Dodaj do ulubionych

unassisted childbirth

06.01.09, 16:17
Hej dziewczyny. Mam za sobą dwa porody- jeden w szpitalu-masakra, drugi miał
być domowy ale nie byłam zadowolona z położnej przez, którą nic dobrego nie
wynikło, poród zakończył się w szpitalu, choć nie musiał. Teraz chcę urodzić
sama w domu. Bo wiem, że tak będę czuła się o niebo lepiej. Jestem o tym
przekonana.
Czy znacie dobre materiały o porodzie bez asysty? Razem z przyjaciółką
buszujemy po necie ale nic nie można znaleźć prócz filmów na youtube..

Czy może któraś z was tak rodziła? A może chce urodzić?
Jeśli tak, to łączmy się! W kupie zawsze raźniej wink
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: unassisted childbirth 06.01.09, 17:12
      Ja tak urodziłam ale to nie było zaplanowane - po prostu czwarty poród poszedł
      na tyle sprawnie, że położna nie miała szans dojechać na czas. Było bardzo
      spokojnie i pozytywnie.
      Tak z założenia na unassisted to bym się nie zdecydowała, choćby dlatego, że po
      każdym porodzie trzeba mnie szyć, a tego nie potrafię zrobić samodzielnie wink
      Poza tym wszelkie kwestie formalne są dużo łatwiejsze, gdy przy porodzie pojawi
      się położna. Niby można po porodzie wezwać położną śwodowiskową ale to jakaś
      obca baba i, jak znam życie, podstawowym jej pomysłem będzie wezwanie karetki i
      transport do szpitala >sad
      • naturalis do kaakaa 07.01.09, 21:56
        kaakaa, powiedz mi jak zapanowałaś nad krzykiem? Krzyczałaś w ogóle?
        Czy kolejny poród mniej boli?
        Czy przyjmowanie własnego porodu jest trudniejsze, niż gdy ktoś inny to robi?
        Czy wręcz odwrotnie - gdy wszystko jest w Twoich rękach czujesz przypływ sił?
        Parłaś czy dziecko samo wyszło?
        Jak oddychałaś?
        Wspominałaś o dekompresji, proszę napisz, co jeszcze trzeba wiedzieć, robić, gdy
        przyjmuje się swój poród.
        Jak jest z porodem w wodzie? Na co trzeba zwrócić uwagę i o czym trzeba pamiętać?
        • kaakaa Re: do kaakaa 07.01.09, 22:44
          Dużo pytań a ja tylko jedną ręką dysponuję wink

          > kaakaa, powiedz mi jak zapanowałaś nad krzykiem? Krzyczałaś w ogóle?
          Nie krzyczałam przy żadnym porodzie. Zdarzało mi się wydawać dźwięki ale nigdy
          nie czułam potrzeby by krzyczeć.

          > Czy kolejny poród mniej boli?
          Nie. Ale jak jest krótszy to krócej boli. Podstawowa kwestia to fakt, że za
          odczuwanie bólu odpowiada głównie głowa. Ja się nastawiałam, że ból będzie do
          wytrzymania i nie było tak strasznie.

          > Czy przyjmowanie własnego porodu jest trudniejsze, niż gdy ktoś inny to robi?
          Trudno mi się porównać z kimś innym. Mogę jednak stwiedzić, że pod pewnymi
          względami trudniej przyjąć swój poród niż cudzy - słaba widoczność wink
          Trudno w jakiś świadomy sposób chronić krocze. Trudno sprawdzić, czy dziecko nie
          ma na szyi owiniętej pępowiny. Trzeba przyjąć taką pozycję, żeby dziecko nie
          zrobiło sobie krzywdy (bardzo nisko nad podłożem), bo nie sposób go samej
          przytrzymać.

          > Czy wręcz odwrotnie - gdy wszystko jest w Twoich rękach czujesz przypływ sił?
          Mój ostatni poród był tak ekspresowy, że nie miałam powodu by zbrakło mi sił.
          No, chyba, że po wcześniejszym wysprządaniu mieszkania mogłabym się poczuć nieco
          osłabiona wink
          Przyznaję, że tym razem miałam w sobie wyjątkowy spokój - poród zadział się sam.

          > Parłaś czy dziecko samo wyszło?
          Strarałam się nie przeć - tylko tyle ile mnnie "samo parło". Świadomie i celowo
          poparłam tylko raz (i też nie mocno), gdy już główka była na wychodzie, bo
          bardzo nie chciałam czuć tego przykrego rozpierania jeszcze do kolejnego skurczu.

          > Jak oddychałaś?
          Intuicyjnie. Nie robiłam żadnych świadomych ćwiczeń oddechowych. Z jednym
          wyjątkiem - na pierwszym partym "dmuchałam świeczki", żeby powstrzymać się od
          parcia - tak na wszelki wypadek, gdyby nie było jeszcze pełnego rozwarcia. No, i
          żeby dać mężowi szanse na przyniesienie ręczników wink

          > Wspominałaś o dekompresji, proszę napisz, co jeszcze trzeba wiedzieć, robić,
          gdy przyjmuje się swój poród.
          Nie mam pojęcia, jak należałoby się przygotować do przyjmowania własnego porodu,
          bo sama się do tego nie przygotowywałam. Tak ogólnie bardzo polecam nową książkę
          Ireny Chołuj "Urodzić razem i naturalnie" To jest poradnik zarówno dla rodziców
          jak i położnych, więc można tam znaleźć wiele cennych informacji.

          > Jak jest z porodem w wodzie? Na co trzeba zwrócić uwagę i o czym trzeba pamiętać?
          Polecam to, co o porodach w wodzie pisze Irena Chołuj. Moim zdaniem rozdział z
          jej książki na ten temat jest jednym z lepszych tekstów o porodach w wodzie
          dostępnych w języku polskim.
        • fizula Re: naturalis 08.01.09, 01:32
          Najstarszą córę rodziłam w szpitalu, drugie dziecię- w domu z
          położną, a trzecie, najmłodszą Tosieńkę- sama z mężem i jestem
          przekonana że z pomocą Bożą.
          Ja nie jestem tak jak Kaakaa położną.
          Mój mąż miał przeczucie, że możemy urodzić sami, że położna może nie
          dojechać (na ten sam termin umówiona była z naszą położną jeszcze
          jedna dziewczyna, zresztą nasza położna nie chciała się dać namówić,
          by wziąćod nas komórkę). Z tym przeczuciem podzieliliśmy się z naszą
          położną- i wzmacniająca była jej wiara w nasze umiejętności "A co,
          Iza, sama nie urodzisz??? Oczywiście, że urodzisz! A Ty (do mojego
          męża) sam byś nie przyjął porodu- pewnie, że byś przyjął!

          > jak zapanowałaś nad krzykiem? Krzyczałaś w ogóle?

          W żadnym z moich porodów nie krzyczałam. Ale w tym samodzielnym
          chyba za to najwięcej stękałam i pojękiwałam (nie wiem, jak nazwać
          takie dźwięki) :o)
          > Czy kolejny poród mniej boli?
          Nie. U mnie nawet nie trwał krócej- tylko dłużej.

          > Czy przyjmowanie własnego porodu jest trudniejsze, niż gdy ktoś
          inny to robi?

          Z pewnych względów dla mnie było trudniejsze- musiałam opanować
          własne obawy, cierpliwie czekać. Samo przyjmowanie było łatwiejsze i
          naturalniejsze- w pozycji kucącej dla mnie nie było problemu z
          przyjęciem dziecka. Wystarczy wystawić ręce- i dziecko miękko wysuwa
          się prosto na oczekujące dłonie. Moje i męża ręce czekały w
          odpowiedniej chwili, pomimo że mój mąż stwierdził potem, że nie
          wiedział o co mi chodzi, gdy w pewnym momencie powiedziałam do
          niego "pomóż mi". Zachował się jednak instynktownie i fantastycznie.
          Raczej specjalnie nie parłam, raczej wyczekiwałam, zasapywałam się
          więcej.
          Gdybym miała następne dziecko i taką intuicję, że położna może nie
          dotrzeć, chyba kupiłabym sobie lustro, żeby zobaczyć, czy pępowina
          nie jest owinięta wokół dziecka. I żeby zobaczyć szybciej
          maluszka :o)
          Ja też sama czytałam i mężowi dałam do poczytania o porodzie bez
          asysty u S.Kitzinger "Rodzić w domu"- jest tam część rozdziału na
          ten temat. O postępowaniu z pępowiną zawiniętą wokół szyi też
          czytałam i dałam do czytania mężowi.
          Planowałam rodzić w wodzie, ale jednak nie czułam się tym razem
          dobrze w wodzie, zbyt duszno mi tam było, nie mogłam tam wytrzymać
          jak poprzednim razem.

          >gdy wszystko jest w Twoich rękach czujesz przypływ sił?
          Ja jestem wierzącą osobą w Pana Jezusa, bez tego nie dałabym rady.
          Pewnie dlatego, jak w końcu zaufałam i uspokoiłam się, to poczułam
          przypływ sił. Sam początek porodu to też dla mnie niesamowity
          przypływ sił- z powodu radości i entuzjazmu, że mogę rodzić. No i
          wdzięczności: "Dzięki, że się wreszcie rodzisz!!! Tyle na Ciebie
          czekałam!"
          A jak Twój mąż jest ustosunkowany do takiego pomysłu?- masz w nim
          wsparcie? Ja miałam ogromne- po uprzednim przedyskutowaniu tematu
          przeczuć mojego męża i wybiciu mu z głowy wzywania karetek do
          zdrowej rodzącej mamy i zdrowego rodzącego się dziecka.
          Umie Twój mąż wysłuchiwać tętno dziecka?- wydaje mi się, że to też
          jest podstawa. Moja położna podkreśla zawsze rodzącym, że tylko ta
          para może zostać w domu, która umie wysłuchiwać tętno malucha.
          • naturalis Re: 08.01.09, 01:54
            dziękuję wam dziewczyny za tak wspaniałe opisy.

            książkę Ireny posiadam, tylko nie mam czasu się w nią wczytać ze względu na...
            doskwierający, totalny brak czasu wink

            fizulo, jestem pod wrażeniem męża- niesamowity posiada instynkt
            mój się nie sprzeciwia, nie jest w 100% oddany takiej decyzji (do porodu
            domowego z położną był przekonany), bo tkwią w nim obawy "współczesnego
            człowieka, którego umysł i naturalny instynkt przygasiła cywilizacja" (do tego
            ma analityczny, ścisły umysł- gdy go proszę skrótowcami, to nie rozumie), innymi
            słowy trochę panikuje, bo nigdy nie wie czy jak mam wykrzywioną twarz od skurczy
            i bądź, co bądź, jednak cierpię, to czy nie lepiej wezwać "fachowca". Zapewne
            zaproponuje: "a może zadzwonimy po pogotowie?" "dzwonimy?" ja uważam że
            powinniśmy zadzwonić" itd.- to bardzo podłamuje, gdy czujesz, że nagle jesteś w
            tej decyzji sama. Że nikt w to nie wierzy. Okropne to. Ale tym razem
            przeprowadzę z nim o tym rozmowę. Że ma zaufać mnie i mojemu ciału i otworzyć
            się na swoje instynkty.
            • fizula Re: polecam szczegółową rozmowę 08.01.09, 10:49
              My właśnie dzięki przeczuciu mojego męża przedyskutowaliśmy kwestię
              porodu bez asysty dogłębnie: z wyszczególnieniem własnych obaw (po
              jednej i po drugiej stronie), oczekiwań wzajemnych, żalów, różnych
              wariantów postępowań. Także myślę, że to poskutkowało w trakcie
              porodu: Grześ wiedział, że sobie nie życzę, że byłabym wściekła za
              wzywanie do mnie karetki, gdy wszystko przebiega OK. I nie robił
              takich propozycji- wystarczy, że zrobił przed porodem i wtedy się
              nasłuchał ode mnie czyli kawę na ławę wyłożyłam. Nie będę
              szczegółowo opisywać tej dyskusji, ale była baaaardzo burzliwa. Ja
              też się nasłuchałam, poznałam jego obawy. Także w trakcie porodu
              wiedział jak się należy zachować. Też dałam mu do poczytania o tym,
              czego potrzebuje rodząca w trakcie porodu: przede wszystkim spokoju,
              spokoju i spokoju, a poza tym ciepła, bycia akceptowaną i spokoju.
              Także z pokorą mąż przyjął ode mnie polecenie, że nie życzę sobie,
              żeby przy mnie wydzwaniał do położnej okazując swoje zdenerwowanie.
              Biegał więc na dół, tam się denerwował dzwoniąc i słysząc głuchy
              odgłos, a do mnie przychodził uspokojony i do mojej dyspozycji.
              Mój mąż też bardzo ścisły ma umysł, to on mnie przekonał przy
              pierwszym porodzie (no, nie do końca), że powinniśmy rodzić w
              szpitalu, że powinniśmy tam zostać (pomimo że czułam się jak w
              więzieniu i chciałam stamtąd uciekać- wstyd pisać). Także on też
              miał pełno obaw, ale doświadczenie szpitalne go przekonało, że w
              moim przypadku personel więcej przeszkadzał w rodzeniu niż pomagał.
              Jeśliby to pomogło Twojemu mężowi, to możesz też mu zaproponować
              kontakt z moim mężem, on baaaardzo lubi o naszym doświadczeniu
              opowiadać. Chyba jest jedynym facetem tak aktywnie udzielającym się
              na tym forum :o)
              • naturalis Re: pierwsze pytania :) 10.01.09, 02:42
                fizulo, a Ty też potrafiłaś zapanować nad krzykiem? Jak oddychałaś?
                Mnie to dręczy, bo ja w kamienicy mieszkam... smile w domku jednorodzinnym, to by
                było zupełnie inaczej wink

                I takie jeszcze pytania mam:
                Jak sprawdzaliście tętno dziecka? Bo pisałaś o tym smileże Twój mąż potrafi.

                Czy sprawdzałaś sobie sama rozwarcie? Tzn może to pytanie do ogółu, czy
                sprawdzanie sobie samej rozwarcia jest bezpieczne? Ja stosuje NPR, więc potrafię
                sobie zbadać szyjkę ale nie wiem jakby to było podczas porodu.. Nie wiem jak się
                mierzy takie rozwarcie- przecież ręki z 5ma palcami tam nie włożę winkKaakaa- jak
                się fachowo mierzy szyjkę?

                Czy jeśli istnieje podejrzenie, że poród będzie długo trwał. Tzn skurcze- np
                kilka dni, to czy jest sens zaopatrzyć się w wziernik, żeby np mąż tam sprawdził
                kolor wód? Pytam, bo u mnie poród trwał bardzo długo i położna sprawdzała wody.

                fizulo, jak załatwiłaś sprawę szycia?

                Czy papierki do wypełnienia można skądś samemu wziąć/wydrukować? Nie chce by
                ktoś mi robił wywiad, chce być sama z rodziną. Wagę też kupię.

                A gdy na szyi dziecka jest pępowina, to należy pod nią wsunąć palce i pociągnąć
                i przełożyć na główką dziecka- nie udusi się?

                Jak odśluzowałyście wasze dzieciaczki?


                • naturalis znalazłam w necie wzór formularza 10.01.09, 03:08
                  znalazłam w necie wzór formularza, który wypełnia położna po narodzinach- to na
                  1000% ten, bo pamiętam jak wyglądał smile

                  ściągnąć go można stąd
                  www.remib.eu/zdjecia/towar_001007.pdf
                  uff, nawet nie wiecie ile tego szukałam...
                  • naturalis Re: znalazłam w necie wzór formularza 10.01.09, 03:08
                    no to sprawę papierków mamy załatwioną big_grin wink)
                • kropkaa Re: pierwsze pytania :) 10.01.09, 10:24
                  > Jak odśluzowałyście wasze dzieciaczki?

                  Moje dziecko w ogóle nie było odśluzuwywane. Coś mi się kołacze w
                  pamięci, że położna położyła ją na moment w pozycji na żabkę na
                  ręcznikach, ale nie wiem kiedy by to miało być - po porodzie od razu
                  trafiła do mnie, potem dość długo czekaliśmy, aby pępowina przestała
                  tętnić. Po przecięciu też nie pamiętam, by ją brała. Także nie wiem,
                  czy to się zdarzyło czy niewink
                  O krzyku:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=72488450&a=72492722
                  Jak widzisz poród domowy nie zawsze jest w domu w sensie
                  jednorodzinnymsmile
                  Co do szycia - w każdym z opisywanych tu przypadków porodu bez
                  położnej, położnej nie było przy porodzie. Gdy dziecko już było,
                  zwykle bardzo szybko docierała.
                  Z osób, które pamiętam, sama rodziła też Embro1 (szkoda, że już tu
                  nie zagląda):
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=65249919&a=65651018
                • gfizyk Re: pierwsze pytania :) 10.01.09, 11:24
                  Co do krzyku, to Fizula Ci napisała,

                  Co do porodu - to nasze pierwsze dziecko urodziło się w mieszkaniu
                  (zwykły blok) i nikt się nie zorientował wink

                  tetno dziecko -
                  metod jest kilka:
                  - możesz na allegro zakupić sprzęt do odsłuchu tętne TeTeTKa (chyba
                  tak się nazywa). Dla położnej się nie nadaje, bo kiepdko słychać.
                  Koszt 200-300 zł. Uważam, że szkoda kasy
                  - można nasłuchiwać bezpośrednio uchem na brzuszku mamy. Z tym że
                  trzeba umieć znaleźć miejce o "dobrej jakości nadawania" wink
                  - można też pójść na kompromis. Zainwestować 2 zł w dobrej (ważne,
                  zaraz powiem dlaczego) klasy papier toaletowy gdzieś w 7-8 miesiącu
                  ciąży. Papier zużyć toaletowo (dlatego dobry, żeby było milej wink ),
                  a rolkę papieru używać jako tuby. Przykładasz tubo-rolkę (tzn mąż
                  przykłada) do brzucha żony (najlepiej swojej) i słucha. Oczywiście
                  musi też znaleźć punkt o dobrej jakości dźwięku. Do tego stoper.
                  Liczy piknięcia serduszka przez np 20 sekund. Mnoży ilość x 3 i ma
                  wynik w postaci tętna na minutę wink.
                  Ot i cała historyja wink
                  Z tego co wiem, to do Fizuli dojechała położna, ale 15 minut po
                  porodzie. Więc sprawy kaletniczo-krawieckie - załatwiła sama.
                  Znam jej męża - umie przyszyć guzik, zacerować skarpetę, czy dziurę
                  w koszuli. Ale szycia żony - się nie uczył.
                  Chociaż, gdyby była taka potrzeba ... wink

                  Jak przyjeżdża położna to papiery przywozi ze sobą. Przy pierwszym
                  dziecku domowym miałem do niej żal, że przywiozła tylk ojeden
                  egzemplarz. Dla wypełnianie tych papierzysków (robiłem to za każdym
                  razem sam, a nawet miałem zaszczyt wypełnić papiery córci
                  właścicielki forum) - to spory STRES. I oczywiście - pomyliłem
                  się wink

                  Nie pamiętam czy nasz ostatni maluch był odśluzowywany. Chyba nie.
                  Ale to żaden problem. Kupujesz takie urządzenie w aptece do
                  odciągania katarku (nie mylić z gruszką) dodatkowo jakić BARDZO
                  (PODKREŚLAM BARDZO) miękki przewodzik. Jedno z drugim łączysz i masz
                  odśluzowywacz. Może nawet sa takie wynalazki w aptece?
                  W każdym razie - nie pomyśleliśmy o tym. W końcu miała być położna.

                  I jeszcze jedno - jak masz starsze dzieci, to musisz je jakoś zająć.
                  Jak kilka dni wcześniej kupiłem im starą wersję filmu LASSIE WRÓĆ.
                  Mieliśmy 1,5 godziny dla siebie wink

                  Kurcze - lubię wpominać te chwile. Lubię czytać jak wam się udają
                  domowe porody. Lubię to forum ! Jakiś taki nienormalny facet
                  jestem wink

                  pozdrawiam
                  Grzesiek
                  • oldzinka Re: pierwsze pytania :) 10.01.09, 11:38
                    UDT-ka, tak zdaje się nazywa to ustrojstwo, którego położne używają
                    do słuchania tętna dziecka. Z tego co wiem to odśluzowywanie jest
                    potrzebne tylko wtedy gdy dziecię ma problem z wyksztuszeniem. A na
                    forum Dobry poród w wątku Błyskawiczny poród pani Kasia Oleś daje
                    rewelacyjne rady co zrobić gdyby zdarzyło się komuś urodzić samemu w
                    domu. Polecam.
                  • naturalis Re: pierwsze pytania :) 10.01.09, 14:55
                    Grzesiu, jesteś nadzwyczajnie normalnym facetem wink Jestem na prawdę miło
                    zaskoczona, że jest was tu więcej smile

                    Ciekawe skąd u was bierze się ta pasja porodo-mówcza smile
                    Dzięki za pomysł z rolką papieru big_grin

                    Co do dzieci, będzie z tym problem- chyba nie usiedzą przed tv wink Wiem, że na
                    zachodzie praktykuje się, że dzieci są także przy porodzie. Ale to pewnie od
                    dziecka zależy jak do tego podchodzi. Ja upatruje nadziei w babci ale jak się
                    babcia dowie przed czasem, to zacznie panikować smile Wolałabym, żeby dowiedziała
                    się już po fakcie smile Mam nadzieję, że rozwiąże się to jakoś naturalnie. Może się
                    znudzą czekaniem i pójdą spać wink
                  • gfizyk Re: pierwsze pytania :) 11.01.09, 14:41
                    Muszę się poprawić:
                    Oczywiście, ze nie "TeTeTKa", tylko UDT-ka - chyba Uniwersalny
                    Detektor Tętna,
                    Cyt:
                    "Nie pamiętam czy nasz ostatni maluch był odśluzowywany ...
                    W każdym razie - nie pomyśleliśmy o tym."

                    Skoryguję - nie pomyśleliśmy, ale moja żona pomyślała wink
                    Zakupiła na wszelki wypadek urządzenie do odciągania katarku.

                    W innym miejscu pomyliłem nazwę sposobu porodu łożyska. Powinno być
                    Duncana.

                    Wiedziałem, że dzwony biją, tylko nie pamiętałem w którym kosciele wink

                • kaakaa Naturalis, nie obraź się proszę... 10.01.09, 13:48
                  Z twoich pytań wnoszę, że pomomo doświadczenia dwóch porodów niewielkie masz
                  pojęcie o fizjologii porodu.
                  Jeśli chcesz rodzić w domu SAMA to musisz się dobrze przygotować teoretycznie.
                  Ja chętnie odpowiem na Twoje pytania, tylko myślę sobie, że warto najpierw
                  zacząć od dobrej lektury - książka Ireny jest świetna i zdaje się ją masz - a
                  dopiero potem drążyć szczegóły, które pozostają niejasne.
                  A teraz spróbuję odpowiedzieć na pierwszą porcję pytań, na tyle, na ile potrafię
                  w sposób prosty i zrozumiały smile

                  > Jak sprawdzaliście tętno dziecka?
                  Można posłużyć się urządzeniem UDT (dostępne w internecie ale dość drogie) albo
                  stetoskopem (trochę trudno, bo zbiera różne szmery z naczyń); można też po
                  prostu przyłożyć ucho do brzucha w miejscu, gdzie znajduje się górna część
                  pleców dziecka. Oczywiście musi to zrobić osoba towarzysząca, bo sama nie dasz
                  rady wink Ja nie miałam czasu słuchać tętna. CHoć gdyby było trzeba, to mój mąż
                  potrafi. Możesz zachęcić swojego, żeby poćwiczył w ciąży, to bardzo fajne
                  doświadczenie dla tatusia tak sobie własnym uchem posłuchać tętne dziecka.
                  Prawidłowe tętno to 120-160 uderzeń na minutę.
                  > Czy sprawdzałaś sobie sama rozwarcie? Tzn może to pytanie do ogółu, czy
                  > sprawdzanie sobie samej rozwarcia jest bezpieczne? Ja stosuje NPR, więc potrafię
                  > sobie zbadać szyjkę ale nie wiem jakby to było podczas porodu.. Nie wiem jak się
                  > mierzy takie rozwarcie- przecież ręki z 5ma palcami tam nie włożę winkKaakaa- jak
                  > się fachowo mierzy szyjkę?
                  Ja badałam sobie rozwarcie raz - jeszcze zanim poród na dobre się zaczął -
                  stwierdziłam, że szyjka nie jest jeszcze zgładzona, zamknięta ale dość miękka.
                  Bada się wkładając głęboko do pochwy palec wskazujący i środkowy. Jeśli szyjka
                  nie jest jeszcze zgładzona, to możesz ją wyczuć (tak jak przy badaniu w ramach
                  NPR). Czasem w ciąży szyjka jest trudno dostępna, bo jest zwrócona do kożci
                  krzyżowej i bywa, że jeszcze w prawo lub w leso, więc trudno ją znaleźć. Gdy
                  poród się zaczyna szyjka ustawia się w osi pochwy i jest łatwiejsza do
                  wybadania. Kolejna zmiana to jej konsystencja - przed porodem jest twarda (jak
                  czubek nosa) w czasie porodu się rozpulchnia i robi miękka (jak górna warga,
                  może nawet bardziej). Dalej - długość - przed porodem szyjka ma jakieś 3-3,5 cm
                  w czasie porodu się stopniowo skraca aż do całkowitego zgładzenia. U pierworódek
                  całkowite zgładzenie nastęouje zanim szyjka zacznie się rozwierać, u wieloródek
                  rozwarcie może zacząć się zanim szyjka zgładzi się całkowicie. No i ostatnia
                  rzecz to rozwarcie - bada się je przy użyciu obu palców (o ile jest odpowiedni
                  duże) jeśli szyjka jeszcze się nie rozwiera, to można sprawdzić, czy kanał
                  szyjki przepuszcza palec - tzn. może być niby zamknięty ale gdy próbuje się tam
                  włożyć palec, to jest to możliwe - szyjka moż ciasno przepuszczać jeden palec
                  (gdy daje się tam włożyć palec ale z pewnym oporem), luźno przepuszczać jeden
                  palec a nawet przepuszczać dwa palce. Gdy jest już rozwarcie, to ocenia się je
                  używając dwóch palców, tak trochę "na oko" badając odległość na jaką daje się w
                  tym rozwarciu rozstawić palce. Lepiej się nie badać w skurczu, bo może się wtedy
                  pęcherz wpuklać do rozwarcia.
                  Zrobienie sobie krzywdy w czasie takiego badania (jak się ma czyste ręce z
                  krótkimi paznokciami) jest raczej mało prawdopodobne.

                  > Czy jeśli istnieje podejrzenie, że poród będzie długo trwał. Tzn skurcze- np
                  > kilka dni, to czy jest sens zaopatrzyć się w wziernik, żeby np mąż tam sprawdził
                  > kolor wód? Pytam, bo u mnie poród trwał bardzo długo i położna sprawdzała wody.
                  A czy Twój mąż umiałby założyć wziernik i ocenić, co w nim widzi? Mój by nie
                  umiał. W ogóle pomysł sprawdzania koloru wód przy długim porodzie wydaje mi się
                  dość dziwny. Zazwyczaj jeśli poród trwa kilka dni (szczególnie u wieloródki) to
                  znaczną jego część stanowią skurcze przepowiadające (które wcale nie muszą być
                  bezbolesne, jak to podaje literatura fachowa), w czasie których nie dochodzi do
                  rozwarcia, więc nawet gdyby mieć ten wziernik, to i tak niewiele byłoby w nim
                  widać. No, generalnie pomysł dość dziwny i jak dla mnie niezrozumiały... Jakby
                  żywcem ze szpitala wzięty...

                  > fizulo, jak załatwiłaś sprawę szycia?
                  Wprawdzie ja nie Fizula ale sobie pozwolę wink
                  Nie ma siły, do szycia trzeba mieć fachowca ze sprzętem - położną albo lekarza.

                  > Czy papierki do wypełnienia można skądś samemu wziąć/wydrukować? Nie chce by
                  > ktoś mi robił wywiad, chce być sama z rodziną. Wagę też kupię.

                  Mogę nie mieć racji, ale z tego, co mi wiadomo, te papierki musi jednak wypełnić
                  lekarz albo położna. Można wezwać położną środowiskową. A sam wywiad, kiedy jest
                  już po porodzie, nie jest taki przerażający. Poza tym do tych papierków położna
                  równie dobrze może przeprowadzić wywiad z mężem, bo tam żadnych intymnych danych
                  się nie podaje.

                  > A gdy na szyi dziecka jest pępowina, to należy pod nią wsunąć palce i pociągnąć
                  > i przełożyć na główką dziecka- nie udusi się?

                  To nie jest proste pytanie. Jeśli pępowina jest owinięta raz i luźno, to można
                  nic z nią nie robić - dziecko się rozplącze po urodzeniu. Jeśli jest zaciśnięta,
                  to należałoby ją z wyczuciem poluzować wkładając pod nią palec a potem następny
                  palec a po poluzowaniu delikatnie przełożyć przez głowę. Jeśli natomiast byłaby
                  owinięta dwukrotnie (lub więcej) i bardzo ciasno, to może się okazać niezbędne
                  odpępnienie w kroczu i tu przydałaby się siłą fachowa, bo samemu może być trudno
                  to przeprowadzić. Nie wspominając już o potrzebnych do tego narzędziach...

                  > Jak odśluzowałyście wasze dzieciaczki?
                  Większość dzieci nie wymaga odśluzowania. Z moich czworga żadne nie było
                  odśluzowane przy porodzie. Czasem pomocne jest ułożenie w pozycji drenażowej -
                  na brzuszku lub boku z buźką niżej niż tułów - wtedy zlegający płyn może się
                  łatwiej ewakuować.
                  W szpitalu odśluzowuje się dziecko przy pomocy cewnika Foleya (taki jak do
                  cewnikowania pęcherza moczowego) lub sondy podłączonej do próżni.


                  • naturalis Re: :) 10.01.09, 14:38
                    Dzięki Kaakaa. O fizjologii myślę, że dużo wiem. Być może moje pytania wydają
                    się banalne ale kto pyta nie błądzi. Co do wziernika, to dla mnie mógłby to być
                    nawet lejek i poświecenie tam czymkolwiek. Pytałam, bo moja położna była baardzo
                    przewrażliwiona na punkcie tych wód i mi się to jakoś wryło w pamięć, że to
                    konieczne przy długim porodzie. A mąż sprawdzał mi tam wody ostatnim razem
                    (tylko, że położna użyczyła swojego wziernika), więc wiedziałby o co chodzi wink
                    Oczywiście tak mi się z nim powiedziało, przecież nie musi on być.

                    Co do szyjki, to tak właśnie się domyślałam, że robi się na oko, rozstawiając
                    palce ale nigdy nie pytałam o to, żadnej położnej.

                    Co do tętna, to mieliśmy takie urządzenie z mikrofonem i 'tutke' ale właśnie
                    byłam ciekawa tych 'niezmechanizowanych' metod.

                    Co do odśluzowania, to widziałam na filmie kiedyś jak matka zrobiła to ustami.
                    Byłam zatem ciekawa czy wy także zrobiłyście to w taki sposób- przyznam, że do
                    niedawna dla mnie nieznany sposób.

                    Zastanawia mnie jeszcze taka błaha rzecz. Bo jak wiadomo, gdy człowieka coś
                    bardzo boli, to zaciska piąstki albo zaciska na czymś dłonie. Wydaje mi się, że
                    takie zaciskanie ciała sprawia, że jestem tam spięta i być może dlatego bardziej
                    boli.
                    Ciekawe czy wy dałyście radę być stu procentowo rozluźnione. Chciałabym być taka
                    rozluźniona, ciekawe czy można się tego nauczyć, czy to umiejętność wrodzona
                    radzenia sobie z bólem.
                    • naturalis Re: ból 10.01.09, 14:43
                      a być może moje wspomnienie bezradności, strachu i bólu było związane z faktem,
                      że rodziłam jednak w szpitalu. Być może w domu zupełnie inaczej się to przeżywa.
                      I można wtedy odkryć w sobie te naturalne instynkty. Ja doszłam jedynie do II
                      fazy w domu i było wspaniale, czuje, że cała II faza mogłaby taka być.
            • gfizyk Re: 09.01.09, 22:30
              I ważna rzecz. Końcowa faza porodu - czyli poród łożyska. U mojej
              żony były małe problemy. Łożysko rodziło się metodą Dulkana (albo
              cos w tym stylu). Ważne, żeby ktoś potrafił je po porodzie
              obejrzeć, czy jest całe. Ale dziecko może przecież "być na
              pępowinie" nawet do 4 godzin, więc jesli położna mieszka 30 minut od
              Ciebie, to zawsze możesz zadzwonić i powiedzieć "zaczęło się", kiedy
              dzidziusia będziesz miała już przy piersi wink
              g
              • naturalis Re: 10.01.09, 01:52
                hehe, dzięki wam za rady smile
    • monicus Re: unassisted childbirth 06.01.09, 17:33
      polecam mothering.com i ich forum. mam takie same plany jak ty. duzo informacji
      i bardzo budujace smile zwlaszcza dla vbac-ujacych
      • naturalis Re: unassisted childbirth 06.01.09, 19:42
        Super, dzięki smile Ja tak sobie myślę, że albo specjalnie wezwiemy (wcześniej
        umówioną) położną po porodzie i powiemy, że nie zdążyliśmy zadzwonić albo może,
        można zadzwonić do swojego ginekologa- ja mam super gina pod słońcem, może by
        się zgodził przyjechać na szycie albo podesłałby swojego kolegę po fachu..?

        monicus, a Ty jak planujesz ewentualne zszycie?
        • monicus Re: unassisted childbirth 06.01.09, 20:02
          nie planujesmile juz mnie 2 razy szyli. bede sie martwic jak bedzie o co smileplan mam
          podobny do ciebie, tyle ze klamac nie umiem
          • jola-kropek Re: unassisted childbirth 06.01.09, 20:08
            ja wierze w moc mysli nad cialemsmile jak sie nastawisz na to ze nie
            popekasz to nie bedziesz potrzebowac szyciasmile u mnie zadzialalo... i
            powiedzmy sobie prawde, jak sie nie dajemy zwariowac i nie
            kombinujemy to wszytsko jest o niebo prostsze...

            smile absolutnie nie trzeba przec w 2giej fazie porodu, dziecko samo
            wyjdzie. przynejmniej u tej ktora juz rodzila..

            poczytalabym Ina May Gaskin, mozna tez jej wyklady, wywody na
            youtube znalezc.
            powodzenia i trzymam kciukismile
            • monicus Re: unassisted childbirth 06.01.09, 20:25
              u mnie to chyba jeszcze hoho. na razie gawedziarstwo i lanie wody smile mam tu taki
              liposuktor, ze marneszanse na to, ze zniose jakies jajo
              • sugarxxx Re: unassisted childbirth 06.01.09, 22:46
                Podobnie jak u mnie. To już prawie 14 miesięcy...

                Właśnie sobie ostatnio myślałam, że ponieważ moje doświadczenie pokazuje, że
                poród u mnie postępuje dobrze dopóki nikt mi nie przeszkadza i jest ciemno, to
                najlepiej jak przy następnym porodzie nikomu nie powiem że rodzę i zamknę się w
                szafie, o!

                A potem zrobię pierwszego wpisa na tym forum "unassisted VBAC" smile

                A schodząc na ziemię, to marzy mi się przynajmniej psn zamiast cc.
                • monicus Re: unassisted childbirth 07.01.09, 09:29
                  uuuu. zadzwiajace jest podejscie kobit po cc. ogolnie jak czytam na stronach uk
                  i usa wszystkie mowia to samo. znaczy wszystkie, ktore chcialy rodzic normalnie
                  a nie ze zamowily cc pol roku wczesniej.
                  i cieszy mnie to otyle, ze nie czuje sie juz jak osamotniony czubek, ze sa inne
                  ktore mysla to samo co ja i chca tak jak ja. liga broni, liga radzi, liga nigdy
                  cie nie zdradzi hihihi
                  • bonga_dax1 Re: unassisted childbirth 07.01.09, 09:37
                    Co do naszego samopoczucia po cc, to przeczytaj, co napisałam w wątku poród
                    domowy po cc, jak mnie wczoraj pani psycholog zbyła.... sad
                • beata2802 Re: unassisted childbirth 25.11.09, 11:52
                  > A potem zrobię pierwszego wpisa na tym forum "unassisted VBAC" smile

                  Co to jest vbac?
                  Troche mnie nie było i nie znam najnowszego slangu. wink
                  • monicus Re: unassisted childbirth 25.11.09, 11:57
                    vaginal birth after cesarean
                    • beata2802 Re: unassisted childbirth 10.12.09, 00:04
                      OT
                      W takim razie ja też chcę przy drugim vbac.
                      Bo pierwszą to cesarkę zamiast porodu domowego miałam. uncertain
          • naturalis Re: unassisted childbirth 07.01.09, 21:50
            hej, no ja właśnie też nie potrafię kłamać, zupełnie nie wiem jeszcze co wymyślę..smile
            • monicus Re: unassisted childbirth 07.01.09, 22:28
              moze lepiej pogadac z jakas polozna o przyjsciu po sprawie. sa takie co to
              zrozumieja
    • kasiaimichael Re: unassisted childbirth 07.01.09, 23:33
      Link na gorze masz do unassisted- born free
      www.unassistedchildbirth.com/
      i do mothering forum:
      www.mothering.com/discussions/forumdisplay.php?f=306
      a tam masz resources i cala mase linkow do innych stron.
      Jesli bede miala kiedys jeszcze jedno dziecko tez to planuje wink
      • w_oparach_absurdu Re: unassisted childbirth 08.01.09, 00:40
        ja tez bardzo chetnie bez asysty kolejne... oczywiscie jak bedzie a jak wiadomo
        niezbadane sa sciezki plemnikow tongue_out
        ja pierwsze cc a drugie prawie w domu wiec kolejnego nie dam sobie zepsuc smile
        • kropkaa Re: unassisted childbirth 08.01.09, 21:05
          > ja pierwsze cc a drugie prawie w domu

          Pamiętamy tę pełną napięcia historię - małą córeczkę, panów z
          karetki i windę!wink
          • konfietka.14 Re: unassisted childbirth 14.01.09, 23:35
            super!odwazna z Ciebie dziewczyna!napewno Ci sie uda!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka