unkhas
07.03.05, 23:09
Witam,
Post trochę długi, ale na początku chciałbym nakreślić naszą sytuację. Wiem że
temat migdałków był poruszany wiele razy ale nie znalazłem niestety porady
która by mi pomogła.
Mój mały synek (3,5 roku) po kilku zapaleniach ucha został zdiagnozowany jako
pacjent do operacji na migdałki. Powtarzające się infekcje spowodowały
zbieranie się płynu w uchu środkowym i w konsekwencji duży niedosłuch.
Leczyliśmy małego w klinice Damiana w Warszawie (bo tu mieszkamy od jakiegoś
czasu). Zaproponowany tryb leczenia przewidywał doleczenie małego do stanu, w
którym dopuszczalna będzie narkoza i w którym zabieg nie będzie pociągał
ryzyka krwotoku (a przynajmniej je zminimalizuje). Ponad dwa miesiące trwało
leczenie mały w tym czasie prawie całkowicie przestał słyszeć.
W końcu w połowie stycznia przeprowadziliśmy operację wyczyszczenia uszu i
zmniejszenia trzeciego migdałka. Byliśmy pełni nadziei, że nasz synek w końcu
będzie zdrowy. Jednak nasze nadzieje okazały się płonne, mały był zdrowy tylko
tydzień po zakończeniu kuracji antybiotykowej.
Po czterech tygodniach moja żona pojechała do Wielkopolski do rodziny – mały
tam się rozchorował, skarżył się na uszy. Laryngolog stwierdziła, że trzeba
małego umieścić w szpitalu i że mocno ścieka mu wydzielina z zatok na
migdałki. Operacja okazała się nieskuteczna.
Byliśmy tydzień w szpitalu w Gnieźnie na leczeniu farmakologicznym zatok.
Synek dostawał antybiotyki dożylnie i jakąś pochodną adrenaliny (chyba) w
tamponikach do nosa raz dziennie. Smarkał się niemiłosiernie i do tego
kaszlał. Po tygodniu dostaliśmy wypis i maszynkę do przeprowadzania inhalacji
we własnym zakresie. Skutek zerowy – mały ciągle chory. Wczoraj moja żona
pojechała do laryngologa w Poznaniu i ten dowiedział się że migdał trzeba
wyciąć i to jak najszybciej. Jesteśmy w punkcie wyjścia.
I tu sedno sprawy. Laryngolog poznański przyznał się, że Poznań i Warszawa to
dwie różne szkoły. Jedni (poznaniacy) twierdzą, że migdałki się usuwa a drudzy
(warszawiacy) że tylko zmniejsza.
Nie wiemy, co robić. Już raz zaufaliśmy i poddaliśmy małego operacji.
Zapewniano nas wtedy, że potem będzie tylko lepiej. Klapa. Teraz mówi się, że
po usunięciu migdałka przez kilka tygodni mały będzie brał leki typu
Mucosolvan za kilka tygodni i wyzdrowieje. Za kilka tygodni to będziemy mieli
zmianę klimatu, więc ciepło może poprawić sytuację bez operacji. Jesteśmy już
skołowani. Każdy lekarz widzi migdałki, jeden zobaczył zawalone zatoki.
Panaceum na to wszystko ma być skalpel. Nie wiemy komu ufać.
Czy ktoś z was miał takie problemy z migdałkami i może podsunąć nam jakiś
pomysł? Jak u was jest z zaufaniem do lekarzy (pomijając czy to jest państwowa
czy prywatna służba zdrowia)?
unkhas