izunia6
20.04.05, 09:31
Przy okazji różnych postów przewija sie słowo reguły. A to jedzenie słodyczy w
sobotę, oglądanie tv w niedzielę, komputer we wtorek. Jak ja się cieszę, że
nie przyszło mi żyć w takim świecie. Ale zastanawiam się kto i po co to
wymyślił. Rozumiem, że jakiś sadystyczny psycholog z niezłą kasą na reklamę. W
naszym świecie panuje i tak mnóstwo reguł, do których mały człowiek musi się
dostosować. Dyktowane są naturą - pory dnia i nocy, czuwania i spania, ale i
wynikają z życia w społeczności i koniecznością dostosowania się do innych. Do
tego dochodzą tzw. dobre obyczaje, nauka kulturalnego jedzenia, wycierania
nosa, ubierania się, mówienia dzień dobry... Mnóstwo tego, więc po co dodawac
jeszcze kolejne zasady, kolejne reguły. Czy nie myślicie, że będzie ich w
koncu za dużo, że dzieciaki bedą miały tak dość reguł, że przestaną stosować
jakiekolwiek. Kiedy uczę dziecko ładnie jeść, to mam nadzieję, że będzie tak
jadło do końca życia. Czy jeśli nakazujecie dziecku jeść słodycze raz w
tygodniu, a oglądać tv 20 minut dziennie, też wydaje wam się, że ten nawyk
pozostanie do końca zycia? Bo ja w to nie wierzę, więc po co wogóle zaczynać?
Ja uczę dzieci wyboru i sztuki podejmowania decyzji. TV wtedy kiedy mam na to
czas i jest coś ciekawego, słodycze wtedy kiedy mam na to ochotę, a za pięć
minut nie będzie obiadu itd. Jestem zdecydowaną przeciwniczką wprowadzania w
domu jakichkolwiek dodatkowych reguł, poza tymi ogólnie przyjętymi w
cywilizowanym świecie.