Dodaj do ulubionych

Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syropku?

11.08.08, 15:09
Witam serdecznie, jutro wybieram się z córeczką na kontynuowanie
leczenia zęba i usunięcia drugiego. Niestety wcześniej poszłam do
kliniki gdzie zrażono mi dziecko do dentysty i teraz jutro bedziemy
próbowali zakończyć leczenie kanałowe i usunąć drugi ząbek po
podaniu syropku uspakającego dziecko w klinice dziecięcej Elefant.
Czy ktoś leczył ząbki dziecku po takim syropku? i mógłby mi napisać
jak to zadziałało? Nie ukrywam że bardzo się stresuję jutrzejszą
wizytą. Czekam na akiś odzew i pozdrawiam Beata.
Obserwuj wątek
    • kasiak37 Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 11.08.08, 18:03
      syrop uspokajajacy zdaje sie nie likwiduje bolu podczas leczenia?
    • e_r_i_n Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 11.08.08, 18:47
      Nie chcę Cię stresować, ale opiszę Ci nasze doświadczenia z leczeniem zębów
      właśnie po podaniu leku (to nie jest syrop, to rozgnieciona tabletka podana w
      syropie smakowym), dodatkowo w Elefancie.
      Niestety doświadczenie nie było pozytywne.
      Dopiero po fakcie dowiedziałam się, że podana dawka jest dawką ostrożną (w sumie
      dobrze, nie podaje tego anestezjolog, tylko pielęgniarka na podstawie
      OŚWIADCZENIA rodzica o wadze dziecka). A taka dawka często odnosi skutek
      odwrotny - dziecko zamiast być spokojniejsze, jest bardzo pobudzone.
      Moje dziecko miało leczonego jednego zęba w ten sposób (trzy wizyty). Za każdym
      razem trzymane było przez w sumie 5 osób. Ząb zrobiony mało starannie (w
      warunkach, w jakich lekarz pracował, nic dziwnego), dziecka traumę miało długo
      (niepamięć wsteczna nie zadziałała).
      Zdecydowanie jestem zwolenniczką oswojenia dziecka z dentystą. Inne metody na
      dłuższą metę nie mają sensu.
      • e_r_i_n Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 11.08.08, 18:48
        Aha, zęba mojemu dziecku leczył stomatolog (młody facet) z zerowym podejściem do
        dzieci. Teraz moje dziecko do dentysty chodzi z uśmiechem i pozwala na leczenie
        bez znieczulenia. Dobry lekarz to podstawa.
        • ciutka Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 11.08.08, 20:03
          Matko teraz to mnie przestraszyłaś, chyba nie pójdziemy jutro. Tylko
          gdzie iść, proszę o radę i jakieś namiary. Znacie może gdzieś
          gabinety dentystyczne, gdzie może stosują inne metody, może narkoza
          ale bez zastrzyku dożylnego. Zgłupiałam zupełniesad((
          • e_r_i_n Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 11.08.08, 22:44
            Chciałaś znać doświadczenia uncertain. Są sytuacje, kiedy nie ma wyboru - my młodego
            musieliśmy zmusić wtedy do wyleczenia zęba, bo spuchł i bolało go strasznie.
            Więc być może też nie będziesz miała wyboru. Niestety jeśli dziecko już ma
            traumę dentystyczną, to może być kiepsko.
            Z wizyty nie rezygnuj - jeśli lek zadziała tak, jak z założenia powinien, to
            będziesz miała z głowy. Jeśli nie, zawsze z leczenia możesz zrezygnować.
            Adresem w Warszawie nie pomogę - my jeździmy do dentysty 230 km.
    • morelka_28 Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 08:53
      ja nie stosowałam tabletek, o które pytasz, ale chciałam napisać, że
      podstawa to dobre nastawienie dziecka i dobry stomatolog. W
      Elefancie moja córka na wizycie zapoznawczej nawet buzi otworzyc nie
      chciała. Płacz i wrzask. Nie wiem dlaczego, bo gabinet ładny,
      zabawki, panie tez były miłe.
      Teraz chodzimy do Perfekt Dentu na ul. Skarbka z Gór do dr Ani i
      jest super. Nie ma płaczu, wyrywania, trzymania na siłę.
    • kamyk-3 Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 10:35

      My leczyliśmy starszej córce zęby w elefancie (miała wtedy ze 4
      lata), pierwsze dwie wizyty super, panie bardzo miłe, dziecko
      zadowolone a później horror, nasza dentystka odeszła i córe przejęła
      inna pani doktor z koszmarnym podejściem do dzieci. Mała sie
      wystraszyła i nie chciała otworzyć buzi, więc pani doktor zaczęla na
      nią pokrzykiwać, że jest niedobra, nie chce wspólpracować, ogólnie
      koszmar skończyło się na płaczu i wyjściu z gabinetu, oczywiście
      musiałam zapłacic za stracony czas pani doktor (jakieś 40 zł za 5
      minut w gabinecie). Dziecko nie chciało wiecej chodzić ale po
      długich rozmowach postanowiłysmy spróbowac jeszcze raz i niestety
      znowu dostałysmy się do innegp lekarza zupełnie nieprzygotowanego do
      pracy z dziećmi, próbowała wszystko robić na siłe, przy pomocy dwóch
      asystentek i skonczyło się tak jak się skończyło ogromnym urazem do
      stomatologów, który ciągnął się prawie 3 lata. Powiem tak, jeśli
      dziecko nie jest problemowe to w elefancie wszyscy będa bardzo mili
      i usmiechnięci a jeśli będą problemy to już tak miło nie jest. A
      jeszcze jedna sytuacja mi się przypomniała, kiedyś czekałyśmy z mała
      na wizyte i wyszedł chłopiec własnie po tym dyropku (dormicum),
      trzymały go trzy osoby, dziecko było bardzo pobudzone, przewracało
      się, wygladało to koszmarnie, rodzice chcieli z nim posiedzieć
      jeszcze w poczekalni bo nie dawali sobie rady na co pani doktor z
      panią z recepcji stwierdziły, że powinni juz isć bo inne dzieci się
      boją i będe płakały. Pozdrawiam.
    • protozoa Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 10:58
      "Syropek uspokajający" to prawdopodobnie Hydroxyzina, po której
      dziecko jest mniej spięte, trochę senne, ma nieco mniejszy odruch
      wymiotny i łatwiej współpracuje.
      Dzieci są bardzo trudnymi pacjentami - podziwiam pedodontów-, ale
      jeszcze trudniejsi są rodzice. I paradoksalnie to nie lekarze a
      rodzice/dziadkowie generuja lek przed dentystami.
      Dziecko pojawia się w gabinecie i aż gotuje się w nim lęk połączony
      z agresją. Gryzie, kopie, pluje, wrzeszczy i co ma zrobic lekarz?
      Albo odesłć dziecko z bolacym zebem do domu albo próbować leczyć na
      siłę przy pomocy kilku asystentek.Atmosferę podgrzewa jeszcze
      przerażona mina stojącej w kącie mamy ( w ekstremalnych przypadkach
      także krzyczącej lub łapiącej lekarza za rękę).
      • kamyk-3 Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 11:14

        Zgadzam się, że często rodzice panikują i to udziela sie dziecku ale
        bardzo dużo zalezy tez od lekarza i jego podejścia. Jeśli stomatolog
        jest spokojny, opanowany i dobrze nawiazuje kontakt z dzieckiem dużo
        łatwiej mu dotrzeć do takiego malucha i spowodować, że dziecko
        będzie wspólpracowało, nawet jeśli oswojenie małego pacjenta zajmie
        nie jedna a trzy wizyty.
      • e_r_i_n Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 11:49
        protozoa napisała:

        > "Syropek uspokajający" to prawdopodobnie Hydroxyzina, po której
        > dziecko jest mniej spięte, trochę senne, ma nieco mniejszy odruch
        > wymiotny i łatwiej współpracuje.

        Nie, to Dormicum.
        Moje dziecko po nim było pobudzone - co się zdarza, wg słów znajomego
        anestezjologa, przy zbyt małej dawce.

        > I paradoksalnie to nie lekarze a rodzice/dziadkowie generuja lek
        > przed dentystami.

        Ale może nie generalizujmy?
        Moje dziecko od kiedy skończyło pierwszy rok życia chodziło co pół roku do
        dentysty - pozwalało na wszystko, otwierało paszczę, aż miło. Do czasu, gdy pani
        doktor stwierdziła, że trochę powierci - i tak trochę powierciła, że dziecko to
        zabolało. I od tego czasu też nie było problemu u dentysty, jeśli ten nie sięgał
        po wiertło.
        W sytuacji bólu wiedziałam, że nie ma wyboru i trzeba leczyć na siłę, bo na
        oswajanie nie ma czasu - dlatego zdecydowałam się na leczenie po podaniu
        Dormicum, bo PODOBNO powoduje on niepamięć wsteczną. Pewnie porządnie
        zastosowany tak...
        Podejście dentysty jest IMO podstawową sprawą, zaraz obok pracy rodzica w
        pozytywnym nastawianiu dziecka do wizyty. Dowodem jest mój syn, który kilku
        lekarzom nie dał się dotknąć - aż trafił do lekarki, która może mu zrobić
        wszystko, łącznie z długim (i czasami bolesnym) borowaniem.
        • ciutka Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 12:20
          Dokładnie zgadzam się z tym!. My tez chodziłysmy i to właśnie do
          Elefanta wcześniej i było super. Teraz poszłam koło domu, kobieta
          wzięła córkę w obroty, było pierwsze jej borowanie a ta się wzięła
          za dwa zęby odrazu, znieczulenie bez wytłumaczenia. Córka 30 minut
          wszystko dzielnie zniosła, bez krzyków i płaczu, sama siedziała na
          fotelu a teraz jest trauma. Sęk w tym, że ząbek jest zatruty i
          musimy go wyleczyć-pewnie na siłę, bo nie mam innego wyjścia.
        • protozoa Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 14:10
          Może być i Dormicum, chociaż jest wtedy większa szansa na taką
          sytuację jaka miała miejsce w przypadku Twojego dziecka. Lek, ze
          względu na wiek/wagę pacjenta jest podany w małej dawce i działa
          pobudzająco.
          Czy generalizuję? Nie wiem. Wiem natomiast, że bardzo łatwo i
          chetnie rodzice zrzucają winę na innych. Ból , a czasem bardzo
          trudno leczyć bez bólu, powoduje naturalne odruchy i lęk. Lęk ,
          szczególnie bliskich, generuje lęl i spirala sie nakręca.
          Nigdy nie słyszałas tekstów "Nie bój sie Myszko, pani doktor
          tylko ............... i nie będzie bolało"?
          Jak często rodzice wybieraja się do stomatologa X ( bo najtaniej, bo
          znizka rodzinna) a nie do pedodonty ( bo przyjmuje na drugim końcu
          miasta, bo za plombę bierze 50 złotych więcej)? Nie każdy ma
          predyspozycje do pracy z dziecmi i nie jest to nic złego.
          A, jeszcze jedno - jak często Wasze dzieci uzywaja nitek
          stomatologicznych? Czy myja zeby po każdym posiłku? Jak często
          zjedzą na noc tylko jedną czekoladkę i juz nie umyja zebów? A lizak
          i landrynki sa w buzi praktycznie bez przerwy? Jak często chodzicie
          na wizyty profilaktyczne? Czy dzieci maja zabezpieczone bruzdy?
          Nie chcę generalizować, bo znów mnie o to oskarżysz, ale więszość
          mam nie dba o profilaktykę. Moja matka jest pediatrą, często zagląda
          do dziecięcych buź przy okazji oglądania gardła. Jej pacjentami są
          dzieci z zamożnych i światłych domów. I co widzi? Próchnice ma 80%
          dzieci. Łapy lepia sie od słodyczy, dziecko nie myje zebów,
          bo....jest chore, a do dentysty chodzi się z....bolącym zebem.
          • e_r_i_n Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 14:35
            Jestem rodzicem, który w sytuacji, gdy wyboru nie ma, przytrzyma swoje dziecko i
            pozwoli na zrobienie tego, co trzeba.
            Jestem też rodzicem tłumaczącym, uspokajającym i niepanikującym (a jeśli mi się
            to zdarza, to nie przy dziecku).
            Nie widzę więc żadnej swojej winy w przejściowej traumie dentystycznej mojego
            dziecka.
            Zgadzam się - są rodzice niedbający o dzieci, minimalizujący koszty.
            Ja się do takich nie zaliczam, dlatego nie podoba mi się pisanie takich a nie
            innych zdań pod moimi postami.
            Moje dziecko u dentysty jest regularnie, raz na pół roku - ewentualnie częściej,
            jeśli pani doktor uzna, że potrzeba. Ma zabezpieczone bruzdy. Lakujemy zęby,
            robimy w domu fluoryzację.
            Dziecko myje zęby przed snem i do rana nie je/nie pije.
            A i tak ma takie zęby, jak ja w dzieciństwie - z zewnątrz lekka nierówność, w
            środku wielka dziura, która 'atakuje' porządnie.
            • ciutka Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 16:01
              Erin a czy możesz napisać jakiś namiar na dentystę z którego
              jesteście zadowoleni???

              Jeżeli szanowna dentystka mówi do mojej córeczki że jak nie da sobie
              ząbka zrobić, to mama wyjdzie z gabinetu i zrobimy na siłę, no to
              poprostu dla mnie brak komentarza. Dużo córeczce tłumaczymy, ale lek
              jest silniejszy. Może tak czasami serca trzeba wsadzić w swoją pracę
              a nie zgarniać tylko kasę od każdego łebka. Ja za rozmowę z
              dentystką zapłaciłam 40 zł, paranoja i kolejny brak komentarza.
              Pozdrawiam.
              • e_r_i_n Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 16:12
                Mogę, tylko jest to 230 km od Warszawy.
              • protozoa Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 16:18
                A wiesz, że czasem jest to jedyna metoda, żey cokolwiek dziecku
                zrobić. Gdy rodziców nie ma dzieci najczęściej współpracują i nie
                histeryzują. Bardzo często nie sposób dotrzeć do dziecka. Pedodonci
                mają więcej czasu, pewnie cierpliwości i....wyższe stawki.
                Dlaczego miałas nie zapłacić lekarce za jej stracony czas? W tym
                czasie kiedy szarpała sie z Twoim dzieckiem mogła zarobić lecząc
                innego pacjenta.
                • ciutka Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 16:36
                  Straszeniem chcesz coś zdziałać przy dziecku???, powodzeniasmile
                  • protozoa Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 17:17
                    Nie, nigdy nie chciałam leczyć dzieci. I jesli naprawde nie muszę
                    staram się tego nie robić. Niestety, czasem okoliczności mnie do
                    tego zmuszają, a wtedy jest ciężko. Szycie np. głowy dorosłemu jest
                    pestka w porównaniu z robieniem tej samej czynności dziecku. A jak
                    jeszcze mama jest w zasięgu wzroku to juz koniec. Jest 80% szansy,
                    ze zacznie krzyczeć albo łapac za rękę.
                    • ciutka Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 18:58
                      Najwyższy czas i pora nauczyć społeczeństwo, że w takich sytuacjach
                      lepiej sprawdza się tata niż mama. Chwała Ci za to, że jak nie
                      chiałaś nigdy leczyć dzieci-to pewnie tego nie robisz. Niektórzy
                      robią to tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Ja rozumiem że są rodzice
                      bez instynktu rodzicielskiego i idą po najmniejszej lini oporu.
                      Niemniej, kto jak nie specjaliści, ma ich nauczyć prawidłowej
                      dbałości o zdrowie dzieci?! Niestety tak jak wsród nauczycieli,
                      lekarzy tak i wsród pedodontów i dentystów zdarzają się ludzie bez
                      powołania.
                      I obyśmy jak najrzadziej na nich trafiali...
            • protozoa Re: Kto leczył ząbki dziecku po uspakającym syrop 13.08.08, 16:13
              To jesteś chlubnym wyjatkiem.Serio bez złośliwości. Większość
              rodziców , niestety, ma zgoła inne podejście.
    • betty_julcia Lekarz z podejściem 16.08.08, 16:22
      Lekarz z dobrym podejściem do dziecka moze zdziałać cuda...
      Nie trzeba od razu straszyć. Czasmi latwoej zarobić te 40 zł czasami
      trudniej. Jeżeli lekarz nie ma podejscia do dzieci to nie powinien
      podejmować sie ich leczenia. Nie zgadzam się z Protozą, kasa to nie
      wszystko.
      Moja córeczka ma 5 lat, od 1,5 roku chodzimy do stomatologa, ma dwie
      plombki. Widziałam jak podskakują jej nózki na fotelu wiec na pewno
      coś ją zabolało. Ale lekarka była niesamowita. Opowiedziała o domku
      robaczków w ząbku i powiedziała że teraz będzie je wyganiać. Jak
      zabolało to mówiła ze wlaśnie złapała jednego za ogoneksmile Moze to i
      śmieszne, dla innych moze wydać sie dziecinne i naiwne, niektórzy
      pewnie stwierdzą że nie każdy lekarz musi robic z siebie wariata
      żeby dogodzić pacjentowi. Jedno jest pewne, moja Julia aż sie rwie
      na wizyty i nie straszne jej borowanie, plombowanie. Ja choćbym
      miala zapłacić podwójnie nie zrezygnuję z wizyt w tym gabinecie na
      pewno. A gabinet nie moze opędzić się od małych pacjentów, wiec
      dobre podejscie też przekłada się na kasę, jeżeli to dla niektórych
      argument!
      • protozoa Re: Lekarz z podejściem 16.08.08, 18:12
        Gwoli jasności to Ty a nie ja powiiedziałam o robieniu przez lekarza
        z siebie wariata. Piszę to nauczona doświadczeniem na tym forum -
        wkładano mi w "usta" stwierdzenia których nie byłam autorką. Ale ad
        rem.
        Jeśli ktoś chce/może/ma czas opowiadać dziciom o robaczkach i
        ogonkach to jego sprawa. Być może sprawdza się to w pedodoncji i w
        przypadku niektórych dzieci.
        Jednak najczęściej dzieci trafiaja- gdy boli- nie do swojego
        dentysty a najbliższego/najtańszego/dostępnego w danym momencie. Ten
        dentysta nie musi być pedodontą, nie musi lubić dzieci, może nie
        miec do nich podejścia. Leczy współpracujących dorosłych. I trudno
        od niego wymagac bajeczek o robaczku i przedłużania w nieskończoność
        wizyty.
        Zdarzają się dzieci, które za nic na swiecie nie chcą wspłpracować i
        aż sinieją na widok białego fartucha.
        Sa także dzieci, które nie kupia bajeczki o robaczku...
        Moja matka jest bardzo wziętym pediatrą o olbrzymiej prywatnej
        praktyce i wieloletnim doświadczeniu klinicznym. Nie przypominam
        sobie, a gabinet zarówno mamy jak i przedtem babci, był w domu, zeby
        którakolwiek z nich opowiadała o robaczku i komarze. Obie traktowały
        dzieci bardzo serio i "dorośle". Mama wita się z dwulatkiem podając
        mu rękę, prosi aby 4 latek opowiedział o przedszkolu, ale badanie
        jest badaniem. Mówi, że teraz dotknie ( ona nie robaczek), zaboli (
        nie ugryzie komar) i dzieci to przyjmują do wiadomości.
        • jkk74 Re: Lekarz z podejściem 16.08.08, 18:54
          > Jednak najczęściej dzieci trafiaja- gdy boli- nie do swojego
          > dentysty a najbliższego/najtańszego/dostępnego w danym momencie.
          > Ten dentysta nie musi być pedodontą, nie musi lubić dzieci, może
          > nie miec do nich podejścia. Leczy współpracujących dorosłych. I
          > trudno od niego wymagac bajeczek o robaczku i przedłużania w
          > nieskończoność wizyty.

          Dlaczego taki dentysta w ogóle podejmuje się leczenia dzieci, skoro nie
          potrafi/nie ma ochoty tego robić??? Odpowiem Ci dwoma słowami - DLA KASY...

          Co do bajeczek sprzedawanych dzieciom, jedne dzieci to kupują a inne nie.
          Podawanie ręki małemu pacjentowi, zadawanie pytań o przedszkole i ulubionych
          kolegów to według mnie norma, pozwalająca poznać dziecko i jednocześnie
          przekonać je, ze lekarz to fajny człowiek a nie potwór (niezależnie od
          specjalności lekarskiej).
          Aha, bajeczka o robaczkach jest akurat bardzo skuteczna, jeśli chodzi o leczenie
          zębów. W większości pozostałych przypadków - wystarcza dostosowane do wieku
          pacjenta wytłumaczenie co i dlaczego lekarz będzie robił.
          • protozoa Re: Lekarz z podejściem 16.08.08, 20:48
            Dla kasy????? Musiałaby to byc naprawdę olbrzymia kasa, żeby
            zrekompensowała lekarzowi prace w "warunkach specjalnych". Żadną
            przyjemnością nie jest szarpanie się z rozhisteryzowanym dzieckie,
            słuchanie krzyków rodziców matek), narażanie się na pogryzienie,
            obrzyganie itd. Zapewniam, że wielu stomatologów "dorosłych" bardzo
            niechetnie widzi dziecko na fotelu. Nie odmawiają, bo przyszedł
            pacjent. Już widzę te posty, widzę swiete oburzenie i nagonke na
            dentystę, który nie przyjął dziecka z bolącym zebem!
            Czasem zdarza mi sie ( na szczęście rzadko) udzielać pomocy
            dzieciom. Choć mieszkam w Warszawie gdzie do chirurga dziecięcego
            zwykle nie jest daleko staram sie nie odsyłać, gdy mam dyżur w Izbie
            i zgłosi się dziecko, które mozna załatwic ambulatoryjnie.
            I tu zaczynają się schody: najpierw rodzice, którzy najchętniej
            trzymaliby mnie za ręke, akompaniament wrzasku, czasem kopanie,
            oczywiście wpychanie się bez kolejki - niech np. ofiary wypadku z
            urazem wielonarządowym poczekają.
            • jkk74 Re: Lekarz z podejściem 17.08.08, 11:52
              Jak nie masz ochoty machać kilofem to nie pchasz się do kopalni...

              Co do całości postu - też mieszkam w Warszawie; w sytuacjach podbramkowych, gdy
              roztrzęsiony rodzić próbuje opanować swoje emocje i znaleźć pomoc dla dziecka
              bardzo trudno jest uzyskać sensowną informację, gdzie z konkretnym uszczerbkiem
              na zdrowiu się udać. NIE CHRZAŃ mi głupawych tekstów, że jak się chce i to cale
              bla bla bla. Mam dziecko, które swego czasu mocno chorowało. Bywało, że młody
              dusił się w nocy a ja szukałam pomocy i dupa... Koniec końców kupiłam stosowny
              sprzęt, wykupiłam dość drogie leki i radziłam sobie SAMA... Rano dzwoniłam do
              swojej pediatry, jechałam jak tylko była w przychodni i było w porządku.
              Szpitale, ostre dyżury, pogotowie omijam dalekim łukiem...
              Co do dentystów - mam swoją dentystkę, po prostu spytałam czy ew zajmie się
              moimi dziećmi, powiedziała że właściwie z dziećmi nie pracuje ale mam przyjść i
              zobaczymy. Postawiła sprawę JASNO i KONKRETNIE. I świetnie. Okazało się, że moja
              praca odniosła skutek i dzieci pani dentystki się nie bały, przetrwały borowanie
              i plombowanie. Poszły na kolejną wizytę bez strachu i płaczu.
              Powiedz mi po jaką cholerę inni "dorośli" dentyści przyjmują dzieci skoro to dla
              nich taki kłopot, taka koszmarna trauma? Jeśli chcą pomagać to niech to robią,
              ale pomaganie na silę?

              Na koniec - jeśli zawód, który wykonujesz polega na pomaganiu innym ludziom,
              niezależnie od tego czy jesteś lekarzem czy nauczycielem czy policjantem (dopisz
              każdy inny jaki przyjdzie ci do głowy), to taki zawód wymaga empatii i dobrego
              wychowania, wymaga umiejętności pocieszenia, poprowadzenia rozmowy tak aby
              dowiedzieć się co się stało oraz umiejętnego odmawiania jeśli pomóc się nie
              umie/nie może/nie ma prawa.
              • protozoa Re: Lekarz z podejściem 17.08.08, 13:34
                Stosując Twoją retorykę nie chrzań, że nabyłas laryngoskop rurke
                intulacyjna i podjęłas stosowne czynności w celu zapewnienia Twojemu
                dziecku oddechu kontrolowanego gdy się dusiło.
                Gdyby dusiło się naprawdę, to biegiem i na sygnale pojechałabys do
                szpitala bo w przeciwnym wypadku byłoby bardzo le.
                Nie pisz głupawych tekstów o radzeniu sobie samodzielnie w przypadku
                ataku duszności ( duszności a nie para duszności). Za długo jestem
                lekarzam, zbyt wiele razy widziałam duszącego się człowieka, żeby
                uwierzyć w podobne bzdury.
                Masz szczęście, że objawy ustąpiły po podaniu leków wziewnych i/lub
                leków dozylnych. Z tym, że podawanie sterydów ( bo pewnie w nie się
                zaopatrzyłaś) dozylnie przez osobe niefachowa może tez xle się
                skończyc.
            • jkk74 jeszcze jedno... 17.08.08, 11:56
              Należę do tych wyrodnych matek, które dla swojego i dziecka dobra, ze względu na
              szacunek dla lekarzy, nie wchrzania się tam gdzie sobie nie radzi. Jeśli wiem,
              że widok igły to dla mnie powód do zzielenienia to zostawiam syna z
              pielęgniarkami i wychodzę z gabinetu. Podobnie kiedy miał zakładane szwy został
              w gabinecie z lekarzem, pielęgniarką i swoim tatą.
              • protozoa Re: jeszcze jedno... 17.08.08, 13:35
                I bardzo dobrze.
        • ciutka Re: Lekarz z podejściem 16.08.08, 19:45
          Wiesz, moja córeczka ma 5 lat i smiało chodzi do pediatry,
          laryngologa, miała zdejmowane liczne szwy na twarzy i nigdy nie
          panikowała, nie histeryzowała itd.. Do stomatologa chodzimy od kiedy
          miała 2 latka i było super. Jak poszłam z nią tutaj obok siebie, to
          30 minut siedziała sama na fotelu i dała sobie dzielnie zrobić
          wszystko, więc nie jest to dziecko które jest z byle powodu
          histeryczne itd..Mimo to juz na drugiej wizycie była totalna klapa a
          Pani stomatolog zamiast jakoś z sercem podejść, to kończyła na
          straszeniu że bedzie musiała zęba wyleczyć na siłę itd... No sorry
          ale to chyba nie tak...Możesz mieć inne zdanie, ale lekarz pediatra,
          to nie to samo co stomatolog dziecięcy. Trzeba mieć trochę serca,
          można i owszem poopowiadać historyjki. Ja mam niesamowitą pediatrę,
          byli wspaniali lekarze gdy miałam dziecko zszywane i miało pózniej
          zmieniane opatrunki i wspaniałego chirurga, który ściagał córce
          szwy. Chciałabym znaleść też wspaniałego stomatologa i ot to
          tyle...Dzieci to są dzieci, pozdrawiam.
          • ciutka To było do protozy:) 16.08.08, 19:47
            • magdek2 Re: To było do protozy:) 17.08.08, 12:47
              no protozoa lubi bardzo uogólniać i pisać przemądre rzeczy z racji
              rzekomo wykonywanego zawodu, ale to już chyba wszyscy na tym forum
              wiedzą smile a więc teraz wszystkie dzieci chodzą do dentysty dopiero
              jak boli ząb, mamusie histeryzują itp.
              a moje dziecko myje ząbki po jedzeniu, chodzimy do pani dentystki na
              drugi koniec miasta, jeździliśmy na początku na wizyty
              tzw.adaptacyjne, nie je non stop lizaków, a po wieczornym użyciu
              ząbków nie je już nic ani nie pije, jesli już to wodę mineralną,
              hisetryzuje (jesli już) bardziej w obecności tatusia a nie mamusi,
              więc nie uogólniajmy znów, bo nie wszyscy rodzice są be i nie
              wszystkie dzieci są be, a lekarz z podejściem do dziecka-pacjenta to
              połowa sukcesu
              • protozoa Re: To było do protozy:) 17.08.08, 13:37
                Ile jest takich dzieci? 1-2%? A tu na forum czytamy, że wszystkie
                dzieci grzecznie myja ząbki i zero lizaczków. Zobacz w każdym
                skupisku dzieci ile dzierży lizaki w ręku, ile umie prawidłowo umyć
                zeby, ilu w końcu dorosłych wie do czego służy nitka?
                • jkk74 Re: To było do protozy:) 17.08.08, 14:19
                  Protozoa z Tobą nie da się dyskutować. Przedstawiasz argumenty w stylu - rodzice
                  robią... rodzice nie robią... wszyscy są... wszyscy nie są... każdy wymaga...
                  nikt nie robi tego czy owego...
                  Generalizujesz, uogólniasz.
                  Co z tego, że tu na forum są same super mamy? NIE WSZYSTKIE mamy są na forum.
                  Może akurat te co dają lizaki tu się nie udzielają wink
                  Nie każdy rodzic ma ochotę dbać o zdrowie dzieci, ale też śmiem przypuszczać, że
                  ci akurat rodzice się tu nie pojawiają.
                  A jak już ktoś się tu pojawia to raczej z troski o swoje dziecko.
                  A Ty naskakujesz, atakujesz, nie wiem czemu to robisz? Chcesz nas wystraszyć?
                  Pokazać jacy to lekarze są nieomylni i jaki mają patent na jedyną słuszną rację?
                  No więc wyobraź sobie, że nie masz racji w tej kwestii. Nie raz spora część
                  obecnych na forum mam spotkała na swej drodze konowałów. Pseudolekarzy, którzy
                  zamiast pomóc szkodzili albo po prostu nie robili nic.
                  Wiem, że ci lekarze, których znam i uważam za świetnych fachowców w swej
                  dziedzinie, pogoniło by Cię z Twoimi poglądami. Bo zamiast przekonać nas, że
                  lekarz to spec, który wie co najlepsze dla pacjenta, który naprawdę ani nam ani
                  naszym dzieciom krzywdy nie zrobi, robisz wszystko abyśmy uznali, że lekarze to
                  samolubne, egoistyczne snoby, uznające swą wyższość nad maluczkimi z racji
                  wykonywanego zawodu.
                  Nie da się z Tobą dyskutować i robić tego nie mam już ochoty.
                  Na koniec - proszę Cię, przyjmij do wiadomości że NAPRAWDĘ są rodzice dbający o
                  swoje dzieci, pilnujący ich zdrowia, mający świadomość swoich słabości, umiejący
                  współpracować z lekarzami.
                  I wiesz co? Jest ma naprawdę bardzo przykro, że do tej pory nie udało Ci się na
                  takich trafić... a może po prostu z góry zakładasz swoje teorie i nie pozwalasz
                  im pokazać się ze swej dobrej strony?
                  • betty_julcia Wow 17.08.08, 17:01
                    protoza, proszę nie rób ze swojego zawodu jakiejś misji
                    cierpiętniczejsmile
                    Lekarz jak każdy inny zawod. Przyjmuje zlecenie któremu potrafi
                    podołać. Osobiście wolałabym zeby od razu mi powiedział ze nie ma
                    podejscia do dzieci, niż poświecał sie (dla kasysmile) i doprowdził
                    moje dziecko do płaczu, kopania i gryzienia. Bo jeżeli od razu bylby
                    szczery to rodzic ma wybór i idzie do takiego, który nie zniecheci
                    dziecka do siebie.
                    A poza tym nie porownuj pediatry do stomatologa, bo u pediatry
                    dziecko w najgorszym przypadku czeka wsadzenie patyka do gardła a u
                    stomatologa zawsze niezbyt przyjemne i często bolące grzbeanie w
                    zębach....Wiec to ze twoja mama podaje rękę i pyta o przedszkole nei
                    ma tu nic do rzeczy, chyba ze uważasz to a szczyt umiejetności
                    podejscia do dziecka.
                  • protozoa Re: To było do protozy:) 17.08.08, 18:06
                    Ależ ja sama znam wielu rodziców dbających o zdrowie dzieci, ale
                    niestety, większość dba po swojemu.
                    Nie twierdze, że lekarze sa nieomylni, każdy z nas popełnia błędy.
                    Nie mam intencji, żeby kogokolwiek nastraszyć, ale żeby uświadomić,
                    że tu lizaczek, tam kakao przed snem a gdzie inczej krówka są w
                    naszym polskim społeczeństwie bardzo, ale to bardzo powszechnym
                    zjawiskiem.
                    Kiedy dziecko zaczyna myć zęby? Najczęściej w wieku 3-4 lat.
                    Kiedy używa nici stomatologicznych? Zwykle nigdy.
                    Ilu dorosłych to robi? Niewielu.
                    Jak często przeciętny Polak odwiedza dentystę? Rzadko, zwykle, gdy
                    boli go ząb.
                    To są fakty, nieprzyjemne, ale przwdziwe. Odsyłam do pierwszego z
                    brzegu dentysty - powierdzi.
                • betty_julcia Re: To było do protozy:) 17.08.08, 17:05
                  a czego to dowodzi? że jezeli rodzic nie dopilnował to lekarz może
                  wsadzić na siłe dziecko na fotel i bez skrępowania postraszyć i na
                  siłę wyborować???
                  • ciutka Re: To było do protozy:) 17.08.08, 19:36
                    No właśnie-dokładniesmile Rodzice są różni-tak jak i lekarze.
                    Przykro mi tylko, że wywiązała się taka dyskusja a pytałam o cos
                    zupełnie innego...Teraz siedzę i myślę, czy mam iść z dzieckiem pod
                    narkozę??, co mam dalej robić?? Jak mam dziecku wyrwać ząbka( bo
                    dentysta zle założył lekarstwo, które wypadło).Pediatra to zupełnie
                    co innego niz stomatolog. Mimo to kazdy z nich powinien miec
                    podejście do dzieci, jeżeli takowy stomatolog ma specjalizację
                    dziecięcą i juz dajmy spokój tym dyskusjom, pozdrawiam Beata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka