Dzien ojca - watpliwosci

23.06.04, 21:01
Dziewczyny czy powinnam byla przypomniec dzis dziecku, ze ma ojca??? Czy
powinnam byla kazac mu zadwonic do niego z zyczeniam??? Biora pod uwage jego
ostatnie zachowania, brak kontaktow, brak telefonu w dzien dziecka, brak
telefonu w urodziny Mlodego nie zrobilam tego. I jakos dziwnie sie czuje sad((
Bo z jednej strony w imie czego??? A z drugiej strony wszyscy wymagaja od
matek, zeby przypominaly dziecim o dniu ojca, ale od ojcow juz sie nie
wymaga, zeby zadzwonili do swoich dzieci i zorientowali sie, czy aby na pewno
zlozyly matkom zyczenia z okazji dnia matki.

Ide swietowac wlasnie dzien ojca z moim tata, bo dopiero teraz dotarlismy
wszyscy po pracy do domu...

Pozdrawiam
    • cheddar Re: Dzien ojca - watpliwosci 23.06.04, 21:07
      Ja pazwaniła. Nienawidzę dostosowywania się do poziomu, który mi nie odpowiada,
      dlatego postanowiłam zachować się tak, jak byłoby w tej sytuacji naturalne,
      czyli życzenia w dzień ojca dla ojca.
      • konkubinka Re: Dzien ojca - watpliwosci 23.06.04, 21:44
        ja tez przypomnialam , nawet dalam zadzwonic na komorke z domowego smileTatus byl
        mile zaskoczony bo nawet nie kojarzyl ze jest to swieto.
    • pelaga Re: Dzien ojca - watpliwosci 23.06.04, 22:07
      A ja nie przypomnialam i Mlody nie zadzwonil. Z jednej strony czuje sie winna,
      a z drugiej strony tlumacze sama siebie... Teraz pozostaje pytanie, czy nie
      pamietal, bo nie chcial, czy dlatego, ze juz kojarzy, ze ojciec go olewa???
      Widzial jak ja skladam zyczenia mojemu tatcie... ile ja bym dala za to, zeby
      wiedziec co sobie wtedy myslal...
      Ech... zycie...
      • kornikuno Re: Dzien ojca - watpliwosci - do Pelagi 23.06.04, 22:29
        Pelago,
        nie bardzo wiem w jakim wieku jest Twoj Mlody...nistety brak mia czasu na
        odszukiwaniu watkow...ale tak sobie mysle, ze moze byloby milo poderwac mlodego
        do dziela...
        Tak sobie mysle...a to wynika tylko z tego, ze i ja bedac dzieckiem( wychowana
        z Mama) nie bardzo wiedzialam o swietach dotyczacych mojego Ojca...
        Po prostu, sa pewne daty o ktorych sie wie ( bo ktos powiedzial/przypomnial) i
        sa te inne , o ktorych ani mru...mru..dokladnie! Bo nikt nie rodzi sie ze
        swiadomoscia wlasnych swiat ani tych innych!
        A moze myle sie!wink
        Pozdrawiam
        IzaBella
        • pelaga Re: Dzien ojca - watpliwosci - do Pelagi 23.06.04, 22:50
          kornikuno napisała:

          > Pelago,
          > nie bardzo wiem w jakim wieku jest Twoj Mlody...

          Ma osiem lat, skoczyl w sobote dokladnie smile)))

          > nistety brak mia czasu na
          > odszukiwaniu watkow...

          rozumiem Cie doskonale smile

          > ale tak sobie mysle, ze moze byloby milo poderwac mlodego
          > do dziela...

          Pewnie, ze ja poczulabym sie lepiej, ale co z nim??? Czy jego to nie wybiloby z
          rownowiagi psychicznej??? Moje dziecko jest nadpobuliwe, pod stala opieka
          psychologa sad Niestety bedac na ostatnim spotkaniu zupelnie zapomnialam sie
          poradzic, czy powinnnam przypominac o dniu ojca, czy nie sad(( No i nie wiem,
          jak on to wszystko odbiera, ten brak kontakow, bo mimo nakazu psychologa aby
          pogadac z nim na ten tamat, boje sie i zbieram nadal sily, ale nie
          rozmawaialam nim. Boje sie, ze nastawie go nagatywnie do ojca, a ja chcialabym,
          zeby jego opinia o ojcu wynikala tylko z jego przemyslen, a nie z tego, jaka ja
          mam opinie. Tak wiec zbieram sily... Niedlugo porozmwiam z nim, ale jeszcze nie
          jutro...

          > A moze myle sie!wink

          Nie wiem, czy sie mylisz, czy masz racje sad((
          Ale chcialabym wiedziec...

          Pozdrawiam
      • kamila77 Re: Dzien ojca - watpliwosci 23.06.04, 22:29
        Raczej kojarzy, ze go olewa, niestety.
        Jakobiszon przed chwila wyslal tacie sms-a, ale nad tym, czy chce to zrobic,
        zastanawial sie od przyjcia ze szkoly. Dalam mu do wyboru - telefon, mail, sms -
        wybral to ostatnie. A wlasnie jak to pisze, to mowi mi, prawie juz przez sen,
        ze mial ostatnia prace domowa - przeprowadzic wywiad z tatą "ale mamo, no co
        ty, przez telefon to sie nie da". To teraz jeszcze zrobie mu krotki wyklad o
        roznorodnosci i przydatnosci roznych form kontaktowsmile
        • pelaga Re: Dzien ojca - watpliwosci 23.06.04, 22:53
          kamila77 napisała:

          > mial ostatnia prace domowa - przeprowadzic wywiad z tatą "ale mamo, no co
          > ty, przez telefon to sie nie da". To teraz jeszcze zrobie mu krotki wyklad o
          > roznorodnosci i przydatnosci roznych form kontaktowsmile

          Podziwiam Cie... Szkoda, ze ojciec Twojego dziecka nie umie tego docenic sad((
          Ja poszlabym na latwizne i kazala przeprowadzic wywad z ukochanym dziadkiem, bo
          to on nam zawsze zastepuje tate w trudnych chwilach.

          Pozdrawiam

          Pozdrawiam
          • domali Re: Dzien ojca - watpliwosci 23.06.04, 23:00
            pelaga napisała:
            Szkoda, ze ojciec Twojego dziecka nie umie tego docenic sad((


            Pelago droga!
            A skąd Ty to wiesz????????
        • kornikuno Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 23.06.04, 23:40
          Kamila,
          ciekawe jest to o czym piszesz....
          Twoj syn jest w wieku kiedy dzieci " wierza" w Rodzicow - obojetnie jakimi oni
          by nie byli- Twoj syn ich przerasta...dokladnie...bo nie wie jak rozmawiac z
          wlasnym Ojcem, ktorego widzial kilka dni temu?

          Wybacz, ale to jest dla mnie niezrozumiale! ( jestem dzieckiem wychowanym tylko
          przez moja Mame)...ale o moim Tacie wiedzialam wszystko, pomimo ze On wcale -
          tak mysle dzisiaj- na to nie zasluzyl; ale dla mnie to byl Moj Tata!

          Po prostu moja Mama, zadbala o to, azeby ( albo pomimo) wszelkichich spiec i
          ukladow jakie byly pomiedzy nimi - dla mnie i mojego brata Tata byl OK.

          Jestem gleboko przekonana, ze to nie jest latwe - byc samotna, w pewien sposob
          odrzucona; bez adekwatnych srodkow ekonomicznych do zycia, z malymi dziecmi
          itd..itp- doprowadza do ogromnej niecheci w stosunku do ex...ale ...no wlasnie
          ale...

          Dzieci nigdy nie kieruja wlasnych uczuc ( szczerych)d o osob ,ktore na te
          uczucia nie zasluguja; dzieci nie mysla w kategoriach pieniadza czy osiagniecia
          czegos....dzieci kochaja...tak po prostu i bez granic te osoby, ktore chca
          kochac, ktore im sa potrzebne...tak po prostu;

          Wszystko zmienia sie, gdy dorastaja i sa w jakis tam sposob "manipulowane"???
          przez najblizsze otoczenie...

          Niestety, pozniej okazuje sie, ze dzieci "wymagaja", "oceniaja", itd... - jest
          to tylko wynik postepowan nas tj. doroslych :naszych wymagan, ocen..itd..itp

          Mam szcescie, ze pomimo rozpadu mojej Rodziny - mialam/mam Mame,ktora zadbala o
          to abysmy znali/wiedzieli wzystko o naszym Ojcu...po prostu nauczyla nas
          szacunku ...a zapewniam, ze latwe to dla Niej nie bylo...

          Madrosc ludzi w sytuacjach powiedzmy sobie "podbramkowych" ( vedi ex maz/ex
          zona), polega wlasnie na tym, ze potrafia/staraja sie oddzielic wlasne
          oczekiwania/niepowodzenia/bole od tych, ktore niestety beda/dotykaja ich
          potomstwo...

          Jest to wielka i jednoczesnie trudna sztuka...

          Niestety, wiele niesmacznych postepowan dzieje sie pod przykrywka "dla dobra
          dziecka".... bo tak naprawde...w wielu przypadkach ( niestety) jest to tylko
          sposob na...wybielanie samego siebie...

          Jestem pewna (jako dzisiejsza ex..i next,a i tez jako dziecko z niepelnej
          rodziny ), ze tylko My dorosli jestesmy w stanie rozwiazac/ulatwic problem
          wzrastania w takiej wlasnie rodzinie... A to wymaga ogromnej sily z obu
          stron...a przede wszystkim ze strony Matki, bo ona jest obarczona obowiazkiem
          wychowania dzieci - vedi statystyczne dane na temat....

          Jednym slowem, Drogie Samodzielne ...pomyslcie o tym wszystkim !

          Pozdrawiam
          IzaBella

          • domali Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 23.06.04, 23:45
            kornikuno napisała:


            > Niestety, wiele niesmacznych postepowan dzieje sie pod przykrywka "dla dobra
            > dziecka".... bo tak naprawde...w wielu przypadkach ( niestety) jest to tylko
            > sposob na...wybielanie samego siebie...

            Święte słowa!
            • kornikuno Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 00:10
              Dominika,
              to nie dotyczylo tylko Kamili...
              Przeczytaj to jeszcze raz!
              Pozdrawiam
              IzaBella
              • domali Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 10:29
                Wiem. Ja napisałam, że to święte słowa w ogóle, nie w przypadku Kamili.
          • kamila77 Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 23.06.04, 23:58
            kornikuno napisała:

            > by nie byli- Twoj syn ich przerasta...dokladnie...bo nie wie jak rozmawiac z
            > wlasnym Ojcem, ktorego widzial kilka dni temu?

            Yyyy, a czy ja napisalam, ze "nie wie"? Jakos, chwalic Boga, nie zauwazylam,
            zeby mial jakies klopoty z rozmawianiem z ojcem.
            • cheddar Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 00:08
              Przebrnęłam przez elaborat i powiem jedno. Miałam osiem lat gdy kategorycznie
              powiedziałam, ze nie życzę sobie mojego taty na mojej komunii.
              I dokładnie wiedziałam dlaczego.
              • kornikuno Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 00:16
                cheddar napisała:
                > Przebrnęłam przez elaborat i powiem jedno. Miałam osiem lat gdy kategorycznie
                > powiedziałam, ze nie życzę sobie mojego taty na mojej komunii.
                > I dokładnie wiedziałam dlaczego.

                Mila Cheddar...dzieki za elaborat!
                Widocznie od Twojej komunii niewiele czasu uplynelo...po prostu...
                Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia w doroslym zyciu
                IzaBella
                • kuku-007 [...] 24.06.04, 09:08
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • kornikuno Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 00:08
              kamila77 napisała:

              > Yyyy, a czy ja napisalam, ze "nie wie"? Jakos, chwalic Boga, nie zauwazylam,
              > zeby mial jakies klopoty z rozmawianiem z ojcem.
              Kamilo to nie sa moje slowawink
              Cyt.
              "Raczej kojarzy, ze go olewa, niestety.
              Jakobiszon przed chwila wyslal tacie sms-a, ale nad tym, czy chce to zrobic,
              zastanawial sie od przyjcia ze szkoly. Dalam mu do wyboru - telefon, mail, sms -
              wybral to ostatnie. A wlasnie jak to pisze, to mowi mi, prawie juz przez sen,
              ze mial ostatnia prace domowa - przeprowadzic wywiad z tatą "ale mamo, no co
              ty, przez telefon to sie nie da". To teraz jeszcze zrobie mu krotki wyklad o
              roznorodnosci i przydatnosci roznych form kontaktowsmile"

              ...
              pozdrawiam serdecznie
              IzaBella
              • kamila77 Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 00:29
                Moje slowa o olewaniu i kojarzeniu byly odpowiedzia na slowa pelagi,
                cyt. "Teraz pozostaje pytanie, czy nie pamietal, bo nie chcial, czy dlatego, ze
                juz kojarzy, ze ojciec go olewa???"

                PS Pomaga "sortowanie-drzewko", wtedy zazwyczaj widac kto i co do kogo pisze"
          • chalsia Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 00:41
            > rodziny ), ze tylko My dorosli jestesmy w stanie rozwiazac/ulatwic problem
            > wzrastania w takiej wlasnie rodzinie... A to wymaga ogromnej sily z obu
            > stron...a przede wszystkim ze strony Matki, bo ona jest obarczona obowiazkiem
            > wychowania dzieci

            Tak, ogromnej siły (i innych) - obu stron. Zgadzam się, że przede wszystkim ze
            strony Matki (zakładając, ze to z nią dziecko mieszka).
            ALe co, gdy nie ma w tym działaniu partnera? Czyli ojciec NIE WSPÓŁPRACUJE?

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • kornikuno Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 01:31
              Chalsia,
              wiemy wszytkie o czym mowa...tzn. wiemy doskonale,ze w 99,9% opieka/wychowanie
              dzieci jest przyznawane (a jak nie jest to tez jest) Matkom dzieci...

              I o tym wlasnie mowa...
              Coz, my Kobiety juz tak jestesmy stworzone, ze to na nas spoczywa obowiazek
              wychowania/ksztalcenia dzieci...czy chcemy czy tez nie...
              To my borykamuy sie codziennie z obowiazkiem jakie na nas nalozylo
              spoleczenstwo...Niestety...taka jest prawda...

              Sama doskonale wiesz jak nikly...nikly jest procent Ojcow wychowujacych dzieci
              ( z tego czy innego powodu), a wrecz czesto dzieci laduja w schroniskach/domach
              dziecka bo mial je wychowywac Ojciec...Prawda?

              Ale to Forum nie powstalo, dlatego,ze dzieci laduja w schroniskach...powstalo,
              bo sa kobiety, ktore z tych/innych przyczyn podjely sie trudu samotnego
              wychowania (!) dzieci.

              Niejednokrotnie wiaze sie to z przekreslenieniem wlasnego "ego"; mozliwosci
              dobrej pracy; a przede wszystkim wyrzeczeniem sie wlasnego intymnego zycia...
              no po prostu zycia...

              Wszystko to dzieje sie dla dobra dziecka....ale czy to jest tak naprawde do
              konca? Czy to nie jest wlasnie ucieczka przed zyciem?

              Bo tak prawde mowiac...to rozklad malzenstwa ( wiem o czym mowie) to jest
              zawsze wina mezczyzny?...bo zdradza? Pytanie: dlaczego zdradza...wiemy
              doskonale,ze kiedy jest nam dobrze ze soba nikomu na mysl nie przyjdzie...odlot
              w inna strone... Nie chce upraszczac niczego...
              Ale czasami warto jest ( tak na zimno) zastanowic sie po prostu : dlaczego?!

              W tych wszystkich zawilych historiach naszych milosci/rozwodow znajduja sie
              dzieci, ktore nie maja zadnych szans aby cokolwiek zmienic w ukladach doroslych
              rodzicow...Czyzby? To nie jest tak do konca...
              Bo my Rodzice mamy ogromny wplyw na dzieci...i mozemy je modelowac ( tzn.
              starac sie o to) jak nam dusza zapragnie...

              I...dziwnym trafem dziecko ( kochane oczywiscie przez Mame i Tate) staje sie
              przedmiotem/trofeum wojny pomiedzy doroslymi...i nie zdajac sobie sprawy z tego
              jest "ciezarkiem" dla tej czy innej strony...
              Tak sie dzieje, tylko dlatego, ze my dorosli dopuszczamy do tej
              wagi/przeciwwagi...smutne to ...ale jak prawdziwe...
              Dziecko staje sie atutem w wojnie pomiedzy nami doroslymi...w taki czy inny
              sposob...

              Pomyslmy wszyscy o tym...

              Dajmy dzieciom szanse byc dziecmi..kochajacymi nas rodzicow ...po prostu ...bo
              jestemy ich rodzicami...

              Ech! no i wyszedl"elaborat"...a to nie bylo moim zamiarem...aczkolwiek trudno
              jest czytac o problemach Rodzicow pozostajac "bezslownym"...
              bo problem ogromny istnieje...

              pozdrawiam
              IzaBella

              • virtual_moth Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 08:50
                Kornikuno, pierwszy raz widzę na tym forum, aby ktoś aż tak się rozpisywał nad
                tym, co jest tak nieprzyzwoicie oczywiste, banalne i wpisane w twardy dysk
                umysłów samodzielnych, że aż niewymagające żadnych komentarzy. Mój stosunek do
                tego typu postów najlepiej obrazuje gest wzruszenia ramion i teatralny przewrót
                pięknymi oczętami. Zastanawiam się przy tym: czy istnieje może jakieś drugie
                dno w tego typu wypowiedziach, skoro autor/ka poświęcił/a jej aż tyle swego
                cennego czasu?
                Zostanę zrugana za nadmierną podejrzliwość, dzielewnia włosa na czworo i
                robienie z igły widły, ale czy nie jesteś czasem przedsawicielem tej innej,
                gorszej (hehe) płci?
                Osobiście nie mam nic przeciwko temu, tak sobie lubię czasem podrążyć temat z
                samego rana, poprowokować z lekkawink

                Na początek pisanina o tym, że kobieta zwykle przejmuje obowiązki wychowawcze,
                a ojcec nie (ach, te smutne i krzywdzące statystyki, buuuuuuu).
                Potem nawoływanie do tego, abyśmy zastanowiły się nad swym intymnym życiem,
                którego nie mamy, bo dziecko (a oczywiście to, ze nie mamy tego życia, to nasza
                wina). To całe mielenie jęzorkiem o istocie zdrady i jej kształcących
                właściwościach (powszechne wśród facetów stanowisko, że zdradził, bo było mu
                źle, było mu źle, bo kobieta była zła - wniosek, zdradzie wina jest kobietawink
                To całe mentorskie kiwanie palcem w naszą stronę ze słowami: "a nie
                zastanowiłyście się czasem, dlaczego?" i groźne spojrzenia. Nie, panie
                profesorze, znawco kobiecych dusz, rozstałyśmy się z facetami i do głowy nie
                przyszło nam, aby uruchomić mózgownicę i zastanowić się dlaczegosmile))
                Na koiec, a jakże, prosty i genialny wniosek (ach, dlaczegoż ja na to pierwsza
                nie wpadłam????) - dziecko jest elementem przetargowym między rozwodzącymi się
                rodzicami. Już widzę tę ambonę i załamanie rąk: zastanówcie się, co robicie,
                rodzice! Dostrzeżcie w tym wasze dzieci!

                Nie no, ja wiem, prawdopodobnie jesteś świeżą krwią i nie masz żadnych złych
                zamiarów, ot, garść mądrości życiowych rzucownych dla złakonionych
                przewodnictwa duchowego kobiet - puchów marnych.

                Tylko jakiś taki niesmak mam w ustachuncertain

                Pozdrawiam
                • ann_mart Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 09:13
                  Virtual_moth z ust mi to wyjęłaś.
                  Pozdrawiam
                  Anka
                • kornikuno Re: Dzien ojca - do virtual-moth... 30.06.04, 14:53
                  Virtual,
                  sorki, ale jestem dopiero dzisiaj w domu - niestety praca pognala gdzies tam...
                  Postaram sie odpowiedziec :
                  - frakt jestem tutaj nowa
                  - tematu ktore poruszacie nie sa ani latwe ani banalne; prawdopodobnie nie mam
                  tzw. daru pisania - z pewnoscia latwiej jest rozmawiac patrzac w piekne oczysmile;
                  - dlaczego rugac?
                  - coz, jestem kobieta ...nie bardzo wiem w jaki sposob moglabym poprzez
                  internet potwierdzic moja plec...;
                  - Matka i obowiazki wychowawcze to poza statystyka, to jest samo zycie - meska
                  czesc Rodzicow w 99,9 % niestety uchyla sie od tego;
                  - zycie intymne samodzielnych Mam? - nie jest to prosta sprawa....
                  - zdrada? a czy wszystkie Samodzielne to sa te zdradzone? daleko mi od
                  prawienia moralow...patrze na zycie poprzez pryzmat wlasnego..po prostu;
                  - nie rzucam zadnymi "madrosciami zyciowymi"- byc moze to tak zabrzmialo- coz
                  slowo pisane...brak intonacji - cieni i podcieni glosu;

                  Przykro mi, ze tak to zostalo odebrane, ale to co napisalam wynika po prostu z
                  tego co "przerabialam" jako dziecko, kobieta, zona, ex zona, next,
                  macocha...niesty nie jako Matka...ale to juz inna historia.

                  pozdrawiam serdecznie
                  IzaBella
              • chalsia Kornikuno, mówiąc krótko.... 24.06.04, 23:38
                to co napisałaś ma się jak pięść do nosa w stosunku do mojego postu.
                Twoja odpowiedź jak dla mnie jest zupełnie nie na temat (dla przypomnienia "ALe
                co, gdy nie ma w tym działaniu partnera? Czyli ojciec NIE WSPÓŁPRACUJE?").

                Przez wspólpracę rozumiem interesowanie się dzieckiem, rozmawianie o nim , jego
                potrzebach z matką, etc. Nie mam na myśli aliemntów, bo te nie są "składową"
                wychowywania.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
          • pelaga Re: Dzien ojca - watpliwosci -do Kamili... 24.06.04, 07:24
            kornikuno napisała:

            > Twoj syn jest w wieku kiedy dzieci " wierza" w Rodzicow - obojetnie jakimi
            > oni
            > by nie byli- Twoj syn ich przerasta...dokladnie...bo nie wie jak rozmawiac z
            > wlasnym Ojcem, ktorego widzial kilka dni temu?

            Ja z postu Kamili wyczytalam, ze jej dziecko nie wie, jak przeprowadzic wywiad
            zojcem przez telefon, a nie, ze nie umie rozmwaic ze swoim ojcem. Poza tym
            nalezaloby wziac jeszcze pod uwage, ze dziecko bylo u ojca zdaje sie pierwszy
            raz i pewnie jeszcze nie poukladalo sobie wszystkiego w glowie i wiele spraw
            musi jeszcze przemyslec.


            > Wybacz, ale to jest dla mnie niezrozumiale! ( jestem dzieckiem wychowanym
            > tylko
            > przez moja Mame)...ale o moim Tacie wiedzialam wszystko, pomimo ze On wcale -
            > tak mysle dzisiaj- na to nie zasluzyl; ale dla mnie to byl Moj Tata!

            Nie wiem, co masz na mysli piszac widzialam wszystko, ja swojego exa przed
            dzieckiem nie ukrywam i kontaktow nie zabraniam, ja nawet nie nastawiam dziecka
            negatywnie, ale nie zamierzam idealizowac ojca w oczach dziecka, zeby moglo go
            kochac. Zachowanie ojca mojego dziecka jest takie jak opisalam w pierwszym
            poscie i to on sam ksztaltuje swoj wizerunek. Nie bede oklamywac dziecka, ze
            ojcu bardzo na nim zalezy, bo to moim zdaniem nieprawda, ale nie powiem tez, ze
            mu nie zalezy, bo do tego moj syn musi dojsc sam.

            > Po prostu moja Mama, zadbala o to, azeby ( albo pomimo) wszelkichich spiec i
            > ukladow jakie byly pomiedzy nimi - dla mnie i mojego brata Tata byl OK.

            Miedzy mna a exem nie bylo za wiele spiec, nie orzeklismy winy, nie dzielilismy
            majtku. Nie wyobrazam sobie, jak moglbym zadbac o to, zeby ojciec mojego dzieck
            byl OK dla mojego dziecka, skoro on nie potepuje wzgledem niego normalnie sad
            Zreszt pomomo calego swojego postepowania moj ex nadal moglbny cieszyc sie
            miloscia syna, gdyby tylko chcial sad(( Bo Mlody nadal teskni sad((

            > to abysmy znali/wiedzieli wzystko o naszym Ojcu...po prostu nauczyla nas
            > szacunku ...a zapewniam, ze latwe to dla Niej nie bylo...

            Z jednej strony piszesz o szacunku, a z jednej strony piszesz, ze ojciec nie
            zaslugiwal na niego. Ja nie chce oklamywac mojego dziecka i jesli ojciec nie
            zasluguje na szacunek, to ja nie bede wmawiac, ze zasluguje. Jak napisalam,
            wspieram moje dziecko, jesli widze, ze tego potrzebuje, staram sie tlumaczyc mu
            wszystko tak, zeby nie padaly zadne oskarzenia, ale nie wybielam ojca.

            > a przede wszystkim ze strony Matki, bo ona jest obarczona obowiazkiem
            > wychowania dzieci - vedi statystyczne dane na temat....

            Prawo wyraznie narzuca obowiazek wychowania dziecka na oboje rodzicow, a ze
            ojcowie nieczesto sie z niego wywiazuja... No coz, to juz o nich swiadczy...

            Pozdrawiam
        • pelaga Re: watpliwosci rozwiane 24.06.04, 18:56
          kamila77 napisała:

          > Raczej kojarzy, ze go olewa, niestety.

          Chyba raczej tak sad((
          Pani psycholog pogadala z Witkiem (podziwiam ja za niesamowite podejscie, jako
          pierwszej udalo jej sie dotrzec do Mlodego!!!) i powiedziala, ze dobrze, ze nie
          nakazalam mu dzwonic. Brak telefonu byl buntem na zaistniala sytuacje,
          wyrazeniem wlasnych uczuc. A zmuszanie odniosloby odwrotny skutek.
          Czyli W NASZYM PRZYPADKU nie zabraniac, ale tez nie namawiac i nie zmuszac
          absolutnie. Dac dziecku wybor i oczywiscie wspierac w decyzjach i odpowiadac na
          wszystkie pytania (na miare wieku oczywiscie).
          Takze warto nie przejmowac sie CZASAMI normami i naciskiem spoleczenstwa, nie
          robic tego, co trzeba i zastanowic sie czy to, co wiekszosci wydaje sie "dobrem
          dziecka" rzeczywiscie nim jest.
          Wszystko, co napisalam dotyczy naszego konkretnego przypadku, kiedy rany sa
          swieze jeszcze, a dziecko nadpobudliwe z problemami emocjonalnymi. Nie daje
          dobrych rad, czy to dobrze, ze ktos zmobilizowal swoje dziecko, czy to dobrze,
          ze tego nie zrobil, bo kazda sytuacja jest inna i to, co w jednym przypadku
          jest dobre dla jednego dziecka, dla drugiego wcale dobre byc nie musi.

          Pozdrawiam
    • mag_p Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 08:20
      Ja porozmawialam z malym (prawie 4 lata) wytlumaczylam co to za siwteo i
      zadzwonilami zlozyl - krotkie bo krotkie zyczenia.

      Nie zeby mi mialo byc z tym lepiej, nie zeby mojemu dziecku mialo byc z tym
      lepiej, ale dlatego ze to ojciec mojego dziecka i moje dziecko ma prawo
      uslyszec ode mnie ze jest taki dzien i jest taka data i czasem mu o niej
      przypomne - potem bedzie pamietal sam.
      I jak bedzie pamietal sam- to zrobi z tym co zechce.
      Tak jak teraz- zapwytlumaczylam zapytalam czy chce - zadzwnilam.

      Mag
      • pelaga Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 09:37
        mag_p napisała:

        > I jak bedzie pamietal sam- to zrobi z tym co zechce.

        No wlasnie... Ale moj ma juz 8 lat i w szkole mowili o dniu ojca i u mnie w
        domu widzial, jak skladalam zyczenia, jak wszyscy siedzielismy przy uroczystej
        kolacji. I zadaja sobie pytanie, czy on nie zadzwonil, bo jakos uznal, ze go to
        nie dotyczy??? Czy nie zadzwonil, bo ma zal do ojca???? Czy dziecko w wieku 8
        lat trzeba motywowac do obchodzenia dnia ojca, skoro w szkole wychowawczyni im
        przypomniala, ze to ten dzien???? Chcialabym wiedziec dlaczego nie zadzwonil i
        pewnie z nim porozmawiam na ten temat, ale po dzisiejszej wizycie u psychologa.

        Pozdrawiam
        • mag_p Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 09:40
          Pelaga - a nie proscieje wziasc goGo do pokoju - i prorozmawac. Zapytac czy wie
          jak dzis dzien , czy cmoezi chce o tym rozmawiac , zy chce zadzwonic do tatay ,
          czy chce me mna o tym pogadac. Jesli nie nie naciskac. Ale opiowiedziec ze nam
          tez czasem zal , zlosc itd.. nie pozwala na okazanie uczuc. Ze czasem czlowiek
          jets w sprzeznosci bo kogos kocha , a ma zal ..
          Nie wiem Mysle ze po psychologu to siewtna mys!
          Ja nie krytykuje Ciebie i wiem ze kazad sytuacja jest inna. Ja mowi co ja
          zrobilam i dlaczego.
          Mag
          • pelaga Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 10:12
            mag_p napisała:

            > Pelaga - a nie proscieje wziasc goGo do pokoju - i prorozmawac.

            Pewnie, ze byloby prosciej, ale moje dziecko jest nadpobudliwe i nie na
            wszystko reaguje spokojnie i racjonalnie. Czasem wyprowadzaja go z rownowagi
            takie nieoczekiwane rzeczy, rozbila go emocjonalnie jego wlasne impreza
            urodzinowa. Normalnie dzieci sa podekscytowane, ale radosne, zadowolone. Moje
            dziecko nie potrafi zapanowac nad swoimi uczuciami i czasami sa one zupelnie
            nieprzewidywalne. On zachowywal sie, jakby stalo sie cos zlego, taki byl to dla
            niego stres. A przeciez to miala byc przyjemnosc...
            I nie odczuwam krytyki Mag, madry i niezlosliwy glos w sprawie zawsze mile
            widziany smile))
            Zreszta ja sama nie wiem, nie jestem pewna, czy zrobilam dobrze, czy zle.
            Wiem, ze robilabym zle zniechecajac dziecko, ale czy zle jest niezachecanie,
            skoro on wiedzial, ze jest dzien ojca???

            Pozdrawiam
    • limon_ka Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 09:08
      Miałam takie same dylematy, tylko u mnie sa poparte 2-letnim doświadczeniem.
      Naiwnie wydawało mi się, że niesie za sobą coś stwierdzenie "małżeństwem nie
      jesteśmy, ale rodzicami zawsze", wydawało mi sie , że oznacza to min. uczenie
      szacunku dla drugiego rodzica- a tu nici z tego. Ojciec moich dzieci nie
      przypomina o niczym związanym z moimi swiętami, a my zawsze przez te 2,5 roku
      wspólnie z dziećmi robiłyśmy laurki, gipsowe figurki i inne takie. Ojciec
      zaskoczony był nawet chyba miło, ale nie wpadł na pomysł, że to powinno działać
      w obie strony. Podobno dostanie się tyle ile się da. Więc nie przypomniałam, że
      jest dzień ojca - wychodząc z założenia że w przedszkolu była taka uroczystość -
      dzień ojca i matki. A może on wcale nie potrzebuje takich gestów?
      A może to jest tak, że na bycie ojcem trzeba sobie zasłużyć miłością i
      oddaniem? I powoli wypisuje się z tego stanu w stosunku do moich dzieci?
      Strasznie szarpie mnie za serce to powolne oddalanie się od nich a angażowanie
      się w inne dziecko, dla którego staje się powoli takim prawdziwym ojcem...
      • mag_p Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 09:25
        Limonka- nie rob tego dla ojca- ROB TO DLA DZIECI.
        Ja ucze mego malego szacunku do ojcaw taki wlasnie spsosb (miedzyiinymi) choc
        wiem ze toamat strona nigdy tego nie zrozumie i nie doceni i nie mam co liczyc
        na cokolwiek dobrego z tamtej strony - wrecz przeciwnie. traktowane jest to
        jaka moja slabosc.
        Ale Dziecko!
        ono jest w tym wazne. Ona ma byc uczone przeze mnie szacunku do ojca, babci ,
        dziadka, cioci itd
        Ja pokazuje mu jak traktuje sie ludzi , jak okazuje sie im uczucia ( bo taki
        telefon to okaznie uczuc), jak pokazuje sie im pamiec i tego chce nauczyc moje
        dziecko.
        Ojciec jest ojcemi nim pozostanie czy bedzie dobry czy zly.Ja naucze moje
        dziecka jak sie okazuje te uczucia i pokarze , ze mozna - a co Ono z tym zrobi
        w przyszlosci - czy bedzie chcialo czy nie i komu bedie je okazywac - to jego
        sprawa. Ale chce zeby UMIALO.


        Mag
        • limon_ka Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 11:08
          A wiesz co, od kilku chwil mam chęć aby również moje potrzeby były zauważane.
          Mam dosyć podporządkowania się, stulenia uszu, przełykania gorzkich łez tylko w
          imię "dobra dziecka". Ucze moje dzieci okazywania uczuć - jak jest dzień matki
          to robię imprezę dla dzieci z tej okazji - ojciec może zrobić to samo. Ja musze
          nauczyć sie aby przestać spoglądać w tamtą stronę: jeśli on będzie chciał to
          będzie miał z nimi kontakt, a moje przypominanie o dniu ojca nie będą miały
          najmniejszego znaczenia. Wg ex moje małe dzieci mają bezwarunkowo zaakceptować
          jego nową rodzinę, dzielenie się tatą itd - ale co on dla nich robi równie
          ważnego? Co można od niego wymagać?
          Może to nie na temat dnia ojca, ale coś tak mi się napisało.
          • mag_p Re: Dzien ojca - watpliwosci 24.06.04, 11:27
            LIMONKA- ROZUMIEM - a nwaet wiecej czasami wieczorem ama ochote pokopac sobie w
            cos - bo mysle czesto podobnie jak Ty. I mam dosc tego zdania ktore dzwoni w
            moich uszach , a mowione przez ekks ( "On bedzie musial pogodzic sie z tym iz
            tak to bedzie wygladac itd.."
            Ale potem jak sie w noc powsciekam i poplacze , to patrze na ta male twarzyczek
            i przypomina sobie oczy ktore na mnie patrzac i wracam do tego co napisalam
            powyzej.
            Bo nie zmienie facet - moge tylko pomoc mojemu dziecku to przejsc...

            Mag
Pełna wersja