mimka23
14.04.09, 11:42
Moja teściowa ma dwóch synów. Pierwsza synowa ma prawie 40 na karku i jest w rodzinie od 12 lat. Ja mam 25 i po ślubie jestem 3 lata. Od samego początku jestem nieakceptowana przez tamtą synową. Dla mnie to śmieszne, bo kobieta ma już swoje lata a zachowuje się jak zazdrosna smarkula. Ewidentnie widzi we mnie konkurencję i za wszelką cenę chce mnie "wytępić". Zaczęło się od pretensji do mojego męża, że odkąd mnie poznał nie odwiedza już tak często swojego brata i jej. Potem zrobili mojemu mężowi chamstwo zapraszając go na chrzestnego swego dziecka w ostatnim momencie tylko dlatego, że komuś innemu nie pasowało. Mąż odmówił i tu już na dobre się zaczęło. Jej zdaniem wszystkiemu winna jestem ja. Nie wiem jak mi się to udało, ale w ciągu tych paru lat ona nigdy nie usłyszała ode mnie złego słowa, tymczasem sama wciąż mnie atakowała. Jak tak z boku na to spojrzę to sama uważam siebie za naiwniaczkę, bo pewnie nie jedna z Was ju.ż dawno by przyłożyła jej za takie numery, jakie wyczyniała. Moja teściowa się jej boi postawić, bo tamta jest gotowa odseparować ją od wnuków (ma dwoje dzieci). Postanowiłam ją olewać i nie spotykać się, dlatego święta wyglądają za każdym razem komicznie, bo teściowa musi oddzielnie się spotykać z nami i z nimi. Teraz też tak było. Wspólna dyskusja i rozwiązanie konfliktu jest nie możliwe, bo za każdym razem gdy wyciągam do tej dziewczyny rękę, ona pluje mi w twarz. Poprostu czuje przewagę, bo jest starsza i jest dłużej w tej rodzinie. Ta cała sytuacja ciągnie się już 9 lat, bo od tylu znam męża. Przez to cała rodzina jest podzielona, bo nie wiedzą jak się zachować, gdyż zapraszając np. na wesele, wiadomo, że któraś strona się nie pojawi przez drugą...i niestety tą rezygnującą stroną jesteśmy zazwyczaj my. Jak mam sobie poradzić z tym konfliktem? Co byście zrobiły?