Dodaj do ulubionych

synowa vs synowa (długie)

14.04.09, 11:42
Moja teściowa ma dwóch synów. Pierwsza synowa ma prawie 40 na karku i jest w rodzinie od 12 lat. Ja mam 25 i po ślubie jestem 3 lata. Od samego początku jestem nieakceptowana przez tamtą synową. Dla mnie to śmieszne, bo kobieta ma już swoje lata a zachowuje się jak zazdrosna smarkula. Ewidentnie widzi we mnie konkurencję i za wszelką cenę chce mnie "wytępić". Zaczęło się od pretensji do mojego męża, że odkąd mnie poznał nie odwiedza już tak często swojego brata i jej. Potem zrobili mojemu mężowi chamstwo zapraszając go na chrzestnego swego dziecka w ostatnim momencie tylko dlatego, że komuś innemu nie pasowało. Mąż odmówił i tu już na dobre się zaczęło. Jej zdaniem wszystkiemu winna jestem ja. Nie wiem jak mi się to udało, ale w ciągu tych paru lat ona nigdy nie usłyszała ode mnie złego słowa, tymczasem sama wciąż mnie atakowała. Jak tak z boku na to spojrzę to sama uważam siebie za naiwniaczkę, bo pewnie nie jedna z Was ju.ż dawno by przyłożyła jej za takie numery, jakie wyczyniała. Moja teściowa się jej boi postawić, bo tamta jest gotowa odseparować ją od wnuków (ma dwoje dzieci). Postanowiłam ją olewać i nie spotykać się, dlatego święta wyglądają za każdym razem komicznie, bo teściowa musi oddzielnie się spotykać z nami i z nimi. Teraz też tak było. Wspólna dyskusja i rozwiązanie konfliktu jest nie możliwe, bo za każdym razem gdy wyciągam do tej dziewczyny rękę, ona pluje mi w twarz. Poprostu czuje przewagę, bo jest starsza i jest dłużej w tej rodzinie. Ta cała sytuacja ciągnie się już 9 lat, bo od tylu znam męża. Przez to cała rodzina jest podzielona, bo nie wiedzą jak się zachować, gdyż zapraszając np. na wesele, wiadomo, że któraś strona się nie pojawi przez drugą...i niestety tą rezygnującą stroną jesteśmy zazwyczaj my. Jak mam sobie poradzić z tym konfliktem? Co byście zrobiły?
Obserwuj wątek
    • babowa Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 11:47
      przestałabym wyciagać te reke
      i chodziłabym na wszelkie zaaproszenia rodzinne mając w doopie fochy
      tamtej, starałabym się zyc w dobrej komitywie z teściami i przestała
      przejmować durną szwagierką
      ja wiem ,ze łatwo pisać ale tak bym robiła
      • anusia1912 Re: synowa vs synowa (długie) 06.07.09, 22:14
        Kurde skąd ja to znam!Normalnie nie wierze że mogą byc jeszcze na świecie takie sytuacje w jakiej i ja jestem. Bratowa mojego męża robi dokladnie to samo! "wiesz mnie lubią a Ciebie nie"-cytatsmile
        Ja ją już zaczelam olewac bo nic innego nie pomagało!
        • katarz1 Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 12:53
          Może nie powinnam sie wychylać, ale powiem jak to wygląda z drugiej strony. Brat
          mojego męża spotykał się kiedyś z taką panną. Była bardzo pewna siebie, wręcz
          bez hamulców, potrafiła przy niedzielnym obiedzie u babci opowiadać że jest
          niewyspana bo całą noc baraszkowali z A. albo opieprzyc go bez ogródek, że
          zrobił jej malinke na szyi. Ja rozumiem, że można sobie zażartować na grillu u
          znajomych, ale babcia była dośc skonsternowana. Dziewczę było wylewne,
          nietaktowne, obrażalskie i kłótliwe i zadawało osobiste pytania. Osobiście
          przestałam ja lubic gdy zaczęła natarczywie i publicznie dopytywac się ile
          dokładnie zarabiam i nie docierało żadne tłumaczenie że nie mam ochoty
          odpowiadać. Może w jej domu, jej środowisku to było powszechnie przyjęte, że
          panuje bezwzględna swoboda, ale w tej akurat rodzinie patrzono na nią krzywo.
          I konkluzja: może podobnie jest u ciebie? może pewne twoje zachowania, słowa nie
          pasują do konwencji która przyjęła rodzina męża?
          • heniahenkowska Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 23:12
            Ale z tego,co ona pisze wcale nie wynika,ze tesciowa jej nie lubi, ze trztyma
            strone tamtej. POnadto nie rozumiem - czy Wasze KONWENCJE jak to napisalas sa
            jedyne i sluszne? Skoro oczekujesz podporzadkowania sie i tolerancji waszych
            zwyczajow to moze nalezaloby wykazac sie tolerancja faktu,ze ktos moze miec te
            zwyczaje nieco inne, wyniesc takie a nie inne nawyki z domu. Jesli z tego podowu
            nie lubisz swojej konkurencji to gratuluje i wrzucam zarowno ciebie jak i
            opisana 40-latke do worka zazdrosnych, zakompleksionych podstarzalych pind,
            ktore nie sa w stanie tolerowac mlodych kobiet z sobie tylko znanych przyczyn.
            Wybacz,ale Twoje tlumaczenie jest conajmniej puste, proste i zgrzybiale.
            Przy okazji dopisze,ze moja wypowiedz jest obiektywna w stosunku do postu
            nadrzednego, poniewaz mnie taka sytuacja nei dotyczy - moj maz nie ma brata,
            jedynie dwie nader dziwne siostry, ktorych sposobu bycia i charakteru nie uwazam
            za fajny (wrecz przeciwnie - zreszta maja po 30 i 35 lat i jeszcze nie mialy
            partnera zyciowego), to jednak akcpetuje i toleruje starajac sie zrozumiec,ze
            pochodza z zupelnie innego regionu kraju, z zupelnie innej rodziny, sa zupelnie
            inaczej wychowane, maja zupelnie inne problemy...krotko mowiac dogadujemy sie,
            bo nie kazdy czlowiek jest i musi byc taki sam.
            • katarz1 Re: synowa vs synowa (długie) 08.07.09, 09:23
              > Ale z tego,co ona pisze wcale nie wynika,ze tesciowa jej nie lubi, ze trztyma
              > strone tamtej.
              Napisałam - rodzina patrzyła na nią krzywo. Dotyczy to tez teściowej. Po prostu
              nie przypadła do gustu tej akurat rodzinie. Co nie znaczy że w jakiejś innej nie
              będzie ukochaną synową.

              POnadto nie rozumiem - czy Wasze KONWENCJE jak to napisalas sa
              > jedyne i sluszne? Skoro oczekujesz podporzadkowania sie i tolerancji waszych
              > zwyczajow to moze nalezaloby wykazac sie tolerancja faktu,ze ktos moze miec te
              > zwyczaje nieco inne, wyniesc takie a nie inne nawyki z domu.
              Napisałam - pewnie w jej rodzinie konwencje były inne. Ale akurat w tej rodzinie
              sa takie właśnie. Może sobie oczywiście życ i komunikować się po swojemu, ale
              potem będzie wylewac łzy na forum że "nie wiadomo dlaczego teściowa jej nie
              lubi". Chcąc byc częścią jakiejś rodziny trzeba uszanowac przynajmniej
              podstawowe ich zwyczaje - to własnie ta tolerancja o której napisałaś.
              Tolerancja potrzebna jest po obu stronach. Takie jest moje zdanie.

              Jesli z tego podow
              > u
              > nie lubisz swojej konkurencji
              Konkurencja? W jakiej dziedzinie? Nigdy nie postrzegałam relacji z rodzeństwem
              męża w kategorii konkurencji...

              to gratuluje i wrzucam zarowno ciebie jak i
              > opisana 40-latke do worka zazdrosnych, zakompleksionych podstarzalych pind,
              Mam 27 lat.

              > ktore nie sa w stanie tolerowac mlodych kobiet z sobie tylko znanych przyczyn.
              Toleruje młode kobiety bez problemu. Większośc moich znajomych kobiet nie
              przekroczyła 30-tki, nie mam problemu z ich istnieniem. Inna sprawa że nie
              każdego muszę lubić, a niektórych moge po prostu nie lubić. Akurat ta osoba ma
              takie cechy, że jej nie polubiłam.

              > Wybacz,ale Twoje tlumaczenie jest conajmniej puste, proste i zgrzybiale.
              Wybaczam.
      • heniahenkowska Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 23:16
        Ja bym zrobila dokladnie to samo. Olala ta podstarzala prukwe i robila
        swoje,czyli zyla normalnym rodzinnym zyciem. Zreszta tym chetniej zjawialabym
        sie na roznych imprezkach wiedzac, jak bardzo moje towarzystwo bedzie tamta
        gnebic. Skoro jest zazdrosna to Twoja obecnosc na imprezkach powodowala bedzie u
        niej duuuzy dyskomfort - z pewnoscia jestes ladniejszy,chcby dlatego ze mlodsza,
        a pewnie to ja najbardziej rusza. Ponadto w tensposob poakzesz,ze wszystko to po
        Tobie splywa,a wiesz...czlowiek ktory nie je umiera, kwiatek ktorego sie nie
        podlewa wiednie...dla niej to,ze sie tym przejmujesz, a ona czuje wyzszosc to
        pozywka. Niech wiec zdechnie.
        • samira33 Re: synowa vs synowa (długie) 08.07.09, 02:03
          Tylko która z nich jest tą starą podstarzałą prukwą?
    • zetaga11 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 11:50
      powinnaś się na nią wypiąc i nie zwracać uwagi, żyć jakby jej nie
      było. A jak teściowa, staje po jej stronie czy stara siebyć
      obiektywna?
      • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 11:54
        Tego nie jestem pewna, bo możliwe, że mi stara się pokazać, że jest po mojej stronie, a jej że jest po jej stronie.
    • osa551 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 11:51
      Zajęłabym się swoim życiem kompletnie olewając szwagierkę, również to gdzie się
      pojawi a gdzie się nie pojawi i dlaczego.
    • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 11:52
      Właśnie na początku tak próbowałam robić, jeszcze do listopada tamtego roku chodziłąm na spotkania i starałam się nie zwracać na nią uwagi. Nie dało się... Wciąż były jakieś aluzje do mnie, chamskie odzywki, a to mnie niby przypadkiem potrąciła biodrem, albo jak miała porozkładać sztućce na stół, to gdy przyszło jej rozłożyć przy talerzach moim i męża to ostentacyjnie rzuciłana środek stołu. Dlatego właśnie wymiękłam, bo nie wytrzymałam tego już.
      • nutka07 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 11:59
        Co za chamka! Ludzie maja tupet.

        A co barcia na to? Rozmawiali ze soba na ten temat?

        Tesciowej nie wciagaj rozmowami w temat, jak sama cos powie dalabym jakis luzny
        komentarz i tyle.

        W sumie chcialam Ci radzic, zebys ja olewala i dalej chodzila ale widze, ze
        miarka sie przebrala.

        A jak ona te noze rzucila to ktos cos powiedzial???
        • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:04
          Coś Ty, ludzie się jej boją zwyczajnie. Ma taki jakiś sposób bycia, że nikt jej nie podskoczy. Przez to wszystko mój mąż z bratem nie utryzmują prawie kontaktów. Kiedyś dla przykładu umówili się na wspólny wypad na rowery, a gdy mój mąż do nich zawitał, tamta się rozpłakała, że ona się nie liczy itd, że zostanie sama, mimo, że wiedziała od dawna o tych rowerach. Umie doskonale grać.
        • daga_1 Re: synowa vs synowa (długie) 08.07.09, 10:42
          A może uważała, że Ty jako młodsza powinnaś rozkładać te sztućce? Bo może
          przychodzisz i czekasz na gotowe? Może powód jej niechęci nie leży tam gdzie Ty
          go widzisz? Przyjrzyj się też uwaznie swojemu zachowaniu. Nie mówię tego
          złośliwie, ale czasami szukamy nie tam gdzie trzeba.
      • cudko1 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:05
        a może tak zacząć chodzić na te spotkania (wydaje mi się że baba
        osiągnęła swój cel pozbywając sie Ciebie z otoczenia a to chyba nie
        o to chodzi??) i następnym razem gdy zacznie sypac alucjami tudziueż
        Cię trącać czy rzucac sztućcami czy innymi miskami po prostu przy
        wszystkich głośno zapytac o co właściwie jej chodzi?? przytoczyć
        kilka klarownych sytuacji gdy potraktowała Cię nie właściwie. Może
        kobiecie zrobi się głupio i wstyd??

        ps. a i mi się wydaje że laska jest po prostu zazdrosna o twoją
        młodość i w ogóle. No niektóre tak mają po prostu.
        • samira33 Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 14:46
          Zazdrosna o jej młodość, powiadasz? Ona pisze, że tamta ma prawie 40
          lat na karku. To konkretnie ile ma lat? 35? 38? Może to "młoda" jest
          zazdrosna o "starszą", bo w tym wieku, to różnicy 10 lat może nie
          być wcale widać, a może "starsza" jest ładniejsza, lepiej
          wykształcona?
          • jacek226315 Re: synowa vs synowa (długie) 08.07.09, 08:04
            samira33 napisala:
            > ...a moze starsza jest ladniejsza,lepiej wyksztalcona?
            Mysle ,ze gdybybyla wyksztalcona bylaby na jakims
            poziomie.Chociaz ,jak to sier mowi "nie pomoga doktoraty......"
            • samira33 Re: synowa vs synowa (długie) 08.07.09, 17:49
              Jak na razie główne zarzuty przeciwko tej drugiej, starszej synowej,
              to rzucenie sztućcami (wrażenie subiektywne) i potrącenie w
              przejściu (ocena również bardzo subiektywna), czyli kompletne bzdury.
    • ally Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:02
      P
      > otem zrobili mojemu mężowi chamstwo zapraszając go na chrzestnego swego dziecka
      > w ostatnim momencie tylko dlatego, że komuś innemu nie pasowało.


      no to już przegięcie, nie darowałabym suce

      wink
    • zetaga11 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:07
      No to problem jest głębszy, tamta pani czuje się jak w swoim
      folwarku...Myśłi że skoro jest starsza to wszystko jej wolno,
      niezazdroszcze!! Wstrętne babsko
      Ale unikając jej nie wiele zyskujesz, ma coraz większe
      przeświadczenie że wygrywa
      • attiya Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:16
        hmmm a może powiedz jej przy okazji, że nie dziwisz się jej postępowaniu, bo
        będąc tak brzydką i starą też na jej miejscu byłabys zazdrosna o młodą, mądrą,
        śliczną dziewczynę....aha i koniecznie dodaj, że kulturalną dziewczynę smile
        • zetaga11 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:17
          attiya napisała:

          > hmmm a może powiedz jej przy okazji, że nie dziwisz się jej
          postępowaniu, bo
          > będąc tak brzydką i starą też na jej miejscu byłabys zazdrosna o
          młodą, mądrą,
          > śliczną dziewczynę....aha i koniecznie dodaj, że kulturalną
          dziewczynę smile


          TAK TAK TAK
          • nutka07 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:28
            W zadnym wypadku. Nie mozna rownac w dol!
            • attiya Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:34
              nutka07 napisała:

              > W zadnym wypadku. Nie mozna rownac w dol!

              zgadzam się ale jeśli spokojne, wyważone i mądre zachowanie nie skutkuje to
              trzeba czasem przysłowiowo walnąć pięścią w stół....zgodnie z zasadą jestem miła
              dla miłych osób....inaczej często nie działa
              • nutka07 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:40
                To tez racja.
    • peresia Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:09
      P
      > otem zrobili mojemu mężowi chamstwo zapraszając go na chrzestnego
      swego dziecka
      > w ostatnim momencie tylko dlatego, że komuś innemu nie pasowało.
      Mąż odmówił i
      > tu już na dobre się zaczęło.

      Dorośli ludzie a zachowują się gorzej niż dzieci w piaskownicy...
      • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:11
        Może i masz rację, ale ja nie miałam żadnego wpływu na decyzję męża. Ujął się ambicją i już. Było mu zwyczajnie przykro, że jest jedynym bratem, a chciano go zaprosić na chrzestnego tylko dlatego, że ktoś w ostatniej chwili nie zrobił bierzmowania...
    • zetaga11 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:27
      Chlera z tej baby nie przciętna,i z drugiej strony taka duża i
      płacze bo sama zostanie..dobre.
      Trochę Cię rozumiem, żeby z takim babskiem wyjść na wojenną ścieżkę
      i to w obecności śwaidków bo trzeba być pyskatym, a wydaje mi sie że
      autorka jest raczej spokojna i woli skapitulować, niz sie narazić.
      Poszła bym na najbliszą wspólną imprezę i udawała że jej tak nie ma
      a w sytuacji jak się czepiać to powiedzieć jej o co tak włąściwie
      jej chodzi? czemu cię nie lubi? i ajk ma jakiś problem to niech
      porozmawia z Tobą na osobmności a nie zachowuje sie jak małe
      dziecko. Oczywiscie wymagany spokó i opanowanie niezbędnie
    • paskudek1 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:31
      widzę tutaj dwa problemy
      1. to Twój problem z bratową męża
      2. problem męża z bratowąsmile
      w pierwszym przypadku juz CI któaś dziewczyna poradziła dobrze. Moze to i drastyczne ale chyba jedyne wyjście z sytuacji. NAstaw się na konfrontację i w jakims momencie, przy możliwie dużej ilości świadków po prostu zapytaj ja czego chce i czemu się czepia. I pod żadnym pozorem nie pozwalaj na chamskie zaczepki. PO prostu odcinaj się tak samo
      Druga sprawa czyli ograniczenie kontaktów braci to już gorsza rzecz i panowie powini to sami między sobą załatwić. Oczywiście pytanie czy braciszkowi żona już całkowicie przesłoniła świat czy jednak rodzina ma dla niego jeszcze jakieś znaczenie.
      • nutka07 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:34
        Ja uwazam, ze nie powinna przyjmowac sposobu zachowania bratowej. Tj. odpowiadac
        chamsko. Straci na tym. Jasny i stanowczy komunikkat. Nie popychaj mnie! Nie
        odzywaj sie w ten sposob do mnie!

        Swoja droga nie pojete dla mnie, ze cala rodzina siedzi cicho.

        Ps. strach pomyslec jaka bedzie tesciowa wink
      • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:36
        Odpowiem tak, ona szantażuje swojego męża. Gdy braliśmy ślub powiedziała mu, że jak pójdzie, to nie ma po co wracać do domu. Nie przyszedł. Gdy chrzciliśmy dziecko, przyszli tylko do kościoła, dali kartkę, na której podpisał się tylko brat. Podeszłam do niej się przywitać pod kościołem i jeszcze głupia powiedziałam "dziękuję że przyszłaś", a ona tylko pojrzała na mnie z ironią i nie odezwała się słowem. Najbardziej żal mi naszych dzieci, bo nasz synek przez nią praktycznie nie zna swoich kuzynów. Nie życzę nikomu takiej sytuacji, naprawdę.
        • czar_bajry Re: synowa vs synowa (długie) 16.04.09, 13:18
          powiedziała bym babie co o niej myslę
          chodziła na wszystkie imprezy rodzinne i miała w d... fochy tamtej
          pogadała z teściową aby robiła jedną imprezę a jak tamta nie chce to
          niech nie przychodzi
          NIE DAŁA SIĘ TERORYZOWAĆ
    • problemnaraz Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 12:53
      w zasadzie mam identyczną sytuację, tylko to ja występuję w roli tej
      bratowej - starszejsmile
      trudno mi w mojej sytuacji posądzić mnie o zazdrość o urodę i
      młodość - bo w jesteśmy prawie rówieśniczkami(rok różnicy)

      laski po prostu organicznie nie trawię
      inna sprawa, że nie popycham jej, nie atakuję słownie(ona ostatnio
      traci zimną krew chyba i próbuje mnie potrącać, zajmować moje
      miejsce i ogólnie stosuje różne sztuczki z poradników)
      po prostu wydaje mi się, że jej nie widzę.

      co do imprez rodzinnych -
      nie zdarzyło się, by rodzina była wciągnięta w nasz konflikt, bywamy
      na tych samych imprezach zgrabnie się omijając i tyle.

      co do braci - kontaktów nie zabraniam, ale faktycznie do nich też
      nie dążę. jeśli brat ma z tym problem, to zawsze może zaprosić do
      siebie męża z dziećmi i już.

      najbardziej mnie śmieszy postawa teściów - nie wiedzą kompletnie co
      ze mną zrobić? ignorować nie mogą, bo grozi to separacją, rozmawiać
      się boją - bo mogą za dużo usłyszeć
      dziwię się też mężowi, że nie rozmawia o tej sytuacji z bratem? ale
      może nie ma o czym?
      oczywiście teściowie za winną tej sytuacji uważają mnie(raczej
      słusznie) i mam ich z głowy, za to drugą sytową zaczęli bardzo
      lubić - ona też ich zresztą, więc tam rodzinna sielanka kwitnie.

      nie pytajcie mnie tylko o genezę konfliktu, ale mogę was spokojnie
      zapenwić, że nie chodzi o zazdrość, tudzież niewyleczone kompleksy.
      to zupełnie inna półka problemów - i chyba nie tylko moichsmile

      • anusia_magda Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 13:25
        Hmmm to ja do Was dołączam. Mam tak jak Ty tzn. ja jestem starsza,
        jesteśmy z mężem samodzielni a druga synowa mnieszka z teściami
        jest b.młoda, jeszcze w trakcie studiów i mnie nie cierpi , tak
        dokładnie nie wiadomo za co. Dużo by opowiadać o relacjach , ale
        przez to wszystko nie chce mi sie jeździć do teściów i ogólnie mnie
        to bardzo gryzło, bo to dla mnie porażka jeśli czuję z czyjejś
        strony nienawiść. Tamta za to uwielbia przyrodnie rodzeństwo męża i
        strasznie się podlizuje. I jeszcze dodam, że mimo dużej różnicy
        wieku to ja jestem bardziej kobieca a ona typem chłopczycy ( w
        zachowaniu też) więc ogólnie nie mam czego zazdrościć. Ale przez tą
        sytuację czuję się na marginiesie..
    • zetaga11 do mimka23 14.04.09, 13:13
      JAk widzisz to mozę nie chodzi o Ciebie , tylko ona na problemy ze
      sobą, więc ja ignoruj, a jak będzie zaczepiać to nie popychaj mnie,
      koło mojego talerza też połóż sztucće ...
      • e.logan Re: do mimka23 14.04.09, 13:22
        Jestem przekonana ze jesli autorka zacznie sie zachowywac tak jak
        starsza synowa to obruci sie to przeciko niej.Da silne argumenty
        tamtej drugiej ze to co o niej mowila/sadzila bylo prawda. Ludzie
        nie lubia sie mieszac w czyjes spory ,zwady chodzby dlatego unikaja
        jawnych konfrontacji.Ale chodzby teraz nie wierzyli w to co ona mowi
        o Tobie/robi Tobie to gdy ty zczniesz sie zachowywac podobnie zaczna
        sie zastanawiac czy aby moze X nie miala racji, moze oni sami cos
        nie zauwazyli a ty sie dobrze jedynie maskowalas?.

        Dlatego radze usmiech na twarz i wielka ingnornacje. To nic ze tamta
        przegina, jesli was zaproszono na to wesele to na nie idzcie i sie
        dobrze bawcie. To najbardziej ja zaboli a nie wasza nie obecnosc.
    • karra-mia Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 14:50
      a dlaczego macie rezygnowac z imprez? Ja bym poszła, a ją bym
      traktowała jak daleką ciotkę, z która nic cię nie łączy, poza dzień
      dobry. Póki będziesz ustępować, póty ona będzie czuć swoją przewagę.
      Pokazałabym jej, że mam ją w d.pie i tyle.
    • elena70 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 18:08
      w pierwszej chwili, gdy przeczytałam początek myślałam że to o nas.
      Ja jestem starszą synową, moja szwagierka jest w rodzinie od dwóch
      lat. Nie lubimy się, niestety. Ale to ja wyciągałam rękę bez
      rezultatu. Ciągle mi dogaduje, zawsze ma jakieś uszczypliwe uwagi.
      Nie lubimy się z teściową, więc to ona jest ukochaną synową. Są dwa
      lata po ślubie i ani raz nie zaprosili nas do siebie. Podobno mają
      bardzo ciasno. My ich zapraszamy na urodziny dzieci, święta i
      grille. Rewanżu nie doczekaliśmy się nigdy. Sądzę, że nigdy wina nie
      leży po jednej stronie. Ani w moim przypadku, ani pewnie w przypadku
      autorki wątku.
      • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 20:36
        Hmmm, no co do tej winy, to akurat w tym przypadku za cholerę nie widzę powodu, dla którego mogłam aż tak podpaść... No chyba że uznać, że moją winą jest w ogóle pojasienie się u boku męża. Może ona zakładała, że ten zostanie na zawsze starym kawalerem i tylko ona będzie wiodła prym w roli synowej. Sama nie ma rodziców i jest niesłychanie zaborcza wobec mojej teściowej, ale to już inny, odrębny temat.
        W każdym razie oprócz postawienia się chyba nic mi więcej nie pozostaje. Tylko faktycznie muszę to zrobić przy świadkach i w sposób kulturalny, żeby nie dać jej przewagi. Tylko jeszcze muszę nabrać odwagi na taką konfrontację, a tu może być gorzej.
        • vocativa Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 21:08
          mimka23 napisała:

          Sama nie ma rodziców i jest niesłychanie zaborcza wobec mojej teściowej, ale to
          już inny, odrębny temat.

          A może właśnie nie taki odrębny temat,tylko jest to właśnie geneza problemu?
          Może czuje się zazdrosna o uwagę jaką teściowa Tobie poświęca?

          W każdym razie tak jak piszesz i jak pisali inni moim zdaniem powinnaś spróbować
          się jej kulturalnie,ale stanowczo postawićsmile
          Chociaż, rozumiem,że może być Ci trudno bo sama nie cierpię konfrontacji.

          Pozdrawiam Cię serdecznie i powodzeniasmile
          • fajka7 Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 22:28
            No wiec wlasnie - tez mnie to uderzylo. To wyglada wlasnie na glowny
            temat.
            Plus brak odwagi - boisz sie, to sobie pozwala. Cala rodzina sie jej
            boi, bo nikt nie reaguje. A takie osoby czesto trywialnie prosto sie
            rozbraja metoda prostych kulturalnych naiwnie oczywistych
            konfrontacji na biezaco. Czyli ona rzuca sztuccami, a Ty ze slodkim
            usmiechem pytasz glosno "Basiu dlaczego rzucasz sztuccami dla
            nas?", "Basiu dlaczego mnie popychasz?" "Basiu co masz na mysli?
            Mozesz rozwinac? Alez rozwin prosimy" itd itp
            Najprostsza droga do osmieszenia oprawcy. Tylko to trzeba umiec
            zrobic.
        • black_tangens Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 13:19
          mimka23 napisała:

          > Hmmm, no co do tej winy, to akurat w tym przypadku za cholerę nie widzę powodu,
          > dla którego mogłam aż tak podpaść... No chyba że uznać, że moją winą jest w og
          > óle pojasienie się u boku męża. Może ona zakładała, że ten zostanie na zawsze s
          > tarym kawalerem i tylko ona będzie wiodła prym w roli synowej. Sama nie ma rodz
          > iców i jest niesłychanie zaborcza wobec mojej teściowej, ale to już inny, odręb
          > ny temat.

          Jesli ona nie ma rodzicow to moze to jest powodem jej dziwnego
          zachowania, ze czuje sie samotnie jak tylko jej maz zniknie z horyzontu? Mysle,
          ze powinnas na nia spojrzec jak na chorego czlowieka, delikatnie "olac" i
          chodzic na imprezy rodzinne.
          P.S. Tez mam w rodzinie meza osoby, ktora nie trawie: sa to jego siostra i jej
          corka. A nie trawie je dlatego, ze jak mnie pierwszy raz zobaczyly to zaczely
          zadawac wscibskie pytania i robily wszystko, zeby nas rozlaczyc. sad Moze czyms
          po prostu urazilas te kobiete; moze cos powiedzialas przy pierwszych spotkaniach
          co ja obrazilo? Wez pod uwage, ze ona jest raczej przewrazliwiona osoba.
        • teresazajac Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 21:30
          Zgadzam się że trzeba doprowadzić do konfrontacji,ale proponuje
          nieco inne rozwiązanie. Gdy ta np. rzuci sztućce powiedzieć dziękuje
          kochana że nam je podałaś, gdy popchnie oj przepraszam nie chciałam
          oczywiście z cudownym m, przemiłym usnmiechem na ustach. Stosuj
          rozwiązanie których się kompletnie nie spodziewa- gwarantuje że albo
          odpuści albo puszczą jej nerwy przy świadkach i będziesz mieć ją z
          glowy! Trzymam kciuki.
      • kogucik.2972 Re: synowa vs synowa (długie) 06.07.09, 17:52
        do elena70 - śledząc wypowiedzi na innych forach, naprawdę trudno się dziwić, że
        wszyscy chcą się trzymać jak najdalej
    • deodyma Re: synowa vs synowa (długie) 14.04.09, 23:48
      jak ktoras wyzej napisala z forumek, przestan wyciagac reke do tego
      babola, bo to nie ma najmniejszego sensu.
      olej ja na calego. nie zwracaj uwagi na nia i na jej humory.
      a poniewaz atmosfera jest napieta, nie spotykaj sie z nia i tyle.
      ignorancja boli najbardziej.
    • izazdo opinia mediatora 15.04.09, 12:02
      Jestem po studiach podypl. z mediacji i - jesli naprawde szukasz rady, a nie
      tylko utwierdzenia we wlasnym stanowisku - powiem Ci, jak to wyglada z mojej
      perspektywy jako mediatora.

      Zadnej z udzielonych powyzej rad na Twoim miejscu bym nie posluchala, poniewaz
      doprowadza wylacznie do eskalacji konfliktu.

      Zwróć uwagę, co piszesz o tamtej kobiecie:
      - Ewidentnie widzi we mnie konkurencję i za wszelką cenę chce mnie "wytępić"
      [przyczyna może być zupełnie inna]
      - kobieta ma już swoje lata a zachowuje się jak zazdrosna smarkula [oceniasz]
      - zrobili mojemu mężowi chamstwo [oceniasz]
      - w ciągu tych paru lat ona nigdy nie usłyszała ode mnie złego słowa [okazać
      negatywne emocje można także niewerbalnie]
      - Poprostu czuje przewagę, bo jest starsza i jest dłużej w tej rodzinie. [twoja
      diagnoza, niekoniecznie słuszna]


      >Wspólna dyskusja i rozwiązanie konfliktu jest nie możliwe, bo za >każdy
      > m razem gdy wyciągam do tej dziewczyny rękę, ona pluje mi w twarz


      Jesli wychodzisz z zalozenia, ze ona zachowuje sie nieracjonalnie i strzela
      fochy z zazdrosci, chce zawładnąć teściową, bo nie ma własnych rodziców i udaje
      różne emocje, a ponadto jest szantazystka, to nie dziw sie, ze próby
      porozumienia spełzają na niczym. Nie dogadacie sie, dopóki nie uwierzysz, że
      Twoja ocena jej motywacji prawdopodobnie jest błędna i ona nie jest do Ciebie
      wrogo nastawiona tylko dlatego, że pojawilas sie w zyciu brata jej meza.

      Moja propozycja:
      - ABSOLUTNIE nie doporowadzac do konfrontacji przy swiadkach, to tylko zaostrzy
      konflikt, a nic konstruktywnego z tego nie wyniknie
      - nie zauwazac zlosliwych zachowan, wszystko brac za dobrą monete (rzucila
      sztuccami? niechcący wypadły jej z ręki. Potrąciła cie biodrem? widocznie jej
      sie w glowie zakrecilo)
      - porozmawiac z nią, ale W CZTERY OCZY, najlepiej z mediatorem calkowicie z
      zewnatrz (jest masa ludzi, ktorzy w mediacji zawodowej stawiaja pierwsze kroki i
      swiadcza takie uslugi za niewielka cene). Trzeba ustalić, jak sytuacja wyglada z
      jej perspektywy, jak ona sie czuje, jak CIe postrzega, jakie ona widzi wyjscie z
      tej sytuacji itp. Bez życzliwego podejscia do niej nigdy sie z nia nie dogadasz,
      bo nie dowiesz sie, o co jej chodzi. A prawdziwa przyczyna moze byc calkowicie
      dla Ciebie niedostrzegalna.
      • sylwiawkk Re: opinia mediatora 15.04.09, 13:10
        czesc, jakbym czytała o sobie ,choć u nas nie jest tak az drastycznie
        ja jestem tez ta młodsza, od poczatku mnie nie polubiła i była zazdrosna ,i z
        doswiadczenia ci powiem że nic na to nie poradzisz,
        ja próbowałam z nia sie jakoś dogadac i nawet mi sie udało, \
        ale nie mam co liczyc na rewanż w jakims małym stopniu chociaż
        ja opiekowałam sie jej dziećmi ile tylko chciala ,ona moich nawet na kolana nie
        weźmie z własnej woli
        ja kupowałam kartki na urodziny i dawałam prezenty oni nawet nie zadzwonili
        ja ugościłam jej 2 synów u nas [mieszkamy za granica] ona jak tylko wspominam o
        tym że jej podrzuce nasze dziewczyny chociaz na jeden dzień to sie wypiera jak
        tylko może
        teściowa nie jest stronnicza ,nawet stara sie nas zbliżać do siebie
        bracia ,bez problemu pogodzili sie z sytuacja i jesli bedzie trzeba to zawsze
        moga na siebie liczyć
        życze ci powodzenia, i nie licz na cud.
      • gaskama Re: opinia mediatora 15.04.09, 13:20
        Moim zdaniem udzieliłaś zbyt rozsądnej i wyważonej odpowiedzi, w
        której założyłaś, że autorka wątku chce rzeczywiście dojść do
        porozumienia ze szwagierką.
        • ledzeppelin3 Re: opinia mediatora 15.04.09, 16:47

          > której założyłaś, że autorka wątku chce rzeczywiście dojść do
          > porozumienia ze szwagierką.


          No właśnie- najpierw zapytaj siebie, czy faktycznie chcesz się
          godzić?
          Czy pogodzenie jest Ci potrzebne, żeby dobrze wyglądać we własnych
          oczach?
          A może przestań się oszukiwać, i zapytaj sibeie "A po ch.. mi
          przyjaźń z kimś, za kom z wzajemnością nie przepadam?"
          No właśnie? Po co? Może odpuść sobie porozumienia na siłę,
          przyjaźnie na siłę i nieznoszenie kogoś. Po prostu ją olej. Nie
          musisz się z nią przyjaźniź, nie musisz się na siłę porozumiewać za
          pomocą mediatora, nie musisz jej też nienawidzić. To mit, że w
          rodzinie wszyscy muszą się kochać i przyjaźnić. Obojętność i luzik
          wyjdą Ci i całej tej sprawie na dobre
          • izazdo Re: opinia mediatora 15.04.09, 17:03
            "A po ch.. mi
            > przyjaźń z kimś, za kom z wzajemnością nie przepadam?"

            jesli wychodzi sie z zalozenia, ze wazne jest tylko to, co MI jest potrzebne, to
            rzeczywiscie nie ma sie motywacji do szukania porozumienia. Niemniej jednak poza
            interesem autorki watku jest tez kwestia relacji miedzy bracmi, na ktora
            animozje miedzy ich zonami rzutują, kwestia relacji kuzynostwa (gdy autorka
            bedzie miala wlasne dzieci) oraz dalszej rodziny, ktora rowniez cierpi
            (tesciowie, dalsi krewni, ktorzy musza wybierac miedzy jedna strona a druga).


            > Nie
            > musisz się z nią przyjaźniź, nie musisz się na siłę porozumiewać za
            > pomocą mediatora, nie musisz jej też nienawidzić. To mit, że w
            > rodzinie wszyscy muszą się kochać i przyjaźnić.


            Oczywiscie nie trzeba sie przyjaznic z wszystkimi w rodzinie, ale stosunki
            powinny byc na tyle poprawne, aby nie komplikowaly zycia i nie zatruwaly innych
            relacji rodzinnych. A tu zatruwaja.


            > Obojętność i luzik
            > wyjdą Ci i całej tej sprawie na dobre

            Autorka watku juz probowała "olewać" sprawe, ale nic to ni pomoglo, i wcale mnie
            to nie dziwi. Udawanie, ze problemu nie ma sprawia tylko, ze nabrzmiewa on
            jeszcze bardziej i eksploduje w najmniej oczekiwanym momencie, bo poczucie
            krzywdy po obu stronach bedzie narastalo.
            • ledzeppelin3 Re: opinia mediatora 15.04.09, 21:33
              jesli wychodzi sie z zalozenia, ze wazne jest tylko to, co MI jest
              potrzebne, t
              > o
              > rzeczywiscie nie ma sie motywacji do szukania porozumienia.

              A więc jeśli ktoś mnie nie znosi, muszę robić wszystko, żeby go do
              siebie przekonać? Mediatorzy zawsze każą klientom robić z siebie
              podnóżek? Nie sądzę.
              Niemniej jednak poz
              > a
              > interesem autorki watku jest tez kwestia relacji miedzy bracmi, na
              ktora
              > animozje miedzy ich zonami rzutują,

              Relacje kuleją nie z winy autorki wątku. Dla mnie to brednie: ktoś
              mnie nie cierpi, więc zatrudnię mediatora, żeby mnie łaskawie
              stolerował.
              A bracia są dużymi chłopcami, poradzą sobie.


              Udawanie, ze problemu nie ma sprawia tylko, ze nabrzmiewa on
              > jeszcze bardziej i eksploduje w najmniej oczekiwanym momencie, bo
              poczucie
              > krzywdy po obu stronach bedzie narastalo.
              >
              Alez mediatorze, to lekki obciach na podstawie mojego postu
              sugerować, że każę udawać, iż problemu nie ma.

              Problemem jest wroga postawa bratowej. I nie zmieni jej żaden
              mediator. I nie musi. Nie wszyscy muszą się kochać i porozumiewać.
              Ludzie są różni, niektórzy się kochają, inni nienawidzą. Można też
              nie przejmować się idiotami (co nie znaczy, że można dawać sobą
              pomiatać). W tym przypadku lepiej zainwestować w kurs asertywności
              niż w mediatora.
              • izazdo Re: opinia mediatora 15.04.09, 22:26
                > A więc jeśli ktoś mnie nie znosi, muszę robić wszystko, żeby go do
                > siebie przekonać? Mediatorzy zawsze każą klientom robić z siebie
                > podnóżek? Nie sądzę.

                Mediator w takich rozmowach jest wlasnie po to, zeby nie dopuszczac do tego,
                zeby ta strona, ktora z jakichs przyczyn ma przewage (jest bardziej wygadna,
                pewniejsza siebie, lepiej wyksztalcona, itp itd), zdominowala rozmowe.


                > Relacje kuleją nie z winy autorki wątku. Dla mnie to brednie: ktoś
                > mnie nie cierpi, więc zatrudnię mediatora, żeby mnie łaskawie
                > stolerował.


                Ktos, z kim musze(*) sie kontaktowac, poniewaz jest czlonkiem mojej rodziny, ma
                najwyrazniej jakis problem w relajach ze mna, wiec ze wzgledu na mojego meza,
                szwagra, tesciow i dzieci postaram sie ustalic przyczyne zlych relacji i moze
                uda sie NAM je naprawic. A skoro nie daje sobie z tym rady sama, to zwroce sie o
                pomoc do specjalisty
                (*) oczywiscie nic nie musze, moge isc na udry albo uniesc sie honorem, ale jak
                w takiej sytuacji beda sie czuli: moj maz, moj szwagier, moje dzieci, moi tesciowie?


                > A bracia są dużymi chłopcami, poradzą sobie.

                Jak wynika z relacji autorki watku jednak sobie nie radza.



                > Alez mediatorze, to lekki obciach na podstawie mojego postu
                > sugerować, że każę udawać, iż problemu nie ma.


                Tak zinterpretowalam slowo "olać".


                > Problemem jest wroga postawa bratowej.

                Problemem jest relacja miedzy dwiema kobietami. Na razie znamy relacje jednej ze
                stron, druga nie miala mozliwosci, aby sie wypowiedziec, a byc moze z jej
                perspektywy sprawa wyglada zupelnie inaczej. Autorka przedstawila swoja
                interpretacje, ale to jest jej subiektywna ocena. Nie ma powodu, aby jej nie
                wierzyc, ale nie mozna rowniez zakladac, ze jej opinie nt motywacji szwagierki
                sa w 100% trafne.


                > I nie zmieni jej żaden
                > mediator.

                Mediacja opiera sie na zasadzie dobrowolnosci. Mediator nikogo nie zmienia,
                nikomu nic nie tłumaczy, nikogo nie przekonuje ani nie orzeka, kto ma racje.
                Jesli strony maja minimum dobrej woli, tzn. uznaja, ze maja problem i chca cos z
                tym zrobic, to mediator pomaga opanowac emocje i rozmawiac konstruktywnie. Jesli
                natomiast jedna ze stron wychodzi z zalozenia, ze przyczyna tkwi w tej drugiej,
                i nie jest otwarta na zmiane tego przekonania (ze problemem jest relacja, a nie
                osoba jako taka) to rzeczywiscie nie widze szans na porozumienie.


                > Nie wszyscy muszą się kochać i porozumiewać.
                > Ludzie są różni, niektórzy się kochają, inni nienawidzą.

                Skoro autorka watku opisuje problem na forum i prosi o rade, to znaczy, ze nie
                wystarcza jej powyższe załozenie.


                > Można też
                > nie przejmować się idiotami (co nie znaczy, że można dawać sobą
                > pomiatać). W tym przypadku lepiej zainwestować w kurs asertywności
                > niż w mediatora.

                Asertywnosc ma jedna wade: "działa" tylko w rozmowie. Nie chroni przed
                agresywnymi zachowaniami za plecami (sabotazem dzialan, podkopywaniem opinii
                innych itp.). Tu potrzeba przeciecia wrzodu, a nie jego pudrowania.

                Ale - jak juz ktos wspomnial - wychodze z zalozenia, ze autorka watku naprawde
                szuka porady i wyjscia z sytuacji, a nie jedynie przytakniecia forumowiczek.
                • ledzeppelin3 Re: opinia mediatora 16.04.09, 11:52
                  Ktos, z kim musze(*) sie kontaktowac, poniewaz jest czlonkiem mojej
                  rodziny, ma
                  > najwyrazniej jakis problem w relajach ze mna, wiec ze wzgledu na
                  mojego meza,
                  > szwagra, tesciow i dzieci postaram sie ustalic przyczyne zlych
                  relacji i moze
                  > uda sie NAM je naprawic.

                  Nie widzę powodu do zmuszania kogokolwiek do naprawiania razem ze
                  mną relacji. Dlaczego naiwnie zakładać, że bratowa będzie chciała
                  cokolwiek naprawiać, skoro nie wykazała żadnej, absolutnie żadnej
                  iskry dobrej woli? Na jakiej podstawie planować wspólne naprawianie
                  relacji?
                  jak
                  > w takiej sytuacji beda sie czuli: moj maz, moj szwagier, moje
                  dzieci, moi tesci
                  > owie?

                  Dobry mediator powinien chyba być psychologiem? A pierwsza zasada w
                  pracy z klientem/pacjentem brzmi: dobro innych nie jest ważniejsze
                  niż twoje dobro. Problem jest stawiany na głowie: ktoś ma ze mną
                  problem i wmawia mi się, że to głównie mój problem, bo cierpi przez
                  to szwagier i teściowa. Litości....

                  > Jak wynika z relacji autorki watku jednak sobie nie radza.

                  Cóż, skoro im z tym źle, niech sobie idą na terapię. We dwóch. Albo
                  niech razem samochód umyją.

                  Jesli strony maja minimum dobrej woli, tzn. uznaja, ze maja problem
                  i chca cos
                  > z
                  > tym zrobic, to mediator pomaga opanowac emocje i rozmawiac
                  konstruktywnie. Jesl
                  > i
                  > natomiast jedna ze stron wychodzi z zalozenia, ze przyczyna tkwi w
                  tej drugiej,
                  > i nie jest otwarta na zmiane tego przekonania (ze problemem jest
                  relacja, a nie
                  > osoba jako taka) to rzeczywiscie nie widze szans na porozumienie.


                  Nawet ślepy zobaczyłby brak jakiejkolwiek dobrej woli - na pewno u
                  jednej ze stron, a u drugiej, czyli u autorki wątku- trudno
                  powiedzieć, raczej już też.

                  Cóż, ja nie widzę szans na rolę mediatora w tym sporze. Bo strony
                  nie chcą się porozumieć. A czy to dobrze, czy źle- o, i tu zaczyna
                  się robić ciekawie. Bo niby autorka wątku zakłada, że źle, i sens
                  istnienia mediatora polega na tym, że brak porozumienia to źle. A
                  czy rzeczywiście zawsze TRZEBA się porozumiewać? Nie wystraczy się
                  tolerować, znosić? a nawet nie znosić? Bracia mogą kontaktować się
                  bez żon, ich dzieci również. Jeśli żony się z jakiegokolwiek powdu
                  nie znoszą, może dac im po prostu spokój?

                  > Skoro autorka watku opisuje problem na forum i prosi o rade, to
                  znaczy, ze nie
                  > wystarcza jej powyższe załozenie.
                  >

                  Ja myślę, że niepoków autorki wątku może równie dobrze wynikać z
                  dyskomfortu związanego z brakiem porozumienia w rodzinie, jak
                  również z dyskomfortu związanego z ogólnie panującym przekonaiem, że
                  w rodzinie MUSI byc porozumienie (niczym u Mostowiaków).
                  > Asertywnosc ma jedna wade: "działa" tylko w rozmowie. Nie chroni
                  przed
                  > agresywnymi zachowaniami za plecami (sabotazem dzialan,
                  podkopywaniem opinii
                  > innych itp.). Tu potrzeba przeciecia wrzodu, a nie jego
                  pudrowania.
                  >

                  Błędne założenie. Asertywność to nie tylko rozmowa, to reakcje i
                  reagowanie w różny sposób. Wrzód można przeciąć w otwarty sposób,
                  np. mówiąc bratowej, co nam się nie podoba (naprawdę polecam
                  kurs/podręcznik asertywności! pokaże, jak można bronić się,
                  równocześnie nikogo nie raniąc).
                  > Ale - jak juz ktos wspomnial - wychodze z zalozenia, ze autorka
                  watku naprawde
                  > szuka porady i wyjscia z sytuacji, a nie jedynie przytakniecia
                  forumowiczek.
                  >

                  Naprawdę nie widzę podstaw do takiego założenia. Może obie nie chcą
                  się porozumieć, a autorka wątku chce we własnych oczach wypaść na
                  dobrą i poczciwą. Bo tak trzeba. Bo tak wypada. Bo tak jest
                  przyjęte. A ja chciałabym, żeby zastanowiła się, czy faktycznie MUSI
                  się porozumiewać i zbliżać. Bo zróbmy rewolucyjne założenie, że NIE
                  MUSI. Co wtedy, ach, co wtedy? Koniec świata?
                  • izazdo Re: opinia mediatora 16.04.09, 13:09
                    > Nie widzę powodu do zmuszania kogokolwiek do naprawiania razem ze
                    > mną relacji.

                    Zmusic nie mozna, ale mozna zaproponowac spokojna, szczera rozmowe w cztery oczy
                    (ewentualnie z mediatorem). A tego dotychczas autorka nie zrobila.


                    > Dlaczego naiwnie zakładać, że bratowa będzie chciała
                    > cokolwiek naprawiać, skoro nie wykazała żadnej, absolutnie żadnej
                    > iskry dobrej woli? Na jakiej podstawie planować wspólne naprawianie
                    > relacji?

                    A skad wiesz, ze nie wykazala? Znamy tylko relacje jednej ze stron. Relacja
                    drugiej najprawdopodobniej bedzie wygladala kompletnie inaczej, i ciekawe, co by
                    jej napisano, gdyby to tamta kobieta zaczela sie skarzyc na tym forum na swoja
                    mlodsza szwagierke. Wiemy tylko tyle, ze ona i jej mąż mają zal, ze odkad brat
                    poznal swoja przyszla zone, przestal ich odwiedzac. Przypuszczam, ze zarzutow,
                    ktore wydalyby sie na tym forum usprawiedliwione, mogloby byc wiecej.
                    Po prostu osoba, ktora przedstawia swoja wersje wydarzen jako pierwsza (a w tym
                    przypadku jedyna) wydaje sie byc bardziej wiarygodna. Auditur et altera pars!

                    > Dobry mediator powinien chyba być psychologiem? A pierwsza zasada w
                    > pracy z klientem/pacjentem brzmi: dobro innych nie jest ważniejsze
                    > niż twoje dobro. Problem jest stawiany na głowie: ktoś ma ze mną
                    > problem i wmawia mi się, że to głównie mój problem, bo cierpi przez
                    > to szwagier i teściowa. Litości....

                    Mediator nie musi byc psychologiem, najlepiej wlasnie, zeby nim nie byl, bo
                    zaczyna mimowolnie wchodzic w terapie, a nie to jest istota mediacji. To po
                    pierwsze. Po drugie: to nie jest tak, ze "to ona ma ze mna problem". Obie strony
                    maja problem, bo gdyby tak nie bylo, to dziewczyna by tu nie pisala. Problem
                    tylko w wyjatkowych sytuacjach tkwi w osobie na tyle silnie, ze nie da sie
                    zalatwic sprawy mediacja (tak jest m.in. w przypadku uzależnień, przemocy
                    domowej, zaburzeń psychicznych). Jesli szwagierka nie jest skłócona z całym
                    światem, jej relacje z innymi członkami rodziny, przyjaciolmi, sasiadami,
                    wspolpacownikami itp. ukladaja sie dobrze, to problem tkwi W RELACJI, a nie w
                    szwagierce.

                    > Cóż, skoro im z tym źle, niech sobie idą na terapię. We dwóch.

                    Ale to nie bracia maja problem ze soba tylko ich zony.


                    > Nawet ślepy zobaczyłby brak jakiejkolwiek dobrej woli - na pewno u
                    > jednej ze stron, a u drugiej, czyli u autorki wątku- trudno
                    > powiedzieć, raczej już też.

                    nie wydaje mi sie prawdopodobne aby zupelnie bez powodu szwagierka znienawidzila
                    autorke watku i podtrzymwala sie w tej nienawisci od 9 lat.

                    > Cóż, ja nie widzę szans na rolę mediatora w tym sporze. Bo strony
                    > nie chcą się porozumieć.

                    tego nie wiemy. Dotychczas autorka watku nie zaproponowala rozmowy szwagierce,
                    wychodzac z zalozenia, ze wina tkwi w tamtej jako takiej. A mediator przydalby
                    sie, zeby rozmowa przebiegla spokojnie i nie zaczela sie od slow "czy mozesz mi
                    w koncu powiedziec, dlaczego sie mnie czepiasz?"


                    > autorka wątku zakłada, że źle, i sens
                    > istnienia mediatora polega na tym, że brak porozumienia to źle. A
                    > czy rzeczywiście zawsze TRZEBA się porozumiewać? Nie wystraczy się
                    > tolerować, znosić? a nawet nie znosić? Bracia mogą kontaktować się
                    > bez żon, ich dzieci również. Jeśli żony się z jakiegokolwiek powdu
                    > nie znoszą, może dac im po prostu spokój?

                    oczywiscie mozna. Ale to rozwiazanie paliatywne, a skoro mozna sprobowac
                    naprawic relacje (na neutralno-poprawne, bo ze zostana przyjaciolkami to nie
                    licze), to czemu by nie sprobowac? tym bardziej, ze taki gest podnioslby pozycje
                    autorki w oczach rodziny: to ona bylaby strona szukajaca zgody, a tamta -
                    torpedujac porozumienie - postawilaby sie w zlym swietle

                    > Ja myślę, że niepoków autorki wątku może równie dobrze wynikać z
                    > dyskomfortu związanego z brakiem porozumienia w rodzinie, jak
                    > również z dyskomfortu związanego z ogólnie panującym przekonaiem, że
                    > w rodzinie MUSI byc porozumienie (niczym u Mostowiaków).


                    Nie musi, porozumienie nie jest bozkiem mediacji. Ale nawet mediacja
                    niezakonczona porozumieniem jest lepsza niz otwarta czy cicha wojna, bo mozna
                    uslyszec zarzuty drugiej strony i wiadomo, co jej lezy na wartobie.
                    A to, ze lepiej, by rodzina zyla w relacjach przynajmniej poprawnych (nie musza
                    byc przyjacielskie) niz w stanie wojny to wg mnie nie ulega watpliwosci.
                    Przyjaznic sie z rodzina nie trzeba, ale na wojnę (takze podjazdowa) szkoda
                    zdrowia.


                    >Wrzód można przeciąć w otwarty sposób,
                    > np. mówiąc bratowej, co nam się nie podoba

                    Owszem, tylko najprawdpodobniej ona wszytkiego sie wyprze, a potem odwroci kota
                    ogonem i zrobi z siebie ofiare. Po czym dalej bedzie traktowac ja tak jak
                    traktowala, jesli nie gorzej. Bo jesli ma poczucie krzywdy za cos (a
                    prawdopodobnie ma), to bedzie sie czula jeszcze bardziej pokrzywdzona i jeszcze
                    bardziej bedzie to na autorce odreagowywac.
                    Tym bardziej, z biorac pod uwage jezyk, jakim autorka opisuje szwagierke,
                    przypuszczam, ze nie bedzie to kulturalne mowienie o swoich wlasnych odczuciach,
                    tylko oskarzanie.


                    > Może obie nie chcą
                    > się porozumieć, a autorka wątku chce we własnych oczach wypaść na
                    > dobrą i poczciwą.

                    Owszem, istnieje taka mozliwosc. Dlatego napisalam, ze jesli RZECZYWISCIE
                    autorka szuka porady i pomocy, to polecam to i to i wlasnie dlatego uwzam, ze
                    nie nalezy pochopnie przyjmować, iż szwagierka jest sprawca mobbingu, a autorka
                    strona przesladowana (moze tak byc, ale nie musi)


                    > A ja chciałabym, żeby zastanowiła się, czy faktycznie MUSI
                    > się porozumiewać i zbliżać. Bo zróbmy rewolucyjne założenie, że NIE
                    > MUSI. Co wtedy, ach, co wtedy? Koniec świata?

                    nie musi. Tylko ze wtedy bedzie tak jak jest, a w tym ukladzie chyba nie jest
                    jej wygodnie. mediacja daje szanse zmiany sytuacji na lepsze, chociaz oczywiscie
                    tego nie gwarantuje. Autorka moze nie robic nic i dalej wygadywac na szwagierke
                    na forum, szukajac potwierdzenia, ze ona jest ofiara, a tamta wredna zolza (jest
                    pewne prawdopodobienstwo, ze o to tylko chodzi), moze pojsc na kurs
                    asertywnosci, jak polecasz (IMHO nie rozwiaze to problemu tylko go nasili), moze
                    skorzystac mediacji. Wybor nalezy do niej. Zreszta opcje sie nie wykluczaja - w
                    przypadku nieudanej mediacji moze pojsc na kurs asertywnosci, odwrotnie juz
                    raczej nie (szwagierka jeszcze bardziej sie zatnie i szanse ze zgodzi sie na
                    mediacje moim zdaniem drastycznie sie zmniejsza), a jesli nie pomoze ani
                    mediacja, ani kurs asertywnosci, to wtedy pozostanie juz tylko odciecie sie,
                    kosztem innych relacji rodzinnych (cyrk ze swietami, weselami, spotkaniami braci
                    itp itd)
                • mimka23 Re: Zasady mediacji... 16.04.09, 12:05
                  ...które przedstawiasz w ogólnym zarysie są słuszne, jednak nie mogę zgodzić się na udawanie że deszcz pada gdy dziewczyna pluje mi w twarz, tak jak pokazałaś to w sytuacji ze szcztućcami czy walnięciem z biodra. Ona będzie się na mnie wyżywała a ja mam uparcie w głowie tłumaczyć sobie że to przypadek? Musiałabym być jakaś ograniczona. Fakty są takie, że nigdy nie powiedziałam do niej, ani o niej w otoczeniu rodziny złego słowa. To, że wyrobiłam sobie o niej zdanie jest chyba naturalne biorąc pod uwagę jej zachowania. Moje "podchody" do pogodzenia się trwają już dobrych kilka lat. Szukałam okazji w święta, składając jej życzenia przy dzieleniu się opłatkiem, gdy to na życzenia w formie "życzę Ci zdrowia i pociechy z dzieci" usłyszałam "pociechę z dziewci to ja już mam, nie musisz mi tego życzyć". W święta wielkanocne za to potrafiła rzucić z powrotem na talerz ciasto, gdy dowiedziała się że to ja je przyniosłam. Takie sytuacje mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać. Moje konto wynosi zero w tej kwestii. Tymczasem ona rozgaduje po rodzinie, że ja i mój mąż nie lubimy jej dzieci i inne bzdury. Tak więc to ona mnie ocenia publicznie na forum rodziny i obrabia mi tyłek. Dlaczego to ja mam ciągle dążyć do porozumienia? Nawet najlepszy mediator nie skłoniłby jej do powiedzenia słowa "przepraszam" za to wszystko czego od niej doświadczyłam. Dziewczyna ma taki charakter i już.
                  • chloe30 Re: Zasady mediacji... 16.04.09, 13:19
                    Zupełnie sobie nie wyobrażam wynajmowania mediatora z powodu jakiejś
                    flądry.
                    Ciastem miałaś jej rzucić w pysk i wyjść. Może wyszłabyś w rodzinie
                    na wariatkę ale na wątrobie byłabyś zdrowsza, gwarantuję smile
                  • izazdo Re: Zasady mediacji... 16.04.09, 13:34
                    > ...które przedstawiasz w ogólnym zarysie są słuszne, jednak nie mogę zgodzić si
                    > ę na udawanie że deszcz pada gdy dziewczyna pluje mi w twarz, tak jak pokazałaś
                    > to w sytuacji ze szcztućcami czy walnięciem z biodra. Ona będzie się na mnie w
                    > yżywała a ja mam uparcie w głowie tłumaczyć sobie że to przypadek? Musiałabym b
                    > yć jakaś ograniczona.


                    sensem takiej interpretacji zachowan jest zbicie jej z pantałyku i wytracenie
                    broni z reki. Jesli ona stara sie wyprowadzic Ciebie z rownowagi, to nie wolno
                    Ci sie zdenerwowac, bo o to jej wlasnie chodzi, dlaego radze przyjmowanie
                    wszyskiego za dobra monete nawet irracjonalnie (ewentualnie ze szczypta dobrego
                    humoru, ale SZCZYPTA, zeby nie poczula sie wysmiewana, zartuj z samej siebie).
                    Wydaje mi sie, ze ona ma jakies poczucie krzywdy, wiec stara sie Ciebie
                    sprowokowac do wybuchu czy odwetu, zeby utwierdzic sie w przekonaniu, ze jestes
                    zla i zeby postawic Cie w zlym swietle w oczach rodziny.

                    Druga sprawa: kiedy ktos od dawna ostro Ci dokucza, bedziesz miala tendencje do
                    interpretowania zdarzen neutralnych przez pryzmat doznanych krzywd. I
                    zachowania, ktore akurat naprawde byly niechcacy oraz slowa neutralne mozesz
                    interpretowac jako wymierzone w Ciebie. Przyjmujac taktyke interpretowania
                    wszystkiego na jej korzysc chronisz sie przed nieslusznym oskarzaniem jej, nie
                    pozwalasz jej budowac negatywnego wizerunku Twojej osoby w jej glowie i
                    rozladowywjesz atmosfere. Owszem, to wymaga samozaparcia i dojrzalosci, ale nie
                    jest niewykonalne.

                    > Szukałam okazji w święta, składając jej życz
                    > enia przy dzieleniu się opłatkiem, gdy to na życzenia w formie "życzę Ci zdrowi
                    > a i pociechy z dzieci" usłyszałam "pociechę z dziewci to ja już mam, nie musisz
                    > mi tego życzyć".

                    No to łkasz to bez mrugniecia okiem (nawiasem mowiac to moze byc przyklad tego
                    co napisalam powyzej: zdanie wcale nie jest tak "anty" jak moglo Ci sie wydawac,
                    pomysl jak zinterpretowalabys je gdyby powiedziala to Twoja przyjaciolka) i
                    mowisz: "w takim razie powiedz, czego mam Ci zyczyc? zycze Ci wszystkiego co
                    najlepsze, co tylko sobi wymarzysz"

                    > Nawet najlepszy mediator nie s
                    > kłoniłby jej do powiedzenia słowa "przepraszam" za to wszystko czego od niej do
                    > świadczyłam.

                    Zadaniem mediatora nie jest naklanianie do przeproszenia, ale ustalenie, co jest
                    przyczyna konfliktu i jak mozna go rozwiazac, a takze ustalenie zasad, ktore
                    bylyby dla obu stron akceptowalne.


                    > Dziewczyna ma taki charakter i już.

                    a z innymi osobami w rodzinie, w pracy, w innych relacjach tez jest tak
                    sklocona? jesli tak, to mozna przyjac, ze ma trudny charakter, ale jesli nie, to
                    znaczy, ze w waszych relacjach jest jakis problem, ktorego nie dostrzegasz i byc
                    moze mozna go rozwiazac. Ja obstawiam, ze ona ma do Ciebie zal o coś. I
                    bynajmniej nie o mlodosc, urode czy co tam ktos sugerowal.


                    Piszesz, ze starasz sie z nia pogodzic od kilku lat. A czy kiedykolwiek
                    zapytalas ją o motywy postepowania? Wazne: ZYCZLIWIE, z nastawieniem pozytywnym:
                    "odnosze wrazenie, ze mnie nie lubisz, chcialabym Cie zapytac, co jest tego
                    przyczyna, poniewaz chcialabym, zeby nasze relacje byly poprawne". Powiedz, ze
                    Ci przykro, kiedy ona robi to czy tamto i zapytaj, jakie widzi wyjscie z sytuacji.
                    Kluczem do powodzenia jest Twoje pozytywne nastawienie do niej jako do osoby.
                    Skoro sie tak zachowuje, to najprawdopoobniej czuje sie gleboko nieszczesliwa i
                    sfrustrowana. W niej gdzies w srodku siedzi mala, placzaca dziewczynka, trzeba
                    te dziewczynke odnalezc, przytulic i uspokoic. Jesli sprawisz, zeby poczula sie
                    lepiej, zmieni zachownie. Jesli pojdziesz na udry i zaczniesz ja oskarzac,
                    sytuacja jeszcze bardziej sie zaogni, a juz jest dla Ciebie jak mniemam nie do
                    wytrzymania.
                    • mimka23 Re: Zasady mediacji... 16.04.09, 22:41
                      Co jakiś czas słyszę od teściowej, że z kimś popada w konflikt. Z własną kuzynką nie odzywała się z powodu pierdoły przez 5 lat, a teraz są najlepszymi przyjaciółkami. Na sąsiadkę boczy się, bo raczyła zwrócić uwagę jej dziecku, które okładało młodsze dziecko kobiety. Rzeczywiście jest niekonfliktowa...
      • liwilla1 Re: izazdo 16.04.09, 13:49
        bardzo mądry post. postapilabym dokladnie tak jak piszesz, czyli zaczela przede
        wszystkim od rozmowy w cztery oczy z druga strona konfliktu. szkoda, ze
        dziewczyna 9 lat tkwi w takim ukladzie i jeszcze na to nie wpadla.
        • mimka23 Re: izazdo 16.04.09, 22:39
          Jasne, nie wpadłam, widocznie powinnam dać lub wysłać pisemne zaproszenie do rozmowy w cztery oczy, bo widocznie mój język werbalny był niewystarczający. Reakcja na moją propozycję rozmowy brzmiała następująco: "nie mam o czym gadać z taką smarkulą jak ty".
          • izazdo Re: izazdo 17.04.09, 10:05
            i tak bylo od samego poczatku? gdy tylko Cie poznala? jesli nie, to trzeba
            szukac przyczyny. Przypomnij sobie, kiedy jej zachowanie sie pogorszylo. Jesli
            natomiast od pierwszej minuty zachowywala sie agresywnie ("- Czesc, jestem
            [załóżmy] Monika. - Sp*******aj wredna zdziro!) to znaczy, ze
            - albo zachowuje sie irracjonalnie (ma jakies zaburzenia)
            - albo bardzo racjonalnie, tylko Ty o czyms nie wiesz. Czy na Twoim pojawieniu
            sie ona mogla cos stracic (czy mogla na cos liczyc, gdyby jej szwagier umarl
            jako kawaler?) Jak wygladaja kwestie zaleznosci finansowych w tej rodzinie (czy
            tesciowie nie faworyzuja was pomoca finansowa czy jakakolwiek inna, jakies
            mieszkania, itp? czy to nie Twoj maz pomagal im w jakikolwiek sposob zanim
            Ciebie poznal? Moze chodzi o jakies zasrane mieszkanie po dziadkach, na ktore
            licza, a ktore moglyby otrzymac potencjalnie Twoje dzieci, a nie jej?) Moze ona
            nie może scierpiec nie Ciebie jako osoby, tylko Twojej funkcji. Scenariusze
            filmowe w stylu romas z mlodszym bratem (prawdziwy czy urojony) pomijam, bo to
            chyba malo prawdopodobne. Przeanalizuj sytuacje, moze na cos wpadniesz.

            I pogadaj ze szwagrem (w cztery oczy). Na pewno cos wie. Tylko w tonie szukania
            porozumienia, a nie pretensji, bo nic nie wskorasz.
            • lacitadelle Re: izazdo 17.04.09, 13:19
              > - albo bardzo racjonalnie, tylko Ty o czyms nie wiesz. Czy na Twoim pojawieniu
              > sie ona mogla cos stracic (czy mogla na cos liczyc, gdyby jej szwagier umarl
              > jako kawaler?) Jak wygladaja kwestie zaleznosci finansowych w tej rodzinie (czy
              > tesciowie nie faworyzuja was pomoca finansowa czy jakakolwiek inna, jakies
              > mieszkania, itp? czy to nie Twoj maz pomagal im w jakikolwiek sposob zanim
              > Ciebie poznal? Moze chodzi o jakies zasrane mieszkanie po dziadkach, na ktore
              > licza, a ktore moglyby otrzymac potencjalnie Twoje dzieci, a nie jej?)

              Podpisuję się pod tym. Z rodziną niestety dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu
              sad Ja ostatnio mam tego piękne przykłady w mojej rodzinie, bo dziadkowie
              zbliżyli się do czasu, gdy: z jednej strony ktoś musi się nimi opiekować, z
              drugiej: mogą zostawić do podziału swój majątek... Rzeczy, które się wyrabiają w
              związku z tym, napełniają mnie przerażeniem i obrzydzeniem (kwestie
              przychodzenia czy nie na imprezy i niemiłego zachowania ciągną się od lat i to
              naprawdę mały pikuś) i tylko mogę się cieszyć, że moi rodzice nie biorą w tym
              udziału. Cieszę się też, że sama jestem niezależna finansowo (tak od rodziców,
              jak i męża) i mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie mi do głowy brać udziału w
              takich konfliktach (choć to niestety nigdy nic nie wiadomo, bo wiem, że może się
              zwyczajnie włączyć poczucie krzywdy).

              Autorce wątku poradziłabym jednak konsekwentnie i kulturalnie ignorować (na
              pewno chodzić na wszystkie imprezy rodzinne). Opcja z mediatorem brzmi bajkowo,
              ale w rzeczywistości trzeba będzie dużo wysiłku ze strony autorki z bardzo małym
              (moim zdaniem) prawdopodobieństwem, że sprawa się powiedzie.
            • totalny_brak_nicka Drogi mediatorze 07.07.09, 14:54
              Twoje rady sa bardzo fajne, inteligentne i zgodne ze sztuka jednak
              kompletnie niepraktyczne. Troche brzmią jak u osoby, ktora właśnie
              niczym mediator na poczatku drogi może cos zrobić za niewielka kasę.
              W mediacji potrzebna jest wola dwóch stron atutaj taka wola pojawia
              się u jednej. skąd więc te poradnikowe pomysły?? Może więcej
              wyczucia...
              A Ciebie synowo pozdrawiam i szczerze wspólczuję, poniewaz miałam
              podobna sytuację, która naturalnie się rozwiązała (rozwód). Niestety
              chore układy w rodzinie zostaja zazwyczaj do końca życia..
      • vibe-b Re: opinia mediatora 08.07.09, 11:10
        Moja propozycja:

        > - porozmawiac z nią, ale W CZTERY OCZY, najlepiej z mediatorem
        calkowicie z
        > zewnatrz (jest masa ludzi, ktorzy w mediacji zawodowej stawiaja
        pierwsze kroki
        > i
        > swiadcza takie uslugi za niewielka cene).


        Albo Ci przygrzalo albo to jest kryptoreklama.
        Dziewczyna ma wyskakiwac z kasy na mediatora bo tamta ma muchy w
        nosie?
        Dawno sie tak nie ubawilam. LOL.
        Powiem Ci co ja bym zrobila (i co zawsze robie kiedy ktos jest anty
        w stosunku do mnie): traktuje taka osobe jak powietrze. Oszczedzam
        kase, czas i nerwy. Polecam, dziala cudownie.

    • kosmitka06 Jesssssuuuu!!! 06.07.09, 21:06
      U nas identyczna sytuacja- tylko wiek się nie zgadza wink
      Moja teściowa róznież ma 2 synów tyle tylko, że różnica wieku między
      synowymi jest 2 lata, a po ślubie jesteśmy 3 lata- oni zresztą tez.

      > Jej zdaniem wszystkiemu winna jestem ja.
      Podobnie jak u nas, oboje tak twierdzą i na dodatek uwazają, że mój
      m żeniąc sie ze mną zmarnował sobie życie.
      Tyle tylko, że mój m nie robi nic za mnie, nie pierze moich majtek
      czy nie robi mi obiadu z musu tylko dlatego, że mi się nie chce! Jej
      to musi robic bo ona jest wiecznie chora, ciśnienie ma 30/50 - może
      i ma ale na każdej imprezie jest nr.1 w piciu i tańcach.

      > Nie wiem
      > jak mi się to udało, ale w ciągu tych paru lat ona nigdy nie
      usłyszała ode mni
      > e złego słowa, tymczasem sama wciąż mnie atakowała.
      Nie mogła nic ode mnie usłyszec bo tak naprawde nigdy ze soba dobrze
      nie rozmwiałysmy, a nawet jeżeli były takie próby to jej mąż jej
      zabraniał (dosłownie) wyciągając ją za rękę z pokoju.
      Atakuje i owszem ale tylko wtedy gdy teściowie nie widzą.

      >Moja teściowa się jej boi po
      > stawić, bo tamta jest gotowa odseparować ją od wnuków
      Dzieci jeszcze nie mają, ale obawa teściowej jest taka że jak się
      jej narazi to usłyszy od syna to i owo.

      >Postan
      > owiłam ją olewać i nie spotykać się, dlatego święta wyglądają za
      każdym razem k
      > omicznie, bo teściowa musi oddzielnie się spotykać z nami i z nimi.
      U nas to samo... tylko, że oni co święta wyjeżdzają wiec jest oki.

      Nie rozumiem ich zachowania ani tego o co im chodzi w stosunku do
      nas. Moje 3 letnie dziecko traktują jak powietrze gdy pojedziemy do
      dziadków (bo oni mieszkaja z teściami). Pod presją teścia może
      powiedzą "cześc" ale na tym koniec. Nie wymagam tego od nich ale z
      drugiej strony moje dziecko już zaczyna rozumiec pewne sprawy i pyta
      się dlaczego ciocia się do niej nie odzywa albo sie z nią nie
      pobawi. Odpowiadam tylko tyle, że może zle sie czuje... bo prawda
      jest taka, że nie wiemy co mamy mówic.
      Tak jak wspominałam wczesniej... mieszkaja oni z teściami, mają
      wspólna kuchnie, 2 łazienki, pokój gościnny... Ta kobieta w niczym
      teściowej nie pomaga. Wyłącznie do progu pokoju w któym mieszkają.
      Teściowa wszędzie myje okna, podłogi, sprząta, nawet łazienki ani
      (za przeproszeniem) za...nego kibla nie umyje. Teściowa gotuje dla
      niech obiady, a jak nie maja niedaki co jeśc to zamawiają pizze.
      Kobieta pracuje po 8 czasami nawet po 14 godzin ciągiem, to jak
      wróci do domu to jeszcze im szykuje jedzonko sad
      Szkoda mi jej z jednej strony bo właściwie jest służącą swojej
      synowej, nie wiem czy nie chce sie narazic czy może się boi... ale z
      drugiej strony ja bym tak nie mogła.
      Nawet jak kupią sobie cos do jedzenia to wynoszą do soebie... Po co?
      Chyba żeby tescie im nie zjedli. Do niczego sie nie dokładają a
      jakie wymagania.

      Moja rada... OLAC!!! Ja tak robie, na szczescie nie przejmuje sie
      tym- moze kiedys ale teraz nie mam zamiaru sobie nerw szarpac. Sami
      to zaczeli.
      Trzymaj się smile
      Pozdrawiam
      • panistrusia Re: Jesssssuuuu!!! 07.07.09, 11:37
        Ciekawe skąd Ty o tym wszystkim wiesz...
        • kosmitka06 Panistrusia 07.07.09, 12:06
          Dziwne pytanie... Jak to skąd?! Przecież to nie są obcy ludzie,
          tylko najbliższa rodzina.
          Nie rozumiem.
          • panistrusia Re: Panistrusia 07.07.09, 13:14
            Sama zainteresowana ci się chwali tym, że jej teściowa kibel sprząta?
            Czy może z teściową sobie lubicie poobgadywać nielubiany element
            rodziny?
            Poza tym, co ci do tego, jak sobie dorośli ludzie we włsanym domu życie
            układają? Co ci do tego, że jedzą pizze zamiast domowych obiadków?
            Może to właśnie przez ciebie przemawia zazdrość - o to, że nie byłaś
            tak sprytna jak ona? A może kole cię w oczy to, że nie wypełnia
            stereotypu bycia żoną?
            • japoneczki Re: Panistrusia 07.07.09, 13:51
              jaki idiotyczny komentarz do wpisu powyżej, na zasadzie: na pewno nie
              jest tak jak piszesz, z pewnością jest zupełnie inaczej i musi to być
              Twoja wina... ja nie wiem, ale nie mieszkając z częścią rodziny wiem,
              co się dzieje i jaki jest podział obowiązków, z rozmów z koleżankami
              wiem, ze one również wiedzą, czy mama/teściowa pierze koszulki swojej
              synowej czy nie...
              • panistrusia Re: Panistrusia 07.07.09, 19:34
                Cieszę się, ze masz tak dobre samopoczucie (sądząc po wyrażanych
                opiniach). Jednak spróbuj spojrzeć na problem szerzej: czy normalnym
                jest przetrzymywanie takich informacji (zakłądając, że całkiem
                przypadkowo i nieintencjonalnie je nabywamy) w głowie a na dotatek
                jeszcze przetwarzanie ich i zatruwanie sobie życia tym, jak kto sobie
                pościelił i jak się wysypia? Po co komu taki "Pudelek" i to jeszcze w
                codziennym życiu?

                No ale może mam za ciekawe hobby i plotki na temat co komu kto pierze
                wpuszczam jednym uchem a wypuszczam drugim. A i sama z siebie jakoś
                nigdy nad tym nie kntempluję...
              • twojabogini Wredne baby 08.07.09, 11:53
                japoneczki napisała:

                > ja nie wiem, ale nie mieszkając z częścią rodziny wiem,
                > co się dzieje i jaki jest podział obowiązków, z rozmów z
                >koleżankami wiem, ze one również wiedzą, czy mama/teściowa pierze
                >koszulki swojej synowej czy nie...

                A nie powinno ich to wcale obchodzić...Tymczasem czychają na wieści
                o innych członkach rodziny i jak tylko zauważą coś niepokojącego -
                to rozdmuchują problem.
                O mój Boże - teściowa pranie robi synowej, pizzę zamawiają, on jej
                pierze gatki... Ch... was to boli?
            • kosmitka06 Re: Panistrusia 07.07.09, 21:15
              Nie muszę nikogo obgadywac, czasami tam bywam/y i widzę na własne
              oczy... Z drugiej strony nie jestem w rodzinie od tygodnia- wiec
              pewne rzeczy spokojnie da sie zauważyc!

              > Czy może z teściową sobie lubicie poobgadywać nielubiany element
              > rodziny?
              Troche mnie zle zrozumiałas (czytaj uwazniej) bo ONA właśnie jest
              tym lubianym elementem rodziny.

              > Poza tym, co ci do tego, jak sobie dorośli ludzie we włsanym domu
              życie
              > układają? Co ci do tego, że jedzą pizze zamiast domowych obiadków?
              > Może to właśnie przez ciebie przemawia zazdrość - o to, że nie
              byłaś
              > tak sprytna jak ona?
              Sprytna! W czym? Że zrobiła z siebie ofiare. Daj spokój! Tylko nie
              lubie jak ludzie udają to i owo a fikają za plecami kosztem innych.
              Poza tym odp. tylko na pewną czesc postu i nic Ci do tego.
    • na_pustyni Re: synowa vs synowa (długie) 06.07.09, 23:17
      Też tak miałam. Tak jak piszą dziewczyny, masz dwa wyjścia:
      - wyjaśnienie sytuacji z tą kobietą (dla zdrowia psychicznego wszystkich wink)
      - olewanie jej (z własnego doświadczenia muszę napisać, że bywa to trudne,
      czaso- i energochłonne)
      trzymaj się, ja na szczęście mam już to za sobą, choć muszę przyznać, że jej
      macki nadal mnie czasami dopadają wink
    • panistrusia Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 11:03
      Jesteś w rodzinie niewiele krócej, dziewięć lat, to szmat czasu...
      Wierzę, że szwagierka Cię nie lubi, ale przykłady WASZYCH ZACHOWAŃ,
      które podajesz, świadczą niestety też o Twoim i męża dolewaniu oliwy
      do ognia.
      Czy to takie dziwne, że dla swojego dziecka chciali kogoś innego na
      chrzestnego a Twój mąż był dopiero drugi na liście?
      Czy musicie manifestować swoją (a może tylko Twoją) niechcęć do
      szwagirki odmawiając komuś towarzyszenia mu w jego święcie? Poza tym
      też 'nieobecni nie mają racji'. Myślisz, że ludzie odbierają to jako
      'biedna Mimka, ta szwagierka ją dręczy'? Nie, szwagierka jest w
      porządku, a Ty jesteś tą, która odcina męża od rodziny. Z takiej
      pozycji dużo nie zwojujesz.

      No ale jak widać, chyba odpowiada Ci rola pokrzywdzonej i zwalanie
      wszystkiego na szwagierkę.
    • tsuranni pozostaje walka w kisielu 07.07.09, 12:02
      zwyciężczyni bierze wszystko smile
      • liqier Re: pozostaje walka w kisielu 07.07.09, 12:40
        Jesteś w rodzinie od 9 lat? Chyba lekka przesada. Miałaś 16 jak zaczęłaś się
        spotykać z obecnym mężem, to jeszcze nie było " w rodzinie". Jakoś mnie nie do
        końca przekonałaś. Musi byś przyczyna takiego stanu rzeczy, która może ciągnie
        się latami i sama nie pamiętasz, czym mogłaś zrobić przykrość. Myślę, ze dobrze
        byłoby szczerze porozmawiać ze szwagierką. Jeżeli to nie pomoże niech bracia się
        dogadają.
        • tarika Re: pozostaje walka w kisielu 07.07.09, 12:49
          Chyba jesteś trochę przewrażliwiona na swoim punkcie. Napisałaś na przykład, że
          szwagierka zrobiła wam świństwo, bo poprosiła Twojego męża na chrzestnego w
          ostatniej chwili, bo ktoś inny jej odpadł. A nie pomyślałaś, ze to jej ktoś
          zrobił świństwo, albo, ze to był przykry wypadek? Pewnie, gdyby w takiej
          sytuacji poszukała szybko kogoś innego niż Twój mąż, zarzuciłabyś jej, ze o
          Twoim mężu w ogóle nie pomyślała. Myślę, ze trochę idealizujesz was oboje. A
          może ona ma powody, żeby ciebie nie lubić, o których nie wiesz? Może np. wpadłaś
          w oko jej mężowi i były z tego powodu problemy? Wy z mężem niekoniecznie musicie
          o tym wiedzieć.
          • berbecia Re: pozostaje walka w kisielu 07.07.09, 13:29
            A może na tych przyjęciach rodzinnych ona gania i pomaga teściowej,
            a ty zawsze przychodzisz i siedzisz jak "królowa" i czekasz aż Cię
            ktoś obsłuży? Stąd jej zły humor?
          • misior_biorn Nadinterpretacje i niedomówienia 07.07.09, 13:33
            tarika napisała:

            > Chyba jesteś trochę przewrażliwiona na swoim punkcie.

            Coś w tym jest. Nie chcę bronić szwagierki, ale podobny konflikt (tylko różnica
            wieku inna, bo obie szwagierki były mniej więcej w tym samym wieki) obserwowałam
            we własnej rodzinie i jako osoba postronna wysłuchiwałam co ta jedna
            zrobiła/powiedziała i jak i co ta druga.
            I wiele w tym było nadinterpretacji z obu stron. Tzn np. pierwsza miała zły
            dzień i nie miała ochoty na gadkę szmatkę przy grillu - druga myślała, że
            pierwsza nie chce z nią rozmawiać "bo uważa się za lepszą". Kolejna sytuacja -
            ta druga z kolei odmawia zaproszenia na imprezę rodzinną bo ma chore dziecko -
            pierwsza myśli że to wymówka. Itd itp... Trwało to tak z przerwami przez parę
            lat i było naprawdę męczące dla reszty rodziny, która stawała na rzęsach żeby
            było w miarę znośnie. W końcu babki wdały się w szczerą, długą rozmowę w której
            się sobie poużalały, jak to obie są przemęczone i czasem zdołowane obowiązkami i
            wyjaśniły sobie nawzajem, że w sumie, to nic do siebie złego nie mają...

            Do dziś jest tak, że jak któraś ma fochy czy doła, czy po prostu zapomni
            zadzwonić na urodziny, druga wpada w akcję "ona znowu mnie nie lubi". Całe
            szczęście jest między nimi bufor w postaci mądrej teściowej, która pierwsza
            wysłuchuje te żale i utyskiwania i próbuje sprowadzić je na ziemię i ochrzania
            za doszukiwanie się złych intencji smile

            Chciałam przez ten przykład powiedzieć, że może być tak, że ty interpretujesz
            najmniejszy krok szwagierki jako złośliwość (np. przykład z chrzestnym -
            szwagierka była w awaryjnej sytuacji i pomyślała o was - o co ten żal?) i
            podobnie reaguje ona. Spróbuj może przez jakiś czas inaczej - gdy wydaje ci się
            że ona znowu zachowuje się wobec ciebie źle i dorabiasz sobie do tego teorię,
            zamiast tego zastanów się jakie mogą być inne powody jej postępowania. Może jest
            roztargniona i zapomniała o czymś? Może nie pomyślała, że dana rzecz jest dla
            ciebie istotna? Spróbuj tak przez miesiąc, dłużej i zobacz - czy dalej jest tak
            źle?
    • oleole111 zastanów się nad sobą 07.07.09, 14:26
      to Ty jesteś przyczyną konfliktu, hmmm...niestety
      nie chce mi się komentować nawet: ma swoje lata, coś tam coś...a JA jestem
      święta i wyciągam rękę i nie przychodzę...taaaa smarkula to ty już nie jesteś,
      ale w głowie pusto
      a w sprawie chrzestnego to pewnie niezłe mężowi dupę trułaś jaki się powinien
      czuć urażony - bo sam pewnie machnął by ręką i puścił lużno
      • mimka23 Re: zastanów się nad sobą 07.07.09, 15:01
        Spokojnie, w sparwie chrzestnego to bardzo się mylisz, jak i parę przedmówczyń. Mój mąż jest zasadniczy i postawiony w takiej sytuacji się zbuntował, nie mogłam nic zrobić. Teściowa wydzwaniała do mnie z płaczem, abym go namówiła, żeby jednak się zgodził zostać chrzestnym, próbowałam rozmawiać, nie osiągnęłam nic.
        • oleole111 Re: zastanów się nad sobą 07.07.09, 15:52
          jeśli tak to po prostu z dystansem i daleko mijać. ale nie odpuszczać imprez i
          normalnych stosunków rodzinnych. i nie wdawaj się w pyskówki, tylko krótkie
          komunikaty, bo po co masz schodzić do poziomu kogoś takiego?
    • stinefraexeter Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 15:09
      Mam kilka uwag, choć wątek, jak widzę, nie pierwszej świeżości, ale domyślam
      się, że problem nie został jeszcze rozwiązany.

      Po pierwsze: wszystko rozbija się o to, czego ty chcesz. Jeśli zależy ci na
      NAPRAWIENIU relacji ze szwagierką, to sugestie pani mediator są słuszne. Na
      razie nie robisz nic, aby sytuację naprawić. Szczerze mówiąc, wygląda na to, że
      ci na tym nie zależy.

      Po drugie: nie jestem w stanie pojąć, że cała rodzina tak truchleje na jej
      widok. Ok, teściowa może chce utrzymać chybotliwą pozycję po środku, ale, na
      boga, ty masz męża. I co, on tak siedzi z nerwowym uśmieszkiem, jak szwagierka
      was/ciebie obraża? Co to za mężczyzna w ogóle, co pozwala komuś atakować własną
      rodzinę???

      W każdym bądź razie podejmij wreszcie decyzję, czego chcesz:
      - dążenie do zgody: podejmij jakieś kroki, bo to co teraz robicie nie wystarcza
      - wygrana w konflikcie: to już nie moja działka, ja się takimi wojnami brzydzę.
      Może ktoś inny doradzi.
      • mimka23 Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 15:36
        Mój mąż jest typowym cholerykiem i zapewne nie az by jej tak nagadał, że by jej w pięty poszło, ale teściowa zawsze go prosi, żeby wyluzował. Teściowa ma problemy ze zdrowiem, dlatego też mąż nie chce aby się denerwowała i nadstawia drugi policzek, a tamta z tego korzysta. A ja nie jestem z tych, co będą namawiać męża aby zrobił tak czy siak. Mam go buntować jeszcze bardziej, on już wystarczający uraz czuje do swojej bratowej.
        Co do konkretnych działań, 1 sierpnia jest wesele, na które zamierzamy pójść, choć wiem, że ona też tam będzie. Wiem też, że zapewne będziemy siedziały niedaleko sibie, bo trzeba obok teściów siedzieć, może będzie okazja aby porozmawiać.
        Kilka dni temu spotkaliśmy się w sklepie, powiedziałam cześć, podobnie jak mój mąż. Brat męża się uśmiechnął, odpowiedział, bracia podali sobie ręce. Tymczasem ona nawet na nas nie spojrzała, zignorowała nas totalnie. Gdy nas już minęli powiedziała tylko do swojego męża: "a kto Ci kazał się z nimi witać"?
        • samira33 Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 16:00
          > spojrzała, zignorowała nas totalnie. Gdy nas już minęli
          powiedziała
          > tylko do swojego męża: "a kto Ci kazał się z nimi witać"?

          Ależ Ty masz świetny słuch...
          • ana_w_welonie Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 19:13
            Bo pewnie powiedziała to tak żeby oboje słyszeli
        • stinefraexeter Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 23:47
          Mimka, chcesz powiedzieć, że wy to wszystko znosicie jedynie ze względu na
          teściową?? Jeżeli rzeczywiscie tak jest, to musicie ją naprawdę kochać i mieć
          nerwy ze stali.
          Słuchaj, miło, że nie chcecie denerwować starszej pani, ale chociażby przy
          spotkaniu w sklepie nie była ona obecna. Czemu, skoro usłyszałaś tamte słowa,
          nie spytałaś wprost: X, o co ci chodzi, czemu twój mąż miał się z nami nie witać?

          Ani razu nie opisałaś sytuacji, w której wy byście wprost spytali (bez
          przekleństw) o co jej chodzi. Czemu nie może podać sztućców normalnie, czemu
          powiedziała to, itd. Tak nie może być. Nie możecie kłaść uszu po sobie, nawet ze
          względu na teściową, której chyba powinno najbardziej zależeć na poprawnych
          stosunkach między własnymi synami!
          Wydaje mi się, że czegoś nam nie mówisz lub sama o czymś nie wiesz.
          • samira33 Re: synowa vs synowa (długie) 08.07.09, 02:14
            > Wydaje mi się, że czegoś nam nie mówisz lub sama o czymś nie wiesz.

            Też mam takie wrażenie. Wydaje mi się, że "młoda" synowa jest
            zazdrosna o "starszą" i sama prowokuje takie zachowania, albo co
            jeszcze bardziej prawdopodobne, sama je wymyśla. Przy złej woli
            przecież można powiedzieć, że sztućce zostały rzucone, mimo, że
            zostały położone całkiem zwyczajnie... Jakoś cała ta sytuacja
            dziwnie mi pachnie i mam wrażenie, że to "młoda" szuka pretekstu do
            zwady.
          • mimka23 Re: Masz rację... 08.07.09, 12:16
            ...ani razu nie przytoczyłam sytuacji, w której zapytaliśmy wprost o co jej chodzi. A to dlatego, że gdy jestem postawiona w takiej sytuacja, jak na przykład ta w sklepie, łapię bloka i nie wiem jak się zachować, dopiero jakieś 20 minut później mam w głowie wiele genialnych, ciętych ripost. Taka jestem, a najlepsze, że tylko ona tak na mnie działa.
            Dla teściowej się tak poświęcamy, bo jest wspaniałą kobietą, wiele jej zawdzięczamy, ale to już inny temat, w każdym razie, gdy ona tak bardzo prosi mojego męża aby dał sobie spokój i nic nie mówił, to ma łzy w oczach. Mam to traktować jako grę z jej strony? Przecież to nie teściowa jest tu winna. Nie mam do niej pretensji, że nie opowiedziała się po żadnej ze stron. Ona chce być lojalna obec nas wszystkich. Stara się jak może, choć czasem powinna pieprznąć to wszystko w diabły.
            • samira33 Re: Masz rację... czy aby na pewno? 08.07.09, 17:44
              mimka23 napisała:

              > ...ani razu nie przytoczyłam sytuacji, w której zapytaliśmy wprost
              o co jej cho
              > dzi. A to dlatego, że gdy jestem postawiona w takiej sytuacja, jak
              na przykład
              > ta w sklepie, łapię bloka i nie wiem jak się zachować, dopiero
              jakieś 20 minut
              > później mam w głowie wiele genialnych, ciętych ripost. Taka
              jestem, a najlepsze
              > , że tylko ona tak na mnie działa.

              Widzisz, z tego co napisałaś wynika, że Ty wcale nie chcesz
              wyjaśnienia sytuacji, tylko chcesz się jej odciąć. Gdybyś chciała
              wyjaśnić sytuację, to zwyczajnie zapytałabyć ją o co jej chodzi w
              czasie normalnej rozmowy, a nie wtedy gdy ona Cię (ponoć) prowokuje.

              Sądzę, że problemem w tej rodzinie jesteś Ty a nie Twoja szwagierka.
    • ktopyta to nie jest Twój problem !!!!!!! 07.07.09, 16:48
      to jest problem Twojego męża !
      Niech pogada z bratem
      to oni powinni to załatwić
    • eye-witness Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 17:34
      Mialam podobnie, tyle ze szwagierka. Kiedy powiedzielismy, ze sie pobieramy,
      siostra meza dostala wscieklizny maciny. Najpierw sie denerwowalam, klocilam,
      ale bylo jeszcze gorzej, wiec odpuscilam i po prostu olewam. Nie wdaje sie w
      gadki, jak trzeba, jade, jem obiad, pije kawusie i spadam. Szwagierka probuje
      odstawiac swoje szopki, ale juz mniej, bo nie ma odzewu z mojej strony.
      Usmiecham sie pod nosem i zaczynam rozmowe z inna osoba. Ignoruje. Nie
      odpuszczam zadnych imprez z jej powodu, bo niby dlaczego? Zas ja wkurza moja
      obecnosc, ale to juz nie moj problemsmile
      • tarika Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 19:19
        Z tych kilku ostatnich Twoich wpisów ewidentnie widać, że wina leży nie tylko po
        stronie szwagierki. Mąż choleryk, teściowa płakała przez telefon...To w końcu
        co? Bo niby jakby co, to szwagierce by nawrzucał, a jak tak to się wita jakby
        nigdy nic? Choleryk, gdyby usłyszał coś takiego, jak napisałaś, to by nie
        popuścił. Nie to, że naskakuję na Ciebie, ale jakoś nijak mi to wszystko do
        siebie nie pasuje.
    • basia555 Re: synowa vs synowa (długie) 07.07.09, 19:41
      Olać babę ciepłym ..... Traktować jak powietrze. Nie ma baby. Uwierz
      mi, to bardziej ją zaboli, niż gdybyś się miała z nią kłócić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka