ezrapound
01.11.05, 08:56
Kochane, trochę chcę wsadzić kij w mrowisko i sprowokować dyskusję. Chodzi mi
o eliminowanie produktów z diety matki karmiącej w nadziei, że od tego
ustąpią wzdęcia u dziecka. Nie wierzę w to - uważam, że to wielkie głupstwo.
Ale może ktoś mnie przekona?
Jakim cudem dziecko może dostać wzdęcia od kapusty, którą ja zjem? Przecież
mleko produkuje się z tego, co ja mam w osoczu krwi, a gazy w moich jelitach
biorą się z tych składników kapusty, z którymi nie poradził sobie mój przewód
pokarmowy. Skoro ja dostaję wzdęcia od tego, czego nie daję rady strawić, to
z definicji nie dostanie się to do mojej krwi, a tym samym do mleka. Kiedyś
słyszałam ostrzeżenie przed suszonymi śliwkami, że od nich dziecko może
dostać rozwolnienia - no to już jest skandaliczna bzdura, trzeba nie mieć
pojęcia o tym jak działa przewód pokarmowy, żeby uważać, że celuloza dostanie
się do osocza krwi i do mleka. Przecież nie mamy we krwi kawałków śliwek ani
kapusty tylko same małe, proste cząstki - cukry, białka, itd. Z alergiami też
jest ściema - wyjątkowo rzadko dochodzi do uczulenia się dziecka karmionego
piersią na to, co zjadła matka. Są mechanizmy, które przed tym zabezpieczają,
inaczej to by było bardzo niebezpieczne dla dziecka. Zastanawia mnie też
fakt, dlaczego tylko w Polsce zaleca się matkom karmiącym głodzenie się - w
Stanach na przykład nikt nie słyszał o eliminowaniu z diety kobiety karmiącej
warzyw i innych ważnych składników odżywczych, bo niby dziecko dostanie kolki.
Dzieci mają wzdęcia, bo piją dużo tłustego mleka, które zawiera masę laktozy,
a wogóle nie zawiera błonnika. Co do kolek - to jest termin bardzo
nadużywany, często dzieci płaczą z nerwów, z niepokoju, a ludzie od razu
twierdzą, że to kolka. Z tego co wiem, większość zmian na skórze też nie ma
charakteru uczuleniowego - skóra niemowlęcia przechodzi przez różne fazy,
kiedy przystosowuje się do nowego środowiska.
Ot i co. Nie chcę nikogo zezłościć, piszę tylko, jakie mam w tej kwestii
przekonania, a jeśli ktoś umie mi wytłumaczyć w jaki sposób w moim krwiobiegu
miałyby się znaleźć kawałki kapusty - będę wdzięczna.
Dodam tylko, że jem wszystko od pierwszych dni życia mojego dziecka - miewa
wzdęcia, gazy, czasami pręzy się przy jedzeniu, ale w żaden sposób nie zależy
to od tego, co akurat zjadłam. Nigdy nie miała kolki.