Nie wiem czy przypadkiem problem nie tkwi w mojej wlasnej psychice, ale nie zaszkodzi wygadac sie na forum.
Otoz moj maz ma babcie, ktora mieszka w tym samym miescie co my. wlasciwie nigdy mi nic zlego nie zrobila, ale kobitka dziala mi na nerwy jak nikt inny

kiedy bylam jeszcze w ciazy, nie zwracalam tak bardzo uwagi na to co ona robi, mialam ja gdzies. problem zaczal sie, gdy urodzilam coreczke (ma 1,5 miesiaca). ledwo przyjechalismy ze szpitala, a babcia juz stala pod drzwiami!!! oczywiscie bez zapowiedzi. bez zapowiedzi wpada tez do nas co dwa, trzy dni

no i najbardziej mnie wkurza jak ekscytuje sie swoja prawnuczka- bierze na rece (czasem wrywa mi mala, mowiac "ty idz sobie do kuchni, a my tu sie pobawimy"), ignoruje moje prosby dotyczace mycia rak zanim zacznie mala dotykac (babcia pol dnia spedza w poczekalniach szpitali i przychodni). no i nie moge sluchac jej durnych porad i zabobonow (az nie chce mi sie tu pisac

).
denerwuje mnie cholernie, kiedy nalega, zebym wyszla i zostawila z nia mala (nigdy w zyciu!). nie wiem czy to jest moja zwykla zazdrosc o coreczke, ale szlag mnie trafia, jak patrze na to wszystko. poza tym ciagle mam wrazenie, ze ta kobieta jest nieodpowiedzialna i stosuje jakies dziwne praktyki w wychowywaniu

no ale przeciez swoje dzieci wychowala calkiem dobrze.
moja tesciowa (matka mojego meza) jeszcze nie widziala swojej wnuczki, ale wkrotce tez nas odwiedzi i cos mi sie zdaje, ze bede tak samo sie wsciekac jak na ta babcie

co mam zrobic z ta zazdroscia?!