paniiwonka1
21.06.07, 10:09
pozwalam sobie na wpis, bo serce pęka czytając wątki o Prokocimiu.
Kiedy w 2004 roku dowiedzieliśmy się, że Nasz Synek ma HLHS, oprócz obaw o
Jego życie i rozwój, zastanawialiśmy się jak my, ze Słupska, z prowincji,
zwykli ludzie, bez znajomości i wielkich pieniędzy, podziejemy się w takim
Krakowie, jak "załatwimy" Mu ten szpital, jak "załatwimy" Mu życie? ile
kopert trzeba będzie mieć, jak długo trzeba będzie czekać?
Tymczasem nikt nas nie pytał skąd jesteśmy, operacja została przeprowadzona
bez kopert, kolejki. Spotkaliśmy się z wielkim oddaniem Profesora, całego
Zespołu Kardiochirurgów i pozostałego personelu medycznego. Mimo znanych
przecież problemów w służbie zdrowia, kłopotów ze sprzętem, z lekami, Naszemu
Synkowi nic nie brakowało i wierzymy, że WSZYSCY zrobili WSZYSTKO by Mu to
życie, dane po raz drugi utrzymać. Choroba Naszego Synka pozwoliła spojrzeć
nam na nowo na ludzi, na ich bezinteresowność i oddanie, na ich WIELKOŚĆ,
pozwoliła nam uwierzyć w CUD. W CUD talentu Profesora, w CUD wielkiej
bezinteresownej pracy wszystkich lekarzy i CUD wspaniałej opieki
pielęgniarek. Taki CUD, że jest taki szpital w Prokocimiu, że wszyscy są
ponad korupcję, ponad ten cały burdel w służbie zdrowia. Że jest to ZGRANY
ZESPÓŁ utalentowanych, wykształconych i kulturalnych osób.
Być może choroba Synka, strach o jego życie, wdzięczność i niemalże boska
cześć i wiara w ich NADLUDZKOŚĆ była ślepa, a może w tym wszystkim nie
chcieliśmy widzieć zwykłości?
Nasz Synek odszedł po 5 miesiącach, pomimo wielkiej walki wszystkich.
Spotkaliśmy się ze współczuciem wszystkich, widać było ich żal i bezsilność.
Nie mamy żalu, że się nie udało, pretensji, że ta ich NADLUDZKOŚĆ okazała się
za mała, że może ktoś coś zepsuł czy się pomylił. Nasza wdzięczność
pozostanie na zawsze.
Tak bardzo byliśmy zaślepieni wierząc w prawie boskość Profesora, lekarzy i
pielęgniarek?
Bo oto mieliśmy w tym wszystkim całe szczęście, że byliśmy z prowincji, że
Synek miał HLHS a nie "zwykłą dziurę" i że akurat taka wada to hobby
Profesora?
Serce nam pęka, bo oto upadł nasz wielki mit, wielka wiara w to, że wszyscy
ci ludzie w szpitalu, na tych kilku oddziałach są tam ponad wszystko! że nie
ma CUDU w Prokocimiu! Nie ma wielkiego i ważnego ośrodka leczenia dzieci, nie
ma zgranego i oddanego zespołu specjalistów, współpracującego ze sobą w wielu
dziedzinach medycyny, nie ma żadnego WIELKIEGO ŚWIATA!
Że nie ma takiego miejsca na ziemi bez zawiści, zazdrości i spojrzenia na
wszystko z poziomu swego pępka! Że nie ma takich uczelni i uniwersytetów,
które byłyby w stanie nauczyć jeszcze szacunku, kultury i współżycia z innymi.
Wierzyliśmy w nadludzkość i boskość tego szpitala w wielkim mieście.
Sądziliśmy, że taka zwyczajność szpitalnej społeczności sięga dopiero
podziemia Prokocimia, gdzie człowiek-hiena wyłudził od nas prywatną opłatę za
ubranie Synka w ostatnie ziemskie ubranko...
Tymczasem atmosfera, zawiść i zazdrość w tym wielkim szpitalu jest jak nie
obrażając w wiejskiej przychodni a afery i ploty jak w małomiasteczkowym
maglu...
Widocznie niemożliwością jest by istniała symbioza w tak wielkim towarzystwie
wybitnych osobistości.
Runął nasz mit i wiara w wielkość ludzi. Polska jest jedną wielką globalną
wiochą i ludzie są tylko ludźmi, a niektórzy nawet aż ludźmi, bez względu na
pochodzenie, wykształcenie i osiągnięcia.
Bardzo boli nas ta cała afera, odejście Profesora.
Bardzo współczujemy rodzicom serduszkowych dzieci, a najbardziej przyszłym
rodzicom, bo wypada im tylko zmienić kraj albo i nawet religię.bo ich wiara w
cud Prokocimia upadła także.
Dziękujemy Panu Profesorowi i CAŁEMU zespołowi lekarzy i pielęgniarek za 5
miesięcy życia Naszego Synka.
Nie, nie uważamy, że Profesor powinien mimo wszystko jednak zostać dla
polskich dzieci, sprawy zaszły za daleko i zdaje się klamka zapadła. Już
prawdopodobnie nigdy nie byłoby tak samo.
Życzymy powodzenia i sukcesów w hamburskiej klinice. Jeżeli ma tam być tylko
3-ch specjalistów, to zawsze tylko dwóm będą przeszkadzać Pana niewątpliwy
talent ale i skomplikowana osobowość.
Życzymy Następcy Profesora Malca, by spróbował odbudować nasz mit od nowa,
zaś pozostałym kardiochirurgom odwagi i wiary we własne możliwości poparte
czynami. Choć zdajemy sobie sprawę, że nie będzie łatwo i że nie każdy z nich
urodził się by móc robić coś więcej niż "podwiązywać PDA", ale wiara czyni
cuda.
Życzymy przede wszystkim wzajemnego szacunku, bo szacunek rodziców i miłość
dzieci jest bezwarunkowa i będzie zawsze.
Iwona Piasecka, Słupsk - mama Ludzika z nieba i Gruszki z ziemi