Krzyś jest z nami w domu

Jednak zabrałam go ze szpitala - i tak się tam zaziębił. Ostatnie dni były bardzo dla nas trudne - wystawanie przy łózeczku 24 godziny i czujne śledzenie każdego oddechu, kiedy kaszlał i ulewał pokarm. Nadal ma mocny katar i duszności, które mnie wylańczają nerwowo - lekarz peditra mówił nam, że to duszności katarowe a nie od serduszka, ale ja ciągle widze wszystko w gorszych barwach niż jest, bo czy ta bladośc mojego dziecka to już zasinienie czy tylko anemia? Mamy wspaniałego lekarza pediatrę, Bogusława Podsiedlika - rozumie nasz strach i mogę do niego zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i opowiedzieć o wszystkich niepokojach - Na wizycie wczoraj okazało się, że mimo moich lęków i czarnowidztwa Krzyś przytył 400 gr i nie ma ani zapalenia płuc ani zapalenia oskrzeli - tylko katar - w przyszym tygodniu kontrola na Prokocimiu - iracjonalnie boję się, czy nie zostawią Krzysia znów w szpitalu, czy znów się coś złego nie okarze, czy kolejna wizyta w szpitalu nie zakończy się, jak wszystkie dotychczasowe od porodu, usłyszeniem jakiejś strasznej wiadomości... Biedny ten mój maluszek - tak bardzo boję się go kochać i utracić
Katarzyna, mama Krzysia (jutro 6 tygodni jego życia)