08.09.10, 16:15
Mam wątpliwości. Poważnie zastanawiam się, czy kupić dziecku barierki (kojec) ograniczające przestrzeń. Z jednej strony wyglądają jak klatka, z drugiej jednak wydają mi się użyteczne... Trudno mi będzie zabezpieczyć miejsca potencjalnie niebezpieczne, a czasem muszę iść do łazienki, do kuchni, czy po prostu popracować (pracuję w domu). Jaś musi gdzieś w tym czasie siedzieć, łóżeczko za małe, uwiezienie w krzesełku (jak już będzie siedział) średnio mi się podoba. Mamy wielką narożną kanapę i kupując sześcioboczny kojec mogłabym zagrodzić mu całkiem spory teren. Siedziałabym z nim w środku, on by się bawił, ja bym pracowała i nie musiałabym za nim ganiać (choć przez kilka godzin dziennie, resztę czasu mogę ganiać smile)... Można to do ogródka wystawić... No sama nie wiem, pomóżcie.
Jaś ma dopiero 5 m-cy, więc mamy czas do namysłu, ale ja lubię wcześniej pokombinować smile

Tak to wygląda, można dowolnie elementy ustawiać:

https://img17.allegroimg.pl/photos/oryginal/12/20/47/78/1220477850
Obserwuj wątek
    • kinga_owca Re: Kojec 08.09.10, 16:41
      jul-kaa napisała:

      Siedziałabym z nim w środku, on by się bawił, ja bym pracowała i
      > nie musiałabym za nim ganiać (choć przez kilka godzin dziennie, resztę czasu mo
      > gę ganiać smile)... Można to do ogródka wystawić...

      i liczysz na to, że pełzający/raczkujący/chodzący dzieć w czymś takim posiedzi KILKA GODZIN?
      to brzmi jak hasło z reklamy tegoż wynalazku, bo z rzeczywistością to raczej nie ma nic wspólnego smile)))))))
      • jul-kaa Re: Kojec 08.09.10, 17:58
        kinga_owca napisała:
        > i liczysz na to, że pełzający/raczkujący/chodzący dzieć w czymś takim posiedzi
        > KILKA GODZIN?
        > to brzmi jak hasło z reklamy tegoż wynalazku, bo z rzeczywistością to raczej ni
        > e ma nic wspólnego smile)))))))

        Ale to mi ogrodzi 6 metrów kwadratowych! To wielkość małego pokoju. Myślisz, ze za mało?
        • kinga_owca Re: Kojec 08.09.10, 19:16
          ale najfajniejsze rzeczy zostaną ZA tymi sześcioma metrami wink
          moje dziecię wtedy pełzające pełżało do: nogi od stołu, kaloryfera, szuflad w kuchni, książek i żaluzji
          nie masz szans wsadzic tego do jakiegokolwiek kojca wink
          • katriel Re: Kojec 10.09.10, 00:58
            > moje dziecię wtedy pełzające pełżało do: nogi od stołu, kaloryfera, szuflad w k
            > uchni, książek i żaluzji
            > nie masz szans wsadzic tego do jakiegokolwiek kojca wink

            A to nie do końca prawda.
            My mamy (mieliśmy do wczoraj) nie tyle kojec, ile płotek w poprzek pokoju dziennego.
            Płotek odgradzał ok. 3/4 pokoju, paręnaście metrów kwadratowych.
            Po dzieciowej stronie pokoju mieściły się: kanapa, dwa fotele, biurko z szufladami,
            gondolka od wózka pełna zabawek, okno i drzwi balkonowe, grzejnik z pokrętłem,
            trzy rośliny w doniczkach.
            Po stronie niedzieciowej: drzwi do kuchni i przedpokoju, regał z książkami, płytami
            i sprzętem grającym, telefon.
            Poza okresami nasilonego lęku separacyjnego dawało się siedzieć na kanapie
            z laptopem, podczas kiedy młody bawił się na podłodze. Może nie kilka godzin, ale
            w zasadzie się dawało.
            W wieku 15 miesięcy młody nauczył się przełazić przez płotek, wdrapując się na
            boczne oparcie kanapy, więc zdemontowaliśmy.

    • joalma Re: Kojec 08.09.10, 16:48
      moja mama mi opowiadała ostatnio, że dla mnie kupili taki kojec jak już zaczęłam raczkować. ale jedyne co w nim wylądowało to choinka - akurat były święta wink)) potrafiłam się w miarę bezpiecznie bawić i w sumie okazał się niepotrzebny.
      ale wiem, że są takie dzieci które jak małpki uwielbiają spinać się po meblach, chuśtać na zasłonach i ściągać na siebie wszystko co możliwe ze stołu - jeśli ma to być dla jego bezpieczeństwa gdy wychodzisz z pokoju to chyba dobry wybór - chociaż zgodnie z teorią z ksiązki "w głebi kontinuum" dzieci mają instynkt samozachowawczy i gdy nie upominamy ich i nie pilnujemy - same się o siebie troszczą i unikają niebezpieczeństwa. tylko że trudno jest całkowicie zaufać w takie instynkty słysząc dookoła o różnych wypadkach.
      zorientuj się tylko jak wyglądają zawiasy/łączenia tych paneli - ja widziałam kiedyś taki kojec w którym bardzo łatwo było sobie przystrzasnąć palce.

    • basiak36 Re: Kojec 08.09.10, 22:05
      jul-kaa napisała:

      > Mam wątpliwości. Poważnie zastanawiam się, czy kupić dziecku barierki (kojec) o
      > graniczające przestrzeń. Z jednej strony wyglądają jak klatka, z drugiej jednak
      > wydają mi się użyteczne... Trudno mi będzie zabezpieczyć miejsca potencjalnie
      > niebezpieczne,

      Jak dla mnie kojec jest calkowicie zbednysmile I mowie to majac doswiadczenie z dwojka bardzo ruchliwych dzieci i duzym domem ze schodami i miejscami niebezpiecznymismile Dzieci zawsze raczkowaly gdzie chcialy a przedmioty niebezpieczne ustawilam na wyzszych polkach. Kontakty mozna zabezpieczyc. Reszta jest ok.
      Dla dziecka poznawanie swiata to podstawowe zadanie, nie ma sensu tego ograniczac. Juz lepiej zeby sobie raz czy drugi malego guza nabilosmile
      • jul-kaa Re: Kojec 08.09.10, 22:52
        basiu, a co robiłaś z dziećmi, jak musiałaś np. się wykąpać? Albo w kuchni posiedzieć?
        Ja bardzo miło wspominam pierwsze 2,5 m-ca, kiedy Jaś miał taki kosz mojżeszowy (ze stojakiem), który stawiałam tam, gdzie akurat coś robiłam - Jaś wtedy patrzył na mnie i się cieszył smilesmile
        • basiak36 Re: Kojec 09.09.10, 13:32
          jul-kaa napisała:

          > basiu, a co robiłaś z dziećmi, jak musiałaś np. się wykąpać? Albo w kuchni posi
          > edzieć?

          Prysznic zawsze bralam rano zanim maz wyszedl do pracy. W kuchni robiac cos zawsze dziecko mialam na oku, raczkowalo sobie gdziessmile Dzieci zawsze byly w poblizu, w kuchni bedac zwykle dobieraly sie do szuflad, co zajmowalo sporo czasu i byl niezly ubawsmile
          • jul-kaa Re: Kojec 09.09.10, 13:52
            Nie, sorry, to jednak nie dla mnie. Nie mam zamiaru wstawać wtedy kiedy mąż tylko po to, żeby się wykąpać. Nie chcę też mieć raczkującego dziecka w kuchni, bo zwyczajnie bym je oblała wrzątkiem - siebie regularnie oblewam...
            I jak juz wspomniałam - niestety muszę pracować...
            • basiak36 Re: Kojec 13.09.10, 19:39
              jul-kaa napisała:

              > Nie, sorry, to jednak nie dla mnie. Nie mam zamiaru wstawać wtedy kiedy mąż tyl
              > ko po to, żeby się wykąpać.

              Samemu tez czasem trzeba byc gotowym na kompromisysmile Cos czego warto nauczyc nasze dzieci.
              Aha, mozna brac prysznic kladac dziecko na podlodze w lazience zeby sobie raczkowalo.

              Nie chcę też mieć raczkującego dziecka w kuchni, bo
              > zwyczajnie bym je oblała wrzątkiem - siebie regularnie oblewam...

              Nie pojmuje, oblewasz sie wrzatkiem? Moze jakies zabezpieczenie zrob dla siebiesmile)
              A praca tez nie wiem w czym przeszkadza.
              Ogolnie mowiac, nie znam wsrod moich kolezanek tutaj w Uk dziecka ktore byloby w kojcu. Maja rozne domy, duze, male, etc. Dzieci rozwijaja sie w otoczeniu takim jakie ono jest. Kojec to dla mnie po prostu wybor rodzica, na pewno nie potrzebasmile
              • jul-kaa Re: Kojec 13.09.10, 20:21
                basiak36, jasne smile Ja jednak potrzebuję miejsca, gdzie mogę dziecko włożyć choć na chwilę, kiedy NAPRAWDĘ nie mogę mieć go pod nogami. To zadanie spełniają jakieś leżaczki, krzesełka, huśtawki, a takich rzeczy też nie mamy (i mieć nie będziemy - pewnie ew. krzesełko do karmienia, ale w krzesełku dziecka też nie zostawię wszak...)
                Myśl o kojcu na razie porzuciłam, to poza tym spory wydatek. Rozważam jednak ciągle kupno płotka odgradzającego dziecko od komputera i kwiatków.

                Chyba problem w tym, że jeszcze do mnie nie dotarło, że muszę mieszkanie z lekka przemeblować "pod dziecko".
                • jul-kaa Re: Kojec 13.09.10, 20:22
                  Ale! Nadal mam łóżeczko. W sumie jak już muszę coś zrobić potencjalnie niebezpiecznego, to mogę tam Jaśka wkładać. Tylko musiałabym je opróżnić z rzeczy smile
            • margonik Re: Kojec 15.09.10, 01:28
              A propos kąpieli, miałam taki przypadek przy pierwszym dziecku, że zostawiłam młodą w łóżeczku i poszłam do łazienki. Łóżeczko miało dno obniżone maksymalnie, a młoda nie umiała jeszcze stawać na nóżki. W pewnym momencie zaczęła płakać. Zanim wygramoliłam się spod prysznica, wytarłam etc, usłyszałam łupnięcie i mega płacz. Okazało się, że podciągnęła się nad barierkę i wyskoczyła z łóżeczka! Wypadła z mniej więcej metrowej wysokości na łysą podłogę (parkiet bez żadnego dywanu). Znalazłam ją leżącą na podłodze i prawie umarłam z przerażenia.
              To tak w kwestii ufności w jakiekolwiek sprzęty i barierki...
              • klarci Re: Kojec 15.11.10, 23:45
                masz rację
                wogóle zostawianie dziecka na dłużej niż siku, to ogromne ryzyko.
                w każdej chwili może się niefartownie przewrócić, znaleźć jakiś zagugiony potencjalnie niebezpieczny przedmiot, albo zadławić - podobnie nie polecam zostawiać śpiącego w łóżeczku - zdarza się, że dziecko wymiotuje i się dławi uncertain
                pod prysznicem nie usłyszysz
      • falka32 Re: Kojec 18.09.10, 19:57
        I mowie to majac doswiadczenie z dw
        > ojka bardzo ruchliwych dzieci i duzym domem ze schodami i miejscami niebezpiecz
        > nymismile Dzieci zawsze raczkowaly gdzie chcialy a przedmioty niebezpieczne ustawi
        > lam na wyzszych polkach. Kontakty mozna zabezpieczyc. Reszta jest ok.

        Yyyy, wiesz co? Każda matka myśli, że ma ruchliwe dzieci. Jeżeli tak u ciebie było, to nie miałaś bardzo ruchliwych dzieci, tylko normalnie ruchliwe i normalnie kreatywno - upierdliwe. U mnie zabezpieczenia wymagała cała reszta, która u ciebie była ok, bo dzieciaki nie przepuściły niczemu, co można było wykorzystać niezgodnie z przeznaczeniem.
        Skończyło się właśnie takim kojcem - wygrodzonym całym kątem pokoju a naprawdę to marzyłam o pokoju wyłożonym materacami i zamkniętym na kratę, bo tylko wtedy z czystym sumieniem mogłbym iść pod prysznic. Raczkowanie po łazience skończyłoby się szybką wizytą na urazowym. Raczkowanie po kuchni takoż, zresztą ja nie umiem odlewać wrzątku z ziemniaków z kimś plączącym się pod nogami na 6 m2 w tym 2m2 wolnej podłogi na której każdym centymetrze rozłożone są zabawki i zawartość szuflad. Może jestem upośledzona, a może mam słaby refleks i koordynację, jestem ruchliwa, roztargniona i impulsywna i moje dzieci mają to po mnie.
        Aha, i moje dzieci akurat lubiły swój kojec i traktowały go jak swój pokój. Tylko w takim drewnianym, jak na zdjęciu, przytrzaskiwały sobie paluchy i języki majstrując przy łączeniach, które są ruchome. Z niewiadomych powodów nie zaprzestały wkładania paluchów i języków przez cały okres korzystania z kojca, chociaż ponoć powinny przestać po pierwszym przytrzaśnięciu.

        > Dla dziecka poznawanie swiata to podstawowe zadanie, nie ma sensu tego ogranicz
        > ac. Juz lepiej zeby sobie raz czy drugi malego guza nabilosmile

        Rozumiem, że masz w umowie rodzicielskiej wpisany punkt, że urządzenie zwane dzieckiem wykonuje sobie tylko małe guzy i jest to objęte jakąś rękojmią? Ja nie mam.
    • diuszesa Re: Kojec 08.09.10, 22:20
      jul-kaa napisała:

      > Siedziałabym z nim w środku, on by się bawił, ja bym pracowała i
      > nie musiałabym za nim ganiać (choć przez kilka godzin dziennie, resztę czasu mo
      > gę ganiać smile)...


      Brzmi jak bajka wink I bajką może (choć nie musi) pozostać. Nie żebym Ci źle życzyła, ba, nawet sama bym tak chciała, ale jakoś w to nie wierzę. Dlaczego? Bo sama byłam idealistką, a potem zycie weryfikowało moje plany. Myślałam na przykład: Fajnie byłoby mieć chustę, mogłabym małego trzymac w niej, a sama poczytać książkę, porobić cos przy kompie. I guzik - mały akceptuje chustę tylko wtedy, gdy się chodzi. Jak usiądę, to od razu się połapie, że to oszustwo wink Myslałam też: Fajnie byłoby mieć matę - kładłabym na nia małego, on by się bawił wszystkimi tymi cudeńkami, a ja chodziłabym po mieszkaniu, bylabym w stanie coś zrobić, popracować. I znow - guzik. Mata działała tylko przez pierwsze dwa tygodnie (max) - w okresie fascynacji nową zabawką. A potem wróciły czasy sprzed maty - jak mama położy, to zaczyna się bek wink
      My też chcemy z mężem kupić kojec, tylko, że taki duży, osmiokątny, jedna część szerokość 88 cm. Wyliczylismy, że zająłby akurat cały dywan, na którym obecnie bawi się mały. Tylko, że Ignaś często wypełza poza ten dywan, bo wiadomo - w rogach, na krawędziach - jest najciekawiej wink Nie widzę nic złego w ograniczaniu przestrzeni w takim stopniu, w końcu nie trzymam dziecka w pudelku metr na metr, ma pewną swobode, zabawki, możliwość pełzania. Ale tak sobie myslę, że tak jak padly moje plany w kwestii innych urządzonek, tak i tu rzeczywistość może okazac sie mniej sielankowa wink
      Co wcale nie zmniejsza mojej ochoty na ten kojec wink

      A w ten instynkt samozachowawczy dziecka to srednio wierzę; owszem, mogę uwierzyc w to, że nie zejdzie ze schodów, ale że kabla nie pociagnie i nie zwali na glowę radia, to juz nie wink A my z mężem mamy takie mieszkanie, gdzie jest dużo mebli, kabli, i wszystko jest potrzebne. Pokój bardzo nieustawny, kasy na nowe meble i w ogóle lepsze zagospodarownaie przestrzeni brak wink
      >
      >
      >
      • jul-kaa Re: Kojec 08.09.10, 22:50
        diuszesa napisała:

        > Brzmi jak bajka wink

        Bo moje życie z Jaśkiem to bajka, hehehe smile W chuście siedzieć (jak ja się nie ruszam) nie chce, ale za to doskonale radzi sobie leżąc i patrząc, co tam mama ciekawego robi. Albo bawiąc się stojakiem z Ikei (takim z wisiawkami). Mata też czasem jest ciekawa (ale rzadko, bo ja jej nie lubię). I jeszcze są różne inne zabawki (ostatnio super modne Lamaze - kurcze, nie byłam przekonana, ale oszalał na ich punkcie, z dżdżownicą nawet dziś 2 razy zasnął w objęciach!).
        Nie zawsze tak jest - przyznam - ale baaardzo często. Jaś jest w sumie totalnie bezproblemowy. Gdyby mi się chciało, to miałabym mieszkanie na błysk, pracę zrobioną, obiad ugotowany. Ale mi się nie chce, hehehe. Albo z nim siedzę i się bawimy, albo siedzę na forum (Jaś sporo śpi w dzień, a jeszcze więcej w nocy).

        > My też chcemy z mężem kupić kojec, tylko, że taki duży, osmiokątny, jedna część
        > szerokość 88 cm. Wyliczylismy, że zająłby akurat cały dywan, na którym obecnie
        > bawi się mały.

        A jednak smile My taki sam (z allegro, nie?), ale sześciokątny, też na cały dywan.
        Teraz jeszcze pomyślałam, że może nie Jasia zamykać w kojcu, ale używać go do odgradzania miejsc potencjalnie niebezpiecznych... Hmm. My jesteśmy straszliwymi bałaganiarzami i nie zdołamy utrzymać mieszkania w stanie całkowicie bezpiecznym.
        • diuszesa Re: Kojec 09.09.10, 00:48
          jul-kaa napisała:

          > diuszesa napisała:
          >
          > > Brzmi jak bajka wink
          >
          > Bo moje życie z Jaśkiem to bajka, hehehe smile W chuście siedzieć (jak ja się nie
          > ruszam) nie chce, ale za to doskonale radzi sobie leżąc i patrząc, co tam mama
          > ciekawego robi. Albo bawiąc się stojakiem z Ikei (takim z wisiawkami). Mata też
          > czasem jest ciekawa (ale rzadko, bo ja jej nie lubię). I jeszcze są różne inne
          > zabawki (ostatnio super modne Lamaze - kurcze, nie byłam przekonana, ale oszal
          > ał na ich punkcie, z dżdżownicą nawet dziś 2 razy zasnął w objęciach!).
          > Nie zawsze tak jest - przyznam - ale baaardzo często. Jaś jest w sumie totalnie
          > bezproblemowy.

          Które bociany takie anioły z nieba zrzucają? wink
          Z moim to nie taka prosta sprawa. W nocy spoko, ale dzień z nim potrafi wymęczyć człowieka.
          Ciągle potrzebuje zainteresowania, rzadko potrafi się sam bawić (tzn...hmmm.... mąż twierdzi, że potrafi, ale nie przy mnie. Kiedy wyczuje, że jestem w pobliżu, to domaga się mojej obecności. Podobno jak zostaje z mężem lub babcią, to jakos sobie radzą bez płaczu).
          Na dywanie pełza energicznie, wszędzie włazi, przewraca fotelik samochodowy, więc nie mozna go zostawić, jak sie włoży natenczas do łóżeczka to jest nieszczęśliwy płacz. Na przewijaku wariuje, nie daje sie przebierac i przewijać, musi się przekręcać, juz sie nawet nauczyłam przewijać, jak on lezy na brzuchu, bo inaczej to są zapasy wink Sposób szwagierki - dać drugą pieluchę, niech się czyms zajmie - nie działa, bo przekręca się z pieluchą czy co tam mu dam, zahaczając nia przy okazji o inne rzeczy i przewijak wygląda jak pobojowisko. Na rekach noszony też ciągle sie gdzieś wychyla, łapie za twarz, szczypie. No nie ma lekko wink
          Az się boję, co będzie dalej wink


          > > My też chcemy z mężem kupić kojec, tylko, że taki duży, osmiokątny, jedna
          > część
          > > szerokość 88 cm. Wyliczylismy, że zająłby akurat cały dywan, na którym ob
          > ecnie
          > > bawi się mały.
          >
          > A jednak smile My taki sam (z allegro, nie?), ale sześciokątny, też na cały dywan.

          No, z allegro wink
          >
          > Teraz jeszcze pomyślałam, że może nie Jasia zamykać w kojcu, ale używać go do o
          > dgradzania miejsc potencjalnie niebezpiecznych... Hmm. My jesteśmy straszliwymi
          > bałaganiarzami i nie zdołamy utrzymać mieszkania w stanie całkowicie bezpieczn
          > ym.

          Skąd ja to znam. żeby nasze mieszkanie bylo całkowicie bezpieczne, to musielibysmy wymienić prawie wszystkie meble, zmienić drewniane podłogi, no i częściej sprzątać wink
          • jul-kaa Re: Kojec 09.09.10, 08:36
            diuszesa napisała:
            > Które bociany takie anioły z nieba zrzucają? wink

            Jasiek jest z kapusty a nie od bociana smile

            > Ciągle potrzebuje zainteresowania, rzadko potrafi się sam bawić (tzn...hmmm....
            > mąż twierdzi, że potrafi, ale nie przy mnie. Kiedy wyczuje, że jestem w pobliż
            > u, to domaga się mojej obecności. Podobno jak zostaje z mężem lub babcią, to j
            > akos sobie radzą bez płaczu).

            Ściemniają, mówię Ci smile

            > Skąd ja to znam. żeby nasze mieszkanie bylo całkowicie bezpieczne, to musieliby
            > smy wymienić prawie wszystkie meble, zmienić drewniane podłogi, no i częściej s
            > przątać wink

            Ano właśnie, a to ostatnie u nas nie wchodzi w grę smilesmile
            • kinga_owca Re: Kojec 09.09.10, 10:37
              mamy duże mieszkanie o nietypowym kształcie (połączyliśmy 2 mieszkania), w domu pełno dziwnych i niebezpiecznych rzeczy - kwiaty w wielkich doniczkach, ołowiane żołnierzyki, samozamykające się szuflady, regały z książkami ale dziecko kojca nie miało
              bardzo wcześnie eksplorowało mieszkanie, łaził gdzie chciał, podciągał się na półkach, wywalal buty z szafek, bawil się garnkami, wybebeszał ciuchy, darl papier toaletowy itp itd
              znajomi łapali się za głowę, były ochy achy itp
              nigdy powazniejszego wypadku nie było
              przyjęlismy zasady bezpieczeństwa - regały przykręcone do ściany, zabezpieczone gniazdka, kilka szafek z niebezpiecznymi rzeczami (narzędzia, nici, zarówki) zabezpieczylismy przed otwarciem, kilka rzeczy przestawilismy nieco wyżej i już
              pierwsze próby stawania były w oparciu o zmywarkę, jako niespełna roczniak wyjmowal rzeczy ze zmywarki i pralki, jako półtoraroczniak potrafił nakryc do stołu, od dłuzszego czasu umie wskazać co gdzie w domu leży, do czego służy, uzupelnić mydlo, włozyc kostkę do zmywarki, nastawić pralkę, umyć blat i zmienić papier toaletowy wink
              tego trzymając dziecko w kojcu nie jesteś w stanie osiągnąć, ja kojcom mówię stanowcze nie smile a po przeczytaniu "w głębi kontinuum" nabrałam jeszcze pewności, że robię dobrze

              PS: czytać można spokojnie trzymając dziecko w chuście i chodząc wink mówię to ja, matka dziecka ktore do 16 miesiąca zycia wszystkie drzemki zaliczało wyłącznie na mamusi albo tatusiu a mamusia albo tatuś musiali w tym czasie chodzić obowiązkowo wink
              • diuszesa Re: Kojec 10.09.10, 13:21
                kinga_owca napisała:

                > mamy duże mieszkanie o nietypowym kształcie (połączyliśmy 2 mieszkania), w domu
                > pełno dziwnych i niebezpiecznych rzeczy - kwiaty w wielkich doniczkach, ołowia
                > ne żołnierzyki, samozamykające się szuflady, regały z książkami ale dziecko koj
                > ca nie miało
                > bardzo wcześnie eksplorowało mieszkanie, łaził gdzie chciał, podciągał się na p
                > ółkach, wywalal buty z szafek, bawil się garnkami, wybebeszał ciuchy, darl papi
                > er toaletowy itp itd

                Podciąganie na półkach, jesli na nich nie ma cięzkich czy ostrych rzeczy, a regały sa przykrecone, to spoko; garnki też, ciuchy ok. ale takich rzeczy jak papiery w zasiegu reki dziecka to ja się na przykład boję - przecież może się najeść. I w ogóle jest w domu tyle rzeczy, które są potencjalnie niebepieczne - u nas na przykład długie firanki - pociągnie, ściągnie karnisz na łeb; kable - pociągnie i buch radio wzmacniacz na ziemie; kosz z praniem - wsadzi rączkę w kratkę i przewróci na siebie caly kosz; doniczki z kwaitami - chwyci za liście i na siebie. Itp, itd. Ty się nie bałaś???

                po przeczytaniu "w głębi kontinuum" nabrałam jeszcze pewności,
                > że robię dobrze
                >

                a jak tam o tym piszą? Czy faktycznie można wierzyć w to, że dziecko wie, co jest dla niego niebezpieczne?

                > PS: czytać można spokojnie trzymając dziecko w chuście i chodząc wink mówię to ja
                > , matka dziecka ktore do 16 miesiąca zycia wszystkie drzemki zaliczało wyłączni
                > e na mamusi albo tatusiu a mamusia albo tatuś musiali w tym czasie chodzić obow
                > iązkowo wink

                Próbowałam, ale mi niewygodnie wink Noszę małego na razie z przodu w iksie, może jak zacznę uskuteczniac plecaczek, to się komfort czytania polepszy wink takie czytanie to nie jest to, co tygryski lubia najbardziej ;-0 nie moge sie skupic na lekturze, moze z czasem nabiore wprawy ;-0
        • mad_die Re: Kojec 10.09.10, 11:37
          I jeszcze są różne inne zabawki (ostatnio super modne Lamaze - kurcze, nie byłam przekonana, ale oszalał na ich punkcie, z dżdżownicą nawet dziś 2 razy zasnął w objęciach!).

          Ghm... To ciekawe... Pięciomiesięczne dziecko oszalało na punkcie zabawki... Doprawdy... Czym się ten szał cechuje? Bo że mama może oszaleć z powodu super modnej dżdżownicy, to jeszcze ujdzie, ale taki maluch? Podejrzewam, ze gdybyś mu dała swoją koszulkę zwiniętą jak dżdżownicę, to też by oszalał na jej punkcie i zasnął z nią DWA razy....
          Uggghhh...
          • jul-kaa Re: Kojec 10.09.10, 12:09
            mad_die, dlaczego jesteś złośliwa...?
            Jaś długo nie interesował się zabawkami w ogóle: nie patrzył na nie, nie brał do rączek. Od niedawna niektóre go ciekawią, ale naprawdę tylko niektóre. Do tych się uśmiecha, wyciąga ręce, gryzie, śmieje się... Podobnie reagował na dwie z chyba ośmiu grzechotek i na oballa. I jeszcze na zabawki wiszące obok przewijaka, które sama uszyłam (podstawowe kolory, proste kształty). Resztę olewa równym sikiem.

            No jak rany, nie można napisać, że jakaś zabawka się dziecku podoba? Ja rozumiem, że tak strasznie chcemy być pod prąd, że fajne są tylko drewniane niemalowane klocki, pokrywki od garnków i łyżki, tak? A jak dziecko dostanie właśnie Lamaze, czy inne Chicco, to należy schować, bo a nuż mu się spodoba i mamusia już nie będzie AP...? A może wymusiłam na dziecku taką reakcję? Albo sama się cieszyłam jak głupi do sera, a ono podchwyciło?
            bleh...
            • mad_die Re: Kojec 10.09.10, 17:44
              Moze i złośliwa (lub raczej kąsająca wink), ale nadal jest mi trudno sobie wyobrazić, jak taki maluch może oszaleć na punkcie zabawki... Podskoczył w wózku z radości? Piał z zachwytu z chusty?
              No nie kumam tego i już.
              I nie, moje dzieci nie bawią się tylko szmacianymi lalkami i drewnianymi klockami - nie stać mnie na nie tongue_out mają i fiszer szajsa i cziko i inne. Tu nie chodzi o firme, tylko o to, jak piszesz o reakcji dziecka.
              A to że się wcześniej nie bawił, nie interesował... No to jest raczej normalne, trudno zeby noworodek sie bawił zabawkami...
              • jul-kaa Re: Kojec 10.09.10, 18:05
                Masz dwoje dzieci i nie wiesz, jak wygląda radość i zainteresowanie?
                Przecież słowo "oszalał" jest użyte w przenośni i jako skrót myślowy... I moja ocena jego zainteresowania jest adekwatna do jego rozwoju. Nie powiedział "ach mamo, jaka cudowna dżdżownica, szaleję na jej punkcie!", tylko zachował się tak, jak to opisałam... Otworzył szerzej oczy, uśmiechnął się, wyciągnął rączki, złapał dżdżownicę, ona zaszeleściła, roześmiał się, zaczął ją tarmosić, ona zagrzechotała, zaczął się głośno śmiać. Potem ssał jej czułki, przewracał się razem z nią, dalej tarmosił, gryzł i żuł. Do teraz cieszy się, gdy ją zobaczy i dostanie do rąk. Jak nazwałabyś takie zachowanie, jeśli "oszalał z radości" tak Cię zakuło w oczy?
                Jaś ma kilka(naście?) zabawek i tego samego dnia ileś z nich olewał (tak jak i wcześniej i później).
                Chyba że założysz, że akurat ta zabawka trafiła na ten jedyny niepowtarzalny moment, w którym dziecko zachwyciłoby się czymkolwiek...
                • minimka83 Re: Kojec 13.09.10, 00:47
                  Oczywiście, że dziecko może "zwariować" na punkcie zabawki, przedmiotu. U nas taki szaleństwem była myszka komputerowa, która powodowała wrzask ze śmiechu jak tylko znalazła się w zasięgu wzroku. Do dzisiaj jest jedną z ukochanych zabawek.
                  Tak może przecież być z dowolną zabawką.
                  A istnieje w coś takiego jak hiperbola, czyli przesadnia - warto poznać ten środek stylistyczny.
                  • diuszesa Re: Kojec 13.09.10, 21:24
                    Moze "zwariować", moze wink Ostatnio doświadczyłam - moje dziecko zaczęło się śmiać, jak nigdy dotąd, gdy zobaczyło matkę pełzającą po podłodze z mokrą ścierą i szczekającą, byle tylko jakoś zabawić swoje pozostawione w łóżeczku dziecię wink
                    • jul-kaa Re: Kojec 13.09.10, 22:18
                      Tam było "oszaleć" ;P
                      • diuszesa Re: Kojec 14.09.10, 20:53
                        No, oszaleć, zwariować - na jedno wychodzi - dzieć się cieszy, co widać. A skoro widać, to znaczy, że to JEST możliwe. No chyba, że założymy, iż wszystko jest jedynie naszą imaginacją wink
                        • jul-kaa Re: Kojec 15.09.10, 09:51
                          No, wg mad_die, to myśmy zwariowały/oszalały na punkcie zabawki...
    • aphoper1 Re: Kojec 09.09.10, 20:42
      My po wahaniach kupiliśmy kojec na sytuacje ekstremalne - jesteśmy same w domu, muszę koniecznie natychmiast coś zrobić, co wymaga pełnej uwagi i jest niebezpieczne dla Małej itp. Okazało się, że Ania ten kojec... lubi! Pokazuje często, że chce tam wleźć, tam też pierwsze razy wstawałasmile No to czasem tam siedzismile
    • misior_biorn Re: Kojec 10.09.10, 09:10
      My mielismy kojec, ale siatkowy, tego typu
      allegro.pl/0204-berber-polski-praktyczny-kojec-kaja-kurier-i1210657066.html
      Wlasnie go zdemontowalismy jakis tydzien temu, ale polecam na czas raczkolwania/nauki chodzenia, kiedy jeszcze nie masz ogarnietej tej czesci domu, do ktorej dziecko nie siegalo gdy nie chodzilo smile

      W sumie w ciagu dnia synek siedzila w kojcu srednio 15 minut - pol godziny, gdy gotowalismy, zmywalismy podloge, albo wlasnie gdy bralam prysznic a meza juz nie bylo. Byly to wiec sporadyczne okazje i synek w sumie z checia siadal w kojcu, traktujac go jako kolejna ciekawa przestrzen do zabawy, a nie wiezienie. Gdy uczyl sie wstawac wrecz chcial byc w kojcu, bo latwo mogl sie oprzec a i przewrocenie bylo bezbolesne. Ogolnie polecam na sytuacje awaryjne, aczkolwkiek nie jest to sprzet niezbedny.

      Czy kojec bedzie wiezieniem dziecka czy zabawka zalezy juz od rodzica, nie od sprzetu.
      • aphoper1 Re: Kojec 10.09.10, 09:56
        U nas identyczniesmile
      • falka32 Re: Kojec 19.09.10, 13:54
        Siatkowy u mnie też był, dla maluchów właśnie. Bo uczyły się ruszać i wstawać z taką zawziętością, że tylko w takim miejscu mogły to robić samodzielnie bez ryzyka poważnych urazów. Ja nie musiałam nad nim kwitnąć, on miał zajęcie, któremu się oddawał z pasją i bez reszty, wszystko grało. Jak się nauczyły w kojcu wstawać w miarę sprawnie, to wtedy wypuszczałam dopiero na treningi w terenie. A i tak jeden stracił pół jedynki górnej big_grin Też ten kojec lubiły. Ja byłam często w domu sama przez całe dni i noce, nie miałam na kogo czekać, żeby się wykąpać czy wyjść do listonosza, albo choćby odrobić lekcje z najstarszym, który do tego wymagał otoczenia bez bodźców, czyli bez maluchów, więc w innym pokoju - znikąd pomocy, znikąd ratunku. Nie mam pojęcia, jak bym bez niego funkcjonowała. Zwłaszcza w okresie, kiedy półtoraroczniak sprawdzał na niemowlęciu swoją przewagę fizyczną, jak tylko się odwracałam.
        • bursztynek3 Re: Kojec 21.09.10, 21:28
          tez rozważałam, ostatecznie zrezygnowałam, Hanka grasuje po całym domu, dałam radę ja opanować (choć nie raz wyrżnęła porządnie); ostatecznie temat zakupu umarł smiercią naturalną , bo kojec jednak okazał sie zbędny- ale jak ktos potrzebuje , to niech kupuje, po to to w końcu robią... nam sie udało bez tego wynalazku, ktoś inny ma i sobie chwali, ok smile
    • anik801 Re: Kojec 22.09.10, 22:47
      Kilka godzin w kojcu?Pokażcie mi takie dziecko!To chyba jakieś chore dziecko,które ruszyć się nie może,bo raczej żaden maluch nie wytrzyma tyle czasu w kojcu.My mamy łóżeczko turystyczne-15min to maksimum i to tylko dlatego,że różne bzdury pouwieszane wszędzie to się trochę młody pogapiwink Mój ma 5,5mies.i nigdzie go zostawić nie mogę bez zabezpieczenia,bo zaraz by się znalazł na podłodze.No i idąc tym tropem podłoga jest najbezpieczniejsza-niech się turla gdzie chcewink
      • jul-kaa Re: Kojec 23.09.10, 09:14
        anik801, a doczytałaś, że ten kojec w zamyśle ma mieć powierzchnię niedużego pokoju...?
        • anik801 Re: Kojec 24.09.10, 14:20
          jul-kaa napisała:

          > anik801, a doczytałaś, że ten kojec w zamyśle ma mieć powierzchnię niedużego po
          > koju...?

          I co z tego? To zamiast kupować kojec zablokuj wejście do jakiegoś mniejszego pokoju w mieszkaniu,wrzuć zabawki i zobacz ile tam wytrzyma?Nie uwierzę,że kilka godzin.Mam dwoje dzieci o zupełnie odmiennych charakterach i żadne by tyle nie wytrzymało.Również żadne dziecko z rodziny(a trochę tych dzieci jest)nie będzie przebywało kilka godzin w ograniczonej strefie nawet z górą zabawek.Siostra mojego męża założyła bramkę,żeby mały nie wychodził z bezpiecznie urządzonego pokoju i w ogóle nie zdało to egzaminu.Dziecko jest ciekawe świata i chce się przemieszczać to naturalne.Moim zdaniem lepiej zlikwidować potencjalne zagrożenia,niż wsadzać dziecko w kojec.Oczywiście posiedzi w nim z pół godziny,może maks.godzinę,ale potem zechce czegoś więcej.
          • jul-kaa no i mam 15.11.10, 22:43
            Kupiłam drewniane barierki, montuje się je dowolnie. Na razie odgrodziłam komputer i donice z kwiatami jedną częścią, a wózek drugą (Jaś próbował lizać koła). Jak dotąd sprawdza się.
            • diuszesa Re: no i mam 16.11.10, 21:02
              Ja na razie się wstrzymałam z kupnem, pod wpływem lektury Kontinuum.
              Zresztą, i tak małego bym nie zostawiała w tym kojcu, bo bym się obawiała, że będzie płakać wink
              Jak tylko się oddalę, to zaczyna marudzenie; jak jestem i siedzę, i próbuje coś robić - to czepia się do nóg i nie da nic zrobić wink Więc... I tak muszę być przy nim, i tak- więc mogę go popilnować, żeby sobie czegoś nie zrobił. A jak już trzeba jakos zabezpieczyć - to do lóżeczka.
    • pinkdot Re: Kojec 23.09.10, 09:53
      Siedziałabym z nim w środku, on by się bawił, ja bym pracowała i
      > nie musiałabym za nim ganiać (choć przez kilka godzin dziennie, resztę czasu mo
      > gę ganiać smile).

      Szczerze? Sądzę, że taki kojec to strata pieniędzy. Myślę, że jesteś zbyt optymistyczna, sądząc, że przemieszczające dziecko usiedzi Ci w tym kilka godzin dziennie, nawet gdybyś wypakowała go zabawkami po samą barierkęsmile.
      Też pracuję w domu i myślałam, że uda mi się jakoś zająć Jacka i pokonserwować sobie przy nim i jednak tak się nie da. Potrzebuję skupienia bez przerw co chwilkę, więc pracuję jak mąż jest w domu i zajmuje się młodzianem.
    • klarci Re: Kojec 15.11.10, 23:31
      ja zrezygnowałam z kupna.
      i chyba dobrze, bo w kontinuum też jest krytyka kojców - wogóle nie jest to gadzet ap wink
      ale z drugiej strony nie wiem, jak to ma zapewnić bezpieczeństwo podczas Twojej wizyty w toalecie ...
      nie wiem, sporo zalezy od mieszkania i tego, czy na prawde dziecko nie może poruszać się samo po nim.
    • kotkowa Re: Kojec 16.11.10, 13:16
      My mamy pożyczony kojec od znajomych, ale jest dość mały i przypomina łóżeczko turystyczne. Te barierki wyglądają fajniej, dają większe możliwości i dziecko jednak siedzi sobie na dywanie, a nie w całkowitej klatce. Ja uważam, że kojec jest przydatny, ale awaryjnie. Myślę, że nie można do końca ufać, że dziecko samo będzie na siebie uważało. Ono nie wie, że kabli nie można brać do buzi, bo jest w nich prąd, mój synek uwielbia też obrywać liście z kwiatów i je zjadać, a niektóre rośliny są trujące. Staram się być z nim jak najczęściej w pokoju, mogę robić swoje, ale pilnie go obserwować. W kuchni siedzi ze mną w wózku albo w bujaczku, na raczkowanie po kuchni też bym się nie odważyła, za duże ryzyko, że coś gorącego na niego spadnie. Jeśli przestrzeń będzie dość duża w kojcu i będzie mógł tam sobie raczkować, to przez jakiś czas można go tam trzymać. Jeśli musisz na chwilę wyjść np. do toalety, to kojec też jest idealnym rozwiązaniem. Ale myślę, że należy go używać tylko tyle, ile naprawdę trzeba, nie nadużywać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka