rafal_zapadka
27.02.05, 10:20
Ciasne czynsze
Po stokroć rację miał Stefan Kisielewski mówiąc, że socjalizm bohatersko
walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju. Socjalizm jest rodzajem
społecznej, a także ekonomicznej inżynierii, którą uprawiają ludzie pragnący
zmienić świat na lepsze.
"Tak się historii koło kręci, że najpierw są inteligenci, co mają szczytne
ideały i przeobrazić chcą świat cały? - poucza poeta. Czasami te dobre chęci
prowadzą do wielkich tragedii, bo Janusz Szpotański nie na próżno ostrzegał,
że "by można było Ludzkość zbawić, trzeba się najpierw z nią rozprawić, bo
tylko z morza krwi i męczarń narodzi się przecudna tęcza". Częściej jednak,
zamiast wielkich tragedii, te wszystkie społeczne inżynierie stają się
przyczyną codziennej udręki milionów ludzi, udręki tym gorszej, że społeczni
inżynierowie, których Fryderyk von Hayek i Milton Friedman słusznie oskarżają
o pychę, na widok mordęgi, będącej skutkiem ich działań, proponują "dalsze
doskonalenie".
Bardziej, niż wojna
Dobrą ilustracją trafności spostrzeżenia Stefana Kisielewskiego jest choćby
tzw. "ochrona lokatorów?. Z pozoru sprawia ona wrażenie działania
racjonalnego. Ponieważ lokatorami są ludzie niezamożni, których nie stać na
wybudowanie własnego domu, czy kupienie mieszkania, władza musi chronić ich
przez chciwością zachłannych kamieniczników i dlatego ustala maksymalną
wysokość czynszu najmu, której kamienicznikowi przekraczać nie wolno. Ta
wysokość dostosowana jest, ma się rozumieć, do możliwości płatniczych
lokatora, któremu - o czym nie możemy zapominać - władza publiczna w Polsce
konfiskuje poprzez podatki i inne przymusowe świadczenia 83 procent dochodu.
Nietrudno się domyślić, że te niskie czynsze nie wystarczają na bieżącą
konserwację domu i najpilniejsze remonty. W rezultacie domy nie są należycie
konserwowane, ani remontowane, wskutek czego szybko stają się ruderami, które
wkrótce przestają nadawać się do zamieszkania. Niektórzy powiadają, że ochrona
lokatorów zniszczyła polskie miasta bardziej niż wojna. Być może jest to
przesada, ale kiedy ogląda się dzielnice zamieszkałe przez lokatorów objętych
ochroną, to człowiek przekonuje się, że przesada nie jest duża. Skoro wskutek
ochrony lokatorów coraz więcej domów popada w ruinę, mieszkania na wynajem
stają się dobrem coraz rzadszym, co oczywiście uderza w lokatorów. Muszą
mieszkać w ruderach, bo innych domów po prostu nie ma, a nie ma - bo przy
totalnej ochronie lokatorów budowanie domów na wynajem mieszkań traci sens
ekonomiczny. Krótko mówiąc, ochrona lokatorów bardzo szybko prowadzi do
pogorszenia ich sytuacji i to bez nadziei na poprawę.
Jeszcze za pierwszej komuny jeden z polskich filozofów zauważył, że komunizm
nie może zwyciężyć na całym świecie. Przynajmniej jeden kraj powinien pozostać
normalny, bo w przeciwnym razie nikt już by nie wiedział, ile co naprawdę
kosztuje. Entuzjaści społecznych inżynierii, jak zauważył M. Friedman,
przeważnie zaczynają od administracyjnego ustalania cen, wskutek czego już na
wstępie pozbawiają się podstawowej informacji ekonomicznej. Z taką sytuacją
mamy do czynienia m.in. wskutek ochrony lokatorów, ale ostatnio wyrok
Trybunału w Strasburgu stwarza szansę powrotu do normalności, przynajmniej na
tym odcinku. Trybunał stwierdził, że Polska, utrzymując czynsze regulowane,
narusza prawa człowieka w zakresie uprawnień właścicielskich. W rezultacie
trzeba będzie czynsze uwolnić. No dobrze, a co z lokatorami, którzy w wielu, a
może nawet we wszystkich przypadkach, nie będą w stanie sprostać uwolnionym, a
więc wyższym czynszom? Rozsądnym i korzystnym zarówno dla nich, jak i dla
gospodarki rozwiązaniem byłoby obniżenie podatków. Dzięki temu spadłyby ceny
towarów i usług, a zatem i koszty konserwacji i remontów domów, dzięki czemu
nawet uwolnione czynsze nie musiałyby być wysokie, zaś wskutek spadku cen
zmniejszyłyby się koszty utrzymania, więc sytuacja lokatorów wcale nie
musiałaby się pogorszyć. Przeciwnie - skoro kamienicznictwo stałoby się
opłacalne, to prawdopodobnie budowano by więcej domów na wynajem mieszkań,
dzięki czemu lokatorzy mieliby większy wybór.
Przekonałem się o tym na własnej skórze, kiedy mieszkałem w Paryżu. Zaczynałem
od pracy na czarno raczej słabo płatnej, więc musiałem rozglądać się za lokum
z towarzystwem w XIX dzielnicy (metro Jaures), a kiedy zostałem pikolakiem w
restauracji i moje zarobki wyraźnie się zwiększyły, mogłem wynająć już tylko
dla siebie tzw. chambre de bonne, czyli pokój z umywalką w VIII
arrondissement, tuż obok Pól Elizejskich. Obawiam się jednak, że inaczej
będzie. Skoro coś może pójść źle, to na pewno pójdzie, tym bardziej, że i
wpływowa pani posłanka Banach jest do ochrony lokatorów bardzo przywiązana. W
tej sytuacji bardziej prawdopodobne jest jakieś "dalsze doskonalenie?.
Video meliora...
W zamierzchłych latach 90-tych uczestniczyłem w telewizyjnym programie "100
pytań do...? z udziałem pewnego wybitnego polityka lewicy. Poseł ów,
opowiadając, ile to robi dobrego dla swego okręgu wyborczego, wspomniał też,
że dzięki jego staraniom utworzona została tam specjalna strefa ekonomiczna,
dzięki której okręg ten ożywił się gospodarczo, a mieszkańcy zaczęli zarabiać.
Jak wiadomo, w specjalnych strefach ekonomicznych, przedsiębiorcy mają
rozmaite udogodnienia, m.in. zwolnienia z niektórych podatków, albo ich
znaczne zmniejszenie. Zapytałem pana posła, czy ta strefa jest duża, czy mała.
Odpowiedział, że raczej niewielka. Zapytałem tedy, czy gdyby była większa, to
te dobroczynne skutki, o których tak pięknie nam tu opowiedział, wystąpiłyby
na większym obszarze i objęłyby większą liczbę ludzi? Odpowiedział, ze
naturalnie. - A gdyby ta strefa była jeszcze większa - ciągnąłem - to te
dobroczynne skutki wystąpiłyby na jeszcze większym obszarze i objęłyby jeszcze
większą liczbę ludzi? Poseł zgodził się, chociaż z pewnym ociąganiem, bo nie
był pewien, do czego zmierzam. - W takim razie - zapytałem - dlaczego pan,
panie pośle i pańska partia, nie aplikujecie tych rozwiązań w skali całego
kraju, skoro wiecie już, ze sprawdzają się one i w małej strefie ekonomicznej
i w większej też? - Pana to zawsze takie dowcipy się trzymają - usłyszałem w
odpowiedzi.
"Video meliora proboque, deteriora sequor" (widzę i pochwalam co lepsze, ale
idę za gorszym) - powiedziała Medea w "Metamorfozach" Owidiusza. Odnoszę
wrażenie, że tak samo postępuje większość naszych polityków. Wbrew
rozpowszechnionemu mniemaniu, są to ludzie inteligentni i spostrzegawczy, a
najlepszym dowodem posiadania tych zalet jest miejsce, w którym się znaleźli.
Doskonale wiedzą, co jest dobre dla kraju, jego obywateli i gospodarki, jednak
kierowani specyficznym rodzajem mądrości zwanej sprytem, wybierają rozwiązania
z tego punktu widzenia gorsze, jednak korzystniejsze dla nich samych i
podobnej im szlachty-gołoty, która zdecydowanie woli "dalsze doskonalenie".
Stanisław Michalkiewicz (INTERIA.PL)