mama_gutka
02.09.09, 10:59
Mam rocznego synka. Dziesięć dni temu wylądował w szpitalu z
wirusową biegunką, wymiotami i gorączką. Jesteśmy już w domu, młody
dochodzi do siebie.
W szptalu miałam wątpliwą przyjemność przebywania w sali wraz z mamą
trzynastomiesięcznej dziewczynki. Przeżyłam szok.
Dziewczynka ta trafiła do szpitala z powodu braku łaknienia, nie
siusiała i nie kupkała. Tak chyba ze dwa dni. Oczywiście odwodniona.
Zrobili badania i nic konkretnego nie wykazały.
Przez tydzień miałam okazję obserwować mamuśkę i jej córcię.
Patologia. To dziecko ledwo siedziało, matka dalej poiła je mlekiem
modyfikowanym lub kaszką. Przez butelkę oczywiście. Na pytanie, czy
coś jeszcze je odpowiedziała, że owszem, słoiczki (papki po 5
miesiącu) rozrzedzone mlekiem i też przez smoka. Non stop je nosiła
na rękach, dziecko nie zna podłogi. Do zabawy tylko pluszaki. Kiedy
mała wyrzuciła za łóżeczko - dla matki oznaczało to, że dziecko już
nie chce się bawić.
A diagnoza? Ząbkowanie. Małą bolały dziąsła i przez smoka ciągnąć
nie chciała...
A do tej mamuśki NIC nie docierało... Chodziła tylko ciągle do
kuchni butelki wyparzać... Ehh...