dla mnie moralnie łatwiejsza do przyjęcia
                                    > i tyle. Gdybym ciążę usunęła do końca życia musiałabym sobie
                                    > racjonalizować, że przecież wcale nie musiał ulec realizacji
                                    > najgorszy scenariusz.'

                                    Czyli bozia dała, bozia wychowa

                                    "Mimo wszystko nie da się porównać możliwości
                                    > osierocenia dziecka z zabiciem innego dziecka. Bo to pierwsze tylko
                                    > mogło się stać, to drugie zaś stać by się musiało."

                                    czy ty nie rozumiesz, ze mi nie chodzi o ocenę twojej postawy tylko o
                                    uzmysłowienie tobie, że ponieważ twoja decyzja mogła zniszczyć życie twojej
                                    córki nie masz prawa oceniania decyzji protaza
                                    • echtom Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 20:15
                                      > czy ty nie rozumiesz, ze mi nie chodzi o ocenę twojej postawy

                                      > dla mnie to żadne bohaterstwo a
                                      jedynie zaślepienie, głupota i nieodpowiedzialność.

                                      Ten drugi cytat to aby nie ocena? big_grin

                                      ponieważ twoja decyzja mogła zniszczyć życie twojej
                                      > córki nie masz prawa oceniania decyzji protaza

                                      Inna decyzja protozoi nie niosła ze sobą zagrożenia zniszczenia życia jej starszych dzieci, więc analogia zupełnie bez sensu. IMHO właśnie osoba, która zdecydowała się urodzić dziecko mimo obiektywnego ryzyka ma moralne prawo oceniać decyzję osoby, która nie urodziła dziecka z wygodnictwa.
                      • malila Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 10:29
                        azile.oli napisała:
                        > Natomiast w wątku protozoi jest znacznie więcej wpisów
                        potępiających
                        > i to jednoznacznie i bez zawoalowania.

                        To nie świadczy ani o tym, że jej decyzja jest zła, a Twoja dobra,
                        bo to nie jest głosowanie ławy przysięgłych, ani też o tym, że
                        faktycznie większość stoi za Twoim wyborem. Po pierwsze Protozoa
                        jest postacią mocno kontrowersyjną i przez wielu nielubianą. Po
                        drugie i ważniejsze - ci, którzy dają kobiecie prawo do aborcji,
                        dają też zazwyczaj kobiecie prawo do utrzymania ryzykownej ciąży.
                        Nie są radykałami i nie będą grzmieć potępiająco ani przeciwko
                        Protozoi, ani przeciwko Tobie.

                        Jeśli chodzi o teorię Makurokurosek, to niestety mimo braku
                        zgodności tej teorii z wiedzą Echtom o psychologii, ma ona podparcie
                        w praktyce. Miałam kontakt z osoba, która śmierć cieżarnej matki
                        przeżyła tak boleśnie, iż nie potrafiła przestać patrzeć wstecz. Tak
                        bardzo tęskniła za matką i tak jej nienawidziła za to, że została
                        sama, że nie widziała swojej własnej córki. Fizycznie zajmowała się
                        córką, psychicznie dziewczynka była sierotą. (Co ciekawe, ta statnia
                        nie żywiła do swojej matki nienawiści, tylko przez cały czas
                        próbowała zwrócić na siebie jej uwagę i sprawić, żeby ta ją
                        pokochała.) Kobieta z jednej strony rozumiała, że matka nie chciala
                        jej zostawić, ale z drugiej siedział w niej ogromny żal, że matka
                        odeszła z młodszym dzieckiem.
                        Azile, ten scenariusz jest możliwy. Tak jak możliwy jest Twój.
                        Nie zgadzam się też z tym, że dokonałaś najtrudniejszego wyboru.
                        Każdy dokonuje najłatwiejszego dla siebie wyboru, chociaż może on
                        być pozornie, obiektywnie czy dla innych - najtrudniejszy.
                        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 12:53
                          Mylisz się i nie mylisz. Mój wybór był bardzo trudny, ale wybrałam
                          to, co było dla mnie łatwiejsze do zniesienia.
                          Co się tyczy nienawiści córki... Nie wiem, czy zostałaby ona
                          poinformowana, że dokonywałam wyboru, w którym stawką było życie
                          moje i jej brata. Przypuszczam, że powiedziano by jej po prostu, że
                          umarłam przy porodzie. A to się zdarza, nawet, gdy pozornie nie ma
                          żadnego ryzyka. Poza tym wiele zależy od wychowania, charakteru,
                          konstrukcji emocjonalnej. Dzieci są różne.
                          Ja chciałam, aby oboje żyli. Mogło się nie udać, ale sę udało.
                          Życie to ciągłe wybory. Trzeba je podejmować i ponosić ich
                          konsekwencje.
                          • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:05
                            'Mój wybór był bardzo trudny, ale wybrałam
                            > to, co było dla mnie łatwiejsze do zniesienia."

                            To samo zrobiła protoza dokonując aborcji
                            • hancik5 Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:27
                              Zresztą już drugiej w swoim życiu.

                              Teraz tym bardziej wiadomo,dlaczego tak nie lubi matek, które urodziły kilkoro
                              dzieci. Czytając jej wypowiedzi, podejrzewałam, że ma zrobiła właśnie coś
                              takiego...I miałam rację.
                              • agatracz1978 Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 14:05
                                hancik5 napisała:

                                > Zresztą już drugiej w swoim życiu.

                                Dwiema to się baba pochwaliła na forum. Pewnie jakby się poszukało to więcej by
                                się tego znalazło. I rozwala mnie, że ktoś taki chce umoralniać innych i obraża
                                przeciwniczki aborcji oraz pisze, że aborcja nie powinna być środkiem
                                antykoncepcyjnym. A czym niby dla niej była? Na I roku studiów była za młoda -
                                to zabiła dziecko, potem łaskawie darowała życie kolejnym a następnie była za
                                stara i za dobrze ustawiona to sobie kolejne zabiła. Nawet nie napiszę co sądzę
                                o takich osobach bo i tak zostanie wykasowane.
                            • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:31
                              Nie sądzę, aby wartość jakiegokolwiek życia można było porównać z
                              jakimś zmniejszeniem jego komfortu. Protozoa zrobiła to, co było dla
                              niej wygodne. Dla mnie żaden wybór nie był wygodny. Nie czuję się
                              przez to lepsza, bo moim zakichanym obowiązkiem było urodzenie
                              dziecka, które powołałam do życia. Ale to moje zdanie i ja tak
                              odczuwam, przy czym moje osobiste wybory nie są dla nikogo wiążące.
                              Natomiast argumentacja protozoi wogóle do mnie nie przemawia i tyle.
                              Sama skierowała taki , a nie inny post do przeciwniczek aborcji.
                              Mnie tym postem do niczego nie przekonała. Bo to, że każdy ma wolną
                              wolę i decyduje o swoim życiu jest oczywiste. Natomiast decyzje
                              można oceniać jako dobre , lub nie, umotywowane, lub wręcz
                              przeciwnie.
                              • kropkacom Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:40
                                > Mnie tym postem do niczego nie przekonała. Bo to, że każdy ma wolną
                                > wolę i decyduje o swoim życiu jest oczywiste. Natomiast decyzje
                                > można oceniać jako dobre , lub nie, umotywowane, lub wręcz
                                > przeciwnie.

                                Myślę że nie chciała przekonać. Co do oceny decyzji, to że tak powiem, nie do
                                końca uważam że mamy do tego prawo. Albo inaczej, nie powinniśmy. Tak samo jak z
                                urodzeniem kiedy wiadomo że matka może umrzeć przy porodzie. To jej decyzja i
                                nic mi do tego. Mogę najwyżej napisać co ja bym w tym miejscu zrobiła. Ale to ja.
                                • kropkacom Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:42
                                  Oczywiście widzę że potępianie jest bardzo medialne i przysparza duży aplauz
                                  wśród gawiedzi.
                                  • memphis90 Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 22:47
                                    Jasne, powinnyśmy przyklasnąć i pochwalićuncertain
                      • cofoko Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:32
                        Ja też oceniam Twoją decyzję jak to nazwałaś za "karygodną",a już napewno głupią
                        i niezrozumiałą.Ale to Twoje życie,Twój brzuch i Twoja sprawa,nic mi do
                        Tego,sama prosisz się o ocenę.I dlaczego krótkie wpisy są mniej ważne,nie każdy
                        ma czas i ochotę pisać elaborat na Twój temat.
                        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 13:42
                          Za krótki wpis uznaję jedno zdanie nie na temat, za to obraźliwe.
                          Twój wpis przyjmuję jako drugą opinię, nazywającą mój
                          czyn ''karygodnym''. I tak jestem podbudowana p[odejściem forumek
                          nie do mojej osoby, a do problemu.
                      • id.kulka Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 19:52
                        azile.oli napisała:

                        > Tylko dlatego opisałam fakt, że
                        > moje życie było zagrożone, że jest to przesłanka do przerwania
                        > ciąży.

                        Tak na marginesie całej dyskusji... Czy to rzeczywiście byłaby
                        przesłanka do legalnej aborcji w naszym pięknym kraju?
                        Kobietom odmawia się prawa do usunięcia ciąży przy znacznie bardziej
                        poważnych problemach zdrowotnych. Jeśli sugerowano Ci, Azile.oli, że
                        lepiej by było, gdybyś usunęła, to trafiłaś chyba na bardzo
                        liberalnego ginekologa smile
                        • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 20:26
                          To było 15 lat temu. Przesłanki były bardzo poważne i mój ginekolog
                          stwierdził, że jest podstawa do przerwania ciąży legalnie. Natomiast
                          gdy już podjęłam decyzję , że ciążę donoszę i minął termin, w którym
                          mogłam zmienić zdanie powiedział mi, że miał nadzieję, że taką
                          właśnie decyzję podejmę, ale jako lekarz nie miał moralnego i
                          zawodowego prawa niczego mi sugerować.
                          • echtom Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 20:36
                            Btw. miałaś szczęście, że trafiłaś na uczciwego lekarza, który udzielił Ci
                            rzetelnej informacji, abyś mogła podjąć decyzję po spokojnym jej rozważeniu, ze
                            świadomością przysługującego Ci prawa. Niektóre dziewczyny mają pecha i trafiają
                            na skorumpowanych gnojków, którzy stawiają je pod ścianą, powołując się na
                            klauzulę sumienia.
                          • makurokurosek Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 21:47
                            Byłaś w ciąży gdy ustawa antyaborcyjna raczkowała, środowiska związane z
                            kościołem szalały a czarny rynek aborcyjny rósł w siłę. Mało prawdopodobne aby
                            faktycznie lekarz proponował ci legalną aborcję, zwłaszcza że w takiej samej
                            sytuacji jak ty było tysiące kobiet, nie jesteś jedyną która zaliczyła wpadkę
                            tuż po porodzie poprzez CC
                            • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 28.03.09, 12:21
                              W moim przypadku nie chodziło tylko i wyłącznie o to, że był to
                              krótki czas po cc. Takie ciąże są obarczone ryzykiem, ale często
                              kończą się szczęśliwie. Nałożyło się na to kilka czynników ,
                              związanych z moim stanem zdrowia, budową anatomiczną, stanem mięśnia
                              macicy, przypuszczalnym jej szybkim powiększaniem się i wielkością
                              pierwszego dziecka (zresztą syn, urodzony w 8-mym miesiącu ważył ok
                              4 kg), pierwsze cc przeprowadzone zostało tzw techniką cięcia
                              wzdłuż, takie wtedy często stosowano itakie było bezpieczniejsze,
                              jeśli chodziło o wydobycie dziecka przy mojej budowie anatomicznej.
                              Blizna na macicy była nietrwała, nawet tzw skurcze przepowiadające
                              mogły być zagrożeniem, nie mówiąc już o zbyt szybko powiększającej
                              się macicy, zmniejszonej krzepliwości i innych problemach, które są
                              po prostu jednostkowe i dotyczą konkretnej osoby, a nie całej
                              populacji , rodzącej przez cc.
                              Lekarz, który prowadził moje obie ciąże i przeprowadzał cesarki był
                              po prostu wyjątkowo uczciwym człowiekiem. Miałam całą serię wskazań
                              do zabiegu i zapewne wystawiłby skierowanie. Natomiast nie jestem w
                              stanie powiedzieć, czy miałabym kłopoty z przeprowadzeniem aborcji,
                              bo po prostu się na nią nie zdecydowałam. Zresztą ten lekarz sam był
                              przeciwnikiem aborcji, ale był też lekarzem, zdawał sobie sprawę z
                              ryzyka i w danym momencie najważniejsze było dla niego zdrowie i
                              życie pacjentki.
                  • anorektycznazdzira no dobra 27.03.09, 23:28
                    alexandra74 napisała:

                    > i Twoje zdanie i wybór.
                    >
                    > Reszta zamiast pogratulowac autorce, że jednak udało jej się
                    urodzic
                    > woli obrzucać ją błotem, że nieodpowiedzialna jest i głupia. Lekko
                    > niestosowne.

                    Chciałabym pogratulować Autorce że, mimo iż nieodpowiedzialna i
                    głupia, jednak jej się udało szczęśliwie urodzić.

                    Mimo że, co do założeń, popieram Autorkę, sam post jest dla mnie
                    ciężkostrawny, a mimo odżegnywania się- zjażdża kreowaniem się na
                    bohaterkę jak diabli.
                    • azile.oli Re: no dobra 28.03.09, 12:26
                      Dobrze, że popierasz założenia. Nie dało się ich przedstawić bez
                      opisu faktycznej sytuacji. Mogłam zmyślić fikcyjną, ale nie widzę
                      sensu oszukiwać. Zresztą wtedy musiałabym wymyślić, że rozważałam
                      choć przez chwilę aborcję z jakichś innych względów, a to byłaby
                      kompletna bzdura.
              • azile.oli Re: O aborcji raz jeszcze... 27.03.09, 09:04
                Wiesz co, to niesamowite, jak ktoś może tak płytko i powierzchownie
                oceniać ludzi.
                • azile.oli Re: Powyższe do toniesamowite 27.03.09, 09:05
    • daga_j Re: O aborcji raz jeszcze... 28.03.09, 13:59
      azile.oli też wypowiadałam się w wątku protozoi i mniej więcej w tym tonie co Ty
      - także całkiem się z Tobą zgadzam, ładnie to ujęłaś.
      Na pewno choć nie chcesz wychodzić na bohaterkę to czujesz się dumna, że dzięki
      swojej determinacji i odwadze masz teraz dwójkę dzieciaków - i chwała Ci za to smile
      • gryzelda71 Re: O aborcji raz jeszcze... 28.03.09, 15:48
        daga_j napisała:

        > Na pewno choć nie chcesz wychodzić na bohaterkę to czujesz się dumna, że dzięki
        > swojej determinacji i odwadze masz teraz dwójkę dzieciaków - i chwała Ci za to
        > smile

        W wersji mniej optymistycznej nie byłoby tego wątkusmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka