banshee74
03.12.03, 10:00
Dopadla mnie deprecha. Nie widze wielkiego sensu w moim zyciu, nie wiem co ze
mna, z nami bedzie.
Kiedy w zeszlym roku okazalo sie, ze jestem w ciazy bylam lekko przerazona.
Myslalam nawet o aborcji, zaczelam dopiero nowa prace, nie mamy jeszcze
mieszkania itd. Jednak nie zrobilam tego, mam slicznego synka, na szczescie
umowe mialam do dnia porodu i zalapalam sie na urlop macierzynski. Niestety
powrotu do firmy nie ma. Zreszta ta firma i praca tam to jedna wielka
pomylka. To tez troche przesadzilo o mojej decyzji o urodzeniu dziecka.
Myslalam, ze za rok w koncu cos drgnie w gospodarce, ze bedzie lepsza
sytuacja na rynku pracy. Jest chyba coraz gorzej. Nikt nie chce zatrudnic
matki z malym dzieckiem. Zyjemy teraz wlasciwie z oszczednosci i wlasnie
wczoraj wyliczylismy, ze wystarczy nam na jakies 2 miesiece. Nie wiem co
bedzie dalej. W ciagu tych 2 miesiecy musze znalezc prace i to za tyle, zeby
wystarczylo na opiekunke, bo nie mamy tu zadnej rodziny i babcia nie wchodzi
w rachube.
Moj maz dostal wreszcie prace zgodna ze swoim wyksztalceniem, niestety na
razie sa to grosze, ktory wystarczaja tylko na oplacenie mieszkania
(wynajmujemy, wiec kosztuje to sporo). Na reszte ida oszczednosci, ktore jak
wiadomo kurcza sie. Poza tym doluje mnie mowiac z jaka beznadziejna kobieta
sie zwiazal - mialam byz przebojowa, robic kariere, a ja jestem taka bez
ambicji. Moze on mysli, ze mnie tym zmobilizuje - tylko do czego - wysylam
listy itd., ale nic z tego nie wynika. Teraz czuje sie rzeczywiscie
beznadziejna - po co mi studia, jezyki, jak siedze w domu i nic nie robie.
Myslalam, ze jakos bedzie - urodzi sie dziecko, znajde prace, dziecko
pojdzioe do zlobka itd. Owszem - synek jest sliczny, cudowny, ale od poczatku
mial problemy z jedzeniem, wyladowalismy w szpitalu, okazalo sie, ze ma
cytomegalie (na szczescie bezobjawowa), ale trzeba z nim jezdzic na
rehabilitacje (obnizone napiecie miesniowe), do kontroli itd. Mialo byc tak
pieknie, zdrowy dzidzius, rosnacy jak na drozdzach, szczesliwa rodzinka, a tu
wszystko sie wali. Ciagle sie klocimy i warczymy na siebie.
Do tego zyjemy w takim kraju bez perspektyw, bez szans - gdzie dobrze zyja
tylko lapowkarze i aferzysci, gdzie rodzice katuja swoje dzieci. Fajny swiat
wybralam dla mojego dziecko. Mysle teraz, czy decyzja o urodzeniu go byla
wlasciwa - po co bylo skazywac go na taki los.
Czy to juz jest dno - czy moze byc jeszcze gorzej?
Pozdrawiam