ciemnanocka
31.07.09, 18:24
Miesiąc temu urodziłam Mateuszka i do tej pory córka moja była dzieckiem
idealnym. Nie płakała w sumie, nie wymuszała nic, o histerii nie było wcale mowy.
Teraz jest katastrofa.
Ciągle ryczy, czasem mam wrażenie że sama szuka pretekstu do tego, by płakać,
na przykład jak sie uderzy, celowo się potem pieści dłuższy czas.
Może to pretekst by być u mnie na kolanach?
Nie słucha się kompletnie, każdą prośbę trzeba powtarzać wiele razy i czasem
robi na złośc (w stylu "nie ruszaj kabla", a ona celowo rusza i trzyma, nie
mogę jej ręki oderwać).
Do tego oczywiście dochodzi niechęć chodzenia, potrafi usiaść na kamieniu i
siedzieć, nie zważając, że ja sobie ide.
Najdziwniejsze jest to, że Mateusz nie jest absorbujący, jak on śpi to Lila
nie chce przyjść do mnie na kolana, nie chce bym jej czytała, woli coś innego
(chociażby mini mini), ale jak zaczynam karmić - natychmiast jest coś...
Teraz wyprawiłam ich z tatą na spacer, ale normalnie nie mam siły już.
Doszło do tego wędrówki nocne do naszego łózka, ja się nie wysypiam, mąz się
nie wysypia, idzie spać do Lilki łózka i wszystko stoi na głowie.
Nigdy nie spodziewałam się, że z Aniołka jakim była moja córka może się zrobić
mała histeryzująca dziewczynka.
Staram się na nią nie krzyczeć, ale czasem nie wychodzi, bo ciągle coś się
dzieje. I tak się kółko zamyka. Ona broi, ja krzyczę, ona sie wkurza, że ja
krzyczę i znowu do niczego.
Od września Lila idzie do przedszkola i sie z jednej strony ciesze, a z
drugiej boję się, że potraktuje to jako odrzucenie. No normalnie nie wiem co
mam robić.
Poradniki piszą "spędź troche czasu z jednym dzieckiem". Ja niestety nie moge
sobie pozwolic na to, mąz wiecznie zapracowany i muszę zawsze być z dwójką.
ech.
Może mi coś poradzicie, albo powiecie kiedy to minie...