Dodaj do ulubionych

coś o inżynierach

26.09.09, 12:58
Zetkaf byłeś zwolennikiem kierunków technicznych to patrz co znalazłem na stronie

forum.gazeta.pl/forum/w,23,86165641,86189708,Nie_wydaje_mi_sie_by_to_byly_prawdziwe_informacje_.html
generalnie wszyscy tam narzekają że inżynierowi polskiemu to sie mało bardzo
płaci albo nie mogą znaleźć roboty bo nie mają wymaganego doświadczenia na
stanowisku 3 lata (zarówno a PL a za granicą jeszcze gorzej)

poniżej fragment:

"Sprawę rozdmuchują wyższe uczelnie techniczne, bo coraz trudniej
bedzie im się utrzymać przy malejącej podaży kandydatów. Większość
zawodów inżynierskich należy w Polsce do upośledzonych płacowo i z
tego powodu na politechniki nie garną się amatorzy. Jaki bowiem jest
sens iść na trudne studia aby potem mieć marnie opłacaną pracę i
praktycznie brak perspektyw w kraju, gdzie zawody inżynierskie
zostały zdegradowane głównie do prac przy utrzymaniu ruchu w
montowniach zagranicznych firm.
"

i co Ty na to zetkafie?
Obserwuj wątek
    • wolfenstein3d Re: coś o inżynierach 26.09.09, 12:59
      druga sprawa to że taki monter CO zarabia 4,5 tysiące w 2 tygodnie. Wystarczy
      zawodówka i uprawnienia. Pytanie gdzie takie zdobyć w regionie gorzów
      wielkopolski ile kosztują i trwają?
    • wolfenstein3d Re: coś o inżynierach 26.09.09, 13:01
      a tutaj jedna z przyczyn:

      "system ksztalcenia w PRL mielismy o
      niebo lepszy niz dzis a indoktrynacji bylo mniej (po1956) niz teraz
      godzin religii. Edukacje zniszczyl nie tyle system polityczny, co
      dorwanie sie niedowazonych teoretykow-akademikow do reformowania
      jego."

      dokładnie potwierdza to moje słowa
      • wolfenstein3d Re: coś o inżynierach 26.09.09, 13:03
        jeszcze jeden cytat:

        "mielismy swego czasu zajecia z profesorem z bialorusi. i co powiedzial? ze
        polsce zle ksztalca studentow politechnik. na auli swiete oburzenie, jak tak
        moze byc a on dalej. no i podobno na bialorusi student drugiego roku juz, jeden
        dzien chodzi na praktyki w firmie a reszte studiuje. na ostatnim roku jeden
        dzien studiuje i ma 4 dni praktyk. dlaczego tak nie moze byc u nas? odpowiedz: u
        nas nie ma gdzie tych praktyk zrobic ! praktytki studenckie to sciema
        wszechczasow. tak oczywiscie duzo sie pani u nas nauczy a potem przez miesiac
        parzy sie kawe i odwala robote przy pisaniu raportow."

        • wolfenstein3d Re: coś o inżynierach 26.09.09, 13:08
          "Obroniłem sie w czerwcu, - Wydział Mechaniczny PG - specializacja - Napędy
          Sterowanie i Automatyzacja Maszyn - od 3 miesiecy nieusttanie szukam pracy w
          zawodzie. 70 Cv wysłanych i tylko 1 rozmowa o prace z 1100zł na reke. Placic
          duzo nie chca, ale najlepiej zebym posługiwal sie programami CAD,Inventor,Solid,
          2 jezyki - biegle + doswiadczenie i zeby tego bylo malo to umowa na zlecenie
          potem moze jak sie sprawdze to na czas okreslony. 90% ofert to - inzynier
          sprzedazy. Pracowalem kiedys jako inz sprzedazy i moim glownym narzedziem pracy
          byl telefon i skrzynka mailowa (a wymagania o prace byly jak wyzej). Aktualnie
          zastanawiam sie nad praca w castoramie- kumpel poszedl (bez matury) i ma 1800zł
          na reke i umowe na czas okreslony"




          "Skończyłem w tym roku Politechnikę Gdańską, wydział Elektroniki,
          Telekomunikacji i Informatyki. I zgodnie z tym co mówi pan Koc powinienem
          przebierać w dobrze płatnych ofertach pracy, ale jakoś tych ofert pracy WOGÓLE
          nie ma. Mam doświadczenie (2 lata praktyk w tym zagranicznych), innowacyjną
          pracę dyplomową, ale niestety takich ludzi rynek pracy nie potrzebuje.
          Pracę mam, ale niestety nie w zawodzie choć tu się mogę bardziej poobijać i
          generalnie lepiej płacą niż jakakolwiek montownia, więc nie narzekam. Ale część
          osób może być zawiedzona że obiecywano im pięciocyfrowe pensje i ciekawe studia.

          A teraz jak radzą sobie koledzy/koleżanki również kończący PG:
          - 1/3 bezrobotna (stan przejściowy bo ciągle łudzą sie że dostaną pracę w zawodzie)
          - kilka osób wyjechało za granicę pracować jako prawdziwi inżynierowie
          - mniej niż co dwudziesty robi cokolwiek związanego z zawodem (np. biega po hali
          i kable spina taśmami zaciskowymi)
          - większość pracuje, ale niestety nie w zawodach np:
          x koleżanka po elektronice prowadzi kursy z Excel'a i Worda dla starszych pań w
          urzędzie pracy
          x 3 ludzi po elektronice pracuje normalnie w sklepie za ladą (mówią że tlyko
          tymczasowo)
          x 2 kolegów pojechało kłaść kafelki do Norwegii bo szybko porzebują uzbierać na dom
          x kilka koleżanek pracuje jako sekretarki (i nie dzięki studiom tlyko dzięki
          temu że znają angielski)
          x kilka osób spróbowało firmę założyć (sklep elektryczny, warzywniak i monopolowy)
          x 5ciu absolwentów to teraz dumni akwizytorzy (inzynierowie sprzedaży)
          x 3 osoby pracują w call-center (pomoc informatyczna dla amerykanów)
          x 2 przypadki to doradcy finansowi
          x conajmniej 15 osób jakie znam pracuje w bankach (zwłaszcza ludzie po chemii -
          może mają predyspozycje?)

          Wszyscy ci ludzie których przedstawiłem są absolwentami i mają zacny i szanowany
          tytuł "mgr inż". Gazeto nie kłam. "


          i tu po raz kolejny dowód że NIE WARTO STUDIOWAĆ. Ludzie opamiętajcie się.
    • zetkaf Re: coś o inżynierach 26.09.09, 13:15
      Patrzcie, jaka zapalczywosc, tyle trudu... i zaledwie jedna
      wypowiedz? ;)Ty to masz niezly kompleks na moim punkcie, takiego
      swira miec w szukaniu ;)
      • Gość: qweqeqweq Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.09, 22:33
        >> Patrzcie, jaka zapalczywosc, tyle trudu... i zaledwie jedna
        wypowiedz? ;)Ty to masz niezly kompleks na moim punkcie, takiego
        swira miec w szukaniu ;)

        reprezentujesz pogląd że studia techniczne są potrzebne i po nich jest dobrobyt.
        Więc ci udowadniam ze niekoniecznie. Ja nie mam technicznych i moż emam z tego
        powodu komplex. Nie będe robił już technicznych bo jestem za stary. Zrobie się
        robolem a z tego później założę firmę i nikt mi nie powie że źle robię. Bo to
        jedyna słuszna droga.
        • zetkaf Re: coś o inżynierach 26.09.09, 23:59
          > reprezentujesz pogląd że studia techniczne są potrzebne i po nich
          > jest dobrobyt
          Nie... po nich jest zwiekszone ryzyko dobrobytu, ale nie pewnosc ;)
          Inzynier, a dobry inzynier to dwie rozne sprawy, jak ktos nie wie
          czym sie rozni jego zawod od ksiegowej, to rownie dobrze mogl isc na
          studia humanistyczne. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, co sobie
          mysleli studenci mysleli, ze bez jezykow beda dobrymi studentami -
          nawet pracujac w polskiej firmie, predzej czy pozniej trafisz na
          dokumentacje obcojezyczna. A potem taki placze, ze pracy dla
          inzynierow nie ma... a dla mnie to du... a nie inzynier ;)

          > Ja nie mam technicznych i moż emam z tego
          > powodu komplex.
          Ech, nie bede ci tlumaczyl, ze nie chodzilo mi o kompleks nie na tle
          studiow, a personalnym, bo i tak nie zrozumiesz. Ale sam fakt, ze
          przeszukales tyle forow, zeby znalezc ta jedna wypowiedz, zeby tylko
          mi udowodnic, ze nie mam racji...
          • Gość: cxcxz Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 01:12
            >> Ale sam fakt, ze
            przeszukales tyle forow, zeby znalezc ta jedna wypowiedz, zeby tylko
            mi udowodnic, ze nie mam racji...

            nie zrrbiłem tego dla ciebie tylko interesuje się tematem dopasowania do rynku
            pracy co trzeba zrobić zeby być do niego dobrze dopasowanym. I nawet jak się
            zrobi wszystko co najlepsze wskazują i tak się nie ma pewności że się znajdzie
            robotę w tym zawodzie co się chce bez znajomości. Tak ten rynek pracy jest
            porypany i już.
            A na wypowiedzi trafiłem przypadkiem i zawzięcie ci je przepisałem bo byś sie
            dalej upierał i śmiał ze studenciaków kierunków humanistycznych którzy częściej
            i łatwiej znajdują pracę od tych drugich bo się szybciej dostosowują.
            • zetkaf Re: coś o inżynierach 27.09.09, 10:33
              > zrobi wszystko co najlepsze wskazują i tak się nie ma pewności że
              > się znajdzie robotę w tym zawodzie
              oczywiscie, pozostaje chociazby problem soft skills

              > dalej upierał i śmiał ze studenciaków kierunków humanistycznych
              > którzy częściej i łatwiej znajdują pracę od tych drugich bo
              > się szybciej dostosowują.
              No, po pierwsze, to nie powiem kto tu zawziecie
              atakuje "humanistycznych", po drugie - jakies statystyki, ktore
              mowia ze jednak humanistycznym latwiej?
              Btw, wspominales o pracy w zawodzie - no, inzynierowi ciezej sie
              przekwalifikowac z chemika na elektryka niz poloniscie na kadry. A
              po pieciu latach harowki na inzyniera, to znowu troche szkoda isc na
              te kadry...
              • Gość: fgfdbdbfd Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 14:26
                > zrobi wszystko co najlepsze wskazują i tak się nie ma pewności że
                > się znajdzie robotę w tym zawodzie
                >> oczywiscie, pozostaje chociazby problem soft skills

                nie o to chodzi. soft skills przeciętny.
                chodzi o zupełnie coś innego. intratne zawody są oblegane każdy by chciał w tym
                robić
                a wybiorą tylko niewielu niekoniecnie najlepszych ale na wałkach typu znajomy
                wkręcił.
                Dużo zalezy od lokalizacji i specyfiki lokalnego rynku pracy. Jakie firmy są w
                regionie,
                które zatrudniają i co wymagają. Prawie każda wymaga dośw na stanowisku a prawie
                żadna
                go nie umożliwia zdobycia. I tu też trzbea kombinować typu znajomy musi wkręcić
                albo musisz nakłamać w rozmowie rekrutacyjnej.

                >> po drugie - jakies statystyki, ktore
                mowia ze jednak humanistycznym latwiej?

                mówią dokładnie to statystyki. Po liceach dużó mniej bezrobotnych niż po
                zawodówkach.
                Ale małe zniekształcenie jest takie że po liceach w większości ludzie studiują i
                dlatego
                ich nie ma na rynku pracy. Dokłanej analizy ci snie zrobie bo mi się nie chce.
                Nikt mi
                nie płąci za takie badania. Tym się powinni zajmować te urzędasy z up chociażby
                jest tam
                jakiś statystyk a co robi nie wie tego nikt chyba tylko pije kawkę jak to urzędnik.

                Z tego co zauważyłem to wszyscy ci co zajmują te stanowiska w których jest
                wymagane prowadzenie
                badań kompletnie się na tym nie znają i robia prowizorkę i na odpier**l
                powatrzają oczywiste
                rzeczy typu że potrzeba informatyków na podst ilości ogłoszeń w których nie mogą
                znaleźć
                mimo 70 wysłanych CV. Ale tego drugiego już nie sprawdzą.

                Pod koniec lat 90-tych była tzw klęska dotcomów. Ale ludziom sie w d**pach
                poprzewracało
                i od lat 90-tych wszyscy tłumnie na tą informatykę bo taka świadomość społeczna
                została.
                W latach 90-tych było zapotrzebowanie na studentów bo ich było bardzo mało. Wtedy
                wystarczyło mieć wyższe dowolnie jakie i przyjmowali. Ludzie ciągle myśłą ze tak
                jest nadal
                bo za ch**erę ich nie odwiedziesz od studiowania chcą i już po to zeby sobie
                dyplom w ramkę
                oprawić. Takich nie żałuję. Mnie nikt nie ostrzegał wszyscy mówili te
                pseudo-agencje badawcze
                które robią badania prowizoryczne niedokładne, odnosząc najczęściej do większych
                miast
                typu warszawa zlewając resztę polski jak gazeta jest ogólonopolska. I trochę im
                uwierzyłem
                że rzeczywiście tych "informatyków" tyle potrzeba. Ale programistą chciałem być
                i tak dużo
                przed tym jak się pojawiały takie raporty.
                Specyfika tego "zawodu", zawężanie specjalizacji, rozwój technologii, odbiegnięcie
                trendu od programowania aplikacji do programowania stronek www, miliony
                "informatyków"
                wypuszczanych corocznie przez uczelnie studia podyplomowe a nawet technika,
                wszyscy ci
                ludzie szukają dla siebie miejsca a najłatwiej jest robić w stronach www. Stąd
                olbrzymia
                liczba takich "programistów" jakość ich pracy jest bardzo niska te strony przez nich
                robione są g**no warte ale znaiżają wartość rynkową wykonanych przez ciebie
                zaawansowanych
                prac bo świadomość społeczna jest taka że zlecę studenciakowi zrobi mi to za
                zgrzewkę piwa.
                Stąd nieopłacalnosć robienia tego na zlecenie.
                Można jedynie wdrażać własne pomysły ale rynek ten jest tak niepewny i
                niezbadany że nic
                nie zaplanujesz możesz tylko strzelać jak kulą w płot może ci się coś uda.

                Giganci biznesu, rentierzy zajmujący się inwestycjami najbogatsi ludzie świata
                nawet nie
                inwestują w IT bo sie tego po prostu boją. To jest tak nieprzewidywalne że
                lepiej robić
                coś realnego, rzeczywistego coś co można przewidzieć. A nie jakiś dzieciak z ulicy
                cie wykopie z interesu bo stworzy coś oryginalniejszego. A miliony ludzi się tym
                zajmują.
                Powstają portale jak nasza-klasa, programy typu gadu gadu, allegro. To wszystko
                robili dzieciaki z zabawy. Linuxa z zabawy gościu wymyślił. Zielonogórzanie z UZ
                wymyślili
                spryciarze.pl itp itd.

                >> no, inzynierowi ciezej sie
                przekwalifikowac z chemika na elektryka niz poloniscie na kadry

                raczej przekwalifikowania są w kierunku sprzedawca, operator wózka widłowego,
                koparko-ładowarka, kafelkarz, ubezpieczyciel, doradca klienta.

                Raczej nic innego. Kadrowych ilu tam jest potrzebnych bardzo niewielu. I biorą
                babki młode
                łądne po filologii na to. Tylko.

                W zawodach technicznych niektórzy sie łudzą że znajdą pracę w zawodzie. Im
                szybciej sobie
                uświadomią ze nie tym lepiej dla nich. Tylko nieliczni ją dostają i ci są
                przedmiotem
                mojego zainteresowania. Co wpłynęło na to że akurat im się udało jakie czynniki.

                Mnie to naprawde nie interesuje dla siebie bo już mam to co chciałem i wiem
                dokąd ide
                natomiast widzę wokól tysiące ludzi którzy błądzą. Widze ten cały bałagan i
                chciałbym
                wiedzieć o co chodzi że tak jest wszystko popier**lone. Znaleźc jednoznaczną
                odpowiedź
                jak można ten cały system skopany naprawić.

                Naprawiełam już wiele skopanych systemów tzn w programowaniu i mnie interesuje
                jeżeli
                coś działa nieprawidłowo lub nieoptymalnie jak to zrobić zeby funkcjonowało idealnie
                bez tych widocznych wad.

                Systemu edukacji nie zmienię, rynku pracy też nie. Moze rozwiązaniem byłoby
                utworzenie
                takiego portalu pracy pośredniczącego między prywaciarzami a bezrobotnymi. Żeby
                dopasować
                jednych do drugich. W tej chwili te portale co są są nieskuteczne. Bezrobotni
                z bezrobotnymi jak zaczną gadać na profeo to wychodzą z tego żale trolowanie i nikt
                nie znajduje tam rozwiąznaia tylko się denerwuje na tych prywaciarzy że są tacy
                chamscy.
                Ponadto rozmowy bezrobotnych z bezrobotnymi utwiedzają ich tylko w przekonaniu
                że nie da sięzmienić swoejj sytuacji bo jedni którym się nie udało rozmawiają
                z drugimi którym sie nie udało i potwierdzają swoje przypuszczenia że
                prywaciarze są źli
                głupi itd. I się solidaryzują ze sobą i to nie prowadzi w żaden sposób do
                wyprowadzenia
                ich ze stanu bezrobocia.

                Pośrednicy typu audit w Gorzowie którzy masowo napędzają ludzi do fabryk na
                taśmę produkcyjną
                śmieją sie po cichu z nich. Sam słyszałem w start people jak babka opowiadała
                drugiej że
                "gdzie cie tam wywiało na to bezrobocie". to jest jedno wielkie robienie w ciula
                ludzi.
                Agencje pośrednictwa pracy w żaden sposób nie pomagają pracy znaleźć tylko działają
                jak head-hunterzy szukają doświadczonych specjalistów.

                Pracodawca zamiast bezpośrednio szukać robotnika, zleca to auditowi. I co się staje?
                Audit przyjmuje te jego wąskie wymagania. Że doświadczenie 2 lata na stanowisku
                i rozgląda
                się po rynku pracy szuka bardzo wnikliwie. I z tego powodu taki przeciętny
                bezrobotny
                nie ma szans się tam dostać do tej firmy. Bo prywaciarz postawił odgórnie
                wysokie wymagania
                i ich nie obniży bo nie ma kontaktu bezpośrednio z rekrutowanym pracownikiiem
                tylko czeka
                aż audit mu załatwi w ciągu pół roku odpowiedniego który wszystko spełnia w 100%.
                Jednocześnie żadnemu pracownikowi nie umożliwi zdobycia dośw zawodowego bo audit
                mu przez
                pół roku znajdzie kogoś kto je ma.

                Dlatego jest źle na rynku pracy i cforaz więcej bezrobotnych a jak nie nich to
                sprzedawców
                i doradców klienta i pracowników produkcji bezpośredniej bo to nie wymaga dośw.
                rynek
                pracy w ten sposób się psuje, dlatego specjaliści wyjeżdżają za granicę, nie ma
                komu robić
                ogranicza się zatrudnienie i zamiast się rozwijać to jest zastój i zacofanie i
                dążenie
                że polska będize tlyko jednym wielkim call-center i tranzytem dla niemców do rosji
                bo są budowne drogi za unijne. Tylko sklepy i handel w gorzowie i oddziały
                banków i życie
                na kredyt. Nie ma produkcji polskich firm. Tylko zagranicznych montowni. Jest
                koordynacja
                prac i nabijanie kabzy obcym mocarstwom. I to jest niedobrze dla gospodarki.

                Zamist TPV, faurencji, bama, volkswagena powinny stać Ursus produkujący ciągniki
                i sprzęt
                rolniczy, elemis robiący telewizorki na całą europę, faurencja niech sobie
                zostanie to akurat
                jeden z lepszych zakładów.

                Słaby jest gorzów przemysłowo. Bardzo słaby. Tylko zagraniczne
                oddziały-montownie. Za mało
                firm polskich produkcyjnych. Po upadku stilona, ursusa silwany i
                • Gość: cc Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 19:42
                  >> Po upadku stilona, ursusa silwany ic

                  nic nie zostało. jedynie gomad maszyny do cięcia drewna, drawex schody, mestil
                  zakładajćy zagraniczne montownie-fabryki i browar witnica produkujący piwko
                  głównie na export. cimnego nie lubie ale lubuskie jest the best słabe ale dobre
                  w smaku bo robione całościowo jak w średniowieczu a nie jakiś ekstrakt i
                  dolewana woda + spiryt jak w tych 10%=towych faxe.
    • Gość: niestetygorzow Re: coś o inżynierach IP: *.gorzow.mm.pl 27.09.09, 17:32
      Dawno temu kiedy chodziłem do szkoły średniej kolega z klasy
      powiedział: "Ja się uczę bo chce być panem inżynierem a nie jakimś
      robolem, pracować w świątek piątek i głodem przymierać". To utkwiło
      mi w pamięci. Dziś ktoś mógłby powiedzieć: "Wole być robolem niż
      inżynierem, 5 lat studiować, a potem pracować za grosze i głodem
      przymierać". Smutne to ale niestety prawdziwe.
      • Gość: vzcxvxcvxc Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 18:14
        >> Wole być robolem niż
        inżynierem, 5 lat studiować, a potem pracować za grosze i głodem
        przymierać". Smutne to ale niestety prawdziwe.

        bo każdy powinien znać swoje miejsce a na studia powinni iść najlepsi.
        przywrócić starą maturę żeby był odsiew idiotów. przywrócić szkoły zawodowe i
        wszystkie zmiany sprzed reform edukacji na przełomie lat 90-tych/2009 to będzie
        dobrze normalnie tak jak kiedyś.
        Limity na studia - wszystkich nie przyjmować tylko najlepszych. Porobić egzaminy
        wstępne. Słabsi uczniowie idą do zawodówki, mocniejsi do technikum i liceum, z
        nich najlepsi na studia i będzie dobrze. Nie jak teraz - moda na studiowanie
        żeby mieć per magistra jaśnie hrabiego na h** on jest komu potrzebny i tak nikt
        waszego dyplomu nie będzie chciał oglądać studenciaki. Lepiej idźcie do jakiejś
        roboty.
        • Gość: niestetygorzow Re: coś o inżynierach IP: *.gorzow.mm.pl 27.09.09, 18:53
          Nie idiotów. Nie o to chodzi. Wiadomo że nie każdy ma głowe do
          nauki, nie każdy jest na tyle pojętny żeby chłonąc masowo wiedze.
          Polacy to niezbyt rozgarnięty naród. Niestety. Według przeciętnego
          Polaka do zawodówek idą same debile. Nie raz słyszałem jak rodzice
          strofują swoje dzieci:"Ucz się, idź na studia, wykształć się i
          będziesz kimś", "Co chcesz być biednym robolem pomiatanym przez
          wszystkich?". Dochodzi presja społeczna. Dzieci sąsiadki
          wykształcone, w rodzinie wykształceni i tekst typu:"Chcesz żeby z
          ciebie się śmiali?" Nikt nie chce być tym gorszym, tym robolem-
          nieudacznikiem i stąd ten pęd na studia. Nie ważne że taki robotnik
          po zawodówce ma fach i zarabia więcej niż ten "wielki" magister.
          Jest więcej wart na rynku pracy niż ten po studiach. W Polandzie
          nadal jeszcze krzywo patrzą na fizycznych zwłaszcza nowobogaccy
          tatuśkowie, którzy posyłają swe pociechy na studia. Tylko taki synek
          lub córunia dostaną posadke u tatusia w firmie lub jakiegoś kolesia
          a reszta? Co z tymi co nie mają znajomości? Ludzie ogarnijcie się z
          tym studiowaniem, zapotrzebowanie jest na fachowców a magistrów jest
          przesyt.
          • Gość: cxzxczx Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 19:26
            >> nie każdy ma głowe do
            nauki, nie każdy jest na tyle pojętny żeby chłonąc masowo wiedze.

            jak ktoś nie ma głowy do nauki to nie powinien iśc na studia! normalne

            >> Według przeciętnego
            Polaka do zawodówek idą same debile.

            znam wiele osób z zawodowym które cechują sie o wiele większą spotrzegawczością
            od ludzi
            po studiach. Sam na kursie uczyłem się od człowieka po zawodówie jak wykonywać
            zawód.
            Dużo mi pomógł. Na budowlance zna się o wiele lepiej ode mnie i ne mechanice. A
            strasznie zazdrości mi studiów i ma mnie za lepszego mimo ze jestem gamoń do
            niego bo ma więcej dośw zawodoweo w pracy fizycznej
    • Gość: cxzczxcz Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 19:44
      jak zaczynbałem studia to robole zarbiali 800 zł i był pęd że trzeba na studia
      to sie będize więcej zarabiać. g**no prawda. A ludzie po zawodówkach częstoi
      większe kariery robią od tych po sstudiach. BO ZAWSZE pierw trzeba być robolem i
      z tgego później coś załozyć. inaczej bedziecie zawsze popychadłami skazanymi na
      jeden zakłąd pracy który was przyjął na jakimś g**nianym za to prestiżowym
      stanowisku typu analityk finansowy
      • Gość: cxzczczx Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 20:09
        >> jak zaczynbałem studia to robole zarbiali 800 zł i był pęd że trzeba na studia

        nawet na komisji poborowej mi to mówiła jak powiedziałem że ide sie dalej uczyć
        że trzbea sie uczyć

        a szkoda że w woju nie byłem. w trakcie studiów trzbea było zrobić zdać egzamin
        z PO i miałby tytuł kaprala w kieszeni. kaprale 2600 do łapy zarbaiają. I nawet
        mieszkanie służbowe dostają. To też jest rozwiązanie.
        • Gość: vczvcxvcxvcxv Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 20:10
          hitler był kapralem i trząsł całą europą był ponad genrałami. W woju kapral jest
          najlepszy nikt sie lepiej od niego nie zna na szkoleniu kocurów i walce zbrojnej.
    • Gość: czxczxczxczx Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 19:46
      są zawody męskie i typowo kobiece typu specj. ds. kadr, księgowa, sekretarka.

      faceci powinni isć do meskich zawodów typu mechanik, elektryk, automatyk,
      informatyk, stolarz, inżynier, budowlaniec

      a baby księgowa, specj. kadr, sekretarka, sprzątaczka, cukiernik, piekarz,
      kucharz, sprzedwaca

      myśle że tak powinno być to faceci będą męscy a baby kobiece a nie
      metroseksualni jak zetkaf
      • Gość: czczxcz Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 19:49
        kjobiety sie bardzo na handlowców nadają zwł jak młode i ładne bo potrafią
        zakręcić flirtem klięta i coś lepiej sprzedać niż facet chyba ze jest modelas a
        właśicielem firmy ładna lala
        • Gość: mniemanolog Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 20:19
          I nikt mimo jako takiego wykształcenia nie wziął pod uwagę,że to co
          się dzieje,dzieje się celowo.
          Polska już jest rynkiem zbytu artykułów trzeciej jakości i
          wszelkiego rodzaju śmieci.
          My nie mamy produkować swojego. My mamy produkować obce na nasz
          ryneczek.
          Polski inżynier nie powinien się rozwinąć na tyle by się
          usamodzielnić.Samodzielni,to są na Zachodzie UE.
          Owszem, bywają tam Polacy. Bywają. Tylko są to już inżynierowie
          polskiego pochodzenia,którzy do Polski do pracy nie mają zamiaru
          wrócić.Ich miejsce jest już tam.
    • zetkaf Re: coś o inżynierach 27.09.09, 21:12
      Powiem tak:
      jak zobaczylem, jak analfabeta sie szaleju najadl w odpowiedzi do
      mnie, jakiego tasiemca walnal, i jaka potem dyskusje sam ze soba
      uskutecznia - odpuszczam, ewidetnie przegrzanie mozgu. Czyzby w
      Witnicy zapasy piwa sie skonczyly? ;)
      • Gość: nbnmb Re: coś o inżynierach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 21:31
        >> odpuszczam, ewidetnie przegrzanie mozgu.

        ha nie masz argumentów i się poddajesz.

        >> Czyzby w
        Witnicy zapasy piwa sie skonczyly? ;)

        dzisiaj piłem faxa bo mi sie kasa skończyła na lubuskie. 10% mocno kopie litrowe.
        • zetkaf Re: coś o inżynierach 27.09.09, 23:08
          > ha nie masz argumentów i się poddajesz.
          Mam jeden:
          Nie rozmawiaj z glupcem. Najpierw sciagnie cie do swojego poziomu, a
          potem pobije doswiadczeniem ;)

          > dzisiaj piłem faxa bo mi sie kasa skończyła na lubuskie.
          Aha, to wlasnie mamy naukowe dowody, ze fax gorzej chlodzi mozg niz
          lubuskie ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka