Dodaj do ulubionych

Urodziłam i nie pokochałam....

31.03.09, 12:08
Krótko i na temat-jak w temacie...

Urodziłam i nie zwariowałam, nie pokochałam mojego dziecka....to nie depresja poporodowa-moje dziecko skończy niedługo 7 miesięcy!

Wszyscy mówili-będzie lepiej, zobaczysz, jak podrośnie...nie jest. Jest coraz gorzej....

Skończył pół roku i dalej mam nieprzespane noce...ktoś powie-uroki macierzyństwa....Jasne! Super sprawa! Gdybym chociaż mogła zaladować baterie do tyłka to by może było lepiej, ale ja chodze ciągle zła, niewyspana, wściekła, zaczęłam strasznie przeklinac, zrobiłam się bardzo nerwowa-mały szczegół potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, często nad sobą nie panuję....Jak Mały wrzeszczy-bez powodu-to wole wyjść do innego pokoju bo boję się swojej reakcji...Nie piszcie,że powód musi być, bo go nie ma! Jest najedzony, przewinięty, bawi się, a w nastepnej minucie beczy i chce na ręce. Czasem odpadają mi ręcę bo ciągle muszę go nosić....nie mogę nic zrobić koło siebie. JA też mam swoje potrzeby! Nie tylko dzieciak i dzieciak! Z mężem odkąd sie urodził tylko nieporozumienia przez moje darcie, klnięcie i nerwy.

MAm dośc-tego wstawania w nocy, niewysypiania się, słuchania jakiego mam cudownego syna...owszem jest cudowny-na parę chwil-ale nie na 24 h na dobę...ktoś mądry może tak powiedzieć, że jest super, ale ten ktoś wróci do domu, zajmie się soba, spokojnie zje, wykapie się, zaśnie i się wyśpi!

Płaczę siedząc w nocy przy kołysce i go lulając. Ryczę jak bóbr i myślę,po co mi to było??Dziecko zaplanowane, chcieliśmy a teraz co? Jest coraz gorzej....wstyd mi czasem za moje myśli....kiedy żałuję,że nie mogę cofnąć czasu...wiem,że gdybym to wszytsko przewidziała nigdy nie miałabym dziecka....gdybym miała wybierać jeszcze raz-nie zdecydowałabym się nigdy!

Dziecko jest kochane-naparwdę-jak tak na niego patzrę to jest cudowny...ale ja nie umiem się przekonać...często myslałam,że nie wytrzymam,że muszę coś zrobić...skończyć ze sobą...tak-nawet takie myśli miałam...bo ja nie daję rady....Mieszkamy z moją mamą, ona mi pomaga bardzo dużo, widzi co sie dzieje...mąż pracuje, mało bywa w domu, właściwie wszyscy pracują oprócz mnie....

Dziewczyny nie radzę sobie. Synem opiekuję się mechanicznie-bo muszę-bo jestem zmuszona dać mu jeść, przewinąć...czasem jak mam do niego podejść to mam ból brzucha i mi niedobrze...często boję się z nim zostawać, bo boję się jego płaczu....

I ryczę na każdym kroku...rozmawiałm z mężem o tym-stwierdził,że coś sobie wmawiam...nic sobie nie ubzdurałam-próbowałam się przełamać, próbowałam naprawdę, ale nie potrafię sad

Cud,że znalazłam chwilę,żeby to napisać....

Czy jestem jedyna czy któraś z Was tak miała?
Czy to się kiedyś zmieni?
Moje życie to koszmar, nie chce mi się żyć coraz częściej....

Do lekarza nie pójdę bo co powiem? Że jestem wariatka, która nie potrafi zaakceptowac takiego stanu rzeczy jaki nastał? Dostanę jakieś tabletki ziołowe i po wszystkim....

Naprawdę jest coraz gorzej....

Niewiem co robic, bo mój stan nie mija...
Obserwuj wątek
    • berna_dette Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:17
      wiesz co? Ja Cię w stu procentach rozumiem. kto byłby szczęsliwy będąc na Twoim
      miejscu. Biedna jesteś i tyle. Może wynajmijcie opiekunke do dziecka i pójdź do
      pracy? Ja bym tak zrobiła. Nie wyobrażam sobie siedzenia z dzieckim w domu,
      zwariowałabym! Jesli nie opiekunka to może ktoś raz na jakis czas odciążyłby
      cię? Myslę że to nie depresja tylko zwykłe przemęczenie, i KAŻDA kobieta byłaby
      przemęczona na twoim miejscu. Pozdrawiam cię i zyczę powodzenia kiss
      • grazyna.szc3 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:29
        Mi to bardziej wygląda na depresję poporodową- lepiej zgłoś siędo psychologa. pozdrowienia
    • martabg Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:18
      Bardzo mi przykro, że musisz przez to przechodzic. Z tego, co
      czytałam, takie sytuacje zdażają się relatywnie często, są jedynie
      skutecznie "upychane pod dywan", bo przecież to nie wypada "nie
      kochać".
      Na taką sytuację skłąda się bardzo wiele czynników, myślę, że z
      pomocą psychologa rozłożysz problem na części.
      Wydaje mi się to być bardzo ważne, bo w tej sytuacji nie chodzi
      tylko o Ciebie i twoje emocje, ale także o dziecko, o to, jakie
      sygnały dostaje od ciebie.

      No i nie byłabym taka pewna, że to nie jest depresja poporodowa. Nie
      zawsze musi trwać to tylko pare miesięcy...


      Ostatnio czytałam fachowy artykół na ten temat. Jak znajdę, dam ci
      linka.

      • tazjaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:19
        Jak widać musisz koniecznie wyjść z domu. Może powinnas pojsc do pracy.
        • patrice7 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 12:00
          "Do lekarza nie pójdę bo co powiem? Że jestem wariatka, która nie potrafi
          zaakceptowac takiego stanu rzeczy jaki nastał? Dostanę jakieś tabletki ziołowe i
          po wszystkim..."

          Ja tego nie potrafię zrozumiec.
          Masz problem.
          Problem trzeba zlikwidowac ,skoro sam nie mija.
          Tutaj potrzebna jest rada specjalisty..
      • gawliki Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 11:57

    • tazjaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:18
      JakRegionalne
      Jak widać musisz koniecznie wyjść z domu. Może powinnas pojsc do pracy.
    • melixsa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:20
      Wizyta u specjalisty, to najlepsze co możesz zrobić dla siebie i dziecka. Ty
      naprawdę masz problem w przeciwieństwie do 90% tu piszących. I to bardzo, bardzo
      ciężki. Wątpię czy ktoś tutaj ma kompetencje aby się wypowiadać, co do tego, co
      Ci dolega i jak możesz sobie z tym poradzić. Gorąco radzę udać się do
      specjalisty. Jak najszybciej. Przykro mi, że musisz coś takiego przeżywać.

      Oczywiście można Ci radzić abyś spróbowała zastosować metodę prostego planu z
      Języka Niemowląt, czy zaangażowała znajomych w opiekę nad dzieckiem by mieć
      więcej czasu dla siebie itp., ale problem najpewniej tkwi gdzieś głębiej i to
      nie byłyby zadowalające rozwiązania.

      Życzę szczęścia na przyszłość.
    • kropka.pod.i Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:23
      Współczuję Tobie choć sama nie przeżywam takiej syytuacji (ale ja jeszcze przed porodem). Nie rozumiem tylko jednego - skoro dziecko zaplanowane, wyczekane to dalczego mąż tak mało angażuje się w opiekę nad Waszym synem? Przecież jego pojawienie się na świecie zmieniło nie tylko Twoje, ale i Twojego męża życie, rozkład dnia, zakres obowiązków. Co znaczy "pracuje i mało bywa w domu"? Może niech zacznie bywać, a ten czas kiedy w domu bywa przeznaczy nie na odpoczynek, ale na wyręczenie Ciebie w niektórych obowiązkach. On pracuje na etacie, Ty też - tyle, że Twój etat jest nieformalny, ale to nie zmienia faktu, że i Ty masz swoje prawa w tym domu - prawo do odpoczynku, wyjścia, zajęcia się sobą. Nie możesz być dyspozycyjna 24 godziny na dobę. Masz partnera, dziecko ma ojca - z mojego punktu widzenia zbyt mało zaangażowanego w sprawy Waszego dziecka. Spróbuj porozmawiać z nim o tym, wyegzekwowac czas dla siebie.
      A wizyta u psychologa, psychoterapeuty to nie jest zły pomysł. Wydaje mi się, że problem nie lezy w braku miłości względem dziecka ale w nadmiarze obowiązków, zmęczeniu i - mam nadzieje, ze nie uraże Ciebie - w braku porozumienia z partnerem. Bo to on w tej sytuacji powinien być dal Ciebie wsparciem...
      Mam nadzieje, że odezwie sie wiele głosów dziewczyn, które czuły podobnie jak Ty. I że uda się znaleźć dobre rozwiązanie, abyś poza udrekami poznała też radość, smak, uroki macierzyństwa i życia w rodzinie...
      Pozdrawiam bardzo ciepło...
      • 3.mamuska Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:35
        Dla Ciebie praca, dal synka opiekunka albo żłobek. Ja jestem mamą dwóch chłopców
        w wieku 4 i 3 latka, a pod koniec sierpnia urodzi się trzeci. Kocham moje dzieci
        nad życie, ale spędzanie z nimi 24 godz. na dobę jest wykluczone. Matka to nie
        niewolnica, doskonale Ciebie rozumie, ja kiedy moje maluchy były mniejsze też
        często przeżywałam ciężkie chwile, na szczęście mój mąż po bardzo długich
        rozmowach zrozumiał to, i to on zaczął w nocy wstawać do dzieci, rano
        przygotowywać dla nich mleko itd. Potrzeba było na to czasu, ale udało się.
        Teraz jestem trzeci raz w ciąży i w zasadzie od ponad 3 miesięcy jestem już na
        zwolnieniu, bo były problemy. Przez prawie dwa miesiące leżałam, ale teraz
        chodzę sobie na spacery, małe zakupy, wszyscy się dziwią, że skoro jestem w domu
        to po co wysyłamy dzieci do przedszkola, przecież mogłyby być ze mną, ale nikt
        nie myśli o tym jak byłoby mi ciężko. A tak maluchy idą do przedszkola tam mają
        swoje dzieci, swoje ciocie, ja w tym czasie odpoczywam, a popołudniu wszyscy są
        stęsknieni i cieszą się każdą spędzoną ze sobą chwilą, tak jest lepiej i przede
        wszystkim zdrowiej, i nawet jeśli ktoś pomyśli co za wyrodna matka, to jest w
        błędzie, bo ja bardzo kocham moje dzieci, ale to nie znaczy, że mam się dla nich
        wykańczać, a opiekunki i przedszkola też przecież po coś są.
    • malamufka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:35
      Myślę, że powód dla którego Twój Mały ciągle płacze, znalazłaś sama: jesteś
      ciągle zła, przygnębiona i te emocje maluszek wyczuwa. Powinnaś skontaktować się
      ze specjalistą; psychologiem lub psychiatrą - to żaden wstyd. Maluch nie jest
      niczemu winien. I myślę, że wbrew temu co sądzisz to właśnie JEST depresja. Nie
      żaden "baby blues", ale choroba, którą można i należy leczyć.
      Chciałabym napisać Ci, żebyś spróbowała nosić malucha w chuście, bo dzięki temu
      miałabyś wolne ręce, ale z drugiej strony nie wiem, jaki jest sens tulenia
      dziecka, czując do niego same negatywne emocje - tak jak pisałam, maluch
      wszystko to wyczuwa. I tworzy się błędne koło...
      Nic sobie nie wmawiasz, szkoda że Twój mąż tak to traktuje i nie daje Ci
      wsparcia. Naprawdę POWINNAŚ pójść do lekarza. Po co się tak męczyć? Uwierz mi,
      że to się da wyleczyć!
      Trzymaj się cieplutko.
    • aphoper1 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 12:37
      Podziwiam, że potrafiłaś przyznać się przed nami do tych problemów, negatywnych
      uczuć etc.

      Znam Cię tylko z tego jednego postu, więc wiele nie "wywróżę", ale myślę, że
      dziewczyny powyżej mają rację.
      Nie chodzi o tabletki, ale o regularną pomoc psychologa. Ja leczyłam się
      dwukrotnie na depresję. To, co piszesz, brzmi podobnie. Wcale nie musi to być
      depresja poporodowa. Może być po prostu depresja, którą wywołało/wzmogło
      wycieńczenie dzieckiem, pogorszenie relacji z mężem etc.
      Zamiast się obwiniać albo myśleć o samobójstwie, proszę, poszukaj pomocy
      psychologa.
      A jeśli Twoja Mama może Wam pomagać, to postaraj się wtedy, gdy ona zostaje z
      Młodym wyjść z domu, spotkać się z koleżanką, iść do fryzjera etc. Zaopiekuj się
      sobą, na tyle, na ile możesz...
      • meisza85 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 13:24
        wyjdz do ludzi, na dlugi spacer z dzieckiem , idz do fryzjera na pogadanki z
        koleżankami choć troszkę oderwij się od rzeczywistości ale nadal pamiętaj
        jesteś mamą!!A męża zacznij angażować nad opieką dziecka przeciez sama sobie go
        nie zrobiłaś!!A co będzie jeżeli pojawi się drugie???Pozdrawiam
    • wimperga Lewenstein 31.03.09, 12:57
      Doskonale Cię rozumiem. Ba, kiedy starsza córka miała od 0 do pół roku też tak
      myślałam. NIGDY więcej żadnego dziecka. Miesiąc później byłam w drugiej ciążywink.
      Punkt 1 - czy mąż wstaje w nocy do dziecka, czy jakoś Ci pomaga? Absolutnie
      powinien się włączyć w opiekę nad dzieckiem (niezależnie od tego, że pracuje
      zawodowo), przede wszystkim dla dziecka, dla siebie (tak tworzy się więź
      dziecko-rodzic, mój wstawał, lulał, przewijał, karmił (butlą), ocierał łzy i
      teraz ma wspaniały kontakt ze swoimi córeczkami), dla Ciebie abyś odpoczęła.
      Punkt 2 - powinnaś iść do pracy, do dorosłych ludzi.
      Punkt 3 - nie znam drugiej takiej kobiety, która tak źle znosiła wczesne
      macierzyństwo jak ja - czułam się uwięziona, osaczona, śmiertelnie zmęczona i
      znudzona co nie przeszkadza mi kochać moich laleczek z całej siły. Starsza ma 5
      a młodsza 4 lata i egzaminują mnie ze znajomości angielskich słówektongue_out.
      A i nie traktuj się jak jakiegoś potwora, Twoje odczucia są najzupełniej
      normalne i świadczą, że jesteś człowiekiem a nie jakimś cyborgiemsmile. Pogoń
      szanownego małżonka do opieki nad dzieckiem a sama wyjdź gdzieś od czasu do czasu.
    • meisza85 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 13:19
      wiesz nie rozumiem Cię!!Przecież każda matka tak ma!! nie jesteś wyjątkiem!!Ja w
      zeszłą środę urodziłam synka a jeszcze mam starsze dziecko w wieku 5 lat w
      dodatku się rozchorowało a , którym tez trzeba się zająć.Owszem karmie piersią
      kilka razy w nocy i tez jestem nie wyspana starszemu trzeba leki podawać i to
      także nocą. rozumiem ,ze czasami mogą ponieść nerwy ale to właśnie Ty jesteś dla
      dziecka najważniejszą osobą w życiu!! dzięki Tobie on żyje , karmisz go , dbasz
      o niego ten szkrab Cię kocha całym sercem i ciągle Cie potrzebuje!!Nie poddawaj
      się spróbuj spojrzeć na niego z innej perspektywy, a z mężem porozmawiaj
      wytłumacz mu co czujesz jestem pewna , że Ci się uda powodzenia i trzymam kciuki)))
      • aphoper1 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 13:27
        Meisza, czasem nawet znacznie łatwiejsze sprawy wydają się nie do uniesienia. Na
        tym polega np. depresja, różne kryzysy etc...
      • sassicaia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 22:51
        Wiesz, co, dziewczyna nie potrzebuje Twojego postu pod tytulem nie rozumiem Cie.
        Nie wnosisz nic konstruktywnego do dyskusji, a wrecz przeciwnie, takim postem
        mozesz tylko zaszkodzic. Nie mowiac juz nawet o Twoim komentarzu powyzej, " a co
        bedzie jak pojawi sie drugie?". Chyba na prawde nie mozesz za siebie, co? Bez
        sensu takie wypowiedzi sa.
        A juz na temat - uwazam tak jak osoby wyzej - lekarz specjalista, i
        prawdopodobnie bardzo zaawansowana depresja. samo nie minie.Pozdrawiam.
    • kai_30 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 13:42
      Idź do psychiatry - naprawdę, to żaden wstyd. Wplątujesz się w błędne koło -
      jesteś zmęczona, więc i zdenerwowana, mały "wychwytuje" Twoje emocje i też jest
      rozdrażniony i bardziej absorbujący, co denerwuje Cię jeszcze bardziej, i tak
      się zapętlacie. Nie odpoczniesz, póki nie zrobisz porządku ze swoimi emocjami, a
      sama tego nie dokonasz.

      Poszukaj fachowca, bo to, co się z Tobą dzieje nie mieści się w "normie", skoro
      jak piszesz mieszkacie z Twoją mamą i możesz liczyć na jej pomoc.
    • jokokasia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 13:48
      wiesz co ja tego nie rozumiem sory ale tak jak piszesz to asz pomoc od mamy i
      masz meza na miejscu .pomys sobie ze sa kobiety w trudniejszych sytuacjach i nie
      narzekja ciesz sie ze dziecko jest zdrowe boto jest najwazniejsze bo naet nie
      wiesz jaki to problem chyba .ja obecnie mieszkam ama mam 6 letniego syna i
      jestem 27tyg ciazy a maz pracuje za granica na mame nie mam c liczyc bo
      niestety juz nie zyje a tescie pracuja wiec musze liczyc sama na siebie mysle ze
      powinnas isc do specjalisty jesli nie umiesz sobie sama ztym poradzic i glowa do
      gory maly cie potrzebuje trzymaj sie
    • smerfetka8801 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 14:13
      moim zdaniem to właśnie jest modelowy przykład zaniedbanej i nieleczonej
      depresji.Przyznaj się do tego i idź do pomoc na psychoterapię albo i do
      psychiatry bo krzywdzisz i siebie i dziecko-przecież ono czuje twoje emocje.
      zachowanie twojego dziecka nie odbiega od normy wstawanie w nocy jest normalne
      płacz u dziecka też bo przecież nie umie mówić to ,że łatwo nudzi się zabawą
      również-a ty na to reagujesz płaczem i negatywnymi uczuciami do dziecka-to
      trzeba leczyć
    • deela Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 14:17
      a moze idz do pracy i zatrudnij nianie/oddaj do zlobka?
      • maroco1977 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 14:37
        nie do konca cie rozumiem. Sam jestem mma miesiecznego synka, ktory w
        przeciwienstwie do twojego dziecka nie byl ani zaplanowany, ani wyczekiwany,
        przede wszystkim ze wzgledu na moje kobiece problemy zdrowotne, ale takze ze
        wzgledu na to''uwiazanie'' o ktorym piszesz. Troche mi sie wydaje, ze nie do
        konca wiedzialas co to znaczy dziecko w domu, a do tego posiadalas zapewne
        sklonnosci do depresji, stad ta sytuacja. Na twoim miejscu poszlabym do
        psychologa, zatrudnila ojca i rodzine do opieki nad dzieckiem, moze tez nianie,
        a sama poszla do pracy, albo zwyczajnie wykorzystala ten czas na wlasne
        przyjemnosci.Ja mam do pomocy tylko meza i to rzadko ze wzgledu na jego prace i
        tylko jesli juz wieczorami ( 2,3razy w tyg.)i w niedziele. Ale to wystarcza, mam
        czas na masazyste, kosmetyczke, wysypiam sie jestem zadowolona z zycia mimo
        tego, ze moj synus wlasnie lezy na mnie, bo tak lubi spac, a ja mam ograniczona
        swobode ruchow. To dlatego, ze wiem, ze za pare godzin wroci moj facet i zajmie
        sie naszym malym koalasmilezamknelas sie w kieracie co poglebilo albo rozpoczelo
        stan depresyjny u ciebie, czas najwyzszy to zmienic. Uwierz pare godzin
        tygodniowo bez dziecka dziala cuda.
    • laminja Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 14:23
      sprawa jest prosta: z jednej strony opieka psychologa, a z drugiej opiekunka i
      idź do pracy. Nie wszystkie kobiety umieją się odnaleźć i spełnić w
      macierzyństwie. Twoje obecne nastawienie pewnie się zmieni na lepsze, ale
      siedząc z dzieckiem w domu ani sobie ani jemu nie pomożesz.
      • iwonagos Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 14:35
        Chyba dla żadnej kobiety obcowanie z dzieckim 24h/doba nie jest szczytem marzeń. Też bym chyba zwariowała. To częsty stan, tylko mało która kobieta się do tego przyznaje, bo przecież nie wypada... Na pewno musisz się skonsultować ze specjalistą, bo to duży problem, a jego nierozwiązanie może spowodować, że się zapędzisz w tzw. kozi róg. No i przede wszystkim - wyjdz do ludzi! Pomyśl o niani i żłobku, a sama wróć do śwata żywych. Całkiem inaczej się będziesz czuła. Ja wróciłam do pracy tuż po macierzyńskim. Nieprzespane noce wciąż się zdarzają, chociaż mała ma już ponad 3 lata. Trzymaj się
    • kartoffeln_salat Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 14:29
      Wiesz co, myślę że jeśli pójdziesz z tym problemem do pierwszej
      lepszej przychodni, to może dadzą ci recepte i nic więcej.
      Ale wiem, że są dobrzy psychologowie i nawet terapeuci (nie zaraz
      jakiś psychiatra z prozakiem), którzy napewno pomogą ci coś na to i
      napewno nie wyśmieją. Nie wiem skąd jesteś, ale np. w Katowicach są
      możliwości takiej terapii.

      Dobrze, że to wszystko wyrzuciłaś z siebie i jesli coś moge doradzić
      to umówiłabym sie do dobrego psychologa, poprosiła mamę w której
      masz pomoc żeby na 2-3 dni całkowicie odciążyła cię od dziecka,
      żebyś mogła sie trochę od tego wyrwać i zebrać myśli.

      Nie lekceważ swoich uczuć i nie daj sobie wmówić, ze jesteś taka-czy-
      taka. Jeśli tak czujesz, to napewno tak właśnie czujesz! Ale coś z
      tym trzeba zrobić, bo przecież nie można tak sie męczyć.

    • agatracz1978 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 15:12
      Specjalista to chyba jedyne rozwiązanie. Sama napisałaś, że mieszkasz z mamą,
      która bardzo dużo Ci pomaga. Masz męża, którego też możesz poprosić o pomoc
      kiedy wróci z pracy. Czemu nie możesz wyjść z domu i spotkać się z kimś kiedy
      Twoja mama opiekuje się małym? Na czym polega jej pomoc skoro w zasadzie
      napisałaś, że wszystko robisz sama? Ja nie do końca potrafię to zrozumieć. Z
      jednej strony mówisz, że pomoc masz a zaraz potem, że jej nie masz? A skoro Ty
      cały czas ryczysz i jesteś negatywnie nastawiona do dziecka to ono to wyczuwa i
      płacze. To normalna reakcja. Udaj się do specjalisty bo Ty masz chyba głębszy
      problem niż zmęczenie spowodowane opieką nad dzieckiem.
      • a.bc Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 15:26
        A gdzie jest twój maż?
        Bo ja widze, ze wszystko ty a on? Moze to nie sprawa miłosci do
        dziecka tylko sprawnego zorganizowania opieki nad małym?
        Dziecko ma 7 miesięcy, jest na tyle duze,ze mozesz go spokojnie
        zostawic z ojcem a sama wyjechac na wekend aby złapac równowagę
        psychiczną.
    • wakacyjna_iguana Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 15:35
      MIAŁAM IDENTYCZNIE!!!!
      Z tym, że moje dziecko nieplanowo się pojawiło, ale ja miałam już wtedy męża i
      30 lat, a zaakceptować nie potrafiłam dziecka pomimo to, nie umiałam go kochać.
      Odczucia miałam identyczne jak TY!!! Jak dziecko miało 3 mies. to było dla mnie
      jak rzecz w domu, zajmowałam się nim i ale mechanicznie, bez emocji, a ono chyba
      to wyczuwało bo darło się na maksa całymi dniami i wiedziałam że ono wie że go
      nie kocham! Rodzina mnie wtedy wygoniła do psychologa prywatnie (dokładnie moi
      rodzice i brat, bo mąż to sobie nie zdawał chyba sprawy że istnieje coś takiego
      jak depresja poporodowa czy wogóle depresja i nie widział problemu, tylko że to
      moja wina twierdził). Ja czułam, że sama temu nie podołam, że ktoś musi mi
      pomóc, bo czas mijał i NIC się nie zmieniało, zapalił mi się alarm, no i
      wiecznie byłam zdołowana, płakałam często bez powodu, z beznadziei, chciałam
      umrzeć!!!
      Byłam 2 razy u psychologa prywatnie - nie pomógł. Zgłosiłam się więc do Poradni
      Zdrowia Psychicznego w moim mieście, tam na wstępie miałam rozmowę z
      psychologiem i potem od razu poszłam do psychiatry, taka procedura. Dostałam 1
      lek antydepresyjny CITAL i brałam go 6 mies., na kontrol do psychiatry chodziłam
      co miesiąc. I powiem Ci, że pomogło już po 1-2 dawkach leku poczułam wyciszenie
      emocji, co za ulga to była!!!! Do tego w tej poczekalni do psychiatry za każdym
      razem widziałam pełny przekrój wiekowy i społeczny i normalnych ludzi, dzięki
      temu zrozumiałam że nie tylko ja mam takie problemy i że inni NORMALNI ludzie
      też je mają: studenci w drodze na uczelnię,normalne matki, kobiety młode i w
      średnim wieku i starsze, normalne chłopaki, młodzież licealna itp. Poczułam że
      nie jestem kimś gorszym - jak mi się wydawało wcześniej. Po pół roku psychiatra
      odstawił lek a i ja czułam się wtedy już silniejsza i wiedziałam że go nie
      potrzebuję już i już więcej ani psychiatry ani antydepresantów w moim życiu nie
      było.

      Pomógł mi też powrót do pracy - wróciłam po macierzyńskim i wynajęliśmy
      opiekunkę. To bardzo mi pomogło. Potem życiowe komplikacje sprawił,y że poszłam
      na....wychowawczy jak dziecko miało 1,5 roku (wcześniej byłoby to dla mnie nie
      do pomyślenia a teraz po prostu zostałam z dzieckiem w domu i jest OK). Teraz
      mała ma 3 lata, bardzo ją kocham a w drodze jest drugie, planowanesmile

      Przeczytaj uważnie to co napisałam i idź do psychologa lub psychiatry, nie
      czekaj, sama widzisz przecież że coś jest nie tak, że to nie jest normalne i już
      długo trwa, nie wzbraniaj się że na pewno nie masz depresji bo moim zdaniem
      właśnie masz a do tego jesteś na maksa przemęczona.
    • wakacyjna_iguana Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 15:39
      A do tego jak mama może zostać z dzieckiem to wykorzystaj to - skocz do fryzjera
      zaszalej z fryzurą, kup ekstra ciuch, jak będziesz się czuła zadbana to też
      samopoczucie Ci się poprawi!!!!!
    • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 16:01
      Hmmm...bardzo smutne jest to co piszesz, niestety czasem tak się zdarza. Tak jak
      pisze większość koleżanek Twoje odczucia i zachowanie wskazują na depresję i
      niewątpliwie trzeba z nią coś zrobić, bo sama nie przejdzie. Wiesz? Myślę, że to
      nie jest tak, że nie pokochałaś swojego dziecka. Myślę, że przerósł Cię real i
      wszystko co z nim związane. Trud wychowywania, nieprzespane noce, potworne
      zmęczenie, 24 h na pełnych obrotach utworzyły taką sporą kupkę negatywnych
      odczuć i niechęci. Cóż każdy ma inny próg wytrzymałości, więc jeden wytrzyma,
      drugi utknie w pajęczynie, z której mimo walki nie może się wydostać. Przede
      wszystkim powinnaś odpocząć. Ktoś powinien Ci pomóc i w domu i po za nim.
      Terapeuta, lekarz, któremu bez ogródek będziesz mogła powiedzieć co Cię dręczy,
      ale też bliscy, którzy powinni wiedzieć co się dzieje i tym samym być przy
      Tobie. Musisz wypocząć, wyspać się i złapać drugi oddech. Może ktoś przez jakiś
      czas wyręczy Cię przy czynnościach związanych z dzieckiem, wstanie w nocy do
      małego zamiast Ciebie. Wyjście gdzieś dalej poza mury domu pozwoli Ci stęsknić
      się za Twoim synkiem, a przespana cała noc pozwoli na zebranie nowych sił. Tu
      dziewczyny piszą o pracy, wcale nie głupi pomysł, wracałabyś do dziecka jak na
      skrzydłach. Co do zachowania dziecka, też już tu ktoś napisał bardzo trafnie.
      Małemu udziela się ta cała atmosfera, czuje ją i tak na nią reaguje jak piszesz.
      On jest po prostu niespokojny, bo tym go karmisz na co dzień. Wiesz? Dużą odwagą
      było już napisanie tego postu. Czułaś, że chcesz się z tym podzielić i bardzo
      dobrze, tylko Ty jesteś tam a my tu, każdy w swoim domu i możemy pisać
      kilometrowe odpowiedzi pocieszające, a i tak w jakiś sposób musisz sama swym
      życiem pokierować. Proszę Cię zrób coś z tym, wierz mi, że można kochać nawet te
      najbardziej trudne dzieci. Czasem po prostu trzeba się nauczyć ich kochać.
      Zacznij od zmiany swego nastawienia w porozumieniu z dobrym lekarzem oraz w
      otoczeniu i zrozumieniu ludzi Ci bliskich. Z całego serca życzę Ci powodzenia.
      Pozdrawiam.
    • nglka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 16:13
      Ja tak miewam.
      Jestem zamknięta praktycznie w domu.
      Nie ma z kim wyjść, bo wszystkie albo zapracowane albo pourywały kontakty.
      Bywają ciężkie dni.
      Muszę wychodzić do ludzi, na zakupy. wprowadziłam obiadki, dzięki nim mogę się
      wyrwać, ale nie w tygodniu. W tygodniu 24 / 7.
      Na moje oko na 99% depresja poporodowa i nie wmawiaj sobie, że to nie to. Bo to
      jest to. Niedoleczona. U mnie przeszła baby bluesa. póki nad tym panuję, póki
      nie krzywdzę dziecka - nie wybieram się do lekarza bo.. nie jest coraz gorzej.
      powoli z tego wychodzę - wychodząc bez dziecka domu. Umówiłam się na jutro z
      dwiema koleżankami do baby multikina. Z dzieckiem, owszem - ale po ostatnim
      takim wypadzie mimo wszystko czułam się jakby ktoś mi baterie w tyłek włożył -
      tak tak, takie, o których Ty marzysz. Ja te o tym marzyłam.
      zacznij wychodzić do ludzi.

