wierzba_b
22.09.04, 15:34
Witam. Dziecka póki co jeszcze nie mam, ale ostatnio coraz więcej z Mężem o
tym rozmawiamy, "przymierzamy się" do tej wizji, wiedząc, że to jeszcze nie
tak zaraz (przede mną ostatni rok studiów). I własnie takie różne
przemyślenia przyszłościowe mnie nachodzą...
Od ślubu (rok temu) mieszkamy razem, sami. I nie mamy telewizora. Była to
nasza wspólna i dla obojga oczywista decyzja - po prostu nie czuliśmy
potrzeby posiadania telewizora (a wręcz antypotrzebę - przy spisywaniu listy
prezentów ślubnych zaznaczyliśmy, ze NIE chcemy telewizora). I dobrze nam z
tym. Bardzo też chcielibyśmy, żeby i naszym dzieciom bez tego pudła było
dobrze. Mam szczerą nadzieję, że uda nam się zainteresować je ksiżąkami,
grami, wycinankami, puszczaniem baniek i tysiącem innych rzeczy.
Ale - pamiętam z własnego dzieciństwa, jak w pierwszych klasach podstawówki
byłam głęboko nieszczęśliwa, bo mi mama nie pozwalała oglądać "Dynastii" i
nie mogłam na ten temat rozmawiać z koleżankami. Dziś uważam, że miała rację
i wdzięczna jej jestem, że mi dała polubić takich badziewnych wytworów
kultury masowej. Ale wtedy czułam się "gorsza".
Pytanie do Was: co można z tym dylematem zrobić? Olać, uznając, że brak
telewizora wyjdzie dziecku na dobre, a jak koleżanki nie umieją o czym innym
rozmawiać, to niech sobie poszuka innych? Czy jednak telewizor w jakichś
dawkach dopuścić? Jeśli tak, to od jakiego wieku? Czy ktoś z Was wychowuje
swoje pociechy całkiem bez telewizora? Piszcie.