Nawet nie jestem w stanie się uprzejmie przywitać.Ostatnio tak się chwaliłam, ale jak to się mówi "nie chwal dnia przed zachodem"

.Moja Perełka postanowiła wystawić na próbę cierpliwość moją, tatusia, babci i pradziadków, o sąsiadach nie wspominając.Czy ktoś zna może przyczynę, dla której 2-miesięczny maluch zaczynać płakać o godz. 5 nad ranem i robi to bez przerwy do 23.00 nie śpiąc w ciągu dnia w ogóle? Byliśmy już u kilku pediatrów i żaden nic nie widzi. Boję się, że dziecko mi się w ten sposób wykończy.Podczas ostatniego pobytu w szpitalu z powodu zapalenia uszu miała zrobione całe spektrum badań (laryngolog, okulista, neurolog, usg brzucha). Żadne badania nie wykazały jakichkolwiek anomalii. A ja nie jestem w stanie uspokoić dziecka w żaden sposób. Przestały działać spacerki i jeżdżenie samochodem. Noszenie na rękach nie pomaga w najmniejszym nawet stopniu, a ja już i tak za wyraxnie czuję kręgosłup. Leżaczek i bujanie w nim odpada. Perełki nie jest w stanie nic zainteresować ani uspokoić. Może wydaje się to przesadzona, ale to, co napisałam o godzinach jej płaczu to najprawdziwsza, najszczersza prawda. W ciagu całego dnia nie przesypia nawet 5 minut, a nie płacze tylko podczas jedzenia!Czy jest na to jakaś rada i jaka jest przyczyna jej zachowania?Pomocy, boję się i o córkę i o siebie! To jest wykańczające !!!SUSHI