Dodaj do ulubionych

obcy ludzie, wspólne dziecko

13.08.06, 17:25
Witam!
Pisałam tutaj parę razy, jeszcze w ciąży. Mam dziecko z facetem, którego
znałam kilka miesięcy, w drugim miesiącu ciąży z nim zerwałam, zobaczyliśmy
się ponownie w USC kiedy uznawał dziecko. Od tej pory minęło 8 miesięcy,
dziecko ma 7 miesięcy, on widział je 3 razy - po godzince. Od 3 miesięcy u
nas nie był. Płaci alimenty. Dzwoni raz na miesiąc, o dziecko raczej nie pyta.
Brak widzenia z dzieckiem uważa za zło, jakie go spotkało, nie rozumie, że
sam mógłby to zmienić. Zali się, że jest mu tak smutno i ja to mam dobrze, bo
mam dziecko na co dzień. (A ilez ja bym czasem dała, żeby ktoś zajął się nią
choć na pół dnia, proponowałam, ale jemu wiecznie nie pasuje) Nie rozumie, że
za jakiś czas może to nasza córka będzie smutna, że tata jej nie odwiedza.
Dla niego jest to JEGO tragedia życiowa.
Chciałabym ograniczyć jego prawa, bo na nic wszelkie tłumaczenia, nakłanianie
do wizyt itp. Po prostu go nie stać na paliwo. Tak twierdzi. Stać go na piwo,
papierosy, marihuanę i "trasy koncertowe" po Europie.
Facet jest dla mnie calkiem obcy. Mamy inny światopogląd, sposób życia,
status. Ja jestem wykładowcą, on nalewa benzynę na stacji. Ja w garsonce, on
od roku w jednych spodniach z irokezem na głowie. Wiem, że to nie jest
najważniejsze, ale obawiam się o to, że dziecko będzie miało mętlik w głowie,
kiedy on będzie mu wpajał zupełnie inne wartości niż ja, zabierał do squatów,
gdzie wszyscy są brudni i upaleni. Nie chcę, by poznała taki światek.
Nie piszcie mi, ze mogłam się z nim nie zadawać. Tyle wiem sama, on zresztą
był wtedy zupełnie inny, nie wiedziałam, że lubi takie życie.
Wychowuję córkę od urodzenia zupełnie sama i jakoś tak strasznie mi
niezręcznie, kiedy zupełnie obcy facet bierze ją na ręce po trzech miesiącach
od ostatniego spotkania i mów "Kochanie, chodź do tatusia". Wiem, ze może i
ją kocha, ale dla mnie miłość to czyny, wychowanie to czyny, a nie łzy, zale,
słowa i słowa...
Czy ja mam jakieś podstawy do ograniczenia praw? NAjbardziej się boję, ze jak
mi sie coś stanie, dziecko trafi do niego, a on nie ma warunków by wychować
dziecko.
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 13.08.06, 21:38
      jak dla mnie nie ma podstaw do ograniczenia praw.
      Chalsia
      • marcepanna Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 13.08.06, 22:15
        Ale jakim cudem zachcialo ci sie takiego tatusia dla swojego dziecka??? Po co
        ci jego geny? Chcesz zeby corka skonczyla jako fryzjerka?
        • mama_basienki Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 13.08.06, 22:20
          Ale milotka jestes marcepanna. To jakiego ojca dla dziecka komu sie zachcialo,
          to sprawa tej osoby. Nikogo wiecej. dziewczyna zglasza sie z problemem i prosi
          o pomoc. A nie o ocene jej czynow. Zreszta nie mnie, ani Tobie je oceniac. A
          tak wogole: mam rozumiec, ze wg. Ciebie fryzjerka to zawod uwlaczajacy
          godnosci. Nizsze sfery. A czy wie to Twoja fryzjerka????

          Ps. Co to tematu glownego. Jesli ojciec nie kontaktowalby sie wogole z
          dzieckiem, to bylyby podstawy, a tak - moze byc problem niestety. Ale probuj
          dziewczyno. Ja trzymam kciuki smile
        • tsunami05 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 11:50
          Nie piszcie mi, ze mogłam się z nim nie zadawać. Tyle wiem sama, on zresztą
          był wtedy zupełnie inny, nie wiedziałam, że lubi takie życie.
        • telma5 Re: 14.08.06, 12:30
          marcepanna napisała:

          > Ale jakim cudem zachcialo ci sie takiego tatusia dla swojego dziecka??? Po co
          > ci jego geny? Chcesz zeby corka skonczyla jako fryzjerka?

          Czy fryzjerka jest kims gorszym??// Ja nia jestem prowadze swoje trzy zaklady i
          czuje sie z tego powodu bardzo dumna i pewnie duzo lepiej na tym wychodze jak
          Ty bedac nauczycielka np.
          Brzydze sie takimi ludzmi jak Ty bo jestes fryzjerka to nie bede z Toba
          rozmawiac wrr
          • jula55 Re: 14.08.06, 20:40
            Gorszym moze nie, w konu mowi sie, ze zadna praca nie hanbi, ale powiedzmy
            otwarcie nie jest to jakas wielka kariera ani ambitne zajecie. Nie oszukujmy
            sie, wiekzosc rodzicow jednak nie marzy o takim zajeciu dla swojej corki.

            > Brzydze sie takimi ludzmi jak Ty bo jestes fryzjerka to nie bede z Toba
            > rozmawiac

            Nie no jasne, ze nawet z fryzjerka mozna i nalezy umiec uprzejmie pogawedzic na
            proste i niewymagajace szerokich horyzonto tematy, nie dajac jej odczuc, ze stoi
            nizej w hierarchii.
            • mama_basienki Re: 15.08.06, 19:31
              a przepraszam znasz nazwisko takie jak Jaga Hupało??? Jest wielu fryzjerów,
              którzy zrobili wielką karierę. I wielkie pieniądze, jeśli jest to dla Ciebie
              ważne uncertain. Poza tym fryzjer poza strzyżeniem włosów tez czyta, chodzi do teatru,
              kina...boże kobiety, co z wami??? Czy teraz trzeba mieć mgr żeby móc rozmawiać
              na poziomie i nie czyć się kimś gorszym???
              Obrzydliwe...

              Ja osobiście mam mgr i...zero perspektyw na pracę w zawodzie. indifferent Teaz jak tak
              myślę, to gdybym tylko miała talent, mogłasbym być fryzjerką. Przynajmniej
              człowiek może pracę znaleźć.
              • crises Re: 16.08.06, 12:53
                > a przepraszam znasz nazwisko takie jak Jaga Hupało??? Jest wielu fryzjerów,
                > którzy zrobili wielką karierę.

                Taaaak, w Polsce może pięciu.
                • e_r_i_n Re: 16.08.06, 12:56
                  Sa tez tacy, ktorych nazwiska nie sa moze znane na swiecie, ale kase zgarniaja
                  ogromna. Bycie fryzjerka w osiedlowym zakladzie to zadna kariera. Bycie super
                  fryzjerem to juz cos. A takich sporo. I zostaja nimi wyksztalceniu ludzie.
        • geve Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 16.08.06, 21:46
          O naiwności; gdyby tylko wykształcenie było gwarancją dobrego, wychowania i
          zachowania i uczciwości! Niestety, często nijak nie idzie to w parze, niekiedy
          Pan, który wbija gwoździe w ścianę ma więcej klasy i kultury i poczucia
          odpowiedzialności niż posiadacz dwóch fakultetów.
          N marginesie, ostatnio obserwuję zjawisko następujące: wiele osób, u szczytu
          swej kariery (a jest to wiek 30-40 lat), porzuca swe dotychczasowe posady i
          komfortowe życie na rzecz zawodów, które niegdyś przeznaczone były dla inne
          grupy społecznej: wśród tych, których znam jest m.in. stolarz, tapicer,
          kucharz, hodowca kóz, paru rolników, instruktor skoków spadochronowych, paru
          instruktorów nurkowania
    • geve Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 13.08.06, 23:25
      To, że ojciec dziecka nie spełnia Twoich oczekiwań względem wyglądu,
      światopoglądu czy wykonywanego zawodu, nie jest powodem do pozbawienia praw czy
      ograniczenia władzy rodzicielskiej. O ile jestem w stanie zrozumieć Twoje
      emocje i niecierpliwość, wydaje mi się, że 7 miesięcy to jeszcze zbyt krótki
      czas by wyrokować cokolwiek w tej sprawie (i ubiegać się o prawne rozwiązanie
      tych zobowiązań), poczekaj jeszcze rok-dwa, niekiedy czas podsuwa lepsze
      rozwiązaniasmile
      • geve Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 13.08.06, 23:27
        Tak na marginesie, czy wiesz, że nie tylko pracownicy obsługi stacji
        benzynowych i mieszkańcy squotów używają narkotyków i nadużywają alkoholu?
        Widziałam obrzyganych doktorów, prawników i prezesów, niestety, również w
        budzących największe obrzydzenie sytuacjach zbydlęcenia, (oszczędzę szczegółów,
        dużo gorszych niż squot z niewinnymi palaczami marihuany). Ci sami Panowie, po
        nocnych libacjach i porannych dopalaczach, w swoich eleganckich garniturach
        Zegny oraz zegarkach za 100 tys. przyjmują klientów, prowadzą negocjacje,
        ordynują leczenie(!), udzielają wywiadów w blasku fleszy.
        Uważaj. Możesz się nieźle naciąć.
        • geve Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 13.08.06, 23:32
          oczywiście squat nie squot.
          • tsunami05 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 11:58
            Sama jestem doktorem i zdarzyło mi sie kiedys imprezowac. Chodzi o to, ze gosc
            nic ze swoim zyciem nie robi. Studia rzucil, bo nie chcialo mu sie na nie
            pracowac, nie ma teraz gdzie mieszkac, bo w pracy jest na najnizszym szczeblu i
            nigdy wyzej nie bedzie, zarabia grosze.
            Poznalam go przez wspolna znajoma z pracy - ona tez mysli jak on, ale
            sponsoruja ja rodzice (choc ma grubo ponad 30 lat). Nie wiedzialam tego
            wczesniej. Po tym jak koles chcial ze mna zamieszkac bo nie mial gdzie i za co,
            podziekowalam za uklad.
            Mnie osobiscie wkurza takie podejscie do zycia. I tak samo podchodzi do
            dziecka - "jestem taki biedny...".
            • geve Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 13:08
              To teraz jesteś lekarzem, to bardzo interesującesmile))

              Wydaje mi się, że trochę pogubiłaś się (nic dziwnego, okoliczności sa trochę
              niesprzyjające), może poważnie powinnaś pomyśleć o poszukaniu pomocy u
              specjalisty?
              • nocny-marek Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 13:39
                Geve można być doktorem fizyki, filozofii czy muzyki niekoniecznie od razu
                lekarzem. Wydaje mi się, że nie zrozumiałaś iż wykładowca to zazwyczaj doktor
                jakiejś dziedziny. Ludzie na uczelniach robia karierę pnąc się po szczeblach
                które nazywają się stopniami naukowymi. Zaczyna się od magistra.
                Juz przypiełaś dziewczynie łatke kłamcy. Niestety sama dałaś plamę.
                Ponadto według mnie autorka postu prosiła o radę raczej z dziedziny prawa a nie
                psychoanalizy osobowości swojego partnera czy swojej. Opisała stan jaki
                istnieje w jej relacji z ojcem jej dziecka głównie po to by dziewczyny
                wypowiedziały się czy mając takie "argumenty" w ręku może ubiegać się o
                wykluczenie faceta z życia córki.
                Pozdrawiam p.doktor i trzymam za nią kciuki.
                • tsunami05 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 15:40
                  smile) Dr nauk humanistycznych smile
                  Dzięki nocny-marku smile
                  Dziś gadałam z gościem - miał jutro przyjechać, ale nie może bo po południu ma
                  próbę. Tak mu przykro... Ofkors. Zaproponowałam, że mu przeleję kasę na bilet
                  (ma 80 km). No ale pociągiem to on nie zdąży na próbę.
                  Wyjasniłam mu co nieco, nie wiem, może w końcu zrozumie, ale naprawdę ciężko
                  się dogadać. Dobrze, że dziecko jest małe. Może faktycznie czas pokaże co to
                  dalej będzie, bo ponoć większość problemów rozwiązuje się sama.
                  Ale i tak chętnie bym organiczyła prawa - może powinnam już teraz zbierać
                  argmenty, jakieś dowody? Co myślicie?
                  • ann17 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 18:54
                    cześć, abstrahując od tego że nie pasuje Ci jego profesja i podejście do życia,
                    wygląda na to, że facet nie dorósł do bycia ojcem. myślę że formalnie masz
                    zerowe szanse na pozbawienie go praw. zastanów się, po co Ci to? może za rok,
                    półtora koleś oprzytomnieje. prawa (czy raczej władzę) zdążysz odebrać, jak z
                    czasem się okaże że on się kompletnie wypiął na dziecko. Na razie - może dać mu
                    szansę, wrzucić na luz (wiem że to się łatwo pisze). Rozumiem że tacy kolesie
                    wpieniają, ale pozostaje mieć nadzieję, że niektórzy dorastają i dziecko tylko
                    na tym skorzysta. myślę że nie lataj za nim błagając żeby przyjechał do małej.
                    pewno tym bardziej czuje się osaczony. odpuść, nie pokładaj w nim żadnej
                    nadzieji, i zobacz co czas pokaże.
                • geve Nocny-marku, 14.08.06, 19:18
                  Po pierwsze, wydaje mi się, że masz duży problem z czytaniem ze zrozumieniem –
                  z kontekstu mojej wypowiedzi j-a-s-n-o wynika, że słowem „doktor” określam
                  potocznie (co jest powszechnie przyjęte) lekarza medycyny - dla Twojej wiedzy,
                  doktor fizyki, filozofii czy muzyki nie ordynuje leczenia jeśli równocześnie
                  nie jest absolwentem AM z prawem do wykonywania zawodu i najczęściej,
                  specjalizacją (choć tacy tez się zdarzają)
                  Zaś odpowiedź autorki wątku „sama jestem doktorem...” j-a-s-n-o sugeruje, iż
                  lekarzem medycyny jest. Taka mała manipulacja. Albo przemęczeniesmile

                  Po drugie, nikt nikomu nie przypina łatki kłamcy. Każdy, kto chce może
                  przejrzeć wątki autorki i wyciągnąć własne wnioski

                  Po trzecie psychoanalizy osobowości partnera ani autorki czy jej samej nie
                  robiłam ani ja ani chyba nikt inny na forum i chyba nikt nie zamierza. Wiedz
                  jednak, że samodzielne macierzyństwo to ogromna praca, stres, zmęczenie, częste
                  frustracje i poczucie braku bezpieczeństwa (która z samodzielnych mam stanu
                  tego nie zaznała?)– taka sytuacja nie sprzyja racjonalnej ocenie rzeczywistości
                  i podejmowaniu tych dobrych decyzji, warto wówczas skorzystać z pomocy
                  specjalisty.

                  Po czwarte, a może powinno być po pierwsze, to nie jej dziecko, tylko ich -
                  jej i jej byłego partnera, który je uznał, zaakceptował, i chyba jednak nie
                  porzucił (kwestii dojrzałości i innych nie poruszam)

                  Po piąte, jak sadzę, porady prawnej tsunami zapewne poszuka u prawnika, na
                  forum może zasięgnąć opinii co do realiów i takie otrzymuje, ponadto temat
                  pozbawienia/ograniczenia praw rodzicielskich stale przewija się na forum

                  Po sóste, może zaniechaj wypowiedzi, jeśli nie masz nic sensownego do
                  powiedzenia
                  • nocny-marek Re: Nocny-marku, - do geve 17.08.06, 22:04
                    Niestety ja nie mam tak wiele czasu by codziennie siedzieć na eDdziecku stąd
                    dziś dopiero moja reakcja na Twój post geve. Otóż problemy z czytaniem to jak
                    mniemam u Ciebie występują. W pierwszym poście tsunami05 piszę, iż "Ja jestem
                    wykładowcą, on nalewa benzynę na stacji. Ja w garsonce, ..." czyli
                    niekoniecznie musi być od razu lekarzem. Po drugie stwierdzenie "Sama jestem
                    doktorem i ....." wcale nie musi oznaczać lekarza medycyny. Może autorka tekstu
                    jest doktorem matematyki stosowanej i wykłada na uczelni???
                    Po trzecie Twoje stwierdzenie "To teraz jesteś lekarzem, to bardzo
                    interesującesmile))" nie jest przyjaznym stwierdzeniem, lecz podszczypliwa uwaga
                    sugerującą innym uczestnikom "rozmowy", że tsunami05 nie jest do końca uczciwa.
                    Czyli przypinasz jej tak czy inaczej łatkę nazwijmy ja mało pozytywną.
                    Po czwarte skąd wiesz czy ja nie jestem samotną matką, wdową z trójka dzieci.
                    Tsunami05 nie zna dzielenia się problemami i odpowiedzialnością z druga osobą,
                    bo od początku posiadania dziecka była sama. Z resztą minęło już 8 miesięcy i
                    myślę, że potrafi spojrzeć na cała zaistniała sytuacje bardziej trzeźwo niż 4
                    czy 5 miesięcy temu. Widzi czy cos się zmienia na lepsze czy nie.
                    Po piąte masz rację z formalnego, prawnego punktu widzenia to ich dziecko ale
                    praktycznie i mentalnie on nie jest ojcem lecz facetem, któremu dziecko w życiu
                    się "zdarzyło" i trudno. Wiem, że tsunami05 pyta o możliwości prawne czyli z
                    tego punktu widzenia nie ma szans ale patrząc z drugiej strony rozumiem jej
                    obawy i potrzebę zapewnienia dziecku bezpieczeństwa.
                    A po szóste Tobie tez to radzę.
                    Po siódme pozdrawiam N-M
    • pischinger Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 17:15
      Hmmmm, jestem z grubsza w podobnej sytuacji i jest to dla mnie bardzo ważny
      temat. Sprawa jest na razie w sądzie, ale nie mam zbyt wielkich nadziei pomimo
      większych "błędów" ojca dziecka. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

      Moja rada - zapytaj o szanse i sposoby sądowego załatwiania sprawy prawnika
      specjalizującego się w sprawach rodzinnych.
      • helga1970 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 18:38
        Tsunami, mysle, ze musisz zaczekac z tym. Poniewaz ojciec dziecka jest a jakoby
        nie bylo nic sie nie stanie jak troche czasu uplynie. W tym przypadku czas
        dziala na Twoja korzysc. Nie widze z doswiadczenia moich kolezanek w Twojej
        sytuacji przesłanek dla sadu, ktore moglyby stanowic podstawe do ograniczenia
        mu wladzy rodzicielskiej. Sad zapewne dałby mu szanse w wiekszym przedziale
        czasu, na to zeby sie wykazal. Wiadomo - mlody czlowiek- dziecko to nowa
        sytacja itd. pamietaj, ze decyzja o pozbawieniu badz ograniczeniu dotyczy
        dziecka i sad kieruje sie przede wszystkim o ile nie wylacznie interesem
        dziecka. Róznice kulturowe miedzy rodzicami nie sa przeslanka wtej sprawie.
        W koncu roznej profesji sa rodzice i wyksztalcenie nie gwarantuje jakosci
        wychowania. Tak, ze jest to na pewno za wczesnie na formalne kroki. ja bede
        rozmawiala na ten temat z prawnikiem ale za jakis czas. To dam Ci znac, jakie
        jest jego zdanie. Moim zdaniem najwazniejsze juz sie dzieje - bo nie musisz go
        utzrymywac i na sczescie i chwała Ci za to jestes osoba samodzielna.
        Ciesz, sie ze Ci nie siedzi na karku. Pozdrawiam
        • saaba83 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 20:38
          Tsunami..
          mam prawie taka sama sytuacje...
          jesli masz ochote to napisz na gg 5450780
          Pozdrawiam
    • jula55 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 20:36
      To zdecyduj sie, czego ty w koncu chcesz. Bo z jednej strony narzekasz, ze ci
      nie pomaga i rzadko widuje sie z corka, a z drugiej nie chcesz tych kontaktow
      bojac sie, ze wpoi jej inne od twoich wartosci.

      Robienia sobie dziecka z mzczyzna, o ktorym mA SIE takie zdanie nie skomentuje.
      • saaba83 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 20:43
        jula55 napisała:

        > Robienia sobie dziecka z mzczyzna, o ktorym mA SIE takie zdanie nie
        skomentuje.

        Jula.. czlowiek ma rozne etapy w zyciu i niejednokrotnie dziecko dopiero
        potrafi wszystko uporzadkowac.. niestety czasem po czasie zdazymy sie ocknac..
        wazne, ze w ogole.. Pozdrawiam.
      • jula55 PS 14.08.06, 20:48
        I tak szczerze mowiac to jesli nie chcialas takiego ojca dla swojego dziecka, to
        moglas nie podawac go w urzedzie jako ojca i nie dopuscic do tego, zeby uznal
        dziecko. Tyle ze wtedy nie moglabys brac od niego alimentow, wiec wolisz teraz
        po prostu ograniczyc mu prawa a zachowac obowiazki. Obrzydliwa pazernosc.
        • tsunami05 Pazerność - hahaha 15.08.06, 17:46
          Alimenty starczają mi na 2 paczki pampersów wink Nawet jeśli ojciec by jej nie
          uznał, kazałabym ustalić ojcostwo, prawa odebrać a alimenty i tak by płacił. To
          sie chyba nazywa odpowiedzialnosc i takie są konsekwencje. Ja je ponoszę
          każdego dnia - z radością. Sama jestem w stanie utrzymać siebie i dziecko, więc
          nie o kasę chodziło.
          Wiecie co? W sumie wiedziałam, że tu harpie sfrustrowane zasiadają, ale żeby aż
          tak... Skąd ta chęć dopieczenia komuś?
          • pwrzes Re: Pazerność - hahaha 15.08.06, 18:33
            Tsunami, no przeciez jula to krynica cnot wszelakichsmile

            Lista cnot juli:
            Puscila sie z mezem swojej przyjaciolki.
            Pasierbicy kaze odzywiac sie zupkami chinskimi.
            Razem z gnojem nie placa alimentow.

            Jula pewnie juz podtruwa tesciowa arszenikiem, bo ta smiala zapisac mieszkanie
            pierwszej wnuczce. Ale to ty jestes pazerna suspicious Wiesz, 50 zlotych to pazernosc -
            czekanie az umrze tesciowa i bedzie mozna przejac mieszkanie to zaradnosc.

            M.
            • tsunami05 :)))) 15.08.06, 20:35
              Aha, no tak.
              Za harpie przepraszam wszystkie nie-harpie.
              • lacido przeprosiny przyjete :-))))))))) 17.08.06, 22:16

      • czerwone_korale Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 15.08.06, 16:50
        jula55 napisała:

        > To zdecyduj sie, czego ty w koncu chcesz. Bo z jednej strony narzekasz, ze ci
        > nie pomaga i rzadko widuje sie z corka, a z drugiej nie chcesz tych kontaktow
        > bojac sie, ze wpoi jej inne od twoich wartosci.
        >
        > Robienia sobie dziecka z mzczyzna, o ktorym mA SIE takie zdanie nie
        skomentuje.
        ___
        nie komentuj..bo są gorsze przypadki-np.zrobienie sobie dziecka z żonatymsmile
        prawda?
        • jula55 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 15.08.06, 18:23
          Moj maz byl wtedy tylko formalnie zonaty i nie kochal juz swojej zony.
          • mama_basienki Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 15.08.06, 19:33
            jaaaaaaaaaaaasne, każda tak mówi smile
          • toman5 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 16.08.06, 13:33
            Jula, już ty się nie podkładaj po cudzych forach lepiej. Już wiesz, że twoje
            postępowanie (i z mężem znajomej, i babcią pasierbicy, i z opisywaniem
            pasierbicy jako brudasa, którego zdjęcia chętnie rozkolportujesz jako
            odstraszający przykład, i z obniżaniem alimentów i chęcią doniesienia do US że
            pasierbica sobie dorabia korepetycjami) spotka się - poza forum machoch - z
            zywiołowym brakiem życzliwości. Więc trzymaj się miejsca, gdzie cię wspierają.
            CHyba że jesteś masochistką, która lubi oglądać własny siny tyłek.
          • czerwone_korale Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 16.08.06, 19:27
            jula55 napisała:

            > Moj maz byl wtedy tylko formalnie zonaty i nie kochal juz swojej zony.

            __
            ha ha ha ha
            co to znaczy formalnie żonaty?wink
    • virtual_moth Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 14.08.06, 21:27
      Tsunami, najpierw się zastanów po co Ci to ograniczenie władzy. No bo chyba nie
      po to, aby utrudniać mu kontakty z dzieckiem? Przecież chciałabyś, aby były
      częstrze. Facet nie jest agresywny, nie grozi porwaniem dziecka ani nic z tych
      rzeczy. Tak więc po co?
      Nie wiem czy ograniczona władza nie pozwala na przejęcie opieki nad dzieckiem w
      razie śmierci matki, raczej wątpię, chyba ze w pobliżu byłaby związana z
      dzieckiem inna rodzina, np. zaangażowana w opiekę babcia.

      Poczekaj ze 2 lata i wtedy zdecyduj.
      • tsunami05 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 15.08.06, 16:21
        Chcę odebrać bo się boję, że w razie jakiejś tragedii moje ukochane dziecko
        trafi pod jego opiekę. Właśnie moja mama jest zaangażowana w opiekę, jest moją
        sąsiadką, widuje dziecko codziennie itp. Tak sobie gdybam, czy sąd w razie
        czego dałby jej prawo... Nie wiem skąd ten strach...

        Wiem, ze to dziwne może, choć z drugiej strony chyba trudno się dziwić, że nie
        chcę, by moje dziecko trafiło do obcych. A de facto tatuś jest obcy, dziecka na
        próbach nie wychowa, a codzienne palenie marihuany wypaliło mu już chyba mózg
        doszczętnie. Kazałam mu uznać dziecko ("Dobrowolnie" to się tak nazywa - ja go
        w sumie zmusiłam, bo tak mi doradziła psycholog od spraw rodzinnych w sądzie),
        ale dzień przed wizytą w USC on mówił, że skoro nie musi to wolałby nie
        uznawać - w ogóle nie kumał o co w tym chodzi. Powiedział mi np., że uzna, jak
        będę dla niego miła smile) Ot, taki szantaż.
        Chyba posłucham waszych rad i przeczekam jeszcze.
        Geve - rozwalasz mnie swoją logiką - skąd miałam wiedziec, co masz na myśli, że
        niby ze zdania "Sama jestem doktorem" JASNO wynika, że mówię o medycynie? Nie
        każdy lekarz jest doktorem, a nie każdy doktor jest lekarzem wink
        • odnowiona Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 15.08.06, 19:47
          myślę, że nie ma podstaw do ograniczenia mu praw rodzicielskich, tym bardziej,
          jeśli właściwie jedynym arguumentem jaki podałaś jest Twój strach (o to, co
          będzie z dzieckiem w razie gdyby Ciebie zabrakło).

          Może lepiej się zabezpieczyć przed tym mówiąc mamie, co ma zrobić, gdyby coś
          takiego miało miejsce? (jaki prawnik, jaka procedura, co trzeba będzie wówczas
          zrobić, żeby nie doszło do przekazania dziecka ojcu. ale tak Bogeim a prawdą,
          sąd bierze pod uwagę dobro dziecka i jego więź z członkami rodziny, więc nie
          sądzę, by był z tym problem).

          Nie martw się na zapas.
          Lepiej odetnij się od niego i zacznij życie od nowa.
          Tak będize łatwiej.
          Powodzenia!!!
          • tsunami05 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 15.08.06, 20:38
            Moja mama jest na szczęście prawnikiem, ale ja ją przekonuję, ze w końcu ojciec
            ma chyba więcej praw do dziecka niż babcia - która wieczna nie jest.
            W sumie chyba ni epowinnam w ogóle przewidywać czarnyvch scenariuszy, nie wiem
            skąd mi się to wzięło - po prostu patrzę na córeczkę, tak strasznie ją kocham i
            boję się o nią.
            I nie rozumiem jak można nie odwiedzać takiej kochanej istotki sad
    • september_77 Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 16.08.06, 21:20
      Tsunami, ja mam 3-miesięczną córeczkę z kimś, kto zostawił mnie jak tylko
      dowiedział się o ciąży i do tej pory się nami nie interesuje, nawet swojego
      dziecka nie chciał zobaczyć... Jedyne co to uznał dziecko w usc, oczywiście
      musiałam go do tego nakłonić. Pozew o alimenty już złożyłam, a co do
      ograniczenia/odebrania praw rodzicielskich to jeszcze nie wiem, zastanawiam się
      nad tym. Jakbyś chciała pogadać to daj znać na maila gazetowego, ja też jestem
      z Wrocławia. Pozdrawiam, Agnieszka.
    • kini_m Re: obcy ludzie, wspólne dziecko 16.08.06, 21:53
      Tsunami, chciałem odpisać ale mi skasowało, może i dobrze to napiszę krócej.
      Może nie walcz w kwestiach które są niekonieczne. Po co tak naprawdę to robić?
      Czy myślisz że naprawdę on nagle by zapałał chęcią faktycznej opieki nad
      dzieckiem? A jeśli by go odmieniło to może faktycznie by stanał na głowie żeby
      zrobić wszystko jak należy. Jakoś nie chce mi się wierzyć że rzucił by się w
      opiekę nad dzieckiem bez mocnego i skutecznego postanowienia poukładania życia.
      Wypada zrozumieć Twoje zmartwienie, ale na ile to zmartwienie ma realną szansę
      się ziścić?
      Chyba jesteś troche zgaubiona, w którym kierunku działać. Więc nie rób nic
      ponad to co na razie konieczne.
      A nad ludzmi takimi jak tata waszego dziecka, raczej wypada ubolwać niż chyba
      działać ograniczjąco.
      Trzymaj się. Pozdrawiam.
      _________________
      Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
      nauczyć się kłamać.
      • asca25 Pozdrawiam:) 17.08.06, 08:50
        Pozdrawiam Cię tsunamismile Twoje wątki śledzę od czasu jak jeszcze byłyśmy w
        ciążysmile Nasze historie trochę różne, ale są podobne "akcenty"smile))

        Ja próbowałam być z Krzychem, ale nic z tego nie wyszło z tym człowiekiem, choć
        wiele czuję, a wspomnienia czasmi zatruwają życie. Na szczęście (a moze własnie
        nieszczęście...?) tyle historii się tu naczytałam, że nie chciałam by uznawał
        moją córeczkę dopóki nie "zasłuży", nie udowodni że jest jej wart (dziwnie
        brzmi, ale tak było). Nie udowodnił, uciekł, już prawie 3 miesiące jej nie
        widział. Boli - jak sobie przypomnę jak się bawili, jak się śmiała do niego,
        jak siedział z nią gdy chorowała a ja pracowałam.
        Pozostawiam sprawy jak są, formalnie ojcem nie jest, alimentów nie chcę, choć
        bogata nie jestemsad Skończyłam już przekonywanie go, nakłanianie by odwiedzał
        małą - woli litować się nad sobą, trudno. Najbardziej mnie cieszy, że nie ma
        praw. Też bardzo często myślę, co by było, gdyby mi się coś stałosad Chciałabym
        by małą opiekowała się mama, z którą mała ma największy kontakt - wspólne
        weekendy co tydzień. No i to szarpanie się o pozwolenia, jego zgody, szukanie
        go po całej Polsce, Europie, nerwy. Teraz się przeprowadzam do innego miasta i
        włos mi się jeży, jak wyobraże sobie, ile by, musiała metod zastosować (próśb,
        gróźb, szantażu, łez, ), by mi dał zgodę na przemeldowanie małej...
        • tsunami05 Re: Pozdrawiam:) 18.08.06, 09:56
          Asca, współczucia - bo ten mój to tylko głupek, a twój dodatkowo świnia. Choć
          może obaj po prostu pogubieni, każdy na swój sposób.
          Wiesz, pomyśl sobie, ze córezka tak samo jak z ojcem bawiłaby się z każdym,
          śmiala też, nie ma co się dołować, trzeba robić swoje.
          Ojciec mojego dziecka jest dość posłuszny smile - kazałam przyjechać wyrabiać
          paszport - przyjechał. Kazałam załatwic rodzinny - mieszkałam 250 km od swojego
          MOPS - co prawda po pół roku i wcześniejszym zagubieniu dokumentów, ale w końcu
          polazła tam w ostatniej chwili.
          Patrząc na to z jednej strony mam optymalną sytuację - facet robi co mu każę
          itp. Ale po prostu tak mnie wkurza że deklaruje słownie wielką miłość i gó.. z
          tym robi, że po prostu mam czasem ochotę się od niego odciąć całkowicie. I jak
          sobie pomyślę, że tylko na mojej głowie spoczywa odpowiednie ustawienie
          psychiki mojego dziecka, żeby nie czuło się gorsze, opuszczone, smutne itp, to
          się aż boję czy ja dam radę i kiedyś nie powiem małej - "Twój ojciec to palant".
          • natasza39 Re: Pozdrawiam:) 18.08.06, 10:20
            tsunami05 napisała:
            >aż boję czy ja dam radę i kiedyś nie powiem małej - "Twój ojciec to palant"

            Nie robiłabym tego na Twoim miejscu. Może się okazać, że padnie bowiem
            niewygodne pytanie córki: "Mamo, a dlaczego Ty z takim palantem się związałaś?"
            Dzieci zadaja takie pytania, szczególnie jak zaczynaja myśleć samodzielnie.

            Pamiętam tsunami Twoje posty, jak byłas jeszcze w ciaży.
            Ja namawiałam cię abyś nie paprała dziecku papierów ojcem, którego od poczatku
            uznawałaś za palanta. Podjęłaś taką, a nie inną decyzję i teraz masz
            pełnoprawnego ojca, który może tak jak Ty decyzodwać o jego losie. Teraz chcesz
            mu te prawa ograniczyć. Sorry, ale co powiesz w sądzie?
            Że jest nieodpowiedzialny, ma niższy statuss społeczny niż Ty i nie ma
            porządnej pracy?
            Przecież on zawsze taki był.
            Może on i taki jest, ale Ty tez nie wiesz czego chcesz cały czas.
            Za jakiś czas będziesz pisac posty, że on się dzieckiem nie interesuje i nie
            widział jej rok.
            Według mnie nie masz szans na odebranie, czy ograniczenie mu praw.
            Skup lepiej swoja energię na tym, aby faceta zmobiliwzowac do dorosłości.
            • kini_m Re: Pozdrawiam:) 18.08.06, 12:14
              natasza39 napisała:
              > Skup lepiej swoją energię na tym, aby faceta zmobiliwzować do dorosłości.

              Eh, spróbuję się w Tobie niezauroczyć....
              (czy ja coś powiedziałem nie tak?)
              • natasza39 Re: Pozdrawiam:) 18.08.06, 12:28
                kini_m napisał:
                > Eh, spróbuję się w Tobie niezauroczyć....

                Nie strasz kini!

                Ja i tak mam wystarczająco stresujaca pracę, nastolatka z buzującymi hormonami
                w domu, pieprzniętą exię mojego chłopa z 1000 pomysłów i sukę, z która muszę w
                poniedziałek iść do sterylizacji, bo ja jakis kundel pokrył!
                • kini_m Re: Pozdrawiam:) 18.08.06, 14:22
                  ............|.\...../.|
                  ..._.......\..\.../../........_
                  ...\..\__..\..\./../..__/../
                  ....\___\/------\/___/
                  .....___|....0....|___
                  ..../..._/..\------/..\_...\
                  .../_/......./../|\..\......\_\
                  ............./../.|.\..\
                  .............|/...|...\|
                  ..................|
                  ..................|...|
                  ..................|../.\
                  ..................|./...|
                  ..................|/.../
                  ................../.../
                  ..................|_/
                  ..................|/
                  ................../
                  ................./
                  ................/

                  Więc dam Ci kwiatka, Natasza.
                  Bo mądrze powiedziałaś i żebyś się nie przestraszyła.
                  Może nie najzgrabniejszyy, ale z sympatią za Twą postawę.
            • tsunami05 natasza 18.08.06, 17:38
              Wiem, częśc z was namawiała mnie do tego. Ja posłuchałam psychologa wbrew
              sobie. Tak bardzo nie wiedziałam co zrobić, że zaufałam tej kobiecie - długo z
              nią współpracowałam, nie była obca.
              Może dlatego nadal się miotam, bo ten koleś mi tak strasznie nie pasuje w
              życiu, do niczego, no taki wrzód na dupie z kosmosu. Dobry na chwilowy romans w
              przerwie w pracy ale nic więcej. Już dawno bym o nim nie pamiętała.
              Pewnie masz rację, że tak napszę za rok.
              Pomysłu nie mam jak go zmobilizować. Tu nie chodzi o niedojrzałość. U niego to
              wynika z podejścia do życia - "Świat jest be, a ja jestem taki biedny i mam pod
              górę". Mentalność kolesia spod pośredniaka łykającego "Leśny Dzban"..
          • asca25 do tsunami:) 18.08.06, 11:59
            Nasz tatuś też nas kocha, cierpi i jest zagubionysmile
            • tsunami05 Re: do tsunami:) 18.08.06, 17:40
              Boszzz. A ja kiedyś miałam normalne życie. Skąd się tacy ludzie biorą jak wasz
              tatuś i nasz.
              • ninkaa4 Re: do tsunami:) 18.08.06, 21:00
                skoro jesteś taka uczona i mądra to po co zadawałaś się z takim byle kim? A o
                zabezpieczeniu to już cię nie nauczyli??
                • tsunami05 Re: do tsunami:) 19.08.06, 11:22
                  Dzięki ninka - naucz się czytać ze zrozumieniem i przeczytaj pierwszy post. Z
                  byle kim zadawałam się bo był miły i dobry dla mnie, bardzo mnie kochał wink Co
                  nie znaczy, że chciałam z nim żyć. O zabezpieczeniu pomyślałam. Jak widzisz, są
                  na świecie rzeczy, o których nie śniło się nawet uczonym, a co dopiero tobie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka