bes-t
20.06.02, 13:45
Miało być pieknie, miało być inaczej niż przed laty. Rozsądna
koegzystencja dwojga wystraszonych widmem degradacji administracyjnej. Jak
pięknie się zebrali, po środku drogi – symbolicznie. Odtąd wszystko miało być
zrównoważone, wspólne , nasze – Lubuskie. Dwa równorzędne ośrodki władzy,
wzajemnie uzupełniające się i wspierające.
No i zaczeło się. Najpierw Majchrowski już na wstępie zburzył równowagę oddając
Zielące część administracji rządowej. Samorząd w całości pozostał w Zielące.
Potem na dobre zaczęły się hece z innymi instytucjami UOP, IPN, TV, UZI – to
tylko wierzchołek góry lodowej. Można było zakładać wzajemną rywalizację w
ramach tego chorego układu, ale tylko do pewnego stopnia. Wydarzenia które
miały miejsce ostatnio każą postawić podstawowe pytania o miejsce Gorzowa w tym
wojwewództwie.
Są bowiem rzeczy, które powinno stawiać się wyżej, niż doraźne korzyści
wynikające z określonej liczby stanowisk w administracji. Te rzeczy to zdrowie
i dobrobyt mieszkańców. Nimi handlować nie wolno, tym bardziej jeżeli
kontrahent znany jest jako cwaniak i oszust.
Ze szpitalami było tak, że w Gorzowie były dwa a w Zielące jeden.
Zachwianie równowagi? Dla nich najwyraźniej tak. Marszałek Bocheński, ze swą
zieloną świtą przeforsowali więc chory (dosłownie i w przenośni) pomysł
połączenia dwóch szpitali w jeden. Podobno w imię oszczędności. Oszczędności,
których liczba nigdy i nigdzie nie została konkretnie podana, pomimo wielu
pytań stawianych w tej kwestii. Darujmy sobie ocenę tego argumentu.
Zielonogórski samorząd województwa, który pakuje grube miliony np. w remont
filharmonii zielonogórskiej, każe nam Gorzowianom oszczędzać na swoim zdrowiu.
I ci gorzowscy komuszy wasale, którzy tak boją się egzekutywy komitetu
wojewódzkiego z tow. Brachmańskim na czele, że nawet w sprawie życia i śmierci
swoich wyborców, nie potrafią zagłosować wbrew naczalstwu. Tfu!Jeszcze przed
połączeniem brakowało łóżek szpitalnych i ludzie leżeli na korytarzach. Ale co
tam – naród twardy wytrzyma. Są ważniejsze potrzeby – głównie na południu
województwa.
Cały obraz tego kuriozum jakim jest Lubuskie, wyszedł jednak - jak szydło
z worka - w ostatnich dniach. W 1999 r. gdy trwały prace nad wprowadzeniem w
Polsce jednolitego sytemu rejestru podmiotów gospodarczych, ustalono zasadę, że
siedzibą Krajowego Rejestu Sądowego będą miasta w których siedzibę ma
wojewoda. Wszystko było w porządku do momentu, gdy zasada ta dotarła do
świadomości pewnych kręgów w Zielące. Kręgi te - na które składa się bardzo
sprawny lobbing części środowisk prawniczych i politycznych – użyły swych
nieformalnych wpływów w Warszawie. W wyniku tych działań świeżo uchwalona już
ustawa o KRS (czekająca na wejście w życie od 1.01.2001r.) została
znowelizowana (!!!) w taki sposób, by siedziba KRS zamiast w Gorzowie znalazła
się w Zielące. Zanim nasi się zorientowali, było już po wszystkim. Przygotowana
przez Gorzów budynek nie został wykorzystany, natomiast w Zielące wpakowano
miliony w przygotowanie siedziby. O kosztach tego szwindlu nikt się nie
zająknął.
Wydawałoby się – było minęło. Zrobili nas w trąbę, to będziemy walczyć O
DRUGI KRS w Gorzowie. No i udało się. Zjednoczone środowiska prawnicze,
gospodarcze i polityczne zmierzyły się z tematem, w wyniku czego w kwietniu br.
Minister Sprawiedliwości złożył oficjalną obietnicę, że Gorzowski KRS ruszy od
dnia 01.01.2003 r. w oparciu głównie o lokalne środki. Przy okazji obietnicą
objęto także rozruch wydziału gospodarczego w gorzowskim Sądzie Okręgowym
(grubsze sprawy cywilne z udziałem przedsiębiorców z Gorzowa rozstrzyga jak
dotąd Zieląka). Co obietnica ministra oznacza(ła?) w praktyce? Tylko tyle, że
przedsiębiocy z Gorzowa i okolic nie będą musieli miesiącami czekać w
zielonogórskim sądzie na rejestracje swoich spółek, uchwał wspólników, czy
zmian personalnych w spółkach, oraz, że zmniejszą się koszty zwiazane z
koniecznościa prowadzenia procesów cywilnych przez gorzowskich przedsiębiorców
w Zielące. Realizacja obietnicy ministra spowodowałaby znaczne ułatwienie
przowadzenia działalności gospodarczej w Gorzowie i okolicach. Stworzyłaby
korzystniejszy klimat dla nowych inwestycji. Formalności byłyby załatwiane
szybciej i na miejscu.
Niestety –w tym momencie nastapiło coś, co jest kwintesencją „przyjaznej
współpracy dwóch równorzędnych ośrodków”. W wyniku nieformalnych zabiegów
zielonogórskich polityków( tow. Brachmański i...spółka), oraz wiceprezesa
zielonogórskiego sądu (Walenty Młodzianowski – który się do tego otwarcie
przyznaje) minister w piśmie do wojewody cofnął swoją obietnicę. KRSu w
Gorzowie nie będzie. Nie bo nie. O co chodzi? To oczywiste. Powstanie KRSu w
Gorzowie sprawi, że z Zieląki odpłyną wszystkie gorzowskie sprawy.
Zielonogórski KSR będzie miał mniej pracy. Może niektóre etaty okażą się
zbędne... rozumiecie!? W imię kilku stanowisk w Zielące Gorzów ma pogłębiać się
w stagnacji gospodarczej! Co mówi Walenty? Walenty mówi - po co tworzyć
jednostkę, która nic nie będzie robiła? Pytam się Walentego - czy co najmniej
połowa dotychczasowych spraw z zielonogórskiego KRS to jest „nic do roboty”?
Pytam się Walentego – czy ledwo zipiący zielonogórski KRS (gdzie na głupi wpis
czeka się miesiącami) jest gotowy do przejęcia od 01.01.2003r. całej ewidencji
działalnosci gosdpodarczej prowadzonej przez gminy? To kpina! Nie widzę w tym
nic poza zwykłą obłudą, chęcią „dowalenia” sąsiadowi, pokazania mu miejsca w
szeregu. Zieląka na powstaniu KRS w Gorzowie nic by nie straciła. Gorzów zyskał
by możliwość nieskrępowanego rozwoju.
Te działania zielonogórskich lobbystów utwierdzają mnie w przekonaniu, że
pozostawanie Gorzowa w województwie Lubuskim zagraża jego istotnym interesom.
Na przykładzie tych działań, widać jednoznacznie, że „partner” nie wyzbył się
małomiasteczkowej mentalności i nie potrafi myśleć w kategoraich dobra
wspólnego. Udowodnił, że nieformalnymi, zakulisowymi, podstępnymi zabiegami
może wyrządzić sporo szkody dla normalnego funkcjonowania miasta Gorzowa. Co
gorsza – rzucane bezinteresownie kłody pod nogi, mogą zagrozić gospodarczemu
rozwojowi naszego miasta. W tym układzie zachowanie kilku eksponowanych
stanowisk administracyjnych przez wojewódzki Gorzów może nie zrekompensować
strat jakie ponosimy wszyscy na małżeństwie z Zieląką. Potrzebny jest szybki i
bezbolesny rozwód! Trzeba się zastanowić Gorzów czy jako powiat w województwie
Zachodniopomorskim nie uzyskałby wiekszych korzyści i możliwości rozwoju, niż
tu, gdzie ciągle musi walczyć o należny mu respekt z mniejszym ale
cwanym „partnerem”.