Dodaj do ulubionych

Dlaczego nie ma patosu MATKI?

29.12.03, 15:24
Jestem MAMĄ od 5 miesięcy. Młodą, zgrabną, wykształconą, "z językami" i
doktoratem na horyzoncie. Ale w cale nie mam ochoty robić zawrotnej kariery
zawodowej, trochę zleceń i korepetycji mi wystarcza, bo MOJE DZIECKO mnie
najbardziej potrzebuje. Bawimy się, śmiejemy, czytamy, śpiewamy etc.
Denerwują mnie pytania typu: kiedy wracasz do pracy, albo jak długo będziesz
SIEDZIEĆ w domu. Dlaczego mam wynajmować opiekunkę, żeby zaliczyć się do
grona tzw. nowoczesnych kobiet? Same postawiłyśmy ten świat na głowie.
Przeklinałam feministki, gdy będąc w ciąży i mając ohydne mdłości musiałam
iść do pracy... Kto mi wychowa dziecko, jeśli już dziś pójdę zarabiać na
kolejny kredyt?
Obserwuj wątek
    • karin5 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 16:07
      Brawo Ilonko, w pełni się z Tobą zgadzam.Zamierzam siedzieć ze swoim
      dzieciątkiem przynajmiej trzy lata, później maluszek pojdzie do przedszkola.
      Mam jedną koleżankę która twierdzi, że w ciąże zajdzie dopiero wówczas gdy
      znajdzie ciepłą posadkę za biurkiem, a później po czterch miesiącach wraca do
      pracy. Tylko niech ktoś mi powie gdzie będzie więź, karmienie piersią, kontakt?
      Czy w życiu naprawdę liczy sie tylko KASA? Czy nie można być biedniejszym, ale
      szczęśliwszym? Bo czy moje dziecko potrzebować będzie karierowiczki, czy
      ciepłej mamusi, która zawsze jest? a robieniem kasy niech zajmą się faceci.
    • ligia76 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 17:12
      Hej smile
      Miło się czyta takie posty smile
      Ja też mam wszystko na swoim miejscu wink
      I też postawiłam na rodzinkę. Ze starszym synkiem siedziałam w domku ponad 3 lata i z młodszym (obecnie 20 miesięcy) tez zamierzam wykorzystać cały urlop wychowawczy. Można siedzieć w domu i nie być "kurą domową".
      Tak samo jak Ty nie przepadam za skrajnymi feministkami.
      Nie zamierzam wynajmować opiekunki tylko dlatego że to modne i z lęku że nie bedę w niektórych oczkach nowoczesna.
      Ale jednoczesnie uważam że są kobiety które nie maja wyboru i muszą wrócić do pracy z powodów finansowych i przed takimi "chylę czoła".

      Pozdrawiam
      Ligia
    • vaana Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 17:20
      Wcale nie musisz robic zawrotnej kariery, rzecz w tym, ze kiedys nie mialabys
      wyboru i musialabys "wybrac" bycie tylko matka. Dzis, jesli Cie na to stac,
      mozesz siedziec w domu lub mozesz isc do pracy. A patos? - czy ja wiem, to
      chyba my - kobiety wlasnie ustalamy na ile to wzniosle. W moim srodowisku nikt
      nie ujmuje wielkosci mojego macierzynstwa, ja zas nie wyolbrzymiam tego stanu
      do niewyobrazalnych rozmiarow - po prostu jest to wazne lecz nie najwazniejsze
      i nie jedyne, co potrafie smile
      Piszesz " Dlaczego mam wynajmować opiekunkę, żeby zaliczyć się do grona tzw.
      nowoczesnych kobiet?", nie sadze by ktoras matka wynajmowala opiekunke w celu
      zaliczenia sie do nowoczesnych kobiet, dzieje sie tak z przyziemnych powodow,
      podstawowy to finanse, wtorny to mozliwosc utraty pracy czyli znow finanse, a
      po trzecie z braku kasy wink
      Feministki nie wywalczyly Twojego obowiazku pracy, raczej daly mozliwosc
      rownouprawnienia w zakresie podejmowania pracy, prawa glosu w wyborach, a takze
      ksztalcenia sie, z czego jak widac wiekszosc z nas korzysta. Drugorzedna sprawa
      jest to, czy zarobki kobiet sa rowne ale to kwestia czasu i wiekszego
      ucywilizowania spoleczenstwa.
      Pozdrawiam smile
    • katarzyna.br Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 17:27
      Zgadzam się z tobą całkowicie. Ja też robiłam jakąś tam karierę. Studia
      prawnicze, praca w ministerstwie, pisanie artykułów i w końcu upragniona
      książka - komentarz do ustawy, no i jeszcze wlasna firma szkoleniowa. Ale z
      drugiej strony - skończone 30 lat i chęć posiadania dziecka dlatego
      stwierdziłam, że to już najwyższy czas. Trzy miesiące temu urodziłam córeczkę
      i wszytstko się przewartościowało. Na początku ciąży myślałam że wrócę do pracy
      po urlopie macierzyńskim a teraz wiem że nie mogę zostawić dzidzi z kimś obcym.
      Ponadto zaleca się by karmić dziecko piersią minimum 6 miesięcy - no więc kto
      wymyślił urlop macierzyński trwający tylko cztery!!!
      Podobno moja przełożona już od dwóch miesięcy dopytuje się koleżanek kiedy
      wrócę do pracy bo tyle roboty na mnie czeka - a ja sobie myślę - co mnie to
      obchodzi - i tak za moją cieżką pracę nikt mnie nie docenił więc dlaczego mam
      się tak spieszyć, dzidzia jest najważniejsza a tych straconych chwil które
      mogłam z nią spędzić nikt mi nie odda.

      Pozdrawiam
    • ese1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 18:26
      Podoba mi sie Twoj list! Moze dlatego, ze mam podobne podejscie do sprawy.
      Przed zalozeniem rodziny chetnie rzucalam sie w wir pracy, sprawialo mi to
      przyjemnosc, dodatkowo po pracy kursy jezykowe, czy podyplomowe studia MBA.
      Jednak caly czas przede mna byl jeden cel, gdy zaloze rodzine i bede miala
      dziecko chce wrocic do pracy kiedy ja bede tego chciala i nie bede sie musiala
      martwic czy jeszcze beda na mnie czekac. I tak sie stalo. Kariera zawodowa to
      sprawa dla mojego meza, a ja bardzo chetnie bede go w tym wspierac.
    • mader1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 18:40
      Ja na to patrze z perspektywy czasu... spedzonego z dziecmi. Znajomi
      byli przerazeni - najlepsza studentka na roku, zdjecia w gazetach, dyplom z
      wyroznieniem, praca, obietnice awansu, ciaza,a potem ukochana coreczka , teraz
      13-latka, ktora zmienila moje zycie. Jeszcze studia podyplomowe,nagrody za
      wspaniala nauke ( mam taki dar smilei stypendium zagraniczne, na ktore nie
      pojechalam,bo dowiedzialam sie, ze jezeli nie przypilnuje leczenia wady
      wzroku corki, moze czekac ja operacja. Wiec zostalam. Moje srodowisko nie
      do konca rozumialo moj wybor. Minelo wiele lat, mam trojke dzieci, maz,
      pomimo zmian w fizjonomii, kocha mnie baaaardzo. Dzieciaki sa zdolne, madre,
      dopilnowane. Sa dumne, ze maja mnie za mame - ze chodze z nimi na basen,
      jezdze na wycieczki, chodzimy do teatru, na wystawy, wiem co dzieje sie w
      internecie, znam na gospodarce... Przychodza ich kolezanki przytulic sie w
      cieple naszego domu...pieczemy ciasta i pierniki, maja domowe obiadki i pare
      wieczorow spedzamy na robieniu ozdob na choinke smile)) Mama, zeby odpoczaac
      od gadzin , idzie poczytac do czytelni smile Albo z tata na lampke wina lub do
      kina. Ale wiesz... zycie jest przewrotne, bo spotkalam swojego
      wykladowce i ten zaaproponowal mi pisanie doktoratu smile I zalozylam firme,
      zeby sie znajomi odczepilismileFirma swietnie prosperuje, nie zaabierajaac mi
      zbyt wiele czasu. Ciesze sie, ze nie zrezygnowalam z bycia mama przede
      wszystkim, bo jak patrze na kolezanki - zabiegane, zestresowane, z ciaglym
      poczuciem winy, na stanowisku zaledwie kierowniczym, mysle, ze to nie moja
      droga. Ale ja jestem indywidualistka i mialam wybor - nigdy nie musialam
      praacowac na chleb.
      • ma.pi Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 04.01.04, 21:14
        mader1 napisała:

        > Ja na to patrze z perspektywy czasu... spedzonego z dziecmi. Znajomi
        > byli przerazeni - najlepsza studentka na roku, zdjecia w gazetach, dyplom z
        > wyroznieniem, praca, obietnice awansu, ciaza,a potem ukochana coreczka ,
        teraz
        >
        > 13-latka, ktora zmienila moje zycie. Jeszcze studia podyplomowe,nagrody
        za
        > wspaniala nauke ( mam taki dar smilei stypendium zagraniczne, na ktore nie
        > pojechalam,bo dowiedzialam sie, ze jezeli nie przypilnuje leczenia wady
        > wzroku corki, moze czekac ja operacja. Wiec zostalam. Moje srodowisko nie
        > do konca rozumialo moj wybor. Minelo wiele lat, mam trojke dzieci, maz,
        > pomimo zmian w fizjonomii, kocha mnie baaaardzo. Dzieciaki sa zdolne, madre,
        > dopilnowane. Sa dumne, ze maja mnie za mame - ze chodze z nimi na basen,
        > jezdze na wycieczki, chodzimy do teatru, na wystawy, wiem co dzieje sie
        w
        > internecie, znam na gospodarce...

        Wiesz, ja pracuje i tez chodze z dziecmi na basen (regolarnie co tydzien), do
        teatru, kina, na mecze itd, gdzie sobie tylko zazycza.


        Przychodza ich kolezanki przytulic sie w
        > cieple naszego domu...pieczemy ciasta i pierniki, maja domowe obiadki i
        pare
        > wieczorow spedzamy na robieniu ozdob na choinke smile))


        Co dzien jest swiezy domowy obiadek, pieczemy ciasta, malujemy obrazki, robimy
        tatrzyk w domu itd.

        Mama, zeby odpoczaac
        > od gadzin , idzie poczytac do czytelni smile Albo z tata na lampke wina lub
        do
        >
        > kina. Ale wiesz... zycie jest przewrotne, bo spotkalam swojego
        > wykladowce i ten zaaproponowal mi pisanie doktoratu smile I zalozylam
        firme,
        >
        > zeby sie znajomi odczepilismileFirma swietnie prosperuje, nie zaabierajaac
        mi
        >
        > zbyt wiele czasu. Ciesze sie, ze nie zrezygnowalam z bycia mama przede
        > wszystkim, bo jak patrze na kolezanki - zabiegane, zestresowane, z ciaglym
        > poczuciem winy, na stanowisku zaledwie kierowniczym, mysle, ze to nie moja
        > droga. Ale ja jestem indywidualistka i mialam wybor - nigdy nie musialam
        > praacowac na chleb.

        Mimo, ze pracuje na caly etat i nawet nie jestem na stanowisku zaledwie
        kierowniczym, nie jestem zestresowana, zmeczona i nie mam poczucia winy. I w
        sumie na chleb nie musze tez pracowac, tylko jak napisala Gosia WM na Kanary
        zarabiam.

        To czy znajdujemy czas dla dzieci i jestesmy szczesliwymi i zadowolonymi z
        siebie matkami na pewnonie zalezy od tego czy pracujemy zawodowo. Zalezy od
        naszego charakteru i checi bycia szczesliwym.
        A nawet pracujac mozna robic to wszystko z dziecmi co robia niepracujace,
        trzeba tylko chciec i zorganizowac sobie czas.

        Znam wiele pracujacych mam, jedne maja czas dla dzieci i sa zadowolone i
        szczesliwe, inne wiecznie narzekaja i sa ciagle zmeczone.
        Znam tez matki, ktore siedza w domu z wyboru i sa swetnymi matkami, a znam tez
        takie, ktore tylko jecza jak to one sie poswiecaja i jakie sa nieszczesliwe bu
        musza siedziec z dziecmi.

        Kiedys czytalam jakies naukowe opracowania ile tak naprawde czasu w tygodniu
        spedzaja z dziecmi rodzice pracujacy i niepracujacy. I w sumie roznica na
        korzysc rodzicow pracujacych byla niewielka.

        Pozdr.
        • mader1 Re: Dlaczego nie ma ETOSU MATKI? 05.01.04, 19:22


          >
          > Wiesz, ja pracuje i tez chodze z dziecmi na basen (regolarnie co tydzien), do
          > teatru, kina, na mecze itd, gdzie sobie tylko zazycza.

          Ciesze sie smile Ja nie napadam na nikogo...
          >
          >



          >
          > Mimo, ze pracuje na caly etat i nawet nie jestem na stanowisku zaledwie
          > kierowniczym, nie jestem zestresowana, zmeczona i nie mam poczucia winy. I w
          > sumie na chleb nie musze tez pracowac, tylko jak napisala Gosia WM na Kanary
          > zarabiam.
          >
          > To czy znajdujemy czas dla dzieci i jestesmy szczesliwymi i zadowolonymi z
          > siebie matkami na pewnonie zalezy od tego czy pracujemy zawodowo. Zalezy od
          > naszego charakteru i checi bycia szczesliwym.
          > A nawet pracujac mozna robic to wszystko z dziecmi co robia niepracujace,
          > trzeba tylko chciec i zorganizowac sobie czas.
          >
          > Znam wiele pracujacych mam, jedne maja czas dla dzieci i sa zadowolone i
          > szczesliwe, inne wiecznie narzekaja i sa ciagle zmeczone.
          > Znam tez matki, ktore siedza w domu z wyboru i sa swetnymi matkami, a znam
          tez
          > takie, ktore tylko jecza jak to one sie poswiecaja i jakie sa nieszczesliwe
          bu
          > musza siedziec z dziecmi.

          To prawda. Tez tak uwazam. Czasem patrze tez na zestresowane,pelne poczucia
          winy, niepracujace mamy, ale przyznam, ze rzadko.Czesciej patrze na mamy
          niepracujace, ktore rzeczywiscie malo zajmuja sie swoimi dziecmi z powodu
          zlego rozplanowania dnia i... braku takiej potrzeby.Wiec sytuacja nie jest
          czarno - biala. Ale jezeli tak, czemu ilekroc jakas mama czuje sie zmeczona ,
          smutna, wypalona, proponuje jej sie pojscie do pracy ?
          >
          > Kiedys czytalam jakies naukowe opracowania ile tak naprawde czasu w tygodniu
          > spedzaja z dziecmi rodzice pracujacy i niepracujacy. I w sumie roznica na
          > korzysc rodzicow pracujacych byla niewielka.

          Albo jestem nietypowa, moi znajomi pewnie rowniez, albo.... po prostu w mojej
          sytuacji nie moglabym spedzac tyle samo czasu z dziecmi, bo bylabym 11 godzin
          poza domem. I wiele moich kolezanek tak wlasnie, ciezko praacuje. Teraz tez
          pracuje, tylko to ja narzucam sobie rytm i wychodzi duzo krocej.

          Pozdr.


          >
          > Pozdr.
    • nata76 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 19:04
      Jejku Ilona,ale świetny list!!!!!!!!!!!!Twoje dziecko trafiło na najwspanialszą
      mamę.
      Trzy lata temu też stanęłam przed dylematem:świetna posada albo bycie z
      dzieckiem.Wybrałam dzieci(juz dwójeczka).Czuję sie bardzo dobrze w roli
      mamy,cieszę sie,że moge po prostu być z dziećmi.Niestety,ja i siostra
      wychowałyśmy się z kluczem na szyi,więc nie chcę tego fundować moim
      dzieciaczkom.Ale wiecie,kiedy mowię znajomym,że jestem w domu,nie pracuje,to az
      się czasem głupio czuję i jakby mi wstyd....Oczywuście,niczego nie żałuję,ale
      chyba jestem postrzegana jakoś niezbyt dobrze.chciałabym zmienic ten
      stereotyp.to ,że jestem w domu nie znaczy,że jestem odmóżdzona,ale,że jestem
      aktywną mamą.
      Przeczytałam kiedyś w "wysokich obacasach" list od pewnej pani>Zachowałam go
      sobie.Przytoczę Wam fragmenty:
      "...Kończymy studia,marzymy o rodzinie i pracy,która cieszy i
      satysfakcjonuje.Zaczynamy pracować,wychodzimy za mąż,często już po studiach, i
      pragniemy dziecka.Wtedy okazuje się,że jedno i drugie się wyklucza:być z
      dzieckiem i robić karierę.Trzeba zdobyć się na odwagę i wybrać.
      Dla mnie wybór był jednoznaczny.Moi synowie,dziś 21 i 19 lat,to już mężczyźni i
      nigdy nie żałowałam,że pośięciłam dla nich karierę.tak naprawde niczego nie
      poświęciłam,bo wychowywanie dzieci niesie za sobą wiele radości i
      satysfakcji.Pokazywałam synom świat i wiem,że był to świat,jaki chciałam im
      pokazać.Nikt nie mógł mnie zastąpić(...)
      Były trudne chwile,gdy widziałam wolne kobiety,które pracowały,robiły
      karierę,bawiły się.Żadna nie powiedziała mi,że dobrzę robię.Słyszałam,że one
      nie mogą pozwolić sobie na siedzenie w domu i bawienie dzieci,bo pracują,i nie
      wyobrażają sobie,jak można siedzieć w domu.
      Ja nie siedziałam,ja uczyłam.Jak zawiązać sznurowadło,i odpowiadałam na setki
      pytań(...)"
      List ukazał się w "WO" z soboty,20 września 2003 r.
      Jak będe miała chwikkę czasu,to spróbuje go cvałego napisać na forum.
      Pozdrawiam,nata
    • martaj7 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 29.12.03, 19:19
      A ja mam gdzies, czy zaliczam sie do kobiet nowoczesnych czy nie. Po prostu
      lubie pracowac, i nie po to obronilam doktorat z wyroznieniem zeby go sobie w
      kibelku powiesic. Moj maz zapewnia mi doskonale warunki i moglabym w
      nieskonczonosc siedziec w domu. Ale po pierwsze jestem z natury nadopiekuncza,
      po drugie kocham pracowac a po trzecie Agata potrzebuje kontaktu z innymi
      dziecmi. To sprawa indywidualna, ale ja juz nie moge sie doczekac chwili,
      kiedy pojde do pracy a dziunia do przedszkola. I jestem pewna, ze obu nam to
      wyjdzie na zdrowie.
      A Agata w piatek konczy roczek, zalozylam sobie od jesieni wyjsc do ludzi.
      Pozdr
      Marta
      • agaa5 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 30.12.03, 10:20
        Czy tego chcemy czy nie dokonała (je) się rewolucja społeczna, kulturalna itd.
        W związku z tym zmieniły się oczekiwania wobec zarówno kobiet jak i mężczyzn.
        Kiedyś ideałem była kobieta- matka polka poświęcająca się wyłącznie rodzinie.
        Obecnie w Polsce docenia się kobietę dobrze zarabiającą wykształconą a jej
        macierzyństwo traktowane jako coś oczywistego. To, że kobiety wracają szybko do
        pracy wynika też poza ‘’przymusem społecznym’’ z wymagań rynku pracy, trudnej
        syt finansowej czasem z potrzeby samorealizacji tj.rozwoju.
        Prawda jest taka, że na naszym rynku pracy na straconej pozycji są osoby z
        kilkuletnią przerwą zawodową. Żle widziane są kilkumiesięczne przerwy a co
        dopiero 3-letni urlop wychowawczy. Na jakąkolwiek pracę mają szansę osoby młode
        z odpow. kwalifikacjami bez długich przerw zawodowych. Z pół roku temu byłam
        świadkiem takiej rozmowy z młodą matką (6 lat urlopu wych.), gdzie prywatny
        pracodawca nie wnikał w CV, natomiast na wejściu ( a rozmowa trwała może 3 min)
        podsumował kwalifikacje retorycznym pytaniem cyt'' A co Pani robiła przez te 6
        lat'' oczywiście pracy nie dostała. I z tego co mówiła nie mogła znależć pracy
        (powyżej roku)z tego powodu. Drugi przypadek gdy młoda dziewczyna po studiach
        też opiekowała się ponad rok dzieckiem. Po iluś tam pytaniach o ten właśnie rok
        przestała go w ogóle wpisywać do cv i zwyczajnie ściemniała o dodatkowej pracy
        umysłowej. Z tej perspektywy nie ciekawie wygląda powrót do pracy po urlopie
        wych. I pewnie stąd te pytania koleżanek. Może w instytucjach państwowych
        sprawa wygląda inaczej ale prywaciarze zwracają na wszystko uwagę.
        Pozdrawiam Aga
        • martynka30 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 30.12.03, 11:48
          Gdzieś przeczytałam, że jak mają nas (matki) szanować, skoro same chyba nie
          specjalnie szanujemy zajmowanie się dzieckiem decydując się na powrót do pracy
          a opiekę nad dzieckiem zlecając obcej osobie. Coś w tym jest, to jakbyśmy
          mówiły "no cóż fajnie mieć dziecko, ale "prawdziwa" praca to coś ciekawszego i
          bardziej godnego szacunku". Zaznaczam, że nie mówię tu kobietach, które
          musiały wrócić. Ja zamierzam wrócić jak mała skończy 3 lata i pójdzie do
          przedszkola, wcześniej nie ma mowy. Jest nam ciężej bez moich zarobków, ale na
          życie nam na szczęscie nie brakuje, a żadne dodatkowe pieniądze nie
          zrekompensowałyby mi rozłaki z małą. Nie wyobrażam sobie, żeby obca osoba (a
          nawet babcia) miałaby być świadkiem pierwszego słowa czy pierwszego kroku
          mojej córki. Może zdecydowałabym się wcześniej wrócić do pracy gdyby w grę
          wchodziło pół etatu, ale to niemożliwe, a z firmy w której pracuję, nie
          wychodzi się przed 7 wieczorem. I nie czuję się kurą domową, mała coraz
          ładniej przesypia noce, niespecjalnie marudzi w ciągu dnia i wreszcie mam czas
          przeczytanie czegoś i szlifowanie angielskiego. W weekendy widujemy się ze
          znajomymi. A moja praca mimo, że postrzegana jako prestiżowa i dobrze
          wynagradzana wcale nie była specjalnie rozwijająca. Jedyne czego mi troszeczkę
          brakuję to tego rytuału wychodzenia do biura, kostium, makijaż no i spotkania,
          służbowe wyjazdy. Ale to mała cena za mozliwość cieszenia się małą.
    • beata32 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 30.12.03, 14:32
      Ilono,
      Zapewne jak to zawsze są dwie strony medalu.

      Jesteś kobietą, której to SIEDZENIE bardzo odpowiada (swoją drogą nie wiem kto
      wymyślił takie określenie na coś co nie ma wiele wspólnego
      z 'siedzeniem' wink ). Taki sposób życia Ci odpowiada i innym nic do tego jeśli
      Ty i Twój mąż uznaliście, że tak jest dla wszystkich najlepiej. Nie wiem czy to
      nowoczesne, ale nawet jeśli tak, to przecież nie wszyscy muszą być nowocześni.

      Akurat mnie - 'siedzenie' doprowadzało do frustracji. Nie muszę pracować ze
      względów finansowych - mąż mógłby mnie nas utrzymać. Ja po prostu lubię
      pracować, wyjść z domu, spotkać się z innymi ludźmi, porozmawiać nie tylko o
      dzieciach. W obu ciążach czułam się świetnie i praktycznie do ostatniego
      miesiąca pracowałam. Z jednym i z drugim synem byłam w domu 7 miesięcy właśnie
      ze względu na karmienie piersią. Fakt, że w wychowaniu synów pomaga mi babcia -
      więc nie zostawiam ich z kimś obcym ... pewno gdyby nie to - nie zdecydowałabym
      się, albo może odczekałabym z powrotem do pracy dłużej.

      Chciałabym, żebyśmy my wszystkie kobiety i te nazwijmy to 'nowoczesne' i
      te 'tradycjonalistki' szanowały nawzajem swoje wybory. Mi też nie jest łatwo,
      kiedy spotykam się z opiniami - 'takie malutkie dziecko zostawiasz samo -
      przecież nie musisz pracować' (w podtekście słyszę - 'wyrodna matka z Ciebie i
      nie potrafisz się poświęcić'). Ja nie chcę się poświęcać - ja chcę dawać
      dzieciom to co we mnie najlepsze, ale bez takiego poczucia, że przez to coś mi
      z życia ucieka. Praca jest mi potrzebna dla mnie samej.

      Podziwiam Was i szanuję drogie 'siedzące w domu' koleżanki, głównie dlatego, że
      jako 'matka pracująca', gdzieś tam zawsze mam taki poczucie, że powinnam być
      taka jak Wy, choć jednocześnie wiem, że nie potrafię.

      Pozdrawiam
      Beata32 mama Maciusia (2 lata i 10 mies.) i Adasia (10 mies.)
    • kramla Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 30.12.03, 15:12
      Cóż jest nas mniejszość.Tych mam,które świadomie decydują sie towatzyszyć
      swoim dzieciom w pierwszych latach ich życia.Nam się nie przelewa, ale uważam
      naszą decyzję o rezygnacji z mojej pełnoetatowej pracy (obecnie pracuję ok. 6
      godzin tygodniowo wtym 3 godziny to...wolontariat)za bardzo słuszną.Moje trzy
      fakultety dają mi moc satysfakcji.W końcu dzieci mają wyksztłconą mamę!!! No i
      dają możliwości dalszego rozwoju.Dzisiaj zadzwoniła do mnie redaktorka pewnej
      gazety,proponując mi cykl 30 artykułów.Moja praca wolontaryjna (w godzinach
      popołudniowych kiedy mąż przejmuje opiekę nad dziećmi)daje mi możliwości
      realizacji,dokształcania się (nie koniecznie poświadczonego papierkiem) i
      kontaktu zludżmi nieco starszymi niż moje dzieci.Nie czuję się kurą
      domową.Czytam książki nie tylko te dla dzieci,wychodzę do bilioteki ,no
      oczwiście też gotuję i sprzątam czasami, choć na to ostatnie raczej szkoda mi
      czasu...
    • goska271 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 30.12.03, 17:17
      fajne te wasze listy, ja tez jestem siedzaca w domu matka trójki dzieci i już
      mam serdecznie dość. Mąż jest dumny, że sam nas potrafi utrzymać, że dzieci
      mają mame tylko dla siebie, nie ma pośpiechu, niby nic nie umyka. Ja natomiast
      już mam dość i chciałabym wrócić do pracy, chociaz musze zacząc wszystko od
      poczatku i to wcale łatwe nie będzie. Bycie tylko mamą bywa męczące i nudnawe
      czasami i chciałabym w końcu też zacząć zarabiać, musiec sie ładnie ubrac i
      iśc do ludzi.
    • d.orka Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 03.01.04, 21:10
      A dlaczego przeklinałaś feministki?
      Przecież nie ma przymusu pracy. Jeśli się źle czułaś mogłaś wziąć zwolnienie.

      NIe zależy mi na patosie MATKI. Zajmuję się dwójką dzieci i czekam na trzecie.
      Dokończenie studiów zostawiłam na później, pracę wymyślę sobie, gdy trzeci
      dzidziuś będzie 3-4 latkiem. Nie musimy oglądać się na innych. Nie obchodzą mnie
      trendy ani mody na nowoczesną kobietę, czy Matkę Polkę. Mam rodzinę i robię to,
      co uważam za najlepsze dla niej.
      Wiele kobiet pracuje dziś nie dlatego, że brakuje pieniędzy na jedzenie,
      ubranie, opłaty, lecz dla podwyższenia standardu życia. To ich wybór i ich
      prawo. Ja uważam, że opiekunka nie wychowa mi dzieci tak, jak bym chciała.
      Nie musimy słuchać feministek.
      Poza tym wydaje mi się, że to nie ich wina, że kobiety pracują na takich, a nie
      innych warunkach.
      Róbmy swoje nie patrząc na "tych najmądrzejszych".
      Dorka
      mama Sikorek
    • mamamonika Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 04.01.04, 13:49
      Hej,
      I bardzo dobrze, że nie ma PATOSU - to po prostu część zycia smile Ja sie
      osobiście bardzo cieszę, że teraz potencjalnie jest wybór, jaką część życia
      chcesz spędzić w domu, a jaką przeznaczyć na życie zawodowe. Piszę
      potencjalnie, bo niektóre dziewczyny takowego wyboru nie mają - albo muszą po
      prostu iść do pracy ze względów finansowych, albo z innych bardzo za ta praca
      tęsknią - a takowej nie ma. Jesli Ty mogłaś świadomie wybrac - super, tylko
      się cieszyć! A na opinie, tym bardziej obiegowe wcale bym się nie oglądała.
      Wszystkim na pewno nie dogodzisz, najważniejsze, żebyś TY czuła się spełniona
      i szczęśliwa, no i szła do przodu. A zawodowo realizować się można nie tylko
      na etacie wink Dzieci naprawdę kochaja szczęśliwych rodziców... jeszcze bardziej

      Powodzenia, trzymajcie się

      Monika
      • mumin_ek Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 04.01.04, 14:35
        Daj spokoj z tym patosem. Nie oczekuje, ze ktos mi bedzie pomnik stawial, bo
        siedze w domu z moim dzieckiem (nie siedze). Jestem ta 'zla' matka, co do
        prracy wrocila. I co? Nie mam wyrzutow i zle mi z tym nie jest. Aha, to byl moj
        wybor. Moglam zostac, ale czasy sa jakie sa i nie chcialam rezygnowac z prracy,
        ktora lubie. Dodatkowo, dluzsza niz pol roku przerwa w moim zawodzie jest
        wysoce niewskazana. Muminek ma super opiekunke.

        Nie poprawiajcie sobie samopoczucia kosztem innych. To Wasz wybor, podobnie jak
        moj jest moim swiadomym wyborem.

        Bedac aktywna feministka dziekuje za slowa 'uznania'. Pytam w rewanzu, czy do
        zmieniania pieluch potrzeba kilku jezykow i doktoratu? Moze lepiej bylo
        zaoszczedzic pieniadze podatnikow i nie blokowac miejsca na studiach. Ktos inny
        by je wykorzystal. Jestem zlosliwa swiadomie i celowo. Ja nie najezdzalam nigdy
        na mamy siedzace w domu, natomiast wlasnie widze kolejny najazd na mamy
        pracujace. Czy to ze pracuje sprawia, ze jestem gorsza mama? To chyba za proste
        rownanie...
        • wieczna-gosia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 04.01.04, 15:58
          Najpierw musze zaznaczyc ze:
          1. nie pracuje i do pracy sie nie wybieram, a kiedy przyjdzie taki moment ze
          bedzie wypadalo sie wybrac- to cos wymysle wink
          2. Uwazam ze brak patosu matki wiaze sie z gwaltownoscia z jaka po wojnie
          wszystkie kobiety poszly hurtem do pracy. Poszly czy chcialy czy nie i szybko
          powszechne stalo sie przekonanie ze kobieta moze sie zrealizowac tylko w
          pracy. Teraz sie to zmienia, i czasami kazda z grup musi sie dowatrosciowac wink
          taka juz natura czlowieka wink
          3. Zostawmy feministki- to dzieki nim pozostanie w domu jest wyborem a nie
          oczywistoscia wink)
          4. Ja wiem ze to prowokacja, ale musze no musze sie przyczepic:
          Pytam w rewanzu, czy do
          > zmieniania pieluch potrzeba kilku jezykow i doktoratu? Moze lepiej bylo
          > zaoszczedzic pieniadze podatnikow i nie blokowac miejsca na studiach. Ktos
          inny
          >
          > by je wykorzystal.
          Rzecz w tym ze do zmieniania pieluch faktycznie nie trzeba doktoratu. Ani do
          karmienia, ani do innych czynnosci fizjologicznych. Ale jakos tak sie dziwnie
          sklada ze rodzice o szerokich horyzontach (to sie jednak w przewazajacej
          czesci wiaze ze slowem wyksztalceni) maja wieksza szanse wychowania dzieci o
          szerkich horyzontach. Co wiecej, do WYCHOWANIA dziecka sadze ze nie potrzebny
          jest jeden doktorat ale kilka wink tak wiec o dlug moj wobec spoleczenstwa
          jestem dziwnie spokojna wink a jak jeszcze o ZUSie pomysle i tym ze pomimo
          hockow klockow ktore ta szacowna instytucja wyprawia, na nasze emerytury i tak
          pracowac beda nasze dzieci- to juz w ogole siedze i czekam kiedy mi zaplaca za
          rodzenie wink
          Wiekszosc moich kolezanek pracuje. One nie rozumieja mnie wink a ja nie rozumiem
          ich. I jakos zyjemy w zgodzie wink) Do pracy pojde w stanie wyzszej koniecznosci
          (brak na chleb w znaczeniu nie brak na Kanary) i mysle ze wiele osob do pracy
          wraca TAK szybko jak wraca wlasnie z powodu tej wyzszej koencznosci. Poza tym-
          mam meza pracocholika- co on by zrobil gdybym ja pracowala i musialby wracac
          np 18 wink))))
          • fringilla Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 04.01.04, 18:11
            Ja PRACUJĘ w domu i do niedawna było mi z tym dobrze. Niegdy nie pracowałam na
            etacie. Gdy Natala chodziła do przedszkola, ja studiowałam, a że nie były to
            bardzo czasochłonne studia (niewiele zajęć, zwłaszcza na wyższych latach)
            miałam dla niej sporo czasu, na pewno więcej niz gdybym normalnie pracowała.
            Gdy wolnego czasu zrobiło sie naprawdę sporo stwierdziłam że albo trzeba iść
            do pracy, albo sprawić sobie drugie dziecko. Zdecydowałam się na dziecko, co
            oznaczało dla mnie, że przez następne trzy lata nie pójde jednak do pracy.
            Przyznaje, ze byłam pełna obaw: szukanie praktycznie pierwszej pracy w tak
            zaawansowanym wieku, w jakim bede za dwa lata trochę mnie przeraza. Poza tym,
            mimo że uważam, że będąc w domu można sie rozwijać i dokształcać, to jednak
            wypada się z obiegu. Najchętniej byłabym kurą domową jeszcze dłużej, naprawdę
            lubie być z dziećmi, choć z kasą bywa różnie, ale czuję, ze nie mogę sobie na
            to pozwolić. Co będzie gdy dzieci dorosną? Co będzie gdy za 20 lat mąż znajdzie
            sobie młodszą i postanowi założyć nową rodzinę? Co będzie gdy spadnie mu na
            głowę cegła? Za wychowywanie dzieci emerytury nie dostanę. W tej chwili moje
            relacje z mężem sa na tyle niedobre ze mysle o jak najszybszym usamodzielnieniu
            sie. Cóż, szczesliwą kurą domową można być tylko u boku odpowiedniego faceta.
            Pozdrawiam wszystkie nowoczesne i nienowoczesne, najważniejsze, że zadowolone
            za swego WYBORU wink
            Agata
            PS przepraszam za chaos w moim poście, ale mój syn demoluje pokój, co chwilę
            muszę odbierać mu różne dziwne przedmioty wink
            • mader1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 19:51
              Ja tez uwazam, ze sa rozne sytuacje... I trzeba sie w nich odnalezc.
              Jedna z moich kolezanek twierdzila, ze czuje sie niepewnie jak nie
              pracuje. Bala sie. Pracowala nieduzo, nie zaniedbywalaa dziecka. Moglam
              sobie pogratulowac, ze nigdy jej nie namawialam do pozostania w domu -
              jej maz zginal w wypadku samochodowym i ta praca okazala sie
              wybawieniem.
          • mumin_ek Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 13:26
            wieczna-gosia napisała:

            > Najpierw musze zaznaczyc ze:
            > 1. nie pracuje i do pracy sie nie wybieram, a kiedy przyjdzie taki moment ze
            > bedzie wypadalo sie wybrac- to cos wymysle wink

            Twoj wybor i nic mi do tego. Mam nadzieje, ze daje Ci szczescie i satysfakcje.
            Wielu kobietom nie daje, a sa i takie, co nie maja sily siedziec w domu z
            dzieckiem.

            > 2. Uwazam ze brak patosu matki wiaze sie z gwaltownoscia z jaka po wojnie
            > wszystkie kobiety poszly hurtem do pracy. Poszly czy chcialy czy nie i szybko
            > powszechne stalo sie przekonanie ze kobieta moze sie zrealizowac tylko w
            > pracy. Teraz sie to zmienia, i czasami kazda z grup musi sie
            dowatrosciowac wink
            > taka juz natura czlowieka wink

            Nie czuje potrzeby dowartosciowywania sie. Czlowiek moze sie realizowac na
            rozne sposoby i nie wszyscy musimu isc jedna udeptana droga. Wlasnie tak ten
            list odebralam - jako probe dowartosciowania sie kosztem mam pracujacych. Czy
            Wy wiecie, co my przezywamy? Wiecie jak boli serce jak sie wychodzi z domu? To
            moj wybor i ja ponosze jego konsekwencje i moze zarabiam na Kanary, ale
            potrzebuje tego. Juz pisalam, ze choc bycie mama jest dla mnie wazne, chce byc
            jeszcze kims, bo za pare lat moje dziecko nie bedzie mnie juz tak potrzebowac,
            a ja nie chce mu nic poswiecac. Daje, co moge i ile moge z radoscia, ale
            poswiecen nie chce. Bo nie chce byc mu ciezarem, wyrzutem, osoba wzgledem
            ktorej musi czuc wdziecznosc, bo ja rzucilam dla niego wszystko. Moja mama sie
            realizowala uczac sie i pracujac, nie spedzila za mna miesiaca nawet na
            macierzynskim. Mamy dobry kontakt, miala dla mnie czas, zeby mnie wychowac.
            Dzis jestem jej za to nieposwiecanie sie wdzieczna, bo dala mi wzorzec kobiety,
            ktora daje z siebie duzo, ale ktora sie szanuje, bo ona szanuje sama siebie. I
            nie zmuszam sie do wdziecznosci. Wychowala mnie na partnerke.
            > 3. Zostawmy feministki- to dzieki nim pozostanie w domu jest wyborem a nie
            > oczywistoscia wink)
            > 4. Ja wiem ze to prowokacja, ale musze no musze sie przyczepic:
            > Pytam w rewanzu, czy do
            > > zmieniania pieluch potrzeba kilku jezykow i doktoratu? Moze lepiej bylo
            > > zaoszczedzic pieniadze podatnikow i nie blokowac miejsca na studiach. Ktos
            >
            > inny
            > >
            > > by je wykorzystal.
            > Rzecz w tym ze do zmieniania pieluch faktycznie nie trzeba doktoratu. Ani do
            > karmienia, ani do innych czynnosci fizjologicznych. Ale jakos tak sie dziwnie
            > sklada ze rodzice o szerokich horyzontach (to sie jednak w przewazajacej
            > czesci wiaze ze slowem wyksztalceni) maja wieksza szanse wychowania dzieci o
            > szerkich horyzontach. Co wiecej, do WYCHOWANIA dziecka sadze ze nie potrzebny
            > jest jeden doktorat ale kilka wink tak wiec o dlug moj wobec spoleczenstwa
            > jestem dziwnie spokojna wink a jak jeszcze o ZUSie pomysle i tym ze pomimo
            > hockow klockow ktore ta szacowna instytucja wyprawia, na nasze emerytury i
            tak
            > pracowac beda nasze dzieci- to juz w ogole siedze i czekam kiedy mi zaplaca
            za
            > rodzenie wink
            Ech Gosia, i w rodzinach o wezszych horyzontach chowaja sie zdolne dzieci o
            szerokich horyzontach. Denerwujaca jest ta moda: mam 3 fakultety, doktorat, 5
            jezykow i rzucam wszystko, zeby byc w domu z dzieckiem. Moze inaczej powinno
            byc: mam dziecko, ono jest dla mnie najwazniejsze, wszystko inne odkladam na
            jakis czas? Inna kolejnosc, ale chyba brzmi lepiej, bez fanfaronady
            (grzmijcie wink. Chyba powinnismy zmienic podejscie do prracy wogole. Tam tez
            mozna sie realizowac.
            > Wiekszosc moich kolezanek pracuje. One nie rozumieja mnie wink a ja nie
            rozumiem
            > ich. I jakos zyjemy w zgodzie wink) Do pracy pojde w stanie wyzszej koniecznosci
            > (brak na chleb w znaczeniu nie brak na Kanary) i mysle ze wiele osob do pracy
            > wraca TAK szybko jak wraca wlasnie z powodu tej wyzszej koencznosci. Poza tym-

            > mam meza pracocholika- co on by zrobil gdybym ja pracowala i musialby wracac
            > np 18 wink))))

            A moje nieliczne rozumieja. Gdy nowo poznana kolezanka zobaczyla mojego
            niemowlaka nawet nie zapytala, co robie. Inaczej ze mna rozmawiala, jak sie
            dowiedziala ze pracuje, ale jak kiedys w rozmowie padlo magiczne
            slowo 'pieluchy' jakos tak patrzy na mnie z gory, jakbym byla tylko i wylacznie
            mama... jak widac takie podejscie nie zalezy od tego czy praacujesz, czy niewink
            Zalezy od czlowieka.
            • wieczna-gosia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 15:50
              chce byc
              > jeszcze kims, bo za pare lat moje dziecko nie bedzie mnie juz tak
              potrzebowac,
              > a ja nie chce mu nic poswiecac. Daje, co moge i ile moge z radoscia, ale
              > poswiecen nie chce. Bo nie chce byc mu ciezarem, wyrzutem, osoba wzgledem
              > ktorej musi czuc wdziecznosc, bo ja rzucilam dla niego wszystko.

              a ja raczej dzieki dzieciom moglam rzucic wszystko wink) uwazam muminku ze
              akurat wyrabianie jakiejs bezsensowanej wdziecznosci mozna zafundowac dziecku
              siedzac w domu (ja tu haruje nie pracuje a ty.....) lub w pracy (ja tu zyly
              sobie wyprowam zeby ci nic nie braklo a ty...)

              > Ech Gosia, i w rodzinach o wezszych horyzontach chowaja sie zdolne dzieci o
              > szerokich horyzontach.

              hehe wiedzialam..... wink) nie napisalam ze szerokie horyzonty sa warunkiem
              koniecznym, ale ze tak sie czesciej zdarza (bo sie czesciej zdarza) ilu masz
              kolegow na studiach z dzieci alkocholikow, zatwardzialych rolnikow ktorzy o
              SGGW nie slyszeli zwyklych prostych ludzi z malych miasteczek ktorzy uwazaja
              ze matura jest OK i starczy dla dziewczyny szczegolnie.
              Moja idealna sytuacja byloy- madama do przewijania i babrania sie w zupkach,
              ja zas do edukowania wink) gdyz pieluchy akuratuwazam ze za sedno a za przykra
              strone posiadania dzieci wink))
              Moze inaczej powinno
              > byc: mam dziecko, ono jest dla mnie najwazniejsze, wszystko inne odkladam na
              > jakis czas? Inna kolejnosc, ale chyba brzmi lepiej, bez fanfaronady
              > (grzmijcie wink
              z checia. Niestety takie jest to popieprzona zycie ze w akim przypadku dzieci
              wypadaloby miec po 35 roku zycia najwczesniej. I umowmy sie ze swiat w tym
              kierunku zmierza wink) ja bym sie ilosciowo nie wyrobila wink) Poza tym- dlaczegoz
              pracowac mozna majac malucha a studiowac na ten przyklad nie? Dyskryminacja? I
              w ogole o co to grzmienie?
              moje nieliczne rozumieja. Gdy nowo poznana kolezanka zobaczyla mojego
              > niemowlaka nawet nie zapytala, co robie. Inaczej ze mna rozmawiala, jak sie
              > dowiedziala ze pracuje, ale jak kiedys w rozmowie padlo magiczne
              > slowo 'pieluchy' jakos tak patrzy na mnie z gory, jakbym byla tylko i
              wylacznie
              >
              > mama... jak widac takie podejscie nie zalezy od tego czy praacujesz, czy
              niewink
              Takie tez znam. Ale nie sa moimi kolezankami. Nie wyrabiaja intelektualnie. W
              ogole zauwazylam ze jak tylko ktos zaczyna patrzec na mnie z gory- ja zaczynam
              go cwiczyc. Dzieki temu wsrod kolegow i kolezanek posuadam te ktore nie
              rozumieja ale nie patrza z gory. Po co nurkuje tez nie roozumieja na przyklad.
              A ja nie rozumiem po co one zasuwaja 10 godzin w pracy a w czasie wolnym
              skacza ze spadochronem wink) ale je lubie ))

              Tak tylko na marginesie. Jak juz te wasze dzieci podrosna do szkoly-
              wspomniejcie o bezrobotnej wiecznej gosi gdy wasze dzieci beda jechac na
              zielona szkole i bedzie oczywiste ze jako opiekunowie ze strony rodzicow
              pojada te dwie niepracujace mamy co zwykle wink)) Moja corka mi dzisiaj wlasnie
              przyniosla wiadomosc ze 20 stycznia zielona szkola i ze juz pani mnie wpisala
              bo przeciez ja moge wink) No faktycznie moge wink) Moge tez zabierac dzieci stadem
              ze szkoly i odwiesc je na basen. i robie to z checia. Tylko jak mi ktos
              pozniej sugeruje ze len jestem i niezrealizowana i sie poswiecam to mam ochote
              ugryzc. W kwestii zielonej szkoly faktycznie sie poswiecam. Ale kto chetnie
              straci tydzien urlopu, ktorego i tak ma za malo? W kwestii basenu tez troszke-
              ale jak jade 8 osobowym samochodem to mam na pusto jechac wink) Natomiast w
              kwestii pracy- to ja wtedy bym sie dopiero poswiecila wink)) bo w zyciu
              interesuja mnie dwie rzeczy- dzieci oraz studia i uczenie sie jezykow ex equo.
              Kolejnosc nieprzypadkowa wink)

              Chyba powinnismy zmienic podejscie do prracy wogole. Tam tez
              > mozna sie realizowac.
              a ktos to kwestionuje?
        • ilonakg To była celowa prowokacja, a nie dogodzenie sobie 05.01.04, 07:49
          Moja koleżanko!
          Nie chciałam nikogo obrazić takim sformułowaniem tematu, a Ciebie jak każdą
          inną matkę pracującą poza domem lub nie - która jest szczęśliwa w swoim
          wyborze - PODZIWIAM. Miałam na celu prowokację dyskusji, która jest z
          socjologicznego punktu widzenia ostatnio bardzo na czasie. Ja jestem w tym
          dobrym układzie, że swoją pracę mogę wykonywać w domu (tłumacz pędzący nocny
          tryb życia) i jednocześnie być z moją kochaną córeczką (w dzień). Ale zdaję
          sobie sprawę, że wcześniej czy później byłoby dobrze wyjść z domu, szczególnie
          dla tego, że mogę stracić uprawnienia do wykonywania zawodu (również
          nauczyciel). Ponadto czasami chciałabym popracować z daleka od domowych
          pieleszy. Tzw. siedzenie w domu mi odpowiada dopóki mam jakieś dodatkowe
          intelektualne i zawodowe zajęcie. Mój umysł bardzo tego potrzebuje. Poza tym
          zawsze byłam przyzwyczajona do niewielkich, ale własnych pieniędzy, pomimo iż
          mąż nie ogranicza moich wydatków. Zatem pozdrawiam serdecznie wszystkie MAMY,
          i zgadzam się z wnioskiem który płynie z tej debaty, że NAJSZCZĘŚLIWSZE
          DZIECI, TO TE KTÓRE MAJĄ SZCZĘŚLIWYCH RODZICÓW. Życzę zatem zadowolenia ze
          swojego wyboru i nie potępiam nikogo.
    • aluc PATOSU czy ETOSU? 04.01.04, 17:45
      doktorat czy nie, warto znać różnicę smile chociaż w wątku zarówno jednym jak i
      drugim zajeżdża wink
      • martynka30 Re: PATOSU czy ETOSU? 04.01.04, 19:53
        Droga Mumin! Dlaczego uzasadnienie zostania z dziekciem jaki przedstawiły inne
        mamy (ja też) odbierasz jako atak na siebie? To, że wiele z nas sądzi, że
        praca w domu (tak tak, bo to jest praca) jest równie ważna jak etat w firmie,
        nie oznacza krytyki Twojego wyboru. Na jakiej podstawie uważasz, że
        poprawiamy sobie samopoczucie kosztem innych? To właśnie Ty atakujesz,
        wartościujesz... I to ja czuję, że mówiąc mnie, czy takim osobom jak ja, że do
        przewijania nie jest potrzebny doktorat usiłujesz poprawić sobie samopoczucie
        moim kosztem. Bo przecież doskonale wiesz, że opieka na dzieckiem nie
        ogranicza się do przewijania. A w ogóle to sadzę, że w tym wątku o co innego
        chodzi, to nie były rozważania na temat tego czy siedzieć w domu z dzieckiem,
        czy wracać do pracy, ale pytanie dlaczego siedzenie w domu z dzieckiem (samo
        określenie „siedzenie w domu” jest już wiele mówiące) jest uważane za coś
        gorszego, mniej rozwijającego... My tylko chcemy szacunku, który należy nam
        się tak samo jak osobom pracującym poza domem. Nasza praca nie jest
        łatwiejsza, lżejsza i mniej odpowiedzialna niż inne (no to teraz powiało
        patosem, co dziewcyzny?wink)). A wiem coś o tym, pracowałam na naprawdę wysokim
        stanowisku i nie uważam, że wychowywanie dziecka jest łatwiejsze (no chyba, że
        ogranicza je się do zaspokajania podstawowych potrzeb; jedzenie, picie,
        higiena).

        Co do blokowania miejsc na studiach, ile tu znajdziesz wypowiedzi kobiet,
        które nigdy nie zamierzają wrócić do pracy? A nawet gdyby, gdzie jest
        powiedziane, że po studiach trzeba pracować, że nie wolno studiować dla
        własnego rozwoju, który niekoniecznie musi mieć uzasadnienie zawodowe? Gdyby
        każde studia miały się zwracać, to kandydatom na pierwszym roku należałoby
        kazać podpisywać zobowiązania, że będą pracować w danym zawodzie. No bo jak
        to, państwo wykształciło fizyka, a ten zamiast w PAN-ie czy w szkole otwiera
        sobie sklep? Skandal i zmarnowane pieniądze he he . Nie od rzeczy byłoby
        również drugie zobowiązanie, że nie będą pracować w firmach, które
        odprowadzają podatki w innych krajach. Co do oszczędzanie pieniędzy podatników
        to również wybacz; chybiony argument, ja np. przez tyle lat płaciłam tak
        horrendalne podatki, że z czystym sumieniem mogę skończyć jeszcze kilka
        fakultetów (inna sprawa, że system finansowania studiów jest w Polsce chory).
        A i jeszcze jedno, nie blokowałam bym innym miejsc, gdyby trochę lepiej
        przygotowali się do egzaminów. Pozdrawiam ciepło wszystkie mamy, zarówno te
        pracujace poza domem jak i w domu.


        • nata76 dobrze mówi Martynka!!! 04.01.04, 23:00
          Martynka,fajnie to napisalaS!!A Mumin chyba prowokuje,bo wcale nie o ataku ta
          dyskusja.Pozdrawiam,nata
      • wieczna-gosia Re: PATOSU czy ETOSU? 04.01.04, 20:06
        Aluc a czy to jakas roznica? I tak po liscie muminka prorokuje rozrobke wink) a
        po 50 poscie to juz temat zupelnie straci znaczenie wink)
        • aluc Re: PATOSU czy ETOSU? 05.01.04, 10:36
          wieczna-gosia napisała:

          > Aluc a czy to jakas roznica? I tak po liscie muminka prorokuje rozrobke wink) a
          > po 50 poscie to juz temat zupelnie straci znaczenie wink)

          eee, wieczna, wiesz, ja tak przez wrodzoną złośliwość wink po prostu jak widzę
          tyle patosu, to mi się mój własny matczyny etos dusi w sosie własnym smile)))
      • mumin_ek Re: PATOSU czy ETOSU? 05.01.04, 12:45
        Aluc, jestes niesamowitasmile
      • mrufkaa Re: PATOSU czy ETOSU? 05.01.04, 23:55
        Aluc,
        a zobacz ile wypowiedzi... smile)) i nikt sie nie zdziwilsmile
      • agmar3 Re: PATOSU czy ETOSU? 06.01.04, 11:35
        zgadzam się błąd razi okrutnie. Odsyłam do słownika.
        Pozdrawiam
        • wieczna-gosia Re: PATOSU czy ETOSU? 06.01.04, 12:15
          A gdzie tu w tej dyskusji na obecnym jej etapie mowa o etosie... no
          dziewczyny... teraz z obu stron jeno patos....
          • aluc Re: PATOSU czy ETOSU? 06.01.04, 13:30
            wieczna-gosia napisała:

            > A gdzie tu w tej dyskusji na obecnym jej etapie mowa o etosie... no
            > dziewczyny... teraz z obu stron jeno patos....

            to tym bardziej tytuł aż razi smile)))
            "szukajdcie, a znajdziecie" jak mawia stare przysłowei pszczół smile))
    • maadzik3 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 09:50
      Kazdy wybor w zyciu ma plusy i minusy. Wazne jest zeby moc go dokonac. Rozumiem
      Twoj stres i zycze powodzenia w realizowaniu swojej, przez siebie wybranej
      drogi zyciowej. Spelnij sie w roli ktora lezy Ci najlepiej. Ale nie
      rozumiem "przeklinania feministek". Naprawde wolalabys, zeby takie decyzje - co
      chcesz w zyciu robic - podejmowal za Ciebie kto inny? W "przedfeministycznych"
      czasach nie mialabys wyksztalcenia, nie wspominajac o doktoracie, nie moglabys
      jako mezatka pracowac (ewentualnie w pozniejszym czasie za zgoda meza), Twoj
      ewentualny majatek (lub dochody z niego) bylyby w gestii meza. De facto kobiety
      szczesliwie zamezne, majace dzieci i lubiace sie zajmowac nimi byly w dobrej
      sytuacji, a reszta??? Nawet jesli podejmujemy dzis decyzje o pozostaniu w domu
      i zajmowaniu sie dziecmi robimy to BO TAK CHCEMY, a przeciez o to chodzi. Nikt
      nie zmusza nas do pracy, ekonomia i wczesniej byla bezwzgledna, tylko kiedys
      nie byloby mowy zeby dorobic do pensji meza, nawet gdy glod zagladal do garow.
      Po prostu - nie mialysmy wyboru. Teraz wybor mamy. Czasem trudny, czasem
      dramatyczny, ale mamy. Wole miec wybor.
      Magda
      • martynka30 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 11:11
        Dyskusja o feminiźmie jest trudna, bo to potwornie pojemne pojęcie, każdy może
        sobie podłożyć pod nie niemal dowolne treści, a teza, że "siedzące" w domu
        matki to nie feministki, a te pracujące poza domem tak, to ogromne
        uproszczenie. Ja czuję się feministką i właśnie dlatego wściekam się, kiedy -
        szczególnie inne kobiety- usiłują mi wmówić, że opiekując się dzieckiem
        marnuje się. Ja sobie tego nie wmawiam, naprawdę jeszcze rok temu gdy
        pracowałam i poznawałam kogoś nowego, mówiłam czym się zajmuje patrzono na
        mnie inaczej. Dziś gdy na pytanie czym się zajmuję odpowiadam, że dzieckiem
        często widzę głupie miny. Ostatnio to przerobiłam na przyjęciu
        bożanarodzeniowym w firmie mojego męża. I ja protestuje tylko przeciw
        poglądowi,że NIE ROBIĘ NIC. smile)) I nie oznacza to negowania zdobyczy
        feminizmu, wręcz przeciwnie uważam, ze wiele jest jeszze do zrobienia (choćby
        nierównowaga zarobków, skandaliczne niskie pensje w zawodach sfemizniowanych
        jak pielęgniarki czy nauczycielki, i wiele innych). Nie oznacza to również
        krytyki innego wyboru. A tak niezupełnie na temat to polecam szczególnie jeden
        rozdział z "Świata bez kobiet" Agnieszki Graf dotyczący wykluczania matek z
        życia zewnątrznego (tak to nazwijmy). Rzecz jest o braku podjazdów dla wózków,
        braku przewijaków w urzędach i knajpach itp., a teza brzmi wszystko to nie są
        przypadkowe działania, ale próba pośredniego zmuszenia kobiet, żeby mając
        dzieci nie wytykały nosa poza dom. Trochę uprościłam, ale trudno tu przytoczyć
        cały rozdział. Pozdrawiam ponownie wszystkie mamy
        • mumin_ek Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 13:08
          Witam,

          Tak, jestem wkurzona, ze robi sie nagonke na mamy praccujace (patrz artykul w
          Dziecku 'Nie ma jak matka') i wkurza mnie, ze ktos oczekuje podziwu za to, ze
          zajmuje sie swoim dzieckiem. To chyba naturalne, ze sie dba o wlasne dzieci? I
          prosze bez przykladow o wyrodnych matkach, bo to do kategorii zwyrodnienia.

          Zdenerwowal mnie najazd na feministki, bo to dzieki nim moglyscie wybierac.

          Szanuje osoby (bo tu i panowie sie udzielaja), ktore decyduja sie zostac w domu
          z dzieckiem i sie nim zajmuja. Szanuje je jako ludzi po prostu. I oczekuje
          uszanowania mojego wyboru, natomiast nie oczekuje podziwu, ze jestem taka
          wspaniala, ze sobie ze wszystkim radze - i dom, i obiadki, zupki dla Muminka,
          ciasteczka, zabawy, czytanie. Oczywiscie, przy pomocy meza.

          ALe z drugiej strony rozumiem Kolezanke, ktora sie boi, ze maz znajdzie sobie
          mlodsza, nie ulozy sie itp. Ja tez sie tego boje, mimo ze jest wszystko w
          porzadku. Po prostu chce miec cos swojego. Nie byc tylko i wylacznie mama, choc
          jest to dla mnie b wazne.

          A co do doktoratow - prowokacja, bo widzialam kolejny najazd w stylu 'nie
          karmisz piersia jestes zla matka'. Za duzo ich ostatnio.

          A moze przy obecnym bezrobociu, to panstwo narzuca nam takie trendy, zeby
          miejsca praacy zwolnic? wink

          Podsumowujac, szacunek Wam sie nalezy jak kazdej ludzkiej istocie, ani
          bardziej, ani mniej. A jak chcecie pomnika, to cegielki nie doloze, bo to nie
          fair. Rownie dobrze moge prosic o uznanie, bo jestem naturalna blondynka albo
          skonczylam 2 fakultety. To jest moja sprawa i nie jest etycznym oczekiwanie
          uznania za takie cos. I taka roszczeniowa postawa wkurza mnie najbardziej.
          Owszem, jestes w ciazy powinnas siedziec w autobusie i nie stac w kolejkach,
          ale oczekiwac uznania za dobra opieke nad wlasnym dzieckiem? To chyba
          przesada...

          Z drugiej strony, moje kolezanki siedzace w domu potraktowaly mnie w realu jak
          wyrodna matke, jak oznajmilam, ze po macierzynskim wracam do biura. Bo one
          siedza w domu i tak powinno byc. Fajosko, nie? Podczas, gdy ja im nigdy slowa
          krytyki na temat ich wyboru, a wrecz przeciwnie wspieralam jak tylko moglam, bo
          to byl ich wybor.

          "Swiat bez kobiet" to doskonala ksiazka. Moze wiec zamiast oczekiwac laurow za
          swoje wybory, trzeba zaczac wychodzic z dziecmi z domu i zaczac sie domagac
          godnych warunkow do tego (podjazdy dla wozkow, przewijaki)? I traktowac to
          normalnie.

          Pozdrawiam,
          Kasia
          • martynka30 Re: Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 13:36
            No ale dlaczego nam się dostało za artykuł w "Dziecku"? He? smile Jakaś
            odpoowiedzialność zbiorowa roziciągająca się na matki, które nie zdecydowały
            się wrócić do pracy?smile

            Oczekiwanie szacunku nie oznacza oczekiwania postawienia pomnika. Nie pisz, że
            nie dołozysz żadnej cegiełki, bo nikt ani Ciebie ani nikogo innego tutaj
            akurat o to nie prosi (nie chcę żeby brzmiało to agresywnie, słowo, ale to
            fakt że nikt nie domaga się pomnika). Co ma wspolnego fakt, że rzeczywiście
            nie życzę sobie żeby protekcjonalnie mnie nazywano kurą domową z roszczeniową
            postawą? Gdzie w tym watku znalazłaś zdanie mówiące o tym, że należy nam coś
            się więcej niż szacunek?

            Mam wrażenie, że dyskutujesz z tezą pt.: "Matki pracujące są gorsze", tylko że
            nikt tutaj takiej tezy nie postawił!smile A jeśli drażnią Cię takie tezy w
            mediach to dysuktuj z dziennikarzami, które je stawiają, a nie wkładaj nam w
            usta rzeczy, których nie powiedziałyśmy. Dyskutujmy z tym co ta druga osoba
            powiedziała, a nie z naszym wyobrażeniem o jej wypowiedzismile.

            No i jak oczekujesz szacunku dla swojego wyboru to szanuj również nasz wybór.
            Bo na razie to tylko deklaracja, słowa że nie potrzebny doktorat do
            przewijania temu przeczą, i fakt, że to prowokacja nie zmienia tego. Ja w ten
            wartościujący sposób Ciebie nie prowokujesmile. Pozdrawiam
            • mumin_ek Re: Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 13:47
              Przeczytaj, co napisalam wyzej w odpowiedzi Wiecznie Mlodej.

              Akurat, rzeczywistosc jest taka, ze dotknela mnie osobiscie nagonka na mamy
              prracujace. W realu.

              W temacie watku padlo slowo 'patos', czy to jest to samo co szacunek?

              Ja Cie nie nazwalam kura domowa? Kto to zrobil, a raczej jakim prawem?

              Post Ilony odebralam jako zadanie jakiegos szczegolnego zachwytu, powazania,
              pomnika za to, co robi i co mi z kolei wydaje sie naturalne. I tyle.

              Taka byla moja subiektywna interpretacja tego postu. W naszym kraju wciaz zywy
              jest ideal Matki-Polki i wara wszystkim od niego...

              Pozdrawiam,
              Kasia
              • martynka30 Re: Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 14:23
                Ja tytułowy post odebrałam jako pytanie dlaczego lekceważy sie kobiety
                opiekujące się dzieckiem. Cóż pewnie nasze różne doświadczenia wpłyneły na
                percepcje.

                A mnie w realu dotknęła nagonka na mamy "siedzące" hi hi. I wiesz co było
                najśmieszniejsze? Zdanie o tym czy nie czuję się kurą domową (a w podtekście,
                że powinnam) usłyszałam od recepjonistki. Naprawdę nigdy nie lekceważyłam
                sekreatarek, recepjonistek, zresztą nikogo kto pracował na niższym stanowisku,
                ale jak wtedy usłyszałam od niej o samorealizacji, to miałam ochotę
                odpowiedzieć, że paznokcie można i piłować w domu. I moje zdanie jest takie:
                nie każda praca rozwija (przyznaję nie jestem zwolenniczką protestanckiego
                etosu pracy). Jak będę miała możliwość to wezmę jakieś projekty do domu, ale
                jak nie to trudno i nie sądzę, że zrobienie kolejnej analizy dla kolejnej
                firmy jakoś specjalnie mnie rozwinie. Ot większa sprawność zawodowa nie zawsze
                się przekłada na rozwój intelektualny.

                Moja najbliższa przyjaciółka wróciła do pracy po 3 miesiącach, nie do końca
                rozumiem jej wybór (tak jak ona nie do końca rozumie mój), ale szanuje go i
                naszej bliskości ta różnica zdań nie zaszkodziła, żadna z nas nie uważa, że
                jest lepsza od drugiej, nie przyszło by nam do głowy, żeby wartość człowieka
                oceniać kryterium powrotu do pracy. Sama pisałaś o reakcji osoby, która na
                wieść po tym, że masz małe dziecko zrobiła się lekceważąca, a swój stosunek
                zmieniła po informacji, że pracujesz. I właśnie z takim poglądem walczę, a nie
                z wyborem tych, które wróciły do pracy.
                Pozdrawiam serdecznie Martyna
                • mumin_ek Re: Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 14:54
                  No widzisz? Lekcewazy sie kazde kobiety, wszystko zalezy od czlowieka.
                  Lekcewaza Cie, bo jestes kobieta, matka, matka siedzaca w domu, matka
                  pracujace, matka karmiaca, bo zalozysz obcasy, bo ich nie zalozysz. Taki mamy
                  patriarchalny swiat sad

                  Przeszlam gehenne nagonki na mamy prracujace i przez ten pryzmat wkurzaja mnie
                  takie teskty. No po prostu. Ja nigdy (poza tekstem o doktoracie - prowokacje -
                  ale w swietle odpowiedzi na post Wiecznej sama widzisz, dlaczego) nie
                  potraktowalam innej kobiety lekcewazaco. Poza tymi ktore poluja na cudzych
                  facetow, ale to inna bajka. A do nagonki dolaczyly sie naprawde bliskie mi
                  osoby. Teksty byly takie, ze ponizej pasa, wiec nie bede cytowac...

                  Ja zdaje sie jestem zwolenniczka protestanckiego etosu prraccy.

                  Ta osoba nie zmienila swojego stosunku do mnie, czytalas do konca? Po
                  slowie 'pieluchy' w rozmowie traktuje mnie mocno z gory, mimo przejasnienia po
                  inofrmacji, ze prracuje, i mowi, ze jak sama urodzi, to przyjdzie po rade, czym
                  konczy rozmowe, a ja nie mam ochoty na jej podtrzymywanie.

                  Moja przyjaciolka siedzi w domu z dzieckiem juz kolejny rok. Otoczona
                  powszechnym szacunkiem. Ona nie rozumie mojego wyboru, ja jej tak. I widze, ze
                  przyjazn sie chwieje, bo probuje sobie podreperowac morale moja sytuacja, ze
                  jestem troszke gorsza, bo prracuje. I nie wiem, co bedzie z ta przyjaznia?
                  • martynka30 Re: Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 15:36
                    No, że lekceważy się generalnie kobiety, to ja się z tym zgadzam. Nie bez
                    powodu polecałam Agnieszkę Graf. I wiesz co sobie myślę? Że gdyby to mężczyźni
                    brali urlopy rodzicielskie to natychmiast okazałoby się, że nie ma nic
                    bardziej odpowiedzialnego i doniosłego nad opiekę nad dzieckiemwink ha ha ha.
                    Patos, etos, a sejmie w ekspresowym tempie powtałaby ustawa o płaceniu za
                    opiekę nad własnymi dziećmi, jestem pewna! Dlatego rozpowszecjnianie poglądu,
                    że kobiety "przy dzieciach" to kury uważam za krecią robotę działającą właśnie
                    przeciw feminizmowi.

                    Co do nagonki no ja mam skrajnie różne doświadczenia. Nawet moja teściowa,
                    która jak tylko mogła umknęła na szybszą emeryturę, która jest przeciwna
                    zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, która przez całe życie
                    wykonywała mechaniczną, powtarzalną, nie wymagającą żadnego wysiłku
                    intelektualnego pracę, i dla której każdy pretekst był dobry by pójść na
                    zwolnienie ostatnio często rzuca teksty w rodzaju "No tak, ale ja to całe
                    życie pracowałam zawodowo" i "Jak ty Martyna wytrzymujesz takie zamknięcie w
                    domu, trzeba mieć ambicję" itd itd. A ja wtedy gotuje się. Bo podtrzymuje
                    stwierdzenie, że nie każda praca rozwija. W tym sensie nie jestem zwolenniczką
                    protestanckiego etosu pracy (co wcale nie oznacza, że nie nie rozwijająca
                    praca nie może dać komuś zadowolenia czy nawet satysfakcji).

                    No coż może Twojej przyjaciółce brak pracy zawodowej nie służy i swoją
                    frustrację próbuje przelać na Ciebie, po prostu probuje się upewnić w swoim
                    wyborze krytykując Twój, to rzeczywiście przykre. Ja sądzę, że nadal się
                    przyjaźnię z osobą bardzo aktywną zawodowo chyba dlatego, że obie jesteśmy
                    zadowolone ze swoich wyborów. Jak przestaniemy to coś zmienimy, ale na razie
                    jest nam dobrze tak jak jest.

                    Ale z faktu, że mamy wybór,i że jak będę chciała to mogę wrócić do pracy,
                    naprawde cieszę się.

                    Aha dla tych których na to stać (niestety wiem, że to nie zawsze możliwe),
                    jesli nie wracacie do pracy należy poszukać dodatkowego funduszu, który
                    zabepzieczy Wam emeryturę. No i w miare możliwości dokształcać się, język
                    można szlifować w domu, są rózne kursy weekendowe czy wieczorowe, a wszystko
                    to po to, żeby latwiej znależć pracę gdyby mąż z jakiś powodów (inna i rozwód,
                    zawał, wypadek) nie mógł/nie chciał juz utrzymywać rodziny. Jasne, że zdaję
                    sobie z realiów i wiem, że nie zawsze to możliwe, ale z te z nas, które mają
                    taką szansę powinny ją wykorzystać, tak sądzę. Pozdrawiam ponownie
                    • fringilla Re: Odpowiadam Wszystkim 05.01.04, 17:27
                      Ups, to chyba ja użyłam określenia "kura domowa". Może dlatego że wcale się nią
                      nie czuję? Przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony, to po dzieckowych
                      felietonach kury domowej, bardzo je lubiłam. Nigdy mnie tak nikt nie nazwał,
                      chyba że w żartach, więc określenie to nie budzi we mnie żadnych emocji (już
                      bardziej mnmie wkurza gospodyni domowa wink).
                      Cała dyskusja jest z gatunku tych o wyższości świat Bożego Narodzenia nad
                      Świętami Wielkanocy. Najważniejsze jest to, że każda z nas robi to, co daje jej
                      radość, a co o tym sądzą inni toich sprawa. Ja urodziłam córkę bardzo wcześnie
                      (prawie jak Gosia) i wiele osób z miejsca spisało mnie na straty. Przez jakiś
                      czas moje życie podporządkowane było temu, by udowonić im wszystkim że nie
                      mieli racji. Udowodniłam, przede wszystkim sobie. Teraz, gdy ktoś mnie pyta czy
                      pracuję, odpowiadam: tak, na cały etat w domu. Szanuję kobiety, które pracują,
                      bo muszą, szanuję te, które pracują bo chcą i szanuję te, które pracują w domu.
                      Nie dajmy wpędzać się w poczucie winy, zwłaszcza tym, którzy nic o nas nie
                      wiedzą. Dzieci powinny mieć szczęśliwych rodziców, jak słusznie napisała któraś
                      z Was. A na to nie ma jednej recepty dla wszystkich.
                      Pozdr. Agata
    • anmala Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 20:03
      A ja "siedzę" w domu. Dzisiaj przez 6 godzin bawiłam się plastelinąsmile))Jak mi
      jutrzejszy test wyjdzie pozytywny to pewnie jeszcze przez 3 lata posiedzę w
      domu. Ja mam się z tym dobrze czuć i moi bliscy, a innym nic do tego.
      Ale tak naprwdę to denerwuje mnie to, że ktoś to moje siedzenie uważa za
      przerwę w pracy. Jaka to przerwa? Nauczyłam sie gotować, przypomniałam sobie
      jak się haftuje, robi na drutach, skończyłam studia, robie teraz podyplomowe,
      zdałam egzamin państwowy i mam taką śmieszną licencję.
      Nie wracam do pracy bo:
      1. nie mogę-córka jest alergiczką, niańka za dużo kosztuje, dojazdy do pracy
      zjadłyby prawie 1000 zł/m-c, chce spokojnie skończyć studia podyplomowe.
      2. nie chcę- wchodzić w dziwne układy i układziki, siedzieć po godzinach dla
      samego siedzenia, bo szefowa siedzi.
      3.nie znalazłam innej pracy- bo mam małe dziecko i może chorować.To usłyszałam
      w kilku miejscach.
      Rozmowy ze mną w sprawie pracy odbywały osoby w wieku po 50-tce. Głównym ich
      zarzutem to było właśnie to,że mam małe dziecko. Na trzeciej nie wytrzymałam i
      się zapytałam pani czy ma dzieci i ile lat siedziała z nimi w domu i czy brała
      zwolnienia lekarskie. Dowiedziałam się,że teraz są inne czasy. TYlko to moje
      dziecko będzie dawało jej emeryturę i Ja. Więc może niech się zastanowią czego
      oni chcą. Zachowują się jak pies ogrodnika sam nie zje i drugiemu nie da.
    • katarzyna.br Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 21:44
      Jedna z Pań napisała, że aby szanować samą siebie wróciła do pracy i że nie
      chce poświęcać wszystkiego dla dziecka. Ja myślę zupełnie odwrotnie: nie
      szanowałabym samej siebie gybym zostawiła takie maleństwo, a dziecku jestem w
      stanie poświęcić wszystko. I jeżeli przez to ucierpii moja kariera i że wypadnę
      z obiegu to trudno - poradzę sobie, żyje się tylko raz i tych chwil straconych,
      które mogłam spędzić z dzieckiem nikt mi nie odda. Oczywiście mogę zostać w
      domu z dzieckiem bo mam taką możliwość i mój wybór był oczywisty ale rozumiem
      mamy które ze względów finansowych po prostu muszą wrócić do pracy aby utrzymać
      rodzinę. I kwestia szacunku do jednych mam albo do drugich jest trochę nie a
      propos bo chyba ludzie w ogóle powinni się szanować. Oczywiście ta dyskusja
      jest czysto akademicka, wymieniamy tylko sowoje poglądy ale bez wartościowania
      co jest lepsze a co nie. Dla mnie szczęściem jest posiadanie dziecka i
      zajmowanie się nim a kwestia pracy jest w tym momencie całkowicie drugorzędna,
      a jeżeli jakaś mama wraca do pracy i zostawia swoje dziecko to całkowicie jej
      sprawa i ja tego nie powinnam wartościować bo nic mi do tego, ja tylko mogę
      napisać, że bym tak nie zrobiła i postaram się być z dzieckiem jak najdłużej.
      Nie rozumiem tylko dlaczego któraś z Pań uznała że autorka wątku atakuje mamy
      pracujące ??????

      Pozdrawiam
    • 73nikusia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 22:11
      Witam
      Ale dyskusja sie rozpetala smile
      Ja jestem mloda zona, mloda stazem i wiekiem (taka sie czuje). Mam 30 lat, w
      maju minie 2 lata naszego wspolnego bycia razem ... w zdrowiu i w chorobie.
      Pracuje, posiadam "szerokie horyzonty" - jak to ladnie nazwala jedna z Was.
      Mam nadzieje ze pozwola mi one rozwinac rowniez "szerokie horyzonty" u moich
      przyszlych dzieci. Zaraz sie obuzycie i powiecie "nie masz dzieci nie zabieraj
      glosu".

      A ja mysle podobnie do jednej z Was. Szczesliwa mama da dziecku wiecej niz ta
      robiaca cos z musu. I czy bedzie to mama pracujaca czy "siedzaca" nie ma
      znaczenia. Sa wsrod nas dziewczyny, ktore chca wiecej od zycia niz tylko
      spelnienia w maciezynstwie. Nie znaczy to wcale ze gorzej wychowaja swoje
      dzieci. Czesto lubia bardzo swoja prace, sprawia im ona przyjemnosc i z checia
      wracaja do domu do dzieci, meza, domowych pieleszy.
      Sa tez mamy ktore w maciezynstwie widza cale swoje jestestwo. Pragna kontaktu z
      dzieckiem 24 godziny na dobe. Nie chca aby umknelo im choc slowo, gest,
      pierwszy krok... To tez jest piekne. Sa szczesliwe w tym swoim maciezynstwie.
      Nic poza tym nie jest im do szczescia potrzebne.

      Pomijam tu kwestie wyboru, praca - dom, spowodowane niezaleznymi od nas
      okolicznosciami (najczestszy - finansow, badz tez roznego rodzaju dolegliwosci
      zdrowotne maluchow, wieksze czy mniejsze, powodujace ze mama zostaje w domu).

      Wybierajmy to co jest dla nas najlepsze i nie patrzmy na komentarze innych.
      Badzmy szczesliwe w swoich wyborach - o to tu chyba chodzi.

      Pozdrawiam Nika
      • maak3 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 05.01.04, 23:02
        73nikusia napisała:


        > A ja mysle podobnie do jednej z Was. Szczesliwa mama da dziecku wiecej niz
        ta
        > robiaca cos z musu. I czy bedzie to mama pracujaca czy "siedzaca" nie ma
        > znaczenia.

        dla dziecka ma znaczenie ogromne!!! zupełnie inną sytuacją dla dziecka jest
        bycie z mamą, która jest dyspozycjna czasowo i emocjonalnie, a z mamą
        usatysfakcjonowaną zawodową, której nie widuje przez 9 czasami więcej godzin
        dziennie i na ile mama malucha obarczona wieloma obowiązkami zawodowymi,
        domowymi (o ile w nie wspiera ją w nich mąż - a z tego, co można czytywać na
        tym forum to sytuacja nierzadka) jest w stanie adekwatnie odpowiadać na
        potrzeby dziecka, bo w końcu ile ma czasu i możliwości, by je poznawać i
        raczej nie wydaje mi się,żeby nawet najlepsza opiekunka byłaby w stanie
        współbrzmieć emocjonalnie z dzieckiem,które pozostanie i tak li i jedynie
        dzieckiem pracodawców - a to jest niezbędne dla prawidłowego rozwoju dziecka

        > Wybierajmy to co jest dla nas najlepsze

        decydując się na macierzyństwo, rodzicielstwo warto jeszcze podejmując wybory
        spojrzeć na nie z perspektywy dziecka i tego co dla niego najlepsze

        > i nie patrzmy na komentarze innych.
        czasami warto wink) może otworzą się nam oczy wink))
        > Badzmy szczesliwe w swoich wyborach - o to tu chyba chodzi.

        i sprawmy, by nasze dzieci zanadto dotkliwie nie ponosiły konsekwencji naszych
        wyborów

        dojrzałe macierzyństwo przejawia się również w gotowości do przyjęcia zmian w
        dotychczasowym życiu
        (broń Boże nie piszę o żadnym heroicznym ''poświęcaniu się'', które z daleka
        pachnie niezłymi problemami dla mamy i dziecka pt. ''ja dla Ciebie żyły sobie
        wypruwałam''),
        a wracanie do pracy mając 3, 4 miesięcznego maluszka dla mnie nie świadczy o
        takiej gotowości
        jesienią na edziecku była ankieta, w której było pytanie o to na ile życie mam
        zmieniło się po urodzeniu maluszka i WIĘKSZOŚĆ napisała,że życie ich się wcale
        nie zmieniło
        do licha, gbybym była dzieckiem to chcialabym,żeby matka zauważyła,że się
        urodziłam
        • brendastar Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 09:21
          Maak, chyba przegięłaś wiesz?
          Zastanów się trzy razy zanim coś napiszesz/odpiszesz...
          • maak3 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 11:28
            brendastar napisała:

            > Maak, chyba przegięłaś wiesz?
            nie wiem co i gdzie miałam przegiąć smile
            nie czuję się w obowiązku pisania rzeczy wyłącznie wygodnych

            > Zastanów się trzy razy zanim coś napiszesz/odpiszesz...

            ależ ja się zastanowiłam
            w ogóle myslenie to moje hobby smile)))

          • wieczna-gosia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 12:32
            Brenda w konkursie na konstruktywna krytyke startujesz?
            wink)
            • brendastar Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 15:27
              Nie wypowiadałam się i nie zamierzam się wypowiadać w tym temacie bowiem
              uważam, że o patosie czy etosie może mówić tylko matka, która ma doświadczenie
              zarówno z powrotem do pracy jak i siedzeniem z dzieckiem w domu, czyli taka
              która ma przynajmniej 2 dzieci i obiektywnie, bazując na własnych
              doświadczeniach może porównać jedno z drugim.
              Póki tak się nie znajdzie, wszelkie nagonki jendych na drugie uważam za totalną
              bzdurę i brak szacunku dla cudzych wyborów.
              Sama wróciłam do pracy po 7 miesiącach i szczerze mówiąc odliczałam te dni do
              powrotu bo niebawem w domu pewnie bym ześwirowała. Nie uważam się ani za lepszą
              ani za gorszą, bo nie wiem jak potoczyłoby się moje życie i co mogłabym
              powiedzieć teraz, gdybym jednak została z synkiem.

              Dlatego tak bardzo zajeżył mnie post Maak, bo nie znoszę jak ktoś sposobem
              swojego myślenia czy mówienia uzurpuje sobie prawo do jedynej słuszności swoich
              poglądów.

              Co do krytyki cudzych postów Gosiu to spieszę Cię uspokoić, że nie startuję w
              żadnym konkursie - z Tobą i tak przegrałabym sromotniesmile))
              • mader1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 17:43
                Ja jestem i co ? Miedzy dziecmi jest spora roznica - po 6 lat a
                mam ich troje. Pracowalam przed urodzeniem pierwszego, studiowalam na
                podyplomowych, jak mialo 2 lata, troche pracowalam, potem drugie,znowu
                przerwa, praca, doktorat, operacja, dziecko i praca, ale przyznam, ze
                taka by byc najwiecej z dziecmi. Nie napadam na nikogo , bo zycie
                plata rozne figle. Kazdy odpowiada za swoje smile tylko trzeba
                pamietac, ze rodzice powinni byc nie tylko szczesliwi, ale i
                odpowiedzialni. I to wcale nie oznacza, ze ci, co pracuja lub nie
                pracuja sa nieodpowiedzialni. Sa naprawde rozne sytuacje. Jak sie
                nie pracuje zawodowo , aa jedynie zajmuje dziecmi trzeba pamietac, ze
                dzieci nie sa inwestycja, ktora na pewno sie zwroci. Moga nie
                wypelnic naszych oczekiwan, nie musza byc wdzieczne itd.... dla mnie
                Matka- Polka to taka, co ( jak mawiamy z mezem) krzyzuje sie dla
                dzieci, badz bedac tylko znimi badz ciezko na nie charujac...brr...
                • mumin_ek Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 08:46
                  Swiete slowa smile
                  Wlasnie o to chodzi o odpowiedzialnosc i bycie szczesliwym z lub mimo swoich
                  wyborow...

                  Pozdrawiam,
                  Kasia
        • d.orka Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 10.01.04, 17:18
          Zgadzam się z Tobą.
          Dużo jest teraz gadania o spełnieniu zawodowym kobiet, o potrzebie bycia w
          świecie, satysfakcji z pracy itd. Nikt jednak nie mówi o sprawie, która -odkąd
          zostałam mamą- szczególnie mnie absorbuje - WYCHOWANIU DZIECKA. A proces ów nie
          zaczyna się, jak myśli wielu rodziców, w wieku przedszkolnym (czy, o zgrozo,
          szkolnym), lecz od momentu, gdy "spowijemy" to dzieciątko i otulimy we własnych
          ramionach. Uważam, że fundament osobowości, postawy, moralności budujemy
          właśnie w ciągu tych pierwszych lat życia dziecka. Potem go umacniamy,
          wzbogacamy, rozbudowujemy. I nie chodzi tu o czytanie dziecku na dobranoc
          traktatów starożytnych filozofów, lecz o sprawy elementarne, które przejawiają
          się w naszym codziennym życiu. Czy rzucamy wypalonego papierosa lub papierek na
          trawnik, czy do śmietnika? Czy słuchamy z uwagą tego, co dziecko usiłuje nam
          przekazać swoją "niezgrabną" mową lub zachowaniem? Czy szanujemy w nim
          człowieka? Czy jesteśmy wobec niego uczciwi bez wyjątków? Czy uczymy je dbać o
          swoje zdrowie? Czy nie dopuszczamy się błędu lekceważenia , pomijania, i
          unikania wysiłku wyjaśniania świata "bo to jeszcze dziecko"? Takich "drobnych"
          spraw jest mnóstwo. Kiedy znajdzie na to czas rodzic, który widzi się z
          dzieckiem wieczorem, nie uczestnicząc w żadnej z "wychowawczych sytuacji"?
          Przecież maluch nie opowie mu ze szczegółami, co się dziś wydarzyło na
          podwórku, w trakcie obiadu czy podczas zabawy z kolegą/bratem.

          Myślę, że problem nie polega na rozwikłaniu zagadki, która mama lepsza:
          pracująca, niepracująca, dorabiająca, studiująca. Przedstawicielki każdej grupy
          będą bronić swego stanowiska.
          Spójrzmy na ulicę, park i dzieciaki w różnym wieku.Większość z nich wychowuje
          się sama.

          Dorka
          mama Sikorek i może Leonka?
    • mumin_ek Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 08:56
      Wyjasniam, czemu odebralam te wypowiedz jako atak na mamy pracujace. Ponizszy
      cytat jest dla mnie atakiem:
      'Dlaczego mam wynajmować opiekunkę, żeby zaliczyć się do
      > grona tzw. nowoczesnych kobiet? Same postawiłyśmy ten świat na głowie.
      > Przeklinałam feministki, gdy będąc w ciąży i mając ohydne mdłości musiałam
      > iść do pracy... Kto mi wychowa dziecko, jeśli już dziś pójdę zarabiać na
      > kolejny kredyt?'


      Mi sie podoba ten swiat na glowie, podoba mi sie, ze moge wybrac. Feministka
      sama jestem i nie przeklinam 'nie feministek', a swoje dziecko wychowuje sama,
      opiekunka sie nim zajmuje, jak ja jestem w biurze.
      I jeszcze sprostowujac: przemyslalam sprawe i ja zarabiam na maselko, bo na
      chlebek mamy z prracy mojego meza. To nie sa Kanary sad Druga rzecz, to nie byl
      latwy wybor, ale przy moim zawodzie nie moge sobie pozwolic na przerwe. I
      bynajmniej nie prracuje, by sie zaliczac do tzw. nowoczesnych kobiet albo
      zyskac spoleczny szacunek.

      Osobiscie b cenie prrace kazdej w domu z wlasnym dzieckiem, ale powtorze sie,
      to jest naturalne. Kazda z nas zna siebie i wie, co dla jej dziecka i dla niej
      jest dobre i wazne. Przynajmniej taka nadzieje miec mozna.

      A polozne doktoratow nie maja i przewijaja ;-P

      I naprawde w naszym spoleczenstwie istnieje etos matki, szczegolnie Matki-Polki
      (brrr). I ja tak nie chce, bo to etos poswiecajacej sie, zaharowanej kobiety.

      I skoro wybralyscie pozostanie w domu z dzieckiem cieszcie sie tym. To Wasz
      wybor, Wasza ciezka prraca i Wasza radosc. Jesli Was to bedzie cieszyc i same
      bedziecie o tym mowic bez zazenowania to i inni beda Was szanowac. Zaczac
      trzeba od szacunku dla samej siebie.

      Pozdrawiam,
      Kasia
      • ulala72 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 11:40
        Cześć dziewczyny,
        dopiero teraz przeczytałam Waszą dyskusję i poczułam się wyrwana do odpowiedzi.
        Mam dwoje dzieci i doktorat (u mnie to w tej kolejności). Nie pracuję na
        etacie, wykonuję drobne zlecenia w domu. Jest dobrze, choć miało być inaczej.
        Na studiach doktoranckich, ku przerażeniu mojego promotora, urodziłam pierwsze
        dziecko, za stypendium zatrudniłam nianię na parę godzin w tygodniu i
        obroniłam się w terminie. Jednak miesiąc przed obroną dość nieplanowo zaszłam
        w drugą ciążę, ale sądziłam, że nie pokrzyżuje to moich planów zawodowych
        (termin miałam na czerwiec, więc mogłam prowadzić zajęcia do końca roku), ale
        los chciał inaczej. W połowie ciąży wystąpiły poważne komplikacje i musiałam
        leżeć plackiem do rozwiązania. Zajęcia przejął kto inny (nie kobieta
        oczywiście)i ten ktoś inny objął (tworzone z myślą o mnie) stanowisko
        adiunkta. Jest podobno świetny, pojechał właśnie na zagraniczny staż.
        A ja? Cierpliwie wyleżałam do końca, urodziłam cudowne (choć niestety chore)
        dziecko, opiekuję się nim z ogromną przyjemnością, choć będąc właściwie bez
        dochodów, muszę się nieźle nagłowić, żeby związać koniec z końcem
        (rehabilitacja etc.). Doktorat nie wisi w kibelku, ale spoczywa sobie
        spokojnie w teczce z innymi dokumentami, gdzieś między świadectwem chrztu a
        maturą zapewne. Mam go, to tyle.
        I myślę sobie o tym wszystkim mniej więcej tak: kiedyś było dla mnie ważne
        tamto (studia, języki, lektury), a teraz to (pieluchy, karmienie, spacerki).
        Być może kiedyś moje myślenie i hierarchie zmienią się, bo przecież
        tak "intensywne" macierzyństwo nie trwa wiecznie.I chyba na tym polega też
        to "nowoczesne" podejście do roli mamy - podążanie (w miarę możliwości) za
        własnymi pragnieniami (bycia tu czy bycia tam), przystosowywanie się do
        świata, w jakim żyjemy, ale i przystosowywanie tegoż świata do naszych potrzeb
        i oczekiwań.
        A patos/etos matki? - najważniejsze jest przecież, jaką wartość ma owo bycie
        matką dla samych matek (dla każdej z osobna).
        Pozdrawiam wszystkie eMamy.
      • martynka30 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 12:06
        Witam ponownie,
        Wątek przeklinania feminstek pominę, bo mam wrażenie, że autorka nieco się
        zapędziła, zresza jak ma ochotę niech wypowie się samasmile.

        Położne bez doktoratu, za to z pieluchami he he (to naprawę zabawne w świetle
        powyższych listów, Mumin, piszę serio!smile)).

        Trochę jeszcze pogrzebię kijem w tym mrowisku he he, ale proszę nie dawac mi
        głowiewink, tylko rozmawiać. Otóż moim zdaniem to nie jest dokładnie tak jak
        pisze Nikusia. Wielkim mitem naszych czasów (moim zdaniem!) jest zdanie, że
        liczy się nie ilość spedzonego czasu z dzieckiem, a jakość. Otóż to nieprawda,
        liczy się i ilość i jakość, szczególnie u kilkumiesięcznego dziecka. Należy
        dbać o własne szczęście to oczywiste, ale również prawdą jest, że mając
        rodzinę liczy się nie tylko nasze szczęscie, ale i dobro dziecka. I to nie ma
        nic wspólnego z cierpiętnictwem, czy poświęceniem, to zwyczajne poczucie
        odpowiedzialności. Żyjemy w czasach (znowu brzmi patetycznie, ale trudnowink,
        więc żyjemy w czasach, w których za najwyższe dobro uchodzi indywidualne
        szczęscie, ludzie mają problemy (ja też, biję się piersi) z daniem coś na
        zewnątrz, z pogodzeniem się z faktem, ze czasem trzeba z czegoś zrezygnować.
        Ja, ja, ja... Dawanie czegoś z siebie jest dla wielu osób równoznaczne z
        poświęceniem, przecież to przerażające.

        A feministki też cenie za możliwość wyboru, za to, że jak będę chciała będe
        mogła wrócić do pracy. Mało tego czuję się feministką. Ale nie lubię tych
        widocznych w mediach za to, że wespół z kobiecymi czasopismami usiłują nam
        wmówić, że można mieć wszystko. Można mieć fantastyczny kontakt z
        fantastycznie wychowywanymi dziećmi i jednocześnie robić zawrotną karierę. Jak
        widzę zdjęcie kobiety, która została menedżerem roku z sześciomiesięcznym
        dzieckiem na ręku i trzylatkiem obok to śmiać mi się chce. I naprawdę
        świadomość, że w życiu trzeba dokonywać wyborów, że czasem trzeba z czegoś
        zrezygnować nie jest cierpiętnictwem.

        Droga Mumin, nie traktuj znowu z tego jako ataku na siebie. Pisałam Ci o mojej
        przyjaciółce, ostro pracującej mamie, ona się z tym co ja mówię nie zgadza, a
        ja się nie zgadzam z tym co ona mówi (że liczy się wyłącznie jakość, nie
        ilość), co nie przeszkadza nam sie wzajemnie szanować.

        Droga Nikusiu, zastrzegłaś, żeby Cię nie gonić, bo nie masz dzieci. Sądzę, że
        masz jak najbardziej prawo wypowiadać się na ten temat, ale też warto mieć
        świadomość, że pojawienie się dziecka kompletnie przewartościowuje świat, i
        jednak co innego rozważać to hipotetycznie, a co innego stanąć przed takim
        wyborem. Szczególnie, że coraz mniej jest miejsc pracy, z których możesz wyjść
        punkt czwarta czy piąta, i w wielu, wielu przypadkach (np. w moim by tak
        było) decyzja o powrocie do pracy oznaczałaby że nie zdążałabym nawet na
        wieczorną kąpiel mojego dziecka. I nie wierzę, że mojejmu kilkumiesięcznemu
        dziecku zrekompensowałyby to weekendy.

        Pozdrawiam serdecznie,
        Martyna
        • mumin_ek Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 09:12
          martynka30 napisała:


          > Położne bez doktoratu, za to z pieluchami he he (to naprawę zabawne w świetle
          > powyższych listów, Mumin, piszę serio!smile)).

          Bo to mialo byc smieszne, szczegolnie przy etosie/patosiewink Choc zart raczej
          czarny...

          >
          > Trochę jeszcze pogrzebię kijem w tym mrowisku he he, ale proszę nie dawac mi
          > głowiewink, tylko rozmawiać. Otóż moim zdaniem to nie jest dokładnie tak jak
          > pisze Nikusia. Wielkim mitem naszych czasów (moim zdaniem!) jest zdanie, że
          > liczy się nie ilość spedzonego czasu z dzieckiem, a jakość. Otóż to
          nieprawda,
          > liczy się i ilość i jakość, szczególnie u kilkumiesięcznego dziecka.

          Nigdy tego nie negowalam. Liczy sie i jakosc i ilosc. Ale nawet siedzac w domu
          nie ma sie czasu tylko i wylacznie dla dziecka. Przeciez o dom tez trzeba dbac.
          I o siebie rowniez. Dziecko musi sie uczyc, ze matka tez czlowiek.

          Należy
          > dbać o własne szczęście to oczywiste, ale również prawdą jest, że mając
          > rodzinę liczy się nie tylko nasze szczęscie, ale i dobro dziecka. I to nie ma
          > nic wspólnego z cierpiętnictwem, czy poświęceniem, to zwyczajne poczucie
          > odpowiedzialności. Żyjemy w czasach (znowu brzmi patetycznie, ale trudnowink,
          > więc żyjemy w czasach, w których za najwyższe dobro uchodzi indywidualne
          > szczęscie, ludzie mają problemy (ja też, biję się piersi) z daniem coś na
          > zewnątrz, z pogodzeniem się z faktem, ze czasem trzeba z czegoś zrezygnować.
          > Ja, ja, ja... Dawanie czegoś z siebie jest dla wielu osób równoznaczne z
          > poświęceniem, przecież to przerażające.

          Mnie tez to przeraza. Nie chce zyc myslec tylko o sobie. I np moj wybor nie byl
          latwy, ale mam nadzieje, ze dobry. Ja jestem przeciwniczka niezdrowego
          poswiecania sie, na zasadzie wypruwania sobie zyl.
          >
          > A feministki też cenie za możliwość wyboru, za to, że jak będę chciała będe
          > mogła wrócić do pracy. Mało tego czuję się feministką. Ale nie lubię tych
          > widocznych w mediach za to, że wespół z kobiecymi czasopismami usiłują nam
          > wmówić, że można mieć wszystko. Można mieć fantastyczny kontakt z
          > fantastycznie wychowywanymi dziećmi i jednocześnie robić zawrotną karierę.
          Jak
          > widzę zdjęcie kobiety, która została menedżerem roku z sześciomiesięcznym
          > dzieckiem na ręku i trzylatkiem obok to śmiać mi się chce. I naprawdę
          > świadomość, że w życiu trzeba dokonywać wyborów, że czasem trzeba z czegoś
          > zrezygnować nie jest cierpiętnictwem.

          Ja tez w to nie wierze... Tyle ze moja prraca daje mi radosc, pozwala oderwac
          sie od domowego kieratu. Minusow tez jest wiele. Nie ma dobrych i zlych
          wyborow, ale mama w domu z depresja, to chyba nie da dziecku szczescia? Pisze
          tu o moich osobistych przezyciach. Moze tez dlatego uznalam to wszystko za
          atak. Po calej nagonce na mnie w zwiazku z powrotem do prracy, cholrnymi
          artykulami pseudopsychologow i moja walka, by sie nie dac i w miare dobrze
          wybrac. To nie jest wszystko takie proste, czarne albo biale. I na pewno nie
          jest mi latwo. Moze nawet duzo trudniej niz wielu mamom w domu. Bo ja wiem, jak
          dla mnie by sie to w tej chwili skonczylo i wie o tym moj maz. Poza tym , nawet
          moja mama nie rozumie, bo uwaza, ze gonie za Kanarami... A z drugiej strony
          wiem, co trace i zdaje sobie z tego sprawe az do bolu.
          >
          > Droga Mumin, nie traktuj znowu z tego jako ataku na siebie. Pisałam Ci o
          mojej
          > przyjaciółce, ostro pracującej mamie, ona się z tym co ja mówię nie zgadza, a
          > ja się nie zgadzam z tym co ona mówi (że liczy się wyłącznie jakość, nie
          > ilość), co nie przeszkadza nam sie wzajemnie szanować.

          Nie odbieram. Ja tez uwazam ze liczy sie ilosc i jakosc i poki co moge to dawac
          mojemu dziecku. A nawet wiecej niz jak bylam w domu. Taka sytuacja, ze teraz
          mam wiecej czasu dla Muminka. A moze tak we mnie walnela deprecja poporodowa,
          umiejetnie podsycana przez glupawe artykuly w Dziecku wlasnie? Co ja robie tu?
          >
          > Droga Nikusiu, zastrzegłaś, żeby Cię nie gonić, bo nie masz dzieci. Sądzę, że
          > masz jak najbardziej prawo wypowiadać się na ten temat, ale też warto mieć
          > świadomość, że pojawienie się dziecka kompletnie przewartościowuje świat, i
          > jednak co innego rozważać to hipotetycznie, a co innego stanąć przed takim
          > wyborem. Szczególnie, że coraz mniej jest miejsc pracy, z których możesz
          wyjść
          > punkt czwarta czy piąta, i w wielu, wielu przypadkach (np. w moim by tak
          > było) decyzja o powrocie do pracy oznaczałaby że nie zdążałabym nawet na
          > wieczorną kąpiel mojego dziecka. I nie wierzę, że mojejmu kilkumiesięcznemu
          > dziecku zrekompensowałyby to weekendy.

          I tu masz racje. Duzo zalezy od charakteru prracy i czlowieka. Ja w 4 scianach
          trace rozum. Tak mam i juz. Kazda z nas powinna przeanalizowac swoj wybor, co
          dla jej dziecka i dla niej jest wazne i nie wstydzic sie tego i wymagac
          szacunku, i egzekwowac swoje prawa.

          Tak sobie mysle, ze dopoki bedziemy bierne i bedziemy sie tlumaczyc ze swoich
          wyborow (ups!) to beda nam skracac urlopy macierzynskie i zabierac inne prawa.

          A co do etosu prracy to zdania nie zmieniam!
          >
          > Pozdrawiam serdecznie,
          > Martyna

          I ja rowniez,
          Kasia
          >
          • mader1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 17:59
            Muminku kochany, wlasnie dlatego uwazam, ze nie ma gotowych recept.
            Ja mam juz 3 dzieci i to juz 17 lat malzenstwa. Sytuacja w domu
            zmieniala sie wiele razy. Kobieta nie jest przedmiotem, ktory musi
            biernie oczekiwac rozwoju wypadkow. Uwazam, ze jest podmiotem i musi
            ksztaltowac swoje zycie. Jezeli bycie w domu doprowadzalo Cie do
            depresji, dobrze,ze pracujesz na zewnatrz. Zrobilas to i dla siebie
            i dla swojej rodziny... Dobrze, ze nie bylas bierna.
            Ja osobiscie spotykam sie z zarzutami zmarnowania sobie zycia -
            jakbym juz umierala smile))- bo jestem wiecej w domu niz w pracy. I
            moze wieksza biernoscia z mojej strony byloby, gdybym poddala sie
            presji i spokojnie szla droga wyznaczona mi przez innych ?
    • odalie Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 12:03
      > Przeklinałam feministki

      Oj, oj, jakie mocne słowo smile

      A gdyby nie te feministki (tudzież parę wiekszych wojen i industrializacja) to
      byś nie nauczyła się tych języków (no, jakbyś była z wyższych sfer to może i
      nawet, razem z haftowaniem złotą nitką oraz wygrywaniem melodyjek na pianinie),
      nie skończyłabyś uczelni, nie miałabyś doktoratu na widoku, a nawet nie
      szukałabyś jakiejś tam "więzi" ze swoim dzieckiem...

      Nie miałabyś prawa do dysponowania pieniędzmy w rodzinie, zawsze byłabyś na
      łasce i niełasce męża, ewentualnie ojca czy brata, a jakby Cię małżonek lał do
      siniaków, to by to było dla Twojego dobra... a Ty byś nie miała prawa się
      rozwieść.

      Oczywiście, nieco naginam, w takim np. XIII wieku, to by Ci było nawet całkiem
      fajnie, jakby facet pojechał na wyprawę, Ty byś trzymała cały zamek w garści, w
      ogóle to Ty byś prowadziła domową ekonomię. No, jako wdowa w Rzeczpospolitej w
      XVI wieku też nawet nienajgorzej byś sobie żyła, oczywiście zakładac, że
      miałabyś silny charakter i hajduków dla odstraszenia krewnych. Niemniej jednak
      czytać w obu przypadkach raczej byś nie czytała, bo i po co to kobiecie...

      ........................

      Pozdrawiam wszystkie tęskniące do "trzech K" oraz seksu bez orgazmów smile)))))

      (zakatarzona i wyraźnie złośliwa, Odalie)
      • martynka30 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 12:11
        Nie jestem pewna, jak jest tu ktoś po historii (albo z innego powodu mający
        pewność, niech się wypowie, i mnie skoryguje), ale chyba akurat w Polsce prawo
        pozwalało kobietom dysponować własnym majątkiem. Co nie jest żadnym argumentem
        przeciw feminizmowi, to tak gwoli skrupulatności smile)) Pozdrawiam
        • odalie Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 12:23
          Przeczytaj, co napisałam.

          Wszystko zależy od tego, gdzie i kiedy. Inaczej było w Rzeczpospolitej przed
          wprowadzeniem prawa, opartego na Kodeksie Napoleona, inaczej np. w Anglii
          Wiktoriańskiej.

          Wbrew pozorom najgorzej kobietom miało się (jeśli chodzi o dysponowanie
          własnością) w wieku XIX. Właśnie m.in. dzięki Napoleonowi.

          O szczegóły musiałabym dopytać małżonka smile))))) Nie jestem historykiem z
          wykształcenia, chociaż humanistką to i owszem, i moim hobby jest historia
          cywilizacji smile
          • mader1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 18:19
            nie mam za bardzo czasu pisac, bo mam dzieci smile))) ale co Wy
            dziewczyny z tymi feministkami, naprawde ? Zapewniam was, ze biedne
            kobiety pracowaly od niepamietnych czasow. Byly praczkami,
            pomywaczkami,pokojowkami,sprzedawczyniami - przekupkami,
            zielarkami,ochmistrzyniami,wiesniaczkami, sluzacymi, kurtyzanami itd itp -
            caly przekroj zawodow. Mogly takze byc madre i nierzadko madrzejsze
            od mezczyzn, tyle tylko,ze bez papierkow. Ale byly tez nauczycielkami
            i bonami - jezyki, ktore uwielbia Gosia to byla kobiecaa rzecz.
            Jak byly bogate... Ale wtedy tez zarzadzaly niemala czescia domu, nawet
            jak byl w nim chlop smile Dodatkowo to one prowadzily dzialalnosc
            charytatywna - szkolki, ochronki, darmowe jedzenie itd. - to byly czasem
            duze przedsiewziecia... Niektore z tych pan wcale nie chcialy
            zajmowac sie dziecmi sad Zlecajac to glupszym i posledniejszego
            stanu.Te, co nie chcialy dzieci, byly bogate i chiacialy sprawdzic sie
            w zyciu bez facetow , mialy...zakon.Tam mogly realizowac wszystkie
            swoje pomysly.. w sluzbie Bogu.
            A feministki... mozemy im podziekowac za bierne i czynne prawa
            wyborcze, bo choc kobiety zawsze mialy wplyw na wladze, najczesciej
            nie mialy do niej bezposredniego dostepu. I o to chodzilo... mamy
            jeszcze od feministek pare innych rzeczy, ale nie wiem czy sa tak
            dobre. Moj maz mowi mi, ze jestem 200% feministki, ale naprawde
            wbrew swojej woli...
            • odalie Re: Dlaczego nie ma czegośtam MATKI? 06.01.04, 21:30
              Oj, Mader - masz sporo racji, ale...

              Ale zawsze jest jakieś "ale".

              To, o czym piszesz, że było tak ładnie i bez feministek, to odnosi się głównie
              do średniowiecza - to o realizowaniu się kobiet, które mogły być mądrzejsze od
              mężczyzn. Potem i przedtem było mniej fajnie. No bo, oczywiście że mogły i że
              bywały. Niemniej jednak, nie było im z tym lekko, często (w wielu
              społeczeństwach) wiązało się z niemiłymi sankcjami.

              Fajnie być zielarką, ale czarownicą jakby nieco mniej.

              A o statusie i losie guwernantek to poczytać sobie możemy np. u sióstr Bronte,
              za fajne to też nie było.

              Nie w każdej epoce było tak ładnie i miło, że się kobieta jak chciała, to i tak
              realizowała "pozamacierzyńsko", np. nie u starożytnych Greków, nie u
              Hebrajczyków i nie w epoce Wiktoriańskiej (nie tylko w Anglii i jej koloniach,
              ale generalnie na świecie).

              Chodzi, Mader droga, o dwie rzeczy - dostęp kobiet do zarządzania środkami
              produkcji (czyli własność) i o status społeczny.

              A z tym bywało rozmaicie, o czym zresztą, o ile mnie pamięć nie zawodzi,
              wpominałam.

              "Nasze" feministki, te wywodzęce się w prostej linii od sufrażystek, walczyły
              przeciwko wyjątkowo kiepskiemu dla kobiet porządkowi społecznemu. I miały
              dziewczyny rację. Inaczej nie robiłyby tego, co robiły (np. niszcząc zawartość
              skrzynek pocztowych czy prowadząc strajki głodowe).

              > Zapewniam was, ze biedne
              > kobiety pracowaly od niepamietnych czasow. Byly praczkami,
              > pomywaczkami,pokojowkami,sprzedawczyniami - przekupkami,
              > zielarkami,ochmistrzyniami,wiesniaczkami, sluzacymi, kurtyzanami itd itp -
              > caly przekroj zawodow

              Jasssne, ale to nigdy nie były zbytnio nobilitujące profesje. I czasami
              niebezpieczne. Patrz moje uwagi wyżej smile

              No, i pewnie miło być kurtyzaną, ale już dragonką czy inną tanią murwą z guzami
              na czole... oj, jak mniemam jakby mniej.

              I ja podtrzymam moją tezę - dziękuję za takie życie, postoję. smile

              Dzięki feministkom (oraz paru wiekszym wojnom i industrializacji smile ) mamy
              obecnie dostęp także i do zawodów, wiążących się z władzą, i nikt nie
              kwestionuje naszego prawa do własności. (Chociaż nadal zarabiamy mniej
              wykonując tę samą pracę.)

              A co instytucji posyłania dzieci do mamek na wieś - było, było. A kobieta,
              która tak postępowała jednak raczej nie stawała sie wynalazcą, odkrywcą,
              potentatem finansowym, uczoną - tylko ozdabiała swoją osobą salon małżonka.

              My mamy nianie i przedszkola, ale przynajmniej same czegoś dokonujemy, własnymi
              łepetynkami i łapkami.

              ...................

              Sorriii, Mader, jeśli się przejechałam i źle zrozumiałam Twój post, katar mnie
              męczy, praca czeka, ot i gary w zlewie, takie życie - wybacz moje mamlanie smile)))
              • mader1 Re: Dlaczego nie ma czegośtam MATKI? 06.01.04, 21:58
                Zle zrozumialas smile Bo ja wcale nie uwazam, ze bylo dobrze i bez
                feministek.I to nie mialy byc przyklady miodu. I wcale nie uwazam ,
                ze teraz jest dobrze. Caly czas, wybacz, dla niezamoznych bylo ( i
                jest) kiepsko sad I rzeczywiscie,dobrze sie domyslilas, prace
                wymienilam celowo te a nie inne - nie sa nobilitujace ( nawet a
                zwlaszcza kurtyzana). Chcialam tylko zauwazyc , ze pracy nie wymyslily
                feministki smile Ona byla zawsze wykonywana takze przez kobiety. Byc
                moze za bardzo skrotowo napisalam o tym, o co chodzi feministkom -
                wladza to tez stanowiska kierownicze itd itp dla kobiet... To tyle
                tytulem tlumaczenia co i dlaczego napisalam, wracam do prasowania.
              • mader1 Re: Dlaczego nie ma czegośtam MATKI? 06.01.04, 22:06



                >



                >
                > A co instytucji posyłania dzieci do mamek na wieś - było, było. A kobieta,
                > która tak postępowała jednak raczej nie stawała sie wynalazcą, odkrywcą,
                > potentatem finansowym, uczoną - tylko ozdabiała swoją osobą salon małżonka.

                Roznie z tym bywalo... mysle,ze niektore byly niezwykle...
                znalazloby sie pare. Teraz tez wiele z nas nie staje sie wynalazca,
                odkrywca czy potentatem finansowym. A wiele innych robi cos wielkiego
                pomimo lub , jak twierdzi dzieki, byciu z dziecmi smile
                >
                > My mamy nianie i przedszkola, ale przynajmniej same czegoś dokonujemy,
                własnymi
                >
                > łepetynkami i łapkami.
                >
                > ...................
                >
                > Sorriii, Mader, jeśli się przejechałam i źle zrozumiałam Twój post, katar
                mnie
                > męczy, praca czeka, ot i gary w zlewie, takie życie - wybacz moje
                mamlanie smile))
                > )
                >
      • aluc Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 12:14
        odalie napisała:

        > > Przeklinałam feministki
        >
        > Oj, oj, jakie mocne słowo smile
        >
        > A gdyby nie te feministki (tudzież parę wiekszych wojen i industrializacja)
        to
        > byś nie nauczyła się tych języków (no, jakbyś była z wyższych sfer to może i
        > nawet, razem z haftowaniem złotą nitką oraz wygrywaniem melodyjek na
        pianinie),
        >
        > nie skończyłabyś uczelni, nie miałabyś doktoratu na widoku, a nawet nie
        > szukałabyś jakiejś tam "więzi" ze swoim dzieckiem...
        >
        > Nie miałabyś prawa do dysponowania pieniędzmy w rodzinie, zawsze byłabyś na
        > łasce i niełasce męża, ewentualnie ojca czy brata, a jakby Cię małżonek lał
        do
        > siniaków, to by to było dla Twojego dobra... a Ty byś nie miała prawa się
        > rozwieść.
        >
        > Oczywiście, nieco naginam, w takim np. XIII wieku, to by Ci było nawet
        całkiem
        > fajnie, jakby facet pojechał na wyprawę, Ty byś trzymała cały zamek w garści,
        w
        >
        > ogóle to Ty byś prowadziła domową ekonomię. No, jako wdowa w Rzeczpospolitej
        w
        > XVI wieku też nawet nienajgorzej byś sobie żyła, oczywiście zakładac, że
        > miałabyś silny charakter i hajduków dla odstraszenia krewnych. Niemniej
        jednak
        > czytać w obu przypadkach raczej byś nie czytała, bo i po co to kobiecie...
        >
        > ........................
        >
        > Pozdrawiam wszystkie tęskniące do "trzech K" oraz seksu bez orgazmów smile)))))
        >
        > (zakatarzona i wyraźnie złośliwa, Odalie)
        >
        >
        no tak, ale z drugiej strony bez wykształcenia i bez doktoratów pewnie kobieta
        jako taka czułaby się szczęśliwsza, bo nie musiałaby sobie ślicznej małej
        główki łamać nad sprawami tego świata wink

        każdy kij ma dwa końce, a niektóre nawet więcej wink

        PS. marzę o tym, żeby zrobić doktorat, a następnie powiesić go na ścianie i
        zająć się wychowywaniem gromadki dzieci smile)
        • wieczna-gosia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 11:57
          Aluc mialam wizje ciebie nie lamiacej sobie slicznej glowki i od wczoraj rze
          ze smiechu wink)
          Ale teraz ide nizej bo ktos sie o morderstwo dopomina wink)
    • addria Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 06.01.04, 13:02
      Odnośnie tytułu. Na patosie mi nie zależy, już prędzej na etosie smile

      > Jestem MAMĄ od 5 miesięcy. Młodą, zgrabną, wykształconą, "z językami" i
      > doktoratem na horyzoncie. Ale w cale nie mam ochoty robić zawrotnej kariery
      > zawodowej, trochę zleceń i korepetycji mi wystarcza,

      Ja bym się tylko cieszyła, że wystarcza, poważnie. I niczym innym nie
      przejmowała, a przynajmniej starała się nie przejmować.

      bo MOJE DZIECKO mnie
      > najbardziej potrzebuje.

      To fakt.

      > Denerwują mnie pytania typu: kiedy wracasz do pracy, albo jak długo będziesz
      > SIEDZIEĆ w domu.

      Była w domu półtora roku z dzieckiem i uważam, że był to cudowny i rozwiający
      (również dla mnie) czas, takim też go przedstawiałam jeśli ktoś akurat pytał i
      miałam szczerze mówiąc gdzieś, co ten ktoś myśli.

      Dlaczego mam wynajmować opiekunkę, żeby zaliczyć się do
      > grona tzw. nowoczesnych kobiet? Same postawiłyśmy ten świat na głowie.
      > Przeklinałam feministki,

      Tutaj zgodzę się z dziewczynami wcześniej. Feministkom jestem wdzięczna, choć
      czasem, owszem, zdarza mi się mysleć, a po co mi to było wink))

      gdy będąc w ciąży i mając ohydne mdłości musiałam
      > iść do pracy...

      A ja poszłam na zwolnienie lekarskie, które dostałam bez problemu, bo przecież
      nie mogłam siedzieć w pracy z miednicą na biurku wink

      Kto mi wychowa dziecko, jeśli już dziś pójdę zarabiać na
      > kolejny kredyt?

      Mi obecnie wychowuje w dzień (bo ja wychowuję po 15 i w każdą wolną chwilę) mąż.
      Dobrze, że może to być mąż, bo opiekunki bym też nie chciała, po prostu, już
      bez argumentacji.

      Mnie denerwuje tylko jedno. Jak to kurka wodna jest, że te co nie muszą
      pracować, to chcą, a te co nie chcą, to muszą wink)))))) Tak jak ja smile
    • 73nikusia Re: do maak3 i martynki 30 i do wszystkich tez ... 06.01.04, 22:43
      Czesc dziewczyny,

      Oj jak ja lubie polemizowac. Tyle ze tu za bardzo nie ma nad czym.
      Nadal uwazam ze kazda z nas powinna zrobic tak aby w tym wszystkim czuc sie
      najlepiej.

      Maak3 strasznie naskoczyla na mnie.

      Zaluzmy mamy zdrowe dziecko, zbliza sie powrot do pracy, skonczyl sie
      maciezynski, zaoszczedzony urlop wypoczynkowy. Wracac czy isc na wychowawczy.
      Mama sie miota, nie chce zostawic malucha, w sumie daliby sobie finansowo rade
      ale ... praca, pozniej jej nie bedzie ... wraca. W pracy zbyt duzego pozytku z
      niej nie ma, ciagle mysli o maluchu pozostawionym w domu w opiekunka. I co -
      ZLY WYBOR!!! Lepiej wtedy zostac w domu tak dlugo jak to tylko mozliwe i jak
      dlugo tego tej mamie potrzeba.

      Zaluzmy mamy zdrowe dziecko, zbliza sie powrot do pracy, skonczyl sie
      maciezynski, zaoszczedzony urlop wypoczynkowy. Wracac czy isc na wychowawczy.
      Mama sie miota, nie chce zostawic malucha, w sumie daliby sobie finansowo rade
      ale ... tak bardzo bym chciala wrocic, znow pracowac, bo moja praca mnie
      fascynuje, zostajac z maluchem tylko bede popadac w uspione zadumanie,
      posepnosc ... wraca. Dziecko wychowuje super niania, ja poswiecam mu popoludnia
      i wieczory, Weekendy jestesmy tylko dla dzieci. DOBRY WOBOR!!!

      Maak3 pisala jeszcze o tym ze oczy nam sie moga otworzyc poprzez wysluchanie
      innych i innych takich rzeczach ale tego nie mam sily juz komentowac. Jutro na
      6:00 do pracy.

      A teraz w odpowiedzi dla martynki30.

      Dawanie, branie, wybory, poswiecenie ... to ze wybieramy prace lub nie majac
      male dziecko to nie oznacza wcale wyborow rozwazanych tylko i wylacznie w
      oparciu o "swoj czubek nosa". Czyli co daje dziecku a co od niego biore??
      Wybor czy isc do pracy czy nie podejmuje sie nie tylko w oparciu o swoje
      szczescie ... to taki skrot myslowy ... takie pisanie na necie nie oddaje
      mojego toku myslenie.
      Co innego "zywa" dyskusja co innego to nasze pisanie.

      Mam kolezanke, kiedy byla w ciazy mazyla o powrocie do pracy zaraz po urlopie
      maciezynskim i wykozystaniu urlopu wypoczynkowego. W sumie bylo tego prawie 9
      miesiecy. Wszystko bylo zaplanowane. Ona kocha swoja prace. Urodzil sie jej
      gluchoniemy synek. W dzisiejszych czasach jest jednak dla niego szansa -
      cyfrowe aparciki sluchowe. Ale byl warunek trzy razy w tygodniu wyjazdy do
      Miedzylesia na zajecia, prawie 6 godzin od 10:00. Przez co najmiej 2,5 roku -
      pierwsze dwa i pol roku zycia. Maz spokojnie oplacilby opiekunke, maja stabilna
      sytuacje finansowa. Ale ... pewnie domyslacie sie co wybrala ... "siedzi" w
      domku. To taka dygresja co do szczescia mamy ...

      I znow do martynki30 ... a jednak musze miec swiadomosc ... wiedzialam.
      Bardzo czesto spotykam sie z tym u mlodych mam. Ze my jeszcze nie mamy malo
      wiemy o byciu mama. O obowiazkach, poswieceniu, oddaniu, nie przespanych
      nocach ...
      Oj dziewczyny ... dziwne gadanie. Wiem o tym sporo i wcale do tego nie trzeba
      byc mama. Mam brata ktory ma 3 dzieci. Mam kolezanki ktore maja dzieci. Wiem
      znow powiecie ze to nie moje ... to co innego. Jak mialam nascie lat wstawalam
      w nocy do malucha, mojego chrzeniaka. Przewijalam, karmilam ... moze nie
      piersia ale tez trzeba bylo nakarmic. Bralam na spacery ... i pamietajcie
      mialam nascie lat ... pewnie Wy latalyscie na dyskoteki.
      Wiem dobrze co to za odpowiedzialnosc miec dzieci. Wkolo mnie bylo i jest ich
      mnustwo. Za swoje bede na pewno bardzo odpowiedzialna.
      Dokonam rowniez madrych wyborow ... praca badz "siedzenie w domu".

      Fakultety i doktoraty juz mam ... nie wisza nigdzie, w pracy sie bardzo
      przydaja ... teraz chce te "horyzonty" poszezac u swoich dzieci.

      Pozdrawiam i zycze slodkich snow
      Nika
      • mamamonika A ja znowu z innej beczki - nieco patetycznie ;-) 07.01.04, 11:25
        Hej, dziewczyny, a ja może troszkę gwoli podsumowania... Chyba (na szczęście)
        bezpowrotnie nam zdechła poprzednia stereotypowa "matka Polka" - nieszczęsna
        ofiara wyniesiona na ołtarze. A obecny model "kobiety do naśladowania"
        (mężczyzny zresztą też) jest właśnie "under construction" i również osobiście
        od nas zależy, jak będzie wyglądał. Tradycyjne role większość z nas raczej
        odrzuca (chociaż dla niektórych były oczywiste, wygodne i wiele osób cicho za
        nimi tęskni). A nowe - tak jak mówię - mielą się w wielkim tyglu Przemian
        Społecznych (tu jest mój obiecany Patos). Na pewno wzrosły obiektywne
        wymagania nam wszystkim stawiane - ale i wzrosły nasze możliwości. Chcemy
        Szacunku - nie ma rady - musimy pokazać, że z naszego potencjału korzystamy wink
        A więc wielkie zadania przed nami wink

        Pozdrawiam
        Monika (ze śpiącą Maleńka na kolanach i dużym projektem do zrobienia wink
    • ilonakg Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-POLKI 07.01.04, 01:34
      Ale naczytałam się ... Po lekturze waszych wypowiedzi zarysowała mi się
      ciekawa sylwetka współczesnej MAMY : mądra, wykształcona, inteligentna,
      dalekowzroczna, czuła, opiekuńcza, i co dość nieoczekiwane: znajdująca czas na
      dalszy rozwój intelektualny. Obraz, który dotąd widniał w mojej głowie był
      mniej optymistyczny: gary, pieluchy, prasowanie, a do tego wszystkie
      ogłupiające seriale telewizyjne po kolei, z dzieciakiem uczepionym przy piersi
      lub starszym bezmyślnie wpatrującym się w telewizor. Jeśli jednak dzisiejsza
      matka jest przypomina tę pierwszą wizję, to jest nieźle. Może wreszcie
      przestanie kojarzyć się z „odmóżdżoną istotą”?

      Ilona

      Co do feministek – przypominam, że ich osiągnięciem jest nie tylko możliwość
      wyboru swojej drogi życiowej, ale często jest to po prostu imperatyw,
      podsycany presją społeczną i finansową pt. musisz pracować. Przynajmniej
      współcześnie.
      • mumin_ek Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 09:16
        I tak lepiej, przynajmniej ja nie poczulam sie zaatakowanawink

        Wystarczy chciec!

        A co do feministek - Ty tez mam prawo wyboru i nie daj sie, Dziewczyno. No i
        nie zmarnuj tych fakultetow - niech choc dzieciaki maja horyzonty. Rany, Goska
        mnie zabije!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Ucha do gory,
        Kasia
        • joannab-o Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 11:15
          Ja Cie zabiję w zastępstwie. Co mają horyzonty dzieci do pracy zawodowej
          matki?????????????
          joanna
          • mumin_ek Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 11:36
            Patrz wyzej - post Wiecznej Goski o horyzontach rodzicow. Nie chodzi o
            horyzonty dzieci pracuujacych mam, tylko ogolnie.

            Noz, trucizna, a moze pistolet? wink Moge wybrac?

            Pozdrawiam,
            Kasia
            • joannab-o Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 12:43
              Ale Gosia pisała o wykształceniu, a nie o pracowaniu. I tu całkiem racja. Można
              powiększać horyzonty dziecka dzieki swojej wiedzy chyba łatwiej, kiedy się z
              nim jest dużo.

              > Noz, trucizna, a moze pistolet? wink Moge wybrac?

              Tak naprawdę, to żartowałamsmile
              Zresztą nie mam motywacji, bo ja to jak z tej bajki - i pracuję i nie pracuję,
              i marnuję i nie marnuję.
              joanna
        • wieczna-gosia Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 12:10
          czy ja etatowym morderca mam byc?


          Dziewczyno. No i
          > nie zmarnuj tych fakultetow - niech choc dzieciaki maja horyzonty

          ale muminku wg mnie fakultetow chili wiedzy zmarnowac sie nie da. No chyba ze
          w ogolnym rozumieniu marnowana sobie zycia (zapijania sie na smierc i te
          sprawy). Jak czlowiek sie realizuje (niewazne gdzie) to sila rzeczy nic nie
          marnuje tylko korzysta. Ty w pracy- ja- wymyslajac jak sie konstruuje
          dwunastoscian foremny wczoraj akurat wink)

          Tak zauwazylam ze ilosc atakowanych rosnie lawinowo, i wszyscy z goracych i
          zimnych robia sie letni, wiec ja sie chcialam zapytac czy napisanie "Moim
          zdaniem najlepiej jest gdy matka siedzi z dzieckiem pierwsze 3 lata i nie
          pracuje." kogos atakuje i dlaczego. Ja osobiscie lubie dyskutowac z pogladami
          radykalnymi i wyrazistymi gdyz nie grozi mi ze dyskutant nagle w polowie
          dyskusji nie zacznie mi wmawiac ze wcale nie mowial tego co mowil, a jesli
          faktycznie ktores z nas zdanie zacznie zmieniac to tym wieksza satysfakcja dla
          przeciwnika wink)
          • mumin_ek Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 12:32
            Ech, Goska... Nie chcesz to nie, przezyje (doslownie hihihi).

            A letnia to nie jestem - bo dalej uwazam, ze do pieluch doktorat nie potrzebny,
            choc tylko krowa zdania nie zmienia...

            Jesli sie pisze, moim zdaniem, to atakiem to nie jest, moim skromnym zdaniem.
            Uwaga znow prowokacja:
            No wiedzy sie nie zmarnuje, ale nieetycznie, UWAZAM, jest chwalic sie, ze sie
            ma doktoraty, fakultety i sie je wiesza w toalecie, bo cos tam. Dzieci sa
            wazne, ale nie zapominajmy, ze jestesmy nie tylko mamami i dzieci kiedys
            dorosna.

            A w domu to ja wylaczam mozg niby? Tez korzystam z fakultetow. Juz tlumaczylam,
            co mnie wkurza.

            • wieczna-gosia Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 12:51
              > A letnia to nie jestem - bo dalej uwazam, ze do pieluch doktorat nie
              potrzebny

              Alez ja sie z tym zgadzam!!! Zupelnie nie potrzebny. gdyby wychowywanie
              dziecka polegalo na zmieniamiu pieluch- byloby cudownie. Fantastycznie. A pare
              forow o dzieciach spokojnie mogloby przestac istniec. Jak juz napisalam
              idealna sytuacja byloby miec pania od przewijania, babrania sie w kaszkach
              oraz dopierania bluzeczek z marchewki. Nie jestem fanatyczka tych czynnosci.
              Wychowanie dziecka polega zupelnie na czym innym i oddzielmy obsluge od
              wychowania wink)

              To tak jakby twierdzic ze tworzenie rodziny polega na lataniu ze sciera po
              domu wink albo milosc do meza na praniu mu gaci. Do tego tez niepotrzebne sa
              fakultety.

              Do wychowywania dziecka moim zdaniem potrzebne sa- nie w sensie konkretnej
              wiedzy jaka na studiach sie zdobywa, a chociazby w sensie nabycia etosu pracy
              czy nauki, umiejetnosci formuowania wnioskow i takie tam bla bla. Ze o
              ksztaltowaniu szerokich horyzontow u dzieci nie wspomne wink)

              > A w domu to ja wylaczam mozg niby? Tez korzystam z fakultetow. Juz
              tlumaczylam,
              >
              > co mnie wkurza.
              A ktos twerdzi inaczej? Jakos musze skontrastowac te dwa gatunki matek- wiec
              posluguje sie wytrychem- te w pracy i te w domu. Co nie oznacza ze te z pracy
              mysla tylko w pracy.
              • aluc Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 16:29
                w świetle dyskusji uzupełniam swoją wypowiedź na temat doktoratu do powieszenia
                na ścianie - marzy mi się doktorat zrobiony z czystej bezinteresownej ludzkiej
                przyjemności, absolutnie do niczego niepotrzebny smile a szczególnie niepotrzebny
                do zarabiania pieniędzy smile

                bo ja jakaś chora jestem, ale lubię się uczyć dla przyjemności uczenia, a nie
                po to, żeby coś z tego potem mieć

                a jak mam się uczyć po coś to już przyjemność znacznie mi się zmniejsza

                i właśnie to chciałabym zaszczepić moim dzieciom wink
                • martynka30 Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 17:13
                  A ja wrócę do swoich osobistych rozrachunkówwink

                  Najpierw Nikusia: przecież ja wyraźnie powiedziałam, że to nie jest tak, że z
                  dysusji o dzieciach wyłączone są osoby bezdzietne. Napisałam tylko, że warto
                  zdawać sobie sprawa, że bez własnych dziecito są zawsze rozważania
                  teoretyczne. I fakt posiadania hord bratanków, siostrzeńców, dzieci przyjaciół
                  itd. tego nie zmienia. Co innego myśleć o swojej przyszłości, lub rozważać coś
                  tam sobie na przykładzie dzieci w rodzinie (choćby najukochańszycg) a co
                  innego podejmować taką decyzję w rzeczywistości. Znam wiele kobiet, które
                  zamierzały do pracy wrócić po 3 miesiącach, miały tysiąc argumentów i
                  przemyslany z każdej strony problem, a jak pojawiło się dziecko bach, siedzą
                  już trzy lata. Znam też takie, które twierdziły że nigdy w życiu praca przed
                  upływem roku, dwóch, trzech a popędziły z powrotem po sześciu miesiącach tak
                  były sfrustrowane.

                  Wieczna Gosia - tak muszę coś wtrącić na temat zdecydowanych poglądów. Za inne
                  nie wypowiadam sięsmile, ale ja mam całkiem zdecydowany pogląd: dla dziecka
                  lepsze jest siedzenie w domu co najmniej do upływu roku. To nie zmienia faktu,
                  że nie zamierzam rzucać kamieniem w takiego dajmy na to Mumina (Mumin wybacz,
                  że służysz za przykład), dlatego, że nie wiem jak ja bym się zachowała gdyby
                  okazało się, że brak pracy mnie frustruje i unieszczęsliwa. Jestem szczęściarą
                  i moja córka jest szczęściarą - bo ja NIE CHCĘ jej na razie zostawiać z
                  opiekunką, CHCĘ być świadkiem jej pierwszych słów, pierwszego kroku itd, nie
                  uważam, że tak trzeba, tylko chcę. Ale co by było gdybym nie chciała? Czy sama
                  świadomość, że dla dziecka lepiej by było gdybym nie wróciła do pracy
                  powstrzymałaby mnie? A nawet gdybym została w domu z poczucia obowiązku to czy
                  to by było nadal dobre dla mojego dziecka? Tego nie wiem.

                  Pozdrawiam wszystkie mamy i niemamy
                • wieczna-gosia Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 21:02
                  czystej bezinteresownej ludzkiej
                  > przyjemności, absolutnie do niczego niepotrzebny smile a szczególnie
                  niepotrzebny
                  > do zarabiania pieniędzy smile
                  >
                  > bo ja jakaś chora jestem, ale lubię się uczyć dla przyjemności uczenia, a
                  nie
                  > po to, żeby coś z tego potem mieć
                  >
                  > a jak mam się uczyć po coś to już przyjemność znacznie mi się zmniejsza
                  >
                  > i właśnie to chciałabym zaszczepić moim dzieciom wink


                  No i wlasnie dlatego ja kura domowa doktorat robie wink)) Co nie znaczy ze
                  zrobie poniewaz moja mam ostatnio wywiera na mnie presje zeby go zrobic wiec
                  moj entuzjazm spada wink)))
                  To czy ktos cos zacytuje i zadzwoni jest dla mnie sprawa drugorzedna jak i to
                  czy przyda mi sie te kilka jezykow ktorych sie nauczylam i nauczylabym sie
                  chetnie kilku innych tyle ze ostatnio nie mam czasu sie uczyc nowych a co
                  dopiero pracowac wink))))

                  Czy ja kogos namawiam do rzucania kamieniami, obrazania, lekcewazenia itp.
                  Nie. Ja tylko sugeruje ze BYC MOZE jest tak ze pewne uwagi traktujemy zbyt
                  personalnie i doslownie wink) Nie rzuce kamieniem bo nie dalej jak tydzien temu
                  udatnie ja stara wyga internetowa zostalam sprowokowana i to tak udatnie ze
                  osobie prowokujacej sprawilo to radosc. Wiec zalozylam kaganiec i nie powiem
                  ani slowa wink))
                  I li i jedynie o to mi chodzilo- ze wyraziste poglady lubie wink) i lubie jak
                  ludzie o wyrazistych pogladach sie pokloca caly czas zachowujac dystans.
                  Zachowawczosci nie lubie- wiem ze jest poprawnie polityczna i te pe (nie
                  mowiac o tym ze bezpieczna..) ale no nie lubie wink)

                  Jesli ktos ma ochote u mnie dziecko poprzewijac nie odmowie, dla mnie to nie
                  jest sedno wychowania, nawet margines wychowania to nie jest wink)) Tylko maz
                  jakos nie chce na te bone zarobic, ja tez nie chce no i tak przewijam
                  cholerka....
                  • mader1 Re Gosiu 07.01.04, 22:11
                    a jezeli poprzewijalybysmy sobie nawzajem nasze dzieci ??? Czy to
                    bylaby praca zawodowa ??? czy przysluga??? A jesli bylybysmy bonami
                    naawzajem smile))))
            • mader1 Re: Rysuje się ciekawy obraz dzisiejszej MATKI-PO 07.01.04, 17:48
              Nietyczne wieszanie doktoratu ? Przeciez kazdy zdolny, dobry student jest
              zapraszany do dalszej pracy naukowej - poczatek to doktorat. Nie jest
              ich zbyt wielu, wiec wykladowcy nie wybrzydzaja smile)) Doktorat, z samej
              swej natury ( nie tak jak praca magisterska) powinien i najczesciej jest
              jakims, czasem malym,a czasem sporym wkladem w dana dziedzine nauki. Nie
              kazdy potrafi to zrobic. Nie kazdy, ktory zaczyna, pisze go. Juz
              samym napisaniem czegos istotnego wyswiadcza danej dziedzinie duzo
              wieksza przysluge niz wielu pilnych, takich sobie studentow czy
              pracownikow.Nawet jezeli go sobie powiesi w dowolnym miejscu i
              zajmie sie spokojnie dziecmi czy nawet ogrodkiem, jego sprawa.
              Niech inni korzystaja z tego. Mysl jest wiele warta. Wiec jezeli Aluc(
              moja ulubiona, pewnie dlatego, ze prawnik) napisze dobry doktorat , to
              wroci do swojej wysnionej piatki dzieci a i tak beda ten jej
              zawieszony doktorat cytowac smile))) A jak juz pozmienia im pieluchy i
              nakarmi i wysle na studia , ktos zadzwoni do niej i tak , choc
              taka kura domowa, i poprosi o serie artykulow. A ona potem jeszcze
              zrobi na nich profesuresmile))
              Gosiu, chetnie napisalabym, ze 3 lata siedziec, ale... UWAZAM , ze
              nie ma na zycie gotowych recept. Przyklady: jezeli mama ma lęki (
              nawet nieuzasadnione, ale prawdziwe) o przyszlosc, to zamiast budzic sie
              zlana potem, niech idzie do pracy. Albo: jezeli mama widzi, ze
              tatusiowi oczy wychodza z orbit na widok spodniczki i przychodzi
              coraz pozniej do domu, to niech idzie do pracy nawet jak dziecko
              ma 4 mies. Po to Bog dal nam rozum, zebysmy z niego korzystali. Nie
              potepie wiec nikogo, chyba ze swiadomie zostawia swoje dziecko, choc
              jest to z widoczna dla niego szkoda.
    • kerstink Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 18:07
      Moge tylko mowic o sobie: przy pierwszym dziecku wytrzymalam az 15 miesiecy w
      domu, bo nie bylam w stanie zostawic z kimkolwiek. Mialam tego juz serdecznie
      dosyc. Odzylam po powrocie do mojej pracy, w ktorej zadnej niesamowitej kariery
      nie robie i ktora finansowo sie nie oplaca bo mniej zarabiam niz placimy
      opiekunce. Robie to dla swojego zdrowia psychicznego. Przy drugim dziecku
      rowniez zostalam mniej wiecej tyle w domu, z ta roznica ze byla opiekunka a ja
      staralam sie wykonac jakies zlecenia. Tymrazem juz lepiej znioslam pobyt w domu.
      A mimo to po powrocie do pracy znowu czulam sie zdecydowanie lepiej. I
      zdecydowanie lepiej potrafie sie bawic dziecmi po poludniu, a maz nie jest
      atakowany jakims moim zlym humorem. Wiec wszystko zalezy od kobiety. Ja w kazdym
      razie bardzo cenie, ze moge wybierac. A wychowac dziecko jest trudno niezaleznie
      od tego, czy ktos jest z nimi w domu czy nie. Wazne, zeby znalezc dobry kompromis.
      K.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka