Dodaj do ulubionych

jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza?

05.12.03, 18:30
Witajcie!
Co robicie zeby nie byc w zwiazku ta strona, ktora bierze na siebie
wszystkie obowiazki? Ja ostatnio ze zdumieniem zaobserwowalam, ze gdybym
przestala robic zakupy moj malz zaczalby chyba zywic sie kurzem. Wszystko,
zeby tylko nie schodzic z 3 pietra do sklepiku na dole w bloku.
Wiem juz od doswiadczonych zon, ze za bardzo nie ma co liczyc na meska
przyzwoitosc - tzn. to ze ja bede pracowac od rana do wieczora wcale nie
spowoduje ze on to zauwazy i postara sie mnie odciazyc. Taka meska natura. A
moze po prostu ludzka? (kobiety maja chyba troszke z aniola, hehe)
Na wiosne, jak wszystko pojdzie ok, bedzie juz nas trojka, wiadomo - nowe
obowiazki, wiec jestem bardzo zainteresowana waszymi sposobami na
wciagniecie mezow w wir zycia kuchenno-zakupowo-pieluchowego.
pozdrowienia
ola
Obserwuj wątek
    • miau7 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 05.12.03, 19:04
      Jak urodził się młody to mój miły (nie mąż) oszalał i robił wszystko: zakupy,
      sprzątanie, śniadanko do łóżka itp. Wprost proporcjonalnie jak młody nabierał
      ciała miły zmniejszał swoje obowiązki. Teraz Miki ma niespełna 3 latka, ja w
      pracy, ja w domu - wszystko ja. Miłemu zostały tylko zakupy. Ale jak trzeba i
      jak paluszkiem pokazać to zauważy i pomoże. Ale tak sam z siebie to nie.
      CZasami się buntuję, a czasami odpuszczam.
      • asiunia235 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 05.12.03, 21:43
        U MNIE JEST PODOBNIE, MUSZE PARE RAZY RYKNAĆ,ŻEBY NADESZŁA POMOC, CHOCIAZ JEST
        JEDEN PLUS, MÓJ PAN BARDZO LUBI ROBIC ZAKUPY, TAKZE NIE MAM Z TYM PROBLEMU, JAK
        TRZEBA TO PODKURZA I ROZKŁADA ŁÓŻKO, WSZYTKO OCZYWISCIE ZA DROBNA PROŚBA, ALE
        NIE JEST ŻLEsmilePOZDROIOWNKA
    • gandzia4 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 05.12.03, 20:39
      Właśnie siedzi obok mnie moja męża i tłumaczy mi, "że to przyroda tak
      zorganizowała", oczywiście chodzi o udzielanie się w obowiązkach domowych. Ja to
      sie buntuję co jakis czas i muszę ustawić go ciut do pionu. Zazwyczaj skutkuje
      na jakiś tydzień góra dwa. Tyle tylko dobrze,że ma chyzia na punkcie synia i jak
      jest w domu to razem brykają, a ponadto jak widac na zdjęciach dochowałam się
      juz niezłej pomocy w córci. Ja myślę, że facet pewne kwestie wynosi z domu i
      skoro nasze kochane teściowe nie wymagały od nich za "młodu" to jak go wyćwiczyć
      teraz na "starość". Podziękujmy imsmile)))
      • gocha71 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 05.12.03, 21:37
        gandzia4 napisała:

        > Właśnie siedzi obok mnie moja męża i tłumaczy mi, "że to przyroda tak
        > zorganizowała", oczywiście chodzi o udzielanie się w obowiązkach domowych. Ja
        t
        > o
        > sie buntuję co jakis czas i muszę ustawić go ciut do pionu. Zazwyczaj skutkuje
        > na jakiś tydzień góra dwa. Tyle tylko dobrze,że ma chyzia na punkcie synia i
        ja
        > k
        > jest w domu to razem brykają, a ponadto jak widac na zdjęciach dochowałam się
        > juz niezłej pomocy w córci. Ja myślę, że facet pewne kwestie wynosi z domu i
        > skoro nasze kochane teściowe nie wymagały od nich za "młodu" to jak go
        wyćwiczy
        > ć
        > teraz na "starość". Podziękujmy imsmile)))
        Jaki z tego wniosek? Wychowujmy naszych synów tak, aby ich przyszłe partneri
        (niekoniecznie żony) miały z nich większy pożytek niż my z ich tatusiów w
        sprawach domowych. Może to my, matki, powinnyśmy kształtować naszych synów na
        dobrych mężów, co i do sklepiku zejdą z trzeciego piętra i kupią coś dla siebie
        i dla połowicy, hmm...
        U mnie oczywiście sytuacja podobnie jak powyżej i ciekawa jestem, czy mając
        taki a nie inny przykład w osobie swojego ojca, mój syn da się wychować
        na "dobrego" męża? Czyżby sztafeta pokoleń?
        • gandzia4 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 05.12.03, 21:45
          Mam nadzieję,że nie bo mój teść nie brał swych synów na ręce dopóki nie
          skończyli co najmniej pół roku (sam się przyznał gdy mój wtrynił mu na ręce
          5-dniowego wnuka), a moja męża jest głównym kąpielowym od pierwszego dnia w domu
          (przy starszej córze też tak było) i wie jak obsługuje się pampersy. Mam
          nadzieję, że nauczę synia iż obowiązki domowe dotyczą również jego osoby w
          szerszym zakresie niż pojmuje to mój mąż.
    • franckrzyzak Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 06.12.03, 02:08
      Na początek przytoczę tu może słowa mojego Pana kierownika "na okręcie jest
      jeden kapitan i na tym okręcie ja tu jestem kapitanem" i może przysłowie,
      które oddaje istotę sprawy "chłop jest głową rodziny a kobieta szyją, szyja
      głową kręci"
      Wydaje mi się że w każdym z nas tkwi małe "ziarno wyzyskiwacza" bliźniego.
      Jeśli trafi na dobry grunt rośnie bujnie i pięknie się rozwija. Miło jest nie
      musieć myśleć co dziś jeszcze do zrobienia, tylko co mnie dziś jeszcze
      przyjemnego spotka. W stereotypie mówi sie że mężczyzna ma utrzymać rodzinę a
      kobieta wychować dzieci, więc automatycznie, skoro kobieta jest w domu na nią
      spadają wszystkie domowe obowiązki. Osobiście trafia mnie gdy słyszę że Pan i
      władca nie skala się żadną pracą w domu by pomóc partnerce bo to poniżej jego
      godności. Do szewskiej pasji doprowadza mnie również tekst typu "nie mógł byś
      sam pomyśleć że trzeba by to lub tamto zrobić/kupić..." Niestety ja osobiście
      nie mogę "pomyśleć" bo to nie moja działka, bardzo chętnie poproszony
      pomogę/zrobię/wyręczę. "Myślę" na swojej działce (czyt. samochód, garaż,
      piwnica), czyli tam gdzie Pani mego serca raczej nie zagląda i gdzie jej noga
      raczej rzadko staje.
      Konkludując - na każdym okręcie jest jeden kapitan.
      Pozdrawiam wszytkie PANIE Kapitanowe na domowych okrętach.
      Majtek do pomocy domowej
      Franc
    • mopek1 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 06.12.03, 08:32
      Już się wypowiadałam w podobnym temacie, ale nie do końca mnie zrozumiano, więc
      i odpowiedzi na mój post były dla mnie mało interesujące, może wy napiszecie
      szczerze i bez jadu o tym na czym polega BŁĄD mojego sprytnego planu!
      Przed ślubem mieszkaliśmy rok ze sobą i był to tzw. układ partnerski – oboje
      troszczyliśmy się równo o pieniądze na bieżące rachunki (co było dość trudne, a
      o odkładaniu nie było mowy) i oboje zajmowaliśmy się domem. To drugie „oboje”
      wyglądało tak, że po odkurzaniu Misia musiałam i tak poprawiać, a prasowanie to
      po prostu tragedia mimo jego najszczerszych chęci. Po ślubie sytuacja
      radykalnie się zmieniła, los w niezbyt miłych okolicznościach obdarzył nas
      firmą, która przynosi bardzo dobre dochody, ale wymaga 24h zaangażowania. Ja
      pozostałam a w zawodzie, który jest moją pasją, ale zarabiam 650 PLN, Misio z
      tego zawodu zrezygnował (co było dla niego sporym wyrzeczeniem) i zajął się
      firmą. No i wtedy SAMA ogłosiłam, że wprowadzamy zasady „średniowieczne” tzn.,
      on nie robi w domu NIC, ale za to mnie nie interesują żadne rachunki, łącznie z
      moimi „kosmetycznymi”. Misio ochoczo na to przystał i tak jest do dzisiaj (2,5
      roku po ślubie). Przyznaje, że na razie funkcjonuje bez zarzutu. Może
      faktycznie prowadzenie domu zajmuje mi sporo czasu i energii, ale
      mam „fundusze” na wszelkie udogodnienia, samochód, zmywarkę itd., poza tym
      wcale nie czuje się wykorzystywana, bo mój mąż bardzo ciężko pracuje. Żadne z
      nas nigdy się nie skarżyło, ani ja, kiedy inwestycje w firmie wymagały
      chwilowego zaciśnięcia „pasa” , ani on kiedy z powodu moich humorów było np.
      przez tydzień nie posprzątane. Zastanawiam się tylko czy to się nie wysypie po
      przyjściu na świat dziecka, ale zawsze można wtedy wziąć kogoś do prowadzenia
      domu. Naprawdę nie widzę powodu, żeby mąż, który z niemałym wysiłkiem w
      dzisiejszych czasach zapewniający dostatni żywot musiał koniecznie myć
      naczynia, albo robić zakupy? Mamy i żony z większym doświadczeniem napiszcie
      gdzie tkwi błąd w tym rozumowaniu?

      • gandzia4 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 06.12.03, 09:54
        W sytuacji gdy on tyra 24 na dobę i masz zapewnione wszelkie udogodnienia w
        prowadzeniu domu to nie widzę sensu gonienia go do mycia garów. Ja mojego też
        nie gonię do garów (nie daje się), ale gdy jest w domu a ja z córcią zasówamy
        jak małe samochodziki sprzątając mieszkanie to trafia mnie, że nasz pan i władca
        siedzi przy kompie i udaje, że nie widzi. Zamiast dołączyć do sprzątania, aby
        uwinąć się z tym szybciej i już razem spędzić czas wolny.
        • zarra Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 06.12.03, 12:40
          Myślę mopka, że wasz układ jest ok. Przynajmniej dzięki jasnym zasadom
          unikacie kłótni o to że znowu nie zrobił, nie sprzątnął, myśli tylko o sobie a
          ty wszystko sama musisz w domu itp.,itd.

          Jak mój Pan Mąż zachrzania od świtu do nocy to nie wymagam od niego żeby wstał
          rano i mi pomógł przy dzieciach,albo leciał po zakupy.
          ( a i tak pomaga raniutko przy najmłodszej, ale potem dalej śpi)

          Ale jak ma troszkę luźniejsze dni to nie ma zmiłuj.
          Oczywiście sam się nie domyśli ze skoro się w koszu przesypuje to moze by cos
          z tym zrobic.
          No i czasem szalg trafia jak sie doprosic nie mozna.
          Ja staram sie po nim nie sprzatac.
          Czasem, rzecz jasna, sie nie da, bo zostawi , polezie i jesli to bardzo mi lub
          dziecim przeszkadza no to musze za niego cos sprzatnac.

          I czasem Pan maz dostaje objawienia i mówi "k... jaki tu bajzel" i po
          rozeznaniu okazuje sie ze w wiekszosci to jego zasluga. No i sprzata wink
          Ale to bardzo zadko sie zdarza niestety-takie objawienie.

          Ostatnio zrobilam taki numer.
          Mieszkamy od 3 m-cy bez zmywarki (wczesniej byla)
          i Pan Maz w ciągu tych 3 m-cy ani razu nie pozmywal.
          Ciągle byl zapracowany wiec tylko narzekalam ze te gary i gary i ja sama z
          tymi garami. On sie tłumaczył ze tego nie nawidzi robic, na to ja ze tez tego
          nie nawidze robic.
          Ostatnio mial 2 wolne dni. Drugiego dnia stwierdzilam ze teraz jego kolej "na
          zmywaku" i koniec.Najpierw wymyslił ze jutro juz napewno umyje (byle nie
          dzis). Na to ja ze nia ma tak ,jutro bedzie futro i dzisiaj ma myc.
          Siedząc przy kompie przeciagał ten czas zmywania tak ze w koncu noc nastala i
          chcac mi pokazac ze jest slowny o 1 w nocy z niesmakiem stwierdzil ze idzie
          zmywac. Na to ja ze cisza nocna dzieci spia , nie bedzie po nocy walił garami
          przeciez. Pewnikiem mu wtedy ulżyło strasznie.
          Ale jakiez było jego zdziwienie gdy na drugi dzien wrócił po pracy (ale byl
          tam tylko kilka godzin), a w zlewie bez zmian. Wszystko tylko co potrzebowalam
          to umylam sobie sama i mylam po sobie kubeczki tego dnia. Reszte mu zostawilam.
          No i cóż...nie miał wyjścia.
          Troche się buntowal ze mu nadokladalam i to nie fer, hihi.

          Ogólnie to cięzki temat z nimi.

          A a'propo że to matki wina. NO pewnie po trosze tak.
          Ale nie do konca. Moja tesciowa jest bardzo porzadna i wymagala tego od
          swojego syna. Pamietam ze jak kiedys u niego bylam(za panieńskich czasów)
          to pokazywała mu jak źle umył naczynia.

          Moja znajoma ma synka 18 latka. I ciągle gania go żeby po sobie sprzątał,
          a on nic,rozwala swoje rzeczy , nie chowa ciuchów itp. I marwti się ta moja
          znajoma , ze jego przyszła żona będzie myślała że to jej wina,
          bo źle wychowała.

    • jolancik Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 06.12.03, 13:05
      SAME JESTEŚCIE SOBIE WINNE ! jestem 13 lat po ślubie i od początku nie
      pozwoliłam sobie zbytnio nadskakiwać mężowi, ( a mieliśmy maluszka i dość z nim
      obowiązków)i tak nie prasowałam przede wszystkim koszul (codziennie musi mieć
      świeżą) ku oburzeniu teściowej, która prasowała nawet majtki synowi i mężowi,
      skutek był taki, żę mąż świetnie się nauczył prasować i teraz do głowy mu nie
      przyjdzie wymagać tego ode mnie tylko co rano prasuje sobie nową. Inna sprawa
      to drugi dzidziuś którego mamy od pół roku. Ponieważ mąż pracuje długo więc
      zajmuje się małym w godzinach rannych tzn 6-8 przed wyjściem do pracy, żebym
      mogła złapac trochę snu, w tym czasie kąpie się , prasuje, je śniadanie i gada
      z małym, który siedzi w foteliku ( do łazienki bierze go ze sobą). wychodząć do
      pracy wręcza mi małego i dalej ja. nie zmieniło się nic po moim powrocie do
      pracy ( z małym babcia co przyjeżdża codziennie rano) ponieważ mąż twierdzi, że
      mały dobrze go nastraja na cały dzień. Ja wracam z pracy około 16-17 ja
      przejmuję pałeczkę tzn zabawy z maluchem, mąż wraca około 18-19, i wtedy po
      kolacji on kąpie małego, ubiera w piżamkę i daje mi go do "cyca". Zaznaczam, że
      mamy też pierszego syna, juz nastolatka, który rówież wymaga poświęcenia uwagi.
      Ale głównie chodzi o to, żeby nie wyrywać się do wszystkiego samemu, tylko
      ustalić pewne zasady, zapewniam, że każdy facet nauczy się świetnie prasować
      jak będzie do tego zmuszony. W swoim czasie obowiązywała tez zasada "ja gotuję-
      ty zmywasz", wtedy albo mąż albo sym musieli się z tym uporać, ale teraz mamy
      zmywarkę i problem tylko z wyjmowaniem naczyń ( starszy syn)
      Mojego starszego syna zaczęłam przyzwyczajać do zmywania jak miał około 6 lat i
      nie byłam niecierpliwa a poprawiałam jak nie widział, a szybko się tego nauczył
      i tak do około pół roku temu ten nastolatek świetnie zmywał i nie było to dla
      niego hańbą ale wielką pomocą dla mamy
      pozdrawiam was serdecznie, piszcie na priv i nie dawajcie się zajeździc, nie
      bierzcie na siebie wszystkiego bo nie mieszkacie same
      (w rodzinie moich znajomych 3 dzieci ma dyżury przy zmywaniu lub zmywarce
      rozpisane w kuchni na tablicy)
      • sibilli Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 08.12.03, 11:03
        Jak ja ci zazdroszcze !!! Jestem co prawda tylko 14 m-cy po slubie i w piatym
        m-cu ciazy ale licze ze nie jest jeszcze za pozno na wprowadzenie zasad i
        dogranie z mezem obowiazkow itp.
        Z mezem w miare sie dogaduje (klotnie sa z powodu tego ze mieszakmy poki co z
        moimi rodzicami(sa bardzo ok) ale ja chce z meza zrobic mojego ojca i
        dostrzegam roznice. Moj maz jest zreszta zdania ze poki mieszakmy z nimi nie
        bedzie sie mieszal a jak odobno to bedzie mi pomagal (ale ja juz teraz wole na
        zimne dmuchac! bo pozniej mi powie,ze za pozno wymagam).
        Mam nadzieje,ze jak bedziemy sami to sie dogramy.Juz teraz wprowadzam
        zasady,ucze tluke i mowie grzecznie ale czasem wybucham (ile razy mozna mowic
        o tym samym ?!)Ale to wina TESIOWEJ,ktora we wszystkim wyreczala synow (miala
        ich trzech)i nie za bardzo przygotowala do roli POMOCNEGO Meza. Oduczyla go
        myslenia i domyslania sie (po co wytezac umysl?)skoro zonka (przedtem mamusia)
        wszystko podpowie i podsunie?... A to jest nie fair!
    • mamamisi2 Re: jak nie wychowac sobie wygodnickiego meza? 06.12.03, 15:25
      poprostu zanim urodzi sie dzieciątko-juz teraz niech skacze kolo
      ciebie,miewaj częsciej "globusy" z założenia ,bo po urodzeniu dzidzi i tak
      nieraz dopadna cie z przemęczenia.już teraz wrzuć na luz i ociagaj się z
      obowiązkami i przypatrz się mu jak to znosi.
      • e.beata a media? 08.12.03, 09:55
        A nie wkurza was że media nie nadążają za modelem partnerskim? Wcale go nie
        lansują.
        Ostatecznie taki młody tatuś dzieckiem się zajmie.
        Nie widziałam jeszcze w żadnym serialu /co prawda rzadko przeglądam, więc może
        coś uszło mojej uwadze/ pana który kurze ściera bądź odkurza.
        Ostatnio chyba w Klanie była scenka, siedzą wszyscy dookoła stołu, kobiety
        kroją warzywa na sałatkę a dziadek obrane jabłka wcina. Mógłby chociaż jajka ze
        skorupek obierać.
        Takie obrazy pokazują Matkom Polkom gdzie ich miejsce i utwierdzają panów w
        przekonaniu że ich lenistwo jest całkiem naturalne wink.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka