benit14
17.10.10, 20:26
mam 2 dzieci 8 i 3 latka. Staram się ich wychowywać mądrze co nie spotyka się z pozytywnną oceną moich koleżanek z pracy. A więc
- moje dzieci mają obowiązki, nawet 3 latek sprząta swoje zabawki
- moje dzieci nie mają wszystkiego, na zasadzie tupną nóżką i mama leci do sklepu.Na wieksze zachcianki (np. motor alumulatorowy) sami muszą sobie zebrać pieniążki -, ja im dokładam, jak widzę, że nie jest to przelotny wymysł
- nie żałuje kasy na książki
- są karani (indywidualnie, jak starszy uderzył babcię przez miesiąc nie chodził na ulubione zajęcia, nigdy więcej już nie uderzył)
- nie odsunęłam męża od siebie po narodzinach dzieci . Uważam, że jest moim partnerem i nie wyobrażam sobie aby dzieci przysłoniły mi wszyctko, w tym jego.
- nie uważam, że od kiedy mam dzieci sama powinnam zrezygnować z własnych pragnień, marzeń, zachcianek. Wszyscy w domu traktowani są równo. Buty kupujemy dla wszystkich ze średniej pólki, nie ma tak, że dziecko na za 200 zł a matka za 50
- jestem stanowcza wobec dzieci i konsekwentna. Co nie znaczy że brakuje mi ciepła w relacjach (bardzo często się śmiejemy, przytulamy itp.
- moje dzieci same rozwiązuja swoje problemy tzn nie wyręczam ich ale doradzam, podpowiadam. Jak starszy syn poskarżył się, że starszy kolega go bije , nie poleciałam do szkoły, nie pojechałam do jego matki. Ustaliliśmy, że pójdzie i z nim porozmwia, powie mu, ze jest mu przykro, że tak go traktuje. ponieważ rozmowa nie pomogła , sam zdecydował, ze powie jego wychowawczyni i dyrektorowi. Moje dziecko samo rozwiązało problem
- uważam, ze dzięki mojej postawie starszy syn pożegnał nieśmiałość. Był bardzo wrażliwym, nieśmiałym przedszkolakiem. Chciał chodzić na zajęcia sportowe ale bał się starszych kolegów, płakał, ze się wstydzi. postawiłam na swoim, prawie siłą go tam wpychałam, widziałam jak za drzwiami przeciera oczy. Zapisałamgo na swietlice, gdzie są dzieci starsze, nie chciał chodzić. Ale pomału zaczął nabierać pownosci siebie, dziś nieśmiałość jest wspomnieniem. Na zajęcia śmiga z chęcią , największa karą jest jak nie może pójść.
- poza tym kocham moje dzieci, mam świetny kontakt, starszy mówi mi o rzeczach, o których inne dzieci nawet nie wspominają.oje koleżanki uważają mnie jednak za złą matką.Zą nie powinnam tak dużo od nich wymagać, powinnam sama sprzątać ich pokoje, powinnam odrabiać z nimi lekcje. Same wyręczają swoje dorosłe dzieci, w wielu sprawach. A ja uważam, że wyżądzają im krzywdę. Moje dziciaki jak na swój wiek są bardzo rozsądne, świetnie sobie radzą. co o tym myślicie?