      Jeśli u Ciebie się pogarsza - koniecznie. KONIECZNIE dobry psycholog.
      • nglka Kiedy sie polepszyło? 31.03.09, 16:20
        Ano kiedy przestałam się użalać nad chłopem. Tak, to dobry chłopak tylko ja mam
        takiego świra, że bardziej myślę o innych niż o sobie i często biorę za dużo.
        Tak, też bardzo długo myślałam, e nigdy więcej drugiego dziecka. płakałam
        nocami, czasem a dnia.
        Powiem Ci, trochę się odpępniłam.
        Rano w sobotę i niedzielę po przewinięciu i nakarmieniu zanoszę dziecko ojcu i
        zamykam drzwi. pierwsze takie weekendy były koszmarne, serio. Płakała, On nie
        wiedział co zrobić. Np nie wpadł na to, e jest kupa i nosił 2 godziny płaczące
        dziecko. On sfrustrowany i Ona. Po 4 godzinach mojego spania nie wpadł na to, że
        głodna, więc znów chodził aż nie wytrzymałam i poszłam po dziecko.
        Tera jest tak, że zanoszę i zasypiam od razu. po 3 godzinach dostaję do
        nakarmienia i czasem znów oddaję i śpię. Ostatnio spałam tak od północy do
        godziny 15tej wink No i w weekend czasem wyskoczę na godzinkę - dwie do siostry
        albo na szybkie zakupy.
        Jest jakoś tak lżej i coraz więcej ciepła mam dla córki (to nie tak, że go nie
        miałam, ale krócej się bawiłam, bo i męczenie swoje robiło). A bywało, że jak u
        Ciebie - denerwowała mnie każda pierdoła.
    • drosophila.melanogaster Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 16:34
      Poniekad wiem co przechodzisz bo miewalam podobne odczuciasadCale szczescie nie trwalo to tak dlugo,moj syn ma 4 miesiace.Musisz koniecznie wyjsc z domu,wrocic do pracy chocby na pol etatu.Jesli mozesz to wynajmij opiekunke lub zostaw synka z mama.Byc moze dlatego jest on placzliwy bo czuje,ze mama jest wsciekla i zestresowana,ze nie ma cierpliwosci.Dzieci doskonale wyczuwaja nasze emocje..Nie zamykalabym sie jednak na wizyte u lekarza.Wcale nie jest wykluczone,ze cierpisz na depresje poporodowa.Poza tym wydaje mi sie,ze jestes w tej chwili jak bomba zegarowa.Moze sie stac tak,ze pewnego dnia stracisz panowanie nad soba i nieswiadomie skrzywdzisz dziecko,tego bys przeciez nie chciala ,prawda?Nikt nie uwarza Cie za wariatke i niestety to co przechodzisz,to ta ciemna strona macierzynstwa,o ktorej nikt glosno nie mowi.Po prostu potrzebujesz pomocy i nie zwlekaj z pojsciem po nia dla swojego dobra i dla Twojego synka.
      Co do tego,ze Twoj syn nadal budzi sie w nocy do karmienia,moze sproboj zagescic mu mleko jakas kaszka?Jesli np wciaz karmisz piersia,to nic sie nie stanie jesli na noc bedziesz podawac butelke.Dziecko w tym wieku raczej nie powinno sie juz wybudzac w nocy(to zalezy oczywiscie od dziecka ale z reguly 7 miesieczny brzdac powinien juz przesypiac noc).Wiem,ze pewnie juz w to nie wierzysz ale bedzie lepiej!
      • mahti Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 17:04

        9 lat temu mialam podobnie,wiec cie doskonale rozumiem.syn byl zaplanowany i
        wyczekiwany bo mialam problemy z zajsciem w ciaze.bedac w ciazy nie moglam sie
        doczekac kiedy go zobacze przytule, kiedy juz bedzie w koncu z nami.szykowanie
        pokoju,szkola rodzenia,zaplanowany porod rodzinny,mialo byc tak pieknie.....
        skonczylo sie szybka cesarka w 8 mies,mialam zapasc na sali porodowej i ratowali
        mnie i syna.na porodowce jak zemdlalam uderzylam sie bardzo mocno w glowe i od
        tamtej pory mam epilepsje.wszystko mialo byc tak pieknie a skonczylo sie
        okropnie i nie umialam sobie z tym poradzic.dzien po dniu taki sam,dostawalam
        juz szalu i chcialam wyjsc do ludzi a nie siedziec non stop w domu a w dodatku
        choroba z ktora musialam nauczyc sie zyc.dla mnie to byl najgorszy okres w
        zyciu,leki ktore musialam przyjmowac zeby w miare normalnie funkcjonowac i nie
        miec omdlen spowodowaly ze bardzo przytylam.czulam sie nikim,nie dosc ze nie
        potrafilam pogodzic sie z macierzystwem,choc zawsze marzylam o rodzinie i domu
        do ktorego chce sie wracac to jeszcze widok w lustrze powodowal ze sie zyc nie
        chcialo.z pomoca przyszla najpierw moja mama,zaproponowala nam ze zajmie sie
        malym i zebysmy gdzies na pare dni wyjechali.z jednej strony czulam sie jak
        wyrodna matka zostawiajac male dziecko i wyjezdzajac ale tak bardzo bylo mi to
        potrzebne..... odzylam dopiero jak wrocilam do pracy i zaakceptowalam
        "nowa"siebie,bo mimo wysilkow nie udalo mi sie schudnac,duzo pomogl mi w tym maz
        i nie tylko on..... to moja historia i nie jestes wcale sama z tym
        wszystkim.wroc do pracy to najlepsze rozwiazanie.aha mi pomoglo jeszcze pisanie
        pamietnika i wylewanie zalow za kartke papieru,bo uwazalam ze nikt mnie nie rozumie.
        https://dziecko.haczewski.pl/suwaczek/2008/10/2/28.png
    • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 16:50
      to w takim razie powiedz mi prosze co Ty sobie myślałaś planując
      dziecko? że wszystko będzie cacy? że tak jak dotąd będziesz miała
      dużo czasu dla siebie? będzie czas na codzienne malowanie się,
      strojenie, długie kąpiele? itd. Planując dziecko powinnaś się liczyć
      z tym że wszystko dosłownie wszystko się zmieni po jego narodzinach.
      A jeśli jesteś rozczarowana i przerażona ogromem obowiązków to
      znaczy że nie wiedziałas czym tak na prawde jest macierzyństwo... i
      nie dorosłas do tego. Nie myśl autorko wątku że pisze to złośliwie,
      absolutnie nie. Ale skoro dziecko nie było z wpadki to na prawde
      dziwie się że jesteś zaskoczona tym jak wygląda życie przy małym
      dziecku... Jest wiele mam które ogarniaja to wszystko bez problemu i
      jeszcze maja czas dla siebie. Tobie się nie udało... Nie wiem
      dlaczego..

      Smutno mi jak czytam Twoją wypowiedź, sama nie mam jeszcze dzieci
      ale jestem w 5 miesiącu ciąży i równiesz mam obawy ale jednak jestem
      świadoma że beztroskie życie się dla mnie skończy w momencie kiedy
      przyjdzie na świat mój maluszek.

      Nie wiem co Ci poradzić... musisz się uzbraić w cierpliwośc i czekać
      na cód albo wziąść się w garść i czerpać przyjemność z wychowywania
      synka. Poświęć troche czasu dla siebie kiedy mały śpi i zamiast w
      tym czasie sprzątać prać lub gotować to weź szybki prysznic pomaluj
      się uczesz i wyjdź z małym do koleżanki albo połaź po sklepach.
      Odrazu lepiej się poczujesz. Nie kiś się we własnym sosie. A pranie
      lub sprzątanie możesz zostawić mężowi bo nalezy to do niego tak samo
      jak do Ciebie.

      Pozdrawiam i życze powodzenia.
      • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 18:54
        Z pełną świadomością, że może mnie wytną, z punktu widzenia osoby,
        która miała depresję poporodową i wie, co to znaczy:
        ZAMKNIJ SIĘ I MÓDL SIĘ, ŻEBY CIĘ NIE DOPADŁO.
        I nie łudź się, że wyobrażać sobie, że będzie się musiało nie spać
        dwie noce z rzędu i nie mieć żadnej pewności, że się prześpi trzecią
        albo którąkolwiek z kilkudziesięciu następnych, to to samo, co
        rzeczywiście to przeżyć.
        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:24
          asia_i_p napisała:

          > Z pełną świadomością, że może mnie wytną, z punktu widzenia osoby,
          > która miała depresję poporodową i wie, co to znaczy:
          > ZAMKNIJ SIĘ I MÓDL SIĘ, ŻEBY CIĘ NIE DOPADŁO.


          a czy ja kiekiekolwiek słowo kierowałam do Ciebie dzieczynko? Nie!
          więc nie widze powodu dla którego kierujesz do mnie takie ostre
          słowa!!


          > I nie łudź się, że wyobrażać sobie, że będzie się musiało nie spać
          > dwie noce z rzędu i nie mieć żadnej pewności, że się prześpi
          trzecią
          > albo którąkolwiek z kilkudziesięciu następnych, to to samo, co
          > rzeczywiście to przeżyć.

          No może i nie to samo ale mam świadomość tego co będzie po poradzie.
          Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do tego
          skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
          cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
          W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
          martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
          wziąść w garść!!

          • zasluzony_dzialacz Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:33
            Zmień jeszcze nicka z młoda na młoda_i_prosta_jak_budowa_dzidy.
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:54
              zasluzony_dzialacz napisała:

              > Zmień jeszcze nicka z młoda na młoda_i_prosta_jak_budowa_dzidy.


              dobrze zrobie to ale jeśli zapomne to prosze nie wpadaj w depresje z
              tego powodu big_grin
              • zasluzony_dzialacz Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:14
                Jakby w depresję wpadało się z powodu prymitywów na forum, psychiatrzy nie
                opędziliby się od roboty.
                • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:19
                  zasluzony_dzialacz napisała:

                  > Jakby w depresję wpadało się z powodu prymitywów na forum,
                  psychiatrzy nie
                  > opędziliby się od roboty.


                  Dzięki takim ja Wy i tak nie mogą się odpędzić od roboty. Dlaczego
                  mnie obrażasz? czyżbyś miała jakies problemy ze sobą? brak Ci
                  argumentów?

                  Założe się że jest wielu ludzi na tym świecie którzy wpadli w
                  depresje bo są bardzo podetni na to co im się mówi. Zarozumiałas o
                  co mi chodzi?
                  • triss_merigold6 No qrrrrw.. nie wytrzymam 31.03.09, 20:43
                    Bredzisz. Milcz, czytaj co piszą kobiety, które miały epizod
                    depresji a potem módl się, żeby Cię ominęła.

                    Ludzie nie wpadają w depresję z powodu podatności na cudze oceny.
                    Można być asertywnym jak ruski czołg i mieć depresję spowodowaną
                    zmianami biochemicznymi, zbyt niskim poziomem serotoniny. To się
                    leczy farmakologicznie a nie masażem, kosmetyczką czy kawką z
                    koleżanką. Nieleczona depresja jest chorobą śmiertelną.
                    • mloda19877 Re: No qrrrrw.. nie wytrzymam 31.03.09, 22:05
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Bredzisz. Milcz, czytaj co piszą kobiety, które miały epizod
                      > depresji a potem módl się, żeby Cię ominęła.

                      mhm, pewnie będę się modlić i obsesyjnie myśleć o tym żeby nie wpaść
                      w depresje co właśnie mnie w nią wpędzi. Ot wymyśliłabig_grin
                      Nie raczej zrezygnuje z Twojej rady i jak dotychczas będę żyła
                      pełnią życia.

                      • mloda19877 triss_merigold6 jak nie wytrzymasz to puść :] 31.03.09, 22:09
                      • czarna.porzeczka Re: No qrrrrw.. nie wytrzymam 01.04.09, 13:08
                        Dziecko, Triss ma racje, a Ty nie wiesz co piszesz. Uwierz tym ktore
                        przez to przeszly. I naprawde modl sie zeby Cie nie dopadla.
                        Pozdrawiam

                    • nglka Re: No qrrrrw.. nie wytrzymam 01.04.09, 01:59
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Bredzisz. Milcz, czytaj co piszą kobiety, które miały epizod
                      > depresji a potem módl się, żeby Cię ominęła.

                      Ja to się modlę, żeby tego typu podjednostki jednak się nie rozmnażały. Więc
                      może faktycznie niech nie ma nigdy okazji do modlitwy o brak depresji pop.
                      Ot, taka nienaturalna selekcja naturalna smile
                  • zasluzony_dzialacz Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:36
                    Bardzo mi przykro, że jesteś prymitywem. Wybacz, ja nic na to nie poradzę,
                    jeżeli chcesz temu zaradzić, może warto wrócić do szkoły.
                    Brak argumentów? Dziecko przeczytaj sobie w jakiejś encyklopedii, czym jest
                    depresja, to zrozumiesz, że bredzisz i to jeszcze prymitywnie.
                    > Założe się że jest wielu ludzi na tym świecie którzy wpadli w
                    > depresje bo są bardzo podetni na to co im się mówi. Zarozumiałas o
                    > co mi chodzi?
                    Nie moja droga ciągle jesteś w błędzie. Depresja jest bardzo poważną chorobą
                    wywołaną zapewne niedoborem pewnych neuroprzekaźników (noradrenaliny i
                    serotoniny) i nie wpadniesz w nią, tylko dlatego, że napisałam Ci, że jesteś
                    prymitywem. Może Ci się co najwyżej przykro zrobić.
                    • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:59
                      zasluzony_dzialacz napisała:

                      > Bardzo mi przykro, że jesteś prymitywem. Wybacz, ja nic na to nie
                      poradzę,
                      > jeżeli chcesz temu zaradzić, może warto wrócić do szkoły.
                      > Brak argumentów? Dziecko przeczytaj sobie w jakiejś encyklopedii,
                      czym jest
                      > depresja, to zrozumiesz, że bredzisz i to jeszcze prymitywnie.
                      > > Założe się że jest wielu ludzi na tym świecie którzy wpadli w
                      > > depresje bo są bardzo podetni na to co im się mówi. Zarozumiałas
                      o
                      > > co mi chodzi?
                      > Nie moja droga ciągle jesteś w błędzie. Depresja jest bardzo
                      poważną chorobą
                      > wywołaną zapewne niedoborem pewnych neuroprzekaźników
                      (noradrenaliny i
                      > serotoniny) i nie wpadniesz w nią, tylko dlatego, że napisałam Ci,
                      że jesteś
                      > prymitywem. Może Ci się co najwyżej przykro zrobić.

                      tak oczywiście zrobiło mi się przykro. Wybacz ale ja nie jestem
                      podatna na tego typu uwagi i właśnie dlatego nigdy nie miałam
                      depresji i nigdy w nią nie wpadne. KPW? A osoba której się robi
                      przykro tylko dlatego że jakaś tam babka ją nazwała prymitywem nie
                      zna swojej wartości i skoro od takiego czegoś robi się jej przykro
                      to już ma skłonności depresyjne. Bo co będzie jak jej to ktoś powie
                      w twarz? potnie sie?
                      • zasluzony_dzialacz Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 15:06
                        > tak oczywiście zrobiło mi się przykro. Wybacz ale ja nie jestem
                        > podatna na tego typu uwagi i właśnie dlatego nigdy nie miałam
                        > depresji i nigdy w nią nie wpadne. KPW? A osoba której się robi
                        > przykro tylko dlatego że jakaś tam babka ją nazwała prymitywem nie
                        > zna swojej wartości i skoro od takiego czegoś robi się jej przykro
                        > to już ma skłonności depresyjne. Bo co będzie jak jej to ktoś powie
                        > w twarz? potnie sie?
                        Owszem nie wpadniesz w depresję, bo do tego trzeba mieć coś więcej niż trzy
                        neurony połączone dwiema synapsami.
                        osoba trochę mniej cepowata od Ciebie, nie usłyszy ode mnie, że jest prymitywem.
                        Nie martw się tak bardzo, bo jeszcze uznam, że odczuwasz szczątki empatii.
                        Idź lepiej pielęgnować swój prymitywizm, gdzieś, gdzie go docenią, nie będzie Ci
                        przykro.
                      • jowita771 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 09.04.09, 06:58
                        > Wybacz ale ja nie jestem
                        > podatna na tego typu uwagi i właśnie dlatego nigdy nie miałam
                        > depresji i nigdy w nią nie wpadne.

                        Wyjątkowo debilny tekst. Nie masz pojęcia o depresji, na to nie ma się wpływu w
                        taki sposób, jak sobie to wyobrażasz.
              • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:03
                mloda19877 napisała:

                > dobrze zrobie to ale jeśli zapomne to prosze nie wpadaj w depresje z
                > tego powodu big_grin

                Wszy jest jednak ciężko wytępić. A nawet jak się uda, zostają gnidy....

          • madami Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:42
            mloda19877 napisała:
            > No może i nie to samo ale mam świadomość tego co będzie po
            poradzie.
            > Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do
            tego
            > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
            > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
            > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
            > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
            > wziąść w garść!!

            Gratuluję samozadowolenia i rozległej wiedzy o depresji...
          • grimma Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:07
            Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do tego
            > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
            > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
            > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
            > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
            > wziąść w garść!!

            widzisz - wiemy o sobie tylko tyle na ile nas sprawdzono
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:11
              grimma napisała:

              > Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do tego
              > > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
              > > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
              > > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
              > > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
              > > wziąść w garść!!
              >
              > widzisz - wiemy o sobie tylko tyle na ile nas sprawdzono

              jak już chcesz coś zacytować to:
              Po pierwsze-napisz dokładny cytat
              Po drugie-wpisz to w cudzysłów
              Po trzcie-podaj autora

              A ogólnie to nie rozumiem jak te słowa moją się do mojej wypowiedzi
              którą przytoczyłaś.
              • triss_merigold6 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:24
                Zdawałaś niunia maturę z polskiego? Aaaa Ty pokolenie testów, nie
                lektur. Nie szkodzi, google żyje, sprawdź, dokształć się.

                Zdziwiłabym się gdybyś zrozumiała.

                Łopatologicznie, dla dziecka neostrady, wyjaśnię: to oznacza, że bez
                doświadczenia życiowego nabytego w różnych i niekoniecznie fajnych
                warunkach, nie można oceniać cudzych wyborów, decyzji, zachowań.
                • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:32
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Zdawałaś niunia maturę z polskiego?

                  Ależ oczywiście że zdawałam. Ba! nawet studiowała polonistyke ale
                  niedogodne warunki mojego życia nie pozwoliły mi na skończenie
                  studiów.

                  Aaaa Ty pokolenie testów, nie
                  > lektur.

                  No oczywiście i dlatego ciebie 4 lata liceum lepiej wykształciły niż
                  mniebig_grin

                  Nie szkodzi, google żyje, sprawdź, dokształć się.
                  >
                  > Zdziwiłabym się gdybyś zrozumiała.
                  >
                  > Łopatologicznie, dla dziecka neostrady,

                  rozśmieszasz mnie swoim poczuciem wyższości ale moje i tak zawsze na
                  wierzchubig_grin

                  wyjaśnię: to oznacza, że bez
                  > doświadczenia życiowego nabytego w różnych i niekoniecznie fajnych
                  > warunkach, nie można oceniać cudzych wyborów, decyzji, zachowań.

                  A skąd Ty możesz wiedzieć jakie ja miałam warunki życiowe? Pomimo
                  młodego wieku przeszłam bardzo wiele nie jesteś w stanie sobie
                  wyobrazić jak wiele. Jestem pewna że nie jedna z was by już dawno
                  siedziała z pokoiku bez klamek gdyby była na moim miejscu. Ale mimo
                  moich problemów czasami bardzo poważnych w depresje nie wpadłam i
                  własnie dzięki temu że potrafiłam zacisnąć zęby i nie dać się
                  wpędzić w dół choć bywało bardzo bardzo ciężko. I dlatego jestem tak
                  pewna swego i tego co mówie. Je jestem pewna że da się zapanować na
                  tym.
                  • id.kulka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 09:18
                    mloda19877 napisała:

                    > Pomimo
                    > młodego wieku przeszłam bardzo wiele nie jesteś w stanie sobie
                    > wyobrazić jak wiele. Jestem pewna że nie jedna z was by już dawno
                    > siedziała z pokoiku bez klamek gdyby była na moim miejscu. Ale
                    mimo
                    > moich problemów czasami bardzo poważnych w depresje nie wpadłam i
                    > własnie dzięki temu że potrafiłam zacisnąć zęby i nie dać się
                    > wpędzić w dół choć bywało bardzo bardzo ciężko.

                    Na szczęście poszłaś do fryzjera i pomogło?
                    A Twój nick ma coś wspólnego z datą urodzenia?
                    Hm.. jak miałam 22 lata... oj, też mi się dużo zdawało, więc trochę
                    Cię rozumiem.
                    Z drugiej strony chyba nigdy nie byłam takim emocjonalnym zerem, by
                    kogoś w skrajnym psychicznym dołku kopać po sińcach. Bo tym są te
                    wszsytkie twoje tutaj wypociny, niestety.
                  • kasiulkkaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 10:33
                    > Ależ oczywiście że zdawałam. Ba! nawet studiowała polonistyke
                    I studiowałaś polonistykę w Wyższej Szkole Lansu i Balansu? Bo na normalną
                    uczelnię z twoją świetną znajomością podstawowych tekstów z literatury polskiej
                    (wiersz Szymborskiej), świetną ortografią (wziąŚć?!!!) i interpunkcją, to cię
                    nie przyjęli.

                    ale
                    > niedogodne warunki mojego życia nie pozwoliły mi na skończenie
                    > studiów.
                    Dziecinko, a ty ich sobie przypadkiem nie wmówiłaś? Bo wiesz, jak ktoś nie jest
                    podatny, to go niedogodne warunki życia nie spotykają. Więc albo weź się w
                    garść, albo pomyśl może o fryzjerze, a karta losu się odmieni i wtedy na pewno
                    skończysz polonistykę. Dla dzidziulka choćby!

                    Pomimo
                    > młodego wieku przeszłam bardzo wiele nie jesteś w stanie sobie
                    > wyobrazić jak wiele.
                    No dawaj tę łzawą epopeję o traumatycznych przeżyciach. Bo na razie z tego, co
                    piszesz, wyłania się obraz gó...ary, która może i maturę ma, ale na studiowanie
                    już za głupia była, chociaż udało jej się wyjść za mąż i zajść w ciążę - fakt,
                    dla niektórych szczyt życiowych osiągnięć.

                  • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 17:56
                    >
                    > Ależ oczywiście że zdawałam. Ba! nawet studiowała polonistyke ale
                    > niedogodne warunki mojego życia nie pozwoliły mi na skończenie
                    > studiów.
                    >
                    I osoba po polonistyce pisze "cód"... No, ładnie...
              • mniemanologia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:25
                Jesteś po prostu głupia.
                Rzadko zdarza mi się pisać takie rzeczy, ale sama byś tego nie
                dostrzegła.

                Masz nikłe pojęcie o depresji, dziecka nie masz, a się "mądrzysz",
                może na Twoje małe smuteczki faktycznie pomocą jest kosmetyczka, nie
                znasz się nic na psychologii, nie umiesz powiązać wypowiedzi Grimmy
                ze swoją wypowiedzią, głupio się upierasz zamiast sprawdzić w necie
                czy jakiejkowiek encyklopedii swój błąd i siedzieć cicho.
                • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:34
                  mniemanologia napisała:

                  > Jesteś po prostu głupia.

                  oczywiście Ty jesteś bardzo mądra.

                  > Rzadko zdarza mi się pisać takie rzeczy, ale sama byś tego nie
                  > dostrzegła.
                  >
                  > Masz nikłe pojęcie o depresji, dziecka nie masz, a się "mądrzysz",
                  > może na Twoje małe smuteczki faktycznie pomocą jest kosmetyczka,
                  nie
                  > znasz się nic na psychologii, nie umiesz powiązać wypowiedzi
                  Grimmy
                  > ze swoją wypowiedzią, głupio się upierasz zamiast sprawdzić w
                  necie
                  > czy jakiejkowiek encyklopedii swój błąd i siedzieć cicho.
                  >

                  Nie mam zamiaru siedzieć cicho bo wiem co mówie. I mam swoje powody
                  i będę się swojego trzymać. Przynajmniej potrafie się wypowiedzieć
                  bez obrażania kogoś co własnie pokazuje kto tu jest głupi.
                  • mniemanologia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:39
                    mloda19877 napisała:

                    > mniemanologia napisała:
                    >
                    > > Jesteś po prostu głupia.
                    >
                    > oczywiście Ty jesteś bardzo mądra.

                    W temacie wątku - tak.

                    > Nie mam zamiaru siedzieć cicho bo wiem co mówie. I mam swoje
                    > powody i będę się swojego trzymać. Przynajmniej potrafie się
                    > wypowiedzieć bez obrażania kogoś co własnie pokazuje kto tu jest
                    > głupi.

                    Ja tylko wykazałam, na jakiej podstawie sądzę, że jesteś głupia,
                    przyjmij to jako diagnozę, nie obrażanie.
                    • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:45
                      mniemanologia napisała:

                      > > oczywiście Ty jesteś bardzo mądra.
                      >
                      > W temacie wątku - tak.

                      to widze że masz bardzo wysoką samoocenę, a nie uważasz że zbyt
                      wysoką?

                      >
                      > > Nie mam zamiaru siedzieć cicho bo wiem co mówie. I mam swoje
                      > > powody i będę się swojego trzymać. Przynajmniej potrafie się
                      > > wypowiedzieć bez obrażania kogoś co własnie pokazuje kto tu jest
                      > > głupi.
                      >
                      > Ja tylko wykazałam, na jakiej podstawie sądzę, że jesteś głupia,
                      > przyjmij to jako diagnozę, nie obrażanie.
                      >
                      A Ty masz jakieś kwalifikacje żeby mi stawiać jakiekolwiek diagnozy?
                      Coś mi się nie wydaje.
                      • mniemanologia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:48
                        mloda19877 napisała:

                        > mniemanologia napisała:
                        >
                        > > > oczywiście Ty jesteś bardzo mądra.
                        > >
                        > > W temacie wątku - tak.
                        >
                        > to widze że masz bardzo wysoką samoocenę, a nie uważasz że zbyt
                        > wysoką?

                        Nie.

                        > > Ja tylko wykazałam, na jakiej podstawie sądzę, że jesteś głupia,
                        > > przyjmij to jako diagnozę, nie obrażanie.
                        > >
                        > A Ty masz jakieś kwalifikacje żeby mi stawiać jakiekolwiek
                        > diagnozy? Coś mi się nie wydaje.

                        Twój problem. Ja Ci dyplomu skanować nie zamierzam.
                        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:52
                          mniemanologia napisała:


                          >
                          > Twój problem. Ja Ci dyplomu skanować nie zamierzam.
                          >
                          no tak tak a ja mam w salonie słonia, właśnie sobie lezy i macha
                          ogonkiem. oczywiście wszystkich pozdrawia;]
                          • mniemanologia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:56
                            Urojenia też leczy Ci fryzjerka?
                            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:58
                              mniemanologia napisała:

                              > Urojenia też leczy Ci fryzjerka?
                              >
                              no właśnie pokazałaś jakaś Ty mądra big_grin
                              • mniemanologia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 10:56
                                Płyń, maleńka smile
                  • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 11:11
                    mloda19877 napisała:
                    > Nie mam zamiaru siedzieć cicho bo wiem co mówie. I mam swoje powody
                    > i będę się swojego trzymać. Przynajmniej potrafie się wypowiedzieć
                    > bez obrażania kogoś co własnie pokazuje kto tu jest głupi.

                    Kurde, Ciebie nawet pustakiem nie można nazwać, bo to jest za wzniosłe...
          • id.kulka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:21
            mloda19877 napisała:

            > Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do
            tego
            > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
            > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
            > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
            > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
            > wziąść w garść!!

            Skąd Ty wytrzasnęłaś takie bzdury ?!
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:24
              id.kulka napisała:

              > mloda19877 napisała:
              >
              > > Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do
              > tego
              > > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
              > > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
              > > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
              > > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
              > > wziąść w garść!!
              >
              > Skąd Ty wytrzasnęłaś takie bzdury ?!
              >

              ze skontownibig_grin hmm niech zgadne, ty też miałaś depresje i branie
              antydepresantu przez pół roku cię wyleczyło. A może jednak dali Ci
              witaminke C??big_grin
              • id.kulka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 09:05
                mloda19877 napisała:

                hmm niech zgadne, ty też miałaś depresje i branie
                > antydepresantu przez pół roku cię wyleczyło. A może jednak dali Ci
                > witaminke C??big_grin

                Nigdy nie miałam depresji, więc trafiłaś jak kulą w płot (znowu...)
                Nie trzeba mieć za sobą depresji, by wykazać sie odrobiną empatii.
                Znasz to słowo?... Bo że znaczenia słowa "depresja" nie znasz, już
                udowodniłaś.
          • artdesign84 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:35
            nie masz żadnej świadomości co będzie po ... ale zachowaj odrobinę
            zdrowego rozsądku i nie wypowiadaj się , co będzie jak...

            mloda19877 napisała:

            > asia_i_p napisała:
            >
            > > Z pełną świadomością, że może mnie wytną, z punktu widzenia
            osoby,
            > > która miała depresję poporodową i wie, co to znaczy:
            > > ZAMKNIJ SIĘ I MÓDL SIĘ, ŻEBY CIĘ NIE DOPADŁO.
            >
            >
            > a czy ja kiekiekolwiek słowo kierowałam do Ciebie dzieczynko? Nie!
            > więc nie widze powodu dla którego kierujesz do mnie takie ostre
            > słowa!!
            >
            >
            > > I nie łudź się, że wyobrażać sobie, że będzie się musiało nie
            spać
            > > dwie noce z rzędu i nie mieć żadnej pewności, że się prześpi
            > trzecią
            > > albo którąkolwiek z kilkudziesięciu następnych, to to samo, co
            > > rzeczywiście to przeżyć.
            >
            > No może i nie to samo ale mam świadomość tego co będzie po
            poradzie.
            > Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do
            tego
            > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
            > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
            > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
            > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
            > wziąść w garść!!
            >
          • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 17:52
            > No może i nie to samo ale mam świadomość tego co będzie po poradzie.
            Buhahaha...

            > Pomijając to że wg mnie w depresje wpadają osoby które mają do tego
            > skłonności ja takich skłonnosci nigdy nie miałam bo umiem się
            > cieszyć życiem i tym co mam i nie ubolewam nad tym czego nie mam.
            > W depresje wpadają ludzie którzy sobie sami ją wmawiają. I się
            > martwią na zapas i własnie teakie osoby które nie potrafią się
            > wziąść w garść!!
            Dziewczyno, naprawdę, nie pisz takich rzeczy. Raz, że się ośmieszasz, dwa- że
            takimi postami robisz dużo złego. Przez takie piętnowanie właśnie kobiety po
            porodzie i w ogóle ludzie z depresją wstydzą się szukać pomocy.
      • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 18:56
        albo wziąść się w garść i czerpać przyjemność z wychowywania
        > synka.
        Spróbuj wziąć się w garść przy bólu zęba spowodowanym zapaleniem
        miazgi. Opisz skuteczność eksperymentu, to pogadamy.
        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:27
          asia_i_p napisała:

          > albo wziąść się w garść i czerpać przyjemność z wychowywania
          > > synka.
          > Spróbuj wziąć się w garść przy bólu zęba spowodowanym zapaleniem
          > miazgi. Opisz skuteczność eksperymentu, to pogadamy.


          śwetnie to wygląda i wiele o Tobie mówi jeśli porównujesz
          wychowywanie dziecka do bólu zębawink

          A jeśli chcesz wiedzieć to wiele razy miała takie sytuacje typu
          okropny ból zęba ale nie użalałam się nad sobą tylko własnie wziełąm
          się w garść, bo ciągłe myślenie o bólu nie tylko fizycznym mam też
          na myśli ból autorki wątku to tylko wpedzanie się w jeszcze większy
          dół. Im czesciej o tym myślisz tym bardziej boli i tak samo jest w
          przypadku każdej depresji.
          • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:30
            i chciałam jeszcze powiedzieć że jeśli ktoś chce wpaśc w depresje to
            w nią wpadnie, A jeśli nie to nie wpadnie. W tym przypadku nie
            sprawdza się powiedzenie "choroba nie wybiera".
            • figrut Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:39
              mloda19877 napisała:

              > i chciałam jeszcze powiedzieć że jeśli ktoś chce wpaśc w depresje to
              > w nią wpadnie, A jeśli nie to nie wpadnie. W tym przypadku nie
              > sprawdza się powiedzenie "choroba nie wybiera".
              Na ogół spokojny ze mnie człowiek, nie jestem agresywna, ale przysięgam, że
              gdybyś właśnie w tym momencie stanęła przede mną w realu, rozkwasiłabym ci nos,
              bo bzdury jakie wypisujesz dziewczynie z depresją na to właśnie zasługują.
              Nie masz ZIELONEGO pojęcia o tym, czym jest depresja. Czym jest chęć czerpania
              radochy z życia i płacz zamiast tej radochy. Ta agresja w stosunku do ciebie to
              nie depresja, bo ją pokonałam ponad pół roku temu Asertinem przepisanym przez
              psychiatrę.
              • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:53
                figrut napisała:


                > Na ogół spokojny ze mnie człowiek, nie jestem agresywna, ale
                przysięgam, że
                > gdybyś właśnie w tym momencie stanęła przede mną w realu,
                rozkwasiłabym ci nos,
                > bo bzdury jakie wypisujesz dziewczynie z depresją na to właśnie
                zasługują.


                no cóż widocznie tez masz problemy ze sobą. Niech zgadne też miałaś
                depresje?? big_grin



                > Nie masz ZIELONEGO pojęcia o tym, czym jest depresja. Czym jest
                chęć czerpania
                > radochy z życia i płacz zamiast tej radochy.

                a to teraz to zaprzeczasz wszystkim swoim koleżanką. Bo nie sądziłam
                że w depresji ma się jaką kolwiek chęć czerpania radochy z życiabig_grin


                Ta agresja w stosunku do ciebie to
                > nie depresja, bo ją pokonałam ponad pół roku temu Asertinem
                przepisanym przez
                > psychiatrę.


                aaa No i wszystko jasne kolejna z depresją, wiadomo swój swego
                będzie bronił. Czy jest jakaś dziewczyna na tym forum która nie
                miala depresji??tongue_out
                A jeśli chodzi o tabletki to śmiem twierdzić że gdyby dali Ci
                witamine C i wmówili że to antydepresanty to też byś się tym
                wyleczyła i czuła się świetnie już po pierwszej dawcebig_grin Tabletki to
                psychoza i tutaj też działa tzw autosugestiabig_grin
                • donkaczka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:15
                  > A jeśli chodzi o tabletki to śmiem twierdzić że gdyby dali Ci
                  > witamine C i wmówili że to antydepresanty to też byś się tym
                  > wyleczyła i czuła się świetnie już po pierwszej dawcebig_grin Tabletki to
                  > psychoza i tutaj też działa tzw autosugestiabig_grin

                  zamilcz i sie nie pograzaj, choc z drugiej strony, z tego co piszesz jedno
                  wydaje sie pewnie - ciebie depresja ominie, za prosta konstrukcja..
                  • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:22
                    donkaczka napisała:

                    > > A jeśli chodzi o tabletki to śmiem twierdzić że gdyby dali Ci
                    > > witamine C i wmówili że to antydepresanty to też byś się tym
                    > > wyleczyła i czuła się świetnie już po pierwszej dawcebig_grin Tabletki
                    to
                    > > psychoza i tutaj też działa tzw autosugestiabig_grin
                    >
                    > zamilcz i sie nie pograzaj, choc z drugiej strony, z tego co
                    piszesz jedno
                    > wydaje sie pewnie - ciebie depresja ominie, za prosta konstrukcja..


                    prosta nie prosta-nie Tobie to oceniać. Ale ja sama napisałaś mnie
                    depresja ominie i dzięki swojej (no już powiedzmy) prostocie będę
                    szczęśliwa a wy będziecie sobie wiecznie komplikowac życie wmawiając
                    sobie wiele spraw i będziecie ciągle płakac. Tylko po co?
                    • peresia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:16
                      Ale ja sama napisałaś mnie
                      > depresja ominie i dzięki swojej (no już powiedzmy) prostocie będę
                      > szczęśliwa

                      Akurat! Prostacy są raczej pozbawieni empatii (czego jesteś
                      przykładem), więc nie mogą być szczęśliwi, bo zazwyczaj są
                      nielubiani i baaaardzo samotni. A to jest bardzo dalekie od bycia
                      szczęśliwym...
                      • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:21
                        peresia napisała:

                        > Ale ja sama napisałaś mnie
                        > > depresja ominie i dzięki swojej (no już powiedzmy) prostocie
                        będę
                        > > szczęśliwa
                        >
                        > Akurat! Prostacy są raczej pozbawieni empatii (czego jesteś
                        > przykładem), więc nie mogą być szczęśliwi, bo zazwyczaj są
                        > nielubiani i baaaardzo samotni. A to jest bardzo dalekie od bycia
                        > szczęśliwym...

                        No no. Tylko że prostota a prostactwo to dwie różne sprawy. Jakoś ja
                        nie jestem ani samotna ani nielubiana wręcz przeciwnie mam przy
                        sobie wielu bardzo dobrych znajomych i przede wszystkim męża. I
                        jestem bardzo szczęsliwa bo potrawie się cieszyć życiem i tym co mam
                        a nie ubolewać że coś mi tam nie poszło po mojej myśli.
                        • peresia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:32
                          Jakoś ja
                          > nie jestem ani samotna ani nielubiana wręcz przeciwnie mam przy
                          > sobie wielu bardzo dobrych znajomych i przede wszystkim męża. I
                          > jestem bardzo szczęsliwa bo potrawie się cieszyć życiem i tym co
                          mam
                          > a nie ubolewać że coś mi tam nie poszło po mojej myśli.

                          Eeeee, bujasz aż Ci się z nosa kurzy!
                        • too.good.to.be.god [...] 31.03.09, 23:46
                          Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
                        • id.kulka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 09:07
                          mloda19877 napisała:


                          >
                          > No no. Tylko że prostota a prostactwo to dwie różne sprawy.

                          Nie martw się, Ty masz jednego i drugiego pod dostatkiem smile
                • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 17:59
                  Osoba po polonistyce pisze "koleżanką"? Pff...
                  • jowita771 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 09.04.09, 07:23
                    I "koleżanką" i "wziąść" i cytatu nie rozumie. Te studia to chyba skończyła już
                    przed pierwszą sesją. Tajemnicą pozostanie, jak się na nich w ogóle znalazła,
                    ale nie będę się tym zamartwiać. Grunt, że nie skończyła, bo mogłaby uczyć nasze
                    dzieci, brrrr
                • gaja78 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 23:49
                  mloda19877 napisała:

                  > aaa No i wszystko jasne kolejna z depresją, wiadomo swój swego
                  > będzie bronił. Czy jest jakaś dziewczyna na tym forum która nie
                  > miala depresji??tongue_out


                  Ja nie miałam.

                  I jestem zaskoczona. Poziomem ignorancji i brakiem umiejętności posługiwaniu się
                  logiką. W twoich wypowiedziach. Wyglądają one prawdę mówiąc jak kiepski żart
                  niedoświadczonego trolla o dość płaskim (żeby nie powiedzieć betonowym) sposobie
                  myślenia.
            • bogoosia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 09:30
              skąd Ty się dziecko urwałaś? Ty prowokujesz czy naprawdę jesteś taką
              ograniczoną ignorantką? piszesz o czymś, o czym pojęcia nie masz...
              skąd się tacy biorą? Skądowni...
          • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:37
            Porównuję depresję do bólu zęba.
            Czy dzięki temu nieużalaniu się ząb tylko przestał boleć czy też
            dziura automatycznie zarosła (dziura w zębie, rzecz jasna)?
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:57
              asia_i_p napisała:

              > Porównuję depresję do bólu zęba.
              > Czy dzięki temu nieużalaniu się ząb tylko przestał boleć czy też
              > dziura automatycznie zarosła (dziura w zębie, rzecz jasna)?

              jeśli chodzi o ten konkretny przypadek to nie miałam na myśli
              wyleczenia bólu zęba nieużalaniem się nad sobą. Chodzi mi o to ze
              jak mnie boli ząb to ide do dentysty i tyle. Proste? proste!
              • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:59
                A nam chodzi o to, że jak się ma depresję, to się idzie do
                psychiatry.
                A nie bierze się w garść.
      • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:33
        mloda19877 napisała:

        > to w takim razie powiedz mi prosze co Ty sobie myślałaś planując
        > dziecko? że wszystko będzie cacy? że tak jak dotąd będziesz miała
        > dużo czasu dla siebie? będzie czas na codzienne malowanie się,
        > strojenie, długie kąpiele? itd. Planując dziecko powinnaś się liczyć
        > z tym że wszystko dosłownie wszystko się zmieni po jego narodzinach.
        > A jeśli jesteś rozczarowana i przerażona ogromem obowiązków to
        > znaczy że nie wiedziałas czym tak na prawde jest macierzyństwo... i
        > nie dorosłas do tego. Nie myśl autorko wątku że pisze to złośliwie,
        > absolutnie nie. Ale skoro dziecko nie było z wpadki to na prawde
        > dziwie się że jesteś zaskoczona tym jak wygląda życie przy małym
        > dziecku... Jest wiele mam które ogarniaja to wszystko bez problemu i
        > jeszcze maja czas dla siebie. Tobie się nie udało... Nie wiem
        > dlaczego..
        >
        > Smutno mi jak czytam Twoją wypowiedź, sama nie mam jeszcze dzieci
        > ale jestem w 5 miesiącu ciąży i równiesz mam obawy ale jednak jestem
        > świadoma że beztroskie życie się dla mnie skończy w momencie kiedy
        > przyjdzie na świat mój maluszek.

        W związku z tym, że nie masz jeszcze dzieci g...o wiesz. Pojechałaś teorią
        przeczytaną w książkach i prawisz morały. Nie przyszło Ci do głowy, że ona to
        wszystko co opisujesz wie? Planowała to dziecko i cieszyła się. Piętrzące się
        sprawy w pewien sposób ja przygniotły. To się zdarza najtwardszym. Myślę, że
        Twojego "pitolenia o Chopinie" akurat nie oczekiwała. Zostaw je sobie na deser
        jak urodzisz własne.
        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:47
          mond33 napisała:

          > W związku z tym, że nie masz jeszcze dzieci g...o wiesz.

          no i co z tego że nie mam jeszcze dziecka? Jakoś mi się nie wydaje
          żebym g...o wiedziała na ten temat. A Ty co kolejna z depresją?
          weźcie się za siebie dziewczyny bo niedługo wszytskie z takim
          podejściem do życia "nic mnie nie cieszy" -(wmawianie sobie)
          wszystkie będziecie miały depresje...


          Pojechałaś teorią
          > przeczytaną w książkach i prawisz morały.

          raczej nie przeczytałam tego w żadnej książce. Nie trzeba czytać
          książek żeby wiedzieć o taki przyziemnych sprawach jak zmana życia o
          180stopni po narodzeniu dziecka. No chyba że Ty musisz czytać o
          takich rzeczach no to wybacz..


          Nie przyszło Ci do głowy, że ona to
          > wszystko co opisujesz wie?

          I na pewno też wie to wszystko co inne dziewczyny pisały (każda
          pisała to samo) To w takim razie po co pisała na tym forum? żeby
          nikt jej nie pisał o sprawach oczywistych? Inaczej wiedzieć a
          inaczej to przeczytać od kogoś. Poza tym ja nie miała zamiaru użalac
          się nad nią jak to bardzie jej współczuje (owszem współczuje) ale
          lepsze w tym przypadku jest dostać kopa niż wysłuchiwać rzeczy
          typu "tak mi ciebie szkoda" I nadal są dzę że autorka wątku powinna
          się wziąść w garść!!


          Planowała to dziecko i cieszyła się. Piętrzące się
          > sprawy w pewien sposób ja przygniotły. To się zdarza najtwardszym.
          Myślę, że
          > Twojego "pitolenia o Chopinie" akurat nie oczekiwała.

          A skąd Ty możesz wiedzieć czego ona oczekiwała? jesteś wróżką? nie
          znasz jej i nie wiesz czego oczekiwała. Poza tym jakby miała
          zastanawiać się przed napisaniem swojej wypowiedzi czego od reszty
          forumek oczekuje autorka wątku to forum było by bez sensu. W tedy
          bym na pewno nie wypowiadała swojego zdania tylko to co oczekują ode
          mnie inni... A może autorka watki nie oczekiwała odpowiedzi
          typu "lecz się" albo "idź do psychiatry" ?


          Zostaw je sobie na deser
          > jak urodzisz własne.

          Jak urodze własne to będę myślec o szczęściu jakie mnie spotkało a
          nie o nieszczęściu. Bo własnie myśle w kółko o tym że "życie mnie
          bije" wpędza w depresje. I wiem na milion procent że w depresje
          nigdy nie wpadne bo na to nie pozwole. Przed tym można się bronić
          jeśli się tylko chce.
          • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:56
            Depresja jest chorobą. Ciężką. Którą się leczy u lekarza, jak każdą
            inną chorobę.
            Lekarze wątpią nawet, czy jest chorobą psychiczną, może się rozwijać
            na tle długotrwałego smutku, ale pojawia się także bez przyczyny
            albo jako uboczny efekt jakichś leków, innej choroby itp.
            Nie polega na użalaniu się nad sobą tylko na zaburzeniach
            chemicznych w mózgu. Chory na depresję może o tyle poweseleć dzięki
            braniu się w garść, o ile niewidomy dzięki takiej samej procedurze
            zobaczyć.
            Wściekamy się na ciebie, bo odwodzisz dziewczynę od wizyty u
            lekarza, której wyraźnie potrzebuje. Poza tym sugerujesz, że ma
            depresję na własne życzenie i jakby się postarała, to by jej nie
            miała, i w ogóle to jest gorsza od ciebie, bo ty się postarałaś i
            nie masz. Czyli ją dołujesz. A dołowanie osoby chorej na depresję i
            proponowanie "brania się w garść i patrzenia na jasną stronę życia",
            to jak dać cukrzykowi duży kawałek tortu i poradzić, żeby się, do
            diabła, przestał truć tą insuliną.
            Twoje rady są zwyczajnie niebezpieczne dla tej dziewczyny i
            pośrednio dla jej dziecka.
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:06
              asia_i_p napisała:

              > Depresja jest chorobą. Ciężką. Którą się leczy u lekarza, jak
              każdą
              > inną chorobę.
              > Lekarze wątpią nawet, czy jest chorobą psychiczną, może się
              rozwijać
              > na tle długotrwałego smutku, ale pojawia się także bez przyczyny
              > albo jako uboczny efekt jakichś leków, innej choroby itp.
              > Nie polega na użalaniu się nad sobą tylko na zaburzeniach
              > chemicznych w mózgu. Chory na depresję może o tyle poweseleć
              dzięki
              > braniu się w garść, o ile niewidomy dzięki takiej samej procedurze
              > zobaczyć.

              ja wiem co lekarze mówią o tej chorobie. Dziękuje za wykład.


              > Wściekamy się na ciebie, bo odwodzisz dziewczynę od wizyty u
              > lekarza, której wyraźnie potrzebuje.

              o przepraszam bardzo ale gdzie ja napisałam żeby nie szła do
              lekarza? Samo podanie przykładu z bólem zęba sugeruje że skoro ma
              jakiś problem to do lekarza i to jak najszybciej a nie użalac się
              nad sobą i zamarwiać jeszcze bardziej i wpędzać w większy dół.


              Poza tym sugerujesz, że ma
              > depresję na własne życzenie i jakby się postarała, to by jej nie
              > miała, i w ogóle to jest gorsza od ciebie, bo ty się postarałaś i
              > nie masz.

              Za bardzo koloryzujesz moje wypowiedzi. Wyraźnie napisałam autorce
              watku żeby zacisneła na chwile zęby i wyszła do ludzi, ładnie się
              ubrała itd i odrazu lepiej się poczuje więc nie przekręcaj moich
              słów.


              Czyli ją dołujesz. A dołowanie osoby chorej na depresję i
              > proponowanie "brania się w garść i patrzenia na jasną stronę
              życia",
              > to jak dać cukrzykowi duży kawałek tortu i poradzić, żeby się, do
              > diabła, przestał truć tą insuliną.
              > Twoje rady są zwyczajnie niebezpieczne dla tej dziewczyny i
              > pośrednio dla jej dziecka.

              Napisze to jeszcze raz. Jak mnie bolał ząb to poszłam do dentysty i
              nie siedziałam tygodniami w łóżku zalewając się łzami, później tylko
              wspomniania są niemiłe.
              • triss_merigold6 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 20:48
                Problem, niunia, polega na tym, że człowiek chory na depresję ma
                kłopot z podjęciem decyzji o wstaniu rano i umyciu zębów a zrobienie
                sobie kanapki i zjedzenie jest poważną operacją logistyczną.
                Wyjście do ludzi zwłaszcza z małym dzieckiem na którym będzie
                musiała się koncentrować non stop na pewno kobiecie w depresji nie
                nada sensu życia. Ani nie poprawi nastroju, bo ostatnią rzecza na
                jaką ma ochotę są salonowe konwersacje.
                • peresia Re: Na miłość Boską Triss 01.04.09, 00:07
                  zbyt ynteligentnie.
                  Niunia tego ni w ząb nie skapuje.
                  • mloda19877 Re: Na miłość Boską Triss 01.04.09, 00:13
                    peresia napisała:

                    > zbyt ynteligentnie.
                    > Niunia tego ni w ząb nie skapuje.

                    no to skoro uważacie że ja nic nie kapuje to po kiego grzyba mi cos
                    próbujecie wytłumaczyć? przecież ja taka odporna na wiedzesmile
                    Wy macie swoje racje ja mam swoje i będę ich bronić.
                    • peresia Re: Na miłość Boską Triss 01.04.09, 00:18
                      > Wy macie swoje racje ja mam swoje i będę ich bronić.

                      Wrzucając sobie granat do własnego ogródka....
                      Bosssskoooo....tongue_out

                      P.S.
                      Pomyśl nad lepszą strategią niunia, bo na razie to cieniuśko....
                      • mloda19877 Re: Na miłość Boską Triss 01.04.09, 00:27
                        peresia napisała:

                        > > Wy macie swoje racje ja mam swoje i będę ich bronić.
                        >
                        > Wrzucając sobie granat do własnego ogródka....
                        > Bosssskoooo....tongue_out

                        nazywaj to sobie jak chcesz, mam prawo do swojego zdania.

                        >
                        > P.S.
                        > Pomyśl nad lepszą strategią niunia, bo na razie to cieniuśko....

                        A co to jest jakaś wojna że muszę mieć swoja strategie? haha
                        smieszna jesteśbig_grin
                        • peresia Re: Na miłość Boską Triss 01.04.09, 00:35
                          > nazywaj to sobie jak chcesz, mam prawo do swojego zdania.

                          Oczywiście, że masz.
                          Pod warunkiem, że innym również na to pozwolisz.

                          > A co to jest jakaś wojna że muszę mieć swoja strategie?
                          O ba...tongue_out

                          > smieszna jesteśbig_grin

                          big_grin
                          Fenk ju niunia big_grin
                          Baw się dobrze, znaczy się taplaj we własnym bagnie big_grin
                        • bogoosia Re: Na miłość Boską Triss 01.04.09, 09:38
                          wiesz, nie tacy gieroje w depresje wpadali, łącznie z psychologami
                          czy psychiatrami, którzy wiedzą o tej chorobie więcej od Ciebie. I
                          nie rozśmieszaj mnie dziwczyno, że nie wpadniesz w depresję, bo na
                          to nie pozwoilisz. Oczywiście nie życzę Ci, żeby Cię to spotkało (ot
                          taki dobry człowiek ze mnie z natury), choć czysto poznawczo by Ci
                          si eprzydało, spokorniałabyś.. ale wiesz, nie mów hop... i nie gadaj
                          głupot o ładnym iubieraniu się, wychodzeniu, bo ludzi z depresją
                          wygrana w totka mogłaby nie ucieszyć, ot, taka karma...
                    • suazi1 Re: Na miłość Boską Triss 08.04.09, 23:20
                      "Jak urodze własne to będę myślec o szczęściu jakie mnie spotkało a
                      nie o nieszczęściu. Bo własnie myśle w kółko o tym że "życie mnie
                      bije" wpędza w depresje. I wiem na milion procent że w depresje
                      nigdy nie wpadne bo na to nie pozwole. Przed tym można się bronić
                      jeśli się tylko chce." No proszę, jaka pewna siebie lalunia!!!
                      Pogadamy, jak urodzisz, będziesz niedosypiać, niedojadać, całymi
                      dniami chodzić w piżamie... Nasza przewaga nad Tobą jest taka, że my
                      już przekroczyłyśmy "tą" granicę i wiemy, jak to jest z własnych
                      doświadczeń, a Ty? Co masz do powiedzenia na temat, który dopiero
                      zaczniesz przerabiać za jakiś czas? Szczerze mówiąc nie powinnaś w
                      ogóle zabierać głosu na temat, o którym nie masz jeszcze pojęcia, bo
                      tylko się ośmieszasz!
              • artdesign84 młoda... jesteś za młoda 31.03.09, 23:31
                i dlatego nie rozumiesz...
          • id.kulka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:28
            mloda19877 napisała:

            > raczej nie przeczytałam tego w żadnej książce.

            Mlodzia, to przeczytaj Ty wreszcie jakąś ksiażkę. Może się przyda.
            Chyba że jesteś całkiem nieprzmakalna na wiedzę?
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:36
              id.kulka napisała:

              > mloda19877 napisała:
              >
              > > raczej nie przeczytałam tego w żadnej książce.
              >
              > Mlodzia, to przeczytaj Ty wreszcie jakąś ksiażkę. Może się przyda.
              > Chyba że jesteś całkiem nieprzmakalna na wiedzę?
              >

              A ty czytaj całą moją wypowiedź a nie wyciągasz z kontekstu i
              komentujesz. Z resztą tak jak na pisałam że nie przeczytałam "tego"
              w żadnej książce i dalej tam napisałam że nie trzeba czytać książek
              żeby wiedzieć takie rzeczy. I nigdzie nie napisałam że nie czytam
              żadnych ksiązek a ty sobie możesz dopowiadać co chcesz.
              • id.kulka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:43
                mloda19877 napisała:

                I nigdzie nie napisałam że nie czytam
                > żadnych ksiązek a ty sobie możesz dopowiadać co chcesz.

                Wiem, że mogę smile
              • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 18:07
                resztą tak jak na pisałam że nie przeczytałam "tego"
                > w żadnej książce i dalej tam napisałam że nie trzeba czytać książek
                > żeby wiedzieć takie rzeczy.
                Może jednak warto byłoby sięgnąć po fachową literaturę? Bo skoro tak wiele wiesz
                o ciąży i porodzie, o zmianach hormonalnych- to powinnaś wiedzieć też o
                depresji, ba- nawet psychozie poporodowej. Bo to są rzeczy, jakie po porodzie
                się po prostu zdarzają w związku ze zmianami w fizjologii, a nie dlatego, że
                "mąż powiedział, że mam wielki tyłek, a dziecko płacze, i się tym przejęłam, buuuu".
          • nglka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 02:15
            mloda19877 napisała:

            > no i co z tego że nie mam jeszcze dziecka? Jakoś mi się nie wydaje
            > żebym g...o wiedziała na ten temat.

            Nie widzisz tego pięknego paradoksu? Tylko Tobie się nie wydaje wink))

            > A skąd Ty możesz wiedzieć czego ona oczekiwała? jesteś wróżką? nie
            > znasz jej i nie wiesz czego oczekiwała.

            wystarczy CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM. W pierwszym poście czytamy: "Czy jestem jedyna
            czy któraś z Was tak miała? " "Czy to się kiedyś zmieni? "
            I już wiemy, czego oczekuje.
            A jeśli nie wiemy, to wracamy i czytamy aż zrozumiemy. Tylko (obawiam się),
            wtedy już się tu więcej nie odezwiesz... bo z umiejętnością pojmowania u ciebie
            kiepściutko. Pierwsza byle metafora rozwala cię na łopatki wink

            > Jak urodze własne to będę myślec o szczęściu jakie mnie spotkało a
            > nie o nieszczęściu.

            Proszę.. nie rozmnażaj się!
        • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 18:01
          > W związku z tym, że nie masz jeszcze dzieci g...o wiesz. Pojechałaś teorią
          > przeczytaną w książkach i prawisz morały.
          TAkie teorie to chyba nie z książek, tylko z pudelka czy innego badziewia...
          Jakoś nie mogę wyobrazić sobie ksiązki z takimi teoriami.
      • golfstrom mloda 31.03.09, 21:06
        > sama nie mam jeszcze dzieci
        > ale jestem w 5 miesiącu ciąży i równiesz mam obawy ale jednak
        jestem
        > świadoma że beztroskie życie się dla mnie skończy w momencie kiedy
        > przyjdzie na świat mój maluszek.

        Z pozycji osoby, ktora tez kiedys byla w ciazy i jej sie wydawalo,
        ze jak bedzie bardzo chciala, to bedzie idealna - naprawde nie
        wiesz, o czym mowisz.

        Pomijam Twoje uprzedzenia i stereotypy dotyczace depresji. Ale z
        czystej pokory i poczucia przyzwoitosci nie powinnas sie wypowiadac.
      • niiikaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:31
        Młoda, ty po prostu młoda jesteś smile

        Poczekaj aż urodzisz i wtedy się wypowiedz.

        Z perspektywy piątego miesiąca ciąży wszystko wygląda bosko-jeszcze nie puchniesz, nie przytyłaś kilkunastu kilogramów, brzuch nie utrudnia prowadzenia samochodu i zawiązania butów, możesz nosić swoje ubrania i jeść co chcesz. Możesz chodzić gdzie chcesz i wtedy kiedy chcesz. Plany na po urodzeniu są skrystalizowane i jesteś pewna, że wszystko będzie tak jak sobie to wyobrażałaś.

        A potem zderzasz się z rzeczywistością... a to jest bardzo bolesne.

        Nie chodzi o czas na długie kąpiele - początkowo chodzi o jakąkolwiek kąpiel. Po cc masz przecięte mięśnie brzucha i są znaczne kłopoty w samodzielnym wejściu do wanny a po normalnym porodzie masz zazwyczaj zszyte krocze - i to też boli. I lekarze powtarzają - nie moczyć i uważać na szwy...

        O tym żeby się umalować nie warto myśleć - nie wiesz czy dasz radę zmyć makijaż zanim padniesz bez ducha na kilka godzin (jak masz szczęście).

        Wbrew Twojej opinii - nie ma wielu mam , które to ogarniają. Jest wiele mam, które o tym nie mówią. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić (i uwierz, że Ty też nie) jak zdesperowana jest Lewenstein, że prosi publicznie o pomoc. Do ilu swoich koleżanek - świeżych matek wpadłaś spontanicznie, bez zapowiedzi ? Zrób eksperyment a najczęściej zobaczysz jak wygląda niezłych rozmiarów katastrofa naturalna.

        Kidy dziecko śpi - Ty też śpisz. Bo nie ma innej możliwości. Dopóki dziecko jest karmione tylko mlekiem matki - Twój dzień jest regulowany przez dziecko. Pokarmisz - zobaczysz i poczujesz. Bo od karmienia czasem koszmarnie bolą cycki i ciekną. A jak dziecko dziabnie to nawet może polecieć krew.

        Na razie nie masz pojęcia co to znaczy wyjść z dzieckiem. To nie jest tak, że bierzesz malucha i idziesz. Bierzesz ze sobą masę rzeczy niezbędnych - przyjrzyj się ludziom z małymi dziećmi. Zazwyczaj mają także dużą torbę, często wypchaną. I zazwyczaj mają ze sobą wózek. Mogą iść tylko tam gdzie wózek się zmieści i gdzie są windy. I nie pójdą np. do kina na seans inny niż dla matek z dziećmi. I nie w każdej kawiarni czy restauracji wózek się zmieści.

        Urodzisz i poczujesz, że dziecko jest wspaniałym, cudownym doświadczenia i nie da się tego z niczym porównać. Macierzyństwo jest piękne. Jest jedynym w swoim rodzaju doznaniem. I ma tez bardzo ciemne strony. Bo dziecko, mimo że chciane i kochane i wytęsknione i zaplanowane zburzy Twój świat. I choćbyś nie wiem jak bardzo chciała to sobie wyobrazić to po prostu nie będziesz umiała. Musisz to przeżyć żeby właściwe i ocenić to o czym Lewenstein i inne forumki piszą w tym wątku.

        Mam nadzieję, że nigdy nie spotkają Cię takie przeżycia...
        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:43
          niiikaa napisała:

          > Młoda, ty po prostu młoda jesteś smile
          >
          > Poczekaj aż urodzisz i wtedy się wypowiedz.
          >
          Nie ma sprawy. Jak urodze i doznam macierzyństwa to gwarantuje że
          wykopie ten wątek choćby spad ziemii i się wypowiem.
          Wszystko to co napisałas to prawda i ja to wszystko wiem ale wiem
          też że inaczej jest mieć świadomość a inaczej tego doświadczyć.
          Tylko uwierz mi że ja z takiego powodu nie wpadne w depresje i na
          prawde wiem co mówie i tylko o to mi chodzi.
          • mniemanologia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:44
            Ależ tu nikt się nie upiera, że wpadniesz w depresję. Wręcz
            przeciwnie.
          • niiikaa Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 23:01
            Pożyjemy - zobaczymy - przeczytamy smile

            mloda19877 napisała:

            > Tylko uwierz mi że ja z takiego powodu nie wpadne w depresje i na
            > prawde wiem co mówie i tylko o to mi chodzi. <

            Też tak myślałam a potem... była depresja.

            Mam nadzieję, że nie wpadniesz bo jest to koszmar. W ciągu kilku chwil najpiękniejsze doznanie Twojego życia staje katastrofą.

            Wyszalej się póki możesz smile
          • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 18:18
            > Tylko uwierz mi że ja z takiego powodu nie wpadne w depresje i na
            > prawde wiem co mówie i tylko o to mi chodzi.
            No tak, ale mało która z dziewczyn wpada w depresję, bo nie ma czasu na
            kosmetyczkę czy wyjście do kina. Ba, nie wpada się w depresję nawet z tego
            powodu, że dziecko wyje i nie ma kiedy się wysikać. Ale spora liczba kobiet w
            depresję wpada- bo zachodzą w nich zmiany hormonalne, które pociągają zmiany z
            działaniu neuroprzekaźników mózgu, co w skrajnej sytuacji może doprowadzić nawet
            do psychozy poporodowej. Nie ma znaczenia czy przeczytasz milion książek czy
            żadnej, czy dziecko jest planowane czy nie, pierwsze czy piąte, czy jesteś
            samotna czy masz sztab nianiek do pomocy. Nie ma znaczenia, czy masz samoocenę
            wysoką czy niską, czy masz w d... komentarze innych czy też każda krytyka
            wywołuje łzy. Nie ma znaczenia, czy teraz planujesz się cieszyć czy - jak
            sugerujesz- zawczasu planujesz zamartwiać się posiadaniem dziecka. A Ty- wbrew
            temu, co mówisz- zupełnie nie masz wiedzy na ten temat, na temat depresji.
            Żyjesz kilkoma sloganami (zupełnie błędnymi), przestarzałymi przekonaniami i
            bzdurami na poziomie sprzedawczyni z warzywniaka, która uparcie twierdzi, że "na
            depresję chorują ci, którzy chcą chorować albo są nienormalni, bo weseli i
            normalni depresji nie mają". Doczytaj, dokształć się- pogadamy. I nie, ja NIE
            miałam depresji, ale z racji zawodu stykam się z osobami chorymi, sama też
            doznałam wpływu hormonów na nastrój i wiem, jak bardzo można nie mieć nad tym
            kontroli.
          • babcia47 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 21:32
            > Tylko uwierz mi że ja z takiego powodu nie wpadne w depresje i na
            > prawde wiem co mówie i tylko o to mi chodzi.
            ..chyba, ze jak autorka wątku, która wiecej sią nie odezwała, nawet
            tego nie zauważysz a raczej nie "zdiagnozujesz" lub wręcz
            zanegujesz..a mi też jej przypadek wygląda na klasyczną depresję..
            (swoja droga oba przypadki jej i Twój wygladają mi też na
            trollowanie)
        • gaja78 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 23:58
          niiikaa napisała:

          > Z perspektywy piątego miesiąca ciąży wszystko wygląda bosko-

          Ale Młoda przecież nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo za jej sposób myślenia
          odpowiedzialne są teraz hormony. Do głowy jej przecież nie przyjdzie, że połowie
          ciężarnych wydaje się w 5 miesiącu, że mogłyby góry przenosić.
      • artdesign84 ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 31.03.09, 23:33
        ale nick Cię usprawiedliwia
        Dorośnij dziecko, a później bierz się za macierzyństwo, bo póki co
        sama jesteś dzieckiem
        • mloda19877 Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 31.03.09, 23:44
          artdesign84 napisała:

          > ale nick Cię usprawiedliwia
          > Dorośnij dziecko, a później bierz się za macierzyństwo, bo póki co
          > sama jesteś dzieckiem

          oczywiście stwierdziłas to po przeczytaniu kilku moich wypowiedzi.
          Mój wiek nie ma tutaj żadnego znaczenia, wązne jest to co już w tak
          młodym wieku doświadczyłam. Nie znasz mnie więc nie możesz
          stwierdzić czy do czegoś dorosłam czy też nie. Ja jednak uważam ze
          na dzieckow moim przypadku już dawno nadeszła pora i jestem do tego
          świetnie przygotowana. To własnie te które wpadły w jakąś depresje
          poporodową nie dorosły do macierzyństwa i nie podołały. Poza tym
          depresje sobie ktoś kiedyś wymyślił i nagle połowa społeczeństwa na
          nią zapadla. Bzdura! Jakoś za czasów młodych lat mojej matki nie
          słyszało się o takim czymś jak depresja bo ludzie nie myśleli o
          pierołach, mieli zajęcie nie było czasu na myślenie o czymś
          obsesyjnie. I nie próbujcie mi wmówić że kiedyś ludzie nie wiedzieli
          co to jest depresja. Owszem nie wiedzieli bo jej nie mieli. Tak samo
          jest z dzisiejszymi dziećmi. Jak nie ma prądu a na dworze pada to
          nie wiedzą co ze sobą zrobić, nie maja pomysłu na zabawe. Nie jest
          tak? Nie ma komputerka. telewizji to nie ma co robić i taka jest
          prawada.
          • mloda19877 Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 31.03.09, 23:51
            I powiedz mi jeszcze o czym wg Ciebie świadczy fakt że w depresje
            nie zapadają osoby które muszą sie zastanawiać co do garnka włożyć
            tylko takie którym nic nie brakuje. Bo jakoś nigdy nie słyszałam o
            takich przypadkach. Wiesz dlaczego? bo osoby których codziennym
            problemem jest to co dzisiaj zjedzą i dadzą swoim dzieciom nie mogą
            sobie zwyczajnie pozwolić na cos takiego jak depresja. Mają za dużo
            do stracenia i własnie takie osoby uważam za silne. Bo co by zrobiła
            bogata paniusia która miała w życiu wszystko gdyby nagle całe dobro
            materialne straciła? oczywiście wpadłaby w depresje bo nie
            udźwigneła by takiego ogromu. A jeśli ona ma wszystko i nagle jest
            jakiś problem to nagle depresja. Ja nie mówie że tak jest zawsze bo
            wiem że ludzie maja poważne problemy z depresją ale wiem też że na
            pewno nie miały porządnej szkoły zycia bo nie radzą sobie z
            problemami. tyle.
            • nglka Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 02:21
              mloda19877 napisała:

              > I powiedz mi jeszcze o czym wg Ciebie świadczy fakt że w depresje
              > nie zapadają osoby które muszą sie zastanawiać co do garnka włożyć
              > tylko takie którym nic nie brakuje.

              Skąd takie informacje? Podaj źródło (i nie: bo mi koleżanka mówiła, ale autora,
              datę wydania i tytuł opracowania lub książki, ew badań).


              > Bo jakoś nigdy nie słyszałam o
              > takich przypadkach.

              Nikogo nie interesuje o czym nie słyszałaś. Chcesz być brana na poważnie, to
              poważnie dyskutuj i przytocz źródło tego, na co się powołujesz.
            • id.kulka Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 08:47
              mloda19877 napisała:

              > I powiedz mi jeszcze o czym wg Ciebie świadczy fakt że w depresje
              > nie zapadają osoby które muszą sie zastanawiać co do garnka włożyć
              > tylko takie którym nic nie brakuje. Bo jakoś nigdy nie słyszałam o
              > takich przypadkach. Wiesz dlaczego? bo osoby których codziennym
              > problemem jest to co dzisiaj zjedzą i dadzą swoim dzieciom nie
              mogą
              > sobie zwyczajnie pozwolić na cos takiego jak depresja. Mają za
              dużo
              > do stracenia i własnie takie osoby uważam za silne. Bo co by
              zrobiła
              > bogata paniusia która miała w życiu wszystko gdyby nagle całe
              dobro
              > materialne straciła? oczywiście wpadłaby w depresje bo nie
              > udźwigneła by takiego ogromu. A jeśli ona ma wszystko i nagle jest
              > jakiś problem to nagle depresja.

              Za dużo seriali chyba oglądasz.
            • bogoosia Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 11:59
              biedni nie mają depresji? Ty chyba mna jakiejś bezludnej wyspie
              żyjesz? nie słyszałaś o wywalanych przez okno albo na śmietnik
              noworodkach? o zakatowanych dzieciach? najczęściej w biednych,
              patologicznych rodzinach, gdzie ludzie są nieświadomi tego, że o
              pomoc można i trzeba prosić...

              kiedyś depresji nie było? żarty... (pewnie autystów, alergików czy
              ADHD też...) bo Twoja mama tak mówi? specjalistą jest? zajmowała się
              takimi ludźmi, ma porównanie? rozumiem, że tak...

              ja wiem, żekobietom w ciązy odwala, ale Ciebie już dłużej nie bedę
              usprawiedliwiać - sory, ale powstrzymać się nie mogę, albo jesteś
              bardzo młoda, albo bardzo głupia...
            • madami Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 14:50
              mloda19877 napisała:

              > I powiedz mi jeszcze o czym wg Ciebie świadczy fakt że w depresje
              > nie zapadają osoby które muszą sie zastanawiać co do garnka włożyć
              > tylko takie którym nic nie brakuje. Bo jakoś nigdy nie słyszałam o
              > takich przypadkach. Wiesz dlaczego? bo osoby których codziennym
              > problemem jest to co dzisiaj zjedzą i dadzą swoim dzieciom nie
              mogą
              > sobie zwyczajnie pozwolić na cos takiego jak depresja.

              Setki tysięcy osób rocznie, na swiecie, popełnia samobójstwo z
              powodu depresji. Depresja często wynika z biedy, jest w związku z
              tym nieleczona i kończy się ostatecznie.
              Wykazujesz się całkowita nieznajomością tematu więc albo mówisz
              poważnie i w ten sposób wystawiasz sobie ośmieszające świadectwo
              albo jesteś trollem wink
            • memphis90 Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 18:20
              > I powiedz mi jeszcze o czym wg Ciebie świadczy fakt że w depresje
              > nie zapadają osoby które muszą sie zastanawiać co do garnka włożyć
              > tylko takie którym nic nie brakuje. Bo jakoś nigdy nie słyszałam o
              > takich przypadkach.
              Zapraszam na oddział psychiatryczny- poznasz i takie osoby.

              bo osoby których codziennym
              > problemem jest to co dzisiaj zjedzą i dadzą swoim dzieciom nie mogą
              > sobie zwyczajnie pozwolić na cos takiego jak depresja.
              Tak, i dlatego nie zgłaszają się na leczenie, a któregoś dnia po prostu się
              wieszają albo podcinają żyły.

              Ja nie mówie że tak jest zawsze bo
              > wiem że ludzie maja poważne problemy z depresją ale wiem też że na
              > pewno nie miały porządnej szkoły zycia bo nie radzą sobie z
              > problemami. tyle.
              Zamilknij, nie wiesz nic.
          • id.kulka Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 08:46
            mloda19877 napisała:

            > Bzdura! Jakoś za czasów młodych lat mojej matki nie
            > słyszało się o takim czymś jak depresja bo ludzie nie myśleli o
            > pierołach, mieli zajęcie nie było czasu na myślenie o czymś
            > obsesyjnie.

            Kiedyś nie mówiło się o wielu rzeczach, a jakoś istniały. Depresja,
            ADHD, autyzm... Lepsza diagnostyka, większa wiedza, większa
            świadomość społeczeństwa (nie calego, jak widać, są też oporni...).
            Swoją drogą, ciekawa jestem, jak poczyniłaś te obserwacje za młodych
            czasów Twojej matki smile Chyba że ona poczyniła te obserwacje. Na jak
            dużej grupie? Rodziny? Znajomych? Koleżanek z pracy? No, to całkiem
            fachowe badania socjologiczne by były smile

            > co to jest depresja. Owszem nie wiedzieli bo jej nie mieli. Tak
            samo
            > jest z dzisiejszymi dziećmi. Jak nie ma prądu a na dworze pada to
            > nie wiedzą co ze sobą zrobić, nie maja pomysłu na zabawe. Nie jest
            > tak? Nie ma komputerka. telewizji to nie ma co robić i taka jest
            > prawada.

            Skoro Ty byłaś tak wychowywana, to przykre, ale to nie reguła, wierz
            mi smile
            I daj już spokój z tymi stereotypami i teoriami z księżyca, proszę :-
            )
          • babcia47 Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 01.04.09, 21:42
            Poza tym
            > depresje sobie ktoś kiedyś wymyślił i nagle połowa społeczeństwa
            na
            > nią zapadla. Bzdura! Jakoś za czasów młodych lat mojej matki nie
            > słyszało się o takim czymś jak depresja bo ludzie nie myśleli o
            > pierołach, mieli zajęcie nie było czasu na myślenie o czymś
            > obsesyjnie. I nie próbujcie mi wmówić że kiedyś ludzie nie
            wiedzieli
            > co to jest depresja.
            jestem zapewne w wieku Twojej matki..tak ludzie a raczej młode matki
            wtedy nie wiedziały co je dotyka, sadziły, ze sa złymi matkami wg
            panujacych stereotypów, ze się nie sprawdzaja w swojej roli..zanim
            nie nazwano tego i nie zaczeto o tym głosno mówić..sama mimo, ze
            pozornie silna, z różnistymi doswiadczeniami, z przswiadczeniem, ze
            ze wszystkim sobie w zyciu poradzę tego doswiadczyłam choć na
            szczęście w niezbyt ostrej formie..po latach gdy juz znikneło tabu i
            blokada przed rozmowa na ten temat okazało sie, ze wiele ówczesnych
            młodych mam przez to przeszła i byc moze gdyby wiedziały one i ich
            rodziny z czym mają do czynienia, mogły skorzystac z pomocy lekarza
            szybciej by sobie poradziły i z mniejszym spustoszeniem w ich zyciu,
            rodzinach, małżeństwach..były i sa takie, które sobie wogóle nie
            poradziły..nie tak dawno z tego powodu popełniła samobójstwo jedna z
            forumek, 8 miesiecy po porodzie..i to mimo zdiagnozowania, opieki
            lekarskiej i wsparcia ze strony męża i rodziny
            • mloda19877 Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 02.04.09, 01:15
              babcia47 napisała:


              ..nie tak dawno z tego powodu popełniła samobójstwo jedna z
              > forumek, 8 miesiecy po porodzie..i to mimo zdiagnozowania, opieki
              > lekarskiej i wsparcia ze strony męża i rodziny


              Prosze Cie... ja też sobie mogę dzisiaj napisać że mam depresje i
              trzymać się tego a za pół roku podać się za mojego męża i napisać że
              nie żyje. Przecież to śmieszne -conajmniej. Masz jakieś dowody na
              to? żadnych więc nie wyjeżdżaj z takimi przykładami. Dziewczyna
              pewnie załozyła nowego nicka i tyle.
              • babcia47 Re: ło matko.. młoda, to nic nie rozzumiesz 02.04.09, 02:25
                taaa zrobiła sobie cyrk na cały net..na n-k bliscy znajomi składali
                kondolencje po pogrzebie włączając się do tak ciekawej zabawy,
                by "wkręcić" ludzi i mieć ubaw..młoda, ja rozumiem, ze człowiek się
                czasem zagalopuje, cos palnie i potem broni swego stanowiska "jak
                Lenin zdobyczy rewolucji"..ale Ty przesadzasz do sześcianu..a
                wszystko jeszcze przed Tobą, jezeli pisałaś prawde w swoich postach,
                a nie jesteś trollem..zawsze lepiej jest być historykiem niż
                prorokiem..są lżejsze, ze się tak wyrażę, formy depresji związanej z
                urodzeniem dziecka..nie zawsze niezbedny jest lekarz-specjalista, bo
                inaczej gro młodych matek, którym znagła wywrócił się do góry nogami
                cały swiat, nafaszerowanych romantycznymi opowiesciami jak to miłość
                do narodzinego dziecka przesłoni im cały swiat i wszelkie
                niedogodnosci, nie przygotowanych na te niedogodnosci porównywalne
                do dozywocia i totalnego uwiązania osoby, która dotychczas była
                panią siebie i nie wyobrazała sobie, ze byc moze bedzie miała
                problem nawet z spokojnym wysikaniem się, nie mówiąc juz o
                ciekawszych czynnosciach, musialo by masowo wpadac w obłed lub
                popełniac samobójstwa..ale nawet gdy poradza sobie z tym same nie
                jest to najciekawszy stan i spora ilośc młodych mam przechodzi go w
                mniejszym lub większym stopniu nawet gdy teoretycznie wie, ze moze
                je to spotkać, moja synowa uprzedzałam ale ja tez dopadło..i co
                gorsza fakt, że odczuwaja złość jest jednym z objawów, którego
                tłumienie i rozdarcie matki, która czuje, ze to nie jest "normalne",
                mimo, ze z drugiej strony kocha swoje dziecko i rzuciła by sie dla
                niego w ogień, pogłębia ten stan i jest zazwyczaj przyczyną jego
                powstania, więc nie ciesz sie, ze któraś tam forumka wyraziła swoje
                potepienie dla autorki z powodu, ze tak okresliła niektóre swoje
                uczucia, bo nawet jezeli sama przez to przeszła byc moze nie zdaje
                sobie sprawy z korzeni i etapów swojego stanu lub je sama
                neguje..Depresja przez niektórych lekceważona, przez innych
                bagatelizowana jest poważną chorobą, z która nie kazdy sobie
                poradzi..a autorka, moim zdaniem, powinna skorzystać z porady
                fachowca, bo trwa to juz zbyt długo i nie tylko dla niej jest
                niebezpieczna, ale jezeli nic z tym nie zrobi i dla jej dziecka,
                rodziny..jezeli nie potrafi sobie z tym sama poradzić..a pozatym po
                co ma przez to przechodzić kazda z kobiet, jezeli jest mozliwośc
                temu zapobiec otrzymując pomoc od fachowca?? Jedyna zaleta tej
                dyskusji z Twoim udziałem polega na tym, ze jeżeli Ciebie to
                dopadnie przynajmniej może będziesz w stanie na czas rozpoznać z
                czym masz do czynienia i poszukac pomocy meża, rodziny lub lekarza
                zanim dojdzie do powaznych problemów..i moze wezmą to pod uwage inne
                dziewczymy, które o tym przeczytają..mo w tamtych czasach pomogło
                to, ze małzowi udało się kupić (czas kryzysu) ksiązkę zagranicznego
                autora na temat pielegnacji i wychowania niemowlaków, gdzie jeden z
                rozdziałów był poswiecony właśnie poporodowej depresji, wiedząc z
                czym mam do czynienia udało mi się to zwalczyć
      • mond33 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 11:16
        mloda19877 napisała:
        > Nie wiem co Ci poradzić... musisz się uzbraić w cierpliwośc i czekać
        > na cód albo wziąść się w garść i czerpać przyjemność z wychowywania
        > synka.

        Ty polonistka, a może tak cud a nie cód?
      • memphis90 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 17:49
        Dziecko, Ty nie masz pojęcia o temacie, w jakim się wypowiadasz. Urodzisz,
        doświadczysz baby-bluesa, nastrój Ci spadnie, to wtedy pogadamy. Albo będziesz
        szczęściarą bez spadków nastrojów po porodzie i dalej nie zrozumiesz co to
        depresja. Ja miałam dwa razy spadki nastrojów- raz, przy chorobie tarczycy- dwa
        tygodnie siedziałam i płakałam bez powodu. Drugi raz właśnie po porodzie- i nie
        miało znaczenia, że dziecko wyczekane, chciane, że aniołek, ze chowa się
        bezproblemowo- łzy po prostu leciały mi po twarzy. Jak hormon się
        ustabilizowały- wrócił i dobry nastrój. Tu dziewczyna ma problem, moim zdaniem
        przydałby się psychiatra albo chociaż lekarz rodzinny i jakiś lek. To normalna
        sprawa- czasem choruje nerka czy płuco, czasem zachoruje jaźń. Leki są jak
        kapok, kamizelka ratunkowa- pozwalają utrzymać się na powierzchni i nie utonąć...

        Jest wiele mam które ogarniaja to wszystko bez problemu i
        > jeszcze maja czas dla siebie. Tobie się nie udało... Nie wiem
        > dlaczego..
        Matko, JAK MOŻNA PISAĆ TAKIE RZECZY KOBIECIE Z DOŚĆ EWIDENTNĄ KLINICZNĄ
        DEPRESJĄ? Czy Ty w ogóle zastanawiasz się nad tym, co opuszcza Twój umysł i jaki
        skutek mogą odnieść Twoje słowa?
        • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 01:19
          memphis90 napisała:


          > Matko, JAK MOŻNA PISAĆ TAKIE RZECZY KOBIECIE Z DOŚĆ EWIDENTNĄ
          KLINICZNĄ
          > DEPRESJĄ? Czy Ty w ogóle zastanawiasz się nad tym, co opuszcza
          Twój umysł i jak
          > i
          > skutek mogą odnieść Twoje słowa?

          no jaki mogą mieć skutek? potnie się bidulka bo jej tak napisałam
          weźźźźź. I będzie tak samo jak w przypadku jednej z forumek?
          zabawne. Przeżywacie to jakby nie wiem co się działo a jaką macie
          pewność że to też nie jest trollowanie tak jak twierdzicie w moim
          przypadku??
          • figrut Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 02.04.09, 02:42
            Nawet karton po drukarce jest mniej pusty niż ty, bo w nim choć jeszcze
            kartonowa wkładka jest.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36868&w=83613773&v=2&s=0
    • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 18:46
      MASZ depresję poporodową.
      Depresja poporodowa to nie baby blues - smuteczki w pierwszy tydzień
      połogu wypłakiwane mężowi w rękaw między jednym a drugim zachwytem
      nad słodkim bobasem. To śmiertelnie (niestety dosłownie)
      niebezpieczna choroba, wredna, długotrwała (ona potrafi się ZACZĄĆ
      pół roku po urodzeniu dziecka, a trwać nawet i do drugich jego
      urodzin, jak nie dłużej).
      Wiem, bo miałam.
      Przy bardziej bezproblemowym dziecku niż ty.
      Rozumiem twój wstyd, też się wstydziłam. Przeszukiwałam internet,
      kupowałam i czytałam książki - wszystko było lepsze, niż pójść do
      lekarza. Było mi wstyd i bałam się, że zabiorą mi dziecko. W końcu
      nie poszłam, walczyłam z tym sama, trwało długo, bywało źle, dalej
      bywam chwiejna emocjonalnie - nie polecam takiego rozwiązania.
      Masz prawo do swoich potrzeb. Masz prawo do żalu, gniewu, złości.
      Idź do psychiatry nie po to, żeby "się naprawić", tylko żeby
      wreszcie pogadać z kimś, dla kogo to ty i twoje potrzeby będą w
      centrum uwagi. Dziewczyny, które nie zrobiły tego błędu co ja,
      potwierdzały nieraz na forum, że to im pomogło.
      Męża posadź przed komputerem, każ wpisać w wyszukiwarkę "depresja
      poporodowa" i niech sobie trochę poczyta. Może uda mu się dotrzeć do
      tego angielskiego filmu dokumentalnego o depresji poporodowej -
      tobie też by nie zawadziło obejrzeć, zobaczyłabyś wtedy swoje
      zachowania i myśli, których się wstydzisz, w innej perspektywie. Tam
      była min. kobieta, która marzyła, że jej dziecko umrze na zespół
      śmierci łóżeczkowej - ona się obudzi, ono już nie będzie żyło i nie
      będzie w tym żadnej jej winy. Po przejściu terapii była normalną
      pogodną, zadowoloną i zrównoważoną kochającą matką.
      Potrzebujesz odciążenia na codzień, większej pomocy przy dziecku,
      ale przede wszystkim potrzebujesz pomocy specjalisty, bo teraz,
      kiedy jesteś już tak umęczona, samo odciążenie od dziecka może nie
      pomóc. Jeżeli chcesz więcej pogadać, pisz na gazetowy - nie o
      wszystkim potrafię pisać tu na forum.
      • asia_i_p Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 18:50
        Aha, i dodatkowo te objawy fizyczne są bardzo charakterystyczne
        właśnie dla depresji. Jeżeli dodatkowo codzienne czynności zabierają
        ci więcej czasu niż zazwyczaj (ja prasowałam 5 ubranek przez pół
        godziny), masz kłopoty ze snem pomimo zmęczenia, diagnoza jest tym
        bardziej prawdopodobna.
        • verdana Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:03
          Bardzo współczuję.
          Przede wszystkim to co mowia dziewczyny - konieczna jest
          profesjonalna terapia, a najlepiej terapia + praca zawodowa. Nawet,
          gdyby 100% pensji szlo na opiekunkę.
          Po drugie - nie daj sobie wmowić NIKOMU, ze jesteś złą matka, ze to
          Twoja wina i powinnas wziąć się w garść.
          Po trzecie - to nieprawa, ze nie kochasz dziecka. Z Twojego postu
          wyraźnie wynika , ze kochasz, tylko dziecko Cię okropnie męczy.
          Gdybys nie kochała - nie martwilabys się wcale, ze Twoje zachowanie
          może być dla dzieka niedobre...
          • tylna.szyba Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 19:29
            > Po trzecie - to nieprawa, ze nie kochasz dziecka. Z Twojego postu
            > wyraźnie wynika , ze kochasz, tylko dziecko Cię okropnie męczy.

            Tu sie nie moge zgodzic. Dziewczyna wyraznie napisala, ze nie kocha
            i chyba trzeba zawierzyc tej opinii a nie ja podkopywac.

            Sama mialam dlugi, bo trwajacyy 2 lata, epizod z poczatkow
            macierzynstwa ze starszym synem, gdzie moge smialo powiedziec, ze
            syna NIE KOCHALAM. Nie kochalam mojego syna przez pierwsze dwa
            lata...i nie zgodze ie tych uczuc zmiatac pod dywan i nazywac
            miloscia - bo byl to instynkt a nie milosc.

            A do autorki watku: Wierze ci, ze nie kochasz, ze jest ci ciezko i
            tak naprawde nikt ci nie da gwarancji, ze pokochasz. Jedyne tak
            naprawde co mozesz zrobic to czekac na milosc + oczywiscie
            psychiatra/psycholog (bo moze masz depresje od tego obwiniania sie)
            i praca zawodowa. Pomysl tez (zamiast ubolewac na brakiem milosci do
            syna) co by tu zrobic dla siebie...dziecku sie nic nie stanie, jak
            mama sie na chwile skoncentruje na sobie.
            Trzymam kciuki.
            • babcia47 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 21:46
              hmm..osoba, która nie kocha nie pisze, ze ma naprawdę-wspaniałe-
              dziecko
            • gaja78 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 03.04.09, 00:11
              tylna.szyba napisała:

              > A do autorki watku: Wierze ci, ze nie kochasz, ze jest ci ciezko i
              > tak naprawde nikt ci nie da gwarancji, ze pokochasz. Jedyne tak
              > naprawde co mozesz zrobic to czekac na milosc + oczywiscie
              > psychiatra/psycholog (bo moze masz depresje od tego obwiniania sie)
              > i praca zawodowa.


              Ja się nie znam, ale intuicja podpowiada mi, aby do tej listy dopisać jeszcze
              pracę nad związkiem z mężem - ale to po wizycie u psychiatry, po ewentualnych
              lekach i poprawie stanu psychicznego.

              Jeśli miłości do dziecka nie ma naturalnie, to może spojrzenie na dziecko jak na
              owoc miłości między partnerami ułatwi sprawę ... Bo tak naprawdę dziecko jest
              owocem, wspólnym dziełem w jakimś sensie, wspólną ogromną pracą włożoną w opiekę
              i wychowanie. Ta wspólna praca to składowa miłości.

              Zdecydowanie czekanie na nadejście miłości do dziecka zaczęłabym od pracy nad
              relacjami z mężem.
              • gaja78 Oczywiście .... 03.04.09, 00:17
                jeśli mąż nie umywa rąk od całej sprawy i chce pracować nad sobą, nad wami, nad
                waszą rodziną ...


                gaja78 napisała:

                > Zdecydowanie czekanie na nadejście miłości do dziecka zaczęłabym od pracy nad
                > relacjami z mężem.
          • madami Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 21:48
            Ja się podpisuję pod verdaną.

            I jeszcze jedno, są ludzie, i w dodatku są zupełnie normalni, którzy
            nie lubią czynności pielęgnacyjno opiekuńczych przy niemowlętach,
            które są wyczerpuujące i psychicznie przez ich monotonię i
            fizycznie. Ja się do nich zaliczam i daję sobie na to przyzwolenie,
            nie widze w tym nic dziwnego. Nie daj sobie wmówić, że jesteś złą
            matką.
            • mloda19877 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:03
              madami napisała:

              Nie daj sobie wmówić, że jesteś złą
              > matką.


              No pewnie jeszcze ją pogłaszcze po główce i powiedzcie że nic się
              nie stało i wszystko będzie dobrze. To dopiero śmieszne. Uważasz że
              osoba która pisze na forum że nie kocha swojego dziecka i woli wyjść
              z pokoju jak płacze bo boi się swojej reakcji jest dobrą matką? no
              to super. A jak pierd...nie dzieckiem o ściane bo wkońcu nie
              wytrzyma (i w tym przypadku to bym się wielce nie zdziwiła bo
              zapowiada się na to) to też jej powiecie że nie jest złą matką i
              wszystko zwalicie na depresje....?
              • triss_merigold6 Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:18
                Niunia, właśnie po to powinna skorzystać z dobrodziejstw
                farmakologii fachowo dobranej żeby nie skończyc jak jedna z
                forumowiczek niedawno. Też miała depresję.

                BTW jeśli wychodzi z pokoju w momencie kiedy czuje, że nie panuje
                nad sobą to super. To znaczy, że ma świadomość własnego stanu i
                jeszcze kontrolę. Jakby nie miała to by udusiła poduszką.

                Ja mam czterolatka na stanie i tez nieraz wychodzę z pokoju, żeby
                potomkowi nie wklepać za fochy czy ponadstandardowy rzut histerii.
                Jemu nie zaszkodzi jak poryczy chwilę bez towarzystwa a mnie pomoże
                policzyć do dziesięciu.
              • donkaczka Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 31.03.09, 22:18
                mloda idz trolowac gdzie indziej
              • id.kulka Eee młodzia 31.03.09, 22:33
                ty zwykłym trollem jesteś...
                • mloda19877 Re: Eee młodzia 31.03.09, 22:50
                  id.kulka napisała:

                  > ty zwykłym trollem jesteś...
                  >
                  >
                  Jasne tak najlepiej i najłatwiej. Jeśli ja mam inne zdanie na ten
                  temat i nie boje się go wypowiedzieć bo mam do tego prawo to jestem
                  trolem heh śmieszne to jest. A wy jesteście jakieś ograniczone skoro
                  nie potraficie mnie zrozumieć i mojego punktu widzenia ale nie
                  zalezy mi na tym, nazywajcie mnie trolem nie robi to na mnie
                  wrażenia. Każdą osobe która mam odmienne zdanie na jakiś temat
                  nazywacie trolem bo tak najprościej.
                  • id.kulka Re: Eee młodzia 31.03.09, 22:59
                    mloda19877 napisała:

                    > A wy jesteście jakieś ograniczone skoro
                    > nie potraficie mnie zrozumieć i mojego punktu widzenia

                    Ale ja Cię rozumiem i Twój punkt widzenia także smile Gdybyś zaczęła
                    udowadniać, że ból zęba wynika z tego, że ktoś sobie go wmówił, a
                    nie z tego, że ząb jest chory, też bym to zrozumiała smile Inna rzecz,
                    że uznałabym to za taką samą bzdurę, jak Twoje wywody na temat
                    depresji smile
                    BTW to, czym jest depresja nie wynika z tego, jaki ktoś ma punkt
                    widzenia - jest to określona jednostka chorobowa, o pewnym
                    charakterystycznym przebiegu. Podobnie jak choroby zębów, ich
                    przyczyny, przebieg i leczenie, nie zależą od tego, jaką ktoś
                    wyznaje filozofię na temat roli zębów we wszechświecie.
                • crises Re: Eee młodzia 01.04.09, 09:36
                  E, jak w tym kawale "migrenę to może mieć królowa angielska, a panią
                  to łeb napi..dala." To nie troll, ona jest naprawdę durna.
              • bogoosia Re: Urodziłam i nie pokochałam.... 01.04.09, 12:29
                nie, trzeba jej dokopać, jak już leży i się do tego przyznaje...
                pewnie ją to ocuci i na nogi postawi... a w ogóle każdy pijak to
                złodziej, nie?
                rany, jaki ciemnogród z Ciebie wychodzi (już nie wspomnę o
                ograniczeniu, braku wiedzy, ignorancji i zadufaniu), kiedyś byś
                pewnie pierwsza czarownice na stosie paliła?

                kobieto, dla dobra innych - zamilcz!!! nie chodzi po to, że nie
                możesz swojego zdania powiedzieć, ale Ty jesteś po prostu
                niebezpieczna... wiesz, kto najbardziej krytykuje homo? skrytohomo -
                mówią badania... może Ty masz afektywną dwubiegunową i chwilowo w
                fazie manii jesteś?
    • siasiuszek depresja??? 31.03.09, 19:17
      Ja tam psychologiem ani psychiatrą nie jestem, ale mi, nie leczoną
      depresją poporodową zalatuje, moja znajoma tak miała no i czytałam
      ze może się pojawić nawet do 2 lat po porodzie, a nie leczona nie
      znika samoistnie. No nie wiem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka