Nie dałam rady...

Nie próbowałam długo-całe 8 minut wytrzymałam
Synek ma 7 miesięcy a ja od początku odkładałam go śpiącego do
łóżeczka- nawet nie wiedziałam,że powinno się inaczej. Żałuję,że nie
przeczytałam w ciąży nic o zajmowaniu się niemowlęciem, głupia
przesądność. A potem widziałam w książkach tylko to co chciałam-
czyli: "nie dopuścić do płaczu- bo wtedy dzieci mniej płaczą" no i
wyciągałam z łóżeczka po kilku chwilach kwilenia- zaraz cycek i juz
śpiący z powrotem. Potem dorzuciłam bujanie na rękach w razie nie
pełnego zaśnięcia

w końcu wyrabia to błędnik

Synek budzi się 3-4
razy w nocy,ale wcześniej wieczorem w ciągu dwóch godzin z 4 razy z
płaczem (tylko że wtedy ja nie śpię)- podchodzę, wyciągam z łóżeczka
i natychmiastowo milknie. No i dziś z głupia frant spróbowałam pp-
podniosłam małego z 6 razy i stwierdziłam,że nie dam rady, no nie
dam. Przez 5 sekund zastanawiałam się nad 3-5-7 ale stwierdziłam -
nie potrafię wyjść, gdy na mnie patrzy z wyrzutem (oczywiście
płacząc)Synek uderzył we właściwy ton- nie wył i nie piszczał tylko
tak rozpaczliwie, rozdzierająco łkał...nawet niezbyt
głośno...Spróbowałam do niego mówić, ale też nic. Potem jeszcze łkał
przez sen (oczywiście u mnie na rękach) przez pół godziny a ja
walczyłam z wyrzutami sumienia i sama płakałam. Jestem za miękka
kurczę chyba wychowam sobie Januszka...

Czy zna ktoś nawet b.
długotrwałą metodę nauki zasypiania, nawet wybitnie męczącą dla
rodziców ale bezpłaczową??? Swoją droga jego płacz za dnia na mnie
tak nie działa( ale on płacze wtedy inaczej) przychodzę, ale nie
lecę, nie noszę też nadmiernie- jakoś jest ok, ale w nocy zamieniam
się w miękki budyń. W sumie nawet się przyzwyczaiłam do tych
pobudek, ale to raczej nieprawidłowy nawyk- i nie wiem jak i kiedy
sam się tego oduczy. O rety troszkę mi ulżyło, ze się wypisałam...