mokrascierka
05.05.09, 00:22
Krotko: 24lata, prawie 4letnie dziecko, z ojcem dziecka od 7lat!
Związek pogodny, ugodowy, kompromisowy, bezkonfliktowy. Bez namiętności, ew.
okazyjnie, i w porywach.
Ślub: nie przyjęłam oświadczyn. Nie czuje potrzeby legalizowania związku,
wchodzenia w małżeństwo. Nie czuje się na to gotowa. Istnieje spory nacisk..
rodziny. Myślą, że to kwestia czasu tzn. gdy napisze mgr, znade prace, polecę
na księżyc.. Jednak ja wiem, ze nie dla mnie zycie małżeńskie, że na razie, na
teraz nie chce. Ludzie albo sie temu dziwią (ze nie jesteśmy po ślubie) i
pytają: DLACZEGO, albo uznają ze jesteśmy małżeństwem, bo to przecież
oczywiste: mamy dziecko.
Czy jestem normalna? Dlaczego on ma taka potrzebę, a ja nie dopuszczam tego
typu myśli. Mam drgawki, gdy słyszę o ślubie. Nie wiem czy do tego
kiedykolwiek dorosnę. Masa ludzi, znajomych sie zaręcza. To jakaś choroba.
Cale rzesze nowożeńców, zmian nazwiska, kupowania sukien.. itp.. Mnie to
mierzi, dla mnie ślub to tandeta, to zaraz rozwód, to duszenie sie!
psychicznie nie jestem stanie takiej niewoli znieść! Takie mam odczucia i
skojarzenia.
Przeciez nie jestem jedyna!!!