Dodaj do ulubionych

gdzie i jak mieszkacie

09.09.10, 13:56
Ze wzgledu na brak faceta i jego kasy, pomocy przy dziecku, a tym samym uziemienia, trudno jest wydobyc sie z padolka, jakim jest rodzinne bagienko. W tej chwili, ze wzgledu na kase z faceta płynąca, mecze sie z nim w jednym, duzym meiskzaniu. Prawdę mowiac laczy nas juz tylko dziecko. Ale wciaz musze znosic jego obecność, bo samej byloby mi trudno sie utrzymac. No i zawsze ktos moze dziecko odebrac z przedskzola, do rachunkow sie dolozy i jakos tam idzie. Niemniej od dłuższego czasu mysle, zeby to zakonczyc. To wspólne, bezowocne pomieszkiwanie. Tą falsyfikacje. To jest bardzo wygodne. Bo jak powiedzialam, zrzucialm mna niego wszelkie wydatki, moge spokojnie ise eukwoac, praca mam albo i nie. Tyle tylko, ze my sie w tej chwili znosimy, a mnie nie stac na utrzymanie dziecka, ktorego mu nie zostawie. Przyznam sie tez po cichu, bez wiekszego zazenowania, ze sporo zaoszczedzilam na tym pomieszkiwaniu, na tyle psoro ze jestem w stanie przestac z nim wynajmowac to lokum, a kupic sobie takie 40-50, z drugiej reki.. problem lezy w tym, ze edukacje koncze za rok, dodatkowo za 3 lata edukacja bedzie "z uprawnieniami". Jak ten okres przeczekać? Powinem, ze oszczedzam na czym moge i jak moge. Rowno sie tym wszystkim dzielimy, jego pomoc pod tym względem jest nieodzowna. Nie wyborazam sobie funkcjonowania bez niego, samodzielnie. Ale to tylko jezeli chodzi o kwestie pomocy przy dziecku-zostawania z nim i pieniędzy. Pod innymi względami, juz nawet nie rozmawiamy.. To jest tak w tym kraju, że jak nie zostawisz dziecka ojcu, to musisz sie borykac z kasą, boruykac z organizacją tego wszystkiego. Facet skacze jak konik polny,. jest dyspozycyjny, wydziela 3% swojego dochodu na tzw. alimenty, a ty ponosisz ksozt calej reszty. Ale do meritum:
chcialam zapytac gdzie i jak mieskzacie? Wynajmujecie? wróciliście do ordzicow, jestescie katem u kogos? Jak to wyglada? My sie juz troch przywyczailismy do tego systemu, dziecko tez sie odnjduje bo zawsze tak bylo. Zawsze w tym samym mieskzaniu. W tej chwili chcialabym sie uniezaleznic, zaczac życ bez idioty, samodzielnie, tylko ze ten idiota pracuje i ma jedyna wartosciowa w swoim zyciu rzecz-kase. Gdyby nie to, zwialabym gdzie pieprz rosnie.. Nie chce biedowac. W tej chwili zyje standardowo. Jak juz powiedziałam sporo oszczedzam, sama dorabiam. Ale teraz glownym priorytetem jest dla mnie edukacja, ktora potrwa jeszcze rok. Rok przecierpię pod wspólnym dachem, ale co dalej..
Obserwuj wątek
    • oliwija Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 14:54
      ja mam wlasne mieszkanie. nigdy nie moglabym mieszkac tak jak ty z obcym mi facetem pod jednym dache, nawet dla pseudo dobra dziecka
      • kajda28 Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 17:08
        > ja mam wlasne mieszkanie. nigdy nie moglabym mieszkac tak jak ty z obcym mi fac
        > etem pod jednym dache, nawet dla pseudo dobra dziecka

        To nie jest obcy facet a tata dziecka. Ja z moim eks mogłabym mieszkać, pare miesięcy nawet mieskzałam, i nie dla dobra dzieci a dlatego że mieszkanie jest wspólne. Z eksem się dogydawiliśmy. Było nawet lepiej jak byliśmy małżeństwem.
        Tak sobie pomyślałam że faceci jak świat światem wykorzystują kobiety do opieki nad ich dziećmi, aby oni mogli spokojnie pracować, zdobywać pieniądze, wspinać się po szczeblach kariery.
        Więc nie widzę nic złego w tym że autorka mieszka ze swoim byłym.

        Ja dalej mieszkam w mieszkaniu które w połowie nalezy do mojego eks męża- ale on już tu nie mieszka.
        • oliwija Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 19:30
          ojciec sie dzieckiem interesuje. moj ex maz nie był u córki prawie 5 lat. to ze lącza cih wiezy krwi nie zanczy ze mam mu robic dobrze i udostepniac dach nad głową. po mnei mail jeszcze 3 zony wiec.... niech sie ktras z nich zlituje skoro taki cudo facet. ale poniewaz wszystkie sie zanmy zadna z nas go pod swój dach nie wspominajac o koldrze nei wpuści.. niech idzie do matki albo pod most

          co innego jak mieszkanie jest wspolne. ale to mieszkanie jest tyle jego ze był tu 5 lat temu przze 15 minut. bo tyle był w stanie poswiecić córce.

          pozwolilabys komus takiemu mieszkac z toba i dziekciem?
        • mmggz Re: gdzie i jak mieszkacie 08.10.10, 21:52
          Ja nie mogłam dłuzej mieszkac z eks. zaczeła dopadac mnie depresja, żyłam na pełnych obrotach, sama wszystkim sie zajmowałam, on praktycznie tylko żył obok i tylko dla siebie.
          W końcu po roku takiego chorego układu zaczełam chudnąc, nie mogłam spac, nie mogłam patrzec na pary z dzieckiem, wtulone, uśmiechniete. Ale przecież nie mogę odejsc, nie dam rady, nie poradze sobie, zabiorę dziecko ojcu itd.
          I wiecie co nagle mną szarpneło, w dzien zmarłych, chodziłam po cmentarzu i nagle dotarło do mnie że moi bliscy nie żyją już np 10 lat a mi się wydawało jakby to było wczoraj. Czas leci szybko, moje zycie jest straszne, gdyby nie syn to pewnie bym oszalała, ale co bedzie jak dorosnie bo czas własnie tak szybko leci, czy ten obcy facet poda mi herbate jak bede chora, czy sie mną zaopiekuje?!
          No i w tym samy dniu wyniosłam się do rodziców, przyznałam do porażki jakim był ex, że ja tak długo nie pociagnę. Po pary miesiacach starania o kredyt, małe mieszkano (rodzice pomagają, przyjaciółki pomagają, każdy jak może) i nagle leżę we własnym mieszkaniu, spokój, porządek, dziecko nagle przesypia spokojnie całą noc, zaczyna się więcej uśmiechac a ja oddycham tak głęboko jak nigdy!
          I wiecie co trzeba!!!!!!!! się odseparowac od chorego związku! Każdej to radzę!
          Nawet dla dobra dziecka, mój mały jest innym dzieckiem, pogodnym i spokojniejszym, może właśnie dlatego że ja jestem spokojniejsza. Życie zaczeło się od nowa, mam kogoś, niedługo ślub, dziecko go uwielbia ja kocham! A myślałam jeszcze kilka lat temu że nie mam wyjścia.
          Dziewczyny warto próbowac, bo jeszcze wiele lat przed wami a życie może się zmieni i by lepsze, a jak się będzie zwlekac to może sie okazac że jest zapóźno.
          Dla pocieszenia jeszcze powiem że już trzy kobiety spotkałam które zrobiły tak jak ja i wszystkim się ułożyło!!!!!!!!
    • zwiatrem Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 17:01
      A teraz jeszcze raz przeczytaj co napisalas smile).

      Nie stac cie na dziecko, to oddaj je ojcu.
      Niech on ma cos z tego, ze ma dziecko, na ktore placi.
      Oszczedzilas na tyle, aby teraz sie sama zajac dzieckiem ?
      Wprost nie moge sie doczekac, az kupisz 40-50, z drugiej reki i rozpoczniesz zycie z odpowiedzialnoscia smile.


