tsunami05
13.08.06, 17:25
Witam!
Pisałam tutaj parę razy, jeszcze w ciąży. Mam dziecko z facetem, którego
znałam kilka miesięcy, w drugim miesiącu ciąży z nim zerwałam, zobaczyliśmy
się ponownie w USC kiedy uznawał dziecko. Od tej pory minęło 8 miesięcy,
dziecko ma 7 miesięcy, on widział je 3 razy - po godzince. Od 3 miesięcy u
nas nie był. Płaci alimenty. Dzwoni raz na miesiąc, o dziecko raczej nie pyta.
Brak widzenia z dzieckiem uważa za zło, jakie go spotkało, nie rozumie, że
sam mógłby to zmienić. Zali się, że jest mu tak smutno i ja to mam dobrze, bo
mam dziecko na co dzień. (A ilez ja bym czasem dała, żeby ktoś zajął się nią
choć na pół dnia, proponowałam, ale jemu wiecznie nie pasuje) Nie rozumie, że
za jakiś czas może to nasza córka będzie smutna, że tata jej nie odwiedza.
Dla niego jest to JEGO tragedia życiowa.
Chciałabym ograniczyć jego prawa, bo na nic wszelkie tłumaczenia, nakłanianie
do wizyt itp. Po prostu go nie stać na paliwo. Tak twierdzi. Stać go na piwo,
papierosy, marihuanę i "trasy koncertowe" po Europie.
Facet jest dla mnie calkiem obcy. Mamy inny światopogląd, sposób życia,
status. Ja jestem wykładowcą, on nalewa benzynę na stacji. Ja w garsonce, on
od roku w jednych spodniach z irokezem na głowie. Wiem, że to nie jest
najważniejsze, ale obawiam się o to, że dziecko będzie miało mętlik w głowie,
kiedy on będzie mu wpajał zupełnie inne wartości niż ja, zabierał do squatów,
gdzie wszyscy są brudni i upaleni. Nie chcę, by poznała taki światek.
Nie piszcie mi, ze mogłam się z nim nie zadawać. Tyle wiem sama, on zresztą
był wtedy zupełnie inny, nie wiedziałam, że lubi takie życie.
Wychowuję córkę od urodzenia zupełnie sama i jakoś tak strasznie mi
niezręcznie, kiedy zupełnie obcy facet bierze ją na ręce po trzech miesiącach
od ostatniego spotkania i mów "Kochanie, chodź do tatusia". Wiem, ze może i
ją kocha, ale dla mnie miłość to czyny, wychowanie to czyny, a nie łzy, zale,
słowa i słowa...
Czy ja mam jakieś podstawy do ograniczenia praw? NAjbardziej się boję, ze jak
mi sie coś stanie, dziecko trafi do niego, a on nie ma warunków by wychować
dziecko.