Witam!
Chcę się podzielić a raczej chcę aby ktoś podzielił się ze mną swoimi
doświadczeniami w wychowywaniu nastolatków. Mój syn ma lat trzynaście i na
ogół fajny z niego gość. Ale leniem smierdzi z daleka. najchetniej spędzałby
cały czas przed TV lub kompem. jest w pierwszej klasie gimnazjum. W szkole
podstawowej szło mu całkiem nieźle, a teraz klapa. Srednia 3,5

. Ale nie to
mnie najbardziej nurtuje, bo ciągle sobie tłumaczymy z mężem ze to trudne
poczatki w nowej szkole i że musi być niedługo lepiej. Najbardziej wkurz nas
to ze o wszystkim trzeba przypominać! Odrobiłeś wszystko? - zaraz sprawdzę...
co jutro na technikę? - nie wiem... Miałeś poodkurzać - zaraz odkurzę. Byłeś
z psem? - zapomniałem zaraz idę... I tak dalej i tak dalej... Codziennie
ingerujemy w naukę, choc zawsze byliśmy temu przciwni, ale doświadczenie
pokazuje że nie moźna pozostawić go samego bo przez swoją niesystematyczność
i czyste lenistwo zawaliłby wiele. Nie uważam, że to dobry sposób -
gimnazjaliście codziennie sprawdzać zeszyty, codziennie odpytywać, ale wiem
że gdyby nie to źe ma swiadomość ze ktoś go sprawdza, nie przygotowywał by
się najchetniej wcale do lekcji. Przez to nie mamy czasu na luźne rozmowy
tylko wszystko wokół szkoły. To sprawia że mlodemu pewnie robi sie niedobrze
od naszego gadania i tłumaczenia w kółko tego samego. Jak wy sobie
radzicie?