      ide sobie, nie bede karmic trolla
    • he_xe Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 20:19
      Ja mam kawalerkę na kredyt.
      Przez jakiś czas po tym, jak zdalam sobie sprawe ze nic do faceta nie czuję, męczyłam się z nim pod jednym dachem. Nie chcialam go mieć na sumieniu, bo tracił tedy pracę, chciałam przeczekać, ale przychodzenie do domu i oglądanie kogoś obcego sprawiało, że szukałam każdej okazji, żeby nie wracać zaraz po pracy, no i to spanie w jednym łózku, tyłkami do siebie, porażka.
      Nie wytrzymałam, bo zdałam sobie sprawę, że życie mamy tylko jedno i szkoda czasu mojego i jego.
      Na szczęście nie było dzieci, które mogłyby widzieć i przeżywac, że rodzice się już nie kochają.
      • oliwija Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 21:12
        no wlasnie jakos sie tak dziwnie skladało z emoj ex maz tez trcil prace regularnie co 3 miesiace. gaał ze ot przez to ze ja mukaze o przyzwoitej porze wracac do domu i on sie nei moze rozwinąc. kiedy sie rozstaliśmy było tak samo... tym razem nikt mu nie kazał wracac do domu przed 24... i tez prace tracil srednio co 3 miesiace. potem pjawily sie nastepne zonki no i znow go ograniczały - biedny człowek
      • franeczkoweoko Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 21:13
        To nie jest wszysto takie prsote. Nie jestem w stanie utrzymac dziecka. Dziecka nie oddam. Nie moge tez tak zyc, jak ktos tu powiedzial-moglabym latami tak funkcjonowac, ale zycie jest tylko jedno. Mysle, ze powinnam wyznaczyc sobie termin. Ja ten termin wyznaczam do czerwca 2011r. Wtedy tez powinnam miec jasniejszy oglad sytuacji, a przynajmniej pewniejsza pozycję na rynku pracy.
        Powiem tak: zyjemy juz tak ok.2 lat. To jest nieznosne, bo jest to ktos dla mnie OBCY. Zyjemy w ogolnym kompromisie. Wszystko jest bardzo dobrze poukladane, ale brakuje mi pełnej wolności. W tej chwili juz nawet podejmuje powazne decyzje odnosnie najblizszego roku. mysle, ze to postęp. Wiem, ze juz dluzej nie jestem w stanie zyc w mistyfikacji. Wszystko rozbija sie o pieniądze. Jego pomoc jest nieodzowna, nieoceniona i nie mowie tu o tym ze mi daje jakies peiniadze, ale ze placi za meiskzanie, ubrania malego itd... To bardzo uczciwe. Poza tym jego system pracy jest bardzo elastyczny-nigdy dzieki temu nie bylo mowy o opiekunkach, bo zawsze ktores z nas bylo w domu.
        Jestesmy jednak zupełnie roznymi ludźmi. Mamy inne charaktery. Ciagle sie kłóciliśmy będąc ze sobą. Ja i on mamy oddzielne pokoje. Siedze caly czas w swoim, albo pokoju malego. Jego obecność mnie draźni. Jest mi obcy. To takie okropne uczucie. W ogóle nienawidzę momentu wejscia do łazienki, czy kuchni by ukroic sobie chleb w jego obecności.. Mieszkamy w mieszkaniu, ktore jest wynajmowane. Tak po rodzinnemu-z jego strony. Ja często wyjezdzam z malym do sisotry, on zostaje sam.. Nie utrzymam nas w tej chwili-siebie i malego. Chocbym nie wiem jak chciala. musze stanc na nogi. Jestem mlodsza od mojego ex i nie lacza nas zadne wiezy formalne. A az dziecko.
        • he_xe Re: gdzie i jak mieszkacie 09.09.10, 22:48
          Myślę, że po prostu obawiasz się podjąć taką drastyczną decyzję, a ten termin to tylko uspokojenie sumienia. Przecież nie musisz utrzymywać dziecka sama, tatuś też ma ten obowiązek, więc dogadaj się z nim i ureguluj to w sądzie. Poza tym, skoro masz aż takie oszczędności to nie wydaje mi się, żebyś miała problem z utrzymaniem dziecka. Pamiętaj, że Twoje dziecko czuje co się między Wami dzieje. Wiem, bo sama jestem dzieckiem takich rodziców i odkąd pamiętam, cierpiałam słysząc ich ciągłe kłótnie i widziałam, jak bardzo do siebie nie pasują. Nie pamiętam od kiedy namawiałam mamę na rozstanie, ale ona twierdziła, że robi to dla mojego dobra i musiałam żyć z takim piętnem. Ciekawostka - nadal są razem, nadal się kłócą i nie rozmawiają ze sobą (mama w kuchni, tata przed telewizorem) i nadal nie mogę tego znieść gdy tylko ich odwiedzam. Swoim zachowaniem powodują, że nie lubię wracać do domu i nie mam dobrych wspomnień z dzieciństwa. Pomyśl o tym
        • maggdi2 Re: gdzie i jak mieszkacie 11.09.10, 08:39
          franeczkoweoko napisała:

          Nie utrzymam nas w tej chwili-siebie i malego. Chocbym nie wiem jak chc
          > iala.

          Jak nie? Skoro wcześniej napisałaś:

          Przyznam sie tez po cichu, bez wiekszego zazenowania, ze sporo zaoszczedzilam na tym pomieszkiwaniu, na tyle psoro ze jestem w stanie przestac z nim wynajmowac to lokum, a kupic sobie takie 40-50

          Wnioskuję zatem, że kasy masz BARDZO DUŻO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jesteś w mega komfortowej sytuacji. Tylko takich ludzi stac na rozżalanie się nad sobą tak jak Ty to robisz. Gotuje się we mnie jak coś takiego czytam.

          Zawsze możesz kupić kawalerkę 35 metrową a za kasę na 15 metrów dokldaj do Waszego utrzymania przez ten rok aż skończysz edukację. Możesz sie też dogadać z Bio by się dokładał do utrzymania dziecka chyba, że to typ, który łozy na dziecko TYLKO jeśli z nim mieszka.
    • beverly1985 Re: gdzie i jak mieszkacie 22.09.10, 18:33
      Nie rozumiem- masz kase, aby kupic 50 metrowe mieszkanie, a nie masz, aby utrzymac siebie i dziecko? Przecież budzet na 50 m to majątek! Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale poniżej 200 tys. chyba nie chodzą takowe? same odsetki z lokaty od takie kwoty to jakieś 14 tys. rocznie, do tego dostaniesz alimenty, no i jakies wlasne dochody tez masz- powinno cie byc stać spokojnie na wynajem+ utrzymanie...
      • kratka5 Re: gdzie i jak mieszkacie 04.10.10, 22:11
        ja tak mieszkałam-osobne pokoje-wieczne afery-zycie w zasadzie "kazdy sobie" i tak to sobie trwalo dobry rok.Wiem dokladnie jak sie czujesz.Ciezko to bylo wytrzymac ale wiadomo czynsz na pol -lzej finansowo bylo.
        Nie mialam niestety kasy na nowe mieszkanie nawet na wynajem nie mialam,do rodzicow nie chcialam (mieszkalismy w mieszkaniu w ktore moi rodzice dali nam po slubie w darowiznie wrrrr)Matko co to był za koszmar.
        Ale najwiekszy zaczal sie wtedy kiedy ja śmialam poznac kogos!!!!!!
        uuuuu co jak co ale to facet zostawia kobiete a nie kobieta faceta!!!!
        Dobrze sie stalo bo mu powiedzialam ze zamierzam uregulowac nasze rozstanie prawnie bo tak dluzej byc nie moze i mam zamiar ulozyc sobie zycie na nowo(chociaz wclae pewnosci nie mialam jak to bedzie)On sie kobietami nie interesowal poniewaz mial jedna w swym zyciu najwazniejsza -wlasna mame i tylko jej zdanie i opinia i towarzystwo bylo dla niego pasjonujace.
        od razu jak tylko sie dowiedzial o moich planach polecial i zlozyl pozeww o rozwod-gały wybałuszylam bo bez oprzekania o winie zlozyl!!! i sie rozwiedlismy na jedenj rozprawie bez zadnych sprzeczeksmile
        no ale z mieszkania nie chcial sie wyniesc-smial mi sie w twarz i mowil ze przeciez nikt mnie nie wygania stad i ze nie musze sie wyprowadzac-wynajelam wiec mieszkanie(facet na ktorego postawilam przetrwal ze mna ten rozwod(pol roku oczekiwania|) i zostal ze mna do dzissmile wynajmowalismy mieszkanie chyba z rok po czym moj ex orzekl ze on sie laskawie wyniesie jak mu splace pol mieszkania,Z pomoca rodzicow splacilam(wstyd mi strasznie ze ich z kasy ograbilam)no i wrocilam na stare smieci..jestem mega szczesliwa w nowym zwiazku tera z juz wiem ze facet facetowi nie rowny ,urodzilo nam sie dziecko.oczywiscie syn z poprzedniego zwiazku jest caly czas z nami-nie utrudniam kontaktow(ale tatus czasu ma malosmile)
        Generalnie niczego nie zaluje-dokonalam dobrego wyboru i dobrej decyzji.
        I zadne tam trwanie w zwiazku dla dobra dziecka mnie nie przekonuje.
        Moi rodzice sie wiecznie klocili-koszamr to byl ciagle chodzilam z gula w zoladku.i te ciche dni ,obcy dla siebie ludzie.cos strasznego-pamietam jak sie modlilam zeby sie rozwiedli-serio.

        Dasz sobie rade-jezeli jestes pewna ze juz nic nie uratuje waszego zwiazku to czyn jakies kroki w kierunku ratowania swojego zyciasmile
        POzdrawiam serdeczniesmile
    • ct19 Re: gdzie i jak mieszkacie 07.10.10, 00:29
      wróciłam do rodzicówwink miałam pieniądzę na remont pokoju dla mnie i małego, na wyprawke, ubranka i wszystkie inne niezbędne rzeczy., teraz kiedy syn ma blisko 8 miesięcy kasa się skończyła, więc utrzymują mnie rodzice i państwo(państwo nie utrzymuje tylko pożycza, bo z podatków sobie z nawiązką odbiorą...). Szukam pracy bo nie żyje mi się dobrze z tą myślą że np rodzice płacą za moje życiowe błędy. Nie chcę się wyprowadząc od rodziców, i oni też nie chcą się pozbyć mnie i wnukasmile(nie chcą zostac sami). Bardzo fajnie nam się razem żyje, tylko pieniędzy często brakuje. Wszystko się zmieni kiedy pójdę do pracysmile
      • miaowi Re: gdzie i jak mieszkacie 07.10.10, 10:17
        Ja mieszkam z rodzicami i jest fajnie, ale kupuję teraz swoje, malutkie, mieszkanie.
        Nie chodzi o to, że mam ich dosyć, czy coś ,ale wydawało mi się, że dobrze będzie iść na swoje.
        A przede wszystkim chciałam pokazać, że NIE mając męża i MAJĄC dziecko - MOŻNA dostać kredyt na mieszkanie.
        • ct19 Re: gdzie i jak mieszkacie 07.10.10, 10:36
          komu pokazaćsmile??
          • virtual_moth Re: gdzie i jak mieszkacie 07.10.10, 10:55
            ct19 napisała:

            > komu pokazaćsmile??

            Chyba sobie. Ma się po prostu ogromną satysfakcję, gdy dochodzi się do czegoś własnym wysiłkiem.
            • miaowi Re: gdzie i jak mieszkacie 07.10.10, 20:44
              Przede wszystkim sobie. Ale może jeszcze innym samodzielnym mamom, którym teraz wydaje się, że świat runął i do niczego nie dojdą same. Ja też długo czekałam.
              • ct19 Re: gdzie i jak mieszkacie 08.10.10, 10:51
                kurde z tym pokazywaniem, tez tak miałam. Poszłam do szkoły dziennej. Wszystko szybko i jaknajwięcej, żeby wszystkim pokazac jaka ze mnie super dziewczyna. A ile się nasłuchałam, jaka to ja zaradna jestem że daje rade-u mnie to było zapłacenie niańce, kasa na dojazdy, nauka, opieka nad małym, póxniej mały chory-do szpitala, później znowu chory-znowu nie byłam w szkole. W końcu przed egzaminem siadam przed noatatkami i czytam, czytam, czytam. Nic nie rozumiałam, mały płacze gdzieś tam z boku, ja niedospana(bo po 4-3 godziny na dobe się spało). I rzuciłam to wszystko w sekundesmile później dół dwa tygodnie-jaka to ja do dupy jestem bo wszystkich zawiodłam, że teraz każdy pewnie mówi"wiedziałem że tak będzie, że nie da rady". dodam ze ta szkoła dawała dobry zawód, ale ja mam zupełnie inne zainteresowania tak więc wszystkiego musiałam uczyć się od początku...

                doszłam do wniosku że teraz w życiu będę robić tak aby było dobrze mi i synkowi, nic wbrew sobie, nic na pokaz, nie jestem superbohaterką, nie świece przykładem nic nie muszę i nie chcę pokazywac i udowadniać.


                wasza psychika nie upomina się o swojesmile?? Ja może i dałabym rade w tej szkole ale musiałam odpocząć, tyle się nacierpiałam przez tego ch*&^, wciąż musiałam o wszystko walczyć i to bardzo intensywnie, że pragnęłam tej chwili wytchnienia-na nic nie czekać, niczego się nie bać i o nic nie martwić, chociaż kilka dni.
                • virtual_moth Re: gdzie i jak mieszkacie 08.10.10, 11:41
                  Tu nie chodzi o pokazywanie komukolwiek czegokolwiek. Pokazujesz sobie, ze potrafisz cos zrobic ze swoim zyciem. Innych nie zadowolisz, dla większosci i tak będziesz tylko kobietą, z którą cos na pewno jest nie tak, bo zyje samotnie/chłop ją olał/nie ma męża, chocbys zarobiła na willę z basenem i miała wianuszek adoratorów wokoł siebie. Nie masz szans na podziw/szacunek innych w kraju, gdzie pozycja społeczna kobiety zalezy glownie od tego czy ma męża i ile ten mąż zarabia.
                  Chodzi o wewnętrzną saysfakcję, ale też wolność, jaką daje niezależność od innych (zwłaszcza mężczyznwink. Oczywiście nigdy nie ma pełnej niezaleznosci tam, gdzie jest małe dziecko i koniecznosc opieki nad nim, ale niezaleznosc finansowa wiele ułatwia.

                  ct19 napisała:


                  > wasza psychika nie upomina się o swojesmile?? Ja może i dałabym rade w tej szkole
                  > ale musiałam odpocząć

                  A jakże, psychika często siada. Nie ma jednak opcji "miec ciastko i zjesc ciastko", nie ma "chciałabym sobie odpocząć i nie myslec o niczym", "zrobic przerwę". Jedziesz póki nie padniesz, inaczej nic nie osiągniesz.
                  • ct19 Re: gdzie i jak mieszkacie 09.10.10, 00:06
                    maszzz wiele racjismile ALE...;P

                    ja myślę że o psychike trzeba dbać. Osiągnęłam wiele, sama przebrnęłam przez ciążę, macieżyństwo. Udało mi się samej na to wszystko zarobić. Wreszcie zaczęłam dbać o wygląd, i są efekty, wreszcie sama siebie zaakceptowałam(bo zawsze4 byłam jednym wielkim kompleksem), nagle wokół mnie pojawiło się wielu... znajomych, kolegów, koleżanek(bo do póki mnie nie zostawił to było tylko ON).Zmieniłam swoje życie o 180 stopni, powiedzmy ze zmieniłam tryb na "zdrowy" a niewielu wychodzi tak dobrze. I teraz po tym wszystkim muszę odpocząć psychicznie właśniesmile na chwile obecną jestem spełniona i kiedy sama sobie nie stworze problemu to jest super. Mam jeszcze kilka miesięcy relaksuwink póxniej ide do pracy. Do szkoły też pójdę za..dwa albo trzy lata, trzeba się najpierw odbić. Właśnie ta niezależność finansowa o której piszesz...

                    pozdrawiam!
                    • miaowi Re: gdzie i jak mieszkacie 09.10.10, 22:42
                      Masz absolutną rację. Trzeba dbać o psyche, choćby dlatego, że dziecku potrzebna jest zrównoważona matka.
                      Dlatego ja czekałam 4 lata, dopóki nie poukładałam sobie wszystkiego w głowie, nie nabrałam poczucia bezpieczeństwa i nie uświadomiłam sobie, że jestem panią swojego losu. Trochę to trwało, zanim się ten świat poskładał z powrotem w logiczną całość.
                      Doceniam teraz czas dla siebie, czas, który spędzam z dzieckiem, doceniam to, że mam pracę.
                      Ale był też czas, kiedy się miotałam.
            • rarely na razie to jeszce 08.10.10, 16:59
              virtual_moth napisała:

              > ct19 napisała:
              >
              > > komu pokazaćsmile??
              >
              > Chyba sobie. Ma się po prostu ogromną satysfakcję, gdy dochodzi się do czegoś w
              > łasnym wysiłkiem.
              >

              do niczego sama nie doszłas wziełaś kredyt a to nie ma nic wspólnego
              • he_xe Re: na razie to jeszce 08.10.10, 19:27
                > do niczego sama nie doszłas wziełaś kredyt a to nie ma nic wspólnego
                Owszem, doszła i pogratulować, że będąc matką samotnie wychowującą dziecko dostała kredyt na mieszkanie i stać ją na utrzymanie dziecka, siebie i spłacanie kredytu. Zakup mieszkania to nie zakup skarpetek i większość ludzi w tym i innych krajach bierze kredyty na mieszkania. Popatrz ile na tym forum wątków kobiet, które tkwią w beznadziejnych związkach, bo ich nie stać na to, żeby odejść.
                • mmggz Re: na razie to jeszce 08.10.10, 21:55
                  Ja nie mogłam dłuzej mieszkac z eks. zaczeła dopadac mnie depresja, żyłam na pełnych obrotach, sama wszystkim sie zajmowałam, on praktycznie tylko żył obok i tylko dla siebie.
                  W końcu po roku takiego chorego układu zaczełam chudnąc, nie mogłam spac, nie mogłam patrzec na pary z dzieckiem, wtulone, uśmiechniete. Ale przecież nie mogę odejsc, nie dam rady, nie poradze sobie, zabiorę dziecko ojcu itd.
                  I wiecie co nagle mną szarpneło, w dzien zmarłych, chodziłam po cmentarzu i nagle dotarło do mnie że moi bliscy nie żyją już np 10 lat a mi się wydawało jakby to było wczoraj. Czas leci szybko, moje zycie jest straszne, gdyby nie syn to pewnie bym oszalała, ale co bedzie jak dorosnie bo czas własnie tak szybko leci, czy ten obcy facet poda mi herbate jak bede chora, czy sie mną zaopiekuje?!
                  No i w tym samy dniu wyniosłam się do rodziców, przyznałam do porażki jakim był ex, że ja tak długo nie pociagnę. Po pary miesiacach starania o kredyt, małe mieszkano (rodzice pomagają, przyjaciółki pomagają, każdy jak może) i nagle leżę we własnym mieszkaniu, spokój, porządek, dziecko nagle przesypia spokojnie całą noc, zaczyna się więcej uśmiechac a ja oddycham tak głęboko jak nigdy!
                  I wiecie co trzeba!!!!!!!! się odseparowac od chorego związku! Każdej to radzę!
                  Nawet dla dobra dziecka, mój mały jest innym dzieckiem, pogodnym i spokojniejszym, może właśnie dlatego że ja jestem spokojniejsza. Życie zaczeło się od nowa, mam kogoś, niedługo ślub, dziecko go uwielbia ja kocham! A myślałam jeszcze kilka lat temu że nie mam wyjścia.
                  Dziewczyny warto próbowac, bo jeszcze wiele lat przed wami a życie może się zmieni i by lepsze, a jak się będzie zwlekac to może sie okazac że jest zapóźno.
                  Dla pocieszenia jeszcze powiem że już trzy kobiety spotkałam które zrobiły tak jak ja i wszystkim się ułożyło!!!!!!!!
              • szpil1 Re: na razie to jeszce 08.10.10, 22:14

                rarely napisał:

                > virtual_moth napisała:
                >
                > > ct19 napisała:
                > >
                > > > komu pokazaćsmile??
                > >
                > > Chyba sobie. Ma się po prostu ogromną satysfakcję, gdy dochodzi się do cz
                > egoś w
                > > łasnym wysiłkiem.
                > >
                >
                > do niczego sama nie doszłas wziełaś kredyt a to nie ma nic wspólnego

                No tak, bo przecież to, że ma odpowiednie zarobki, by spłacić kredyt, że dla banku jest wiarygodna, by ten kredyt dostać to nie jest "dojście do czegoś". Zastanów się ile par nie może tego osiągnąć i dopiero pi..rz głupoty, że ona "do niczego nie doszła."
              • miaowi Re: na razie to jeszce 08.10.10, 23:10
                Wybacz, ale w moim uznaniu to dużo - NIC nie dostałam/nie wzięłam od rodziców, bo nie będą płacić za moje decyzje.
                Alimentów nie dostaję.
                Chciałam mieć coś, co mogę zostawić dziecku - własnie po to, żeby za 20 lat nie musiała siedzieć z nieudanym chłopem, bo nie będzie miała dokąd pójść.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka