broceliande
28.08.09, 10:59
Jestem ciekawa, co myślicie.
Kiedy moja mama zmarła, odziedziczyłam czteropokoleniową
dokumentację rodzinną: akty narodzenia, akty zgonu, kenkarty,
legitymacje członkowskie, wycinki z gazet o rodzinie, listy.
Poczytałam to trochę i włos mi się zjeżył, choć wiem, że w każdej
rodzinie muszą być takie tajemnice. Akt narodzenia siostry mojej
mamy, o której nikt nic nie wiedział a aktu zgonu brak...
Do czego zmierzam?
W jednym liście mamy przeczytałam: "dzieci są u nas, bo X poszła na
aborcję".
To musiało być dość popularne w latach siedemdziesiątych.
Problem w tym, że jedno z dzieci owej X ma nieślubne dziecko, z
głupiej wpadki. Jest tępione przez rodziców. Słyszy okropne uwagi, w
stylu "urodź, może ktoś cię będzie kochał", "co ty, na godzimy
byłaś?" i tak dalej.
Ja się zastanawiam, jak to pokolenie kochało dzieci!
Chciane się rodziło, niechciane usuwało. Te chciane, po popełnieniu
życiowego błędu, jest natychmiast mentalnie wyskrobywane. Córka X za
brak ojca dziecka, ja za mezalians, mój brat za... niepełnosprawne
dziecko.
Mam ochotę powiedzieć córce X o tej aborcji. Niech jej X nie
moralizuje, zrobiła coś, co dla jej córki było kompletnie nie do
pomyślenia. No, ale czasy się zmieniły, nie?
Nie powinnam nic mówić, prawda?