dorosłe? dzieci

04.07.07, 11:35
Rozmawiałam sobie z koleżanką z pracy, gdy nagke zadzwonił jej telefon. Po
krótkiej rozmowie dziewczyna odłożyła słuchawkę. Jakąś godzinę później
telefon zadzwonił znowu. Koleżanka ucięła szybko rozmowę i po zakończeniu
zaczęła się śmiac dość nerowo, zapytałam naturalnie co się dzieję i
usłyszałam taką historię. Ciekawa jestem waszej oceny. Koleżanka ma brata
obydwoje już po 30 tce z własnymi rodzinami. Ostatnio pokłocili się o jakieś
gówienko, ale wymiana zdań była ponoć mocno emocjonalna. Brat po powrocie do
domu natychmiast opwiedział o kłotni ich matce, a następnie zadzwonił do
ojca,nie mieszkają razem, żeby mu opowiedzieć.Opowiedziec tzn poskarżyc' mamo
a jolka powiedziała do mnie to i to", " tato a wiesz co jolka do mnie
powiedziała". No i te dwa telefony to było najpierw z opierniczem od mamy, a
potem taty. No i tak sobie słuchałam co ona mi opowiada i nie mogłam uwierzyć
w to co słyszę. Ponoc jest to stały scenariusz, tzn każda kłotnia między
rodzeństwem wywołuje reakcję w postaci skargi do mamusi i tatusia brata
dziewczyny. I teraz pytanie do Was co byście zrobiły gdyby dorosłe ( mocno
dorosłe) dziecko przyszło do was na skargę na brata czy siostrę ( dodam że
nie chodzi o jakieś życiowe sprawy typu spadek czy podział domu, ale o jakąś
bzdurkę)? Czy taka reakcja jak opisana powyżej jest dla was potwierdzeniem
bliskości rodziny czy raczej patologią? Mocno jestem ciekawa waszych opinii
    • verdana Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 11:42
      Jako matka doroslych, choc nieco młodszych dzieci, wysłuchuję czasem ich
      wzajemnych skarg. Ale gdybym chciała się wtrącić, to zaręczam, ze zarówno
      oskarżony, jak i skarżący natychmiast utworzyliby wspólny front i udusili mnie
      zgodnie i bez dyskusji.
      Cos jest nie tak nie tylko na linii rodzice-dzieci, ale także coś jest nie tak
      z samym rodzeństwem. No chyba, ze spawa nie byla taka blaha, jak kolezanka
      przedstawia. Czasem jedno z rodzeństwa w czasie wymiany zdań może powiedzieć
      cos tak obrzydliwego, czy raniącego, ze trudno dziwić się, że rodzina
      interweniuje.
      • fugitive Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 11:58
        nie wiem oczywiście czego sprawa dokładnie dotyczyła, ale koleżanka mi
        powiedziała, ze niestety we wszystkie kłotnie miedzy nimi wprowadzani są przez
        brata rodzice. I ich opnie sa jej przekazywane dośc często. Moje dzieci są
        jeszcze malutkie, ale wydaje mi sie że tak najpóźniej około 15 roku życia
        dziecko powinno usłyszeć od rodziców - mój drogi jestes już na tyle dorosły i
        mądry żeby sam rozwiązywać problemy ze swoją siostrą, a interwenncja powinna
        być tylko wyjatkowa. Gdyby w mojej rodzinie miała taka sytuacje odczułabym to
        jako porażkę wychowawczą
        • verdana Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 13:47
          Problem w tym, ze czasm porazka dotyczy jednego dziecka, a drugie na tym
          cierpi.
          Ale zgadzam się - ja prawde mowiac wycofalam się z rozwiązywania konfliktow
          jeszcze w okresie przedszkolnym. Bo jak zawsze "wszystko zaczęło się od tego,
          ze on mi oddał".
    • aluc Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 16:53
      jak mnie moja siostra wkurzy, to zdarza mi się zadzwonić do mamy i się
      poskarżyć, jaka z siostry świnia, natomiast mama, tak jak verdana, absolutnie
      nie stawia się w roli arbitra, raczej wyłącznie konfesjonału wink więc dla mnie
      anormalna jest interwencja rodziców, a nie sam fakt, że dzieci się rodzicom na
      siebie skarżą
    • roseanne Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 17:34
      hm. poskarzyc sie ewentualnei mozna - czemu nie
      ale te opierncze to troche juz za duzo

      moje dzieci sa nastolatkami, ale juz teraz staram sie nie interweniowac, no
      chuba ze jest to naprawde koniecznie
    • rycerzowa Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 18:42
      A mnie ciekawi, jaka może być płaszczyzna konfliktów między dorosłym
      rodzeństwem,"z własnymi rodzinami". Bawią się w jednej piaskownicy? Mieszkają w
      jednym pokoju?
      Skoro przedmiotem kłótni są drobiazgi , to raczej nie prowadzą razem interesów,
      ani nie posprzeczali się o spadek.

      Mam dorosłe dzieci, ale nie wyobrażam sobie, o co bzdurnego mogłyby się kłócić
      i jeszcze mi skarżyć.

      Chyba że ona mu mówi,że jest głupi i skarżypyta, a on jej pokazuje język.
      No to rzeczywiście wymagają rozstawienia po kątach.
      • aluc Re: dorosłe? dzieci 05.07.07, 00:24
        oooj rycerzowa, płaszczyzna się ciągnie aż po horyzont, uwierz mi smile
    • mama303 Re: dorosłe? dzieci 04.07.07, 21:21
      na moje oko to koleżanka musiała nieźle narozrabiać jak zadzwoniła do niej
      najpierw matka a potem w tej samej sprawie ojciec.
      • fugitive Re: dorosłe? dzieci 05.07.07, 08:45
        nie wiem do końca czy mocno czy nie, ale to nie zdarzyło sie pierwszy raz, może
        wynika to z faktu, że ojciec i matka nie mieszkają razem, dlatego ich
        interwencje są rodzielone. Napisałam o tej sytuacji dlatego, że tez dla mnie
        sytuacja jest dziwaczna. Sama mam rodzeństwo i kłotnie skończyliśmy na etapie
        nastolatków.
    • fugitive Re: dorosłe? dzieci 05.07.07, 09:18
      skoro to forum wychowanie to zastanówmy sie czy rodzice tych "dzieci" popełnili
      błedy wychowawczej? jakie? czy poprostu "ten typ tak ma" i takie dzieci a
      potrem dorosłi ludzie się zdarzają
      • aluc Re: dorosłe? dzieci 05.07.07, 10:01
        fugitive, dla mnie błędem jest przede wszystkim nieumiejętność wycofania się z
        z pozycji arbitra przez powiedzenie po prostu "rozwiążcie to sami pomiędzy sobą"

        ja to stosuję już u pięciolatka i dwulatka, ze zmiennym powodzeniem co prawda,
        ale jednak wink zwłaszcza, że skarżącym jest zwykle starszy, który zazwyczaj nie
        komunikuje się z bratem w celu rozwiązania konfilktu, tylko od razu biegnie po
        pomoc

        i już w trakcie pisania dochodzę do wniosku, że to się musiało zacząć na samym
        początku, że być może wszystkie konflikty począwszy od wydzierania sobie
        zabawki były rozwiązywane przez mamusię, która mówiła, komu się słusznie
        należy, a które musi ustąpić

        prawdę mówiąc jestem dokłądnie z drugiej strony barykady - nie włączam się
        dopóki krew się nie leje, wcześniej najwyżej doradzam delikatnie wink oraz jestem
        gotowa wysłuchiwać biadoleń, jaki to ten młodszy jest okropny, ale w
        charakterze refleksji ogólnej, a nie "mama, weź mu powiedz"
    • 13monique_n Re: dorosłe? dzieci 06.07.07, 11:35
      Moja mama od najwcześniejszego dzieństwa załatwiała kłótnie moje i siostry
      stwierdzeniem "nie interesuje mnie, kto zaczął, ja skończę".
      A opisana tutaj sytuacja jest co najmniej dziwna, chora do gruntu tak naprawdę.
      Nie wyobrażam sobie tego, że teraz byśmy na siebie z siostrą skarżyły.
      I własne dzieci (ja mam starsze, ona młodsze) też odzwyczajamy, starannie
      filtrując to, co skargą nie jest, od całej masy takich.
      matko, gdybym ja pozwoliła moim wczesnym nastolatkom na taka walkę podjazdową,
      to w ciagu roku u czubków bym była, jak nic smile
Pełna wersja