Dodaj do ulubionych

Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przekona

01.11.05, 08:56
Kochane, trochę chcę wsadzić kij w mrowisko i sprowokować dyskusję. Chodzi mi
o eliminowanie produktów z diety matki karmiącej w nadziei, że od tego
ustąpią wzdęcia u dziecka. Nie wierzę w to - uważam, że to wielkie głupstwo.
Ale może ktoś mnie przekona?
Jakim cudem dziecko może dostać wzdęcia od kapusty, którą ja zjem? Przecież
mleko produkuje się z tego, co ja mam w osoczu krwi, a gazy w moich jelitach
biorą się z tych składników kapusty, z którymi nie poradził sobie mój przewód
pokarmowy. Skoro ja dostaję wzdęcia od tego, czego nie daję rady strawić, to
z definicji nie dostanie się to do mojej krwi, a tym samym do mleka. Kiedyś
słyszałam ostrzeżenie przed suszonymi śliwkami, że od nich dziecko może
dostać rozwolnienia - no to już jest skandaliczna bzdura, trzeba nie mieć
pojęcia o tym jak działa przewód pokarmowy, żeby uważać, że celuloza dostanie
się do osocza krwi i do mleka. Przecież nie mamy we krwi kawałków śliwek ani
kapusty tylko same małe, proste cząstki - cukry, białka, itd. Z alergiami też
jest ściema - wyjątkowo rzadko dochodzi do uczulenia się dziecka karmionego
piersią na to, co zjadła matka. Są mechanizmy, które przed tym zabezpieczają,
inaczej to by było bardzo niebezpieczne dla dziecka. Zastanawia mnie też
fakt, dlaczego tylko w Polsce zaleca się matkom karmiącym głodzenie się - w
Stanach na przykład nikt nie słyszał o eliminowaniu z diety kobiety karmiącej
warzyw i innych ważnych składników odżywczych, bo niby dziecko dostanie kolki.
Dzieci mają wzdęcia, bo piją dużo tłustego mleka, które zawiera masę laktozy,
a wogóle nie zawiera błonnika. Co do kolek - to jest termin bardzo
nadużywany, często dzieci płaczą z nerwów, z niepokoju, a ludzie od razu
twierdzą, że to kolka. Z tego co wiem, większość zmian na skórze też nie ma
charakteru uczuleniowego - skóra niemowlęcia przechodzi przez różne fazy,
kiedy przystosowuje się do nowego środowiska.
Ot i co. Nie chcę nikogo zezłościć, piszę tylko, jakie mam w tej kwestii
przekonania, a jeśli ktoś umie mi wytłumaczyć w jaki sposób w moim krwiobiegu
miałyby się znaleźć kawałki kapusty - będę wdzięczna.
Dodam tylko, że jem wszystko od pierwszych dni życia mojego dziecka - miewa
wzdęcia, gazy, czasami pręzy się przy jedzeniu, ale w żaden sposób nie zależy
to od tego, co akurat zjadłam. Nigdy nie miała kolki.
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 09:13
      Słynna Tracy pisała również, że nieuzasadnione jest eliminowanie z diety ostrych przypraw i potraw wzdymających, taką dietę powszechnie stosują kobiety na Wschodzie, np. w Indiach, i nie ma ona związku z występowaniem kolek u dziecka. Jakkolwiek nie przemawiają do mnie metody Tracy, z tym stwierdzeniem akyrat się zgadzam.
      A jak przeczytałam o tych kawałkach kapusty we krwi... :-DDDDDD aż się zakrztusiłam.
      Z medycznego punktu widzenia kolki i wzdęcia u dziecka związane są głównie z dużą zawartością laktozy w mleku kobiecym oraz z zaburzeniami ssania (wiem z własnego przykładu, mimo stosowania ostrej diety eliminacyjnej przeze mnie, problem został zażegnany dopiero przejściem na mleko niskolaktozowe).
      Pozdrawiam
      Marta
      • andaba Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 09:31
        Ja cię nie przekonam. Przed wyjazdem do szpitala, w celu urodzenia dziecka,
        zawsze gotowałam gar bigosu, aby rodzina miała co jeść, jak mnie nie będzie.
        Wracając z dzieckiem przy piersi, kończyłam z reguły ten bigos. Żadne dziecko,
        żadnych kolek nie miało. Nie wspominam o nabiale, bo jadłam zawsze normalnie i
        nawet przez myśl mi nie przyszło, żeby ograniczać przy karmieniu.
      • mamahani2 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 09:38
        Już dość długo jestem na tym forum i poraz pierwszy przeczytała coś tak
        fantastycznego !!! Jestem dokładnie tego samego zdania co Ty i nawet nie wiesz
        jak się cieszę że w końcu jest ktoś kto myśli tak jak ja! Ja też od narodzin
        córeczki jadłam wszystko łącznie z bigosem i fasolką po bretońsku i mała czuła
        się świetnie. W wieku 2 i 3 miesięcy dała mi nieźle popalić i oczywiście
        wszyscy mówili że to kolka. Nie słuchałam tych bzdur, bo przecież płacz
        niemowlęcia nie kończy się na kolce. Ona płakała bo taką widocznie miała
        ochotę!!! W nocy spała za to jak aniołek. Raz dostała wysypki od nowego
        mydełka, poszłam do lekarza żeby mi coś na to dała, a ona od razu stwierdziła
        że to alergia na białko mleka krowiego i przepisała nutramigen !!! mimo iż
        karmiłam piersią ( kazała odstawić ). Receptę po drodze wyrzuciłam do kosza,
        wysypka zeszła, a ja karmiłam do 8 m-ca.
        Teraz bardzo modna jest kolka i wszelkie alergie - podziwiam mamy, które nie
        jedzą nabiału przez cały okres karmienia - ja bym tak nie potrafiła ! A
        dzieciaczki od tego zdrowsze nie będą !
        Pozdrawiam.
    • mika_p Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 09:37
      Też bym chciała wiedzieć, dlaczego to działa. Ale działa, to co ja zjem ma
      wpływ na przewód pokarmowy mojego dziecka - Karolina ma zwyczaj ulewać jak ja
      zaczynam pić mleko krowie. Na początku żywota reagowala tak tez na pomidory,
      dopiero niedawno przestała, a latem na nektarynki.
      Skoro dziala tak, to czemu nie miałoby działąć dalej ?
      Autosugestię wykluczam, przed zaobserwowaniem korelacji niegdy nie słyszałam,
      aby dziecko ulewało w reakcji, kazali patrzeć tylko na kupy i wysypki.

      Coś w tym musi być.
      A wiara że to co jemy ma wpływ na mleko jest szereza niz granice naszego
      kraju :) pamietasz piuerwszy tom "Sagi o Ludziach Lodu"? Tam Dag (Dag mu było)
      jako niemowlę ma problemy ze skóra na pupie i Tengel zaleca, zeby krowę dojoną
      dla dziecka karmic sianem, a nie rzepą :)
      • mama_kotula Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 09:48
        Saga jest de best, ale tam duuużo magii było... więc może te kolki i wzdęcia to na zasadzie uroków jednak ;))))))))
    • shamsa Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 09:45
      zrob eksperyment

      zjedz kalafior /podobno 100% wzdecie/ i obserwuj dziecko
      wynik powinnas otrzymac w nocy. wszystko bedzie jasne bez czczej gadaniny

      i koniecznie podziel sie wnioskami, bo mi sie wydaje ze moja corka miala
      wzdecia po: kalafiorze, ciescie i ciastkach. okropnej wysypki od razu dostaje
      po miodzie, pomidorach i truskawkach
      jestem ciekawa czy to tylko moja wyobraznia, ale nie mam zamiaru probowac sama
      i zarywac kolejnej nocy

      nie jestem zwolennikiem zadnej teorii. bylabym bardzo szczesliwa mogac jesc
      wszystko. przyznasz jednak, ze jestes troche stronnicza mowiac sarkastycznie
      o "kawalkach kapusty" w mleku. dobrze wiesz, ze pokarm ulega rozlozeniu i
      przenika do krwi. byc moze w tych pokarmach sa jakies substancje, ktore
      przenikaja do mleka. nie wiem, nie znam sie. wiem tylko, ze moja corka nie
      strzela gazami z placzem odkad odstawilam wypieki i ciastka.
      • ezrapound eksperyment z kalafiorem 01.11.05, 10:30
        Jem kalafiory i brokuly regularnie. Nie obserwuję u dziecka żadnej szczególnej
        reakcji. Niech mi ktoś wyjaśni w jakim mechaniźmie miałoby to działać, naprawdę
        jestem ciekawa. Nie twierdzę, że na 100% mam rację - przecież nie pozjadałam
        wszystkich rozumów. Ale chętnie usłyszałabym jakieś racjonalne argumenty
        wyjaśniające na jakiej zasadzie to działa.
        Co do mleka krowiego, to sytuacja może być jednak trochę inna - tam w grę
        wchodzą białka, a nie kapuściane gazy.
    • gumitex Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 10:10
      Przekonać cię może tylko twoje własne dziecko. Twoje nie ma kolek, więc jesz
      wszystko i wydaje ci się, że tak powinno być u wszystkich dzieci. Moje też nie
      miały kolek, ale mają za to alergię. Wystarczy, że zjem coś co zawiera mleko
      np. ostatnio zjadłam pasztet, do którego nie wiem po co dodają mleko, i na
      drugi dzień mały ma całą buzię w krostkach. Niemożliwe? a jednak. Podobna
      reakcja jest po mleku kozim, owczym i ich przetworach, po pomidorach i po
      jajach kurzych. Na szczęście nie jest uczulone na pszenicę. Odpowiedzialne są
      za to białka, które przenikają do pokarmu. Podobno, gdyby zostały rozłożone do
      aminokwasów, nie byłoby reakcji alergicznej. Cieszę się, że twoje dziecko jest
      zdrowe i że w związku z tym nie masz tego problemu.
      • mama_kotula Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 10:20
        Ale tu chyba chodzi o wzdęcia bez podłoża alergicznego...
      • ezrapound Mleko 01.11.05, 10:32
        trochę prowokacyjnie zestawiłam nabiał z kapustą - bo mleko to pewnie
        faktycznie trochę inna historia, w grę wchodzą białka, więc może faktycznie
        dziecko może jakoś na nie reagować, nie wiem. Bardziej mi chyba jednak o tę
        kapustę chodziło, a o nabiał w kontekście wzdęć. Życzę zdrowia dla dzieciaczka,
        nie czuj się urażona moim postem bo nie chciałam absolutnie nikomu dokuczyć!
        • koteczka12 Re: Mleko 01.11.05, 10:52
          Coz, wiem ze wiele dzieci NAPRAWDE ma alergie, i nie chce nikogo urazic, ale za
          siebie powiem tyle:

          Juz wiem, skad przekonanie, ze teraz masa dzieci ma alergie. Na wielu forach
          internetowych o dziecku zauwazylam nastepujacy schemat listu (w nawiasach
          warianty):

          1. Moje dziecko mialo wysypke.
          2. Lekarz (kolezanka, ksiazka) powiedzial, ze to alergia i zalecil
          odstawienie mleka (jajek, miesa, zmiane plynu do kapieli, proszku do prania)
          3. Odstawilam i po dwoch tygodniach wysypka przeszla
          4. Moje dziecko jest alergikiem!

          Zastosowalam wariant zmieniony:

          1. Moje dziecko mialo wysypke
          2. Spojrzalam na wpisy na forach i do ksiazek
          3. Przeczekalam dwa tygodnie i wysypka przeszla
          4. Moje dziecko nie ma wysypki!


          A swoja droga, alergia zawsze sie jeszcze moze pojawic, ja sie nie
          zarzekam. Ale na razie ma cere jak platek rozy (bladorozowej).
        • shamsa Re: Mleko 01.11.05, 10:53
          kapusta, jak wiadomo, zawiera duzo bialka

          a moze to jest tak, ze jedni maja problem a drudzy nie?
    • monika19782 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 11:20
      Jem wszystko, nie pije tylko alkoholu, nie palę papierochów no i z kofeina nie
      przesadzam a to dlatego że przy pierwszym dziecku prawie się zagłodziłam bo
      posłuchałam " bardzo mądrej położnej". Umiar we wszystkim to podstawa.
      • monika19782 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 11:21
        dodam jesze ze to bardzo pożyteczny wątek, proponuje skopiować na Karmienie
        piersią
        • zona_mi Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 13:12
          Proponuję nie kopiować, bo to będzie spam.
          W odpowiedniej chwili zostanie przeniesiony na właściwe forum :)

          Pozdrawiam
          Zona
    • ka-ja Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 11:40
      Co dziecko to inna tolerancja.Nie da się wszystkiego uprościć, niestety.
      Pierwszy syn reagował dosłownie na wszystko wysypka,a teraz przy drugim nie mam
      tych problemów.
      • ezrapound kawa i alkohol 01.11.05, 11:47
        no właśnie, chciałam dodać, że oczywiście nie kwestionuję, że alkohol i kofeina
        przenikają do mleka - bo przecież te substancje mamy we krwi. Ale brokuły...?
        Cieszę się, że część dziewczyn uważa mój wątek za ciekawy i potrzebny - i
        jeszcze raz chcę podkreślić, że nie pragnę nikogo wyszydzić ani nikomu dokuczyć
        udając, że wszystko wiem najlepiej. Tyle, że naprawdę uważam, że te zalecenia
        dla karmiących matek są przesadzone i nieugruntowane rzetelną wiedzą - no i
        setki kobiet cierpią z powodu niedoborowej diety, żeby dziecko nie miało kolki.
        A z moich obserwacji wynika, że te dzieci, które mają kolki, mają je także
        wtedy, kiedy ich matki są już bliskie śmierci głodowej z powodu wyeliminowania
        prawie wszystkich produktów. Może to jednak jest jakiś wielki nonsens? Ja wiem,
        że o tym mówią pediatrzy i położne, ale to nie zawsze znaczy, że mają rację.
        Kiedy nasze mamy karmiły nas piersią, lekarze nakazywali im picie bawarki na
        zwiększenie ilości pokarmu. Przecież teraz śmiejemy się z tego zalecenia.
        Uważam, że nasze córki będą się śmiały z terroru kapuściano-brokułowego.
        • mama_kotula Re: kawa i alkohol 01.11.05, 11:48
          Naszym córkom pewnie wymyślą jakiś inny terror, choćby zakaz picia wody mineralnej, bo minerały przejdą do mleka i osadzą się w kanalikach mlecznych ;)
          • ezrapound minerały 01.11.05, 11:54
            ...no tak, i doprowadzą do zatorów i zapalenie piersi gotowe...
            • mynia0 Re: minerały 01.11.05, 13:06
              :)

              ja jadłam wszystko / może prawie wszystko, ale nie ze względu na dziecko, ale
              na siebie - miałam cesarkę i kłopoty z jelitami/. dziecku nic nie było ani po
              kapuście, ani po nabiale. ale za to jak zjadłam pomodora lub banana - kolka
              gotowa. próbowałam kilka razy i na pewno pomidor i banan dziecku nie słuzyły.

              wydaje mi sie, ze nie ma co generalizować - dzieci są różne - jedne wrażliwsze,
              inne mniej.
    • clio1979 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 14:53
      To bardzo ciekawe co piszesz. Może wiesz więcej na ten temat, bardzo ciekawi
      mnie zależność między moją dietą a produkcją mleka.
      Napisz proszę więcej.PZDR!
      • guruburu Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 15:05
        Ja też jem wszystko :) I córkę meczą czasem gazy w nocy ale zasadniczo bez
        różnicy, co zjem... A sama mam azs, raczej paskudny i w jednym ze wczesnych
        badan krwii wyszło mi, ze jestem uczulona na prawie wszystko, co można jeść (z
        produktów podstawowych, które występują prawie we wszystkim :(((), poza jajkiem
        i rybą, więc przez miesiąc nie jadłam prawie nic tzn. w kółko kilka 'pewnych'
        rzeczy i nic :( Wiec sobie dałam spokój, zaczęłam znów jeść a w następnym
        badaniu krwii wyszły tylko orzechy i soja. Soje też jem, dosyć często i nie
        reaguje w ogóle.
        Niestety, wszelkie alergie to b. skomplikowana sprawa :(
      • ezrapound Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 18:54
        Nie jestem pewna do kogo kierowałaś pytanie - jeśli chodzi o mnie, ja po prostu
        nie wierzę w to, że dziecko może dostać kolki od tego, że ja zjem kapustę.
        Uważam, że nie da się racjonalnie wytłumaczyć w jakim mechanizmie miałoby to
        następować. Nie chodzi o to, czy dzieci są wrażliwe, czy nie, tylko o to, że
        moim zdaniem, na podstawie mojej znajomości fizjologii trawienia, to jest po
        prostu NIEMOŻLIWE.
        Z alergiami jest trochę inna sprawa, tutaj nie twierdzę, że nie ma takiej
        możliwości, żeby dziecko uczuliło się na coś, co zje matka, uważam jednak, że
        zdarza się to niezwykle rzadko. Często diagnozuje się alergie bo to jest
        najłatwiejsze wyjaśnienie - zwłaszcza, że alergii i tak sie w zasadzie nie
        leczy. Więc to jest taki worek, do którego wrzuca się masę różnych objawów. Tak
        mi się wydaje, ale oczywiście nie twierdzę, że nie ma alergicznych dzieci.
        • laminja Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 08:34
          nasunęła mi się właśnie taka refleksja... Myslę, że wiele matek podświadomie
          chce być na bardzo ostrej diecie licząc na to, że szybciej schudnął ;)
          Oczywiście głośno przy tym narzekają, wzbudzając współczucie otoczenia, co też
          ma swoje plusy.
          • ezrapound chudnięcie 02.11.05, 19:17
            No właśnie, a ja za nic w świecie nie mogę schudnąć tego, co w ciąży przytyłam,
            a obiecywano mi, że karmiąc piersią zrzucę te pare kilogramów bez żadnego
            problemu. Może faktycznie to słynne chudnięcie podczas karmienia bierze się z
            tego, że kobiety prawie nic nie jedzą - tylko czy to napewno jest zdrowe dla
            matki i dla dziecka? A osteoporoza chociażby?
    • aniald1 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 16:12
      Ja jadłam właściwie wszystko jak karmiłam ale wiem, że dzieci są różne a kolki i
      alergie to nie żadna moda czy, jak ktoś napisał, wymysł. Dlatego ostrożnie z
      kategorycznymi stwierdzeniami.
      Pozdrawiam
      • patyczako Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 17:10
        ja tez jadlam wszystko na co niektorzy robili bardzo duze oczy - z tym ze
        produkty niewskazane w stylu kapusty bez przejadania sie i wszystko bylo ok
      • ezrapound Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 18:57
        Kolki to jednak jest trochę 'moda' - i choroba cywilizacyjna. Jakiś czas temu
        nikt nie słyszał o kolkach, a teraz nagle wszystkie dzieci je mają (w tak
        zwanych społeczeństwach wysoko rozwiniętych, bo nie w kulturach 'prymitywnych',
        gdzie nie ma położnych środowiskowych, żeby zabraniać jedzenia kapusty). Nie
        twierdzę, że to nie jest problem - jak dzieciaczek płacze i pręży się, to to
        jest wielki problem. Po prostu nie wierzę, że zagłodzenie się przez matkę
        rozwiąże tę kwestię - uważam, że trzeba szukać innych sposobów. Lekarzom też
        najłatwiej jest stwierdzić kolkę - bo przecież na nią NIE MA LEKARSTWA, trzeba
        przeczekać...
        • aniald1 do ezrapound 01.11.05, 23:00
          Czytam, czytam i nie wierzę!!! Rozumiem, że Twoje dziecko nie miewa "modnej"
          kolki. Szczęściara. Moja Julka nie miała nigdy kolki (jednak znam dzieci bardzo
          "kolkowe") ale nie staram się uogólniać i nie stwierdzam, że kolka to wymysł.
          Nikt nie mówi o tym aby matka miała się zagłodzić ale jak usunie niektóre
          produkty ze swojej diety to na prawdę nic się nie stanie.
          • ezrapound Re: do ezrapound 02.11.05, 07:48
            Oczywiście, że nic się nie stanie - i kolka też nie przejdzie, moim zdaniem. O
            tym jest ten wątek. Nie oburzaj się bo nie wymierzam tego przeciwko żadnej
            matce - wydaje nam się, że wciskają nam kit, w żaden sposób naukowo nie
            potwierdzony, ta samo mądry jak ta bawarka, którą zapijały się nasze mamy.
            • ezrapound do aniald1 - pytanie 02.11.05, 08:01
              a właściwie, to po prostu Cię zapytam - czy te kolkowe dzieci Twoich koleżanek
              przestają mieć kolkę od tego, że ich matki nic nie jedzą? Moja bliska
              przyjaciółka była przez rok czas na bardzo niedoborowej i w moim przekonaniu
              super niezdrowej diecie (prawie samo gotwane mięso) z powodu kolki u swojego
              synka. Kolka przeszła mu dopiero po paru miesiącach, kiedy dojrzał układ
              pokarmowy. Jej głodzenie się nie miało na nią żadnego wpływu.
              I nie złość się, nie atakuję ani Ciebie, ani nikogo innego, atakuję pewne
              uświęcone twierdzenia, bo może nie są w stu procentach prawdziwe.
              • aniald1 Re: do aniald1 - pytanie 03.11.05, 10:40
                ezrapound napisała:

                > Moja bliska
                > przyjaciółka była przez rok czas na bardzo niedoborowej i w moim przekonaniu
                > super niezdrowej diecie (prawie samo gotwane mięso) z powodu kolki u swojego
                > synka. Kolka przeszła mu dopiero po paru miesiącach, kiedy dojrzał układ
                > pokarmowy. Jej głodzenie się nie miało na nią żadnego wpływu.
                >


                Mam wrażenie, że pomyliłaś kolkę z jakąś alergią. Dzieci nie mają z reguły
                typowych kolek przez cały pierwszy rok!!!!
                • ezrapound Re: do aniald1 - pytanie 03.11.05, 11:27
                  Szkoda, że nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
            • aniald1 Re: do ezrapound 03.11.05, 10:38
              ezrapound napisała:

              > Oczywiście, że nic się nie stanie - i kolka też nie przejdzie, moim zdaniem.

              uff, odetchnęłam z ulgą. to na szczęście Twoje zdanie. moja najbliższa
              przyjaciółka miała dziecko z kolką i faktycznie przez 3 pierwsze miesiące
              musiała bardzo uważać na to co zjadła i z dzieckiem faktycznie było duzo, duzo
              lepiej. Jak tylko zdjadła coś ciężkostrawnego wyłączonego z diety dziecko miało
              kolkę.
              • ezrapound Re: do ezrapound 03.11.05, 11:55
                "uff, odetchnęłam z ulgą. to na szczęście Twoje zdanie"

                Czy w którymkolwiek momencie napisałam, że posiadam absolutną prawdę, znam
                rozwiązanie wszystkich problemów, a wszyscy, którzy się ze mną nie zgadzają to
                idioci? Cały czas przedstawiam tylko swoje zdanie, wyluzuj trochę bo dziecko
                kolki dostanie od Twojej złośliwości, prędzej niż od brokuła.
                • aniald1 Re: do ezrapound 03.11.05, 13:25
                  ezrapound napisała:

                  Cały czas przedstawiam tylko swoje zdanie, wyluzuj trochę bo dziecko
                  > kolki dostanie od Twojej złośliwości, prędzej niż od brokuła.

                  Oj widzę masz dziś niezbyt dobry dzień. Ja o brokułach nic nie pisałam. Troszkę
                  denerwują mnie tylko wypowiedzi osób, które wychowały najczęściej jedno dziecko
                  (a tak swoją drogą to ile masz dzieci?) i chcą uogólniać np. moje dziecko nie
                  miało kolki choć jadłam wszystko więc kolka to wymysł.
                  Myślę, że szkoda czasu na utarczki słowne :-)))))Życzę miłego dnia.
                  ps. Moja Julka ma 28 miesięcy więc kolki Jej raczej już nie grożą.
                  Pozdrawiam
                  • ezrapound Re: do ezrapound 03.11.05, 13:49
                    Jasne, że szkoda czasu na utarczki słowne. Ale też nie przekręcaj tego, co ja
                    napisałam, ani nie przypisuj mi intencji, których nie miałam. Z nikogo nie
                    drwię, nie kwestionuję niczyich doświadczeń. Dzielę się po prostu swoimi
                    przekonaniami, jak się okazuje, dla paru osób są one w jakiś sposób
                    wartościowe. Pozdrawiam jak najbardziej pokojowo!
    • kontoani Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 01.11.05, 21:55
      no cóż. Nie jestem lekarzem, alergologiem czy innym profesonalistą w kwestii
      dziecięcych dolegliwości, ale zaobserwowałam 2 fakty:
      1. moje dziecko miało wzdęcie raz jedyny w życiu - nie wiem czy to przypadek
      czy reakcja przyczynowo-skutkowa ale jakies 3-4 godziny przedtem zjadłam obiad
      w którym w ramach jarzynki występowała gotowana kapusta. Pyszna była, ja od
      dawna jej nie jadłam, więc "wcięłam" sporo (poza tym od urodzenia Hanki jej nie
      jadłam, ale to było niejako "na zapas", bo naczytałam sie tych wszystkich diet
      dla matek karmiących). To był pierwszy raz gdy jej spróbowałam, bo uznałam ze
      Hanulec juz jest wystarczająco duży i mogę sobie na to pozwolić. Okazało się
      jednak ze raczej nie mogę.
      2. Hanka miala suche krostki na policzkach. Odstawilam produkty mleczne - po
      tygodniu zeszły. Po pewnym czasie skusiły mnie pierogi leniwe (z serem) -
      Hanulicy wyszły znów krostki. Po paru dniach zeszły. Potem przez jakiś tydzien
      pozwalałam sobie na masło do kanapek - w efekcie znów krostki u Hanki.
      Odstawiłam masło - parę dni i buzia gładka.
      No tak. Nie wiem jak to sie dzieje, co przenika i jaką drogą. Fakty są takie
      jak powyżej. W zwiazku z tym nadal nie jem kapusty i jestem zdania ze moje
      dziecko nie toleruje mleka krowiego. Czy sie nie mylę? Nie wiem.
      • ezrapound kontoani 02.11.05, 07:54
        Tak jak już wcześniej napisałam, alergia na białko mleka krowiego to moim
        zdaniem trochę inna historia niż kolki i tym podobne, tutaj nie twierdzę, że to
        jest przesąd. To ciekawe, co piszesz o kapuście bo to by dowodziło, że całkiem
        nie mam racji - ciekawa tylko jestem jaki byłby fizjologiczny mechanizm
        przenikania składników z kapusty do mleka - to znaczy co konkretnie może
        przeniknąć i w jaki sposób - miałam nadzieję, że może ktoś coś takiego napisze,
        zamiast tylko mieć do mnie pretensje, że śmiem podważać taką ogólnie przyjętą
        śwętą prawdę. Bo co do większości tych zaleceń dla karmiących dotyczących tego
        co mają eliminować - jestem głęboko przekonana, że to całkowita bzdura. Na
        przykład te śliwki suszone. Ale może z tą nieszczęsną kapustą jest inaczej?
        Jeśli ktoś wie na 100 procent, niech napisze.
        • shamsa mit kapusty 02.11.05, 08:52
          > Tak jak już wcześniej napisałam, alergia na białko mleka krowiego to moim
          > zdaniem trochę inna historia niż kolki i tym podobne,

          > ciekawa tylko jestem jaki byłby fizjologiczny mechanizm
          > przenikania składników z kapusty do mleka - to znaczy co konkretnie może
          > przeniknąć i w jaki sposób - miałam nadzieję, że może ktoś coś takiego
          napisze,

          bialko mleka krowiego moze przenikac do krwi i mleka matki, a bialko kapusty to
          juz nie moze? pytasz o mechanizm - moze byc dokladnie taki sam jak ten z
          mlekiem krowim

          przykro mi jak czytam jak zadowolone z braku problemow z trawieniem swoich
          dzieci zaprzeczacie, ze moje dziecko je moze je miec. to bardzo fajnie ze
          dostalyscie
          takie dzieci w prezencie, ale to nie znaczy ze mozecie od razu twierdzic ze
          kapusta jest mitem, a mamy na diecie zabobonnymi idiotkami. przykro mi, bo tez
          chcialabym jesc wszystko i chcialabym zeby moje dziecko nie plakalo po nocach
          kiedy cos sobie zjem. jestem tym juz bardzo zmeczona.

          czytalam tracy hogg i jadlam rozne rzeczy bo wg niej to jest wlasnie mit.
          niestety nie wyszlo nam to na dobre

          naprawde chcialabym zebyscie mialy racje
          • ezrapound do Shamsa 02.11.05, 19:37
            Hej, a kto konkretnie napisał, że jesteś zabobonną idiotką? Albo, że dzieci nie
            moglą mieć problemów z trawieniem? Moje dziecko też je ma - tyle, że nie
            wierzę, że drastyczne ograniczenie diety cokolwiek zmieni.
            W kapuście to akurat nie ma dużo białka, jest go tyle, ile musi być w każdym
            żywym organizmie. Nigdy nie słyszałam, że wzdęcia dostaje się akurat od
            kapuścianego białka. Jeśli ograniczanie Twojej diety pomaga Twojemu dziecku, to
            super, dobrze, że znalazłaś sposób na rozwiązanie Waszych problemów. Nie mam
            pojęcia o co masz do mnie w związku z tym pretensje. Większość kolkowych dzieci
            ma kolki niezależnie od tego jak bardzo ich matki się głodzą - i to jest myśl,
            którą tu poddałam pod dyskusję. Nie czuj się atakowana, kiedy nikt Cię nie
            atakuje. Zdrowia życzę i przespanych nocy!
            • shamsa Re: do Shamsa 03.11.05, 02:09
              > Uważam, że nie da się racjonalnie wytłumaczyć w jakim mechanizmie miałoby to
              > następować. Nie chodzi o to, czy dzieci są wrażliwe, czy nie, tylko o to, że
              > moim zdaniem, na podstawie mojej znajomości fizjologii trawienia, to jest po
              > prostu NIEMOŻLIWE.

              slowa klucze: racjonalnie i niemozliwe

              a poza tym to jest swietny temat na jakies badania. tylko czemu nikt ich nie
              robi?
              • ezrapound Re: do Shamsa 03.11.05, 08:43
                To, że nie da się czegoś racjonalnie wytłumaczyć, a mimo to ktoś w to wierzy,
                nie znaczy jeszcze, że jest głupi. Naprawdę nadinterpretujesz. Ani przez chwilę
                nie nabijałam się z kobiet, które głodzą się w najlepszej wierze, żeby pomóc
                swoim dzieciom. Przecież wszyscy nam to powtarzają, wyeliminuj to, wyeliminuj
                tamto. Na podstawie tego co ja wiem o trawieniu, pomysł, aby zjedzona przeze
                mnie kapusta miała szkodzić mojemu dziecku wydaje mi się niedorzeczny. Dzielę
                się z Wami tą myślą, nie po to, żeby komukolwiek dokuczyć (nie wiem już ile
                razy to powtórzyłam w tym wątku) tylko po to, żeby się wspólnie zastanowić. A
                jeśli ktoś przeprowadziłby badania (tylko, że mi się wydaje, że z medycznego
                punktu widzenia to to unikanie kapusty po prostu jest kitem, to jest raczej
                takie paramedyczne zalecenie dla karmiących) i na sto procent udowodnił, że
                niepotrzebnie eliminujemy wszystkie te składniki z diety, nie wolałabyś o tym
                po prostu wiedzieć??? Żeby mieć świadomość, że w ten sposób nie pomagasz
                dziecku i może trzeba szukać innych sposobów? Chciałam spowodować dyskusję,
                może ktoś mądry się wypowie i rozstrzygnie tę kwestę jakoś bardziej
                przekonywująco niż ja to potrafię zrobić. Ja uważam, że gazy w moich jelitach
                po zjedzeniu kapusty są produktem fermentacji bakteryjnej na resztkach, które
                są w moich jelitach. I w związku z tym nie ma możliwości, żeby te gazy w jakiś
                sposób znalazły się we krwi a potem w mleku. Dlatego napisałam, że zgodnie z
                moim wyobażeniem o tym, co dzieje się w przewodzie pokarmowym, taki związek
                jest niemożliwy. Nie muszę mieć racji, nie jestem wcale tego na sto procent
                pewna, sama chciałabym wiedzieć jak to naprawdę jest. Doprawdy, nie wyszukuj w
                moich wypowiedziach czegoś obraźliwego w stosunku do siebie bo niczego takiego
                w nich nie ma. Raz jeszcze pozdrawiam i życzę dużo zdrowia, mam nadzieję, że
                zostały Ci jakieś produkty, które możesz bezpiecznie jeść bez zaszkodzenia
                dziecku i że nie umrzesz z głodu i ze zmęczenia zanim skończysz karmić piersią.
                Nie gniewaj się na mnie bo nie miałam zamiaru nikogo urazić. Wszystkiego
                dobrego!!!
    • wenus.z.willendorfu Mit kapusty 02.11.05, 08:16
      cóż, ja po urodzeniu dziecka nie przejmowałam się specjalnie tzw. dietami dla
      karmiących, bo nawet lekarz stwierdził, że jak małej coś się będzie działo, to
      wtedy przyjdzie pora na eliminację niektórych produktów. Frutka nigdy nie miała
      problemów żołądkowych.
      Z drugiej jednak strony, gdzieś od 2 miesiąca życia miała alergię na białko
      mleka krowiego i była ona ewidentna: wysypywało ją momentalnie

      A te kawałki kapusty w krwiobiegu... genialna wizja :-)))
    • laminja Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 08:29
      moje dziecko jest uczulone na mleko i produkty mleczne (reaguje atopowym
      zapaleniem skóry) ponoć właśnie dlatego, że wprowadziłam je za wcześnie do
      diety. Zrobiłam całą masę badań i wszyscy lekarze są tego samego zdania...

      Choć ogólnie zgadzam się z tym co piszesz. Bardzo dużo u nas przesady (dotyczy
      to już diety kobiety ciężarnej).
    • falka32 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 09:31
      kapusta to mały pikuś, ja natomiast się zastanawiam nad zakazem picia gazowanych
      napoi podczas karmienia, tez w ramach profilaktyki wzdęć. Bo bąbelki są chyba
      jednak za duże, zeby przejśc przez ściany komórek do krwi...
      • guruburu Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 09:50
        hmm... bije się w piersi, ale od czasu do czasu zdarza mi się łyknąć colę lub
        inne gazowane paskudzctwo (kawy nie pijam nigdy wiec tylko cola mnie czasem
        ratuje :) i tez nic nie zauwazylam, choc naturalnie jak już pisałam, moja córka
        miewa wzdęcia. Ale tu chodzi chyba o dwutlenek węgla. A wczoraj był na kolację
        kalafior i efekt - jedna z najspokojniejszych nocy :)))
        Niestety, uogólniać się nie da!
        A azs jest chorobą dziedziczną. I na ogół nie wystarczy spotkanie z jednym
        alergenem, zeby się pojawił. Paskudzctwo wyjatkowe.
        Co do kolek encore - jak się wexmie taką książkę jak np. "pierwszy rok dziecka'
        to tam ewntualnych przyczyn kolek jest długaśna lista, a dieta matki to jedynie
        jeden z punktów.
      • jakw Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 03.11.05, 11:15
        A mi się wydaje, że chodzi o te paskudztwa, które dodają do napoi gazowanych. Bo
        wodę mineralną gazowaną pijałam, pijam i nigdy nic się nie działo. Ale jak
        kiedyś wypiłam szklankę coli to kolka była ponadstandartowa :-((
        • ezrapound coca-cola 03.11.05, 14:05
          Wydaje mi się, ze w takich napojach gazowanych jest dużo różnych syfów, typu
          konserwanty, syntetyczne dodatki smakowe i inne świństwa, które pewnie
          przenikają do krwi na takiej samej zasadzie jak pestycydy i inne trucizny. Być
          może wrażliwe dziecko może na te substancje reagować, to się wydaje rozsądne.
    • janka19 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 09:58
      Ezrapound, popieram w całej rozciągłości.
      Moja znajoma przez miesiąc była na totalnej głodówce, kolki jak były tak były.
      Kwestia dojrzałości ukł. pokarmowego.
      Moja mała piła zbyt zachłanie,łykając przy tym mnóstwo powietrza. Kolek nie
      było ale gazy i okszem.


      Bąbelki nie przechodza przez ściany naczyń krwionośnych, ew. zawrty w napojach
      dwutlenek węgla.
    • ropusia Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 10:32
      Witam!
      To ja o kapuście, ale inaczej:)
      Na pierwszej wizycie po powrocie ze szpitala położna POLECAŁA mi codziennie
      surówkę z jabłka, marchewki, kiszonej kapusty i oliwy. Tłumaczyła, że mój
      organizm jest osłabiony po zimie (urodzłam na wiosnę) i po ciąży i taka surówka
      bardzo się przyda. Jadłam tę surówkę i było dobrze. Po 2-3 miesiącach zaczęły
      się u syna wysypki itp. Była ta reakcja m.in. na ... jabłka! Przez te prawie 3
      miesiące jadłam prawie wszystko, potem zaczęłam się ograniczać. Dziecko źle
      reagowało na jabłko, mleko, pomidory, czekoladę. Natomiast kompletnie nie
      przeszkadzały mu np. frytki czy schabowy. Bigosu nie miałam okazji zjeść a
      samej robić mi się nie chciało:).
      Piszę jednak o tym, by pokazać, że nie wszystkie położne każą ograniczać dietę.
      Moja wychodzi z założenia, że można jeść wszystko, byle nie przesadzać z
      ilością. Powiedziała mi, że jeśli dziecko ma mieć kolkę, to będzie ją miało,
      choćbym nic nie jadła.
      Mojemu dziecku akurat szkodzą zjedzone przeze mnie jabłka (tylko surowe)- które
      uważane są za zupełnie niegroźne. Nie wiem jak to działa, ale działa.
    • kicia031 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 10:49
      Hmm, ja tez bylam podobnego zdania co ty, zwlaszcza ze moj starszy synek nie
      mial zadnych problemow z brzuszkiem, kolkami itp. A ja jadlam kapuste,
      truskawki, cytrusy, mleko i wszelkie inne zakazane rzeczy. Ale kiedy urodzil
      się Groszek i zaczely się schody z jego nietolerancjami pokarmowymi, zaczelam
      do tego inaczej podchodzic. Uwierz mi, gdyby twoje dziecko kupkalo krwia za
      każdym razem kiedy zjesz jabłko albo napijesz się soku jabłkowego, szybko bys
      przeszla na diete eliminacyjna i nie medytowala na temat ludzkiej fizjologii
      tylko robila wszystko, żeby twojemu maleństwu się poprawilo. Niestety, nie
      wszystkie dzieci znosza dobrze dietetyczne eksperymenty swoich mamus, twoje nie
      ma takich problemow, tylko pozazdrościć, ale niestety nie wszyscy maja takie
      szczescie.
      • ezrapound "medytowanie" 02.11.05, 18:22
        Wiesz, lubię tak sobie pomedytować o ludzkiej fizjologii - żeby wiedzieć co
        NAPRAWDĘ może pomóc mojemu dziecku, a co jest tylko z palca wyssanym głupstwem
        i kitem. Krew w kale świadczy o jakichś bardzo poważnych schorzeniach, ani
        przez chwile o takich tutaj nie pisałam. Piszę o zwykłych niemowlęcych
        przypadłościach, o tak zwanej "kolce", gazach i wzdęciach, które przytrafiają
        się wszystkim niemowlętom. Nie o poważnych chorobach, które wymagają leczenia.
      • ezrapound do Kicia031 - ważne 02.11.05, 18:39
        rozmawiałam o Twoim poście z moim mężem, który jest lekarzem - z pewnością to
        wiesz i wogóle niepotrzebnie o tym pisze, ale on powiedział, ze malutkie
        dziecko z krwią w kale wymaga bezwzględnie natychmiastowej hospitalizacji
        ponieważ krwawienie z przewodu pokarmowego jest bardzo niepokojącym objawem i
        może świadczyć o jakiejś niebezpiecznej chorobie. Pomyślałam, że na wszelki
        wypadek napiszę o tym, chociaż jestem pewna, że wiesz, jak dbać o swoje dziecko
        i absolutnie nie jest moim zamiarem pouczanie Ciebie. Ale to już nie są żarty
        ani temat do dywagowania na forum tylko naprawdę poważna sprawa wymagająca
        natychmiastowej interwencji lekarza.
        Moja poprzednia odpowiedź była raczej oschła bo zirytowało mnie
        to "medytowanie" - ale naprawdę nie kieruję swoich postów przeciwko nikomu.
        Przykro mi, że Twoje maleństwo ma kłopoty, trzymam kciuki, żeby jak najszybciej
        wyzdrowiało i żebyś mogła jeść całe tony jabłek, skoro mówisz, że teraz nie
        możesz. Pozdrawiam najserdeczniej!
      • aaasta Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 18:40
        Moja córeczka też miała krew w kale i też myślałam, że to od diety - okazało
        się, że to jej układ pokarmowy dojrzewał. Po prostu pękła trochę śluzówka przy
        odbycie - kiedy robiła kupkę z wysiłkiem i stąd ta krew.
    • mamapiotra Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 10:49
      zaraz po urodzeniu piotrusia miałam Wieeeeeeeelką ochote na orzeszki solone. połoznym wmawiałam, ze to dla męza. i wbrew zapewnieniom wykfalifikowanego personelu małemu nic nie było. podobnie z mlekiem, napojami gazowanymi. jedynie kawa z gruntem zle działa na dziecko. nie chce ssac. jeden łyk i ryk :)
      • madelaine6 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 14:14
        mamapiotra napisała:
        jedynie kawa
        > z gruntem zle działa na dziecko. nie chce ssac. jeden łyk i ryk :)

        Co to jest kawa z gruntem?:)))Naprawde nie wiem,dlatego pytam?
        • mama_kotula Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 18:32
          madelaine6 napisała:

          > mamapiotra napisała:
          > jedynie kawa
          > > z gruntem zle działa na dziecko. nie chce ssac. jeden łyk i ryk :)
          >
          > Co to jest kawa z gruntem?:)))Naprawde nie wiem,dlatego pytam?

          Przejęzyczyła się bida... chodziło chyba o kawę z gruntu... aczkolwiek ja wolę rozpuszczalną :)))))))) i z filiżanki.
          • mamapiotra Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 03.11.05, 09:42
            kawa z fusami :))))))))))
    • betka100 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 20:00
      witam,strasznie zainteresował mnie twój post i rzeczywiscie to co mówisz jest
      jak świtełko w tunelu,bardzo chciałabym pójść zatym swiatełkiem (jestem mamą
      3tyg. synka i wolałabym uniknąc wszystkich ewentualnych głodówek)ale...mam
      pytanie na które moze się obrazisz a moze nie,nie jest to absolutnie żadna
      prowokacja! otóż skąd sie bierze twoja wiedza na temat naszej fizjologi; piszesz
      o swoich doświadczeniach (rozumiem z dziecmi które miały/nie mieały kolki),
      chodzi mi oto czy jesteś może lekarzem, bądz z jakichś innych powodów masz
      wiedzę,kontakt z dziećmi, czy jesteś autorytetem choć troche bardziej niz ja w
      tej sprawie. To co piszesz brzmi świetnie, jesteś bardzo pewna siebie, ale
      równie pewnie brzmią wypowiedzi dziewczyn o kolkach...Wiem, to jest pytanie
      osobiste, ale jesli mam sie sugerować Twoją wypowiedzią to chciałabym też
      wiedzieć kim jesteś, bo o kolkach przekonują mnie czasopisma, koleżanki, lekarze
      rady w TV,pismach... I jeszcze jedna rzezcz- jak wytłumaczysz fakt że te
      specyfiki które są dostępne w aptekach na kolkę pomagają??? ja sama tego
      doświadczyłam dwa razy mały darł sie w niebogłosy cały dzień, po podaniu
      plantexu zasnął jak aniołek.
      Pozdrawiam.
      • falka32 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 20:09
        ja przed chwilą przeczytałam w ulotce o kolkach, ze jedną z głównych ich
        przyczyn jest niedobór u dziecka enzymu trawiącego laktozę (czyli mleko). Czyli
        powodem jest to, ze dziecko jest jeszcze małe :) a nie żadna dieta, bo żadne
        dieta nie wyeliminuje chyba laktozy z mleka matki, nie :)))))

        A co do leków pomagających na wzdęcia, (tych zawierających simetikon) to
        działają one jakby machanicznie, zmniejszając napięcie powierzchniowe (czyli że
        bańki się nie mogą zrobić :))))
        • shiva772 Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 02.11.05, 20:39
          Kolki to jedna sprawa a przenikanie do pokarmu tego co je mama to inna sprawa.
          Termin kolki jest nadużywany. Każdy problem z brzuszkiem nazywany jest kolką a
          przecież przez te pierwsze 3 miesiące te prężenia się i płacze to nic innego
          jak dostrajanie się niedojrzałego układu pokarmowego. Układ ten nie działał w
          czasie życia płodowego a tu nagle bum: amciu pepciu co chwilę...Przyczyny tej
          prawdziwej kolki nie są znane.
          Jeżeli chodzi o przenikanie "kapusty" do pokarmu. Nie wiem jak to się dzieje
          ale sprawdziłam na synku wiele potraw. No i przenikają. Jak się napiłam mleka
          sojowego to myślałam, że mi dziecko skona.Pomidor ze sklepu=wymioty, pomidor z
          działki=ok. I wiele, wiele innych tego typu przykładów. Testy i próby pomidora
          i soji były robione kilkanaście razy, zawsze jest to samo.
          • ezrapound do Shiva 02.11.05, 22:00
            Kochana, a na ten pomidor to akurat umiem Ci z dużą pewnością siebie
            odpowiedzieć - co innego kapusta, a co innego pestycydy, czy jakieś inne syfy.
            Oczywiście, że rozmaite tego rodzaju trucizny przenikną do mleka, bo przenikają
            do krwiobiegu! Także tutaj nie ma wogóle żadnej magii.
      • ezrapound do Betka100 02.11.05, 21:58
        Hej! Słuchaj, nie jestem niestety lekarzem ani żadnym wogóle autorytetem w
        dziedzinie fizjologii i żywienia. Mój mąż jest lekarzem, on podziela moje
        zdanie na temat sławetnej kapusty, ale nie chce udawać, że pozjadał wszystkie
        rozumy i wie wszystko, poza tym nie jest ani pediatrą, ani jakimś specjalistą
        od żywienia konkretnie. Mamy czteromiesięczną córeczkę, która miewa, tak jak
        przeciętne niemowle, rozmaite wzdęcia i gazy. Nie zauważyłam korelacji z moją
        dietą. Ten wątek - i wcale nie chciałam być taka pewna siebie - to wynik moich
        przemyśleń, po prostu staram się brać rzeczy na zdrowy rozsądek.

        Są dwie sprawy:
        Pierwsza, to kwestia "kolki" i tego, czym ona jest. Ja nie zaprzeczam, że
        dzieci mają kłopoty z trawieniem, to, co potocznie nazywamy kolką, chociaż
        często nadużywamy tego określenia (bo kolka to jest płacz trwający przynajmniej
        godzinę, często dwie lub trzy godziny, non stop, codziennie o podobnej porze,
        przez przynajmniej 3 tygodnie). Owszem, są kłopoty brzuszkowe, ale wydaje mi
        się, że często dzieci mają kłopoty innego rodzaju (niepokój, zbytdużo bodźców,
        przemęczenie) - a my często interpretujemy to jako kolkę, no bo teraz wszyscy w
        kółko mówią o tej kolce, więc to jest taka pierwsza myśl.

        Druga sprawa, to kwestia tego, czy ewentualne kłopoty brzuszkowe (niech
        będzie "kolka") faktycznie zależą od diety matki. I ja uważam, że chyba nie.
        Wydaje mi się, że dziecko ma te problemy (gazy, wzdęcia, itd) ponieważ ma
        niedojrzały przewód pokarmowy, ponadto, pije dużo mleka, które zawiera laktozę
        a wogóle nie zawiera błonnika. Tak mi się wydaje. W karmieniu naturalnym to
        jest właśnie niesamowite, że organizm kobiety stanowi taki naturalny filtr,
        przez który przechodzą wszystkie substancje zanim trafią do dziecka (to my je
        dla dziecka trawimy, to JA trawię tę nieszczęsną kapustę a nie moje dziecko).
        Powiem Ci jakie dwa fakty (poza podstawową znajomością fizjologii) są źródłem
        moich przemyśleń: 1: mamy kolkowych dzieci głodzą się a kolka nie przechodzi 2:
        w krajach takich jak Indie czy Chiny kobiety jedzą ostre, smażone, warzywne
        potrawy, i nie ma tam epidemii kolek.

        Niestety to wszystko to tylko moje subiektywne przemyślenia. Nie mogę doradzać
        Ci w roli eksperta, bo to jest moja "wiedza radosna", nie coś, co byłoby
        ugruntowane badaniami czy wykształceniem. I wcale nie jestem tak na 100 procent
        pewna, czy mam racje. Tak mi się wydaje, ale nie wiem z całą pewnością i
        szanuję zdanie kobiet, których doświadczenie zdaje się wskazywać na to, że nie
        mam racji. Niemniej jednak nikt mi narazie nie wytłumaczył na jakiej zasadzie
        ta nieszczęsna kapusta mogłaby szkodzić dziecku karmionemu piersią.
        • jakw Re: do Betka100 03.11.05, 11:12

          >
          > w krajach takich jak Indie czy Chiny kobiety jedzą ostre, smażone, warzywne
          > potrawy, i nie ma tam epidemii kolek.
          >
          Ale w wymienionych krajach pewnie nie czytają mądrych książek, zaleceń i nie
          wiedzą, że po ostrym, smażonym, surowym itp kolka występuje.
          A może to polega na tym, że mama jest zestresowana, że zjadła coś
          "niedozwolonego" i małego człowieczka potem brzuszek boli...
          A może to jest to, że jak się np. przyprawia jakąś smażoną potrawę na ostro to
          przyprawia się ją jakimś paskudztwem typu: "przyprawa ostra do indyka"?
          Sama nie wiem. Jak kiedyś (przy starszej córze jeszcze) zjadłam jakąś kukurydzę,
          to i mnie wzdęło, i ją. Ale jak kiedyś zjadłam tylko śniadanie (obiadu jakoś nie
          zdążyłam) to i tak miała wieczorem kolkę...
    • mama_debiutantka hmmm 03.11.05, 01:02
      dieta odpowiedialnej matki karmiącej składa sie z butelkowanej wody
      niskomineralizowanej i puszkowanego powietrza z himalajów ;)
      trochę mniej odpowiedzilne włączają do repertuaru ryż, marchewkę i pieczone
      jabłka. a sybarytki dorzucają kurczaka z wody.

      swego czasu też usiłowałam dojść, o co to chodzi z tą dietą - zwłaszcza, że
      jednym z pierwszych słoiczków dla bobasów są brokuły. no i tu zagwozdka: mama
      zje - kolka, bobo zje - wszystko cacy. podobnie z deserkmi z jagód - a przecież
      drobnopestkowe uczulają już samym widokiem :)))

      moja teoria na ten temat: 97% to asceza wyczynowa (a dieta stosowana jest "na
      wszelki wypdek"), żeby było potem czym się w piaskownicy licytować. reszta to
      _prawdziwe_ alergie.

      jeśli chodzi o dietę, to ja tuż po porodzie miałam pierwszą wtopę, czym mało
      nie wysłałam na tamten świat czterech współspaczek. nie załapałam się ani na
      śniadanie, ani na obiad, bo akurat rodziłam. wysłałam więc męża po coś do
      jedzenia, a on wrócił z pizzą. pizza była z pieczarkami i zjadła się w asyście
      zdziwiono-oburzonych spojrzeń innych pań (dopiero po jakimś pół roku zaczaiłam
      o co im chodziło). tej nocy moje dziecko, jako jedyne na oddziale, spało jak
      aniołek od 22 do 7, z dwiema małymi przerwami na papu. i tak jej już pozostało.
      teraz ma 15 m-cy i nie zje obiadu, w którym nie ma czosnku ;P nie miała i nie
      ma kłopotów z brzuchem, alergii, kolek i innych bzdetów.
      • ezrapound do mama_debiutantka 03.11.05, 08:53
        To jest bardzo ważne, co napisałaś (i zabawne). No właśnie, skoro brokuły są na
        czarnej liście karmiącej to dlaczego potem nagle można dać je dziecku
        bezpośrednio? I te jagody? Ja przyznam się w sekrecie, że kiedy moje dziecko
        miało jeden tydzień, opychałam się truskawkami, potem jadłam borówki
        amerykańskie na tony. Nic się oczywiście nie stało, ale dodam, że te owoce były
        z działki, miałam pewność, że nie ma w nich żadnych pestycydów ani innych
        truzizn (bo z tym nie będę dyskutować, wiem, że tego rodzaju substancje
        chemiczne mogą do krwi się dostać, w odróżnieniu od kawałków kapusty)
        Coraz bardziej utwierdzam się w tym, że niepotrzebnie się katujemy (bo ja też
        na fali tych wszystkich zakazów mam napady ostrej diety, która w żaden sposób
        nie zmniejsza ilości gazów u mojej córeczki).

        Z alergiami to jest dziwna sprawa. Nie chcę się wymądrzać, poza tym już tyle
        osób poczuło się dotkniętych tym moim postem (dlaczego???), że obawiam się
        sprawić komuś przykrość, ale znowu, wydaje mi się, że to jest naprawdę bardzo
        przesadzona sprawa. Alergię wywołują różne białka. Ale przecież wszystkie
        białka, które zje matka, muszą zostać zredukowane do pewnej ilości aminokwasów,
        zanim trafią do jej krwi. To są zawsze te same, znane organizmowi aminokwasy,
        nieważne czy są z kapusty, czy z jagód. Więc jakim cudem dziecko może się na
        nie uczulić? To są tajemnicze sprawy. Słyszałam wielokrotnie, że alergie u
        dzieci karmionych piersią są kuriozalnie rzadkie, schody zaczynają się ponoć
        dopiero wtedy, kiedy daje się dziecku bezpośrednio nowe rodzaje jedzenia.
        Nie chcę negować doświadczenia tych matek, których dzieci mają alergie,
        przecież nie będę dyskutować z faktami - ale coś mi się wydaje, że
        diagnoza "alergia" często bywa stawiana bez uzasadnienia, po prostu dlatego, że
        to jest najprostsze rozwiązanie (no i nic się nie da zrobić, w zasadzie)
        • shamsa Re: do mama_debiutantka 03.11.05, 10:41
          korci mnie ale nie mam odwagi sprobowac. moze sie zbiore.

          a twoje posty wcale nikogo nie urazaja. przeciez te diety to tylko meczarnia i
          nikt ich nie chce bronic. problem w tym ze na podstawie wlasnych szczesliwych
          doswiadczen ("moje dziecko nie ma kolki i innych bzdetow") lekcewazaco
          traktujecie zmagania wielu matek o spokoj dziecka i przespana noc
          • wielorybka alergie niestety bywają faktem 03.11.05, 11:25
            Do głowy by mi nie przyszło, że Junior, dziecko mlekopijów i serożeców, może
            mieć alergię na mleko krowie. Wysypkę potraktowałam jako trądzik niemowlęcy i
            spokojnie dalej popijałam twaróg mlekiem. Niestety kontrola masy ciała (300g
            przez 3 tygodnie) i coraz gorszy wygląd skóry wydawały się potwierdzać
            diagnozę. Dopiero całkowita eliminacja z mojej diety wszystkiego co miało
            kontakt z mlekiem innego ssaka i widoczna wyraźna poprawa wzrostu masy i wyglądu
            skóry potwierdziły ostatecznie diagnozę.
            Co do innych pokarmów czyli "słynnych wyklętych" to robię testy. Zjadam
            "zakazany owoc" i obserwuję dziecko przez 24 godziny. Jak do tej pory na moją
            osobistą listę wyklętą dostały się wędliny sojowe. Zarówno cebula, jak brokuły i
            kalafior nie szkodzą nijak. Dziś testujemy truskawki:)
            Doszłam do wniosku, że trzeba jeść normalnie, bez dodatkowych ograniczeń bo i
            tak wykluczenie nabiału jest dla mnie bardzo trudne (dzień bez jogurtu i
            twarogu był dniem straconym).Nie ma więc sensu skazywać się na monotematyczną
            ubogą dietę.
        • joasia76 Re: do mama_debiutantka 03.11.05, 12:47
          Byłam na dosyć rygorystycznej diecie po urodzeniu córeczki. Ale nie książkowej,
          tylko diecie, którą ustaliłam z moją kuzynką (bardzo mądrą mamą dzieci, które
          są alergikami). Brokuły nie były dla mnie wcale zakazane, wprost przeciwnie,
          było to pierwsze warzywo po ziemniakach i marchewce, które wprowadziłam do
          swojej diety. Moje dziecko nie miało kolek, wysypek itp. Trochę śluzu w
          kupkach, ale po 3 miesiącach to się unormowało. Obecnie jem dużo, ale jeszcze
          nie wszystko. Dziecko ma 8,5 miesiąca, a ja dopiero w ubiegłym tygodniu
          sppróbowałam kawałek mlecznej czekolady. Nawiedzona? Może i tak, ale ja nie
          narzekam.
    • aluc Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 03.11.05, 11:17
      :))))
      nooo ja cię nie przekonam :)
      już przy starszym stwierdziłam, że dieta eliminacyjna ma na celu wyeliminowanie
      matki z grona żyjących :)))

      jem i przy starszym też jadłam wszystko, łącznie z czekoladą, orzechami,
      czosnkiem, cebulą i ostrymi przyprawami

      a co do kolki - na jednej bardzo fajnej stronie przeczytałam, że niektórzy
      lekarze skłaniają się do tego, że kolka jest w istocie "uporczywym
      popołudniowym płaczem niemowlęcia z przyczyn idiopatycznych" :)
      • ezrapound do aluc 03.11.05, 11:32
        No właśnie, taka definicja kolki jest bardzo powszechna w innych krajach poza
        Polska. Wydaje mi się, że to ważna informacja dla tych Mam, których dzieci mają
        takie dolegliwości. Bo być może gdyby zamiast głodzenia się poszukały innych
        sposobów na uspokojenie dziecka, efekt byłby lepszy, dla obydwu stron. Wydaje
        mi się, że lepiej abyśmy miały rzetelną wiedzę, a nie tylko listy zakazów "na
        wszelki wypadek" chociaż nikt nie wie na jakiej zasadzie miałoby to w
        czymkolwiek pomagać.
    • kmalina Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 03.11.05, 11:45
      ja też uważam, że te diety to lekka przesada. Pewnie wszystko w nadmiarze jest
      szkodliwe, a w rozsądnych ilościach nie szkodzi. Ja od początku jem nabiał -
      ser biały, żółty, masło, serki, jogurty, a w szpitalu to nawet mleko piłam bo
      dawali i nic się nie działo. Fakt, że jem to wszystko w małych ilościch. Mięso
      na obiad jem tylko gotowane - bo tak kazała położna, a mam chętkę na smażony
      kotlecik, ale się boje tych cholernych kolek, chociaż nie ma żadnych dowodów,
      że to od jedzenia. Przyczyny kolek tak naprawdę nie są znane, pisze się, że to
      od jedzenia, że to układ trawienny niedojrzały, itd, itp. Ale z tego co ja
      obserwuję, to kolka jak ma byc to jest i nic na nią nie działą. Ja tylko
      zauważyłam, że mój synek miał problemy z gazami jak zjadłam jednego dnia kilka
      słodkich bułek. Jak zjadałam jedną to nic się nie działo. A dziś próbuję
      brokuły z działki na obiad.
      • ezrapound Re: Mit nabiału i kapusty - niech mnie ktoś przek 03.11.05, 13:53
        No i jestem ciekawa co będzie po tych brokułach u Ciebie - ja na to patrzę od
        strony fiziologii, tego, co dzieje się w przewodzie pokarmowym. I za skarby
        świata nie mogę zrozumieć w jaki sposób miałoby to być możliwe, że zjedzony i
        strawiony przeze mnie brokuł, przefiltrowany przez moje osocze, zredukowany do
        podstawowych białek, cukrów i innych małych cząstek w mojej krwi, spowoduje
        wzdęcie u dziecka. Wydaje mi się, że to kit.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka