Witam wszystkie Mamusie

Chciałam napisac o moich obserwacjach dotyczacych padaczki, otóż jak
już kiedys pisałam mam 12-miesięczną córeczke z ACC i małogłowiem,
wiec jak wiadomo cały czas wyczekiwałam padaczki. Mała miała swoje
dziwne zachowania, typu niepohamowany smiech z podciąganiem rąk i
nóg, prawie rechot, po ktorym zawsze jest czkawka - wyglada to tak
jakby ten smiech wymuszała, patrzy na nas, czy tez sie smiejemy, tak
to wyglada, dziwne... - mówiłam o tym neurologowi. Generalnie należe
do osób panikujących, ale cały czas bałam sie że coś przegapie, że
nie rozpoznam napadu. Ze ta padaczka wystapi. Nadmienie jeszcze , że
robilismy 3x EEG, i zawsze jest poprawne, co uspokaja neurologa,A on
nas.....
Ale nic, czekam, dalej. Az sie doczekałam. Akurat byliśmy na odziale
w szpitalu w Prokocimiu, z powodun problemów gastrycznych
(wgłobienie jelita, opowiem kiedyś....), gdzie trafiła odwodniona i
prawie nieprzytomna, trzymałam ja lecacą przez ręce, gdy zaczęła
drżec jej lewa nożka, potem ręka, trwało to ponad 6 minut, widział
to szczesliwie neurolog tamtejszy, okreslił jak napad połowiczy
lewostronny , kontakt był z Nią prawie zaden , przez cały czas
zreszta odwodniona, i obolała. Podali po tym wszystkim jakiś lek
przeciwdrgawkowy, niewiele pamiętam... Zaraz opowiedziałam o tym
wszystkim naszemu lekarzowi, przeczytał opis dokumentacji,
powiedział, że nasza decyzja teraz jest, czy wdrazamy leczenie -
nic nam nie zasugerował, powiedział, że to nasza decyjza, że w
Polsce czeka sie generalnie drudego napadu, przed wdrożeniem leków,
a na Zachoidzie nawet trzeciego, chyba, że pierwszy trwał około 10
minut, a w naszej dokumentacji tak napisali, choc nikt oczywiście
czasu nie mierzył. Dodam, że dwa tygodnie przed tym wszystkim na
wakacjach - córka po przebudzeniu otworzyła jakby oczy, wrzasnęła
okropnie, i...zwymiotowała, i potem wymiotowała jeszcze kilka razy,
tez kontakt był z nią słaby - w szpitalu na Strzeleckiej wówczas nie
rozpoznali wgłobienia jelita, a tak to sie zaczyna..., bo udalismy
sie tam natychmiast prawie. Wymusiłam eeg, było....znowu prawidłowe.
Po długich godzinach zastanowiania! - jakie to było trudne,
postanowiliśmy nie wdrażać leczenia. Lekarz powiedział, że to
odwazna decyzja, i na taka własnie liczył, żeby nie panikować, ale
obserwować, bo corka ma te dziwne napady w sytucjach, gdy cierpi
(jelito bardzooooo bolałoooo

(), jest osłabioan, odwodniona, wiec
mamy obserwować.Podejrzewamy padaczke,datego zabezpieczył nas lekerz
wlewkami, ale powiedzial że ma sie nie bac, obserwować po raz setny,
i reagowac jakby co. Nikt nie jest do końca pewien.
Konkluzja jest taka, że nie śpię całe noce, nie zostawiam dziecka
nawet na sekunde samego, bo ocxzywiście boje się, że dostanie
napadu, a ja tego nie zauważe, lub nie rozpoznam - jestem kłębkiem
nerwów, mimo że córka ma sie dobrze, jest radosna, i problemy
jelitowe - daj Boże mamy za sobą. Boje sie każdej podwyższonej
temperatury, wszystkiego. Dodam jeszcze, że te drgawki które miała
w szpitalu, to byłyby prawie nie do zauwazenia, gdybym nie trzym ała
jej akurat na ręce...
Acha, no i może być eeg prawidłowe, a być padaczka jak sie okazuje,
taki typ zlokalizowany głebiej w moózgu, czego nie zbiera zapis
eeg.... Słyszeliście o tym?? Serdecznie pozdrawiam.