red-truskawa
11.04.10, 13:58
Nie wiem czy to lęk separacyjny czy spuścizna po Świętach, kiedy to babcie nie
odstepowały wnuka na krok. Synek ma 5,5 miesiaca, do tej pory potrafił się
bawic samodzielnie leżąc na macie, jeszcze w Świeta sam sie zabawiał, ale
wszystko się "zepsuło" wraz z powrotem do domu. Fakt, ze w Święta babcie
ciagle do niego podchodziły, mówiły, co chwile brały na ręce; w domu tak nie
było i nie jest i zaczał się dramat czyli wielki placz. Ktoś ciagle musi przy
nim być, mówic do niego i nie wystarcza ze jest ktos w zasięgu wzroku, nie ma
również znaczenia czy to ja czy mąż. Tego płaczu nawet nie można nazwac
płaczen- to rozpacz wymieszana z histerią. Nie bardzo wiemy jak się zachowac w
takiej sytuacji, jak postepować, czy to efekt rozpieszczenia w Święta czy może
zaczał się lęk separacyjny? Nie chcemy tez dopuscić do tego zeby dziecko nie
umialo bawic się samo. Jak mamy postępować?