franeczkoweoko
09.09.10, 13:56
Ze wzgledu na brak faceta i jego kasy, pomocy przy dziecku, a tym samym uziemienia, trudno jest wydobyc sie z padolka, jakim jest rodzinne bagienko. W tej chwili, ze wzgledu na kase z faceta płynąca, mecze sie z nim w jednym, duzym meiskzaniu. Prawdę mowiac laczy nas juz tylko dziecko. Ale wciaz musze znosic jego obecność, bo samej byloby mi trudno sie utrzymac. No i zawsze ktos moze dziecko odebrac z przedskzola, do rachunkow sie dolozy i jakos tam idzie. Niemniej od dłuższego czasu mysle, zeby to zakonczyc. To wspólne, bezowocne pomieszkiwanie. Tą falsyfikacje. To jest bardzo wygodne. Bo jak powiedzialam, zrzucialm mna niego wszelkie wydatki, moge spokojnie ise eukwoac, praca mam albo i nie. Tyle tylko, ze my sie w tej chwili znosimy, a mnie nie stac na utrzymanie dziecka, ktorego mu nie zostawie. Przyznam sie tez po cichu, bez wiekszego zazenowania, ze sporo zaoszczedzilam na tym pomieszkiwaniu, na tyle psoro ze jestem w stanie przestac z nim wynajmowac to lokum, a kupic sobie takie 40-50, z drugiej reki.. problem lezy w tym, ze edukacje koncze za rok, dodatkowo za 3 lata edukacja bedzie "z uprawnieniami". Jak ten okres przeczekać? Powinem, ze oszczedzam na czym moge i jak moge. Rowno sie tym wszystkim dzielimy, jego pomoc pod tym względem jest nieodzowna. Nie wyborazam sobie funkcjonowania bez niego, samodzielnie. Ale to tylko jezeli chodzi o kwestie pomocy przy dziecku-zostawania z nim i pieniędzy. Pod innymi względami, juz nawet nie rozmawiamy.. To jest tak w tym kraju, że jak nie zostawisz dziecka ojcu, to musisz sie borykac z kasą, boruykac z organizacją tego wszystkiego. Facet skacze jak konik polny,. jest dyspozycyjny, wydziela 3% swojego dochodu na tzw. alimenty, a ty ponosisz ksozt calej reszty. Ale do meritum:
chcialam zapytac gdzie i jak mieskzacie? Wynajmujecie? wróciliście do ordzicow, jestescie katem u kogos? Jak to wyglada? My sie juz troch przywyczailismy do tego systemu, dziecko tez sie odnjduje bo zawsze tak bylo. Zawsze w tym samym mieskzaniu. W tej chwili chcialabym sie uniezaleznic, zaczac życ bez idioty, samodzielnie, tylko ze ten idiota pracuje i ma jedyna wartosciowa w swoim zyciu rzecz-kase. Gdyby nie to, zwialabym gdzie pieprz rosnie.. Nie chce biedowac. W tej chwili zyje standardowo. Jak juz powiedziałam sporo oszczedzam, sama dorabiam. Ale teraz glownym priorytetem jest dla mnie edukacja, ktora potrwa jeszcze rok. Rok przecierpię pod wspólnym dachem, ale co dalej..