kiraout
29.04.09, 22:31
Najpierw w ciąży, dają sobie wmawiać wszystko; nic nie sprawdzą, o nic lekarza
nie zapytają, nie przygotują się do wizyty, o własnym organizmie nie mają
pojęcia, zadają kretyńskie pytania na forum, otrzymując często gęsto równie
kretyńskie odpowiedzi.
Stoją w autobusach czy kolejkach, mimo, że im słabo, wolą zemdleć, niż
poprosić o ustąpienie miejsca.
Potem po urodzeniu dziecka dalej takie bezwolne. Idą do lekarza, stoją z
gorączkującym dzieckiem w kilometrowej kolejce, dają się zbyć mimo, że
wewnętrznie wrzeszczy w nich wszystko, że lekarz nie dobadał, zbył, odesłał do
innego szpitala (taki akurat przykład), potem jakieś komplikacje czy inne
tragedie.
W szpitalu (głośny artykuł w "polityce") chodzą i wypraszają (!) zajęcie się
dzieckiem przez pielęgniarki, a na ich "zaraz" szybciutko milkną i czekają z
błaganiem w oczach.
Takich kobiet jest cała masa. Czy to znaczy, ze nie potrafią zajmować się
własnym dzieckiem? Czy to znaczy, ze nie obronią go w razie potrzeby, nie
zapewnią bezpieczeństwa, bo się nie przełamią, żeby powiedzieć coś od siebie,
coś przeciwko?
Czy to jest jakieś spychanie odpowiedzialności na innych? (lekarz,
pielęgniarka, potem nauczyciel itd), żeby mieć wymówkę, że jest się czystym?
Moim zdaniem takie kobity to niewyrośnięte dziewczynki, psychicznie dzieci.
(dzieci mają dzieci)
Ja ich widzę zatrważająco dużo; za dużo.