Drogie Panie!
Z wielką satysfakcją piszę ten post

Jestem wielkim zwolennikiem parytetów(!), zwłaszcza w takich dziedzinach jak: górnictwo (przodkowe), hutnictwo (praca przy wielkim piecu), praca przy wywożeniu śmieci (nigdy nie widziałem kobiety na śmieciarce), praca z chłopcami od 7-mego roku życia (nasi przodkowie wymyślili postrzyżyny, co wynikało z całkowicie naturalnych pobudek), udostępnienia etatów w transporcie - tiry (jako kierowca, a nie jako zbiornik płynów ustrojowych), praca przy łopacie, itd, itp... Tym razem jednak chcę napisać o uldze prorodzinnej.
Przyznam, że sam wpadłem w pułapkę stereotypów. Od czasu wprowadzenia tej ulgi, ani razu nie skorzystałem z niej. Dodam tylko, że nie będę żądał od "prawnej właścicielki" zwrotu nienależnie pobranych pieniędzy, ale... od 2012 roku będę odliczał je sam. Być może przeznaczę je na "waciki", ale bardziej prawdopodobne, że wykorzystam je na "budowanie relacji z dziećmi". Chciałbym także, żeby jak najwięcej rodziców dowiedziało się, że dlatego, że są rodzicami (ojcami), mają prawo do ulgi zapewnionej przez państwo, z tego powodu, że mają dzieci i na nie łożą - nawet wtedy, gdy "sądy", opinia publiczna i ta część społeczeństwa, która domaga się parytetu, uważają, że tylko człowiek posiadający macicę ma prawo do pobierania opłaty za posiadanie potomstwa. Chciałbym jeszcze dodać, że współczuję wszystkim rodzicom (matkom, ojcom), że mieli do czynienia z bydlakami, którzy dzieci traktują jako kartę przetargową w swoich rozgrywkach osobistych.