Gość: Gdynianin
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.10.03, 23:56
Janusz Lewandowski 20-10-2003, ostatnia aktualizacja 20-10-2003
13:05
Nie jest tak, że jesienią Pomorze zasypia, śniąc o następnym
sezonie i mitycznej autostradzie A1. Coś się jednak dzieje! W
sobotę talent i żywioł młodości eksplodowały na deskach Teatru
Muzycznego w Gdyni
Prasłowiańska baśń ożyła w XXI-wiecznej formie. Nazywa się
to "Opentaniec". Młodym twórcom i tancerzom pomogły nieco
starsze pieniądze. Robert Gamble ( współproducent wraz z
Marcinem Perzyną ) przypomina mi Wiktora Kubiaka, bez którego
nie byłoby "Metra". Wierzę, że "Opentaniec" może opętać swoich i
obcych. Nie będąc kulturowym rykoszetem Zachodu, ma niezłe
rokowania eksportowe. Tkwi korzeniami nad Wisłą i Niemnem, wziął
się z naszego mchu i paproci. Chciałbym zobaczyć taką wizytówkę
Pomorza i kraju np. w Brukseli, gdzie ludy Europy prześcigają
się w autoprezentacji, a my wystawiamy się dość bezpłciowo.
Zbiorowa wizytówka "made in Gdynia", w postaci roztańczonej
młodzieży, byłaby na czasie, gdy Polsce - która zapowiada się na
krnąbrnego członka europejskiej rodziny - przyprawia się niemiłą
gębę. Oby zastąpiła tradycyjny obrazek bezzębnego chłopa, który
na tle swego brudnego obejścia pomstuje na Niemca, Żyda, rząd i
bezbożną Europę. Inna rzecz, że ta Europa, nazbyt małostkowa i
krótkowzroczna, jest mniej powabna niż kiedyś, gdy była
nieziszczalnym marzeniem. Czy obiekt marzeń zawsze brzydnie, gdy
się do niego przybliżamy? Na szczęście marzenie o polskim show
tanecznym w Gdyni właśnie się spełniło i nic nie straciło na
urodzie!