Gość: kat
IP: *.gorzow.mm.pl
25.10.04, 08:34
Szanowny Panie Barański. Strasznie mi Pan poprawił nastrój tym, wielce
kulturalnym komentarzem, bo i odniesienia w nim literackie, i pięknie
wyłuszczona filozofia o głupim narodku. Śmiem jednak wyrazić osobistą opinię
nie na temat magistrackich układów, ale sobotniego wieczoru.
Kabaretów, o niskim poziomie kultury mam dosyć, naoglądam się i naczytam tego
także w madium, które Pan reprezentuje. Sztukę prawdziwą oddzielam od
polityki, bo ta jedynie jarmarczna i "wesołe miasteczko" przypomina, którego
nie cierpię od dziecka. Z całym szacunkiem dla wcześniejszych teatralnych
dokonań pana Wiśniewskiego stwierdzam, że pomysły na ubarwienie uroczystości
inaugurujących nowy sezon artystyczny już mu się wypaliły. I scenariusz, jaki
sobie przygotował, też się nie sprawdził. Wymuszone i wydłużone gesty,
sztuczna swoboda, niby dowcipne teksty o - winnnych wystąpić - brawach...
Jednym słowem - żenada. Wszystko w życiu ma swój czas. Mówi znana wielu
księga. Jeśli więc nie chcemy, by śmiał się z nas świat, nie dolewajmy oliwy
do ogniska, któremu na imię "gorzówek". To plebs, jak wiadomo, kochał
igrzyska, i rechotał, gdy gladiatorów publicznie uśmiercano. Nieuczciwych
pośród nas - niestety - coraz więcej. Nimi zajmie się - miejmy nadzieję
uczciwie - powołana do tego służba. Sądzę więc, że sobotni wieczór należało
wykorzystać na oczyszczenie smrodliwej atmosfery, a nie jej podsycanie, tym
bardziej, że do teatru przybyli ludzie, którzy starają się przemycić miastu
kawałek prawdziwie kulturalnego chleba. Na szczęście koncert młodego septetu,
z pianistą - kompozytorem Wróblewskim, tchnął zdrowym powiewem nowej muzyki,
pokazał, do czego służy scena i czym jest sztuka. Niestety, ten bardzo
ciekawy występ - wobec incydentu /bo ani to happening, ani nawet szkolny
skecz/ pana Wiśniewskiego - jak mniemam, pozostanie w cieniu, niezauważony,
czego i Pan, Panie dziennikarzu Barański dał wyraz swoim milczeniem.