mrucha
06.12.03, 20:51
Już raz pisałam wcześniej na ten temat, ale mój tekst gdzieś się zapodział.
Jest to dla mnie bardzo ważne.
Mam cichy konflikt z moją teściową właściwie już od momentu narodzin naszego
synka. Bez przerwy mówi mi co mam w danym momencie zrobić. Wydaje jej się, że
to ona wie dlaczego mały płacze, a to przecież ja najlepiej wyczuwam w danej
chwili jego potrzeby. Przypisuje sobie kolejne postępy dziecka, tzn. że kiedy
mały zrobi coś nowego, traktue to jako swoje osiągnięcie pedagogiczne.
Podobnie, kiedy np. mały ostatnio rozchorował się (po raz pierwszy z resztą),
to mówi że ona czuła to wcześniej, chociaż pierwsze objawy u małego ukazały
się w nocy, a mieszkamy sami, dlatego nawet nie mogła tego wywnioskować.
Próbuje dyrygować: "Zrób teraz to, a zrób teraz tamto". Swoimi wypowiedziami
wybiega już nawet w przyszłość. A to przecież nasza sprawa jak my ją
zaplanujemy. Wyprowadza mnie to z równowagi, minął już 8 miesiąc, a sytuacja
nie zmienia się. Porównuje przez cały czas małego do swojego syna, a mojego
męża, a przecież dzieci nie są identyczne. Czasy zmieniły się, a co za tym
idzie metody pielęgnacji także. Żadne metody perswazji, słowa zarówno moje,
jak i mojego męża nie docierają. Wszystkie decyzje dotyczące małego
podejmujemy samodzielnie, a te nierzadko są przez nią skrytykowane. Poradźcie
mi co mam robić? Teściowa jest osobą, która może szybko obrazić się. I jeśli
tak dalej będzie może dojść do poważnego konfliktu. Tak jakby nie chciała
widzieć, że daję sobie ze wszystkim radę. Mimo, że cały czas robimy swoje i
na bieżąco reagujemy na jej zapędy, to sytuacja staje się coraz bardziej
nieprzyjemna. Wydaje mi się, że to przekracza już wszelkie
formy "babciowania".