fugitive
04.07.07, 11:35
Rozmawiałam sobie z koleżanką z pracy, gdy nagke zadzwonił jej telefon. Po
krótkiej rozmowie dziewczyna odłożyła słuchawkę. Jakąś godzinę później
telefon zadzwonił znowu. Koleżanka ucięła szybko rozmowę i po zakończeniu
zaczęła się śmiac dość nerowo, zapytałam naturalnie co się dzieję i
usłyszałam taką historię. Ciekawa jestem waszej oceny. Koleżanka ma brata
obydwoje już po 30 tce z własnymi rodzinami. Ostatnio pokłocili się o jakieś
gówienko, ale wymiana zdań była ponoć mocno emocjonalna. Brat po powrocie do
domu natychmiast opwiedział o kłotni ich matce, a następnie zadzwonił do
ojca,nie mieszkają razem, żeby mu opowiedzieć.Opowiedziec tzn poskarżyc' mamo
a jolka powiedziała do mnie to i to", " tato a wiesz co jolka do mnie
powiedziała". No i te dwa telefony to było najpierw z opierniczem od mamy, a
potem taty. No i tak sobie słuchałam co ona mi opowiada i nie mogłam uwierzyć
w to co słyszę. Ponoc jest to stały scenariusz, tzn każda kłotnia między
rodzeństwem wywołuje reakcję w postaci skargi do mamusi i tatusia brata
dziewczyny. I teraz pytanie do Was co byście zrobiły gdyby dorosłe ( mocno
dorosłe) dziecko przyszło do was na skargę na brata czy siostrę ( dodam że
nie chodzi o jakieś życiowe sprawy typu spadek czy podział domu, ale o jakąś
bzdurkę)? Czy taka reakcja jak opisana powyżej jest dla was potwierdzeniem
bliskości rodziny czy raczej patologią? Mocno jestem ciekawa waszych opinii