Dodaj do ulubionych

pomoc w pierwszych dniach w domu

11.05.09, 12:16
wśród moich znajomych istnieje jakaś niepisana tradycja zapraszania na
pierwsze dwa tygodnie życia maluszka mamy/babci do domu do pomocy. Jeżeli
relacja mama-córka są w porządku, uważam, że pomocy nigdy za wiele. Moje
relacje są - że tak powiem - poprawne, wiem, że moja mama bardzo by chciała na
siłę coś zmienić, ale nie jest to w moim odczuciu już w tej chwili możliwe.
Długo by opowiadać..
Pierwsze tygodnie z dziecinką są czymś intymnym. Chciałabym nauczyć się jak
najwięcej przed narodzinami i chciałabym spędzić te pierwsze tygodnie tylko w
trójkę. Czy siedząc w domku z niemowlakiem, partner w pracy, poradziłyście
sobie bez problemu? jak się na to przygotować, boję się, że sama się nie
spodziewam, jak ciężko jest na początku, wymięknę i zadzwonię po pomoc.
Dałyście radę, albo dałybyście radę bez pomocy rodziców?
Obserwuj wątek
    • monique76 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 12:29
      Tych pierwszych dni po szpitalu (3-4) to nie wyobrazam sobie bez
      pomocy szczerze mowiac. Nie bylam w stanie podgrzac sobie zupy (juz
      przygotowanej wczesniej), maz pomagal mi wejsc do wanny - ale ja
      bardzo zle znioslam naciecie i stad zapewne te problemy..
      Moze nie koniecznie mama/tesciowa, ale facet na pewno sie przez te
      pierwsze kilka dni poszpitalnych przyda w domu - chociazby po to,
      zeby podac picie w trakcie karmienia itd. Mi maz przygotowywal
      kompresy z tantum rosa - kazde wstanie z lozka bylo bardzo bolesne,
      wiec pomoc chociazby w formie przygotowania kompresow byla
      nieoceniona.
    • kamelia04.08.2007 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 12:35
      mój mąż był prawie 3 tyg. ze mną (z nami) w domu. Potem poszedł do
      pracy. Dwie dorosłe osoby w zupełnosci wystarczą. Potem jak zostałam
      sama, też sobie radziłam.

      Co do pomocy babci, to moja mama w czasie odwiedzin lubiła sie
      wtracać, co mi wybitnie działało na nerwy. Glupoty takie opowiadała
      (i nadal opowiada), że buty spadają, tym swoim doswiadczeniem
      opartym na złych nawykach i metodach próbowała mnie raczyc, tudzież
      sugerwowac, że źle sie dzieckiem zajmuje. Stąd babci i innym
      doświadczonym nie dziekuje.
      Do opieki nad dzieckiem potrzebny jest spokój i cierpliwość. Wiem,
      że łatwo powiedziec, ale to na prawde działa.
      • jotka_k Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 12:44
        myślę, że te pierwsze 2-3 tygodnie mąż na pewno będzie w domu, potem
        i tak będę zmuszona korzystać z pomocy rodziców chociażby przy
        wyprowadzeniu psa jak mąż w delegacji będzie, więc ja osobiście
        liczę na pomoc moich rodziców smile
      • kiraout Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 12:52
        Szczerze mówiąc mi by się nie chciało z kimś tak zaraz po porodzie. Widzę to po
        końcówce ciąży, ze mi czyjaś obecność (nawet najmilsza) trochę wadzi.
        A to gadanie, kiedy lubuję się ostatnio w milczeniu (już wolę przez telefon), a
        to konieczność ubrania się, a tak zasuwałabym po domu w majtkach i bluzce i same
        inne takie... Ale może mi się rzuciło na towarzyskość, nie wiem.

        ja mam doświadczenie ekstremalne z byciem sama w domu przez pierwsze dni i
        tygodnie z wcześniakiem. Mieliśmy przeprowadzkę na głowie, mała urodziła się
        wcześniej, mąż dogrywał wszystko poza domem, ja z małą w domu. Nie chciałam
        opieki, bo to wiązałoby się z musem zamieszkania wtedy z nami na 29 metrach
        jeszcze mojej mamy, co przerastało chyba możliwości wszystkich. A o dojeżdżaniu
        i przychodzeniu codziennie z innymi zarazkami mowy nie było, dlatego byłam sama.
        I opłaciło się. Mimo mocnego zmęczenia spokojnie dałam radę. Miałam kanapki,
        picie i resztę na wyciągnięcie ręki, zupa w termosie smile Powiem nawet: chwaliłam
        sobie te pierwsze dni w spokoju. Nauczyłam się córki, jej reakcji, w spokoju,
        bez niczyjej ingerencji i rad (nawet dobrych).
        Telefony do wszystkich świętych (znajomy i umówiony lekarz, rodzice,
        doświadczona koleżanka, adresy, tel. taksówek ) wszystko było pod ręką. Czułam
        się naprawdę bezpiecznie.
    • zlosliwe_malpisko Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 12:46
      pewnie wszystko zależy od tego w jakim będziesz stanie po powrocie
      ze szpitala. Jestem po 2 porodach naturalnych i bez najmniejszego
      problemu poradziliśmy sobie sami z mężem. Po pierwszym dziecku mąż
      wziął 2 dni wolnego, ale nawet gdyby ich nie wziął też bym sobie
      dała radę (byłam nacinana). Po drugim został w domu kilka dni
      bardziej jednak ze względu na starszego syna, który nie chciał iść
      do przedszkola, tylko zostać w domu z siostrą a ja jednak byłam zbyt
      zmęczona do opieki nad dwójką dzieci.
      Tyle, że ja przeszłam porody łatwo, wszystko dobrze się goiło więc
      niczyja pomoc nie była mi potrzebna.
      Co więcej, nie chciałabym niczyjej wizyty w tych pierwszych dniach
      po porodzie ze względu na to, że jest to bardzo intymny okres w
      życiu, osobiście krępowałabym się obecnością teściowej czy nawet
      mamy.
      Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy jest w stanie poradzić
      sobie, bardzo dużo zależy też od partnera.
      • malibuemi Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 12:53
        Ja planuję spędzić te chwile jednak we trójkę. Mąż weźmie urlop na pierwszy
        tydzień, bo wiem że mogę mieć problemy z podstawowymi czynnościami. Jeśli by się
        coś działo to oczywiście poproszę o pomoc mamę lub teściową ale szczerze mówiąc
        wolałabym nie.
        • pagaa Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:05
          ja też bym chciała, żebyśmy sobie we trójkę ładnie dali radę. Teściowa już
          zapowiedziała, że ona to może na całe wakacje przyjechać-pracuje w przedszkoluuncertain
          powiedziałam, że na pewno ode mnie też ktoś przyjedzie..zrozumiała na tyle, że
          się na miesiąc oferuje teraz, ech. Ale mój Facet stwierdził, że z nią pogada i
          spróbujemy sami, a jak coś to poprosimy o pomoc, a w odwiedziny to jak
          najbardziej zapraszamywink u mnie jakos bardziej rozumieją, że w odwiedziny
          owszem, ale nie pchają się z długoterminowym pobytem. Lubię teściową, ale
          wiecie, co za dużo to nie zdrowowink poza tym też obawiam się "dobrych rad".
          wiadomo, że często są słuszne, ale mogę spytać przez tel.wink Zobaczymy, rodziny
          mamy daleko, więc na pewno jak się zjadą, to na weekend, albo tydzień, ale oby
          nie dłużej!
    • dragica Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:01
      Po porodzie/drugie ciecie cesarskie/ tesciowa byla u nas 3 dni-gotowala obiad i
      raz zostala z Mloda na 40 minut.Potem bylam sama, maz w pracy. Dalam sobie
      swietnie rade, ale moja Mloda jest z tyhc spokojnych dzieci-jadla,spala i kupe
      robila przez pierwsze 3 miesiace.
      • an_gie Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:11
        ja jestem dopiero w połowie ciąży a moja mama już się dopytuje kiedy poród bo
        sobie zarezerwuje czas, mam nadzieję, że obejdzie się bez kłótni i że zrozumie,
        że chcemy być sami, znając ją, może w ogóle nie posłuchać prośby i zjawi się
        nagle przed drzwiami z walizką. Muszę się chyba wykazać stanowczością..
    • anettchen2306 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:20
      Wyszlam ze szpitala w 5 dobie, maz dostal 3 dni
      urlopu "okolicznosciowego". Poradzilam sobie znakomicie sama z
      dwojka dzieci (starszy mial 8 lat). Nie mielismy w domu zadnej
      pomocy ze strony babc, tez nie obylo sie u mnie bez pekniecia i
      szycia - nie bylo jednak zle, rana zagoila sie praktycznie w czasie
      pobytu w szpitalu. Z maluszkiem naprawde da sie zrobic praktycznie
      wszystko: ugotowac obiad, nieco ogarnac mieszkanie, pomoc starszemu
      w lekcjach, nawet zrobic z dwojka zakupy. Ten czas wspominam jako
      najspokojniejszy. Niemowle da sie "uziemnic" w wozku, lozeczku,
      chuscie. Znacznie gorzej jest z rozbrykanym paromiesieczniakiem -
      wtedy wywozilam malude do babci, by moc zrobic wieksze porzadki.
      Dziecko nie wisi przy piersi 24 godz na dobe - lub przynajmniej ja
      nie znam takiego przypadku. Dziecko przeciez od czasu do czasu spi -
      mozna wtedy tez sie zdrzemnac lub cos zrobic. Najlepiej odczekac,
      jak faktycznie to bedzie "po" i ewentualnie wtedy poprosic o pomoc.
      Moja mama przyjechala /1200 km/ w odwiedziny miesiac po narodzinach
      malej, na tydzien. Po tym tygodniu znow zawitala do naszego domu
      cisza i blogi spokoj wink)
      • zlosliwe_malpisko Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:28
        zgadzam się całkowicie. Szczerze mówiąc gdybym miałą poprosić o
        pomoc, to wolałabym ją otrzymać kiedy dziecko ma już kilka miechów.
        Z noworodkiem jest pod wieloma względami prościej.
    • kasiak37 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:49
      dalam rade bez pomocy osob trzecich bez problemu.
    • anieszka76 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:52
      ja po pierwszym porodzie nikogo nie zapraszałam i teraz też nie mam zamiaru, mąż
      w obu przypadkach pomyślał o tym by zaplanować sobie urlop na ten czas, a potem
      będę radziła sobie sama, może i to dużo obowiązków przy dwójce dzieci, ale ja
      się z tym liczyłam, planując drugie ...
      • anick5791 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 13:54
        Mąż wziął kilka dni urlopu. A żeby mama lub teściowa "plątały" mi się po domu -
        nie wyobrażam sobie.
    • artdesign84 oczywiście ze da radę bez.... 11.05.09, 16:48
      co to za filozofia nakarmić i przewinąć ??Albo pośpiewać i przytulić?
      • maroco1977 Re: oczywiście ze da radę bez.... 11.05.09, 17:21
        > co to za filozofia nakarmić i przewinąć ??Albo pośpiewać i przytulić?

        dla niektorych jestbig_grin

        ja osobiscie nikogo nie mialam, maz w pracy, z osmiu wizyt poloznej, byly tylko
        dwie, z reszty zrezygnowalam, choc mialam do nich swiete prawo, nie byla mi do
        niczego potrzebna. Dziecie wykapalismy sami, bez niczyjej pomocy.Moja mama
        chciala koniecznie przyjechac , ale zabronilam, nie jestem typem goscinnym.Byla
        klotnia ale jej juz przeszlo.Podoba mi sie zycie we troje.Tescia unikam jak
        tylko moge, Bogu dzieki on z tych co to raz zobaczy i mu wystarczy i jest
        ok.Jestem z natury osoba, ktora w swoim domu czuje sie najlepiej sama, goscie
        mnie mecza.
        • artdesign84 Re: oczywiście ze da radę bez.... 12.05.09, 03:17
          goście to do mnie tłumnie przychodzili, ale wieczorem,
          na "pępkowe" ;P
          po ciąży byłam wyjątkowo spragniona towarzystwa znajomych (ale nie
          do pomocy)
    • deela Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 17:08
      dalam rade
      ale na poczatku byl ze mna maz bo ja po znieczuleniu przy cc nie moglam chodzic
      a potem to juz lajt
    • owca2105 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 17:08
      Pomocy nigdy za wiele ale nie zaraz po porodzie. Potem bardziej się przyda.
      Przez pierwsze dni z całą pewnością będziesz chciała dojść do siebie, gonić w
      koszuli, a nie martwić, że pasowałoby się może uczesać.
      Poza tym to będą najfajniejsze chwile, kiedy nikt nie będzie zakłócał Waszego
      spokoju, bo z reguły większość noworodków to tylko je i śpi.
      Ja dałam radę sama. Bez męża nawet, bo ma taką pracę, że zdążył nas po drodze
      odebrać ze szpitala i jechał za granicę.
      Moja mama była tylko na chwilę, żebym mogła spokojnie wziąć nie szpitalny
      prysznic. I tego mi było potrzeba. Proponowała, że może zostać na noc, ale ja
      nie miałam takiej potrzeby, bo w końcu w szpitalu też całą dobę zajmowałam się
      dzieckiem. Na drugi dzień przyjechała też na chwilkę, żebym mogła wyskoczyć
      sobie po zakupy. I tyle. Nigdy nikt mi się nie narzucał, ale zawsze kiedy była
      taka potrzeba, mogłam liczyć na pomoc.
      I tak powinno według mnie być. Umów się, że jak będziesz potrzebowała to
      poprosisz. Bo do końca nigdy nie wiadomo jak się będziesz czuła, więc lepiej
      mieć zabezpieczenie. Ale jeśli stwierdzisz , że dasz radę, to sobie radź. Potem
      fajnie się będziesz czuła.
      Pozdrawiam
    • eniigmaa Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 19:26
      jak dla mnie to niezbędna jest tylko obecność męża, obecność wszystkich innych
      osób by mnie po prostu wkurzała
      no chyba, że mąż nie może wziąć wolnego, a Ty będziesz po cesarce, to wtedy
      możesz faktycznie nie dać rady
    • reteczu Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 19:29
      Łatwo poznać z twojego postu, że jesteś pierworódką. Nie masz
      pojęcia, co to znaczy ból zszytego krocza, co znaczy ból
      pogryzionych brodawek, ogólne zmęczenie porodem, baby blues i tym
      podobne "atrakcje". Masz ochotę spać, a tu ledwie oko przymkniesz,
      budzi się ludzik i płacze. Musisz się zwlec z łóżka, przewinąć
      obywatela i przystawić do piersi czasem pokąsanej mocno i
      obolałej.Tak dzień i noc.

      W pierwszych dniach/ tygodniach pomoc jest bardzo przydatna! Pomoc
      zajmie się domem, trochę dzieckiem, a matka nabiera sił.

      Ja nie mam zamiaru przekonywać cię, żebyś zgodziła się na przyjazd
      twojej mamy i przyjęcie jej pomocy. Twoja sprawa, co zrobisz. Pewnie
      sobie bez mamy też poradzisz, ale wierz mi, matce dwóch księżniczek
      i trzeciej księżniczki (bądź księcia) w drodze - po porodzie
      przydaje się każda para rąk do pomocy.

      Ja żyję w złych relacjach z ojcem. Gdyby on zaproponował mi pomoc,
      nigdy bym się na nią nie zgodziła.

      Po pierwszym porodzie mama była u mnie tydzień. Potem już mogłam
      liczyć tylko na siebie. Mąż wychodził (i wychodzi), gdy jeszcze jest
      ciemno, wracał (i wraca), gdy już jest ciemno, więc pożytek z niego
      tylko w weekendy.

      Po drugim porodzie do pomocy miałam 4-letnią córkę smile
      Być mamą po raz drugi to paradoksalnie łatwiejsza sprawa.
    • 18_lipcowa1 mnie to bawi 11.05.09, 19:38
      po co tyle ludzi do 1 malego dziecka?????????
      • aszkerson Re: mnie to bawi 11.05.09, 22:23
        Ciebie wszystko bawi.
        Po co tyle ludzi do jednego dziecka? Po to, żeby pomóc, gdy zajdzie taka potrzeba. Po Twoich wpisach sądzę, że Ty byś sama chciała nawet sobie poród odebrać.. uncertain

        https://tickers.baby-gaga.com/p/dev133pr___.png
        • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 11.05.09, 23:02

          > Po co tyle ludzi do jednego dziecka? Po to, żeby pomóc, gdy
          zajdzie taka potrze
          > ba.


          Ale jaka potrzeba? Dziecko jest matki i ojca. To dwoje doroslych.
          Matka karmi, ojciec moze robic cala reszte, matka w sumie tez.
          A tak najczesciej konczy sie na tym ze kochana babcia sie wtraca,
          matka pocieta, obolala, zestresowany ojciec.

          Chcialo sie dziecko? To sie sobie z nim radzi. Bez przesady. Glupi
          zwyczaj. Moja mama tez chciala przyjechac ale zamierzam jej wlasnie
          powiedziec ze nie chce.
          Jestem w UK, do mnie codziennie bedzie przychodzila polozna na
          dodatek.
          Czyli ja , maz , polozna, moja matka- no bez przesady. Do noworodka?

          Inna sytuacja to taka gdzie np, juz jest male dziecko i rodzi sie
          drugie, wtedy pomoc babci jest jak najbardziej ok.


          ''Po Twoich wpisach sądzę, że Ty byś sama chciała nawet sobie poród
          odebrać..''
          > uncertain
          >

          No wiesz, jestem dorosla, zdecydowalam sie na dziecko to i je
          utrzymam i je wychowam i poradze sobie z nim po porodzie.
          Przeciez uposledzona nie jestem.
          • reteczu Re: mnie to bawi 12.05.09, 16:06
            Zgrywaj sobie hiroła, lipcowa, zgrywaj.
            Masz rację, matka i ojciec wystarczą, ale jeśli ojciec jest poza
            domem, to matka sama tuż po porodzie nie ma lekko.
            • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 12.05.09, 18:01
              to matka sama tuż po porodzie nie ma lekko.


              tak bo ma dwie lewe rece
              • pelzaczkowa Re: pomoc to wstyd dla prawdziwej matki ;) 12.05.09, 19:38
                Wylania sie w watku taka wizja:

                babeczka wraca z noworodkiem po paru-parunastu dniach pobytu w
                szpitalu, bierze tablety na rane po cc lub wklada na stale oklad w
                rane po nacieciu i zakasuje rekawy. W nielicznych przerwach miedzy
                karmieniem (oczywiscie naturalnym, na żądanie itp., czyli bejbik
                wisi na cycku nonstop)ogarnac chalupe (maz nie wiedzial, ze samo sie
                nie posprzata), ogrod (nie poprosi mamy, bo to niezgodne z trendem
                zosi samosi), sprawy urzedowe (dziecko w chuste przyssane, bo
                inaczej pomimo wkladek laktacyjnych zaleje urzad mlekiem z nawalu),
                powychodzic z psem (dziecko w wozku na widoku), przyjac gosci (nie
                mozna wypasc z obiegu towarzyskiego),a takze opiekowac sie reszta
                swoich dzieci (chcialo sie miec dzieci to nie nalezy marudzic).
                W imie tego, ze: "inne dały rade bez problemu, wiec sie nie leń
                tylko zasuwaj", z usmiechem, zadbana i od pierwszego dnia swietnie
                zorganizowana.

                Zero nieprzewidzianych sytuacji (typu choroby, komplikacje po
                porodzie czy dziecie przylepa nienajedzona), sztab pomagierow i
                udogodnienia w postaci: pizzy na telefon, pralni za rogiem, pani do
                sprzatania, a dziecko pierworodne- tylko w tym wypadku uwierze, ze
                to mozliwe.

                Nie rozumiem, dlaczego to taki punkt honoru, zeby nikogo do siebie
                nie dopuscic?
                Rodziny przez wieki zyły wielopokoleniowo i siostry, matki, ciotki,
                babki pomagaly kobiecie w pologu zajac sie dzieckiem czy domem.

                Teraz sa czasy rodziny nuklearnej, gdzie dwoje partnerow wychowuje
                potomstwo- ok, tylko gdzie w takim podziale jest sprawiedliwosc?
                albo facet tej babeczki bedzie po pracy rzucal sie do
                odkurzacza,zmywania, chwastow, zakupow, prasowania i gotowania i na
                mur beton zauwazy w koncu, ze chrzani taki układ,
                albo ona faktycznie sama to wszystko zrobi i kiedys zdziwi sie:
                dlaczego tak szybko sie zestarzalam?

                Pozdrowionka!
                • 18_lipcowa1 Re: pomoc to wstyd dla prawdziwej matki ;) 12.05.09, 20:03
                  ee tam- ja jestem daleka od bycia zosia samosia
                  ale mam meza i jestem pewna ze my dwoje na jednego noworodka to
                  zupelnie wystarczy
                  zamiast pomocy oraz tego ze mama za mnie pozmywa, poodkurza wole
                  miec komfort bycia samej, lezenia i odpoczywania ile wlezie, i tyle
                • dorisw1978 Re: pomoc to wstyd dla prawdziwej matki ;) 12.05.09, 21:16
                  brawo!!! genialnie to ujęłaś big_grin
              • reteczu Re: mnie to bawi 12.05.09, 20:46
                Dobra, urodzisz, to pogadamy.
                Jak ci założą - tak jak mnie - ponad 20 szwów po popękaniu i twoje
                krocze będzie niczym szynka to się przekonasz, jak to fajnie być
                obolałym, z ciągnącymi szwami. Jasne, że po zdjęciu szwów zaczyna
                się normalne życie, ale tych kilka dni zaraz po porodzie
                uniemożliwiło mi wykonywanie wielu prac na takim poziomie, jak je
                wykonywałam przed porodem.

                No, ale ty jesteś hiroł, to inna bajka!
                • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 12.05.09, 21:31
                  no dobrze ale co ja niby takiego mam robic nawet z tymi szwami?
                  dziecko i tak karmi matka prawda?
                  jak bede taka obolala to kapal i przewijal bedzie ojciec.
                  cos jeszcze na te 1 dni?


                  nie przesadzaj,
                  • atra1 Re: mnie to bawi 12.05.09, 22:56
                    Lipcowa, naucz ty się wreszcie, że nie wiesz wszystkiego, że ludzie różnie reagują na podobne przejścia i że jedna babka po porodzie nie będzie się mogła ruszyć i pomocy będzie potrzebować, a druga od razu podłogę wypastuje z oseskiem przy biuście.
                    Ba - ta sama baba jeden poród zniesie spiewająco, a drugi jak ostatnia histeryczka żebrząc o pomoc przy dziecku po.

                    Niezmiennie uśmiecham się z lekka protekcjonalnie pod nosem czytając te twoje mądrości i TEORIE, bo nie praktykę przecież i czekam kiedy rzeczywistośc zweryfikuje. Część będzie tak jak myślisz, a część... no nie spodziewasz się jakie już teorie wychowawcze ciężarnych upadały po narodzeniu potomka. Więc bądź tak łaskawa i nie mądrz się.

                    Sorki za wycieczkę osobistą - mam znajomą, która też teorie różne wypowiada w takim samym tonie. Wszystko fajnie, ale dziewczę ma lat 14. Ty wydajesz się starsza, więc trochę mniej ignorancji wypadało by wykazywać.
                    • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 12.05.09, 23:38
                      jakiej ignorancji dziewczyno?
                      co ja takiego napisalam?
                      ze do dziecka wystarczy ojciec i matka?
                      po co ktos jeszcze? w jakim celu? stac i patrzec na noworodka ktory
                      spi 20 godzin na dobe? moze podtrzymywac maminego cycka?
                      nie rozumiem w czym problem?
                      ja mam meza od pomocy.
                      • atra1 Re: mnie to bawi 13.05.09, 08:33
                        a ignorancji, ignorancji złotko

                        bo
                        - są matki, które przechodzą mniej niż bardziej baby bluesa (od włóczenia się w piżamie po domu po myśli samobójcze) i ktoś kto wywlecze z wyra jest wskazany

                        -są dzieci, które drą się 20 godzin i zasypiają li i jedynie na rękach (nie mogłam uwierzyć, dopóki moja koleżanka święcie wierząca, że dziecka za chiny nosić nie będzie bo będzie spało w łóżeczku urodziła takiego małego drzypapę potrzebującego kontaktu 24/7)

                        -są ojcowie, którzy owszem wolne wezmą, ale sytuacja może ich przerosnąć (tu jestem mniej tolerancyjna trochę niż w stosunku do nieporadnych i zagubionych matek)

                        -są ojcowie, którzy wolnego nie mogą wziąć i już, a dwa dni przepisowe to mało, bo jeden najczęściej lata sie po urzędach

                        - ba, są matki kolejnych dzieci, które potrzebują kogoś do odgonienia ukochanego starszaka, zeby noworodkowi cacy np. drewnianą kolejką nie robił - uwierz mi łokciem ciężko, a to ci zostaje, jak jedną ręką obejmujesz dziecko, a drugą trzymasz cycek, żeby jego nie udusił przy karmieniu, chłop nie będzie przeciez tygodniami siedział w domu, ktoś z zewnątrz może się przydać


                        Powiem Ci tyle (znowu wycieczka osobista - wybacz) radykalne podejście do spraw pt "ja bym nigdy" nie mając doświadczenia, lub mając doświadczenie wąskie jest po prostu żenujące. Nie dość, ze świadczy o koszmarnym zarozumialstwie, bo nie przyjmujesz do wiadomości, ze w wieelu przypadkach możesz się mylić, to jeszcze o ograniczeniu horyzontów. No, wypisz wymaluj zbuntowana 13-14 latka, która np. "dzieci nigdy, bo bleee, a chłopu gotować nie będzie, bo jest feministką". No wybacz. (przepraszam rozsądne 13-14 latki od razu za wrzucenie do jednego wora)

                        Istnieje pewne ryzyko, że w swoim zapiekłym podejściu pt "ja wiem lepiej i już" nie zakumasz o co mi chodzi, więc o ile nie zbiesisz mnie potencjalną odpowiedzią nie zamierzam sobie wiećej klawiatury strzępić. No offence.

                        A, no i szczerze życzę Ci, żeby większość twoich teorii życiowych znazlazła odzwierciedlenie w praktyce. Doświadczenie mówi mi, że nie wszystkie muszą.
                        • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 13.05.09, 08:43
                          pleciesz
                          o pomocy babci do drugiego dziecka pisalam, iz jest to ok

                          niemniej ja sobie osobiscie nie wyobrazam siebie, meza, poloznej
                          codziennie i jeszcze mojej matki czy tesciowej- BO NIE


                          dlaczego wrzucasz mnie do jednego wora z 14 latkami oskarzajac o tak
                          radykalne poglady? nie wolno ich miec? nie znasz dziewczyn ktore
                          sobie radza? nie przychodzi ci do glowy ze tak mozna?
                          ja widzialam ze mozna i uwazam ze mozna i to moje prawo, nie musisz
                          od razu mnie wyzywac.
                          • atra1 Re: mnie to bawi 13.05.09, 10:30
                            znam takie matki, a jakże i dobrze

                            a propos moich wycieczek osobistych - radykalne poglądy jasne, można mieć, tylko wg mnie zazwyczaj jest to podejście niestety mylne, nie ma białe-czarne w niektórych sprawach, a od groma szarości, a dla mnie osoby, które tego nie widzą są po prostu niedojrzałe.

                            No i nie uważam, żebyc cie wyzywała, moje wypowiedzi są znacznie łagodniejsze od znacznego odsetka twoich pod adresem innych forumowiczek.

                            Brawo za to zdanie, o to wlasnie mi chodziło:
                            "niemniej ja sobie osobiscie nie wyobrazam siebie, meza, poloznej
                            codziennie i jeszcze mojej matki czy tesciowej- BO NIE"
                            ty sobie nie wyobrażasz, inne babki i owszem, wolny kraj, nie uważam że należy stygmatyzować jedno lub drugie podejście
                            • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 13.05.09, 11:00

                              Ale ja pisalam o sobie. Ze ja mam meza co mi pomoze i uwazamze to mi
                              wystarczy.


                              Niepotrzebnie sie wlasnie tak produkowala usilujac mi wmowic ze jest
                              inaczej, ze biale jest czarne a czarne jest biale.
                              • atra1 Re: mnie to bawi 13.05.09, 12:19
                                no, myslę, że hasło "po co tyle osób do jednego małego dziecka" rzeczywiście świadczy o tym, że piszesz o sobieuncertain

                                czytałam wszystkie twoje posty w tej dyskusji i mimo, że potem - racja - mówisz o sobie, nie zmienia faktu, ze twoje wypowiedzi piętnują osoby które decydują się prosić kogoś o pomoc, podjerzewam, że reszta czytających odebrała to tak samo. Jeżeli nie - widocznie zagrałaś na jakiejś mojej słabości.

                                Swoją drogą - ja też na początku uważałam, że wystarczy mi chłop(nie piszę bron Boze, zeby się wymądrzyć, że sama zobaczysz itd). A potem się okazało, że chłop w robocie (bo jak miał wolne to załatwiał papierkowe sprawy związane z dzieckiem) a ja się pogrążam w jakiejś idiotycznej hormonalnej rozpaczy i umiem tylko zadbać o to, żeby moje dziecko oddychało, zjadło i miało sucho. A sama nie umiem zdecydować czy już zjeść sniadanie czy nie, czy założyc spodnie, czy siedziec w piżamie. Ani mamy ani teściowej w domu bym nie zniosła (mimo sympatii) i gdyby nie pani, która potem została naszą nianią chyba bym gniła w domu z tłustymi włosami do usr śmierci. Ona mnie wytargała z domu, kazała brwi zrobić, do fryzjera pójść, pokazała kilka genialnych patentów dzieciowych, pokazała, że do dziecka które nic nie kuma można i trzeba mówić, choćby o tym, że się idzie siku.
                              • gonia28b Re: mnie to bawi 13.05.09, 13:12
                                lipcowa, daj sobie powiedzieć, że jeszcze po prostu nie wiesz o czym
                                piszesz.
                                Ja też taka właśnie "dorosła" byłam, mówilismy mojej mamie, tacie
                                też (bo mieszkamy w bliskim sąsiedztwie, więc żeby uniknąć pewych
                                niewygodnych sytuacji), żeby raczej się nie wtrącali, bo to MY
                                jesteśmy rodzicami, a oni jak najbardziej czasem - nie mamy nic
                                przeciwko - niech wpadną odwiedzić wnuka. Tego im nie można
                                zabronić, prawda?
                                Po narodzinach, obecność mojej matki, która wpadała w czymś pomóc,
                                zwyczajnie mnie irytowała, bo kiedy mały spał, ja akurat też miałam
                                ochotę sobie po prostu odpocząć, a nie wnerwiać się, że mi matka
                                grzebie gdzieś w brudnych rzeczach. Kiedy ją wyprosiłam, moja mama
                                obraziła się na mnie po prostu, bo ona przecież chciała mi pomóc i
                                chciała dobrze. Efekt był taki, że ja, mój mąż, a później również
                                moja mama, trafiliśmy wszyscy do psychologa (wpadłam w depresję - z
                                różnych powodów), a najlepsze co moja mama zrobiła, to bezpośrednio
                                po wizycie, z tórej zresztą razem samochodem wracałyśmy, bo mama nie
                                ma prawka, to się na mnie obraziła o to, że ją do takiej głupiej
                                pani psycholog zaprowadziłam.

                                Tak więc, wiesz... osobiście źle Ci nie życzę, bo ja z natury bardzo
                                życzliwą osobą jestem i dlatego też piszę - sama się przekonasz na
                                własnej skórze, zwłaszcza jeśli Twoje dziecie odziedziczy
                                charakterek po mamusi... big_grin
                      • filipianka Re: mnie to bawi 13.05.09, 11:21
                        choć lipcowa jedynie z punktu widzenia teorii prawi, to ja z podwójną praktyką
                        poprę jej tezy


                        do dziecka wystarczy matka
                        ojciec przyda się do wieczornej kąpieli
                        jeżeli chodzi o dom to ojciec po pracy ogarnie chałupę i ugotuje obiad na
                        następny dzień
                        jak może wziąć wolnego 2 tygodnie to już w ogóle luz, raczej się będzie nudził,
                        chyba że rozrywką dla niego będzie patrzenie na śpiące dziecko
                        wyolbrzymiane tu sprawy urzędowe urastające do 24 godzinnego braku pomocy
                        załatwiłam ja sama w ramach 2 godzinnego spaceru z dzieckiem jak miało miesiąc
                        (bo takie były terminy w usc)
                        jak matka miała hardcorowy poród, dużo szwów, cc, to ojciec dostaje zwolnienie i
                        2 tygodnie są wystarczające
                        nie potrzeba do tego jeszcze matki, teściowej, szwagierki i sąsiadki

                        zawsze jednak znajdą się osoby dla których naturalne lekkie dolegliwości
                        poporodowe urastają do ogromnych katuszy a cierpiętnica musi leżeć i być
                        obsługiwana przez zastęp ludzi
                        to pewnie te same osoby dla których naturalne dolegliwości ciążowe są powodem
                        uniemożliwiającym normalną egzystencję a w szczególności pracę (nie mówię o
                        zagrożeniu ciąży)


                        a na pytanie czy poradziłyście sobie, odpowiadam - tak, za pierwszym razem
                        tydzień nie wychodziłam z domu z powodu trudności z chodzeniem, za drugim
                        wyszłam ze szpitala po 30 godzinach i od razu normalnie żyłam
                        w obydwu przypadkach mąż wziął wolne na okoliczność odebrania nas ze szpitala i tyle
                        przy drugim porodzie starszak został odwieziony do babci i wrócił do domu po 3
                        dniach

                        https://www.ajlawgifs.yoyo.pl/gify26/022.gifhttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/4/be/ba/abgl/ACUi7yH1BMxC5dvjCX.jpg<-
                        emama upgrade
                        • dorisw1978 Re: mnie to bawi 13.05.09, 12:45
                          wow, no to zapodałaś, tylko trochę wąski masz punkt widzeniawink

                          > ojciec przyda się do wieczornej kąpieli
                          > jeżeli chodzi o dom to ojciec po pracy ogarnie chałupę i ugotuje
                          obiad na
                          > następny dzień

                          a co, jeśli mąż (mieszkamy pod Wrocławiem) w 2 dni musi objechać
                          Ponań,Łódź i Kraków? kiedy ma to zrobić?
                          a co, jeśli nie może wziąć wolnego, bo akurat w trakcie tych 2
                          tygodni musi pracować, bo ma np. spotkanie z szefostwem, które
                          akurat przylatuje z Holandii?

                          > wyolbrzymiane tu sprawy urzędowe urastające do 24 godzinnego braku
                          pomocy
                          > załatwiłam ja sama w ramach 2 godzinnego spaceru z dzieckiem jak
                          miało miesiąc
                          > (bo takie były terminy w usc)

                          tak? a ja nie mogłam odejść ze swoim dzieckiem dalej jak 100 m od
                          domu, bo spał w wózku góra godzinę i natychmiast po przebudzeniu
                          zaczynał się drzeć, a nawet zanosić z płaczu (był styczeń)

                          > zawsze jednak znajdą się osoby dla których naturalne lekkie
                          dolegliwości
                          > poporodowe urastają do ogromnych katuszy a cierpiętnica musi leżeć
                          i być
                          > obsługiwana przez zastęp ludzi

                          jedna rodzi 2 godziny i po 2 wstaje, druga rodzi godzin 30 i kończy
                          cesarką, po której przez tydzień nie może się wyprostować, nie
                          przyrównuj wszystkich kobiet do siebie, każdy poród jest inny, każdy
                          ma inną sytuację w domu (nie każdy mąż wraca do domu o 17ej) i
                          niektórzy mają babcie np.200 km od siebie, wtedy nie tak łatwo
                          odwieźć starszaka i za 3 dni odebrać
                          • filipianka Re: mnie to bawi 13.05.09, 13:08
                            > > jeżeli chodzi o dom to ojciec po pracy ogarnie chałupę i ugotuje
                            > obiad na
                            > > następny dzień
                            >
                            > a co, jeśli mąż (mieszkamy pod Wrocławiem) w 2 dni musi objechać
                            > Ponań,Łódź i Kraków? kiedy ma to zrobić?
                            > a co, jeśli nie może wziąć wolnego, bo akurat w trakcie tych 2
                            > tygodni musi pracować,
                            nie pisałam o braniu wolnego, tylko o czasie po pracy
                            jak jest stan chorobowy wymagający opieki to wolne może wziąć inny członek rodziny

                            > tak? a ja nie mogłam odejść ze swoim dzieckiem dalej jak 100 m od
                            > domu, bo spał w wózku góra godzinę i natychmiast po przebudzeniu
                            > zaczynał się drzeć, a nawet zanosić z płaczu (był styczeń)
                            małe niemowlaki zwykle często jedzą, trzeba być przygotowanym na tę okoliczność, ja miałam farta rodzić dzieci latem więc karmiłam piersią (nie odsłaniając jej od góry, w ustronnych miejscach), w zimie pewnie musiałabym wstąpić do jakiegoś urzędu czy sklepu, albo można wziąć mleko w butelce
                            w każdym razie załatwienie przez ojca aktu urodzenia w usc nie zajmuje całego dnia, a taki wniosek można wysnuć z niektórych wpisów

                            > jedna rodzi 2 godziny i po 2 wstaje, druga rodzi godzin 30 i kończy
                            > cesarką, po której przez tydzień nie może się wyprostować, nie
                            > przyrównuj wszystkich kobiet do siebie, każdy poród jest inny, każdy
                            nie przyrównuję do siebie, piszę o naturalnych dolegliwościach po naturalnym bez komplikacji porodzie
                            oczywiste jest (przeczytaj dokładnie) że po cc wskazana jest opieka osób trzecich

                            > niektórzy mają babcie np.200 km od siebie, wtedy nie tak łatwo
                            > odwieźć starszaka i za 3 dni odebrać
                            ale to chyba wiadomo wcześniej i jakoś logistycznie jest to zaplanowane
                            zresztą lipcowa pisała że tą akurat sytuację rozumie


                            https://www.ajlawgifs.yoyo.pl/gify26/022.gifhttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/4/be/ba/abgl/ACUi7yH1BMxC5dvjCX.jpg<- emama upgrade
                        • 18_lipcowa1 Re: mnie to bawi 13.05.09, 14:16

                          > zawsze jednak znajdą się osoby dla których naturalne lekkie
                          dolegliwości
                          > poporodowe urastają do ogromnych katuszy a cierpiętnica musi leżeć
                          i być
                          > obsługiwana przez zastęp ludzi
                          > to pewnie te same osoby dla których naturalne dolegliwości ciążowe



                          ototo wlasnie
                  • reteczu Re: mnie to bawi 13.05.09, 10:26
                    Nie kumasz czaczy.
                    Ja prawię o takiej sytuacji, gdy matka jest sama z dzieckiem, mąż w pracy lub w
                    delegacji. Fizycznie go nie ma większość doby bądź całą dobę. Wtedy przydaje się
                    pomoc tuż po porodzie.

                    Co ze szwami masz robić? Zaufaj mi - zwleczenie się z łóżka, przewinięcie malca,
                    wzięcie go na ręce, zrobienie sobie herbaty czy kanapki to mogą być wyczyny w
                    tym okresie.

                    Dziewczyno, ja daleka jestem od rozmemłania, pracoholikiem jestem, na
                    kierowniczym stanowisku pracuję od kilkunastu lat, ludźmi zarządzam, z ludźmi
                    współpracuję - muszę być twarda i konsekwentna, nie flikam po kątach. A po
                    pierwszym porodzie moja przedporodowa ideologia (zresztą bardzo podobna do
                    Twojej) uległa dużej zmianie.
                    Przed porodem myślałam, że baby blues to wymysł przewrażliwionych laleczek, a
                    gdy mnie to dopadło, przestałam się mądrzyć. To tylko przykład.
                    Jasne, nie chcę Ci wmawiać, że Ty też na pewno zmienisz poglądy. Gdy mąż będzie
                    z Tobą, to sobie poradzicie, bo nie sądzę, żebyś miała męża pierdołę, skoro sama
                    pierdołą nie jesteś.
                    My mieliśmy taką niefortunną sytuację, że mąż musiał pracować. Córka urodziła
                    się miesiąc przed terminem. Gdyby urodziła się o czasie, wtedy mógłby wziąć
                    urlop i być z nami. Takie były okoliczności, że nie dało się inaczej. Mamuśka mi
                    się przydała. A choćby po to, żeby mi, starej 28-letniej wówczas babie
                    powiedzieć, co ja mam z tym szkrabem zrobić. To głupie, ale ja, będąc w
                    pierwszej ciąży, nie za bardzo interesowałam się, jak należy pielęgnować
                    dziecko. Praca, praca, praca - no i rozrywka tu i ówdzie od czasu do czasu - to
                    było moje życie.A tu narodziło się takie małe wrzeszczące, me sutki
                    maltretujące...budzące mnie w nocy...itp.itd. Wraz z jej narodzinami zrodziło
                    się w mym umyśle 1000 pytań dotyczących opieki nad dzieckiem.

                    • szampanna Re: mnie to bawi 13.05.09, 11:39
                      ech, ujmijmy to tak: każdy ma jakieś wyobrażenia o tym, jak sobie
                      poradzi świeżo po porodzie i każdy ma inną rodzinę do pomocy.
                      Decyzja o tym, czy angażować kogoś czy zdać się na swoje siły, jest
                      wypadkową tych 2 rzeczy.
                      Ja mimo że czułam się obolała jak Ty, reteczu, i mąż akurat wyjechał
                      w delegację, wolałam zajmować się dzieckiem sama ze wszystkimi
                      konsekwencjami niż mieć pomoc w postaci:
                      1) mojej matki, która do dzieci ma 2 lewe ręce plus zero
                      zainteresowania praktyką (przy mnie wszystko robiła babcia,
                      rodzeństwa nie mam) - bałam się, że mi uszkodzi noworodka,
                      2) albo teściowej, z kolei nachalnie pomocnej, panikary, z całym
                      morzem dobrej woli, ale z gatunku przegrzewających dziecko,
                      dopajających, wieszających czerwone wstążeczki itp.
                      Z uwagi na powyższą sytuację i nieobecność jedynej normalnej osoby
                      do pomocy (czyli męża), uznałam że zajmę się dzieckiem, sobą i domem
                      sama. Nie było łatwo, ale żyjemy obie, ja i córka, w dobrej formie,
                      więc idzie to przetrwać smile
    • nati.82 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 19:43
      Chyba musiałabym upaść na głowę, żeby sprowadzać sobie do domu mamę czy
      teściową, żeby mi pomagały. W czym zresztą? Mają karmić, przewijać? Czy prać,
      sprzątać, gotować? Bo to już nie jest pomoc przy dziecku, tylko pomoc domowa.
      Dziecko będzie męża i moje i my się nim będziemy zajmować.
      • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 21:21
        oj, a coś Ty taka pewna, że dasz sobie radę???
        ja też byłam taka pewna (wprawdzie mama przywoziła mi obiady), ale
        więcej pomocy nie chciałam i przypłaciłam to totalnym stresem i baby
        bluesem niestety....mąż cały czas poza domem i nawet nie miałam do
        kogo buzi otworzyć, synuś cały czas wisiał przy cycu, nawet siku nie
        miałam jak zrobić...

        przy drugim będę mądrzejsza, poprosiłam teściową o pomoc chociażby
        przy starszym synku, który na pewno bardzo przeżyje moją nieobecność
        w domu, poza tym wiem, że po cesarce trochę będę dochodzić do
        siebie, a mąż sam opieki nad dzieckiem i prowadzenia domu nie
        ogarnie...
        • nati.82 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 21:28
          To ile ty chcesz dochodzić do siebie po cesarce, że mąż ma zajmować i domem, i
          dzieckiem?? A jak kobieta ma trójkę dzieci, to myślisz, że ma też do pomocy
          sztab ludzi?
          • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 21:52
            a miałaś cesarkę? albo nie daj Boże drugą? a masz już dziecko w
            domu??
            ja np. wyszłam w 3 dobie po cesarce zgięta w pół i po półgodzinnym
            pobycie w domu musiałam natychmiast wrócić z dzieckiem do szpitala,
            bo miało podejrzenie krwotocznej choroby żołądka, w sumie w szpitalu
            spędziłam tydzień, mąż musiał pracować...
            w obecnej sytuacji i odpukać podobnych "przygód", gdy mam 4-letniego
            synka, nie wyobrażam sobie nie mieć pomocy...
            myślę, że kobieta z trójką dzieci ma co najmniej przez czas krótko
            po porodzie choćby pomoc w postaci gorącego obiadu przy stole, a nie
            dźwiga wszystko na swoich barach Matki-Polki
            • szampanna Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 23:04
              > myślę, że kobieta z trójką dzieci ma co najmniej przez czas krótko
              > po porodzie choćby pomoc w postaci gorącego obiadu przy stole, a
              nie
              > dźwiga wszystko na swoich barach Matki-Polki

              o, cholerka. Muszę zacząć egzekwować swoje prawa big_grin
    • szampanna Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 21:43
      Przy pierwszym dziecku akurat tak się złożyło, że kiedy ja wyszłam
      ze szpitala, mąż jechał na kilkudniowe szkolenie. Dałam radę, bo
      musiałam. Co prawda moja mama przyszła raz pomóc mi kąpać córkę, ale
      jak zobaczyłam ją w akcji, sama przejęłam stery i stanowczo
      podziękowałam za dalszą aktywność przy dziecku wink Nie twierdzę, że
      było łatwo, ale lepiej tak, niż z tabunem osób na karku.
      Przy drugim to już był całkowity luz.
    • pinky_doo Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 22:50
      > Dałyście radę, albo dałybyście radę bez pomocy rodziców?

      NIE!
      Mówisz tak jak ja, zanim urodziłam. Też nie chciałam by ktoś pchał mi się z
      butami w nasze nowe życie. Nawet jeśli to była moja mama. Chciałam być tylko z
      moim synkiem i mężem. Mąż na te okazji wziął 2 tygodnie urlopu po porodzie. Ale
      bez pomocy teściowej utonęlibyśmy w brudzie, nie jedlibyśmy ciepłych posiłków i
      w ogóle było by do kitu.
      Zobaczysz jak się dzidziuś urodzi ile zamieszania się w okół niego dzieje.
      Będziecie zestresowani najmniejszym "pierdnięciem" maluszka. Kiedy będzie
      płakał, nie będziecie wiedzieli dlaczego?! Całą swoją uwagę, czas będziecie
      poświęcać dziecku a na dom już czasu nie będzie. Nie mówię, że tak będzie
      zawsze. Z czasem wszystko sobie ogarniecie, przyzwyczaicie się do nowej sytuacji
      ale zanim to nastąpi minie kilka miesięcy (2,3-różnie) ale w pierwszych
      tygodniach po porodzie pomoc z zewnątrz jest bezcenna. Uwierz mi smile
      • madame_edith Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 23:13
        Dwójkę dzieci urodziłam i nigdy żadna dodatkowa pomoc nie była mi potrzebna.
        Noworodka, który wiecznie śpi, może spokojnie obsłużyć matka, a jak w pierwszych
        dniach ojciec jest w domu to super. Żadnych wizyt sobie w tym czasie nie
        wyobrażam, a już zwłaszcza dłuższych niż godzina. I na ogarnięcie to chyba
        wystarczy tydzień, dwa, a nie 3 miesiące. Ludzie zlitujcie się... żadnym
        cyborgiem nie jestem, ale naprawdę nie każdy potrzebuje sztabu asystentów przy
        zajmowaniu się własnym dzieckiem.
        • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 23:21
          a dziecko z kim zostawiłaś, jak mąż odwoził Cię na porodówkę?
          a może na rowerze pojechałaś???
          • madame_edith Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 11.05.09, 23:26
            Na hulajnodze.
            Z wujkiem, który po powrocie męża udał się do swojego domu. Cóż na litość ma
            piernik do wiatraka??? Chyba mowa o czasie po powrocie ze szpitala.
      • anick5791 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 00:14
        pinky_doo napisała:

        > > Dałyście radę, albo dałybyście radę bez pomocy rodziców?
        >
        > NIE!
        > Mówisz tak jak ja, zanim urodziłam. Też nie chciałam by ktoś pchał mi się z
        > butami w nasze nowe życie. Nawet jeśli to była moja mama. Chciałam być tylko z
        > moim synkiem i mężem. Mąż na te okazji wziął 2 tygodnie urlopu po porodzie. Ale
        > bez pomocy teściowej utonęlibyśmy w brudzie, nie jedlibyśmy ciepłych posiłków i
        > w ogóle było by do kitu.
        > Zobaczysz jak się dzidziuś urodzi ile zamieszania się w okół niego dzieje.
        > Będziecie zestresowani najmniejszym "pierdnięciem" maluszka. Kiedy będzie
        > płakał, nie będziecie wiedzieli dlaczego?! Całą swoją uwagę, czas będziecie
        > poświęcać dziecku a na dom już czasu nie będzie. Nie mówię, że tak będzie
        > zawsze. Z czasem wszystko sobie ogarniecie, przyzwyczaicie się do nowej sytuacj
        > i
        > ale zanim to nastąpi minie kilka miesięcy (2,3-różnie) ale w pierwszych
        > tygodniach po porodzie pomoc z zewnątrz jest bezcenna. Uwierz mi smile

        Bez przesady. My od pierwszego dnia w domu byliśmy w stanie spokojnie zapanować
        nad maluchem, domem i jeszcze psem smile Mało tego: w mieszkaniu był bałagan, bo ja
        spędziłam ponad 2 tyg. w szpitalu, a mąż powiedzmy średnio zadbał wink stan domu,
        więc jeszcze ekstra sprzątaliśmy.
        Zaznaczę, że miałam cc, bo jak widzę niektóre z Was uważają, że pomoc wtedy jest
        niezbędna. Moim zdaniem to nieprawda.
        • pelzaczkowa Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 00:44
          " Mało tego: w mieszkaniu był bałagan, bo ja
          > spędziłam ponad 2 tyg. w szpitalu, a mąż powiedzmy średnio
          zadbał wink stan domu,
          > więc jeszcze ekstra sprzątaliśmy. "
          - to maz taki ciapurek, ze tylko pod kierownictwem zony umie
          sprzatac ? wink
          Wiele wypowiedzi w tym watku sie logiki nie trzyma:
          pomoc przy dziecku czy pomoc w domu, czy pomoc swiezej mamie?
          To sa trzy aspekty i jak niektore z Pan zarzekaja sie o swej
          samodzielnosci po porodzie to w drugim zdaniu pisza ze zakupy i
          obiady to mama, maz, wujek zapewniali i jeszcze czterolatka pomagala
          w czyms.
          Nie jestem Matka Polka, mam buzie i jak bede potrzebowac pomocy to
          nie widze w tym ujmy, by o nia poprosic, np. odebrac starsza ze
          szkoly albo taki cieply obiadek pod nosek, mrrr...
          Pozdrowionka!
          • anick5791 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 11:17

            > - to maz taki ciapurek, ze tylko pod kierownictwem zony umie
            > sprzatac ? wink

            Na to wyszło wink Na swoje usprawiedliwienie ma tylko, że tak był zakręcony - to
            nasze pierwsze dziecko smile
        • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 09:24
          anick5791 napisała:

          Mało tego: w mieszkaniu był bałagan, bo j
          > a
          > spędziłam ponad 2 tyg. w szpitalu, a mąż powiedzmy średnio
          zadbał wink stan domu,

          są tacy, którzy nie lubią bałaganu i ja np. chciałabym, żeby ktoś
          przed moim wyjściem ze szpitala przeleciał po chacie z odkurzaczem i
          mopem...bo wiem, że mąż sam nie podoła choćby porządkowi...


          > Zaznaczę, że miałam cc, bo jak widzę niektóre z Was uważają, że
          pomoc wtedy jes
          > t
          > niezbędna. Moim zdaniem to nieprawda.

          nie tylko Ty miałaś cc i chwała Ci za to, że się tak szybko
          pozbierałaś, zresztą, miałaś na to czas w szpitalu podczas tych 2
          tygodni, które mogłaś poświęcić tylko dziecku. Ja po 2 tygodniach
          też już latałam jak samochodzik, co innego 3 dni po cesarce, nie
          wyobrażam sobie zajmować się dzieckiem, domem, gotować,
          prać,sprzątać,a jeszcze dbać o ogród i zajmować się starszym synkiem.

          poza tym, po cesarce każda kobieta inaczej dochodzi do siebie, są
          takie, co wstają po 8 godzinach, ja wstałam na 2 dzień po południu i
          zajęło mi to 15 minut. generalnie porażka.

          Pomoc w pierwszych dniach po porodzie to nie tylko zajmowanie się
          noworodkiem, jak większość z Was to rozumie.Ja mam np. mnóstwo
          kwiatów na balkonie i tarasie i nie wyobrażam sobie, że mąż mając
          cały dom na głowie jeszcze 2 razy dziennie pamięta, żeby je podlać.

          gdy urodziłam pierwszego synka mieszkałam w 50m mieszkaniu i był
          styczeń, nie miałam zbyt wiele na głowie, jakoś dałam radę, teraz po
          prostu wiem, że nie dam i nie widzę w tym żadnej ujmy.



          • madame_edith Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 09:44
            Masz rację, ale to jest sprawa indywidualna ile kto ma potem w domu obowiązków
            na głowie i czy mąż sobie z nimi radzi sam czy nie. Tas samo jak to, jak się
            czuje sama matka. Autorka wątku nic nie napisała o ogrodzie i wielkim domu,
            stwierdziła, że nie chce pomocy przy dziecku i część ją zakrzyczała niemal, że
            takowa pomoc jest absolutnie niezbędna. Otóż nie i osoby twierdzące podobnie jak
            ja nie odzywają się tu po to, żeby poszpanować jakie to one zaradne, a tylko
            przedstawić inny punkt widzenia. Sporo kobiet doskonale daje sobie radę z
            sytuacją przy pomocy męża, a obecność osób trzecich tylko przeszkadza. Nie
            licytujmy się kto szybciej doszedł do siebie, bo to bez sensu.
            Autorko wątku, jeśli Twój partner radzi sobie ze sprawami codziennymi takimi jak
            zakupy i ugotowanie jakiegoś posiłku to sobie razem poradzicie z opieką nad
            dzieckiem. Wszystkiego dobrego smile
          • nati.82 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 10:07
            Po tym, co piszesz, to należy ci współczuć męża, jeżeli nie ogarnia mieszkania
            do posprzątania. Bozia rączek nie dała, czy tak sobie wygodnie go wychowałaś?
            Widocznie jesteście niezaradni życiowo, skoro z góry wiesz, że sobie nie
            poradzisz. No cóż. Niektórzy mają męża, dzieci, psa i jakoś żyją z uśmiechem na
            twarzy.
            • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 11:44
              nati.82 napisała:

              > Po tym, co piszesz, to należy ci współczuć męża, jeżeli nie
              ogarnia mieszkania
              > do posprzątania. Bozia rączek nie dała, czy tak sobie wygodnie go
              wychowałaś?
              > Widocznie jesteście niezaradni życiowo, skoro z góry wiesz, że
              sobie nie
              > poradzisz. No cóż. Niektórzy mają męża, dzieci, psa i jakoś żyją z
              uśmiechem na
              > twarzy.

              dobrze, że twój taki wszechstronny, mnie współczuć nie musisz.
              nie odpowiedziałaś na pytania, więc pewnie nie miałaś ani cc, ani
              starszego dziecka też nie posiadasz.
              męża się nie wychowuje - wychowuje się dzieci albo psa, mojego męża
              wychowywała jego mama - ja po pierwsze:nie wychowuję z założenia, bo
              mąż nie jest do tresowania, tylko do partnerskiego życia, a po
              drugie nawet gdybym chciała, to nie mam możliwości, gdyż mój mąż
              ciężko pracuje i spędza do 5 dni w tygodniu poza domem, abyśmy mogli
              sobie spokojnie żyć i nie martwić się o jutro.
              Cóż, twój lata po domu z miotłą i gotuje, a mój zarabia kasę, i tyle.
              coś za coś...
              jak już pisałam, ogarnąć 50m mieszkanie a chatę z ogrodem i mnóstwem
              roślin to 2 różne sprawy, do tego gotowanie i opieka nad dzieckiem,
              a może jeszcze odwiedziny w szpitalu?
              a w życiu radzimy sobie całkiem dobrze, jedno dziecko urodziłam więc
              wiem, jak to jest po porodzie i wiem, że pomoc się przyda, i tyle...
              i nie zamierzam chodzić na rzęsach tylko dlatego, żeby udowodnić
              wszystkim dookoła,jacy to my jesteśmy zaradni życiowo.
              I nawet teraz, gdy jestem w 9 miesiącu ciąży nie wstydzę się
              poprosić mamy, żeby przyjechała mi powyrywać chwasty w ogródku, bo
              brzuch mi już na takie prace nie pozwala, albo teściową o to, aby
              pomogła mi przy prasowaniu, bo puchną mi dłonie i stopy i nie daję
              rady.
              no cóż, niezaradność życiową rozumiem rochę inaczej niż ty, a
              uśmiech z twarzy na co dzień mi nie schodzismile))
              • nati.82 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 11:48
                Rzeczywiście najważniejsze po porodzie to myśleć o ogrodzie. Nie ośmieszaj się.
                Po prostu traktujesz bliskich jak darmową pomoc domową i tyle. Skoro twój twój
                mąż tak ciężko pracuje przez 5 dni w tygodniu poza domem, to chyba was stać,
                żeby opłacić gosposię, a nie wyręczać się matką. Wiesz... mój pracuje czasem
                przez siedem dni w tygodniu, ale oprócz tego wie, gdzie w domu stoi odkurzacz.
                • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 12:10
                  nati.82 napisała:

                  > Rzeczywiście najważniejsze po porodzie to myśleć o ogrodzie.

                  to ty się nie ośmieszaj, wiesz - ogród trzeba najpierw założyć
                  (chyba ze się kupuje dom z gotowym), a żeby go założyć, to trzeba
                  wywalić kupę forsy i nieźle się w nim natyrać.I miałabym rok naszej
                  ciężkiej pracy zaprzepaścić tylko dlatego, żeby komuś udowadniać,
                  jaka jestem samodzielna? no proszę cię, ja nie z tych, co na swych
                  barach cały świat dźwigają.
                  Matką się nie wyręczam, sama proponuje mi pomoc, ja też jej pomagam
                  gdy tylko mogę, nic złego w tym nie widzę, normalne zdrowe rodzinne
                  relacje. No chyba że twoja, jeśli prosisz ją o cokolwiek czuje się
                  przez ciebie wykorzystywana, ale to już wasz problem.
                  ach, gdy ja sprzątam u siebie, to nie ograniczam się do odkurzania,
                  skoro dla ciebie porządki to kwestia "odpalenia" odkurzacza to nie
                  dziwię się, że tak wspaniale sobie radzisz.
                  • nati.82 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 12:16
                    Ale co ty możesz powiedzieć o sprzątaniu i pielęgnacji ogrodu, skoro piszesz, że
                    wyręczają cię/was w tym inni?
                    • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 12:24
                      a gdzie ja tak napisałam???? możesz mnie zacytować???

                      w sprzątaniu NIKT mnie nie wyręcza, a mama 2 razy (miesiąc temu i
                      teraz) przyszła wyrwać mi chwasty (bo ciężko ryć mi brzuchem po
                      ziemi). sprawdź w słowniku definicję słowa "wyręczać", bo strasznie
                      się go czepiłaś, nie wiem czemu właśnie.
                      • nati.82 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 13:06
                        Dalsza dyskusja jest bez sensu, bo mamy inne spojrzenie na prowadzenie domu.
                        Jeśli za pomoc uznaje się podrzucenie zupy raz na jakiś czas, to ok. Ale jeśli z
                        góry mam zakładać, że nie poradzę sobie z niemowlakiem i potrzebna mi pomoc
                        matki przez 24 h to nie, dziękuję.
          • anick5791 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 11:21
            zresztą, miałaś na to czas w szpitalu podczas tych 2
            > tygodni, które mogłaś poświęcić tylko dziecku.

            Dwa tygodnie to w sumie. W szpitalu wylądowałam z cholestazą i wysokim
            ciśnieniem. A po cc wypuścili mnie standardowo. U nas starndard to 5 dni.
            Zgadzam się z Tobą w 100% - każdy inaczej znosi operację. Bardzo się cieszę, że
            szybko odzyskała formę, ale pewnie nie każdy ma to szczęście.
      • maroco1977 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 12:30
        Zobaczysz jak się dzidziuś urodzi ile zamieszania się w okół niego dzieje.
        Będziecie zestresowani najmniejszym "pierdnięciem" maluszka. Kiedy będzie
        płakał, nie będziecie wiedzieli dlaczego?! Całą swoją uwagę, czas będziecie
        poświęcać dziecku a na dom już czasu nie będzie. Nie mówię, że tak będzie
        zawsze. Z czasem wszystko sobie ogarniecie, przyzwyczaicie się do nowej sytuacji
        ale zanim to nastąpi minie kilka miesięcy (2,3-różnie) ale w pierwszych
        tygodniach po porodzie pomoc z zewnątrz jest bezcenna. Uwierz mi

        ladnie o taknstraszyc przyszle mamusie? ja nie bylam tam zestresowana, moj maz
        tez nie i nie drzelismy o dziecko gdy plakalo, opcje sa na ogol trzy, wrzeszczy
        bo chce jesc, bo ma mokro, albo bo ma kolki.jesli dwie pierwsze rzeczy sa
        zalatwione, tzn. ze wchodzi w gre ta trzecia.Robicie z przyjscia na swiat
        dziecka filozofie.Z tego co wiem zwierzeta np. wilki tez nie licza na
        ''tesciowa'' tylko mama siedzi w norze z mlodymi, tata idzie upolowac jedzonko i
        jakos zdaje sie, ze sobie radza.Tylko nadgorliwe mlode mamusie doszukuja sie
        problemow ktorych nie ma.Maz wystarcza w zupelnosci.
    • aga_wer Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 07:45
      to wszystko zależy od dziecka, od ciebie jak sie będziesz czuła i od męża czy
      będzie miał kilka dni wolnego.u mnie była mama i mi pomogła choćby do tego,że
      przypilnowała małą jak szłam pod prysznic.moje dziecko kładzione choćby na
      sekundę rozdzierało się niemiłosiernie więc nie mogłam jej odłożyć do łóżeczka
      nawet na chwilę.mąż miał tylko kilka dni wolnego więc bez mamy przymierałabym
      głodem itd itd.
      decyzja należy do ciebie
      • magdalik Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 09:38
        Otoz to. Nie musisz deklarowac sie juz teraz czy bedziesz
        potrzebowac pomocy ale zostaw sobie furtke w razie gdyby cos poszlo
        nie tak. Kazda matka, zwlaszcza ta ktora rodzi po raz pierwszy,
        inaczej reaguje, noworodki sa rozne, samopoczucie po porodzie tez
        bywa raz gorsze lub lepsze. Ja przy pierwszym porodzie od razu
        stanelam w obliczu powaznej choroby synka i dlugotrwalego pobytu w
        szpitalu, gdzie pomoc mamy byla nieoceniona. Oby wszystko poszlo jak
        najlepiej, ale niestety moze byc roznie... Zycze powodzenia.
    • laminja Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 11:51
      przy pierwszym dziecku nie potrzebowałam pomocy. Mąż chodził do pracy, wracał
      trochę wcześniej. Przy drugim też dałam sobie radę z niewielkim wsparciem babci,
      która zajmowała się starszakiem. Mąż pracował. Oba porody przez cc.
      • dorisw1978 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 12:19
        podam przykład sąsiadki: urodziła synka, spędziła tydzień w szpitalu
        z powodu żółtaczki, w domu ma 2-letnią córeczkę. Mąż wziął kilka dni
        urlopu. Po powrocie ze szpitala i 3 dniach w domu synek zachorował
        na zapalenie płuc (mama oczywiście musiała spędzić z nim 2 tyg.
        ponownie w szpitalu)a córeczka na jelitówkę, a zaraz potem zapalenie
        oskrzeli. Pomagali nie tylko rodzice (we dwójkę, ale i teściowie -
        też we dwójkę). Mąż musiał pracować.

        Większość (szczególnie ta, która jeszcze nie rodziła) jest
        przekonana, że pierwsze chwile z dzieckiem w domu to piękne kolorowe
        obrazki z gazet : mamusia leży z dzidziusiem w łóżku, karmi,
        przytula, przewija, resztę ma głęboko w d...., mąż chodzi na
        paluszkach,podtyka pod nos obiadek i sielanka. Czasem tak jest,
        owszem, ale większość sytuacji jest naprawdę bardziej skomplikowana
        i wtedy bez pomocy nie da rady.


        • laminja Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 19:46
          owszem czasem rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Jednak nie zawsze.
          Osoby, które się tu wypowiadały przedstawiły swoje doświadczenia, a nie bajki z
          gazet. Jest masa ludzi, którzy nie mogą liczyć na pomoc rodziców czy teściów i
          dają sobie radę. Po pierwszym cc było nam ciężko, bo rana się nie goiła, ale
          wróciłam do domu i starałam się normalnie żyć. Oczywiście sprzątanie i zakupy
          wziął na siebie mąż, ale ugotowania prostego obiadu zajmuje kilkanaście minut.
          Ogarnięcie wokół siebie też nie jest szczególnie trudne nawet jak dziecko
          płacze. Po drugim cc już w dniu zdjęcia szwów (8 doba po operacji)
          funkcjonowałam normalnie. Nie należy się nastawiać na najgorsze. Myślę, że w
          ekstremalnej sytuacji można się zwrócić o pomoc do rodziców czy teściów, ale nie
          każdy potrzebuje pomocy.
    • titta Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 12:19
      Ja tez troche nie rozumie...
      Gotowac, sprzatac i cala reszte moze chyba maz? Matka, nawet
      obolala, krami i robi co moze, reszte maz. Po co ktos jeszcze?

      Fajnie, jesli ma sie zyczliwa dusze, wtedy jak najbardziej. Problem
      tylko w tym, jak te chetne dusze do pomocy sa "wszystkowiedzace",
      wszedzie widza problemy albo i nimi samymi trzeba sie zajmowac.
    • smerfetka8801 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 13:02
      absolutnie dawałam radę sama lub z pomocą męża.choć przez pierwsze 2 tyg był
      cały czas to musiał też np załatwiać sprawy urzędowe związane z narodzinami
      dziecka i wyszedł na cały dzień a ja sobie ugotowałam obiad odpoczęłam i zajęłam
      się dzieckiem-bez problemu.
      tyle,że my nie chcieliśmy być sami przez kilka tygodni i bardzo często
      przyjmowaliśmy gości którzy chcieli obejrzeć dziecko smile ale goście to raczej nie
      pomagają tongue_out
      • gabi683 Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 12.05.09, 13:07
        Wszystko robilm sama nie potrzebowałam pomocy.
    • insomnia0 mozna dac rade 12.05.09, 21:46
      powiem tak, przecietnie zdolna osoba, zdrowa, ktora normalnie egzystuje i radzi
      sobie w zyciu da sobie rade..bo niby czemu nie? trzecia osoba jest zbedna... no
      chyba ze ktos ma dwie lewe rece.
      • lukrecja34 Re: mozna dac rade 13.05.09, 13:36
        tiaa.strasznie niektóre z was mądre,samodzielne i samowystarczalne..po pierwszym
        dziecku byłam taka sama-no ale dzidziuś był słodki,ciągle spał,pięknie jadł,ja
        po porodzie sn bez nacięcia i szycia doszłam do siebie błyskawicznie..nikt mi
        nie był potrzebny,sama sobie ugotowałam,sprzątnęłam i wszystko załatwiłam (mąż
        był w wojsku).
        byłam pewna,że po drugim porodzie to będzie lajcik.nic bardziej mylnego..nie
        sądziłam,że natura będzie tak okrutna i sprezentuje mi depresję poporodową od
        niemal pierwszego dnia i trwającą prawie rok a dziecko będzie wiecznie
        wrzeszczącym i wymagającym noszenia potworkiem..mąż był na urlopie 2 tygodnie a
        potem obecność mojej mamy była mi niezbędna-żeby jeść,móc się wysikać,umyć i
        przeżyć bez zwariowania..
        proponuję nie generalizować bo to świństwo wmawianie innym,że skoro ja sobie
        poradziłam to inne też mogą,chyba,że głupie,leniwe i nierozgarnięte..
        • zabulin Re: mozna dac rade 13.05.09, 14:31
          Popieram, nie ma się co nastawiać. U nas było cięzko bo maluszek jak
          miał 9 dni trafil do szpitala, a ja tak to przeżywałam, że depresja
          byla ogromna- potem przez prawie 8 miesięcy trzesłam się nad każdym
          katarkiem.

          Moja Mama bardzo mi wtedy pomogła i była z tego powodu barzdo
          szczesliwa. Naszego syna kochała nad życie i ledwie wyszla z pokoju
          już tęsknila. Zmarła nagle jak Mały miał 9 miesiecy i choć czasem
          uważalam, ze Mama jest nadopiekuńcza, to oddalabym wszystko zeby
          cofnąc sie do tych chwil, kiedy byłysmy razem- ja Ona i moje dziecko.

          Nie ma gotowego rozwiazania- jeśli rodzice chcą byc sami z dzidzia,
          ich święte prawo. Jesli nie maja dobrych relacji z dziadkami- też
          nie ma się co na siłe denerwować, ale jesli rodzice chcą pomoc i
          wasze relacje sa ok, pozwolcie im. Dla babci wnuk to istny cud- a
          mój nawet jej nie bedzie swojej pamietał. A ja dopiero teraz
          doceniam jaki komfort mialam po porodzie- dodam , ze dziecko było z
          gatunku Wrzeszczących, co na szczeście się zmieniło smile
    • mamaamy Re: pomoc w pierwszych dniach w domu 14.05.09, 18:51
      Mój mąż też miał urlop 2 tygodnie,ale po jego powrocie do pracy nie była mi
      potrzebna dodatkowa pomoc- myslę, że wszystko jest kwestia dobrej organizacji..
      Kiedy ktos nas odwiedzał z żalem oddawałam córkę w obce (podpatrywałam czy aby
      czyste) ręce. Dodam, że rodziłam końcem października i mieszkam na piętrze-
      wózek sama tachałam po schodach, żeby wyjśc na spacer, a i obiad był zawsze
      gotowy na czas. Chwile z córka były dla mnie najwspanialsze- ciągle wspominam
      ten czasem z żalem,że juz minął. Teraz, kiegy czekam na narodziny synka jestem
      przerażona,czy teściowa nie wepchnie mi się w życie i będę zmuszona albo się z
      nią pokłócic albo z bólem serca dzielic się tymi najwspanialszymi chwilami. Dasz
      radę sama- i bedziesz z siebie dumna!Zorganizujesz sobie czas i ze wszystkim
      dasz radę. Kobieta jest przeciez wszechmocna! Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka