Gość: studentka '68
IP: *.chello.pl
16.03.08, 00:14
Studiowałam w marcu '68 na PG. Było tak, jak opisano w artykule. Zachwyceni
byliśmy tą pierwszą dla naszego pokolenia możliwością protestu przeciw
panującemu systemowi, w którym się urodziliśmy, ale czuliśmy jego ograniczenia
i fałsz. Na wiecu w Gmachu Głównym PG staliśmy stłoczeni, tylko w miejscach,
gdzie pojawiał się krążący wśród studentów ubrany w czarną skórzaną marynarkę
działacz partyjny (chyba z Wydz. Mech.), ludzie przysiadali, ostrzegając w ten
sposób sąsiadów przed donosicielem. W sklepach błyskawicznie pojawiły się
białe studenckie czapki (politechnika nosiła z czerwonym otokiem). Jeden z
moich przyjaciół nie nosił takiej czapki i tłumaczył się, że lepiej, żeby on
nie zwracał na siebie uwagi. Nie kojarzyliśmy wówczas, o co chodzi.
Wiedzieliśmy, że jest pochodzenia żydowskiego, co nigdy stanowiło dla nas
problemu. Jego obawy zrozumieliśmy dopiero, gdy po zaliczeniu dwóch kolejnych
semestrów wyemigrował do Niemiec. Dla nas ważny był powiew wolności i hasło
"Precz z cenzurą". Z moim chłopakiem w tych dniach rozrzucaliśmy ulotki jadąc
z Gdyni i Sopotu na peronach i w kolejce, pod Operą mój chłopak został
spałowany, a kolega z roku trafił do aresztu, gdzie urządzono im "ścieżkę
zdrowia". Kadra PG wybraniała studentów przed wyrzuceniem ze studiów.