Dodaj do ulubionych

Moja jesienna depresja

03.12.03, 10:00
Dopadla mnie deprecha. Nie widze wielkiego sensu w moim zyciu, nie wiem co ze
mna, z nami bedzie.
Kiedy w zeszlym roku okazalo sie, ze jestem w ciazy bylam lekko przerazona.
Myslalam nawet o aborcji, zaczelam dopiero nowa prace, nie mamy jeszcze
mieszkania itd. Jednak nie zrobilam tego, mam slicznego synka, na szczescie
umowe mialam do dnia porodu i zalapalam sie na urlop macierzynski. Niestety
powrotu do firmy nie ma. Zreszta ta firma i praca tam to jedna wielka
pomylka. To tez troche przesadzilo o mojej decyzji o urodzeniu dziecka.
Myslalam, ze za rok w koncu cos drgnie w gospodarce, ze bedzie lepsza
sytuacja na rynku pracy. Jest chyba coraz gorzej. Nikt nie chce zatrudnic
matki z malym dzieckiem. Zyjemy teraz wlasciwie z oszczednosci i wlasnie
wczoraj wyliczylismy, ze wystarczy nam na jakies 2 miesiece. Nie wiem co
bedzie dalej. W ciagu tych 2 miesiecy musze znalezc prace i to za tyle, zeby
wystarczylo na opiekunke, bo nie mamy tu zadnej rodziny i babcia nie wchodzi
w rachube.
Moj maz dostal wreszcie prace zgodna ze swoim wyksztalceniem, niestety na
razie sa to grosze, ktory wystarczaja tylko na oplacenie mieszkania
(wynajmujemy, wiec kosztuje to sporo). Na reszte ida oszczednosci, ktore jak
wiadomo kurcza sie. Poza tym doluje mnie mowiac z jaka beznadziejna kobieta
sie zwiazal - mialam byz przebojowa, robic kariere, a ja jestem taka bez
ambicji. Moze on mysli, ze mnie tym zmobilizuje - tylko do czego - wysylam
listy itd., ale nic z tego nie wynika. Teraz czuje sie rzeczywiscie
beznadziejna - po co mi studia, jezyki, jak siedze w domu i nic nie robie.
Myslalam, ze jakos bedzie - urodzi sie dziecko, znajde prace, dziecko
pojdzioe do zlobka itd. Owszem - synek jest sliczny, cudowny, ale od poczatku
mial problemy z jedzeniem, wyladowalismy w szpitalu, okazalo sie, ze ma
cytomegalie (na szczescie bezobjawowa), ale trzeba z nim jezdzic na
rehabilitacje (obnizone napiecie miesniowe), do kontroli itd. Mialo byc tak
pieknie, zdrowy dzidzius, rosnacy jak na drozdzach, szczesliwa rodzinka, a tu
wszystko sie wali. Ciagle sie klocimy i warczymy na siebie.
Do tego zyjemy w takim kraju bez perspektyw, bez szans - gdzie dobrze zyja
tylko lapowkarze i aferzysci, gdzie rodzice katuja swoje dzieci. Fajny swiat
wybralam dla mojego dziecko. Mysle teraz, czy decyzja o urodzeniu go byla
wlasciwa - po co bylo skazywac go na taki los.
Czy to juz jest dno - czy moze byc jeszcze gorzej?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • olaj10 Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 10:34
      Moja droga, gorzej może być zawsze!
      Pamiętaj tylko, nie musi!

      Na naszym forum piszą ludzie, którzy ciężko pracują za "grube" pieniądze.
      Zaznaczam uczciwie i cieżko! Są ludzie, którzy zapieprzają za 600zł i muszą
      tak żyć. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora. Nasza rzeczywistość nie
      zmieni się w ciagu roku, do tego potrzeba dużo, dużo czasu. Chyba musimy się
      nauczyć funkcjonować w takim świecie.

      Temat postu powinien brzmieć "a miło być tak pięknie".
      Jesteś szczera w swoim poście do bólu, napisałaś o rozterkach z ciążą i
      kłopotami rodzinnymi. Ja Ciebie rozumiem. Rozumiem, że Cię depresja dopadła.
      Zdaję sobie sprawę jak ciężko jest o pracę w Warszawie, Pile czy Dziadowej
      Kłodzie. Wszyscy walczą, żeby było lepiej.
      Sama sobie musisz odpowiedzieć co daje Ci szczęście i radość? Co chcesz robić?
      Poza tym uwierz w to, że będzie dobrze. Masz dyplom, znasz języki...będzie
      lepiej smile).

      My z mężem zarabiamy grosze, mieszkamy u rodziców, jeździmy gratem, którym
      dojeżdzam do lekarzy, uzdrowicieli, znachorów i innych dziwaków w poszukiwaniu
      zdrowia. Swego czasu moim hobby było narzekanie. Jak mam źle, jaka jestem
      biedna, chora, opuszczona. Dzisiaj nauczyłam się tymi groszami gospodarować i
      mimo, że nadal nam nie jest łatwo, to funkcjonuję. Czasami chciałabym
      wykrzyczeć jak mi źle, jak boli... Tylko, komu w dzisiejszych czasach jest
      łatwo?!
    • toolateforyou Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 12:07
      wiesz, zgięło mnie trochę jak czytałam Twój post!! Sorry,ale z dojrzalością do
      dorosłego życia u Ciebie chyba kiepsko? Rozumiem, jak dopada nas deprecha, to
      myślimy tylko na czarno,ale to mija.Już początek postu o ciąży mnie podłamał-a
      czego spodziewałaś się współżyjąc ze swoim facetem??Może się trzeba było
      zabezpieczyć lepiej?Super ,że urodził się śliczny chlopczyk, poczytaj posty
      tych, którzy o dziecku mogą tylko pomarzyć...
      Twój facet zachowuje się nie w porządku dołując Cię ,a nie wspierając, a tego
      potrzeba Ci teraz najwięcej.Ale postaw się w jego sytuacji-jego fajna
      dziewczyna stała się przerażoną życiem ,zamartwiającą się wiecznie pesymistką.
      I sorry,ale samo wysyłanie listów o pracę nie wystarcza, może tak wizyta w
      kilku firmach. Wiem, jak niechętnie patrzą na matki z malutkimi dziećmi, ale w
      końcu nie wszyscy, bo gdzieś te kobiety jednak pracują...
      I powiedz mi jeszcze, kto obiecał Ci, że będzie pięknie(zdrowy dzidziuś, kupa
      pieniędzy, wieczna miłość...)-życie to nie bajka, jak się sama nie
      zatroszczysz, to się nic nie ruszy, a tylko usra, za przeproszeniem!
      Wiesz,jak jest u mnie? Mąż 3 tyg. temu zaczął pracę po pół roku jej
      szukania,ja z językami, podyplomówką zarabiam w oświacie ok.1000, oszczędności
      przejedliśmy(a nie jadaliśmy wystawniesad , długów w różnych instytucjach mamy
      prawie 1,5 tys. A do tego tydzień temu wysiadło centralne i grzejemy się
      grzejnikami olejowymi, bo nie mamy na naprawę piecasadMam usiąść i płakać?Ani
      od tego cieplej nie będzie, ani pieniędzy więcej...
      Nasz świat jest okrutny i niesprawiedliwy, to fakt, ale to znaczy, że mamy się
      iść wszyscy utopić?
      Uśmiechnij się do swojego faceta, potańcz z synkiem-szczęśliwe dzieciństwo nie
      musi się wiązać z pełnym portfelem mamusi, miłości nie mogą zabić chwilowe
      trudności!Przysięgaliście sobie na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie-
      postaraj się byście byli razem w tych chwilach!
      Pewnie spodziewałaś się pocieszania, pogłaskania po główce.Nie doczekałaś się-
      sorki!Ale nie ty jedna masz źle, nie warto marnować młodych lat na
      zamartwianie się!
      życzę lepszych dni i zdrowia dla synka!Monika
      • agga_ma Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 13:31
        Ja juz wyzalalam sie w dwoch postach sad
        Za miesiac rodze synka, dlugow mam wiecej jak wlosow na glowie, firemka ktora
        prowadzimy z mezem jest na skaraju banklructwa i tez dopada mnie deprecha
        Ale stram sie ponad wszysko myslec o malym i o tm ze MUSI BYC LEPIEJ i juz smile
        zawsze rano powtarzam sobie PO NOCY PRZYCHODZI DZIEN ...
        uszy do gory, usmiech rozjasnia beznadziejna rzeczywistosc, a wylewanie zalow
        na bliskie osoby tylko pogarsza sytuacje.
        Pozdrawiam Aga i Dawidek
      • mamapabla Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 13:56
        A ja chcę cię wesprzeć. Moja poprzedniczka ostrzega, że nie będzie "głaskać po
        główce" - ale potępia Twego męża, który tak robi. Naprawdę Cię rozumiem, Twój
        syneczek jest jeszcze mały i więcej z nim pracy niż radości. Myślałam, że to
        się nigdy nie skończy, te płacze, ulewania, godziny przy cycku, noszenie - bo
        jak w łóżeczku to potworny ryk - ale gdy teraz mój synek za kilka dni kończy
        czternaście miesięcy nareszcie czuję się trochę usprawiedliwiona, że świadomie
        poczęłam dziecko. Przedtem - od czwartego miesiąca ciąży do pierwszych urodzin
        synka codziennie litry łez. Mój mąż nie dał sobie z tym rady, obraził się na
        mnie, bo jak mogłam nie chcieć wspólnego dziecka, powoli rozpada się nasz
        związek. O finansach nie wspominam, bo gdy miesiąc temu okazało się,że okna w
        mieszkaniu nie wytrzymają kolejnej zimy to rozbeczałam się znowu. Ale teraz coś
        pozytywnego - przemogłam się i napisałam prośbę o wsparcie z funduszu
        socjalnego ( należę do tych harujących za 800 zł) i cholera - naprawdę je
        dostałam, co prawda od marca, ale zawsze! Co miesiąc około 15-stego budzę się w
        nocy i dokładnie rozdzielam złotówki, gdyby nie zaliczka na okna to nawet nie
        miałabym debetu. Mimo zamartwiania się jakoś to idzie, a moje dziecko jest
        autentycznym źródłem szczęścia - gdy obejmie tymi rączkami, samo z siebie da
        buziaka, nawet to, że nie chce spać samo jest piękne. Przyjdzie czas gdy
        zauważysz, że już nie możesz martwić się - bo zwyczajnie nie masz siły i pomoże
        ci drobiazgowa analiza "co dzisiaj zdarzyło się fajnego" - ale zaznaczam -
        tylko fajnego, bez analizy niepowodzeń. Masz jeszcze dwa miesiące szukania
        pracy, jakoś ludzie sobie radzą, ty też poradzisz. Masz dzisiaj trochę gorszy
        dzień i masz do tego prawo! Te "dzielne" i "twarde" często chowają zbyt głęboko
        swoje kłopoty a potem wszystkie one wychodzą w postaci ciężkich chorób. Ja mam
        w rodzinie taki przykład "dzielnej" z trójką dzieci i wstrętnym mężem, która
        nigdy się nie żaliła i nie płakała. Rok temu - podejrzenie raka macicy (okazało
        się, że to tylko mięśniaki) od tamtej pory wciąż chodzi do lekarzy, teraz jest
        lekomanką i histeryczką.
        Raz jest lepiej, raz gorzej, ale niedługo znajdziesz te "lepiej" , a na
        każde "gorzej" będziesz już lepiej przygotowana. Trzymaj się ciepło! Aga
    • banshee74 Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 14:30
      Dziekuje Wam wszystkim - i tym, ktore wylaly na mnie kubel zimnej wody (choc w
      taki zimny dzien to barbarzynstwo), i tym, ktore mnie wsparly zieplym slowem.
      Mam nadzieje, ze sobie poradze, wiem, co chcialabym robic w zyciu. Niestety
      bede musiala zaczac moja kariere zawodowa od zera. Nie zalezy mi na duzych
      pieniadzach. Na poczatku wystarczy na przezycie. Byle jakos do przodu poszlo.
      Nie chcemy brac od rodzicow pieniedzy, w koncu jestesmy dorosli i musimy
      ponosic odpowiedzialnosc za nasze czyny.
      Tylko wkurza mnie to, co sie dzieje w tym kraju. Dlaczego ludzie wyksztalceni
      inteligentni itd. nie maja pracy, ale pracuja za grosze. Pensja wystarcza na
      oplacenie czynszu i jedzenie (my placimy samych oplat ok. 1200zl), nie mowiac
      juz o wzieciu kredytu na mieszkanie.
      Nie wszystkie dzieci chowaja sie bezproblemowo - ja z moim synkiem bylam w
      szpitalach juz 5 razy. Na szczescie wszystko jest dobrze. Ale w dalszym ciagu
      jedzenie to udreka, potrafil pare razy dziennie zwymiotowac. A moj maz, kiedy
      narzekam na synka mowi - mowilem, trzeba bylo wyskrobac. I uwaza, ze wlasciwie
      to ja nie chce znalezc pracy i podoba mi sie siedzenie w domu. Bo w domu z
      malym dzieckiem to sie nic nie robi. Jak ja zazdroszcze kobieta, ktore maja
      oparcie w swoich facetach. Ja wlasciwie czuje sie jakbym miala 2 dzieci.
      Pozdrawiam
      • toolateforyou Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 18:00
        faktycznie kubeł zimnej wody w grudniu to barbarzyństwowink) Ale nie pomogło
        troszeczkę? Praca w końcu się znajdzie-mimo chorej sytuacji w naszym
        kraju,dzidzia będzie zdrowa-przecież starasz się i ci zależy.A mąż?nie każdy
        trafi na idealnego faceta, trzeba się dopasować(nie mówię, że to łatwe i
        przyjemne)-w końcu coś was chyba łączy? MUSI BYĆ LEPIEJ!!! Trzymaj się!!Monika
      • olaart Re: Moja jesienna depresja 03.12.03, 21:36
        Droga banshee74, dobrze rozumiem Twoją sytuację, sama znalazłam się w
        podobnej, wpadkowa ciąża właśnie gdy po roku poszukiwań znalazłam pracę sad
        Potem macierzyński, szukanie nowej pracy, potem się znalazła ( ta z harówek za
        800 zł) potem ratowałam się przed zwolnieniem urlopem wychowawczym. Też mi
        smutno, 5 lat ciężkich czaso- i pracochłonnych studiów poszło na marne, dziś
        wiem, że nie znajdę już zatrudnienia w moim zawodzie, a pracy szukałam
        naprawdę intensywnie, na terenie całej Polski, wielokrotnie osobiście
        dostarczałam dokumenty - niestety nikt mnie nie chciał jako główny powód
        podając brak doświadczeniasad Trudno, żyje się dalej, postanowiłam nauczę się
        czegoś nowego - a tu problemy finansowe, mąż stracił pracę a tu kredyt do
        spłacenia sad Więc o studiach i kursach na razie mogę sobie pomarzyć. Ale
        będzie dobrze, na szczęście mam oparcie w moim mężczyźnie, wiecznym
        optymiście smile))
        I najbardziej mi smutno nie z powodu mojej sytuacji ale gdy patrzę na młodych
        ludzi z mojego pokolenia. Na palcach mogę policzyć osoby, które dostały
        normalną pracę za godziwe wynagrodzenie bez protekcji czy znajomości, reszta
        pracuje w knajpach, supermarketach, sklepach - jest to ciężka harówka za marne
        pieniądze sad a kto tego nie wytrzymał wyjechał z kraju sad Za granicą można
        pracując np. w małej budce z pamiątkami (moja koleżanka) wynjąć mieszkanie,
        opłacić szkołę, starcza na jedzenie i przyjemności a poza tym da się coś
        jeszcze zaoszczędzić. Kiedy u nas tak bedzie? W Polsce za taką samą pracę
        dostanie się ok 600 - 700zł.
        sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka