sueno
27.01.11, 09:30
Pomimo leczenia domowymi sposobami synka, postanowilam sie udac do lekarza (pojawil sie dziwny kaszel, i ciagle chwyta sie za ucho-podejrzewam zapalenia bo tak samo sie zachowywal podczas poprzednich chorob). Uwazam ze zachowalam sie zgodnie z tym co mowili mi w przychodni poczekac 2-3 dni i zobaczyc czy ma sie na wyzdrowienie czy na cos powaznego.
I jaka mnie dzisiaj niespodzianka spotkala, dzwonie a kobieta mi mowi ze ona mnie dzisiaj nie przyjmie, nawet jesli dziecko ma goraczke, bo ona nie ma miejsc. Mowie jej, ze postepuje zgodnie z zaleceniami przychodni, jak nie ma sie na wyzdrowienie to dzwonie. Ona mnie nie przyjmie, i tekst "powinna Pani dzwonic w poniedzialek i sie umowic na dzisiaj" bo przeciez zawsze mozna wizyte odwolac. Pytam sie jej jaki jest sens umawiania sie naprzod kiedy dzieci naprawde chore potrzebuja wizyt u lekarza, a ja tylko blokuje kolejke. To ona "widzi Pani ale tak Pani przyjeta bylaby dzisiaj". Nie rozumiem tej polityki, musze z chorym dzieckiem czekac do jutra, pomimo ze "moze" sa wolne miejsca, bo ktos nie przyjdzie albo nie odwola wizyty.
Czy u Was tez tak jest???